niedziela, 21 stycznia 2018

Życie po stracie

21 września 2017 08:02 46 komentarzy
Strata psa

Strata psa

Życie po stracie

Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju. Nie zawsze jesteśmy przygotowani na taki ból. Ogromny żal może być przytłaczający. Ale czas i świadomość swoich uczuć pomogą nam uporać się z trudnymi emocjami.

Bolesna reakcja na stratę psa nie powinna dziwić po latach przywiązania, wzajemnego oddania i przyjaźni. Tęsknimy za szczekaniem naszego pupila, za jego zabawami, a nawet za porannym wstawaniem na spacer. Z początku negujemy to, co się stało, szukamy psiaka po wszystkich pokojach, ale nigdzie go nie ma. Potem ogarnia nas uczucie głębokiej pustki. Robi nam się coraz ciężej na sercu, a łzy, choć staramy się je powstrzymywać, zaczynają płynąć po twarzy. Pamiętam silnego i dobrze zbudowanego mężczyznę, który płakał jak dziecko, kiedy jego psa potrącił samochód. Siedząc na skraju drogi, obejmował ciało pupila i próbował go reanimować przez długie minuty, a kiedy się poddał, dopadła go bezradność i smutek. To naturalne. W dzisiejszych czasach, kiedy zwierzęta domowe żyją dłużej i mieszkają z nami jak członkowie rodziny, ból po stracie czworonoga dotyka jeszcze bardziej. Post z forum weterynaryjnego jest tego przykładem. Pisze Jacek: „Moje dni stały się nie do zniesienia bez mojego ukochanego minisznaucera Maksia. Jego choroba była krótka, trwała 4 tygodnie. Badania weterynaryjne z początku dawały mi nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nawet płaciłem więcej, aby otrzymać wyniki jego biopsji w trzy, a nie w dziesięć dni. Czwartego dnia po operacji okazało się, że ma mięsaka limfatycznego. Weterynarze dawali mu 6–12 miesięcy życia, pod warunkiem że poddałbym go miesięcznej chemioterapii. Po prostu nie umiałem go na to skazać. Tego samego popołudnia zdecydowałem, aby go uśpiono. A teraz nie wiem, co począć bez niego! Ciągle płaczę i myślę o nim. Ludzie mówią mi, żebym kupił nowego psa, ale nie jestem pewien, czy umiałbym go kochać tak, jak kochałem Maksia. Jeśli tylko istniałby sposób, żeby się dowiedzieć, że on jest cały i zdrowy i że któregoś dnia znów będziemy razem… Ale nikt nie może mnie o tym zapewnić. Jak długo będę tak cierpiał? Czasem myślę, że tego dłużej nie zniosę. To najgorsza strata, jakiej dotąd doznałem”. Myślę, że wielu czytelników mogłoby się odnaleźć w tym, co przeżywa Jacek.

Proces przeżywania

Żal po czworonożnym przyjacielu przeżywa się podobnie jak żal po człowieku. Składa się on z pięciu etapów i w psychologii zwany jest modelem Kübler-Ross. Jest to teoria reakcji pacjenta i jego bliskich na wiadomość o nieuleczalnej chorobie i niedalekiej perspektywie śmierci przedstawiona przez dr Elżbietę Kübler-Ross w 1969 roku w jej książce „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Pozwala nam ona dowiedzieć się więcej o powszechnie przeżywanych uczuciach towarzyszących żałobie. Według psychologa Pawła Sobiecha zapoznanie się z tą teorią jest ważne, gdyż pomaga w uświadomieniu sobie, że nasze emocje są normalne. Tak jak w wypadku śmierci człowieka ból po stracie psa oznacza dla nas konieczność pogodzenia się z faktem, że ktoś dla nas ważny odszedł i już nie wróci. To jest proces i trzeba go tak przeżywać. Dlatego istotne jest zorganizowanie obrzędu pożegnania naszego drogiego przyjaciela, czy to modląc się za niego, czy też grzebiąc na cmentarzu dla zwierząt. Warto wtedy jeszcze raz, wspominając chwile, jakie wspólnie przeżyliśmy, przypomnieć sobie przyjaźń, jaką pies nas darzył. Kolejnym krokiem jest powolna akceptacja uczucia smutku. „Nie neguj tego i daj sobie pozwolenie na łzy. Wyraź swój żal. Daj mu ujście. Jeśli zatrzymasz go w sobie, będzie ci ciężej uporać się z tą sytuacją. Płacz niezależnie od tego, ile masz lat” – radzi psycholog Paweł Sobiech. Jeśli ktoś ze znajomych nie potrafi uszanować twoich uczuć i mówi ci: „To był tylko pies”, lepiej unikaj spotkań z tą osobą w tym czasie. Nie zastępuj od razu dawnego pupila nowym zwierzątkiem. Jeśli będziesz tego próbował, tylko zadasz sobie więcej bólu, kiedy okaże się, że nowy pies nie dorównuje dawnemu. Daj sobie czas na odżałowanie straty. Mów o nim. I to dużo. Przeżywanie bólu w obecności innych ludzi jest bardzo istotne. Jeśli dzielimy z kimś żal i przed kimś go wyrażamy, przynosi nam to ulgę. Rozmawianie na ten temat pozwala nam również na włączenie śmierci do naszego życia. A z czasem strata pozostanie już tylko wspomnieniem. Dlatego opowiadaj historie o swoim psie przyjaciołom i bliskim, którzy zechcą słuchać. Jeśli nie masz komu się zwierzyć, zajrzyj na odpowiednie forum internetowe, tam znajdziesz zrozumienie ludzi, którzy czują podobnie lub którzy już to kiedyś przechodzili i mogą posłużyć ci swoimi radami. Możesz też napisać wiersz ku pamięci czworonoga lub trzymać jego zdjęcie przy sobie. Nie próbuj udawać, że on nie istniał, to ci nie pomoże, wręcz przeciwnie, tylko pogorszy twoje samopoczucie. Pogodziwszy się już trochę ze stratą, możesz zacząć powoli odkrywać potrzebę otwarcia serca i domu dla nowego zwierzątka. Jeśli tylko nie będziesz próbował mieć identycznego psa jak ten, którego straciłeś, może się okazać, że nowy towarzysz pomoże ci przejść przez okres smutku.

To musi boleć

Doświadczenie straty to początek uzdrowienia. Jeżeli nie przeżyje się żalu, unikając go, zaczyna się chorobliwy ból, który powoduje oschłość emocjonalną. To może nawet prowadzić do tego, że człowiek nie zechce mieć już kolejnego psa, aby nie narażać się na ponowną rozpacz po jego stracie. Negowanie smutku jest równoważne z negowaniem miłości do pupila. Dlatego kiedy twój zwierzak zacznie chorować lub kiedy zaczniesz zauważać oznaki jego starości, włącz do rodziny kolejnego czworonożnego członka. W ten sposób zredukujesz ból po stracie sędziwego towarzysza. Reakcje na śmierć psa mogą być bardzo różne i często zależą od wieku i sytuacji właściciela. Dziecko w wieku przedszkolnym będzie myślało, że tak jak w bajkach i grach śmierć psa jest czymś tymczasowym. Trzeba pomóc mu stawić czoło rzeczywistości. Niech uczestniczy w pożegnaniu pupila, zobaczy martwego, żeby mogło go przytulić, a nawet niech pomoże przy pochowaniu go. Chodzi o to, żeby sytuacja była dla niego jasna. Starsze dziecko zrozumie śmierć tak jak dorośli, jednak nie będzie chciało uwierzyć, że może ona dotknąć kogoś z jego najbliższych. Dlatego zdaniem psychologa Pawła Sobiecha ważne jest, aby wcześniej przygotować je na to cierpienie. Jeśli Azor jest chory, trzeba powiedzieć dziecku o tym fakcie i jego konsekwencjach. Szczególnie intensywnie żałobę może przeżywać bezdzietne małżeństwo. Ci ludzie najczęściej traktowali psa jak swoje dziecko. Dla nich ważne będzie upamiętnienie uczuć, jakie wnosił on do ich życia każdego dnia. Pustkę po nim zapełnią, zapraszając do domu kolejnego czworonoga. Tylko zwracając swoją miłość w jego stronę, zmniejszą smutek, a przy okazji uszczęśliwią potrzebującą rodziny istotę. Odejście psa będzie także wielkim przeżyciem dla osoby w podeszłym wieku. Wzruszająco wygląda para spacerujących razem przyjaciół. Jeden idzie powoli, podpierając się laseczką, a drugi obok niego człapie na czterech łapach. Są dla siebie całym światem. Kiedy więc pupil się zestarzeje i trzeba go będzie na zawsze pożegnać, warto namówić starszą osobę, żeby zaopiekowała się kolejnym czworonożnym „wnuczkiem”. Tylko w ten sposób radość z nowego pieska złagodzi żal po śmierci wieloletniego towarzysza.

Życie przemija

Póki mamy u swego boku zdrowego i radosnego psiaka, wykorzystujmy każdy nowy dzień jak najlepiej. Cieszmy się tym, że przeżywamy go u boku tak wspaniałego przyjaciela. Spędzajmy ze swoim pupilem jak najwięcej czasu, żeby niczego nie żałować, kiedy go stracimy.
Ewelina Chyl

Pięć etapów żalu

1. Zaprzeczenie: „To nie może się dziać naprawdę”.
2. Gniew: „Dlaczego to spotkało mnie/mojego psa? To nie fair!”.
3. Targowanie się (negocjacja), a po śmierci narzekanie i próba znalezienia czegoś, co zmieniłoby wyrok: „Gdybym miał więcej czasu, może znalazłbym lepsze lekarstwo”.
4. Depresja – przeżywanie żalu i smutku.
5. Akceptacja: „Mój zwierzak już nie cierpi, jest już w psim niebie”.

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze: Przyjaciel Pies nr 11/2010

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Życie po stracie Reviewed by on . [caption id="attachment_1266" align="alignleft" width="270"] Strata psa[/caption] Życie po stracie Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzal [caption id="attachment_1266" align="alignleft" width="270"] Strata psa[/caption] Życie po stracie Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzal Rating: 0

komentarze (46)

  • Aga42

    Mój ukochany pies Neron zasnął na zawsze 29.12.2017 Nie potrafię się pozbierać po jego stracie,to tak jakby odeszła bardzo bliska osoba,żal niemiłosierny,smutek,tęsknota. Wciąż słyszę jak bawi się swoją ulubiona zabawką,jak biega po tarasie albo szczeka kiedy chce oznajmić,że nadchodzi listonosz(niecierpiał faceta) Widzę Go jak biegnie przed każde okno kiedy rano otwieram rolety. Widze jak siada pod oknem w kuchni równiutko wyprostowany i czeka na pochwały albo żeby do niego pomachać. Nie umiem znieść tego,że teraz kiedy bede wracała z pracy On mnie nie przywita i nie bedzie się popisywał akrobacjami jakie wyprawiał zawsze ze swoja zabawką. Nie wierzę,że to się dzieje naprawdę,chcę sięobudzić z tego okropnego snu! Niestety Neronek nie żyje,kochane moje psisko Kocham Cie piesku bardzo! Do zobaczenia.

  • RobCJ19

    Dziś moja Akita Amerykańska odeszła po operacji usunięcia guza z śledziony. Szeryf , bo tak się wabił miał 8 lat.. Przed świętami odwiedziliśmy weterynarza, ponieważ nie chciał nic jeść i miał symptomy zatrucia pokarmowego. Jednak dziś rano nie miał sił chodzić, jego brzusiu był napęczniały… Od razu zainterweniowaliśmy i dziś weterynarz zrobił usg i odkrył tego guza. Operacja przebiegła pomyślnie.. niestety stracił zbyt wiele krwi i odszedł podczas szycia. Bardzo Cię kochamy Przyjacielu , nie zapomnimy cię

  • Damian84

    NERON – ( doberman, lat 3,5 – bardzo inteligentny i mądry ), tak się wabił mój przyjaciel. Odszedł 29 grudnia 2017 roku w ciężkich męczarniach jak poinformował nas weterynarz. Bardzo mi brakuje Nerona. Tęsknię. Współczuje każdemu co przezywał, przeżywa i będzie przeżywać stratę swojego kochanego czworonoga. Te petardy! Denerwują mnie niemiłosiernie.. Jedyne czego sie bałeś Neronku, to petardy, wybuchy… . Mój pies był lubiany przez wszystkich – dosłownie. Moja babcia boi się psów a szczególnie dużych. Natomiast jak poznała Nerona, to całkowicie zmieniła podejście do psiaków. Dziękuję Ci za to Neron. Neron uwielbiał tez dzieci a w szczególności moje dzieci 🙂 Natalkę oraz Łucję… Neron – one tez bardzo tęsknią ! Muszę tez wspomnieć o tym, że mój pies lubił, bardzo, wodę i to nie miało znaczenia czy była to woda ciepła czy zimna. Lubił też śnieg a w szczególności wtedy kiedy sypał gdyż wtedy mógł się popisywać ile to nie mógł złapać śnieżek….. . Miał tez swoją zabawkę .. wymyśloną przez niego samego – nie żartuję! Bawił się beczką po oleju. Taka duża beczka ( czysta ) – ok 40 litrów. Rozpędzał się w ogródku i walił w nia z główki, łapkami itd .. pyskiem podrzucał ją do góry i podskakują uderzał głową lub celowo spadała mu na plecy. Co za mądry pies. Uwielbiał tą zabawkę. Wczoraj ją wyrzuciłem – nie mogłem na nią patrzeć. Cierpię katusze. Neron. Słyszę jak tupoczesz po trawniku. Słyszę poranne odgłosy … . Cięgle Ciebie słyszę. Piesku dziękuję Ci bardzo za to, że mogłem na Ciebie liczyć. Pilnowałeś domu, podwórka, nas! Każdy mówił o Tobie, ze pierwszy raz widzi takiego oddanego stróża. Zawsze byłem z Ciebie dumny. Jestem! Neron! Przepraszam Ciebie, że …. że już Ciebie nie ma. Gdybym posiadał taką wiedze jak dziś to bym Ciebie odratował. Neron – nauczyłeś mnie jednej bardzo ważnej cechy – nie odkładaj niczego na jutro!!! Już nie będę tak robić! Dziękuje Tobie. Ludzie mili. Patrzcie psom w oczy. One potrafią nam wszystko przekazać. Widzę jak patrzy na mnie i woła o pomoc… Nie potrafię powiedzieć dlaczego nie wierzyłem, że te oczy mówią mi – pomóż mi! Widziałem coś innego ale …. . … przepraszam Ciebie piesku. Kochany piesku, mój jedyny – dziękuję Ci za każdy dzień. Wybacz. Proszę wybacz. TĘSKNIĘ!!

  • MasziroSzina

    MasziroSzina

    Mój Przyjaciel odszedł prawie pół roku temu, miał na imię Jack i miał 7 lat. Żal nie minął, cały czas za nim płaczę i nie potrafię się pogodzić z tym, że odszedł. Tak bardzo chcę żeby położył mi swój łepek na moich kolanach tak jak zawsze to robił i dałabym mu buziaka w łepek i jak zawsze to robiłam i powiedziałabym mu jak bardzo go kocham. Tęsknie, tęsknie tak bardzo jak nigdy dotąd. Czas mija a ból jest wciąż taki sam. Jack był kimś więcej niż przyjaciel, to była moja rodzina! Był dla mnie wszystkim. W moim domu się nie układało, mieszkałam tylko z ojcem który był awanturnikiem i alkoholikiem… czułam, że to Jack był moją ostoją. Nie było mowy żeby pozwolił mnie skrzywdzić i ja nie dałabym zrobić krzywdy jemu! Kilkukrotnie były momenty kiedy bałam się własnego domu, zamykałam się w ciemnym pokoju i przytulałam Jackola. Moje życie nie było utkane różami, możecie się dziwić, ale czasem pies potrafi dać więcej ciepła niż własny rodzic. Dlatego ta strata boli jeszcze bardziej. Uwielbiałam czas spędzony z nim, śmiałam się, uciekałam, łapałam Jackolka! Niektórzy się bali mojego Skarba, ale ja mogłam z nim wszystko. Nie zapomnę jak przyniósł nam w pysku jeża i wypluł go na sam środek pokoju zadowolony z siebie! Pamiętam też jak próbował załapać kota który uciekł mu przez płot do sąsiada, ale czasem Jack miał się za Rambo i mimo że był Sznaucerem Olbrzymem płot wygrał a on się w nim zaklinował. Był nie przeciętnie inteligentny, nauczyłam go wiele sztuczek, ale myślę, że najciekawszą było liczenie… co prawda do 3… ale i tak uważałam to za sukces! Jack nie przepadał za mężczyznami, wydaje mi się że to z powodu mojego ojca… Ale np dzieciaki to na nim siadały, ciągnęły za uszy a on był oazą spokoju. Pamiętam syna sąsiada (7 lat) objął Jackolka i powiedział, że go kocha. Był cudowny. Kocham go! Nieważne gdzie teraz jest… Kocham.

  • aaleksandra

    13 listopada 2017 roku ja i moja 13,5 letnia buldożka francuska przegrałyśmy walkę o jej życie. Nierówną walkę z czerniakiem prowadziłyśmy od marca br. Po usunięciu nowotworu i diagnozie, która raniła jak nóż była jednak szansa, że rokowania będą dobre oby nie pojawił się przerzut. Jednak w maju marzenia prysnęły jak mydlana bańka –ten rak nie dał o sobie zapomnieć -pojawił się pierwszy przerzut. Zajęty węzeł chłonny podrzuchwowy prawy. Operacja leki sprowadzone z zagranicy i nadzieja, że będzie dobrze. Słowa onkologa „ dla pani suki nie ma już pełnego wyleczenia, kupujemy tylko czas” szumiały mi w uszach przez kilka dni. Wydawało mi się, że to zły sen z którego nie mogę się obudzić. Hadża, bo tak miała na imię operację jak na staruszkę w tej rasie znosiła rewelacyjnie, po operacji czuła się dobrze nawet pilnowała kapcia jak co wieczór. Nasz onkolog nie dawał nam nadziei ale też jej nie odbierał. Dzwonił do nas z pytaniami jak się ona czuje. Również pani anestezjolog dzwoniła i udzielała rad po każdym zabiegu. Wierzyłam, że będzie dobrze chociaż o kilka miesięcy prosiłam siły wyższe, jeszcze trochę czasu dla nas. Badania, kolejne operacje (tj. zajęte węzły chłonne w okolicy szyi) a ona ciągle silna, walcząca. Rak nie odpuszczał. Pojawiały się wątpliwości czy leczyć dalej ale nawet lekarze mówili, że jest silna, wesoła szkoda odpuszczać. Od marca byłam z nią każdego dnia, nigdy nie zostawała sama nawet na chwilę. Moja mama, babcia, ciocia zawsze dzielnie się nią zajmowały. A ja nawet nie zauważyłam, że przez te miesiące stała się dla mnie częścią mojego ciała (zawsze razem). Choroba nagle zaatakowała z taką siłą, że musiałam podjąć decyzję o eutanazji. Te wszystkie kilometry, które pokonywałyśmy do lecznicy w Warszawie z nadzieją na lepsze jutro, pokonałyśmy tego dnia już bez niej. „Dzielnie Panie walczyłyście o nią” powiedziała tego dnia do mnie i mojej mamy lekarka. Przez 100km, które dzieliły nas od domu zwinięta w kocyk na tylnym siedzeniu leżała moja buldożka. Wtedy patrząc w lusterko wsteczne miałam wrażenie, że w końcu spokojnie śpi. Dwa ostatnie dni były straszne ona już cierpiała, nie spała. Guz na wątrobie rósł w takim tempie, że naciskał na przeponę i utrudniał jej oddychanie. Nie mogła się położyć. Szok dwa dni temu było dobrze, dwa tyg. temu byłyśmy na usg- to się działo tak szybko. I jak to już koniec? Nie ma jej? Gdy na nią patrzyłam czułam ulgę bo obiecałam sobie ze jak tylko będzie cierpieć- zrobię to. Nie pozwolę by czuła się źle. Czy na śmierć można się przygotować? Czy to nie prawda, że i tak nas zaskoczy nawet gdy się jej spodziewamy? Teraz cierpię ja, moja mama, ciocia, babcia. Wszyscy dla których była tak bliska. Dziś mijają dwa tygodnie od jej śmierci a ja ciągle wyglądając przez okno widzę jej czerwony kubraczek w którym biegała po podwórku. Na stole stoi torba z lekami i zastrzykami. Na kanapie wciąż jej kocyk na którym leżała. Torebka jej ukochanych, krówek których nie zdążyła zjeść. I ta okropna cisza bez jej pomrukiwania i pochrapywania. Teraz my w domu cierpimy. Dom smutny i pusty. Pustka, z którą nie potrafię, żyć. Za oparcia kanapy już nie wystają uszy, które natychmiast się pojawiały kiedy zostawała sama w pokoju. Już nie szczeka, nie woła mnie jak jest sama. Odeszła na zawsze chociaż jeszcze w to nie wierzę. Przypominają mi o tym puste posłanie i woda w miseczce, która już prawie wyparowała.

  • Paula3745

    Dzisiaj w nocy odszedł mój pierwszy i za razem ostatni ( nie chcę przeżywać tego samego po raz kolejny😭) czworonożny przyjaciel maksio miał 13 lat i 7 miesięcy. Pamiętam przywiozłam malutkiego Maksia do domu i mama powiedziała od raZu, że nie będzie sie nim zajmować, więc trzymałam Maksia u siebie w pokoju, w nocy nie spałam, bo maluszek z siwą kępką sierści na karku piszczał, bo chciał wejść na łóżko. Po jakimś czasie już mama nie mogła żyć bez niego tak jak cała rodzina. Nie raz bardzo sie obrażał jak glaskało sie innego psa, kota czy małego dzieciaczka. Od kilku miesięcy było raz lepiej raz gorzej, miał problemy z jelitami, dostawał zastrzyki, olej i było dobrze. Teraz jednak było inaczej od trzech dni nic nie jadł, ledwo chodził wiec weterynarz, który zawsze śmiał się z niego ze to pański piesek i że za dobrze mama to karmi, podał to co zawsze, wczoraj na wizycie powiedział,że jest troszkę lepiej dał zastrzyk, żebym przyjechała rano do rodziców i żebym mu zrobiła, ale niestety rano mama zadzwoniła, że nie muszę już przyjeżdżać, bo już nie ma komu robić tego zastrzyku. Myślałam na początku, że mama żartuje że Maksio zaczął jeść i ze jest wszystko dobrze lecz niestety myliłam się. Tato opowiedział mi że w nocy siedział przy nim to nie mogłam opanować łez. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, zresztą tak jak cała rodzina. Mama miała z Maksiem swój poranny rytuał czyli poranny spacerek potem kawka u koleżanki. Teraz już nie będzie nic takie same. Przed chwilą pojechałam jeszcze do rodziców do domu i czekałam przy drzwiach aż Maksio wyjdzie i mnie przywita, ale niestety już nigdy tak sie nie stanie. Wiedziałam, że to stanie się prędzej czy później , ale miałam nadzieję, że jeszcze spędzi z nami święta co roku przy składaniu życzeń i dzielenia się opłatkiem Maksio plątał sie miedzy nogami i patrzył sie prosto w oczy żeby dbać mu kawałek opłatka. Mam nadzieję, że Maksio jest teraz szczęśliwy i nic już go nie boli. Może kiedyś pogodzimy sie po stracie Maksia, ale myślę że długo to potrwa.będzie mi jego bardzo brakowało. Kocham go bardzo mocno jak członka rodziny w końcu był z nami tyle lat. Najważniejsze jest to, że już sie nie męczy i nic bo nie boli. Siedzę i płacze, nie mogę sobie wybaczyć, że jednak mogłam może zrobić coś jeszcze, zawieźć do innego weterynarza może byłoby dobrze 😭😭😭😭

  • Maarllennkaa

    Witam was . 20.11.2017 też straciłam swojego ukochanego pieska 🙁 Wypuściłam go jak zawsze na ogród, a że mamy wspólny z sąsiadami zawsze wychodziłam i zamykałam drzwi bo uciekał (pewnie z ciekawości do świata ) tym razem miał mniej szczęścia … Ktoś przyszedł, ale nie z mieszkańców i zostawił otwarte drzwi wybiegłam szukałam go, ale nie mogłam go znaleźć 🙁 wróciłam do domu po samochód , myślę wsiadam jadę go szukać !!! Ubrałam syna wsadziłam w samochód jadę !!! A on leżał na chodniku a w okół niego tłum ludzi, myślałam, że się z nim bawią wysiadłam szczęśliwa że go znalazłam, ale okazało się że potrącił go samochód a że był malutki nie miał sił. widziałam jak się męczył płakałam chciałam go ratować wzięłam go na ręce i chciałam jechać na pogotowie . Ale on nie miał już chyba sił 🙁 mam takie wyrzuty sumienia, bo byłam tam i go nie widziałam cofnęłam się po samochód i może gdybym tego nie zrobiła mój Buffiaczek byłby ze mną teraz .. Straszznie za nim tęsknie dziś mija 4 dzień a ja ryczę jak dziecko że nie zrobiłam wszystkiego by go znaleźć że dopuściłam do takiej sytuacji . nie mogłam nawet spać ciągle mam ten widok przed oczami a miał tylko 9 miesięcy . Synkowi tłumacze że aniołki go zabrały, że graja w piłkę z nim, że ma tam wszystko czego tylko pragnie – sama w to wierzę . Chciałam postawić jego zdjecie w ramce zeby był w mojej pamięci ale musze sie z tym wstrzymac bo nie chce wywolywac stresu u syna (5lat) . codziennie siedze w domu jest pusto oglądam jego zdjecia i rycze ze to moja wina ze mogłam go nie wypuszczac !!! Nie chce ni zapominac z czasem chce tez miec nowego pieska ale sie bje ze to bedzie zdrada … Nawet sie modle za Mojim Buffiaczkiem . Wszedzie gdzie nie sppojrze kojarzy mi sie z nim ze byl tu ze biegal ze sie bawil … Nawet nie pozwalam uprac moskotki bo tam czuje jego zapach . Jak sobie z tym radzic mi sie wydaje ze ludzie mnie nie rozumieja bo przeciez to tylko pies ale dla mnie to był czlonek rodziny .

  • lissek99

    Witam, W sobote zmarl moj pies pogryziony przez psa sąsiada. Nie moge przestac o tym myslec, caly czas mam to w glowie.Nie moge sobie z tym poradzic. Moj piesek byl rasy beagle mial na imie Rufi, dokladnie 2 grudnia skonczylby 3 lata. Mieszkam na wiosce w domku jednorodzinnym o dzialce 1000m2. Gdy sie wprowadzilem kupilem od razu mojego pupila, nie powiem ze bylo latwo bo to sa bardzo uparte psy i straszni uciekinierzy. Rufi mial w domu wyznaczony swoj teren garaz i kotlownia, w ktorej mial swoje legowisko. Te 3 lata co byl ze mna to bylo cos pieknego (wcale nie potrafilo sie przy nim nie nudzic, byl uparty i probowal mnie zdominować, bardzo często się na niego zloscilem ale ten pyszczek miał taki slodki). Byly przypadki ze bylem nie raz na niego bardzo zly za swoje zachowanie. Jego najwieksza wada bylo ze nie mogl sie oprzec ucieczce jak furtka sie lekko uchylila. Gdy juz sie dostal poza teren posesji to juz nie bylo mocy zeby go przywolac, nosek do samej ziemi i kilometry przebywal, z tym ze zawsze krecil sie nie daleko domu i zawsze wracal. Do soboty kiedy zdarzyla sie straszna tragedia. Kolo godziny 12.00 Rufus uciekl, caly czas krazyl nie daleko domu, ja wraz z rodzina pojechalismy do szwagra i szwagierki na urodziny na godzine 16.00. O godzinie 16.30 dostaje telefon od sasiada, ktory mieszka 50 m dalej ze moj pies zostal pogryziony przez jego psa rasy AMSTAFF (morderca) i gdzies uciekl. Szybki wyszedlem z urodzin i pojechalem do domu na poszukiwania. Obszedlem cala posesje dookola a ze ciemno bylo to wzialem latarke i szukalem 50-100m2 kolo domu. Az w koncu znalazlem moja kochana psinke niedaleko (po ponad godzinie czasu) w polu kopal sobie dziure. Jak go zobaczylem to od razu zalalem sie lzami, sciagnalem polara okrylem go mocno, wzialem do samochodu i chcialem jechac do weterynarza (pogryziony byl bardzo pod szyją), przejechalem 500 m stanalem kolo domu u szwagra, moj kochany pies zamerdal mi ogonkiem, przewrocil sie na drugi bok, dwa glebokie wdechy powietrza wzial i stalo sie przestal oddychac. Teraz gdy ide do garazu i kotlowni nie wiem jak mam sie zachowac, gdzie patrzec, on zawsze tam byl, codziennie z nim rozmawialem.Mam bardzo duzy zal do siebie ze mnie nie bylo w domu gdy ta bestia go szarpala.Jak juz przyjechalem z nim do domu zeby go pochowac na posesji zauwazylem slady krwi przed drzwiami – teraz wiem, ze gdy ja go szukalem po polu to biedy przyszedl pod dom o pomoc a mnie nie bylo. Bardzo mnie to boli nie wiem jak sobie z tym poradzic. Tyle z tym psem przezylem i bardzo mi go brakuje, prosze doradzcie co robic?

  • sympatyczna1986

    Dziś ok. 18.30 odszedł mój najukochańszy piesek Brutus, miał 14 lat…i niewydolność krążeniową…z każdym dniem oddychał coraz trudniej, tabletki tylko przedłużyły mu życia, aż po dziś dzień, napisałam post już w odpowiedzi na inną wypowiedź, ale postanowiłam jeszcze raz napisać, bo może ktoś napiszę i pomoże mi jak przejść przez to wszystko, przez ten żal, ból i ciężkie łzy, które płyną i płyną…spodziewałam się najgorszego, ale jeszcze nie teraz…nie w tym momencie…ale z drugiej strony widząc jego cierpienie cierpiałam jeszcze bardziej…teraz przynajmniej nie męczy się, nie czuje bólu i jest tam gdzie tylko cisza i spokój, 14 lat wspólnego bycia razem a teraz??? jak żyć??? jak dalej żyć???

    • dagnyny

      Czy ktoś może mi pomóc?Odpowiedzieć,dlaczego?Dlaczego zdecydowałam się na zbyt wczesne uśpienie psa?Dzień dobry.Tydzień temu zdecydowałam się na eutanazję mojej 14,5 letniej cocker spanielki.Rok temu zaczęła kaszleć.Lekarz zlecił RTG płuc,które wykazało guza na płucach i powiększone serce.Suczka dostała leki:dwa razy dziennie CARDISURE 2,5 mg,dodatkowo po pół roku właczony został KARSIVAN dwa razy dziennie i suplement CARDIOVET dwa razy dziennie.Wszystko wydawało się dobrze aż do końca grudnia 2017,zaczęła znowu bardzo kaszleć,początkowo był to suchy kaszel,później przeszedł w mokry.Pies jadł normalnie,nawet miał nadmierny apetyt,ale dużo pił.Na spacerach musiał zatrzymać się przy każdej kałuży,miał nadmierne pragnienie.W domu dużo sikał,ale nie to było dla mnie niepokojące,w końcu był a to staruszka,Pies nie mógł normalnie oddychać,dusił się,Na ostaniej wizycie dostał Potem wracał do normalności.Czy pies mógł dostawać co tydzien zastrzyki z theophylliny?Czemu ja o to nie zapytałąm naszej pani weterynarz?Poddałam się przez te guzy na wątrobie i płyn w plucach psa.Wyobraziłam sobie,że pies bardzo cierpi i postanowiłam,żeby dłużej się nie męczył.Czemu weterynarz powiedzial,ze popiera moją decyzję?Teraz mam takie poczucie winy z którym nie będę mogła życ.Tak sobie myślę,że może nie powinniśmy decydować,czy to już „TEN CZAS”?Pozdrawiam

  • katia8103

    02.11.2017 Pożegnałam ostatni raz mojego najlepszego przyjaciela Punia.Punio 26.10.2017 skonczyl 16 lat.Był ze mną w najważniejszych momentach mojego życia.Kiedy wychodziłam za mąż,kiedy 10 lat temu urodziła się moja córka, kiedy 17 miesięcy temu urodził się syn.Był w złych i dobrych chwilach.Z wiekiem tracił siły ,a ostatni miesiąc był najgorszy,widziałam jak uchodzi z niego życie. Stał się osowiały,nie chciał już wychodzic na dwór,nosiliśmy go na rękach.Nie trzymał juz nocą moczu.Oczy jego były smutne.4 dni przed najgorszym dniem mojego życia przestał jeść i pić,doszły wymioty.Zabralismy go do weterynarza 3 dni przed jego śmiercią,dostał leki kroplówkę,na dosliwnie 2 godziny poprawilo mu się na tyle dobrze,ze zjadł ,ale zadnej innej poprawy nie było.Następnego dnia zwymiotowal niestrawionym pokarmem,nie chcial dalej pic po podaniu mu wody dosłownie łyżeczki wymiotował.Nie moglam patrzeć jak cierpi.Podjeliśmy z mężem najgorszą decyzję żeby uśpić Puńcia.Weterynarz też zasugerował że możliwa będzie taka konieczność.Zawieźliśmy go przed południem do weterynarza.W samochodzie trzymałam go na kolanach owiniętego w kocyk.Oparł swój łepek na moim ramieniu i był taki spokojny.Czułam jego spokój i ja sama też się uspokoiłam.Na miejcu w poczekalni wet dał mu zastrzyk z narkozą.Wtedy cos we mnie pękło i prosiłam męża żeby tego nie robić,mówiłam -że może jeszcze da się go uratować.Błagałam o cud.Punio zaczął wymiotować czyms czarnym i wtedy wiedziałam ,że musimy to zrobić.On nawet nie walczył,poddał się duzo wcześniej.Wet poprosił żebyśmy przeszli do drugiej sali.Tam Puncio zasypiał spokojnie na moich rękach.Mówiłam do niego cały czas-że mu dziękuje,że kocham go i proszę o wybaczenie.Głaskałam i tuliłam.Chciałam zatrzymac czas.Gdy całkiem zasnął wyproszono nas.Puncia położyli na stole by podač drugi zastrzyk.Kiedy wyszliśmy mimo bólu rozdzierającego mi serce poczułam ulgęi spokój,że już nie cierpi.Nie wiem czy dobrze zrobiłam,czuje wyrzuty.Serce mi krwawi.Szukam go po domu,słysze jego łapki stukające po podłodze.Jak żyć bez niego -nie wiem.Kocham go.Jak znieść ten ból.Był moim najlepszym przyjacielem.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top