poniedziałek, 22 października 2018

Zaginione psy. Nie tracić nadziei!

6 sierpnia 2018 06:03 1 komentarz

Bios Photo March 2011Zaginione psy.
Nie tracić nadziei!

Mieszkają z nami, kochamy je, nie chcemy, by stała im się krzywda. A one czasem beztrosko uciekają, bywa, że nałogowo, narażając nas na stres, długie poszukiwania i niemałe wydatki. Czasem trzeba dużo determinacji, by je odnaleźć.

O psach uciekinierach, ich przygodach i poszukiwaniach można by pisać książki. Gdy właściciel stwierdzi zaginięcie ukochanego czworonoga, jest zrozpaczony i bezradny. O tym, jak szukać zguby, z czym trzeba się zmierzyć i jak zaskakujący może być finał takiej rozłąki, opowiadają poniższe historie…

Przypadek Babci Ziuty

Życie jej nie rozpieszczało. Nie wiadomo, jak długo przebywała w schronisku, co się działo, zanim tam trafiła. Jedno jest pewne – ludzie musieli wyrządzić jej wielką  krzywdę, bo nie miała do nich zaufania. Z psami też się nie lubiła, były jej obojętne i nie wchodziła im w drogę. Siedziała cicho w boksie i czekała na śmierć. – O tym, że w warszawskim schronisku „Na Paluchu” przebywa stara i chora charcica polska, dowiedziałyśmy się od wolontariuszy z organizacji „Charty w potrzebie”, którzy wyszukują w przytuliskach psy w typie tej rasy i starają się dla nich o nowy dom – mówią Izabela i Małgorzata Szmurło, obecne opiekunki Babci Ziuty. – Zrobiłyśmy wszystko, żeby zabrać ją z tego miejsca i zapewnić jej spokojną starość. Kto by pomyślał, że taka z niej podróżniczka – dodają siostry. Suka przyjechała do nowego domu w Błędowie 2 lipca i tam też dochodziła do siebie. W schronisku została zoperowana, a stan jej zdrowia, ze względu na podeszły wiek, nie był zbyt dobry. Zazwyczaj do adopcji nie oddaje się psów starych, w złej kondycji, ale tu zrobiono wyjątek z tego względu, że miała trafić do lekarek weterynarii, które od kilkudziesięciu lat hodują tę rasę i kochają charty jak mało kto. Pod troskliwym okiem hodowczyń samopoczucie i wygląd suczki poprawiały się z dnia na dzień. Po kilku tygodniach była tak sprawna, że zaczęto ją wyprowadzać na spacery w towarzystwie mieszańca Bigielki. – Doskonale się dogadywały, młoda koleżanka była motorem napędowym dla sędziwej, schorowanej charcicy. Dzięki niej Babcia Ziuta nabrała wigoru – mówi jedna z opiekunek. – Zaczęłyśmy je spuszczać razem na spacerach, zawsze wracały na zawołanie. W połowie sierpnia ta sielanka niestety się skończyła… Bigielka poczuła zew i poszła w pole, a charcica za nią. Stara, koślawa, a biegła jak szalona, głucha na wołanie – wspomina ze smutkiem Małgorzata Szmurło.

Charcica na gigancie

Poszukiwania zaczęły się od razu. W związku z tym, że w hodowli zawsze jest wiele osób, zmobilizowano wszystkich. Psów szukano konno, rowerami, pieszo i samochodem. Ani śladu… Po trzech godzinach wróciła Bigielka. Sama. – Przeszukaliśmy całą okolicę, krzak po krzaku. Bez rezultatu – mówi Izabela Szmurło. – Powiadomiliśmy też znajomych, którzy mieli się rozglądać. Tego samego dnia trzy razy widziano charcicę w okolicy naszego domu. Mamy wrażenie, że próbowała nas odnaleźć, ale nie potrafiła – dodaje. W ciągu czterech kolejnych dni właścicielki odbierały telefony z informacjami, gdzie przebywa suka, jednak zawsze, gdy ktoś jechał na miejsce, okazywało się, że już jej tam nie ma. Rozwieszano plakaty ze zdjęciem charcicy w całej okolicy, zataczając coraz szerszy promień. Można było natknąć się na nie nawet w środku lasu i na rzadko uczęszczanych wiejskich dróżkach. Nie sposób było nie wiedzieć, że w okolicy poszukuje się psa. – Kiedy telefony przestały dzwonić, pomyślałyśmy, że Babcia Ziuta nie żyje – przyznaje jedna z opiekunek. – Jej wiek i stan wskazywał na to, że nie przetrwa wielu dni tułaczki bez zapewnionego jedzenia, wody i opieki. Zależało nam, żeby chociaż znaleźć ciało i mieć pewność. Zmienił się charakter naszych poszukiwań. Ekipa penetrowała teraz głównie las, wąwozy i brzegi rzeki, myśląc, że gdzieś natknie się na zwłoki suczki. Przejrzano też wszystkie przydrożne rowy.
Bez rezultatu – dodaje.

Pages →  1 2 3 4

Zaginione psy. Nie tracić nadziei! Reviewed by on . Zaginione psy. Nie tracić nadziei! Mieszkają z nami, kochamy je, nie chcemy, by stała im się krzywda. A one czasem beztrosko uciekają, bywa, że nałogowo, naraża Zaginione psy. Nie tracić nadziei! Mieszkają z nami, kochamy je, nie chcemy, by stała im się krzywda. A one czasem beztrosko uciekają, bywa, że nałogowo, naraża Rating: 0

komentarze (1)

  • Ania

    Ania

    Zgadzam się ze wszystkim. Bardzo boli, kiedy pies ucieknie. W moim przypadku było to pod moją nieobecność, przyjechałam kilka dni po fakcie. Nie można myśleć-mój pies jest grzeczny, nie wywinie mi takiego numeru. Wywinie. Sama się przekonałam.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top