Nowe koncepcje antykoncepcji

antykoncepcja-u-psow

Powszechnie uważa się, że suki mają ruję (cieczkę) najczęściej wiosną. Ponieważ badania naukowe nie potwierdzają tej tezy, odpowiedzialny opiekun, który nie planuje szczeniąt, musi przez cały rok pamiętać o zabezpieczaniu suki przed ciążą. Antykoncepcją powinny też zostać objęte samce.

Lekarze weterynarii od dawna proponują środki hormonalne albo kastrację jako najskuteczniejszy sposób kontroli urodzeń zwierząt. Te metody są coraz nowocześniejsze, lecz niestety wielu opiekunów, tak suk, jak i samców, ciągle wybiera cierpliwe przeczekanie cieczki. O tym, dlaczego warto zdecydować się na antykoncepcję i jaką jej formę wybrać, rozmawiamy z dr. hab. Wojciechem Niżańskim, kierownikiem Katedry Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Przeczytaj również: Jak przebiega ciąża i poród u psa?

Portal Pies: O psiej antykoncepcji myślimy, kiedy naszym czworonogom zaczynają buzować hormony. Jakie poleciłby Pan metody?
Wojciech Niżański: Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że nie ma idealnej formy antykoncepcji, a więc takiej, która nie miałaby wad. Zawsze trzeba wypytać o nie lekarza weterynarii, a ostateczna decyzja należy do właściciela.

PP: Czy zatem warto zabezpieczać psy przed niekontrolowanym rozrodem?
WN: Wybierając metodę antykoncepcji, pomyślmy nie tylko o kłopotach związanych z cyklem rozrodczym, ale też miejmy na względzie zdrowie zwierzęcia. Ruja to dyskomfort zarówno dla właściciela, jak i suki czy psa. Często kończy się tragicznie, bo niewykastrowany pies, węsząc za suką mającą cieczkę, ucieka z domu i na przykład wpada pod samochód. Ale źle dobrana antykoncepcja prowadzi do powikłań chorobowych macicy, jajników czy gruczołu sutkowego. Może też skutkować kłopotami hormonalnymi.

PP: Wobec takich zagrożeń może lepiej zrezygnować ze środków antykoncepcyjnych i czujnie przetrwać cieczkę?
WN: Suki wykazują aktywność płciową do dwóch razy w roku, więc problem będzie się powtarzać. To nie jest kwestia przetrwania tylko dwóch, ale kilkudziesięciu tygodni przez całe życie suki. W wypadku psa natomiast mamy kłopot przez cały rok. Dlatego powinniśmy brać przykład z naszych sąsiadów, np. Niemców. U nich dzieli się psy na reprodukcyjne i niereprodukcyjne. Jeśli wiadomo, że pies nie będzie rozmnażany, to najlepiej od razu go wykastrować. Natomiast zwierzęta hodowlane zostają wysterylizowane, kiedy już zakończyły swoją „karierę reprodukcyjną”. Z narządami płciowymi wiąże się wiele schorzeń wieku starczego, a dzięki interwencji chirurgicznej możemy radykalnie ograniczyć ryzyko ich wystąpienia.

PP: Jaką antykoncepcję poleciłby Pan dla suk?
WN: Jako podstawową metodę doradzam sterylizację chirurgiczną, ale jeśli doszło do niechcianego krycia, można podać środek wczesnoporonny, antyprogesteron. Wolno go stosować do 45. dnia ciąży, wywołanie poronienia w późnej ciąży jest niehumanitarne. Powinno się to zrobić do drugiego, maksymalnie trzeciego tygodnia, czyli zanim rozwiną się płody.

PP: A jakie są możliwości powikłań?
WN: To mogą być metropatie, czyli zapalenia macicy. W wypadku każdej metody jest jakieś „ale”. W tej też, bo do 25 dnia ciąży nie jesteśmy w stanie jej potwierdzić. Podając zatem środek poronny, możemy obciążać organizm suki bez potrzeby. Dlatego zawsze lepiej zapobiegać.
PP: Nie jest Pan zwolennikiem preparatów hormonalnych…
WN: Niechętnie podchodzę do podawania ich psom. Przede wszystkim dlatego, że to często oznacza odwlekanie sterylizacji. Poza tym nie pozostają one bez wpływu na zdrowie i życie zwierzęcia. Ich stosowanie może się skończyć ropomaciczem i w efekcie trzeba operować suczkę, gdy jest ona w ciężkim stanie. Dlatego jeśli opiekun decyduje się nie wykorzystywać suki do reprodukcji, lepiej, by poddał ją sterylizacji chirurgicznej niż chemicznej.

PP: Czy opracowano specjalne psie hormony, czy stosuje się ludzkie?
WN: Są specjalne psie w formie tabletek albo zastrzyków. Właściciele mają wybór spośród trzech możliwości antykoncepcji hormonalnej przewidzianej dla suk. Pierwsza to przesuwanie cieczki, a więc podawanie tabletek kilka, kilkanaście dni przed spodziewaną cieczką. Tę metodę najrzadziej odradzam. Decydują się na nią hodowcy, kiedy boją się, że cieczka nałoży się na termin ważnej wystawy. Drugi sposób, zdecydowanie najgorszy, polega na hamowaniu objawów cieczki – gdy się pojawia, właściciel zaczyna podawać tabletki. Są to pochodne progesteronu. W pierwszej połowie cieczki organizm jest pod wpływem estrogenów, a więc hormonów zupełnie przeciwstawnych progesteronowi. Podając pochodne progesteronu w fazie estrogennej, wywołujemy powstanie ropomacicza albo stanu, który do niego prowadzi. A więc bardzo szkodzimy suce!

PP: A na czym polega trzecia metoda?
WN: Na trwałym zablokowaniu cieczki środkami działającymi długo, choćby aplikując zastrzyk co pół roku, nawet przez całe życie suki. Są różne generacje tych preparatów, ale nie pozostają obojętne dla organizmu. Przede wszystkim dlatego, że są pochodnymi hormonów ciążowych. W efekcie suka ma spowolnioną przemianę materii i tendencję do tycia. Może być apatyczna, senna. Poza tym stosowanie hormonów powoduje powiększanie się macicy, a także gruczołu sutkowego.

PP: Czyli odradza Pan podawanie sukom antykoncepcji hormonalnej?
WN: Powiem inaczej: ograniczajmy jej stosowanie w jak największym stopniu. A przede wszystkim nie aplikujmy zwierzętom ludzkich środków antykoncepcyjnych, bo te mogą im jeszcze bardziej zaszkodzić!

PP: Jeśli jednak zdecydujemy się na tę metodę zapobiegania ciąży, czy musimy zrobić suce jakieś badania?
WN: Powinniśmy wymagać od lekarza weterynarii, by przed przepisaniem hormonów zbadał dokładnie sukę. Zalecane jest badanie USG macicy i cytologia pochwy.

PP: Przejdźmy do sterylizacji. Wielu opiekunów uważa ją za zbyt radykalną i bardzo szkodliwą formę antykoncepcji.
WN: Trudno stanowczo twierdzić, że sterylizacja jest wbrew naturze, gdyż nie znamy psychicznych uwarunkowań ciąży u suki. Nie jestem behawiorystą, widzę problem bardziej organicznie. Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę z tego, że mniej więcej 30 procent niesterylizowanych suk powyżej ósmego roku życia cierpi na ropomacicze, zwykle nieuleczalne. Gdy suka jest młoda, są możliwości leczenia farmakologicznego, ale zwykle trzeba usunąć macicę wraz z jajnikami.

To skomplikowana i poważna operacja. Dlatego jeśli podda się sterylizacji zdrową sukę, komplikacji jest o wiele mniej niż wtedy, gdy taki sam zabieg przeprowadzi się na organizmie zatrutym. Bardzo trudna jest też rekonwalescencja, niektóre suki jej nie przeżywają. Sterylizując sukę przed pierwszą cieczką, niwelujemy niemal do zera prawdopodobieństwo wystąpienia guzów sutka, a to bardzo częsta choroba. Wycina się guz, a on odrasta w innym miejscu. Czasami dochodzi do przerzutów i nie zostaje nic innego, jak eutanazja. Uniknięcie takiego cierpienia to moim zdaniem koronny argument za sterylizacją.

PP: Również ta metoda zapewne ma wady?
WN: Zdarza się, szczególnie u suk większych ras, że po kastracji – usunięciu macicy i jajników – dochodzi do nietrzymania moczu. Można to kompensować podawaniem leków. Takie kłopoty ma co najwyżej jedna na sto sterylizowanych suk, ale trzeba to brać pod uwagę. Na świecie, głównie w USA i Europie Zachodniej, nową, równorzędną metodą sterylizacji jest usunięcie samych jajników, co powoduje mniej powikłań, jak właśnie nietrzymanie moczu.

Zabieg ten można zastosować głównie u młodych suk, u których nie rozwinęły się żadne zmiany w macicy. Jeśli do nich doszło, trzeba bezwzględnie usunąć i jajniki, i macicę. Ponieważ to nowa metoda, najpierw przyjrzyjmy się wynikom badań choćby w Holandii, gdzie się ją stosuje. W Polsce najpowszechniejsza jest sterylizacja suki, gdy ona już dojrzewa, gdy ma za sobą dwie, trzy cieczki, ale tę praktykę trzeba zweryfikować. Tak nie powinno się robić.

PP: Ten pogląd zaskoczy wielu lekarzy i opiekunów. Dlaczego Pan tak uważa?
WN: Sterylizacja po trzeciej cieczce nie ogranicza bowiem częstotliwości występowania guzów sutka w starczym wielu. Tę szansę daje tylko zabieg wykonany przed pierwszą cieczką, gdy suczka ma sześć do siedmiu miesięcy. W krajach Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych jest to powszechnie stosowana zasada.

PP: Mam wątpliwość, czy tak wczesne pozbawianie narządów rodnych nie ma wpływu na rozwój fizyczny suki.
WN: Nie ma. Z tym wiąże się sterylizacja pediatryczna stosowana coraz częściej w USA. Są jej poddawane 4-miesięczne szczenięta. Taki zabieg robi się głównie w schroniskach, a to dlatego, że 50 procent ludzi, którzy brali stamtąd suczki, nie wywiązywało się z pisemnego zobowiązania poddania ich sterylizacji. Technicznie ten zabieg jest bardzo prosty, nie ma powikłań w obrębie macicy, nie stwierdzono też nietrzymania moczu. Ale jest poważny minus – jeśli wysterylizuje się tak młode zwierzę, bardziej rosną mu kości długie. Nie są już bowiem produkowane estrogeny, hormony płciowe potrzebne przez pierwsze miesiące życia do tego, by zamknęły się nasady kości.

PP: A jaką metodę antykoncepcji wybrać dla samca? Kastrację czy środki farmakologiczne?
WN: Obie są dobre. Kastracja ma ograniczyć tendencję do włóczęgostwa, żeby pies nie pędził gdzieś na oślep za sukami w rui. Ale też zmniejsza prawdopodobieństwo zapadnięcia na wiele chorób, z których najgroźniejsze to nowotwory prostaty.

PP: Często występują u psów?
WN: Wraz z wiekiem każdy pies, w mniejszym lub większym stopniu, cierpi na przerost prostaty. Gdy zaczyna to pogarszać komfort jego życia, a więc powoduje bolesność podczas oddawania moczu czy krwiomocz albo częstomocz, trzeba podjąć leczenie. A terapią jest właśnie kastracja – chirurgiczna albo chemiczna.

PP: To metody równouprawnione?
WN: Metoda chirurgiczna, mówiąc najprościej, polega na usunięciu jąder. Druga jest właściwie zupełnie nowa. Wprowadza się igłą pod skórę, zazwyczaj między łopatkami, niewielkie, trzymilimetrowe implanty, które działają przez rok, blokując hormony płciowe. Powściąga się w ten sposób zachowania płciowe psa, w tym włóczęgostwo czy szalone pogonie za samicami, ale też ogranicza rozrost prostaty. Czyli z jednej strony mamy sterylizację hormonalną, a z drugiej terapię chorób prostaty.

PP: Kiedy można rozważać taką metodę zapanowania nad hormonami samca?
WN: Głównie wtedy, gdy zachowania płciowe psa są dla nas szczególnie dokuczliwe. Ale jeśli ktoś by się uparł i nie chciał sterylizować swojego starszego psa cierpiącego na choroby prostaty, też można wszczepić taki implant.

PP: Czy to kosztowny zabieg?
WN: Nie, można go brać pod uwagę zamiast kastracji chirurgicznej. Ale pamiętajmy, że środki, które niwelują wpływ hormonów na prostatę, trzeba podawać cały czas. Gdy przestaną działać, odruchy płciowe wrócą, a choroba zacznie się ponownie rozwijać.

PP: Jak szybko implant zaczyna działać i czy wywołuje jakieś skutki uboczne?
WN: W zależności od psa pożądany skutek pojawia się po dwóch do czterech tygodni od zaaplikowania implantu. Producent nie wspomina o skutkach ubocznych, ja też nie zauważyłem dotąd żadnych. Może zwiększony apetyt, ale nie potwierdzono tego.

PP: Są przeciwwskazania do stosowania antykoncepcji hormonalnej u samców?
WN: Choroby układu płciowego: stany zapalne albo zmiany w jądrach. Gdyby się okazało, że pies cierpi na nowotwór jąder, a my podalibyśmy mu środek hormonalny, to bardzo przyspieszyłoby rozwój choroby. Trzeba więc najpierw dokładnie zbadać psa.

PP: Jeśli zdecydujemy się na kastrację chirurgiczną, kiedy najlepiej ją wykonać?
WN: Gdy pies jest młody i ma około roku. Niwelujemy wówczas wpływ testosteronu na prostatę i później samiec nie będzie miał z nią problemów. Taki zabieg pozwala też uniknąć nowotworów jąder, które nie należą do rzadkości. Można rozważyć stosowanie hormonalnej kastracji przez całe życie. Ale nie jestem jej zwolennikiem. Lepiej zdecydować się na kastrację chirurgiczną.

PP: Jak wielu właścicieli psów w Polsce stosuje jakiekolwiek metody kontrolowania płodności swojego psa?
WN: Zdecydowanie za mało. Jeśli już się decydują, to zazwyczaj wybierają metody hormonalne, gdyż boją się zabiegu chirurgicznego. Tymczasem hormony są bronią obosieczną – dają nam spokój sumienia i doraźne rozwiązanie problemu. Ale biorąc pod uwagę całe psie życie i komfort zwierzęcia, odwlekają pewne decyzje, które później stają się dużo trudniejsze. W wypadku samców efektów ubocznych jest znacznie mniej niż u suk, jednak sensowniej jest wysterylizować psy i mieć spokój raz na zawsze.

Rozmawiał Maciej Sas

Ostrożnie z hormonami!

Jeśli zdecydujemy się na kurację hormonalną dla suki, musimy bezwzględnie pamiętać o tym, że nie wolno rozpoczynać jej stosowania w czasie cieczki. Hormony należy podać kilka do kilkunastu tygodni przed przewidywaną cieczką. Możliwe jest przesuwanie cieczki albo jej blokada, ale trzeba liczyć się z tym, że może się to skończyć stanami zapalnymi macicy albo kłopotami z gruczołami sutkowymi. Natomiast opiekunowie zwierząt hodowlanych muszą pamiętać, że jeśli choć raz podadzą suce hormon działający długo, to cieczka może się pojawić po pół roku, ale równie dobrze za dwa lata albo nigdy! Środki hormonalne mogą ją bowiem trwale zablokować i suka już nigdy nie zajdzie w ciążę.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena / 5. Liczba głosów

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

O AUTORZE

PRZECZYTAJ WIĘCEJ CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW

Ciekawostki

Niebieskie psy?

Czy pies może być niebieski? Tak – może mieć tzw. niebieskie umaszczenie.

RASY PSÓW

newsletter

Otrzymuj informacje
o najnowszych poradach prosto do swojej skrzynki

Podaj swój adres