Życie po stracie

zycie-po-stracie-psa

Utrata czworonożnego przyjaciela jest bardzo trudnym przeżyciem. Nie zawsze jesteśmy przygotowani na taki ból. Ogromny żal może być przytłaczający. Ale czas i świadomość swoich uczuć pomogą nam uporać się z trudnymi emocjami.

Bolesna reakcja na stratę psa nie powinna dziwić po latach przywiązania, wzajemnego oddania i przyjaźni. Tęsknimy za szczekaniem naszego pupila, za jego zabawami, a nawet za porannym wstawaniem na spacer. Z początku negujemy to, co się stało, szukamy psiaka po wszystkich pokojach, ale nigdzie go nie ma. Potem ogarnia nas uczucie głębokiej pustki. Robi nam się coraz ciężej na sercu, a łzy, choć staramy się je powstrzymywać, zaczynają płynąć po twarzy. W dzisiejszych czasach, kiedy zwierzęta domowe żyją dłużej i mieszkają z nami jak członkowie rodziny, ból po stracie czworonoga dotyka jeszcze bardziej.

Proces przeżywania

Żal po czworonożnym przyjacielu przeżywa się podobnie jak żal po człowieku. Składa się on z pięciu etapów i w psychologii zwany jest modelem Kübler-Ross. Jest to teoria reakcji pacjenta i jego bliskich na wiadomość o nieuleczalnej chorobie i niedalekiej perspektywie śmierci przedstawiona przez dr Elżbietę Kübler-Ross w 1969 roku w jej książce „Rozmowy o śmierci i umieraniu”.

Pozwala nam ona dowiedzieć się więcej o powszechnie przeżywanych uczuciach towarzyszących żałobie. Według psychologa Pawła Sobiecha zapoznanie się z tą teorią jest ważne, gdyż pomaga w uświadomieniu sobie, że nasze emocje są normalne. Tak jak w wypadku śmierci człowieka, ból po stracie psa oznacza dla nas konieczność pogodzenia się z faktem, że ktoś dla nas ważny odszedł i już nie wróci.

To jest proces i trzeba go tak przeżywać. Dlatego istotne jest zorganizowanie obrzędu pożegnania naszego drogiego przyjaciela w akceptowany przez nas sposób (np. korzystając z usług specjalnych cmentarzy dla zwierząt) Warto wtedy jeszcze raz, wspominając chwile, jakie wspólnie przeżyliśmy, przypomnieć sobie przyjaźń, jaką pies nas darzył. Kolejnym krokiem jest powolna akceptacja uczucia smutku.

„Nie neguj tego i daj sobie pozwolenie na łzy. Wyraź swój żal. Daj mu ujście. Jeśli zatrzymasz go w sobie, będzie ci ciężej uporać się z tą sytuacją. Płacz niezależnie od tego, ile masz lat” – radzi psycholog Paweł Sobiech. Jeśli ktoś ze znajomych nie potrafi uszanować Twoich uczuć i mówi Ci: „To był tylko pies”, lepiej unikaj spotkań z tą osobą w tym czasie. Nie zastępuj od razu dawnego pupila nowym zwierzątkiem. Jeśli będziesz tego próbował, tylko zadasz sobie więcej bólu, kiedy okaże się, że nowy pies nie dorównuje dawnemu.

Daj sobie czas na odżałowanie straty. Mów o nim. I to dużo. Przeżywanie bólu w obecności innych ludzi jest bardzo istotne. Jeśli dzielimy z kimś żal i przed kimś go wyrażamy, przynosi nam to ulgę. Rozmawianie na ten temat pozwala nam również na włączenie śmierci do naszego życia. A z czasem strata pozostanie już tylko wspomnieniem.

Dlatego opowiadaj historie o swoim psie przyjaciołom i bliskim, którzy zechcą słuchać. Jeśli nie masz komu się zwierzyć, zajrzyj na odpowiednie fora internetowe, tam znajdziesz zrozumienie ludzi, którzy czują podobnie lub którzy już to kiedyś przechodzili i mogą posłużyć Ci swoimi radami. Możesz też napisać wiersz ku pamięci czworonoga lub trzymać jego zdjęcie przy sobie.

Nie próbuj udawać, że on nie istniał, to Ci nie pomoże, wręcz przeciwnie, tylko pogorszy Twoje samopoczucie. Pogodziwszy się już trochę ze stratą, możesz zacząć powoli odkrywać potrzebę otwarcia serca i domu dla nowego zwierzątka. Jeśli tylko nie będziesz próbował mieć identycznego psa jak ten, którego straciłeś, może się okazać, że nowy towarzysz pomoże Ci przejść przez okres smutku.

Pięć etapów żalu

  1. Zaprzeczenie: „To nie może się dziać naprawdę”.
  2. Gniew: „Dlaczego to spotkało mnie/mojego psa? To nie fair!”.
  3. Targowanie się (negocjacja), a po śmierci narzekanie i próba znalezienia czegoś, co zmieniłoby wyrok: „Gdybym miał więcej czasu, może znalazłbym lepsze lekarstwo”.
  4. Depresja – przeżywanie żalu i smutku.
  5. Akceptacja: „Mój zwierzak już nie cierpi, jest już w psim niebie”.

To musi boleć

Doświadczenie straty to początek uzdrowienia. Jeżeli nie przeżyje się żalu, unikając go, zaczyna się chorobliwy ból, który powoduje oschłość emocjonalną. To może nawet prowadzić do tego, że człowiek nie zechce mieć już kolejnego psa, aby nie narażać się na ponowną rozpacz po jego stracie.

Negowanie smutku jest równoważne z negowaniem miłości do pupila. Dlatego kiedy Twój zwierzak zacznie chorować lub kiedy zaczniesz zauważać oznaki jego starości, włącz do rodziny kolejnego czworonożnego członka. W ten sposób zredukujesz ból po stracie sędziwego towarzysza. Reakcje na śmierć psa mogą być bardzo różne i często zależą od wieku i sytuacji opiekuna. Zdaniem psychologa Pawła Sobiecha ważne jest, aby dzieci przygotować na śmierć czworonoga.

Jeśli Azor jest chory, trzeba powiedzieć dziecku o tym fakcie i jego konsekwencjach. Szczególnie intensywnie żałobę może przeżywać bezdzietna para. Ci ludzie najczęściej traktowali psa jak swoje dziecko. Dla nich ważne będzie upamiętnienie uczuć, jakie wnosił on do ich życia każdego dnia. Pustkę po nim zapełnią, zapraszając do domu kolejnego czworonoga. Tylko zwracając swoją miłość w jego stronę, zmniejszą smutek, a przy okazji uszczęśliwią potrzebującą rodziny istotę.

Odejście psa będzie także wielkim przeżyciem dla osoby w podeszłym wieku. Wzruszająco wygląda para spacerujących razem przyjaciół. Jeden idzie powoli, podpierając się laseczką, a drugi obok niego człapie na czterech łapach. Są dla siebie całym światem. Kiedy więc pupil się zestarzeje i trzeba go będzie na zawsze pożegnać, warto namówić starszą osobę, żeby zaopiekowała się kolejnym czworonożnym „wnuczkiem”. Tylko w ten sposób radość z nowego pieska złagodzi żal po śmierci wieloletniego towarzysza.

Życie przemija

Póki mamy u swego boku zdrowego i radosnego psiaka, wykorzystujmy każdy nowy dzień jak najlepiej. Cieszmy się tym, że przeżywamy go u boku tak wspaniałego przyjaciela. Spędzajmy ze swoim pupilem jak najwięcej czasu, żeby niczego nie żałować, kiedy go stracimy.

Ewelina Chyl

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena 4.7 / 5. Liczba głosów 790

Brak głosów. Oceń artykuł!

KOMENTARZE

382 komentarze do wpisu „Życie po stracie”

  1. 24.09.2020 o 17.30 po tęczowym moście odszedł od nas nasz ukochany Blacky.Nigdy więcej nie spojrzy na nas swoimi dużymi mądrymi oczkami.Nigdy więcej nie zaszczeka i nie pomacha radośnie ogonkiem.Nigdy więcej nie pobiegnie po piłeczkę.Nie przyniesie rzuconego patyczka.Mial 14 i pół roku.Gdy okazało się ze jest chory było już za późno na ratunek.Byłyśmy z córka przy nim do końca .Usnal sobie sobie spokojnie wiecznym snem tulony przez nas do siebie.Tak pusto jest w domu bez niego!To tak strasznie boli.Zegnaj nasz malutki sznaucerku..Zostaiesz na zawsze w naszych sercach .

    Odpowiedz
  2. 12.09.2020 odszedł mój kochany DŻEKI, miał 12 lat i był ze mną od 2-go miesiąca. Niemal codziennie od kilku lat robiliśmy przejażdżki lub chodziliśmy na spacery, jak nie mogłem to wypuszczałem Dżekusia z kojca i biegał po podwórku. W połowie lipca zaczynał mniej jeść i robił tylko krótkie przebieżki, a pod koniec lipca brzuch zaczął się powiększać,ciężko oddychał. Pojechaliśmy, porobiliśmy badania, USG(woda sie zbierała,nie wydolność wątroby,itp.) Kupiliśmy leki na nie wydolność i moczopędne. Brał leki, ładnie jadł, nawet chodził za mną po podwórku. Przed chorobą zawsze był wesoły i pełen energii, diametralnie osłabł i pojawił sie smutek w jego oczach(w moich również). Najbardziej siedzą mi w głowie ostatnie dni jego życia, jadł ale był bardzo osłabiony,10 września brzuch zrobił sie większy, nie dawał rady już sam wstać na tylne nogi to mu pomagałem, następnego dnia serce zaczęło szybciej bić i było mu bardzo ciężko chodzić. 12 września(ten dzień siedzi mi najbardziej w głowie) już nie chciał nic zjeść, cały czas leżał/siedział, przed południem zobaczyłem ze wstał na przednie łapki i sie rozgląda,podszedłem do niego i go podniosłem, po jakimś czasie podszedł do mnie i się przytulił (czuł/wiedział że to już ostatnie chwile), nie minęła godzina i przed 12 jego serce przestało bić. Byłem załamany i zszokowany bo odszedł mój najlepszy przyjaciel. Pierwsze 3 dni bylem roztrzęsiony, nie miałem na nic energii,nic mi sie nie chciało,nie wiedziałem co sie dzieje dookoła mnie. Dżekiego odwiedzam każdego dnia kilka razy, (w kwietniu zmarł dziadek z którym jeździłem po Dżekusia), bardzo mi ich brakuje.

    Odpowiedz
  3. Mój kochany Desperku żegnaj.Mam nadzieję że się spotkamy .przyjdź do domu czeka na Ciebie smakołyk i my.wczoraj odszedles.tesknie tak bardzo.Jak żyć bez Ciebie.Kocham Cię na zawsze.😢❤❤❤❤❤

    Odpowiedz
  4. Wczoraj odszedł od nas moj ukochany przyjaciel Rafik … po 16 latach wspólnego szczęśliwego życia. Nie mogę uporać się z tą stratą , nie mogę przestać płakać …. nie wyobrażam sobie zycia bez mojego najlepszego przyjaciela, czuje jakby czesc mnie umarla wraz z nim. Był dzielnym wojownikiem, od 2 lat walczyl z zapadajaca tchawica ( wedlug naszego weterynarza byl to wyjatkowo ciezki przypadek ) wiem, że kazdy jego oddech byl dla mnie, walczyl dzielnie dla mnie…. bylismy razem do konca, przytulalam go do konca, zaluje tylko , ze tak bardzo plakalam … nie moglam opanowac lez… nie zamknal oczek, jego dwa wegielki patrzyly na mnie do samego konca …. wiedzial jak bardzo ciezko mi go pozegnac i ostatnie wdechy lapal z ciezarem wiem ze te oddechy byly dla mnie … gdybym mogla dostac od zycia jeszcze jeden spacer, jedno merdanie ogonkiem, jedno wspolne lezakowanie, jeden pocalunek w jego zimny nosek… wierze, ze jeszcze sie spotkamy, nigdy o nim nie zapomne, nigdy nie bede go kochac mniej… mam złamane serce i jestem tak bardzo smutna ze on jest juz tam szczesliwy ale beze mnie …

    Odpowiedz
  5. Sonia była psem ze schroniska. Decyzja, że to akurat ona była podyktowana faktem, że w domu były dzieci i piesek miał nie być agresywny. Nie była nigdy, poza wrogością wobec kotów. Przeżyłem jej wiele gonitw za kotami, koty też, ale nos był nie raz pocharatany. Była prawdziwym przyjacielem, doskonale czuła moje nastroje, wiedziała kiedy potrzebuję jej bliskości i wiedziała kiedy potrzebuję być zupełnie sam. Przeżyła 15 lat. Ostatni rok prawie przestała widzieć i straciła słuch. Ból podczas eutanazji jest tak potworny, że już nigdy nie zdecyduję się mieć psa. Związek człowieka z psem może mieć w sobie trudną do opisania bliskość – po utracie psa, odczuwam ogromną pustkę i cierpienie. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że to tak silne, to potraktowałbym go trochę jak dziwaka. Zresztą spotykałem się z takimi opowieściami i byłem zakłopotany, bo nie wiedziałem jak reagować. Dzisiaj sam mogę je potwierdzić na własnej skórze i doświadczeniu. Myślę, że miłość psa tak bezgraniczna i bezwarunkowa, odruchowo jest przez opiekuna odwzajemniana. Ta strata jest tak bolesna, bo człowiek kocha swojego pupila, trochę jak swoje dziecko. Gdy pupil odchodzi to tak jakby odeszła jakaś część nas, ta najlepsza, ta bezgraniczna i bezwarunkowa. Z moim pieskiem odszedł kawałek mojego życia. Nigdy już nie przyjdzie by pomiziać ją po brzuszku, nigdy nie będzie żebrać o kąski przy stole, nigdy nie obudzi mnie na spacer. Ktoś kto nigdy nie stracił psa nie jest w stanie zrozumieć jego straty. Dzisiaj 10 września 2020 straciłem swoją najlepszą przyjaciółkę, wiele razy ratowałem ją z opresji, dzisiaj byłem z nią do końca i nie byłem w stanie nic zrobić więcej. Odeszła na zawsze.

    Odpowiedz
  6. 29.08.2020 mając 12 lat, odszedł mój ukochany owczarek niemiecki Bary.Ciężko jest sobie poradzić z myślą , że go już nie ma. Był bardzo kochany, chętnie się przytulał, uwielbiał spacery i biegać za piłką. Był bardzo spokojny, nawet w stosunku do kotów. Pamietam jak się kotka okociła, to ten leżał i pilnował małe.Tak bardzo mi go brakuje. Nie wiem jak sobie dalej poradzę ale jest ciężko, z dnia na dzień coraz bardziej go wspominam. Kochałem go to on mnie zawsze uszczęśliwiał ehhhhh.

    Odpowiedz
    • ja również bardzo przeżyłem wraz z 8 letnią córką stratę Psa wabił się Kef,ale wszyscy nazywali Go Kefir.Nie możemy się pogodzić z tym odejściem z córką ,miał 16 lat byl po prostu stary ale mógł żyć, jednak moja była żona pomimo wielkich próśb córki i moich postanowiła go uśpić , o zgrozo bylem przy tym.Nigdy nie zapomnimy jak 19 sierpnia tego roku,weszła do mieszkania On leżał sobie i powiedziala do córki pożegnaj się z Kefirem , rozpacz ogromna,Pies kudłaty w typie owczarka nizinnego Polskiego, bardzo przyjacielski i oddany,nie mogę odżałować że nie nacisnąłem mocniej żeby zabrać go do siebie ale ona nie chciała się zgodzić, bo to przecież jej pies , a On był tylko stary i potrzebował miłości i pomocy,nigdy jej tego nie wybaczę, a na dzień przed jego zaplanowana śmiercią robiła sobie z nim zdjęcia , Bardzo to z córką przeżywamy…

      Odpowiedz
    • ja tez w niedziele stracilam w wypadku mojego Maksia .Przezywam to bardzo .Ale staram sie zrozumiec te uczucia i dac sobie czas .Dzis przyszla Pani z pieskiem i taki mnie zal ogarnal ze nie moglam przestac plakac .Mam dola strasznego ,na nic ochoty ,bardzo go kochalam

      Odpowiedz
    • tez odszedl nie moj prawowity przyjaciel wspominam chwile spedzone z nim na wycieczkach pieszych sam na sam w czasach gdy sie wszyscy ode mnie odwrocili on nigdy, cierpial ze mna chwala najwyzszemu

      Odpowiedz
    • tez odszedl ode mnie nie moj prawowity przyjaciel z ktorym odbylem wiele spacerow sam na sam wycieczek w czasach gdy wszyscy mnie opuscili on byl ze mna chwala najwyzszemu

      Odpowiedz
  7. Wczoraj musiałam uspac moją 12 letnią amstaffkę. Boże, to było straszne patrzeć jak iskierki w oczach gasną, straszne było patrzenie na to jaka ona jest przerażona.. Nie mogłam już jej pomóc, robiłam wszystko co się dało. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem było pomoc jej odejść. Jestem tego świadoma, ale ból jest niewyobrażalny. Mam ogromne wyrzuty sumienia, że pozwoliłam na to, żeby inny weterynarz ją męczył.. Nie chodzi o pieniądze, bo gdyby trzeba było to bym wzięła kredyt cokolwiek gdziekolwiek bym się zapozyczyla aby ja uratować.. widok mojej Xenki (nie bez powodu takie imię, przecież to była moja wojowniczka) której wieczór wcześniej leciały łzy, płakała dosłownie rzewnymi łzami, i mam wrażenie, że o to prosiła. Ciężko mi jest się pozbierać, zebrać myśli… była najlepszym psem jakiego kiedykolwiek miałam, mądre oczy już nie spojrza na mnie wesoło, ogon nie zamerda.. ku*wa ja wiem, naprawdę wiem, że jej pomogłam humanitarnie ale ten widok.. dostała zastrzyk z narkoza, usnela od razu i było widać ulgę.. za chwilę weterynarz podał zastrzyk eutanazyjny.. moje maleństwo.. oczy straciły swój blask, poddała się.. język zrobił sie siny, kilka głębszych wdechow i jej nie ma.. cieszę się tylko, że zdążyła poznać mojego synka.. ciągle chodzi mi po głowie sentencja “Żeby ktoś nadszedł, ktoś musi odejść.. ” nikomu nie życzę takiej straty, nawet najgorszemu wrogowi..Moja mordka.. wiem, że się już nie męczy, martwi mnie natomiast to, że jest za tęczowym mostem sama, bez nas.. Nie ma kto jej rzucić kjja, wziąć na spacer.. często się z partnerem spieraliśmy kto ma z nią wyjść rano czy wieczorem na spacer.. żałuję każdego razu kiedy to nie ja poszłam, żałuję że biedna nie chciała zjeść ostatniego posiłku, nie chciała swojego przysmaku.. błagała mnie wręcz żeby skrócić jej mękę. Najważniejsze, że nie odeszła sama.. że zostałam z nią mimo rozdartego serca na milion kawałków.. zawsze będzie moim numerem jeden jeśli chodzi o zwierzęta. 😭🌈🐶🐕 (*)

    Odpowiedz
    • popłakałem się czytając to co napisałaś a jestem 4 dni po stracie mojego najlepszego przyjaciela tyle że w przeciwieństwie do ciebie nie potrafiłem jej uśpić zmarła w nocy samuteńka przeżyła 10 latek a ja myślę o niej w dzień i śni mi się po nocach. To był najlepszy i najśliczniejszy piesek na świecie i żaden następny nie będzie już taki jak ten. Tęsknie za nim cholernie i pociesza mnie tylko jedna myśl że już nie cierpi . Kocham cię piesku i nigdy o tobie nie zapomnę bo byłeś wspaniałym przyjacielem

      Odpowiedz
    • Wiem co czujesz.dzis uspilismy naszego przeszło 12letniego bokserka.nie chciałam tego ale nie było wyjścia.zapadl w śpiączkę.tez mam poczucie winy że to zrobiliśmy.kocham go i tęsknię serce krwawi.

      Odpowiedz
  8. Wczoraj 20.08.2020r. odeszła nasza sunia. Długo chorowała na serce i zapadajacą tchawicę, jednak pomimo tego nie byłam przygotowana na jej odejście. Miała 10 lat i bardzo ją kochalismy. Żegnaj kochana. Zawsze będziesz w naszych sercach.

    Odpowiedz
  9. Dzisiaj odszedł piesek mojego brata żony ale był nam bardzo bliski nazywał się Armani i zginoł został zagryziony przez najprawdopodobniej haskiego jest mi tak przykro.
    Mam nadzieję że jest w lepszym świecie.😢😢😢

    Odpowiedz
  10. Tydz temu odeszła moja Łajcia piesek przybłeda miała jedno oko niebieskie drugugie brazowe mieszaniec z haskim miała tylko 6lat nie opuszczala mnie na krok dała mi tyle radowsci w zyciu ze nie wiem czy kiedykolwiek ja ktos zastapi spała przy mnie objawy zaczyeły sie 3 tyg temu temu weterynarz niestety przez 5 wizyt zle diagnozowalał chorobe nie zrobil badan krwi choc mial do tego sprzet kiedy to w ostatnio dzień kiedy przebudziłem sie nie mogła sie juz podniesc szybko pojechalem do innej kliniki tam powiedzieli ze stan jest kiepski jedynie transfuzjia krwi moze jej jedynie pomoc lecz jej nie mieli musialem jechac 4godziny po krew gdy zajechalem Łajcia odeszła zabraklo mi 2 minuty i znów zaczołem przez to pic pilem na umur przez 4 dni w koncu sie ogarnolem i znów ruszylem do pracy lecz caly czas pozostaje smutek ciezko bedziędzie mi sie ogarnać nie mam ochoty na nic a nie mowi juz gdzies sie przejsc bo zawsze chodzilem tylko z nia

    Odpowiedz
  11. Nasz pies ( mój i dziewczyny ) miał prawie 2 lata brakło mu 1 miesiąc, szpic miniaturowy a imię jego to Fenek straszny rozrabiaka i całe swoje życie niósł uśmiech na twarzy, cały czas radosny umarł najgorszą śmiercią według mnie ponieważ został potrącony przez auto ból po jego stracie jest naprawdę wielki ! żal że żył tak krótko tylko 23 miesiące to naprawdę nie długo był od samego początku naszego związku utrata jego kochanego widoku i pyszczka który się śmieje nawet z niczego to tak jak stracić kogoś bliskiego z rodziny bardzo go kochamy i tęsknimy, jeśli ktoś to czyta i ma swojego pieska obok PROSZE wykorzystaj dzień w 100% z swoim ukochanym czworonogiem bo nie wiadomo kiedy może go zabraknąć ! JEDNO czego żałuję to że nie zawsze dawałem z siebie 200% aby wykorzystać ten czas z nim a teraz czuję ogromny ból, człowiek uczy się całe życie na błędach ale jeśli możesz i masz czas poświęć mu go on na to czeka !

    Odpowiedz
    • Rozumiem Ciebie, wczoraj mój kochany Yoreczek też wpadł pod samochód.
      Wszyscy byliśmy na podwórku, nie mogę sobie tego wybaczyć, że go nie upilnowalam. Mój maluszek miał tylko 4 lata.

      Odpowiedz
  12. Po 15 latach cudownego życia, radości i odwzajemnionej miłości jaką Cie darzyliśmy odeszłaś od nas dzisiaj o 1 w nocy kochana Pusiu. Zostałaś w klinice bo pojawił się cień szansy, że uda się Cie uratować i nie mogliśmy patrzeć jak gaśniesz w oczach cierpiąc.. Niestety po 2h odeszłaś w wieczny sen a nas nie było już fizycznie przy Tobie ale mamy nadzieje, że nie cierpiałaś. Wiesz, że na zawsze zostaniesz w naszych sercach i jest ktoś po tamtej stronie kto na Ciebie czeka. Dla nas teraz nic już nie będzie takie samo a ten dom nigdy nie był tak pusty…Kochamy Cię nasza Musiatko. !!!!! 🙁
    Do zobaczenia !

    Odpowiedz
    • Wczoraj właśnie odeszła nasza Pusia, też był cień szansy, przezyla operacje, podobno rano w klinice była też na spacerku, tak się cieszyłam że jadę ja odowedzic, nie spodziewalam się takiej wiadomości. Mam do siebie cholerny żal o to że nie konsultowałam się z kilkoma wetami, a najbardziej o to że odeszła sama wśród obcych ludzi, to mnie chyba boli najbardziej, nie zdążyłam się pożegnać. Nasza Pusia, 11 lat z nami. Serce mi peklo.

      Odpowiedz
  13. Dziś musiałam pożegnać moja sunie Pusie , żyła z nami 19,5 , naprawdę długowieczny piesek , lecz przez ostatnie 3 tygodnie z dnia na dzień było coraz gorzej . Straciła wzrok , węch , słucha , łapki odmówiły posłuszeństwa . Znosiliśmy ja na rękach , miseczkę z woda podstawialismy pod pyszczek bo już nie była w stanie sama pic na 4 łapkach . Nic nie jadła a w oczach była już agonia . Miała takie czarne oczka jak węgielki , była kundelkiem mieszkalnym z jamnikiem . Była ułożonym psem jak żaden inny , na nalegała nie wymuszała , wiedziała kiedy poraz na spacer , kiedy ciepły posiłek – była tak inteligentnym pieskiem . Gdy już całkowicie podupadła na zdrowiu – komunikowała piskiem ze chce na dwor, oblizywała się intensywnie gdy chciała pic – dawala nam do zrozumienia co potrzebuje . Udałam się z nią dziś do weterynarza , odeszła przytulona do mojego serduszka a gdy dostała narkozę a oczka powoli się zamykały powiedziałam jej ze jest moja najlepsza przyjaciółka i na zawsze pozostanie w moim serduszku – mój promyczku . Dziś ten promyczek zgasł , pozostał żal i pustak po przyjacielu . W domu mamy jeszcze jej synka 16 letni piesek , który czeka na nią pod drzwiami płacze . Wychowywali się razem od samego początku – była jego najwspanialsza psia matka . Nigdy nie widziałam aby tak syn zajmował się mama , przed śmiercią czuwał przy niej , mył jej oczka , lizał sierść . Dziś leży sam na posłaniu bez niej i patrzy w drzwi . Pomimo ze dostaje tabletki na uspokojenie , tęsknota i żal za nią jest nie dopisania jak ze strony jej synka jak i z naszej . Była z nami tak długo , lecz czas jej już nadszedł z wielkiej bólem serca musiałam taki krok wykonać , lecz nie mogę pokaz jej synowi ze coś mnie dręczy ze cierpię bo on czuje . Powiedziałam jej również ze zaopiekuje się nim , ze może być spokojna – ale jego tęsknota z nią przewyższa nas wszystkich . Współczuje wszystkim którzy pożegnali swoich wiernych prawdziwych przyjaciół . Moje male serduszko przestało bić po 9 rano , lecz w moim sercu pozostanie na zawsze . Pozdrawiam i trzymajcie się drodzy przyjaciele , nasi podopieczni już się nie męczą , już maja lepiej za tęczowym mostem biegają razem , bawią się . A my wspominajmy te piękne chwile spędzone razem z nimi ;(

    Odpowiedz
  14. mój ukochany Feluś odszedł nagle 16 lipca 2020 r….miał tylko 5 latek i 5 miesiecy krzyczałam z bólu i pytałam dlaczego mnie zostawił…tak bardzo za Nim tęsknie…łzy ciągle płyną..zawsze będziesz w moim sercu Feluniu,mój syneczku…tak bardzo Cię kocham

    Odpowiedz
  15. Czytanie tych opowieści o stracie przyjaciół psich daje mi nieco ulgi. Rozumiem bowiem, że to rodzaj naturalnej siły i kolei rzeczy. Współcierpienie może też odrobinę pomaga. A przynajmniej świadomość, że nie jestem w tym wszystkim osamotniona. Unka, o której już pisałam była brodaczem monachijskim miniaturowym białym. Miłość od pierwszego wejrzenia. Była rozkoszna i puchata gdy Ją pierwszy raz zobaczyłam, a i taka pozostanie w mej pamięci. Była psią Damą. Zawsze biegała tak delikatnie, tak zwinnie jakby była niemal zawieszona na chmurce. Radosny pyszczek, który śmiał się do mnie. I te trzy czarne kropki na bielusim pyniu. Nosek i oczka, które przeszywały mnie do głębi. Pamietam Jedno z Jej spojrzeń na dzień przed naszym wyjazdem, podczas którego odeszła. Popatrzyła na mnie tak charakterystycznie, był w tym spojrzeniu skrywany ból i było cierpienie,a zarazem smutek że to wszystko się dzieje, Ona chyba wiedziała że już nie jest z Nią dobrze. Jeszcze dzień przed wyjazdem, czyli kilka dni przed śmiercią byliśmy u weterynarza bo w łapkę się Jej wbiło suche źdźbło trawy. Myślałam, że może być osowiała z tego powodu. Gdy pani doktor Jej oczyściła łapeczkę radośnie pląsała i widocznie odczuła ulgę. Nie sądziłam, że to już basza ostatnia wizyta u weterynarza. Sisiała z krwią, czasami co kilka tygodni, jakby miała często cieczkę. Jeździliśmy, badaliśmy, prześwietlaliśmy, wiele teorii, kilka kuracji antybiotykowych, niewielka pomoc. Do żadnej operacji się nie kwalifikowała gdyż serduszko już mogło nie wytrzymać. Miała 12 lat. Spuchła trochę, niektórzy mówili że przytyła, ale ja widziałam że to jakby organy wewnętrzne się powiększyły. Dzielnie to znosiła. Biegała, szalała, radośnie śpiewała. Nie wyglądała na swój wiek ani stan. Zasnęła sobie w spokoju, nie piszczała więc mam nadzieję że Ją nie bolało…i zrobiła to zdała ode mnie. Odeszła. Nie poczekała na mnie. Aż wrócimy. Wolała zrobić to po swojemu. Może wiedziała, że wówczas rozpacz byłaby jeszcze wieksza. Kocham Cię Psineczko moja! Odpoczywaj sobie! I do zobaczenia po drugiej stronie tęczy…

    Odpowiedz
  16. W tym tygodniu umarła moja ukochana przyjaciółka Unka😞 Była niezwykłym psiakiem, możnaby stwierdzić, że nie była tylko zwierzęciem a istotą mądrzejszą od niejednego człowieka. Zawsze pogodna, zawsze pełna radości, szczera, oddana i bezwarunkowo kochająca. Przeżyła niespełna 13 lat. Nie było mnie przy Niej gdy umierała. Pojechaliśmy na wczasy. Została z babcią. Do końca życia będę mieć wyrzuty sumienia, że nie było mnie przy Niej w tej ostatniej drodze, że nie dodałam Jej otuchy…Mówią mi, że Ona specjalnie wybrała ten moment by odejść w spokoju. Wiedziała, że będę o Nią walczyć i może przedłużyłaby Jej życie o parę chwil a tak naprawdę mogłoby to być przedłużenie cierpienia. Nie wiem, nigdy nie będę miała możliwości się dowiedzieć. Pustka jest wręcz przytłaczająca. Mam wrażenie, że przechodzę wszystkie pięć etapów opisanych w psychologii jednocześnie. Na przemian gniewam się i płaczę. Bardzo Ją kochałam.Nadal kocham! Żałuję, że nie poświęciłam Jej więcej czasu, szczególnie po urodzeniu Syna. Godnie zniosła fakt pojawienia się Dzieciątka w domu. I mimo, że była prawdziwą damą i niespecjalnie lubiła głośne zabawy z dziećmi, to dzielnie znosiła wszystko. Nie chcę nowego psa, nie mogłabym, Jej i tak nic nie zastąpi. Ufam, że ból minie szybko bo czasami jest nie do zniesienia, ale z drugiej strony uważam że zasłużyła na to, by po Niej płakać , że jestem Jej to winna. RIP Una Historia Mengo Celebration.

    Odpowiedz
  17. Wczoraj, po ponad trzech dniach cierpienia odszedł mój najukochańszy Gofi. Moje Serduszko, Słoneczko mój Skarbulek najsłodszy. Byliśmy razem 11 lat i 11 miesięcy. Gofi byłeś najcudowniejszym i najwspanialszym przyjacielem. Bardzo za Tobą tęsknię. Serce rozrywa ból, ale wiem, że Ty Skarbie już nie cierpisz.Kocham Cię moje maleństwo. Byłeś promyczkiem, cudowną iskiereczką. Poszedłeś tam, gdzie moja mamusia, wiem, że ona się Tobą zaopiekuje. Kiedyś na pewno się spotkamy, a wtedy będziemy już zawsze razem.

    Odpowiedz
  18. Dwa dni temu 26.07.2020 serduszko naszego Boryska przestało bić. Smutek, żal i rozpacz są nie do opisania. Był z nami 15 lat, wierny, mądry, grzeczny… Jak dalej żyć po takiej stracie? W każdym momencie łzy same cisną się do oczu… Piłeczka leżąca samotnie na środku podwórka, powrót do domu bez szczekającego powitania, miski, kocyki, szczotka do czesania… Nie przewidujemy nowego czworonoga… Żaden nie będzie w stanie go godnie zastąpić, a poza tym nie przeżyjemy kolejny raz takiego bólu… Mamy nadzieję, że nasz Boryniu ma się teraz lepiej, nie dokucza mu wiek, jest beztroski, zdrowy i szczęśliwy… i może czasem na nas spogląda… Kochamy Cię nasz wierny przyjacielu… bardzo tęsknimy… Do zobaczenia po tamtej stronie ❤️

    Odpowiedz
  19. Wczoraj pożegnałem moja NAJCUDOWNIEJSZA Sunie miałam ja 8 lat ,była jak moja psia psiapi 😭❤️. Gdzie bym się nie rusZylam ona zawsze Za mną szła ,nasze spacery , zabawy i wszystko inne. Wczoraj tj. 26.07 zapamiętam ta datę jak nigdy NAJGORSZY DZIEŃ. Musieliśmy podjąć decyzje czy zostanie poddana zabiegowi z którego nie wiadomo ile pożyje i czy wgl z niej wyjdzie lub uśpienie niestety nie chciałam żeby się nie męczyła ,bo wiem ze to z czym się zmagała bardzo ja męczyło i bolało ja chciałam jej tego oszczędzić chodz bardzo chciałam żeby został ze mną i żyła jak najwiecej ,bo miała dopiero 8 lat😭byłam tak strasznie do niej przywiązana .. Jeszcze z żadnym pieskiem nie byłam tak związana wiec decyzja o uśpieniu to było wow coś tak mocnego. Dziś wstaje i brakuje mi jej na podworku jak leży ,jej specyficznego pisku jak się do niej mówiło , jej szczekania to jak wyszłam to zawsze leżała na kanapie i machała ogonkiem jak ja wolałam na jedzonko po prostu ze wychodzę ba podwórko i ona czarna psinka leży na trawce i odpoczywa. Bardzo bardzo tęsknie za nią. Nigdy chyba nie będę miała tak cudownego pieska nigdy. Chociaż o tym nie mysle teraz. Mam w głowie tylko ja. Ciężko mi na sercu. Wiec może jak napisze tu to będzie mi choć odrobine lżej. Wstaje rano i czuje pustkę…. to jest najgorsze. 😭😭😭😭😭😭😭

    Odpowiedz
  20. Minęło pół roku odkąd odszedł mój najcudowniejszy przyjaciel, Majlus. Tęsknota za nim nie pozwala mi normalnie żyć. Ogromny ból i pustka oraz świadomość tego, że nic już nie będzie takie jak kiedyś są nie do wytrzymania. Napisanie o nim książki, to jedyne, co mogłam zrobić w chwilach, kiedy tęsknota , ogromny smutek i żal budziły mnie i zasypiały że mną.. Nigdy nie zastapie Cię UKOCHANY MAJLUNIU żadnym , innym pieskiem. Kocham Cię całym sercem i kochać będę, dopóki moje serce bić będzie. Spotkamy się w lepszym świecie. Muszę w to wierzyć, bo bez wiary nie można żyć. Bądź szczęśliwy, mój skarbie.!

    Odpowiedz
    • Przecież to tylko pies. To dlaczego jest tak ciężko. Dziś 22 lipca 2020 r. pożegnaliśmy Sonię. Przez te 15 lat była dla nas coś więcej niż pies. To przyjaciel, zawsze z nami, rozbawiała nas, dawała radość. Nikt tak mnie nie witał po powrocie z pracy jak Sonia.. Była niezwykłym psem. Miała białe futerko i trochę brązowych plamek na grzbiecie. A jej pyszczek wyglądał jak mały lisek ze skośnymi brązowymi oczami i wysoko postawionym uszami. Podczas spacerów przechodnie zwracali na nią uwagę. To chyba szczeniak – mówili przechodnie, nie wyglądała na swoje lata.
      W czasach swojej młodości potrafiła robić różne wyuczone sztuczki. A to na komendę siad i obrót kładła się na swoich łapkach i robiła obrót całym ciałem za nagrodę oczywiście. Na hasło czołgaj się przykucała i swoim brzuszkiem i małymi łapkami się czołgała. Potrafiła się z nami bawić, szczekając i radośnie merdając przy tym ogonkiem. Był czas kiedy ustawiałam jej pufy jako przeszkody, a ona bez problemu je przeskakiwała. Innym razem ustawiałam jej trzy odwrócone kubeczki z jednym orzeszkiem a ona bez problemu je znajdowała. Jeździła z nami nad Morze Bałtyckie, nad jezioro Miedwie, do znajomych, do lasu – tam to dopiero szalała w tym gąszczu traw i paproci, doskakując to do Waldka, to do Krzyska, to do mnie lub Laurki. Tylko było widać jak to białe futerko skacze. Dzieci nasze dorosły, wyprowadziły się, a my zostaliśmy z Sonią. Wypełniała pustkę po dzieciach, które odfrunęły z gniazda rodzinnego. A dziś dalej, jest wielki, żal, ogromny smutek że może dałoby się coś więcej zrobić. Sonia przez ostatnie kilka miesięcy chodziła ze mną i mężem do weterynarza. Złe wyniki krwi wskazywały na chorą trzustkę, ale nikt nie zaproponował USG brzuszka. Schudła, była apatyczna poszliśmy do innego weta, Dostała kroplówki, które trochę ją postawiły na łapki i wzmocniły. Odmawiała jedzenia próbowałam na siłę dawać jej trochę jogurtu i wody. Z czasem i tego nie chciała.
      Przez ostanie miesiące dawałam jej zapisane leki i osłonowe na chorą trzustkę i na serce bo weterynarz powiedział, że jak ma 15 lat to na pewno serce jest słabe. Przez ostatnie tygodnie leczyłam też jej chore oczy a raczej powieki. Były napuchnięte z takimi czopami ropnymi. Najpierw maści, potem krople, potem żel do oczu. Nie wielki to skutek to też przemywałam świetlikiem. Było troszkę lepiej. W następnych dniach była osowiała, na spacer znosiłam ze schodów bo nie chciała, nie miała siły chodzić. Sonia była małym kundelkiem, wcześniej ważyła do 9 kg a w ostatnim czasie do 7 kg. Jak nie będziesz jadła to jeszcze schudniesz mówiłam jej. Ale ona kręciła główka , domawiała i jedzenia, i picia. Na wymuszonym spacerku pod domem szła, jakby bez celu w takim otępieniu nawet gubiąc drogę do wejścia do klatki schodowej. Poszliśmy znów do weta, pani dała kroplówkę i na jutro zapisała Sonię na USG. To miało ostatecznie dowiedzieć co jej jest. Czy jest nowotwór w brzuszku.
      Następnego dnia w USG wyszło, że nie trzustka a ma śledzionę nowotworową. Panie wet. powiedziała, że można wyciąć śledzionę, ale 15 letnia może nie przeżyć operacji i narkozy. Mogło tak być. Później doczytałam na forach, że pieski po operacjach przeżywają od 3 do 9 miesięcy w najlepszym wypadku. Aplikują im też chemię. Rokowania były złe. Myślę, że Sonia była tak słaba, że by nie wytrzymała. Widząc je osłabienie, otępienie, brak apetytu, picia zdecydowaliśmy z mężem ( to było bardzo trudne) o eutanazji. Pani dała je zastrzyk po którym jakby się uspokoiła i nastąpił bezwład ciała. Jeszcze cichutko oddychała a mąż poszedł zapłacić za usługę weterynaryjną. Została z nią sama przytulałam ją, głaskałam, całowałam jej główkę, zamknęła oczy, jej języczek opadł bezwładnie. Ciągle sobie wyrzucam, że może trzeb było jeszcze powalczyć o jej życie, ale z drugiej strony była już tak wyczerpana, że w końcu pewnie by dalej cierpiała o ile by przeżyła. Opisując te historię, traktuję to jako terapię. Bo trudno mi się pozbierać, ale trzeba . Dała nam dużo radości i miłości bezwarunkowej. Zupełna inna po stracie matki, ojca czy bliskich. Dziękuję kochana Soniu za wszystko, byłaś wspaniałym przyjacielem. Na zawsze zostaniesz w moim sercu. Kocham Cię! Jak ja sobie poradzę bez Ciebie. Na razie jestem w żałobie po mojej suni. Cieszę się, że Sonia była w moim w naszym życiu.

      Odpowiedz
    • Moje słoneczko odeszło w piątek. Czuję ogromną pustkę w sercu. Nie mogę opanować łez. Zawsze był..tuż obok mnie, chodził za mną krok w krok, do łazienki, do kuchni, na ogród. Zawsze był. Czułam zapach jego główki, łapek, te wielkie labradorkowe oczka świeciły jak lampka nocą. Roumielismy się bez słów. Był kochanym misiem. Nazywałam go Psikotką…. bo łasił się niczym kotek… taka moja labusiowa Bazylowa psikotka. Jeździł z nami w góry, nad morze, zabieraliśmy na harce do lasu, grał z synkiem w piłkę. Czasami rozkładaliśmy mu kocyk na kanapie i leżał z tymi długimi kopytkami ogrzewajac się kominkiem… nie sposób zrozumieć. Dlaczego on? Przecież labradory chorują tylko na stawy, 
      we wszystkich poradnikach,książkach ..tylko na stawy…  nikt nie pisał, że właśnie 
      nerki mi go zabiorą.. Miał 11 lat 6 miesięcy i 24 dni. Nerki go przechytrzyły. Robiliśmy od stycznia kroplówki. Dzień w dzień. Wyniki się poprawiły. Jaka to była radość. Będzie znów jadł…. w czerwcu nastąpił nagły nawrót choroby. Znów kroplówki, kolejne leki.. nic nie jadł, wymiotował, bardzo schudł. Potem udawalo sie go namówić “chociaż ociupinkę, zjedz myszka, nie zostawiaj mnie, musisz żyć “. Powtarzałam po kilka razy dziennie jak mantrę. .. czasem się zlitował nade mną i coś zjadł..ociupinkę. już nie chodził tak szybko..szedł z główką opuszczoną, już nie przychodził z misiem.. prosząc no dalej, dalej bawimy się… leżał w jednej pozycji a gdy miał się przewrócić wyginał się w pałąķ mrucząc pod noskiem. Gdy podłączalismy mu w domu kroplowkę leżał jak cielaczek poddawał się każdemu zabiegowi… jakiś czas temu doszły drgawki. Myślałam, że mu zimno, bo miał silną anemię więc okrywałam go kocykiem, kołderką, brałam suszarkę i go grzalam ciepłym strumieniem powietrza…. ale to nie to… to już nerki atakowaly kolejne narządy, poziom mocznika dalej nie spadał… ale my żyliśmy nadzieją. W środę pojechaliśmy na wizytę ..kolejną. na badanie krwi, nie było gdzie się wkłuć miał tak poharatane łapki od wenflonów, po powrocie do domu był inny… poszedł do kuchni i zjadł karmę. Kupiliśmy mu soecjalnie puszki royal canin renal, bo suchy renal omijał juz szerokim łukiem… czulam , że to nie jest normalne u niego. Najadał się na zapas… ktoś, kto zna swego pieska, pozna, że nastąpiła jakaś zmiana u niego  w czwartek wieczór doszły duszności, ciężki oddech, brakowało mu tlenu. W piatek długo czekaliśmy na wyniki… przyszły. Pomimo 3 tyg ostrej walki. Wyniki jeszcze gorsze. Anemia pogłębiona. A moja kruszynka nie miała bawet siły już wstać na siku… stał na podwórku i juz nie tak jak on miał w naturze siknać tu, siknać tam.. tylko stał i wyproznil z siebie wszystko co miał… potem zwiesił główkę i tak stał nie ruszając się . Serce pękało nam jeszcze mocniej. Pojechaliśmy do lekarza. A on nie miał już nadziei. Stan jest coraz gorszy i będzie jeszcze gorzej. Przestały pracować płuca. Serduszko pracuje z podwójną siłą byleby pompować krew, tlen już w niewielkiej ilości docierał. Polozylismy go na stole. A on zamknął oczka. On czuł. Był taki spokojny i wyciszony. Ale już nie merdał ogonkiem. Zamknął swoje wielkie sarnie oczka a mi pękło serce. Plakalismy wszyscy tulac go i trzymając za łapkę podjęliśmy decyzję o jego odejściu. Dostał dwa zastrzyki. Jeden po którym zapadł w sen, jak przy narkozie. Drugi zatrzymał jego wielkie psie serduszko. 
      I dotarło do mnie, że już go nie ma. Mojej wielkiej miłości. Mojego kwiatuszka, kotka, perełki. Mojego przyjaciela Bazylusia. 
      Straty nie da się opisać. Serce pęka w szwach. 
      Coś zgasło. 
      I już nikt nie przyjdzie z rana, nie będzie patrzył wielkimi sarnimi oczkami, nie będzie lizał lapek o 4 rano byleby nas zbudzić.. Dajcie jeść!… nikt nie będzie chodził za mną jak cień, nie będzie biegał jak szalony na słowa “idziemy idziemy? . Nikt nie będzie podkradał marchewki albo grzecznie prosił o obrane jabłuszko.
      Nikt…
      A przecież ty nie byłeś Nikt. Ty byłeś wszystkim.

      Odpowiedz
    • Dwa tygodnie temu odeszla od nas nasza Lilka miala zaledwie 2lata .Zginela pod kolami auta pozostawila po sobie dwutygodniowe szczeniaczki, ktore sa cudne, ale nigdy mi jej nie zastapia.Byla pieknym pieskiem , cudownym przyjacielem i wspaniala mama szkoda tylko ze tak krotko az zal serce sciska.
      Rozpacz po niej jest ogromna i bol w sercu chce mi sie krzyczec wyc i sama nie wiem co jeszcze , wiem napewno ze juz nic nie bedzie takie jak dawniej.
      I chociaz jest mi bardzo zle jak nigdy dotad to mam nadzieje ze sie pozbieram i uda mi sie odchowac szczeniaki.
      Do zobaczenia moja sliczna kocham cie z calego serca .xxxxx

      Odpowiedz
    • Tydzien temu stracilam mojego ukochanego pieska msxa 16 kochany przyjaciel ,wyszedl pospacerować i potracil go samochod ,został po nim taki bol ze nie moge opisac ,wspomnienia sa wspaniałe ,ale takie bolesne ,kocham cie moj mały prxyjacielu

      Odpowiedz
    • Czesc Beti czy mozna sie z toba jakos skontaktowac? Tak ladnie opowiadasz o swoim piesku. Nasz Leos wczoraj umarl po tym jak potraci go samochod. Byl dla mnie wszsytkim bym taki wyjatkowy. Mialem wczesniej dwa psy ale ten byl po prostu inny od wszystkich. Bol jaki nosze w sobie jest nie do opowiedzenia najchetniej to chcialby zeby mnie tez uspili i zebym mogl juz go przytulic. Prosze napisz do mnie chociarz bo nie wiem co mam dalej robic ze swoim zycie i po prostu szukam pomocy gdzie sie da. Pozdrawiam Marcin

      Odpowiedz
  21. Mój ukochany Bemol odszedł od nas wczoraj. Stało się to nagle, nadal płaczę i zadaje sobie pytanie czemu on. Miał wczoraj operacje kolana, po wybudzeniu z narkozy kilka godzin drzemał po czym nagle dostał skrętu żołądka. Umierał na moich rękach a ja nic nie mogłam zrobić. To było cudowne 8 lat, nie zapomnę cię mój kochany piesku. Dziękuje Ci za to, że wniosłeś tyle radości do mojego życia. Kocham Cię mój Bemolku.

    Odpowiedz
  22. Sznaucerek odszedł 29.06.2020, w moje imieniny, dwa miesiące chorował, miał niecałe 13 lat, śmiało mógł jeszcze 5 lat żyć, obwiniam siebie, mogłem wcześniej czytać jakie mają predyspozycję do chorób i nie karmić go marketową karmą. Nie mogę sobie poradzić, czuję że to moja wina.

    Odpowiedz
    • moja ukochana Fluffy odeszła dzisiaj, podczas rutynowego zabiegu. Wszystko się układało i szło pomyślnie i pod koniec…. Miała 1,5 roku, to był jeszcze szczeniak!!
      DLACZEGO!

      Odpowiedz
    • Nie obwiniaj się.Mój ukochany pupil miał wysokiej jakości karmę,gotowane mięsko,warzywa,smaczki domowej roboty.Właśnie go pożegnałam,niestety po wielkim cierpieniu.I tego sobie nie mogę podarować.Chciałam go uśpić w domu,ale zawiedli lekarze wet.Musiałam go zawieść do kliniki.Rozpacz nie ma granic.Pozdrawiam BW

      Odpowiedz
    • Niekoniecznie karma miała wpływ.13 lat to też nie tak mało.niestety pomimo naszych starań pieski odchodzą.cierpie bardzo i też gdybam .Dziś odszedł mój 12,5letni bokserek.ukochany wspaniały.Niewiem jak żyć bez niego.tesknie.

      Odpowiedz
  23. Czternaście lat bezwarunkowej MIŁOŚCI.
    Wczoraj odszedł mój ukochany Spajki. Do konca był tulony i głaskany. Walcząc do samego końca przegraliśmy nierówną walkę z chorobą nowotworową 😔. Odszedł leżąc na swoim ulubionym miejscu, w swoim ukochanym słoneczku, w którym się zawsze wygrzewał. Jedyne co mogłam dla niego zrobić w ostatnich chwilach życia, to skrócić jego cierpienie i wezwać do domu weterynarza. Przyjechał bardzo szybko mimo późnej pory….a teraz został już tylko ogromny żal i ropacz 😥. Duża strata i pustka, której nic nie wypełni.
    Dziękuję kochany Spajusiu za wszystko, byłeś wspaniałym przyjacielem. Na zawsze zostaniesz w moim sercu.
    Do zobaczenia….
    Kocham Cię!

    Odpowiedz
  24. Czternaście lat bezwarunkowej MIŁOŚCI.
    Wczoraj na moich rękach odszedł mój ukochany Spajki. Do konca był tulony i głaskany. Walcząc do samego końca przegraliśmy nierówną walkę z chorobą nowotworową 😔. Odszedł leżąc na swoim ulubionym miejscu, w swoim ukochanym słoneczku, w którym się zawsze wygrzewał. Jedyne co mogłam dla niego zrobić w ostatnich chwilach życia, to skrócić jego cierpienie i wezwać do domu weterynarza. Przyjechał bardzo szybko mimo późnej pory….a teraz został już tylko ogromny żal i ropacz 😥. Duża strata i pustka, której nic nie wypełni.
    Dziękuję kochany Spajusiu za wszystko, byłeś wspaniałym przyjacielem. Na zawsze zostaniesz w moim sercu.
    Do zobaczenia kiedyś….
    Kocham Cię!

    Odpowiedz
  25. Mój kochany Plutonek odszedł.Powędrował przez Tęczowy Most do swoich psich braci, którzy wyszli mu na powitanie.W pyszczku niesie swoją ulubioną zabawkę i tupta,mój Tuptuś kochany.To taki trzpiotek,wszyscy go lubią.Teraz będzie szalał na rajskiej łące,już zawsze młody i szczęśliwy.Kocham Cię, Pućka.Mamusia

    Odpowiedz
  26. Byłeś moim przyjacielem tylko 6lat bez ciebie to nie to samo nie mam po co wyjsc na podwórko. Borysku bardzo mi ciebie brakuje mimo ze 5miesiecy temu odszedles nie moge sie z tym uporac. Kochałam cie,i bede cie kochac czuje ze jestes przy mnie i bronisz mnie przed złem 😭😭💔

    Odpowiedz
  27. Mój piesek Lio (Lucuś)miał tylko 7lat…zagryzł go pies pitbull.Kiedy się o tym dowiedziałam byłam w szoku i rozpłakana ale przez kolejne kilka dni modliłam się i miałam nadzieje ze lucuś wyzdrowieje,niestety odszedł po kilku ciężkich dniach walki.Pitbull ugryzł go w brzuch i jego narządy były w fatalnym stanie,nie załatwiał się,nie pił,nie jadł.Był pod wpływem leków i tylko leżał.Minelo już około 10 miesięcy a ja dalej nie mogę się z tym pogodzić,najgorsze są noce kiedy wszystko sobie przypominam i nie mogę przestać płakać.Najgorsze jest to że nie umarł ze starości tylko był jeszcze taki młodziutki i przez tego psa…strasznie nie lubię pitbullów,rozumiem ze nie każdy jest taki ale myśle ze większość zrozumie mnie dlaczego nie chce nawet widzieć tej rasy.Chociaż nie którzy wiedza o tej rasie i zdają sobie sprawę co może im odbić i zainwestują w kaganiec.Mam jeszcze drugiego pieska który ma 10 lat i był bardzo związany z luckiem i widziałam po nim ze tęsknił za nim a kiedy tylko powiedziałam jego imię szczekał ale tak inaczej jakby płakał,a przez pierwsze kilka tygodni kiedy ktoś szedł do domu i dzwonił przez domofon myślał ze lucus wraca do domu.

    Odpowiedz
  28. wczoraj pozegnalam mojego najwiekszego przyjaciela,,, mial na imie Tofik I tesknie niewyobrazalnie. dom jest pusty I gluchy a moje serce w kawalkach. byl ze mna 15 lat

    Odpowiedz
  29. Wczoraj około godziny 16 usnął na zawsze nasz ukochany Rufuś.Najsłodszy Yorkuś.Miał 14 lat i 12 dni.Straszny żal i ból serca.Dzisiaj pustka “wyzierająca z każdego kąta”. Perełko,już nigdy nie spojrzysz mi w oczy,nie zaszczekasz upominając się o przysmaczek,nie poczuję twojego zapachu na małym łebku,nie przytulisz się do mnie.Nie ma Ciebie Rufko ze mną ,ale myślę ,że spotkasz się ze swoim ukochanym Panem,który odszedł od nas 1 rok 2 miesiące i 10 dni temu.Tęsknię za wami oboma.Kocham na zawsze i upływ czasu tego nie zmieni.

    Odpowiedz
  30. Wczoraj odszedl moj ukochany buldożek francuski. Miał niecale 7 lat. Przegraliśmy walkę z rakiem – chłoniakiem. Chemioterapia nie pomogła. Ogromny żal i pustka. Był taki kochany. Przeżyłem z nim same cudowne chwilę. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

    Odpowiedz
  31. Dziś ok 12;30 odszedł Tytus, odszedł odpłynął do Psiego Nieba,byłam z nim do samego końca byłam i mówiłam do tych pięknych oczków i uszków,do tej słodziutkiej buźki że jeszcze się spotkamy… był młody zaledwie 7 lat, za to bardzo żywotny.. i ten charakter małego szaleńca go “zabił” skakał zawsze wysoko, z radosci np na wyujscie na spacer czy powrót do domu…

    Zaczęło się niewinnie jakoś 2-3 tyg temu zauważyliśmy ze nie potrafi wskoczyć na lozko “nie ma odbicia” trzeba było go podnosić, na spacerach coraz wolniej szedł, 0 biegania myśleliśmy może jakis problem ze stawem biodrowym, moze jakies zapalenie, no to do lekarza zastrzyki tabletki, rozne.. nie ma zadnej poprawy, po niecalych 2 tyg zaczęło się robic coraz gorzej, w czwartek zaczął zataczać się na tylnich nózkach z początku raz na jakis czas, w piątek już miał wiekszy problem, dostalam skierowanie na rtg w sobote diagnoza zdjęła mnie z nóg, pękniety krąg w kregoslupie, oraz zmiana przy nim,(mozliwy nowotwor) uciskało mu na nerwy co powodowało coraz wiekszy niedowład tylnich łapek. Wczoraj weterynarz ostatni raz chciał zawalczyć .. nawet nie wziął odemnie juz ani grosza, i powiedział ze jesli nie będzie zadnej poprawy to to dziś mu ulżymy.. i tak też się stało.. byłam z nim do samego końca, mówiłam do niego zegnałam się z nim.. do samego konca mówiłam mu ze się jeszcze spotkamy… a teraz leć Tytusku biegać po zielonej łączce..
    Wszedzie go widzę, co chwile o nim mówie, SZUKAM GO… tak jakbym w to nie wierzyła ze go juz nie ma.. ze jest w psim niebie… ze juz nigdy go nie poglaskam.. chcialabym się obudzić i ocknąć ze to był prawdziwy koszmar…
    Jedno wiem na pewno.. NIE CIERPI, już go nic nie boli…
    Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać.. popisać.. może ktoś by chciał porozmawiać, wzajemnie się wesprzeć?
    Siva0@op.pl

    Trzymajmy się, musimy prawda?
    Tyle wspaniałych chwil przezyliśmy z naszymi zwierzątkami… trzeba o tym myśleć… i nie bójmy się łez nie wstrzymujmy się.
    Kocham Cię Tytus. Jeszcze się spotkamy.

    Odpowiedz
  32. 19 maja odszedł nasz Reksio, bardzo uroczy bernenczyk. Wyjeżdżając z domu za granicę czułem jakbym się z nim zegnał. Cały czas mam przed oczami jego pogodę ducha, wspominam wspólne chwile. Będę tęsknił już zawsze… Ale wspomnień nikt mi nie zabierze.

    Odpowiedz
  33. Pikuś, był ze mną 6 lat, wydaję się krótko, ale przeżyliśmy ze sobą najlepsze lata. Zginął pogryziony przez inne psy, nie potrafił się obronić bo był małym pieskiem. Zawsze mnie wspierał i był moim najlepszym przyjacielem. Pozostaną po nim najlepsze wspomnienia, będę za nim tęsknić.

    Odpowiedz
  34. Dorciu, kocham Cie tak bardzo, Ty o tym wiesz… Taką mam nadzieje. Decyzja o uśpieniu z dnia na dzien po tym jak okazało się że ma ogromne guzy w odbycie i pod łapami dla nas okazała się najboleśniejszym ciosem prosto w serce.. Mimo ze minęło zaledwie 6 godzin dalej nie potrafie się pogodzić z tym że nie zareagowałam wcześniej, że może cierpiała, przecież nie mogła powiedzieć.. A ja oddałabym każde pieniądze żeby ją wyleczyć.. modliłam się w nocy zeby odeszła we snie, żebym nie musiała jej usypiać.. Nie wiem jak moje zycie będzie wyglądało dalej, nie potrafie sobie tego wyobrazić, szukam jej na podwórku, wydaje mi się że słyszę szczekanie… Mam nadzieje że wybaczy mi że ją uśpiłam i skazałam na smierć, mam nadzieje że jest jej lepiej i że kiedyś się jeszcze spotkamy. Ja nigdy nie zapomnę jej i nikt nigdy jej nie zastąpi.. Kocham Cię Dora, mój najukochańszy owczarku.

    Odpowiedz
  35. Dwa dni temu odszedł pies moich rodziców. Miał 6 lat i był dla nich więcej niż psem. Mama zawsze powtarzala, że jest jej trzecim dzieckiem. Nie znalam wdzieczniejszego psa. Kundelek, wziety jako szczeniak ze schroniska. Zostal zabrany interwencja od zlych ludzi, którzy go jako szczeniaczka trzymali w szopie na ciężkim łańcuchu. U rodziców zaznal raju. Duży dom z ogrodem, codzienne spacery, pieszczoty. Za mama chodzil krok w krok, nawet do ubikacji. Niestety szybko okazalo sie, że nasz pupil ma silna padaczke. Od 6 lat byl na lekach. Rodzice ratowali mu życie wiele razy, nawet dobijajac się w nocy do weterynarza, aby dostal zastrzyk przerywajacy atak. Po dwóch latach przerwy piesek znow mial serie ataków, ale udalo sie go uratowac. Od miesiaca byl w pełnej formie. Nagle wieczorem zaczal wymiotowac, kiedy wymioty nie przeszły rano, rodzice pojechali do weterynarZa, gdzie okazalo się, ze ma zniszczona trzustke. Umarl na stole. To dla nas szok. Zupelnie niespodziewany. Nie wiemy czy naszego pieska zaatakowal wirus czy jego trzustka nie wytrzymała lat lekow przeciwpadaczkowych. Nie umiemy sobie z tym poradzić. Jak dalej żyć, kiedy on jest wszędzie: sa jego miseczki, jego kocyk, poduszka, zabawki, jest w ogrodzie i pod stolem. Widze jego merdajacy ogon. Boje sie o rodziców, mieszkaja sami, a on byl ich szczęściem. Placza caly czas. Współczuję wszystkim którzy przez to przechodza. Tak bardzo bym chciala żebyśmy w przyszlym życiu spotkali sie z naszymi zwierzaczkami.

    Odpowiedz
  36. Mój piesek odszedł 17 maja nad ranem. Miał 16 lat. Najpierw szok i niedowierzanie, potem ulga, ponieważ był schorowany, ale później zaczęła się rozpacz. Przyprowadziłam go do domu mając 10 lat, więc praktycznie wszystkie wspomnienia są z nim. Był wspaniałym psem, pełnym życia, jak przyszły te gorsze lata, te z chorobą, to nadal miał w sobie energię, widać było, że z tym walczy jak tylko może. Dzisiaj mija trzeci dzień bez niego, jest dziwnie. Dom jest teraz taki pusty. Momentami mam wrażenie, że to mi się tylko wydaje, że on zaraz znowu wejdzie do domu i będzie domagał się uwagi. Nie mogę sobie wybaczyć, że im bardziej zaczął chorować tym bardziej się oddalałam. Opiekowałam się nim, ale mogłam robić to lepiej. Byłam zła, że muszę być świadkiem jak on coraz bardziej opada z sił, że już nie jest taki jak dawniej, że nie może być do końca zdrowy i po prostu zasnąć ze starości. Cierpiałam razem z nim, tylko niestety uciekałam w odosobnienie, zamiast trwać przy nim ile się da, korzystać z tych wspólnych chwil. Czuję się okropnie, że na tydzień przed jego odejściem, zaczęłam mówić o tym, że może warto pomyśleć o jego uśpieniu. (Gdybym wtedy wiedziała, że zostało nam tylko kilka dni…) Oczywiście nikt nie był do tego przekonany, ponieważ nie cierpiał cały czas, miał też dobre chwile, bywał radosny, cieszył się. Jednak gdy przychodziły momenty, gdzie było widać, że cierpi to czułam, że nie powinniśmy go trzymać na siłę, że powinniśmy pozwolić mu odejść. Nie wybaczę sobie, że ostatniego jego dnia, spędziłam z nim mało czasu, że się na niego zdenerwowałam, bo miałam zły humor, ale przecież miało być przed nami jeszcze trochę wspólnych dni. Przez jego wiek i problemy zdrowotne nie raz nachodziły mnie myśli, że to może zdarzyć się “jutro”, ale przeczucia się nie sprawdzały. A w ostatnią sobotę nawet przez myśl mi nie przeszło, że coś takiego może się stać już teraz. Na szczęście zawsze mógł liczyć na moich rodziców i to przy nich odszedł. Z początku byłam zła, że mnie nie obudzili. Potem stwierdziłam, że może lepiej, przynajmniej umierał przy osobach, które go nie zawiodły. Niestety na koniec trochę się wycierpiał, śmierć nie była spokojna. Tyle dobrego, że to już było ostatnie jego cierpienie.
    Będę tęsknić za Tobą i bardzo chciałabym móc Cię jeszcze raz przytulić.

    Odpowiedz
  37. Minęło już 1,5 miesiąca, a ja dalej rozpaczam i nie potrafię sobie poradzić po stracie mojej najlepszej i najwierniejszej psinki. Kocham i kochać będą Cię zawsze. Byłaś dla mnie psią mamusią, która nigdy nikomu nie pozwoliłaby mnie skrzywdzić. Byłaś najlepszym co mnie w życiu spotkało kruszynko. Oddałabym wszystko, żeby znów Cię przytulić. Tęsknie.

    Odpowiedz
  38. Wczoraj odeszła moja ukochana sunia Fina , miała 15 lat. Ponad rok walczyliśmy z niewydolnością nerek i niestety choroba nas pokonała. Mam 50 lat i płaczę jak dziecko. Ból jest tak ogromny że nie wiem jak sobie z nim poradzić, rana w sercu jest świeża i bardzo bolesna. Dała mi tyle miłości że człowiek nie jest wstanie tyle dać. Finuś kocham cię bardzo.

    Odpowiedz
  39. TONIA – tak miała na imię.
    Mija prawie miesiąc odkąd nie ma mojej ukochanej Toni, a ja codziennie płaczę i nie potrafię przestać .
    Miała 18 lat i spędziliśmy z Nią cudowne chwile, Była bardzo mądra i przecudowna. Malutka kruszynka.
    Nigdy chyba nie przestanę płakać 🙁

    Odpowiedz
    • Ja wczoraj po 11latach pożegnałam mojego kochanego berneńczyka-chorował przygotowałam na jego śmierć całą swoją rodzinę oprócz siebie.Tak mi go brakuje😢😢

      Odpowiedz
    • 9.05.2020 niestety z wielkim ciosem i bólem musiałam pożegnać moja wyjątkowa Suzanke. Zginela na miejscu pod kolami samochodu. Mija 3 tydzień,a ja dalej za nią płacze. Wielki ból,pustka , rozdarte serce…. to mój najgorszy dzień w życiu jaki przeżyłam. Odeszła tak nagle…wyszarpala się z obroży za członkiem rodziny i z radości na sam widok zginela… Suzanko moja , jeszcze Cię pomiziam po uszku ,pokiziam po pyszczku,pójdziemy na spacerek i porzucam Ci kamyczki. Obiecuję moja psinko.

      Odpowiedz
    • 9 czerwca po ataku padaczki naszego psiaka, mąż pojechał z nim na dyżur nocny i w porozumieniu z weterynarzem piesek został uśpiony. Miał niedoczynność tarczycy, kulał na łapki, nie cieszyl sie jego ogon byl zwiniety pod jajka a jak wychodzilismy na dwór to ciągnął w stronę domu 🙁 nie chciał sie załatwiać na dworze, zalatwiał sie w domu. Mamy 4 miesięczne dziecko i ta sytuacja byla okropnie męcząca dla nas, dla niego i dla dziecka… Byla bym w stanie po nim sprzątać, chociaż po trochu mnie to wykańczało, zaczęłam chudnąć w oczach a dziecko tez wymaga przecież czasu… ale te ataki mnie przerastały… Zamiast zachować zimna krew to płakałam i czakalam az wstanie… Po ostatnim ataku tak dlugo leżał ze bałam sie ze odeszedl. .. Nie chciałabym żeby zmarł w cierpieniach… Byl bardzo charakternym pieskiem, energicznyn, upartym, wesołym, madrym, mial indywidualny charakter… Był taki jak my. Dostałam go na 19 urodziny od chlopaka który dzis jest moim mężem… Pamietam dzien w którym przyniósł go na rękach i nie umiem sobie wybaczyć ze kazałam z nim jechac na ostry dyzur… Lekarz powiedział ze nie gwarantuje ze leczenie pomoże a lat mu nie zwrócimy i maz zdecydował. Jestem załamana, wściekła, nie umiem przestać płakać… Tak bardzo tęsknię. Gdybym tylko mogła cofnąć czas i okazać jak bardzo go kocham, poświęcić mu więcej czasu, może tak szybko by nie zachorował…

      Odpowiedz
    • Dzisiaj 28.06.2020 rano odeszła nasza sunia yoreczka Roxie, była z nami 12 cudownych lat. To nie jest do opisania co czuje , moje serce rozpadło się dzisiaj na milion kawałków. Tęsknię bardzo 😭😭😭 była bardzo mądra, tak nasza przyczepka, okropny pieszczoch . Pustka po niej jest ogromna. Roxanko kocham nad życie, biegaj ze swoim patyczkiem po drugiej stronie tęczy na niebieskich łąkach.💔KOCHAM

      Odpowiedz
    • Roki, ale dla mnie też Nioniuś, Robert, Dzidziulka… odszedł dzisiaj, walczył dzielnie przez 3 tygodnie, cały czas miałam nadzieję. Miał tylko rok… Nie wyobrażam sobie życia bez tej małej perełki, która rozjaśniała każdy dzień. Tak bardzo tęsknię.

      Odpowiedz
  40. Dzisiaj w godz rannych odeszła od nas moja ukochana Tola ,suczka rasy york ,cierpienie straszne ,ból kłuje mnie w samo serce ,cZuje pustkę ,łzy płyną jak szalone ,miała 12 lat i umierając cierpiała ☹️😢moj kochany piesku spij dobrze ,kocham całym sercem 11.05.2020

    Odpowiedz
    • Znam ten ból wczoraj 06.06.20 zmarl moj jork zyl 18 lat byl od mojego dzieciństwa czuje sie jakbym straciła najblizsza osobę w moim życiu mam 30 lat a płacze jak dziecko:(

      Odpowiedz
    • 17 maja 2020 roku umarl mój Fredzio, miłość mojego życia. Nie umiem się pogodzić z Jego odejściem, chociaż od dwóch lat wiedziałam, że ta straszna chwila może przyjsc każdego dnia. Śmierć mojego Jamnisia przyszła, kiedy miał lepsze dni w tej ciężkiej chorobie serca. Mądry , czuly, pełen miłości i oddania, śliczny, taki był mój Jamnik, szorstkowłosy Fredzio

      Odpowiedz
  41. KOCHANY,NAJUKOCHANSZY CZAKUSIU,
    DZIEKUJE ZA TYLE MILOSCI,KTORA NAM DALES.NIE WIEM JAK BĘDĘ BEZ CIEBIE ZYC.
    PRZYTULAM CIE DO MOJEGO SERCA ,BEDE TESKNIC ZA TOBA DO KONCA ZYCIA

    Odpowiedz
  42. Wczoraj odszedł mój największy przyjaciel. Mam ponad 40 lat a ryczę jak dziecko… Kochany jamniczek miał 18 lat i był już staruszkiem ale codziennie dawał nam tyle radości… Nie słychać już stuku Twoich pazurków na panelach… ile bym teraz oddał, żeby jeszce raz usłyszeć te stukanie… ile bym oddał, żeby poczuć Twój zapach … dom bez Ciebie jest pusty i bez sensu… zostały puste miseczki i posłanie na którym leżałeś… tęsknię za Tobą …

    Odpowiedz
    • Moja Psotka umarła tego samego dnia 🙁 też miała 18 lat i mogłabym opisać to co czuję, dokładnie takimi samymi słowami 😪💔

      Odpowiedz
    • Nic i nikt nie zapełni pustki po przyjacielu ale mozna wziąć innego pieska ktory tez bedzie stukotał pazurkami o panele i tez da multum radosci oraz miłosci

      Odpowiedz
    • 7czerwca tego roku moja ukochana Chika miała tylko 2,5rok/mały ratlerek odeszła dostała zawału serca i wylew. Nie udało się uratować. Mam 67lat nie mogę znaleźć sobie miejsca pochowalem wszystkie rzeczy po niej ale niestety nikt rano nie przyjdzie do mnie nie podrapie po ramienia nie oblize ręki i twarzy Cały czas chodzę po mieszkaniu i płaczę. jestem bardzo smutny nie śpię po nocach nie mam apetytu. Zacząłem szukać nowego pieska. Ale rodzina powiedziała że muszę trochę poczekać uspokoić się. Pozdrawiam

      Odpowiedz
  43. W niedzielę 3 maja odszedł mój ukochany przyjaciel Foster, amstaf żył 13lat, najlepszy jakiego znałam, troskliwy, przyjacielski i taki rodzinny, kochał nas a my jego. Wiem że jesteś w niebie i kiedyś się spotkamy, ogromnie w to wierze. Tęsknimy za Tobą wszyscy. Jest tak pusto, żal aż przebija serce, ciężko oddychać, już nic nie będzie takie jak było. Ogromnie współczuje wszystkim którzy przeżywaja dziś to co ja. Trzymajcie się.

    Odpowiedz
    • W tym miesiacu straciliśmy dwa psy: Sonia, husky, miała 14 lat. Przygarnęliśmy ją 12 lat temu, kiedy była bardzo chora i jak się później okazało była szczenna. Myślałam,że nie przeżyje, ale wola życia była silna. Była cudowna, kochana, oddana. Ostatnie tygodnie zwiastowały rychłą jej śmierć. Sonia dużo spała, bała się ludzi ( traumatyczne przeżycia u poprzedniego właściciela) i zwierząt, odchodziła na bok. Trzy wizyty u lekarza weterynarii, a czwarta….musiała zakończyć jej życie.Byłyśmy z nią do końca. Ostatni jej oddech, bicie serca, które kontrolowała pani doktor. Zabrałyśmy jej ciało do domu. Kidy piszę te słowa łzy leją się po policzkach. Nie ma dnia, abym o niej nie myślała i nie płakała. Tak mi jej brakuje,…bardzo .Rozumiem Cię Ewela doskonale.
      Drugi piesek, to jej syn Hades, miał 12 lat . Nic nie zapowiadało jego śmierci. On był u córki w domu. Tydzień temu była burza, córka w pracy. Hades podkopał bramę i przybiegł do nas. Wyglądał zdrowo, bardzo cieszył się. Wkrótce córka przyjechała po niego, nic nie zapowiadało tej tragedii. Ze stresu dostał ( chyba) skrętu jelit albo żołądka. Weterynarz nie pomógł mu, podał zastrzyki, ale to nie pomogło. Cierpiał biedaczek , masowanie brzucha przynosiło mu ulgę. Nad ranem odszedł…. . Są razem za tęczowym mostem. Tak bardzo chciałabym je kiedyś spotkać ….

      Odpowiedz
  44. Jestem bardzo szczęśliwy, że przyniósł z powrotem mój były mąż z jego zaklęcie miłości, dziękuję panie za pomoc Jacobman41@outlook. com

    Odpowiedz
  45. Mój kochany pies odszedł nagle. Miał 7 miesięcy. Został potrącony przez samochód. Niestety, nie udało się go uratować. Wyłem z dziećmi jak bóbr. Chciałem mu jeszcze tyle pokazać, nauczyć w życiu wielu rzeczy. Długie spacery z nim to wspaniały moment. Spacerowałem z nim nawet po 10 km podczas jednego spaceru. Bardzo to lubił. Był młody i jak to młody lubił psocic. Ale te psoty były kochane. Miał wszystko. Zwłaszcza dużo miłości od całej rodziny. Dlaczego odszedł? Została tylko ogromną pustka i ból.

    Odpowiedz
    • Moja Peri też tak zginęła. Nie mogę sobie z tym poradzić. W koło mam” a jakbym wtedy ” to by się to nie stało:( miała 7lat ale to ciągle za mało… Zbyt szybko… Tyle życia miała jeszcze 🙁 i nagle jeden bum i wywroci świat dogory nogami 🙁 tak bardzo mi jej brak, była że mną w każdym momencie życia 🙁

      Odpowiedz
    • W ten sam sposób straciłam mojego ukochanego pieska miał 3latka u mnie był 1,5 roku. Ogromny ból, Gdy go dostałam, myślałam, że to dar od Boga po stracie mojej ukochanej córeczki które też nagle odeszła, Wszystko wróciło na nowo, depresja, rozpacz, niemoc. Od 8 czerwca jestem w totalnej rozsypce, czytam i tylko nie ja przeżywam,sa tu też ludzie tacy jak ja którzy cierpią, bo dla niektórych to tylko pies😭Ale oni chyba nie mają uczuć. Po prostu boję się, że tym razem sobie nie poradzę. On był wyjątkowym tak bardzo mądrym pieskiem.

      Odpowiedz
  46. Tofik był z nami 12,5 lat, był kochanym psem. Parę godzin temu, 14.04.2020 roku niestety musiał udać się na tęczowy most. Chorował, walczyliśmy o niego już prawie pół roku. Zaczęło się od przetoki w odbycie, do tego doszła niewydolność nerek, a z czasem pojawiały się kolejne komplikacje. W ostatnich dniach stracił wzrok. Kiedy zatrzymywał się i nie chciał ruszyć, widziałam w jego oczach panikę i bezsilność. Najgorsze było to, że mogłam go pociągnąć, mogłam do niego mówić, a on mógł się faktycznie ruszyć i pomerdać ogonem, ale z jego oczu smutek i dezorientacja nie znikały. Mój kochany pieseczek, mój mały dziubdziub jest już po drugiej stronie, minęło tak niewiele czasu, a ja już tak mocno za nim tęsknię….

    Odpowiedz
  47. Nie umiem opisać jaki ból odczuwam po stracie Sziny.. Jeszcze kilka dni temu pogodzilam sie z tym, ze ją juz nic nie boli, że weterynarz ulżył jej w cierpieniu.. Głęboko wierzyłam, że wszystko się uda. Niestety.. Kolejnego dnia juz nie dożyła.. Nigdy nie zapomnę słów weterynarza.. Ona chciala żyć. Ale juz bylo za późno. Nie mogę przestać sie obwiniać, za wszystko. Ze nie zauwazylam nic i nic z tym nie zrobilam. Inicjowala kilka sytuacji, żebym zauwazyla, ze cos z nią jest nie tak… Byla dla mnie wszystkim. Zawsze wyła na przywitanie. A teraz? Jest cicho pusto.. Bardzo tęsknię. Na zawsze zostanie w mojej pamięci.. Nie da sie opisać tego co czuje..
    Szina nigdy cie nie zapomne! Do zobaczenia po tej lepszej stronie, kocham!

    Odpowiedz
    • Moja psinka miała tylko roczek… Tyle radości, miłości i energii…. Kochałam ją najbardziej na świecie. Też zbagatelizowałam kilka objawów zganiajac na coś innego… I było za późno… Nawet nie jestem już teraz pewna dezyzji o eutanazji… Kotłuje mi się w glowie, że może stałby się jednak cud… Nie potrafię sobie wybaczyć głupoty, nie umiem z tym żyć. Płaczę codziennie, ból nie do opisania ;(

      Odpowiedz
    • Olu doskonale rozumiem co czujesz choć pewnie nie pocieszą Cię moje słowa. Misia też dawała znaki których nie zrozumiałam. Teraz jest już za późno a ja przerabiam po raz setny scenariusz że odwożę ją do weterynarza jedna dobę wcześniej….. Ból łzy smutek. To jest nie do opisania słowami.

      Odpowiedz
  48. Bono, wolałam na niego mówić Boniś. Dostał to imię, gdy dołączył do mojej rodziny, mój brat wpadł na nie z myślą o piosenkarzu z U2 – ulubionego zespołu mojej mamy. Gdy do nas trafił miałam 4 lata, w 2007 roku. Pamiętam, jak pojechaliśmy po niego, wybraliśmy go, bo w przeciwieństwie do rodzeństwa stał przy drzwiach i chciał wyjść na zewnątrz. Był uroczym, nieswornym Beaglem. Gdy wieźliśmy go do domu zwymiotował i narobił wiele bałaganu, ale taki właśnie był i to był jego urok. W domu jako szczeniak był – cóż – wyszalały. Zjadał buty, wkopywał bułki do doniczek, wchodził do śmietnika i wielu innych zakamarków. Niestety pewnego dnia moja mama już nie wytrzymała i uznała, że ona z nim w domu nie wytrzyma – ma mieszkać w kojcu na ogrodzie. Pamiętam jak próbował wykopywać doły na wiele sposobów (i czasami mu się to udawało). Wyprowadzał go na spacery zwykle mój tata, szliśmy wtedy na pole za naszym domem. Jednak z czasem przestał i jak gdyby nigdy nic Boniś zostawał całe dnie u siebie w kojcu bez spacerów. Bardzo tego żałuję, ale ciągnął się ten okres bardzo długo. Ja z bratem nie mogliśmy już tak często spędzać z nim czasu, moja mama praktycznie się nim nie interesowała, a mój tata tylko co tydzień mu sprzątał. Bono nie lubił wody, za to kochał słońce. Kochał leżeć w nim w trakcie gdy moja mama wieszała obok pranie. Był głośny, miał specyficzny szczek, wydaje mi się, że taki, w którym można było usłyszeć samotność i próbę zwrócenia uwagi. Po paru latach chciałam zacząć wychodzić z nim na spacery, ale moi rodzice się nie zgodzili. Było mi Bonisia bardzo szkoda, nie został kompletnie wychowany i w dodatku całe dnie spędzał sam – jedząc raz dziennie i śpiąc. W końcu udało mi się namówić rodziców, żeby chociaż raz na tydzień został wypuszczany na ogród, żeby się wybiegał. Nie wiem, ile wtedy mógł mieć lat – może 9-10? Całe życie było mi go żal. Tej jego samotności, tego, że tak rzadko z nim spędzałam czas, chociaż wiedziałam, że tego potrzebuje. W pewnym momencie nawet myślałam, że lepiej by mu się żyło w schronisku niż w naszej rodzinie. Pamiętam jak kiedyś w nocy zrobił dziurę w płocie i wszedł do garażu naszego sąsiada, który również miał zwierzęta. Wyjadł wtedy cały 3-kilogramowy worek karmy. Był psem, który zdecydowanie potrzebował uwagi, ale nikt mu jej nie dawał. Pod koniec swoich lat miało się wrażenie jakby on też próbówał nas ignorować, gdy go wołaliśmy. Zawsze był bardzo żywy, nawet w swoje ostatnie dni. Chciałam mu powiedzieć jak bardzo przepraszam, że jego życie musiało być tak samotne, jak bardzo chciałabym zmienić przeszłość. Po 13 latach jego życia okazało się, że ma jakieś nowotwory, sama nie wiem jakie. Od paru lat miał zaropiałe oczy, ale mimo tych wszystkich przeszkód zachowywał się zawsze tak samo. Nigdy nie pokazywał oznak słabości, zawsze walczył o swoje. Gdy widziałam jak weterynarz daje mu zastrzyk, a jego ciało staje się z czasem coraz bardziej ociężałe – to był pierwszy moment, kiedy zobaczyłam go innego, spokojniejszego niż zawsze. Nigdy nie chce o nim zapomnieć. Był moim pierwszym zwierzęciem, był ze mną, gdy umarły moje dwa chomiki i kot, a teraz on sam odszedł. Tak bardzo nie chcę, gdy będę o nim myśleć po latach, tego uczucia, jakby nigdy nie istniał. Takie uczucie już pojawiło się u mnie z chomikami i kotem, ale tak bardzo nie chcę, żeby stało się tak z Bonisiem.
    Bono odszedł 7 kwietnia 2020 r. o 13:20.
    Boniś, kochaliśmy Cię jak nigdy, byłeś najlepszym co nas mogło spotkać. Spoczywaj w spokoju i mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze zobaczymy.

    Odpowiedz
    • Naprawdę, kochaliście go ? Rodzina psychopatów. Nie powinniście nigdy mieć zęcia. A dlaczegóż to rodzice nie zgodzili się na chodzenie na spacery / Sadyści. Ten pies przeżył obóz koncentracyjny. Ktosąsiadów powinien o tym donieść. Życzę wszystkiego najgorszego.

      Odpowiedz
    • Kochaliscie? Dziwne okazywanie miłości, skoro pies miał gorzej niź w schronisku. Zgotowalißcie mu piekło na ziemii

      Odpowiedz
    • Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jakie piekło miał z życia ten biedny pies.
      Pociesza mnie tylko fakt że karma wraca i takich jak ty i twoja rodzinka sadystów spotka kara.

      Odpowiedz
  49. Majki, w czerwcu skonczylby 17 lat, byl ze mna od dziecka. Mielismy mase przygod, dostarczyl nam wiele szczecia, samemu majac szczesliwe zycie. Odszedl we wtorek 27 marca, ledwo juz chodzil, wywracal sie, leki przeciwbolowe przestaly pomagac ale dalej mial takie zywe i radosne oczy, mial apetyt, szczekal.
    Lekarz stwierdzil, ze pies jest stworzony do chodzenia i bedzie coraz gorzej, niechielismy czekac do momentu, az nie bedzie mogl sie w ogole podniesc. Niewiarygodnie ciezko jest sie z tym pogodzic, chialoby sie cofnac czas 🙁
    Kocham Cie piesku.

    Odpowiedz
    • Trzynascie lat bezwarunkowej MIŁOŚCI.
      Wczoraj na moich rękach odszedł mój ukochany Szafir. Do konca był tulony i głaskany. Walcząc do samego końca przegraliśmy nierówną walkę z chorobą nowotworową😔. Odszedł w domku leżąc na swoim ulubionym miejscu, w swoim ukochanym słoneczku, w którym się zawsze wygrzewał. Jedyne co mogłam dla niego zrobić w ostatnich chwilach życia, to skrócić jego cierpienie i wezwać do domu weterynarza. Przyjechał bardzo szybko, wiedział jak ważny był dla mnie Szafirek i wykazał się ogromną empatią i współczuciem…, a teraz został już tylko żal i ropacz😥.
      Dziękuję kochany Szafirku za wszystko, byłeś najlepszy. Na zawsze zostaniesz w moim sercu.
      Do zobaczenia kiedyś….

      Odpowiedz
      • Wczoraj odeszła moja Sonia nie mogę przestać płakać.,minął dopiero jeden dzień A ja strasznie tęsknię była z nami 13 pięknych lat do zobaczenia moja kochana opiekuje się nami byłaś moja .najlepsza przyjaciółka .śpij kochana i do zobaczenia

        Odpowiedz
    • też nie chciałam czekac aż pies nie będzie zdolny do samodzielnej egzystencji.miał 18 lat, ale ja się z tym nie mogę pogodzić i nie wiem jak mam dalej funkcjonować

      Odpowiedz
  50. Moja Lajla. Suniu, Ty wiesz, że to była miłość od pierwszego wejrzenia, miałaś być moja i byłaś, dałaś mi tyle ciepła i poczucia bezpieczeństwa. Chodziłaś za mną w krok w krok, czasem mnie to denerwowało (ile teraz bym dała…). Byłaś niespokojna, gdy się pakowaliśmy, ale zawsze jechałaś z nami. W morzu chciałaś płynąć do Szwecji, musieliśmy Cię zawracać, baliśmy się, że za daleko popłyniesz, potem dostałaś kapok z trzymadełkiem (kochana foczko). Szczekałaś na fale… Uwielbiałaś duże kije, drągi, powalone drzewa, okorowywałaś je z takim zapałem, śmiałam się, że jak w narkotycznym transie. Przeżyłaś narodziny Basi, na pewno nie było to dla Ciebie łatwe jak się pojawiła, nasza uwaga nie była skupiona tylko na Tobie. Często siadałyśmy na kanapie, po jednej stronie Basia, po drugiej Ty, obie Was obejmowałam ramionami, mogłyśmy tak długo… Kochałam Twój zapach, śmiałam się, że jesteś moją grzybóweczką, łapki, które pachniały popcornem. Ciepło Twojego ciała, gdy wtulałaś się we mnie, miękkość sierści – lizałaś mi łydki, gdy Ci się udało wpakować pod kołderkę – to była wątpliwa przyjemność, ale akceptowałam tą Twoją wdzięczność. 🙂
    Uwielbiałam, gdy kładłaś się obok mnie rozpychając i wtulając dupkę. Mówiłam do Ciebie “Moja, moja” i głaskałam Twój mądry łepek, uszka, patrzyłam w te cudne, błyszczące oczy. Stałaś na straży mojego humoru, każdą niedyspozycję uleczałaś wtulaniem łepka, podrzucałaś moją rękę, by głaskać i skupić się na Tobie, wtedy mijało całe zło. Nawet wtedy, gdy wracałyśmy od veta, przytulałaś się do moich nóg i pocieszałaś, a to Ty byłaś chora… Kochana Suniu myślałam, że będziesz ze mną zawsze, że pokonasz każdą chorobę, byłaś twarda, byłaś lwicą, walczyłaś i nie pokazywałaś, że cierpisz, do końca. Nie zauważyłam, że ostatni rok już nie był taki jak wcześniej, byłaś mniej aktywna, posiwiałaś babuleńko… Lajluniu… przepraszam, że w ostatniej chwili zamiast dać Ci spokojnie odejść wpadłam w panikę, że zamiast po prostu Cię przytulić i potrzymać za łapkę dzwoniłam do Twojej Pani Doktor co robić, płakałyśmy obie, trzymałam rękę na Twojej piersi i czułam jak przestaje bić Twoje serduszko, ale nie tuliłam, wybacz, nie wierzyłam, że to już koniec.. Musisz wiedzieć, że bardzo Cię kocham, żyjesz w moim sercu, nigdy o Tobie nie zapomnę. Teraz ból, teraz żal, teraz pustka, nie słychać pazurków na panelach (o matko, jak to wkurzało… cyk cyk cyk cyk cyk, w tę i we w tę, a teraz…, żeby choć chwilę). Szukam Cię po kątach, wącham kocyki, patrzę na miejsca, gdzie lubiłaś leżeć – PUSTO, ach jak puuuustoooooooooooo. 🙁
    Tak bardzo chcę Cię zabrać na spacerek, usłyszeć dzwonienie blaszek przy Twoich szelkach, zobaczyć jak cieszysz się, gdy spuszczę Cię ze smyczy.
    Basia strasznie płakała, stała w oknie i krzyczała, że Cię zgubiła. Kazała nam jechać po Ciebie do nieba… Serce pęka…
    Mam nadzieję, że Cię nie zawiodłam, że miałaś dobre życie, choć nie zawsze było usłane różami. Biegaj po tęczowych łąkach, nic już Cię nie boli, już po wszystkim, już nie musisz się bać, że Cię zostawimy, ale proszę wróć kiedyś do nas, choć na chwileczkę, tak bardzo nam Ciebie brakuje…
    Lajla (15 lat, z tego tylko 5 z nami, choć nie pamiętamy już życia bez niej) 19.03.2020 [*]
    Walczyłaś dzielnie Suniu, dziękuję.

    Odpowiedz
    • Dziś pozegnalam najcudowniejsza moja ukochana “ZABULE” Chciała bym cofnąć czas i jeszcze ja wziąć na ręce i przyprowadzić do domu. Nigdy nigdy nikogo nie skrzywdziła, czekała wiernie teraz jest wielka pustka, może mogłam zrobić coś dla niej wiecej. Mam nadzieję że jest szczęśliwa w moim sercu będzie już zawsze

      Odpowiedz
    • Edi był najkochańszym psem na swiecie. Zobaczylam Go zaglodzonego, zabiedzonego na fb. Zostal porzucony. Od razu poczulam jakiś dreszcz, to musial byç On. Pojechalam po niego. Byl tylko 3,5 roku z nami. Stwkrzylismy mu niebo, mial milosc i wszystko czego potrzebował. 1 marca niespodziewanie serce zawiodlo. Moje pęka

      Odpowiedz
    • Jakbym ja to napisała. Nie mogę przestać płakać. Jak się Pani teraz czuje? Czy już lepiej? U mnie minął ponad rok. Ale nie przeżyłam żałoby. Nikt nie chciał że mną o tym rozmawiać. Temat tabu. Teraz mąż i córka sprowadzili do domu nowego młodego psa. Nie mogę sobie poradzić.

      Odpowiedz
    • Pięknie napisane 😥czuję dokładnie to samo ,tak bardzo brakuje mi mojej Chili 😥😥odeszła tak nagle ,diagnoza chłoniak ,dwa dni później odeszła.Dlaczego nie miała żadnych objawów 😥gdybym tylko widziała 😥 22.04.2020

      Odpowiedz
      • Moja Saba tez odeszła po dwóch dniach zdisgnozowanego chłoniaka bez wcześniejszych objawów po za rozwolnienieniami które weterynarz zbagatelizował a podobno miesiąc temu usg by to ukazało i dało szanse na leczenie.. Miałbym mniejszy ból jeżeli odeszła by w podeszłym wieku a nie mając 6 lat. Była niesamowita moja kochana córcia. A wiecie z czym najbardziej nie mogę się pogodzić?..- z tym, ze jestem inspektorem ochrony zwierząt i pomogłem wielu potrzebującym zwierzakom i za to los mnie tak nagrodził!!! Straciłem wiarę we wszystko i nie mogę podnieść się po tej stracie. Nie wiem co będzie ze mną bo chce dotknąć i pocałować Sabcie a mam tylko ten okropny ból!!

        Odpowiedz
  51. Wczoraj odeszła od nas nasza 11 letnia Kochana Sunia 🙁 Bezsensowna śmierć na skutek zbagatelizowania powiększonego serca na zdjęciu RTG i podanie narkozy przed zabiegiem ( usunięcie nowotworu bez przerzutów) bez wykonania badania EKG, który to zabieg…nie odbył się…
    Wynik tego to śmierć Suni w męczarniach..Do końca była świadoma..I te jej oczy zmęczone, smutne oczy 🙁 I ta niemoc z zrobieniu czegokolwiek, by pomóc 🙁 Boże, boli strata jak diabli..
    Odeszła na moich rękach..:((((

    Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się spotkamy.

    Odpowiedz
    • Boże tak bardzo cierpię po stracie mojego ukochanego yorczka maji miała tylko 6 lat była miłością mojego życia tak bardzo za nią tęskni serce chce mi rozerwać żyłyśmy sobie razem zawsze razem i nagle ta straszna choroba zmiany nowotworowe z przezutami choć mój ukochany skarb był tak dzielny i nie dawała po sobie poznać że ja coś boli walczyła do samego końca a tera pustka smutel żal złość i brak mojej ukochanej majeczki żyć mi się nie chce choć wszyscy w domu mówią mi że dla niej lepiej ale ja nie mogę się ztym pogodzić ze odszedł mój jedyny najlepszy przyjaciel jakiego miałam to była miłość od pierwszego wejrzenia ale kiedyś napewno się spotkamy i będziemy jeszcze razem skarbie tak bardzo tęsknię za tobą dlaczego właśnie ty musiałaś odejść

      Odpowiedz
    • Miałam tak sama mój pies kora odeszła 10.05.20 i strasznie cierpiała Ale my ją uśpiliśmy po i tak do następnego dnia by nie żyła. Więc wiem jak cierpisz też płacze każdej nocy i obwinam się że mogłam coś zrobić ponieważ jak byśmy pojechali 1 dzień wcześniej to by żyła. Znaleźliśmy ją w lesie i uratowaluśmy ją i teraz już jej nie ma nie będę mogła się do kogoś poprzytualć (miała 6 lat)

      Odpowiedz
  52. Siedzę i wyję. I nie mogę się ogarnąć. Albo nie chcę nawet. I mimo, ze wiedziałam, że to kiedys nastąpi, że już bliżej niż dalej, jak grom z jasnego nieba, “kiedyś” było wczoraj. Myślałam, że to nic, że przecież wydobrzejesz, a zaraz potem okazało się odwrotnie. Klatka po klatce odtwarzam chwile, kiedy lezalysmy razem u weta na podłodze. Twoj zapach, mięciutkie futerko, ciepło, które przez 8 lat ratowalo mnie od zimna całego swiata. Po raz ostatni lezalysmy razem, tak, jak zawsze w domu, jak lubilysmy najbardziej. I poczułam, że wyrwano mi serce, kiedy zasnęłaś na zawsze, kiedy ustał rytm pod moim ramieniem. Tylko Ty mogłabyś mnie teraz ukoić, mój pies północy, który spał pod kołdrą, moja najpiękniejsza na świecie. Tak strasznie tęsknię…

    Odpowiedz
  53. O retyyy… Ci co pisza ze lepiej zeby zwierzak sie meczyl dalej i maja wyrzuty sumienia ze go uspili, sa cholernymi egoistami. Dla spokoju wlasnego sumienia chca cierpienia istoty, ktora rzekomo kochaja? Totalny egoizm.

    Odpowiedz
  54. Moje szczęście miało prawie 11 lat.Dwa dni temu tj.6.03 odszedł….Czuję jakbym straciła własne dziecko , nasza więż była tak silna że nawet nie potrafię tego opisać .Płaczę dzień i noc….oddałabym wszystko aby móc go ponownie przytulić…To wszystko potoczyło się szybko…w grudniu zdiagnozowano guza małżowiny ..zdecydowałam o natychmiastowej operacji…wszystko poszło pięknie , nawet nie było zbytniej rany do gojenia się….Ale moja radość nie trwała długo przy kontrolnej wizycie okazało się że ma guz w okolicy szyi …spory 10x7cm. Również szybka decyzja – operujemy. Niestety po około 2 tygodniach już była wznowa guza.W oczach przybierał rozmiarów…Niestety już nic więcej nie mogłam zrobić .Nie wiem jak mam żyć bez niego….Był moją największą radością , największym przyjacielem jakie w życiu miałam .Byłam przy nim do ostatniego oddechu .Kocham Cię Dżimusiu i nie wiem jak bez Ciebie żyć …

    Odpowiedz
  55. Mój najukochańszy Miś, moje oczko w głowie, odszedł 4. marca. W maju skończyłby 10 lat… Tak bardzo za nim tęsknię, moje serce pęka z bólu, straciłam miłość mojego życia. Nie mogę przestać płakać ☹️

    Odpowiedz
  56. 6 marca straciłem moją PittBullkę suczkę Sarę, miała 16 lat , 1 miesiąc , 8 dni . Tragiedia w całej rodzinie. Mam dorosłych dwóch synów , żonę ,i ja którzy nie mogą dojść do siebie po stracie tej ukochanej istoty. Serce boli i pęka, że już nigdy nikt nie będzie nas witał merającym ogonkiem , i tak kochającymi oczami. Nie potrafię jak na razie otrząsnąć się po tej stracie.
    Próbuję to wytłumaczyć sobie na wiele sposobów, ale zawsze kończy się to łzami , i rozpaczą po stracie najkochańszego członka rodziny. Ciężko pogodzić się z tą myślą. Cisza i pusta tego domu zaczyna mnie dobijać. Współczuję wszystkim którzy do tej pory musieli to przechodzić, dopiero teraz to rozumiem.

    Odpowiedz
    • Siedzę i wyję. I nie mogę się ogarnąć. Albo nie chcę nawet. I mimo, ze wiedziałam, że to kiedys nastąpi, że już bliżej niż dalej, jak grom z jasnego nieba, “kiedyś” było wczoraj. Myślałam, że to nic, że przecież wydobrzejesz, a zaraz potem okazało się odwrotnie. Klatka po klatce odtwarzam chwile, kiedy lezalysmy razem u weta na podłodze. Twoj zapach, mięciutkie futerko, ciepło, które przez 8 lat ratowalo mnie od zimna całego swiata. Po raz ostatni lezalysmy razem, tak, jak zawsze w domu, jak lubilysmy najbardziej. I poczułam, że wyrwano mi serce, kiedy zasnęłaś na zawsze, kiedy ustał rytm pod moim ramieniem. Tylko Ty mogłabyś mnie teraz ukoić, mój pies północy, który spał pod kołdrą, moja najpiękniejsza na świecie. Tak strasznie tęsknię…

      Odpowiedz
  57. Dzisiaj odeszła moja przyjaciółka Hevi, była ze mną 12 lat . Mimo że ten moment nadchodził moje serce pękło. Łzy same płyną mi z oczu ból po jej stracie jest ogromny, już nigdy nie usłyszę jej szczekania, nikt nie będzie robił słodkich oczu i prosił o smakołyk. Kocham Cię łobuzie. Nim Cię nie zastąpi,nigdy. Żegnaj <3

    Odpowiedz
    • Mój 3-miesięczny pies miał wade wrodzoną mogła ją tylko uratować operacja lecz dziś jej stan się pogorszył. Miała być dziś operowana ale była zbyt słaba leżała pod kroplówką i dostała lekie ratowali ją przez 3 godziny lecz się nie udało i musiałam ją uśpić. Bardzo tęsknię za nią lecz muszę żyć dalej😭💔💖

      Odpowiedz
  58. Znam to uczucie Moja Lusi odeszła w styczniu Do dziś nie mogę się z tym pogodzić Nie mogę patrzeć na inne pieski Pierwszego marca miała by 9 lat Ktoś ją OTRÓŁ. TYLKO dlatego że kilka razy zrobiła kupę pod linkami gdzie zawieszali pranie Przecież to zwierzę nie rozumie że tam nie wolno Dlaczego ludzie którzy sami maja psa robią takie rzeczy

    Odpowiedz
  59. 17 lutego 2020 roku odszedł mój przyjaciel Fido. Był jamnikiem, za niedługo miał obchodzić swoje 2 urodziny. Był chory na padaczkę. Miał dużo ataków. Byliśmy u weterynarza, dostawał tabletki i witaminy. Niestety odszedł w nocy z 16 na 17 lutego. To tak bardzo boli… Był taki mądry, piękny i kochany. Cały czas wyrzucam sobie, że mogłam zrobić coś więcej, jakoś Go uratować :((( Zawsze będę Go mocno kochać.

    Odpowiedz
    • Czytając te wszystkie wypowiedzi to łzy same jak grochy lecą. Ja nie mogę dojść do siebie po stracie mojego kochanego pupila 13 letniego najukochanszego Maxia który odszedł 11 list 2019 bardzo mi go brakuje do dzisiaj nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić ten żal ta tęsknota i to gdy wracam to już mnie nie wita i nie czeka żeby obroże założyć i iść na spacer Tak bardzo tęsknię za nim płacze dzień w dzień myślę że będę potrzebowała pomocy zoo psychologa Wszystkim wam serdecznie współczuję straty kochanych pupili i oddanych przyjaciół

      Odpowiedz
      • Mój Najkochanszy odszedł pod koniec października 2019. I do tej pory kompletnie nie potrafię sobie poradzić z ta strata. Był moim synusiem najukochańszym, zawsze patrzył mądrze swoimi wielkimi oczkami i ufał mi bezgranicznie,
        Mieliśmy być razem do późnej starości a odszedł w wieku 5.5 lat 🙁 minęło tyle czasu a ja dalej płacze za nim i tak bardzo chciałabym go jeszcze raz przytulić to futerko pełne miłości. :((((

        Odpowiedz
      • Witam wszystkich, dwa dni temu musiałam pożegnać mojego 13 letniego najukochańszego Maxa. Po tych pięknie przeżytych wspólnych latach, choroba zabrała mi go brutalniew dwa tygodnie.. Do ostatniego oddechu przytulaliśmy go itrzymaliśmy za łapę, którą za smaczka tak pięknie dziękował.Przeszedł przez tęczowy most i pewnie biega już po niebiańskich psich polanach. Świadomość że nie cierpi daje odrobinę ukojenia, ale ból i pustka jest nie do opisania, łzy się leją strumieniami….. Ale wiem że kiedyś się spotkamy i jak zawsze merdając ogonem i radośnie szczkając przywita się ze mną.

        Odpowiedz
      • Witam, wiem jak nam cięzko we wteorek 23 .03 musiałam uspić mojego kochnego 13 latka Atoska , był juz bardzo schorowany , miał duszności i wiele chorób na które nie było juz lekarstwa ,wszystkie medyczne możliwosci zostały wyczerpane z kazdym dniem cierpiał bardziej nie moglismy patrzec na jego bół i cierpienie …i razem z weterynarzem zdecydowalismy pomóc mu w uldze cierpienia , nie moge zniesc straty …to nie do zniesienia niestety musze wspierac sie konsultacją psychologiczną i lekami , niech serce spi, wypoczywa w psim niebie…..pozdrawiam i życze spokoju w przezywaniu żałoby również sobie.

        Odpowiedz
      • Witam , 26 marca odszedł nasz najukochańszy labrador Nelson😣miał tylko 2 lata , był zdrowym , bardzo pogodnym pieskiem .Nie wiemy co się stało , dostał zawału serca , nie był otyły i nie chorował 😫tym bardziej nie mogę się z tym pogodzić 😫to był normalny dzień jak co dzień , rano spacer potem śniadanko i mała zabawa . Wyszłam z nim na ogródek i dałam mu kostkę do gryzienia ( od małego gryzł te kostki, czyli nic nowego )minęło 2 minuty wstał podszedł kawałeczek i się położył , usłyszałam jak zawył 2 razy , podbiegłam do niego bo myślałam ze go coś ugryzło bo bawił się w trawie a on umierał 😭😭😭😭serduszko przestało bić , dmuchnelam mu e nos i nacisnęłam pare razy na klatkę piersiowa ale on nie reagował .zadzwonilam do weterynarza i kazał szybko go przywieźć . Po przywiezieniu , niestety wet stwierdził ze odszedł i ze to był zawał ze to jest typowe u tej rasy . Nie mogę sobie tego darować bo żeby chociaż był osowiały , nie chciał jeść – poprostu nic , wszystko było normalnie , żadnych wymiotów , biegunki , kupy normalne . Jeszcze jednej rzeczy nie mogę przeżyć – ze nie pomogłam mu wystarczająco , to wszystko trwało 2 minuty😭😭😭

        Odpowiedz
  60. Straciłam swojego Dragona 15.02.2020 r, był z nami 9 lat od urodzenia. Był to syn mojej suczki Saby, która przy porodzie zmarła. Miałam go od jego pierwszych dni i wszyscy się nim zajmowaliśmy bo dorastał bez matki, karmiliśmy go z buteleczek dla lalek 😉 bo był malutki. Wyrósł na pięknego owczarka niemieckiego i jego urodą był jedno uszko oklapnięte <3. Odszedł z powodu choroby stawów, borykał się z tym od jakichś dwóch miesięcy, ale wszystko było dobrze. Miał czasami dyskomfort chodzenia, ale nadal był pełen werwy i sił. Kilka dni przed śmiercią nagle mu się pogorszyło i już nie wstawał, męczył się bardzo i rozważaliśmy uśpienie go. Weterynarz przyjeżdżał do nas i dawał mu kroplówki i zastrzyki, mówił że może z tego jeszcze wyjść. Najgorsza rzeczą jest to, że weterynarz zasugerował że ktoś mógł go otruć bo zbyt szybko mu się pogorszyło :(. Nie chce wierzyć w to że ludzie są do tego zdolni..

    Odpowiedz
  61. Witam. Moja ukochana sunia Klarcia odeszła za Tęczowy Most 8 lutego 2020 r. Chorowała na boreliozę, brała masę leków i jej nerki nie wytrzymały starcia z tą paskudną chorobą i kuracją antybiotykami. Jeszcze 28 stycznia 2020 r. miała robione badania krwi i wszystko było w normie a za parę dni nastąpiło pogorszenie. Z dnia na dzień piesek gasł. Nie miała siły chodzić, nie chciała jeść, pić, była osowiała 🙁 . 7 lutego zrobiliśmy kolejne badanie i okazały się wyrokiem dla Klarci. Nerki odmówiły posłuszeństwa i zatruwały organizm toksynami. Bałem się, że nie przeżyje nocy ale jakoś dzielnie dotrwała i rano musiałem się zmierzyć z najtrudniejszą decyzją w moim życiu :((( Teraz już mija ponad tydzień a ja nadal nie mogę sobie poradzić z tą pustką i ciszą. Mam za dużo czasu, brakuje mi wspólnych chwil i spacerów. Kocham Cię i zawsze będziesz w moim sercu.

    Odpowiedz
    • Bardzo współczuję i rozumiem tą nie do opisana tęsknotę. Mój Dropsiu odszedł dziś 16 lutego 2020 roku o godz. 6.12 Był ze mna tylko od 21 grudnia 2018 roku, zabrałam go ze schroniska i nasze wspólne dni były najpiekniejsze w całym moim życiu.

      Odpowiedz
    • 12 lutego odszedł nasz kundelek Aleksik . W schronisku był Kiełkiem . Często płaczę po nim. Pół roku chorował na wodobrzusze. Słaba wątroba i jeszcze na koniec łapka mu nabrzmiala. Ostatniego dnia przyszedł do naszego pokoju i stanął patrząc na nas. Myślałem że chce sikać więc go zaniosłem na trawnik. Tam usiadł , zaczął ciężko oddychać i obsunął się na ziemię. Głaskałem go i płakałem jak dziecko nie mogąc chwycić tchu. Miał około 13 lat :'(

      Odpowiedz
  62. Nasz ukochany Bafi umarl wczoraj. Samochod go potracil. I nasz psi przyjaciel nie przezyl. Jest nam ogromnie smutno i pusto. Byl pogodnym psem, na nikogo nie warczal, dzieci go kochaly a on je. Wariowali razem. Biegali. Bafi towarzyszyl im od zawsze. I teraz go nie ma…ogromny bol i smutek zagoscily u nas w domu. Synek dzis rano mi powiedzial ze Bafi jest teraz niewidzialnym aniolem i ze wciaz lezy pod stolem, swoim ulubionym miejscu…

    Odpowiedz
    • Dwa dni temu straciłam swojego skarba po 2 miesiącach wspólnej przygody. Miał tylko 5 miesięcy . Odszedł niespodziewanie , dostał jakiegoś ataku serca. Do tej pory nie wiadomo dlaczego dokładnie . Zmarł na moich kolanach przed kliniką. Mam złamane serce . Ból jest nie do opisania.

      Odpowiedz
      • Doskonale Cię rozumiem, mój piesek Axel odszedł w wieku 3 miesięcy, był zdecydowanie za krótko z nami. Był to wypadek duży pies go ugryzł i śmierć najprawdopodnobiej nastąpiła od razu, z krwotoku wewnętrznego. Ból jest ogromny, dlaczego to spotkało tego maluszka. Nie umiem sobie poradzić z tym, może mogłam coś lepiej inaczej zrobić i by do tego nie doszło. Powrót do codzienności bez naszej codziennej zabawy i wspólnych poranków jest bardzo ciężki.
        Axelku na zawsze zostaniesz w moim sercu.

        Odpowiedz
    • Witam we wtorek 31.03.2020 uspalam swoja królewnę PIPI – 16 lat moja staruszka 😭😭😭😭 miala raka z przerzutami . Cholernie mi jej brakuje. Najgorsza to ta myśl czy dałam jej wszystko czego potrzebowała czy bylam wystarczajaco dobra dla niej czy moglam dac wiecej . Ten strach przed powrotem do domu z pracy gdzie panuje cisza i pustka i nie masz komu powiedziec księżniczko pancia wróciła. Nikt nie kładzie sie koło ciebie w łozeczku nikt nie prosi przy jedzeniu. Ból straszny. Tak bardzo mi jej brakuje . Skarbie jesli mnie słyszysz pamietaj nigdy Ciebie nie zapomne pozostaniesz w moim serduszku na zawsze ! 💕

      Odpowiedz
  63. Wczoraj 1.02.2020 odszedl od nas, Nasz kochany Maksio- najpiekniejszy, najwierniejszy, najwspanialszy pekinczyk. Ostatnie dni byly dla Niego bardzo ciężkie, byl bardzo slaby i nie wital nas tak jak zawsze. Przezyl prawie 16 lat, cudownych lat, mial wspaniałe zycie i wspaniala rodzinę. Byl dla nas czlonkiem rodziny i wspanialym przyjacielem. Dlaczego tak wspaniale, kochajace psy nie moga zyc wiecznie. Maksiu wiemy, ze tam bedziesz biegal po zielonych trawkach i szczekal na inne psy, a my zawsze bedziemy miec Cie w naszych sercach. Juz strasznie nam Ciebie brakuje. Jak wrocimy do domu nikt nie bedzie juz merdal tym malym ogonkiem. Kochamy Cie i bardzo nam Ciebie brakuje, zegnaj przyjacielu. Tam tez sa dobre ciasteczka dla pieskow.

    Odpowiedz
    • Łączę się z Tobą w bólu. Ja też wczoraj musiałem pożegnać się ze swoją ukochaną Kamą. Mi też już strasznie jej brakuje. Może oba nasze pieski przeszły już Tęczowy Most i razem bawią się na łąkach w poczuciu szczęścia i spokoju. Pozdrawiam ciepło!

      Odpowiedz
      • Mam bardzo chorego Berneńczyka, trzustka już nie pracuje, nerki w coraz gorszym stanie… Wyniki badań fatalne. Pani weterynarz powiedziała dzisiaj, że nic już się nie da zrobić. Od tygodnia nic nie je, jeździmy na kroplówki. On jeszcze nie ma 3 lat. Jest mi bardzo przykro, ciągle płaczę, nie jestem w stanie podjąć decyzji o ego uśpieniu…to tak bardzo boli

        Odpowiedz
        • …ja rowniez podjelam decyzje o uspieniu mojego ukochanego Savo..to bylo 22.12.2019…moj amstaffopitbul mial niecale 10 lat…zaluje i mam wyrzuty…chcialabym cofnac czas…z drugiej strony zostawienie sprawy jej naturalnej kolei az sam umrze podczas kolejnego i kolejnego ataku padaczki…ile mialby tego przezyc zeby uznac,ze juz wystarczy?! Ile mialby jeszcze tego przezyc? A my wraz z nim…Zawsze zostaje to poczucie tak mi sie wydaje…a moze zdarzylby sie cud…?i by to minelo…z tym musimy zyc…taki byl nasz wybor. Mysle,ze kiedy spotkamy sie po drugiej stronie wtedy zrozumiemy,ze to byla dobra decyzja.Ja wiem,ze ja chcialabym aby ktos skrocil moje cierpienie. Jezeli kogos kochasz nie myslisz o sobie,tylko o nim…My teraz cierpimy,ale nasi ukochani juz nie. Wam,tym ktörzy tak bardzo kochaliscie swoje zwierzeta moge tylko powiedziec,ze one mialy szczescie Was poznac,a Wy szczescie poznac ich. Tak jak my po naszej smierci nie bedziemy chcieli widziec naszych bliskich ukochanych placzacych,tak na pewno nasi czworonozni przyjaciele nie chca widziec nas cierpiacych. Taka milosc wiaze nas na cale zycie tu na ziemi i tam po drugiej stronie;ta milosc sie nie konczy. Kocham Cie Savo,wiem ze sie spotkamy…

          Odpowiedz
        • Proszę Cię Jula nie rób mu tego,bo ja to zrobiłam mojemu Przyjacielowi a dziś nie mogę z tym żyć.Nigdy nie wiadomo czy to już jest ten czas i czy nasze zwierzątko cierpi na tyle żebyśmy przerwali mu to życie,może pomimo tej choroby chce jeszcze żyć a nie może Ci o tym powiedzieć.Ja uległam zbyt pochopnie namowie lekarza i do końca życia sobie tego nie wybaczę,lekarz nie zawsze jest wyrocznią tak jak w przypadku ludzi tak i zwierząt teraz to zrozumiałam.Tylko że jest już zapózno.Ratuj go za każdą cenę,podawaj kroplówki i pozwól odejść naturalnie

          Odpowiedz
        • Mój ukochany Messi (york) odszedł wczoraj 10.02.2020. chorował na nerki i trzustkę leczyłam go ponad rok. Kroplówki tabletki suplementy i specjalna karma. Wyniki miał coraz gorsze. Przez ostatni tydz jego stan się pogorszył. Nie jadł wymiotował, codziennie spędzaliśmy 2 godz na kroplówkach. Schudł do 2 kg z 3,7. Po najgorszej nocy z ndz na pon, gdzie wymiotował co pół godz, podjęłam decyzję o zakończeniu jego cierpień. Odszedł wczoraj o 9. Jego ciałko będzie skremowane i wróci do mnie w urnie. Tak bardzo za nim tęsknię. To był najcudowniejszy przyjaciel jakiego miałam.

          Odpowiedz
        • Dwa dni temu zginęła nasza kropka niunia, nasza królewna jest strasznie ciężko nigdy tak się nie czułam jest straszna pustka

          Odpowiedz
    • 15.03.2020
      Odeszła moja najkochańsza Nutka.. Miala 15 lat i 10 miesiecy… Ból jest nie do zniesienia…
      Płacz, płacz i tylko płacz.. nie wiem jak sobie bez niej poradzę…
      KOCHAM CIĘ NUTKA ! NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE!! Dziękuję za ten czas ❤ Bądź szczęśliwa mój Aniołku.. kiedyś się jeszcze zobaczymy…

      Odpowiedz
  64. 28 stycznia minęło 5 miesięcy od śmierci mojego pinczerka Leonka.Był moim pierwszym psem na którego mogłam sobie pozwolić w dorosłym życiu.Odszedł niespodziewanie (wypadek) w wieku niespełna 13 lat..Nie mogę sie pogodzić z jego smiercią: nie ma dnia żebym nie płakała , był wyjątkowo mądry , takiego psa już nie będę miała .Mam 3 inne pieski (jak by ktoś mi proponował jako terapie wzięcie następnego..?) Chyba mam wyrzuty sumienia ,że go nie dopilnowałam? Cały czas zadaje sobie pytanie jak dalej bez niego żyć?czekam jeszcze miesiąc ..i chyba juz tylko psychiatra zostaje?

    Odpowiedz
    • Musiałam uśpić psa po 13 latach bycia razem. Od tego strasznego momentu minęły już 4 miesiące, ja nadal przed oczami mam ten wyraz mordki która wiedziała że to koniec. Nie mogę się z tym uporać, śni mi się po nocach , czasami wieczorami mam napady płaczu . Jak żyć?

      Odpowiedz
      • Wiem co dziś czujesz ,ja też za namową lekarza przerwałam życie mojego przyjaciela.Pisałam o tym w grudniu,choć mój przyjaciel nie był pieskiem znalazłam tu pisząc zrozumienie.Wczoraj minęło 8 miesięcy jak zabiłam mojego kochanego króliczka Fado ,jak już pisałam dał mi tyle ciepła i miłości co żaden człowiek,też cały czas przed oczyma mam widok jego oczek które na mnie patrzyły.Sama siebie dziś nie mogę zrozumieć jak to możliwe że to zrobiłam bo leczyłam go do ostatniej chwili tylko co z tego jak ostatecznie to nie śmierć przerwała mu życie tylko ja godząc się na jego uśpienie.Już chyba do końca mojego życia będę się tak strasznie czuć z tym co Mu zrobiłam .Ja każdego dnia do tej pory nie tylko płaczę ale wyję z rozpaczy w poduszkę jak jestem w domu sama i żeby sąsiedzi nie słyszeli i też nie wiem jak dalej żyć ?

        Odpowiedz
      • Wczoraj odeszła od nas Tinka, Westie terier. Była z nami prawie 15 lat, na dobre i na złe. Była jak członek rodziny.trudno przyjąć do wiadomości, że jej już nie ma. Tak szybko to się stało, niewydolność nerek i w ciągu kilku dni pies nikl w oczach. Muszę się pogodzić z tym co się stało, ale to takie trudne. Łzy same cisna się do oczu.

        Odpowiedz
        • Mijają dni a to wciąż boli żal i smutek rozrywa serce łzy wciąż płyną i płyną a ciebie Perelciu nie ma kocham Cię Pieseczku nad życie.

          Odpowiedz
    • Pani Olu, bardzo mi przykro 🙁 moja Puniusia odeszła 3 miesiące temu, też ją wspominany a i popłaczemy czasem, jeśli Pani cierpi warto udać się do psychologa, wysłucha, pozwoli zrozumieć. Ja mam nadzieję, że moja Puniusia jest po drugiej stronie i jak inni członkowie mojej rodziny, którzy też są już po niej, czeka, aż się kiedyś spotkamy.

      Odpowiedz
      • Moja Millie spotkalam jak miala 7 lat .byla pieskiem moich tesciow. Nikt sie nia nie zajmowal.nie chodzil na spacery z nia.miala depresje I nadwage.malutka dlugowlosa chihuahua. Kiedy tesciowie 6 lat temu poprosili o zaopiekowanie sie nia bo jechali na wakacje odrazu sie zgodzilismy.byla dla nich nie chcianym prezentem .nigdy nie chcieli pieska.zyla sobie tak z boku. Przez dwa tygodnie u nas,zmienila sie nie do poznania.dalismy jej tyle milosci jakby byla naszym dzieckiem.pokochalam ja calym sercem.zostala z nami.ja bylam nie chcianym dzieckiem tez ,wiec ja rozumialam.mialysmy specjalna wiez. Ona cichutka. Zawsze dobrze ulozona.jakby nie chciala wadzic swoja osoba.zupelnie jak ja.bralam ja na spacery,ktore poprostu kochala!bralismy ja na kazde wakacje!plywala w morzu.do tej pory widze jej zdziwiona mordke jak odkryla ze umie plywac. Bralam ja zawsze I wszedzie ze soba.tyle cudownych chwil.Jezdzilam z nia do klijentek. Jak ktos mi mowil ze nie akceptuje psa w swoim domu to prosilam o przyjazd do mnie do domu.w 2018 moja corka zdecydowala zamieszkac na probe z ojcem,ktory sie nia nie interesowal.majac 16 lat myslala ze lepiej jej bedzie u niego.serce mi peklo. Ile ja lez wylalam w Millie futerko!Myslalam ze umre.ona biedna to znosila.Zylam tylko dla niej I mojej rodziny.Moja corcia wrocila.poobijana emocjonalnie przez ojca.moja Millie uratowala mi zycie!tuliam ja w zlych momentach a ona dawala sie tulic I lizala mnie tym swoim jezyczkiem jakby mowiac wszystko bedzie dobrze.
        Pol Roku temu zachorowala na serce.brala tabletki.3 razy miala byc juz uspiona ale walczyla do konca.dzisiaj jest 01
        07.2020
        Millie nie brala tabletek od tygonia.probowalismy w nia wciskac. Nie dala rady.widac bylo po oczkach ze chce juz odejsc. Umierala.zawiezlismy ja do weterynarza.niestety nie moglam byc przy niej ze wzgledu na coronavirus. Serce peka. Lzy same sie leja. Moja kochana Millie. Odeszlas.mam nadzieje ze juz nic nie boli.twoje stawy,serduszko.dalas mi cos czego nigdy nie doswiadczylam.milosc bezgraniczna I lojalnosc
        Tylko moje dzieci I maz I Ty tworzylas rodzine krora zawsze chcialam miec.bylas wielka czescia tej rodziny.spoczywaj w p
        Spokoju moje sloneczko.dziekuje Ci za kazdy dzien.Bylas najcudowniejszym pieskiem pod sloncem. Wiem to napewno ze kiedys sie spotkamy. Kocham Cie calym moim serduszkiem. Nigdy Cie nie zapomne.dziekuje za ten cudowny czas.

        Odpowiedz
  65. Straciłam Swojego Pupila Gacka buldozek francuski po 12 latach ciężkiej choroby od samego początki jego przyjścia na świat… dużo pieniędzy zostało wydanych aby diagnostowac chorobę pod koniec jego życia się udało ze miał chorobę serca do tej pory a mina zaraz 3 lata nie potrafię sobie z tym poradzić dla mnie był jak synuś członek rodziny wszędzie z Nami. Odszedł przy Nas wiem ze Tylko na to czekał aby odejść z Nami w Swoim domu „Naszym” lecz umarł 3 lata temu a ja nadal wspominam, tęsknie i myśle ze to nie przeminie 😞

    Odpowiedz
    • Ja też myślę że to nie przeminie tak jak u Ciebie tak i u mnie nigdy.Zaraz będzie 8 miesięcy jak nie ma mojego kochanego przyjaciela,Twój odszedł naturalnie a ja zgodziłam się podać mojemu zastrzyk śmierci,nie dałam mu szansy a może stałby się jakiś cud i stan tych nerek jeszcze by się poprawił.Dziś jak wróciłam z pracy patrzę w jego domku stoi miseczka,leży zabawka tylko Jego nie ma i chce mi się wyć z rozpaczy że posłuchałam wtedy lekarza.Za tę decyzję jaką podjęłam trzeba mnie uśpić.Z każdym dniem jest nie lepiej a coraz gorzej,ból,smutek,tęsknota i złość na samą siebie za to co zrobiłam są coraz większe i brak zrozumienia od ludzi wokół.Można się samemu w tym swoim bólu wykończyć

      Odpowiedz
      • Nie możesz się winić, moja kochana sunia york, odeszła na zespół cushinga i przed tym wszystkim zachorowała na zapalenie wątroby, ostatni miesiąc to było cierpienie jej przede wszystkim, ale i całej rodziny. Nic nie zwróci jej życia, tez myśleliśmy nad uspaniem naszej niuni, ale odeszła sama, najgorsza noc jaka przeżyłam, widząc jak Twój pies umiera, jego oddech jest płytki a serduszko omal nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Ja tez liczyłam na cud, ze wyniki wątroby spadną mimo podawania takiej ilości lekow, ale niestety, choroba zwyciężyła. A tak Twój piesek zasnął w spokoju i biega razem z moja księżniczka w psim niebie, pozdrawiam i łącze się w smutku po stracie przyjaciela.

        Odpowiedz
  66. 23.01.2020. Odszedł mój kochany Max. 15 lat był z nami i do ostatnich chwil nam służył. Chorował juz od dłuższego czasu i niestety uśpienie go było najlepszą dla niego opcją. Śpij dobrze kochany…

    Odpowiedz
    • Jaka najlepsza opcja?usypianie zwierzą powinno być tak jak ludzi zabronione.Kto nam dał do tego prawo?bo lekarz twierdzi że zwierzę cierpi a może pomimo tego cierpienia chciałoby jeszcze żyć a nie może nam o tym powiedzieć.Sama uległam takiej presji lekarza a dziś nie mogę z tym żyć.Dałabym wszystko żeby cofnąć czas a że nie mogę tego zrobić sama mam ochotę się zabić.On nie zasłużył sobie na to co Mu zrobiłam

      Odpowiedz
      • Mój Maxiu przeżył 19,5 roku. Wczoraj musiałem go uśpić 🙁 🙁 🙁 ! Jechałem z nim na kroplówkę odżywczą, ale wet go prześwietlił i powiedział że ma wodobrzusze i zniszczoną wotrąbę :(:(:( Nie wiem jak wytrzymam tą stratę :(:(:(

        Odpowiedz
        • Piękny wiek, moja psinka miała rozwalona wątrobę, wodobrzusze i znacznie uszkodzona śledzionę. Miała zaledwie 6 lat, powinna przeżyć conajmniej raz tyle. To jest bardzo niesprawiedliwe, dlaczego nasi przyjaciele musza sie tak męczyć. Nasza niunia odeszła sama, ale ciagle myśle, ze w jakiś sposób mogłam
          Jej jeszcze jakoś pomoc… Powodzenia życzę!

          Odpowiedz
    • Kochana, nam wczoraj odeszła Roxy
      Golden retriever. Miała 13 lat. Chorowała na stawy od jakiegoś czasu😣🥺 nie mogła sama się poruszać więc też uśpienie jej było jedyną opcją…
      Trzymaj się, ja nie wiedziałam że pożegnanie będzie aż tak ciężkie i bolesne..

      Odpowiedz
    • Dziś odeszła moja niunia Maja, Lusia, Chuchol najpiękniejsza sunia na świecie, ból ogromny nie da się opisać. Jeszcze w piątek pełna życia. Śpij Aniołku

      Odpowiedz
    • 26 stycznia w nocy odeszła moja kochana Dorunia 15 letnia mała śliczna ratlerka. Nie uspalam jej ,nie potrafiłam.Zmarla pożegnalna przeze mnie. Śpij moja kochana,ja cierpię ale Ty już nie.

      Odpowiedz
  67. 01.20.2020.Odszedł od Nas Chuck, West Terrier miał 8 lat. Psa dostałam po stracie dziecka i przerzuciłam na Niego swoje uczucia, był Kochany , upart, czasami się obrażał i to sprawiało że jest wyjątkowy, jedyny, Nasz pierwszy pies i nie wiem czy dam radę pokochać kolejnego. Boję się porównywania . Chuck pokochał Naszego synka którego przysposobiliśmy chodź były momenty zazdrości , zaakceptował też kota i był dla Niego jak mamka do takiego stopnia że przez 3 dni nie pozwalał się zbliżać do kota( wariatek) Bardzo cierpię , szukam go po pokojach, chce aby wrócił zaszczekał , pomachał swoją antenką. Był psem idealnym, wychodził na słowa „ pisiu dada” do kabiny na „ myju myju” lubił futbol w szczególności gole, nie ważne dla której drożyny:) gonił gołębie i sroki tylko te ptaki i wybrane samochody:):) jak za długo oglądaliśmy tv wchodził do salonu patrzał na Nas i wymuszał tymi pięknymi ślepiami spanie z Panciem i Panià… kocham Cię Chuck na zawsze.

    Odpowiedz
    • Droga Edyto czytam Twój post zalewając się łzami naszi pupile miały tyle wspólnego. Moja suczka kochała grać w piłkę gonić ptaki odgryzac szczotkę przy sprzataniu i papcie. Wciąż było jej pełno. Była taką szalona wariatka. Miała 8 lat i pierwszy raz była szczenna odeszła wczorajszej nocy kilka dni przed porodem wraz ze swymi dzieciątka tak bardzo mi jej brak.

      Odpowiedz
      • Jak można dopuścić 8 letnią suczkę do rozrodu???!!! Wybitnie nieodpowiedzialne. Prowadzi Pani Hodowlę? Jeśli nie to jest karalne rozmnażanie zwierząt bez hodowli, tym bardziej w podeszłym wieku. Bardzo prawdopodobne, że zmarła przez ta ciąże. Suczka powinna być wykastrowana ( tak celowo używam tego określenia jako właściwego w medycynie określającego usunięcie narządów rozrodczych w celu wyeliminowania potencjalnych chorób) lub wysterylizowana, aby uniknąć niechcianego potomstwa. W takim wieku trzeba było poddać ją aborcji, dla jej bezpieczeństwa i zdrowa, a także kastracji. Weszłam na tą stronę ponownie bo minął prawie miesiąc od kiedy straciłam największą miłość mojego życia po ponad roku walki o jego życie i złość mnie zalewa jak czytam takie komentarze : potrącenie psa, śmierć przez nieodpowiedzialność właścicieli. Każda strata boli, ale osoby które straciły psa ze swojej winy, nie powinny w ogóle porównywać się z osobami które straciły psa z powodu choroby, lub wieku, ponieważ oni są winni śmierci swojego psa! Jak można doprowadzić do zaciążenia staruszki, albo do potrącenia przez samochód???!!!!! Jak można nie chronić swoich podopiecznych od takich zagrożeń? Dla mnie jest to nie do pomyślenia, ponieważ nawet spacerując z ogromnym bernardynem, który powinien mnie chronić, ja ZAWSZE w niebezpiecznych miejscach miałam go na smyczy, nigdy nie szedł od zewnętrznej strony chodnika ( od ulicy) a zawsze od “bezpiecznej strony”. Gdy zagrażały mu inne psy to ja go broniłam, żeby go nie zaatakowały, oraz chroniłam go od każdych możliwych zagrożeń- to był mój obowiązek. Ja obwiniam siebie, że nie było mnie przy nim w jego ostatniej minucie, a wyszłam tylko na godzinę, że nie zdążyłam…., że gdybym może wróciła do domu kilka minut wcześniej jeszcze zdążyłabym zrobić reanimację, a robiłam dosłownie wszystko żeby jak najdłużej mógł być ze mną, od najlepszych weterynarzy, po kosztowne leki, suplementy, witaminy i jedzenie z najwyższej półki, po ciągła opiekę w domu, wstawanie w nocy jak do niemowlaka co 2h na siusiu i pić (nie pił wody z miski stojącej, zawsze musiał mieć świeżo nalaną lub z bidetu) w trudnych chwilach i gorszych dniach z noszeniem po schodach włącznie. I szlag mnie trafia, że osoby które straciły zwierzaka z własnej winy, teraz ubolewają i rozpaczają, a powinniście mieć wyrzuty sumienie i nigdy tego nie zapomnieć i sobie nie wybaczyć.

        Odpowiedz
          • Myślę, że nie powinnaś się wypowiadać i wylewać złości na innych. Wypadki się zdarzają wśród ludzi i zwierząt także i los potrafi nam zgotowac przykra niespodziankę bez ostrzeżenia. Pamiętaj, że Twoja rzekoma odpowiedzialność nie czyni Cię Panią Twojego losu czy Twojego psa. Nikt nie wie co to czeka na niego za rogiem. I pomimo Twojego jadu nie żyć że Ci żebyś kiedyś się o tym przekonała.

        • Dokładnie. Zgadzam się z tym. Tez czytając te Wssystkie komentarze Odrazu pomyślałam o tym co Ty. Wydaje mi sie, ze właściciele tych wszystkich piesków (te ktore odeszły przez zaniedbanie i niedoplinowanie) bardziej cierpią i mają o wiele większe wyrzuty sumienia niż Ci którzy wiedzieli jak zadbać o swoich przyjacieli. Ja miałam 2 pieski i jedna suczkę. Najpierw w domu jako jedyny był Chico, po około dwóch latach dołączył do Diablo, a po roku Nadi. Cała trójka była dla mnie bardzo ważna. Każde spało w łóżku, jadło nawet z mojego talerza. Niespodziewanie kilka lat temu odszedł Diablo (w wieku 8 lat – prawdopodobnie zatruty). Rok temu w maju odszedł Chico – Chico odszedł w pięknym wieku prawie 18lat. Wczoraj odeszła Nadi – okropna niewydolność nerek. Wszystkie trzy leżą na psim cmentarzu – w Jednej kwaterze. Są w końcu razem – tak jak kiedyś.
          Kocham Was. Zawsze będziecie w moim życiu.

          Odpowiedz
          • To, ze komus za którymś razem wymkną sie pies, nim własciciel zdołał go złapać i ten pies iwpadł pod samchód powoduje ze nie może po nim rozpaczać – no halo , chyba z drwena jestescie zrobieni. Wypadki sie zdarzają, bo nie jesteśmy ideałami niestety. Przypomnijcie sobie jak Wasze dzieci połkneły cos czego nie powinny, albo mało sie nie połamały umykajac sprzed waszych oczu, albo sa gubione w sklepie i przez megafon szuka sie rodziców? Wypadki sie zdarzają, a pastwienie sie nad ludzmi i mówienie “to twoja wina ” jest poprostu nie ludzkie. Przeczytajcie jeszcze raz swoje słowa i zastanówcie sie nad soba. Was równiez mozna by oskarzyc, ze dawaliście złą karme i stąd choroba, albo ze za pózno zauważyliście symptomy choroby. Przestancie biczować ludzi pograzonych w głebokim zalu i smutku.

  68. Nasza kochana Fiona, odeszła od nas wczoraj. Miala tylko 3 lata! Wybiegła ma ulice i potrąciła ja baba, która nawet się nie zatrzymała!
    Bol jest okropny,czuje się jakby wyrwano mi kawałek serca.Tak bardzo kochaliśmy naszego głuptaska, a ona tak kochała nas…

    Odpowiedz
    • Mój kochany Sebuś wczoraj się udusił jak byliśmy w pracy. Miał tylko dwa latka a u nas był rok. Znalazłam go w Święta na stacji benzynowej, gdzie przebywał 5 dni, bo ktoś go wyrzucił. Nawet moja 11 letnia suczka go zaakceptowała, chociaż nie tolerowała innych psów. Jemu nawet pozwalała jeść z własnej miski. Czuł się taki bezpieczny u nas. Nawet polubił jazdę samochodem, której na początku strasznie się bał. Nie potrafię sobie z tym poradzić, to tak strasznie boli. Gdybym tylko mogła cofnąć czas…

      Odpowiedz
      • Dziś, 18 stycznia, odeszła moja prawie 18 letnia suczka Basseta. Nie mogę sobie z tym poradzić, to takie nierealne. Bylysmy razem całe swoje życie, dostałam ja od rodziców, kiedy miałam 4 lata I tyle lat byłyśmy ze sobą… tęsknię za nią, mimo że byla już swego rodzaju ciężarem dla naszej rodziny

        Odpowiedz
        • Dzis odszedł mój najkochańszy pies.chorował 1 dobę.po mimo olejka na kleszcze.umarl nagle.pelny radosci jeszcze 2 doby wcześniej
          Nie mam nikogo.
          To był sens wstawania w sobote rano
          Nie odnajde juz siebie.zostalam sama

          Odpowiedz
          • Bardzo mi przykro, 🙁 w Twoim zyciu na pewno pojawi sie jakas zyczliwa dusza, ale nic nie zastapi przyjaciela. Ja tez straciłam 27/02/2020 ukochana koteczke, była ze mna 15 lat. Zamiast wesołych chwil mam w głowie ostatnie 24 godziny jej zycia 🙁 tez nie moge sie pozbierac.

          • Dokladnie cie rozumiem w dniu dzisiejszym odszedł nasz najukochańszy, i tez przyczyna mogl być kleszcz, tez po 1 dobie, a wczesniej żadnych oznak, jeszcze dzien wczesniej był taki radosny, tak brykał, nastepnego dnia był jakis osowiały i nie chcial jesc, Pani weterynarz powiedziala ze ma dobre wyniki wiec dostał kroplówke i tak miał mieć przez pare dni z antybiotykiem, niestety po paru godzinach serduszko przestało bić i nie dało się uratować. Tak mi go brakuje 😭😭

      • Moja Fredunia udusiła sie wczoraj.Zahaczyla obrożą o ogrodzenie.Zastanawiam się dlaczego nie piszczała, pobiegłabym jej z pomocą.Chcąć się uwolnić, okręciła się i koniec.NIgdy nie pomyśłam,że pies potrafi tak kombinować, bo wczesniej miłałam też suczke i ona nigdy tak nie kombinowała.Fredunia to była typowa uciekinierka.Zdbana, wypieszczona_ogród do całej jej dyspozycji.Wczoraj nie wracała długo z ogrodu, nie reagowała na wołanie, pomyslałam-znowu uciekła.Po jakimś czasie tak mnie tkneło cos,że może ona szukając drogi uczieczki gdzieś się zaklinowała.Wziełam latarkę i szukłałam przy ogrodzeniu i znalazłam…..ale było za późno
        Ryczę od wczoraj, a łzy same mi płyną, ale muszę sie ogarnąć bo to odbije sie na moim zdrowiu, a nie chciałabym.Była tak kochana jak tutaj piszecie o swoich pupilach, miała tylko roczek.
        Taka parodia_sąsiedzi mają psa_zaniedbany, przy budzie,. może nieraz głodny.W nocy wypuszczany żeby poganiał i on sobie żyje w tej biedzie już z 10 lat.
        Sama już nie wiem bo mój żal i łzy walczą z rzeczywistością.Przychodzi mi taka refleksja,że im bardziej się angażujesz to tymbardziej cierpisz.
        W takich sytuacjach zazdroszczę ludziom mocno stąpajacych po ziemi.Jest im łatwiej,mniej się stresują i są zdrowsi.
        Nadwrażliwcy tacy jak ja maja gorzej, może mają wiecej przyjemności z posiadania zwierzaka, ale to nadmierne zaangażowanie i przeżywanie powoduje pewne spustoszenie w oragniźmie.Przedłużajacy się smutek może sie poważnie odbić na zdrowiu, a tego chyba nie chcemy bo jeszcze okół nas są nasi bliscy którzy nas potrzebuja i kochają.
        Dlatego też pisząc to chcę pomóc sobie jak i Wam.Dałam mojej Fretce wszystko co mogłam, ale jej potrzeba ucieczki spowodowała koniec końca.Wypadki się zdarzają, wiec już od teraz przestają płakac, mysleć, może mi się uda.Muszę być silna dla siebie i bliskich.Pozdrawiam Was wszystkich.

        Odpowiedz
  69. 12 stycznia 2020 odeszla nasza cudowna ludzka 11-letnia labradorka India. Na 4 dni przed jej smiercia dopiero dowiedzielismy sie ze ma 4-5 stadium chloniaka. Od konca pazdziernika leczylismy ja antybiotykami na zapalenie moczowe, zaczely sie problemy z zataczaniem sie. Kilka wizyt u roznych wetow w Brukseli. Badanie krwi i moczu i USG w listopadzie. Wizyta u kardiologa i RTG w grudniu. Nic nie wykryto. W pazdxierniku hematokryt lekko za niski 34/37 i krew nieidealna. Zero diagnozy wskazujacej na nowotwor. Na poczatku stycznia prawie juz wogole nie chciala chodzic, dwa razy wymiotowala, czestomocz jednego dnia, stala sie apatyczna, nie chciala jesc….szybko poszlo…wkoncu dostala anemii i zoltaczki… takie KONOWALY z tych wetow w Belgii!!!! … na 4 dni przed jej smiercia znalazl sie wet z Liege co znalazl przyczyne jej slabej kondycji. Oczywiscie prpozycja eutanazji…Dopiero teraz diagnoza. Hematokryt juz 26. Apatyczna. Nie chce jesc.Trafila do szpitala. Kroplowki. Gdy po 2 dniach spadl hematokryt do 14 w szpitalu w Liege dopiero jej krew przetoczyli. Chcielismy ja za wszelka cene ratowac. Nazajutrz po transfuzji odzyla. Jechalismy do niej z nadzieja ze ja wypisza do domu i razem spedzimy ten czas. W szpitalu czekala na nas… ale lezala juz smutna zmeczona. Nie myrdala ogonem. Lapy upuchniete bardzo. Z noska saczyla sie lekko krew. Byla nie taka jak opisywala nam wetka. Wysciskalismy ja i wycalowalismy. Zjadla kilka paroweczek i napila sie wody…..i przy nas odeszla…:-(
    Jestem zla na siebie i na wetow ze nikt nie postawil wczesniej diagnozy!!! Placze jak bobr…rozumialysmy sie bez slow…wystarczylo spojrzenie i wiedzialysmy co druga ma na mysli. Taki czlowiek w ludzkiej skorze….
    Bardzo mam zal…
    Jak sobie poradzic z ta strata?
    Cale szczescie mam w domu jej 6letnia corke-ale ona jest psia…nigdy jej nie dorowna.na pewno pomoze mi sie uporac troche ze strata.
    Jestem na etapie rozkladania wszystkiego na czynniki pierwsze i gdybania…moze ta transfuzja jej zaszkodzila???????

    Odpowiedz
    • Doskonale to rozumiem. Mój najlepszy przyjaciel też miał 11 lat. Wczoraj minęły 2 miesiące. Nie mam nawet siły aby to szczegółowo opisywać. W skrócie…nawet nie został zdiagnozowany za życia. A jeśli nawet to dopiero w ostatniej godzinie zobaczyli to na usg, o czym nikt przy mnie nawet nie wspomniał, wyszli rozmawiać za drzwi. Kilkanaście dni później dowiedziałam się, że był guz na wątrobie, który tego dnia pękł po czym wiadomo… żółtaczka i niewydolność oddechowo-krążeniowa. Na 6 tygodni przed końcem dowiedzieliśmy się o niewydolności wątroby i zbierających się z tego powodu płynach w brzuchu (co kilka dni byliśmy w przychodni, płyny były upuszczane), niedoczynności tarczycy i anemii. Przez ten czas trwały próby leczenia. Wcześniej był leczony z zupełnie innych powodów. Za długo by opowiadać. Kiedy już miał wykryte problemy z wątrobą wszystko potoczyło się bardzo szybko (jak już wspominałam 6 tygodni). Wychowywaliśmy się razem. Pomógł mi przetrwać wiele trudnych momentów. Nasz wierny przyjaciel. Na zawsze w naszych sercach. Bardzo Cię kocham (*)

      Odpowiedz
  70. Wczoraj odszedł mój 12 letni, najwspanialszy i najpiękniejszy na świecie misiek rasy Bernardyn. Przez całe swoje życie był psem domowym, wiernym kompanem, najlepszym wsparciem, motywatorem i demotywatorem (jak padał deszcz). Do Listopada 2018 był zdrowym, pięknym, potężnym puszkiem. W sierpniu 2018 podczas rutynowych badań i szczepień ( od 2016 co roku kontrola kardiologiczna, a co 6 miesięcy morfologia) był psem w idealnym stanie zdrowia, bez żadnych dolegliwości, za wyjątkiem utraty wagi. Weterynarz stwierdził, że zdrowotnie nic mu nie dolega, ma książkowe wyniki, serduszko silne zdrowe, wyniki lepsze niż mój (wtedy 3 letni) drugi pies. Wagę może tracić, ze względu na wiek (prawie 11 lat). 4 listopada 2018 obchodził 11 urodzinki. Wszystko zmieniło się w 8 listopada 2018. Pies stracił apetyt, nie mógł się wypróżnić, był osowiały. Weterynarz po badaniach i konsultacji z 2 innymi specjalistami stwierdził, że być może coś mu zaszkodziło bo ma bardzo słabą perystaltykę jelit, podał antybiotyk dożylnie (2 dni pod rząd wizyty i badania), i dostał antybiotyk jeszcze do stosowania przez 2 dni do domu (dni wolne 11 i 12,11,2018). Po pierwszej dawce antybiotyku w domu pies zwymiotował i dostał duszności, całą noc wychodził na dwór, nie mógł oddychać, sapał piszczał, słabł, i te błagające o pomoc oczy…11.11.2018 zabrałam go nad ranem natychmiast do lecznicy. Badania , diagnoza kardiomiopatia rozstrzeniowa rokowania : ostrożne, ” proszę się nastawić na najgorsze”. W 2017 roku błędnie zdiagnozowano mojego drugiego psa, po kastracji zachorował na zapalenie mięśnia sercowego a 2 dni leczono go już na kardiomiopatie rozstrzeniowa, więc lekko ze złością i ostrożnie przyjęłam ta wiadomość, zwłaszcza, że jeszcze dzień wcześniej serce było zdrowe. Kilka nocy nieprzespanych, noszenie kilkanaście razy dziennie 40 kg staruszka po schodach ( w ciągu kilku dni schudł ponad 10 kg , a furosemid w leczeniu powodował potrzebę sikania nawet co 20 -40 minut) szukanie psich kardiologów, sposobów leczenie itp do czasu potwierdzenia diagnozy w innej lecznicy niedowierzanie i strach, zwłaszcza, że nie miał nigdy objawów wskazujących na ta chorobę. Niestety dwóch innych specjalistów potwierdziło diagnozę, co wywołało ogromną rozpacz i załamanie w rodzinie zwłaszcza, że rokowania były “ostrożne” bez konkretów, Chęć życia i troskliwa opieka sprawiły, że miłość mojego życia dobrze zareagowała na leczenie, wrócił do formy, bez problemu wchodził po schodach, zaczął gonić koty itp, ( nawet te straszliwe, wakacyjne upały wytrzymał bez roztrojenia serduszka, czuł się dobrze nawet, gdy termometry wskazywały ponad 35 st) po 12 miesiącach leczenia, w połowie listopada 2019 obaj kardiolodzy, stwierdzili, że stan jest stabilny, ładnie przybrał na wadze (do 47kg), serduszko ładnie pracuje i możemy zrezygnować z wizyt co miesiąc, spokojnie możemy spotkać się za 3-5 miesięcy. Święta spędził szczęśliwie z całą rodziną, W sylwestra pierwszy raz w ciągu całego swojego życia nie bał się, skakał radośnie. 13.01.2020 Dzień przed śmiercią czuł się doskonale, byliśmy jeszcze na “indywidualnym spacerze” (z reguły wieczorem chodzę z dwoma, ale drugi był niegrzeczny, rozhulany przez Święta i gości i musiał iść na indywidualny spacer szkoleniowy). Ostatnia noc spędził przy moim łóżku (wchodząc samodzielnie po schodach), zjadł późne śniadanko. Wieczorem miał dostać kolacje trochę później i mieliśmy iść na późniejszy spacer, ponieważ musiałam jechać po leki dla niego. Przed moim wyjściem chciał przyjść na drzemkę na piętro, ale wypuściłam go na podwórko na siku, ponieważ musiałam już wyjść z domu. ” Poleciał” za kotem, wrócił, napił się, popatrzył radośnie i położył się w swoim miejscu, czekając na mój powrót. Pojechałam po leki na serduszko do lecznicy na drugim końcu miasta po 19 (ponieważ wizytę mieliśmy umówioną na 22.01.2020), odebrałam jeszcze rodziców, którzy spóźnili się ponad godzinę, mimo że nalegałam, że śpieszę się do domu, bo muszę nakarmić psy. ok 22 weszliśmy do domu – Mój Kochany, Jedyny, Najwspanialszy Misiaczek, Miłość mojego życia leżał na boku w tym samym miejscu jak wychodziłam z języczkiem wystającym z pyszczka. Jeszcze ciepły, już nie żył. Nie wyczułam tętna, obsiusiał się, Spóźniałam się. Dosłownie kilka – kilkanaście minut. Przeżył 12 lat, 2 miesiące i 10 dni. 14 miesięcy jako pacjent kardiologiczny z kardiomiopatia rozstrzeniowa. Zawsze bawiło i dziwiło mnie jak ludzie mogą tak przeżywać śmierć zwierzaka domowego bo sama mówiła ” przecież to tylko pies”, do czasu, aż sama tego nie przeżyłam. Świat się dla mnie zawalił, dla mojego Leosia (drugi pies) także. Ostatnie 6 lat moja miłość była ciągle ze mną (pracuję w domu) ostanie 14 miesięcy robienie wszystkiego żeby jak najdłużej był ze mną, i teraz wyrzucam sobie, że mogłam jeszcze iść z nim na spacer wciągu dnia tak jak chciałam (ale zajęłam się jakimiś pierdołami) i mogłam go wyczesać bo tak bardzo to lubił ( planowałam w weekend). Mimo dodatkowych 14 miesięcy, wciąż zabrakło czasu na tyle rzeczy… Był ze mną i przy mnie w trudnych i dobrych chwilach, a mnie nie było w tej ostatniej minucie jego życia… Tego chyba sobie nigdy nie wybaczę

    Odpowiedz
    • 19 stycznia odszedł mój ukochany 11 letni Maksiu. W piątek jeszcze bez problemu wleciał na 4 piętro. Martwiło nas jedynie jego częste załatwianie się. W sobotę był u weterynarza i okazało się że ma przerost prostaty. Od tego czasu słabł. Miał mieć w poniedziałek operacje. Jednak odszedł w niedzielę. Wyniki krwi były dobre czy to możliwe, że tak szybko odszedł ? Czy mogły zaszkodzić zastrzyki ?

      Odpowiedz
      • Bardzo współczuję… A mimo upływu kolejnych dni wcale nie jest lepiej… Jeśli chodzi o zastrzyki to zależy co miał podawane. Mój miał przerost prostaty od mniej więcej 7 roku życia. Weterynarz sugerował rozważenie kastracji, ale nie była konieczna. Leczony był farmakologicznie tylko gdy objawy mocno się nasilały (rozlizywanie się do krwi), co zdarzyło mu się w sumie w ciągu kolejnych 5 lat 2 razy ( 3 dni antybiotyk i po sprawie). Absolutnie nie chcę zwalać winy na veta, ale jakie miał badania wykonane ? Całkiem prawdopodobne, że wet zignorował lub zbagatelizował inne objawy które mogły wskazywać poważną chorobę (serce, wątroba lub nerki…)

        Odpowiedz
  71. Dzien dobry
    2020 rok nie zaczal sie dobrze dla mojego pieska yorka. Od 1 stycznia mial wielkie zaparcie tak myslalam i dawalam mu olej,lekkostrawna dieta ale nie pomagalo. Bardzo sie meczyl,czasami nic nie Robil 3 dni. Poszlam do weterynarza powiedzial Zespół moze to byl nowotwor prostaty. W srode idziemy na usg. PLACZE codziennie, nie umiem sie opanowac.Widze w jego oczach ze on wie ze cos jest nie tak. Probuje byc twarda i nie plakac przy nim. Pije melise zeby sie uspokoic.Nie wyobrazam sobie ze moze go zabraknac.Jest taki piekny,madry,smieszny.Najlepszy przyjaciel.

    Odpowiedz
  72. 10 stycznia odszedł ode mnie mój maksio 🙁 nie umiem sobie z tym poradzić jest bardzo ciężko 🙁 zastanawiam się czy mogłem zrobić więcej i do uratować przedłużyć mu życie 🙁 tak bardzo boli mnie serce i wszystko 🙁

    Odpowiedz
    • Rozumiem co czujesz… 12 styczeń 2020 to straszna data , moja ukochana sunia Tosia usneła na zawsze. 13 miesięcy walczyliśmy z chloniakiem. Była dzielna , silna i kochana. Chciałam uratować ją za wszelką cenę. Tak bardzo ją kocham… po ostatniej chemii nie wytrzymała i musiałam podjąć tą straszną decyzję. Płacze, czuje wielki żal, złość i pustkę w sercu. Czuje niesprawiedliwość dlaczego ona przecież miała tylko 5 lat… Bardzo ją kocham i nigdy jej nie zapomnę , zostanie w moim sercu na zawsze . A w pamięci chce mieć tylko te dobre chwile z jej życia. Choroba Tosi nauczyła mnie wiele , przede wszystkim cierpliwości kiedy po sterydach musiałam wstawać do niej w nocy i wypuszczać na siku po 3 razy, odpowiedzialności i bezgranicznej miłości jaką może obdarzyć tylko psi przyjaciel . Tosiu kocham Cię na zawsze , tęsknię i jest mi źle, ale wiem że jesteś już wolna od wszelkiego bólu, szczęśliwa i czekasz na mnie . Spotkamy się, wierzę w to i wtedy już będziemy razem całą wieczność, będą ulubione spacery i zabawa pileczkami. Musisz tylko na mnie zaczekać… Do zobaczenia moja ukochana przyjaciółko

      Odpowiedz
  73. Moja ukochana Sunia, odeszła 8 miesięcy temu. Dopiero teraz , pozwoliłam sobie na przeżywanie straty. Mechanizm wyparcia, na tamten moment mojego życia był koniecznością. Odeszła w moich objęciach, po szaleńczej walce o jej chore serduszko.
    Na zawsze w moim sercu , moja kochana T……;(;(;(

    Odpowiedz
  74. Luna ,Lunia,Lusia, Luśka …to była miłość od pierwszego wejrzenia wzajemna bezwarunkowa bezgraniczna… nie była naszym psem nie tak jakbyśmy tego chcieli ,należała do naszego siostrzenica ale przez 3 lata swojego życia prawie co weekend czy święta była u nas w domu, ten ostatni raz ,2 stycznia popołudniu mąż odprowadził ją, szli przez park a ona biegała za patykiem jak szalona uwielbiała to robić .Ten dzień najgorszy z najgorszych 3 stycznia dzwoni siostrzeniec z Luną coś nie tak mówi, jadę wchodzę Lusia leży, zero reakcji nawet ogonek który zawsze energicznie nas witał nie drgnął o milimetr, tylko te oczy smutne wołające niemo pomóż mi ! Bez zastanowienia biorę to moje psie dziecię na ręce i pędzimy do weterynarza ,co się stało pytam młodego już w drodze,zjadła kość wczoraj wieczorem mama jej dała pada odpowiedź a później cała relacja z tego jak moje psie dziecię wymiotowało ,zła wściekła że doszło do takiej sytuacji że nie było wcześniejszej reakcji jadę ratować to nasze mądre psie cudo ,będzie dobrze mówię sobie musi być nie ma innej opcji . Weterynarz stawia diagnozę daje zastrzyk przeciwbólowy, Lusia musi być operowana kawałek kości 16 milimetrów utknął w jelicie , operacja ma być po 17 to dwie godziny ale Pani weterynarz mówi że życiu Lusia nic nie zagraża pozwala nam zabrać ją do domu mam obawy może jechać do innego weterynarza ?W końcu wiara w doświadczenie psiego lekarza bierze górę jedziemy do mnie , Lusia wciąż jest apatyczna nie cieszy ja nawet widok naszego kota którego uwielbiała , kładę ja na sofie na kocyku po jakimś czasie podnosi głowę zmienia pozycję to daje nam wiarę że będzie dobrze chwilę później wymiotuje ,widok krwi i ten zapach budzi niepokój telefon do weta spokojnie mówi przecież kość jest ostra mogła poranić jelito widzimy się za chwilę mówi ,obmywam jej pyszczek i łapki z wymiocin jestem przy niej cały czas ,głaszcze całuje i mówię do niej leży że swoim misiem oddycha spokojnie serduszko bije mocno czuje je. Wychodzimy wcześniej gabinet jest niedaleko ale wolimy być wcześniej ,w samochodzie czuje że coś jest nie tak Lusia oddycha ale ja czuję że co się dzieje , jej ciałko jest bezwiedne leje mi się przez ręce wpadamy do środka a Pani weterynarz na jej widok już wie próbuje ją ustabilizować zastrzyk za zastrzykiem , dramat panika bo jeśli się nie ustabilizuje nie będzie mogła być operowana a bez operacji jej szanse są równie małe , mòwi nam to wprost i wyrzuca nas z gabinetu ostatni buziak ostatnie spojrzenie i dotyk szorstkiej sierści …nie spełna 20 minut później już wiemy Lusia już nigdy nie wskoczy nam rano do lożka ,już nigdy nie obudzi nas mokrymi buziolami i szturchaniem zimnego nosa . Już nigdy nie będzie skakać jak szalona na nasz widok .i biegać jak opętana za patykiem czy piłka już nigdy nie przyjdzie się przytulić a to potrafiła robić po mistrzowsku na zawołanie ,wskakiwała na sofę i Z westchnieniem wtulala łepek w pierś . Rozpacz wściekłość ból uczycie pustki i żal do całego świata , do siebie o to że pojechałam z nią akurat do tego weta a nie do innego , do młodego Że nie zadzwonił wcześniej a czekal az wyjdę z pracy do szwagierki że dala kość …ale moment weterynarz powiedziała że wszelka pomoc przyszła za późno że jelito obumarło w 90% mój mąż który wpadł do kliniki zaraz po tym zaczyna być dociekliwy jak to 2 godziny temu mówiła Pani że życiu psa nic nie zagraża i wysłała ich Pani do domu a teraz że wszelka.pomoc przyszła za późno ? Przez dwie godziny jelito nie mogło obumrzeć w 90% Okrutna prawda wychodzi na jaw Lusia została otruta ,a Pani weterynarz postawiła złą diagnozę . Nie wiem czy gdyby odrazu dobrze ja zdiagnozowała udało by się ja uratować ale wiem że nie musiałaby tak cierpieć. Zabieramy ja w samochodzie wszyscy wyją z żalu i bezsilności bo płaczem nie można tego nazwać nawet mój mąż 40 letni facet wyje jak dziecko tuląc jej ciałko do siebie przez 13 lat związku nigdy nie widziałam go w takim stanie .Jest już ciemno pada.deszcz Lusia leży okryta swoim kocykiem ,między łapkami ma swojego misia i piłeczkę …nie mogę przestać jej głaskać i do niej mówić ale musimy się pożegnać już ostatecznie łzy nie przestają lecieć nie chce jej oddać ale tak trzeba .Kochała przebywać na ogrodzie mała zadziora obszczekiwala każdego kto tylko przechodził obok , pilnowała swojego terytorium. Teraz zostanie w swoim ogrodzie na zawsze w miejscu gdzie uwielbiała kopać dziury .Mineło dopiero albo aż dwa dni od dnia kiedy moje serce rozstrzaskalo się na milion kawałków , nigdy do tej pory nie odczuwałam straty psiny tak mocno i intensywnie a za tęczowy most odeszły już moje dwa cudowne pieseły z lat dzieciństwa mam nadzieję że czekały na moją Lusie po drugiej stronie i że zaopiekują się moim psim dzieciakiem do czasu aż ja nie dołączę do nich . Nie mogę jeść nie mogę spać a jeslii uda mi się na chwilę zasnąć budzę się i szukam jej w łóżku nasłuchuje czy nie idzie ,ale nie ma jej i to tak cholernie boli . Tak bardzo ja kocham i tęsknię za nią . Była cudowna i jedyna wiem że kiedyś w naszym życiu pojawi się kolejny psi anioł i będzie cudowny i będziemy go kochać ale to nie będzie to samo Lusia była tym wymarzonym idealnym psem z którym połączyła nas niepowtarzalna więź.

    Odpowiedz
    • Na pocieszenie powiem tyle, że ja też to przeżywam, moj piesek ukochany odszedl wczoraj w 3 króli. Ból jest okropny jak po stracie człowieka !
      Psy to najszczersi przyjaciele.
      Przeżywam piekło, pustka goni pustkę, na podworku już nigdy nie zaszczeka.
      Także rozumiem twój ból, współczuję sobie i tobie. Rok zaczął się beznadziejnie.

      Odpowiedz
  75. Wczoraj, 30.12.2019 roku zmarł mój najukochańszy przyjaciel. Miał na imię Oskar. Obudziłem się rano i od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Oskar nie skakał radośnie, leżał tylko. Ledwie ruszał łapkami, ciężko oddychał. Zaniosłem go do lekarza, wyniki były ok ale lekarz stwierdził, że najprawdopodobniej doznał udaru i to bardzo silnego. Pomimo podania kroplówki i leków choroba nie odpuszczała – wręcz odwrotnie. Z każdą godziną jego stan się pogarszał. Zdecydowałem się pożegnać go.
    Ze łzami w oczach po raz ostatni go przytuliłem, wycałowałem i pożegnałem. O godzinie 15 zmarł. Później pogrzeb, modlitwa i smutek, totalny smutek, płacz i rozpacz. Nie chciałem nie płakać.
    Dziś płaczę od rana, brakuje mi go, szukam gdzie jest. Chcę z nim wyjść na spacer a nie mogę. Martwię się czy nie jest mu zimno, czy nie boi się huku petard.

    Chcę Cię przytulić a nie mogę.
    Chcę Cię ucałować a nie mogę.
    Chcę wyjść z Tobą na spacer przyjacielu a nie mogę.

    Trzymaj się tam na górze, wiem, że masz lepiej, wiem, że nie cierpisz. Zostałem sam, bez Ciebie a to Ty mnie zawsze witałeś pierwszy. Kiedyś się spotkamy i pójdziemy na najdłuższy spacer w tamtym świecie.

    Teraz muszę przecierpieć, teraz muszę popłakać, teraz nie chcę być sam. Pamiętaj Oskarku, że zawsze będę Cię kochał i zawsze będę o Tobie pamiętał. Nigdy nie umrzesz w moim sercu.

    Łzy nie przestają płynąć a ja muszę się trzymać. Jesteś już w niebie z babcią, teraz z nią będziesz chodził na spacery. Ale już niedługo się spotkamy i wyprzytulam Cię jak nigdy. Będziemy się bawić i będziemy chodzić na długie spacery.

    Kocham Cię i muszę to przeżyć, nie wiem jak ale podobno się da. Wciąż Cię szukam, przeszkadza mi cisza w domu, gdzie nie ma Twojego szczekania, gdzie się nie odzywasz.

    Boże, dlaczego zabrałeś takiego fajnego psiaka do siebie? Było zabrać mnie, ja zasłużyłem, on ani trochę. Teraz muszę cierpieć, przywitać Nowy Rok bez Ciebie ale pamiętaj, jesteś w naszych sercach. W każdej chwili się za Ciebie modlę i wspominam piękne czasy.

    Kocham Cię i do zobaczenia mój przyjacielu…

    Odpowiedz
    • A my dzisiaj pożegnaliśmy naszego przyjaciela, miał 16 lat. Pomimo, że zdawaliśmy sobie sprawę, że nas opuści, to żal jest ogromny..

      Odpowiedz
  76. Mój Pikuś odszedl wczoraj.Miał ponad 1,5 roku. Zginął nagłe choć nie musiał.
    Czuję pustkę w sercu. Bardzo mi ciężko. Wszystko mi o nim przypomina: zabawki, buda, smycz, ulubione miejsca. Gdy wychodzę na dwór przypominam sobie co robił o danej porze dnia, w konkretnej sytuacji i nie mogę powstrzymać łez. Próbuję się uspokoić, choć na chwilę ale to dla mnie trudne. Brakuje mi jego dotyku, wesołej mordki, tego że zawsze rano mnie żegnal gdy wyjeżdżałam do pracy i witał gdy z niej wracałam. Brakuje mi nawet dziur które kopał w ogródku. Zastanawiam się, co by było gdyby…. Choć to może wydać się dziwnie miałam wrażenie, że to że Pikuś trafił do mnie nie było przypadkowe, tak szybko zadomowil się. Mam poczucie winy, czuję się jak zdrajca, jak Judasz.Nikt wokół mnie nie przeżywa śmierci psa tak jak ja ,,bo przecież to tylko zwierzę”. Powinnam się pozbierać, przecież mam jeszcze drugiego psa który też mnie kocha. Nie potrafię.Nie jem, nie śpię od kilku dni, najchętniej siedziałabym w domu.
    Boję się, że tej pustki nikt nigdy nie będzie w stanie zastąpić.

    Odpowiedz
    • 31.12.2019 odeszła moja najdroższa kochana psinka Kiarcia bardzo mi ciężko po jej stracie, byla z nami 14.5 lat myślę że już przekroczyła tęczowy most i biega za swoimi pileczkami . Bardzo mi jej brakuje 😭😭😭

      Odpowiedz
      • A my dzisiaj pożegnaliśmy naszego przyjaciela, miał 16 lat. Pomimo, że zdawaliśmy sobie sprawę, że nas opuści, to żal jest ogromny..

        Odpowiedz
  77. Wczoraj odeszła moja ukochana Pyza, miała 16 lat i była kochaną starowinką, dyktatorką w domu, co to szczekaniem ustawiała każdego domownika. Wiem, że już sędziwa była, że odeszła spokojnie przy mnie, ale smutek i żal zostały.

    Odpowiedz
  78. Dzisiejszy 1 dzień Świąt Bożego Narodzenia 2019 roku pozostanie na zawsze w mojej pamięci, bowiem pożegnaliśmy Naszą Ukochaną Rodę. Zmarła w spokoju i co bardzo ważne towarzyszyliśmy jej w ostatniej drodze. Czuję straszną pustkę, a oczy wypełniają łzy. Wypełnia mnie ogromny żal , że nie przyjdzie do mnie , nie usłyszę jej wspaniałego szczekania. Miała 13 lat i jak na Rhodesiana żyła długo. Moja żałoba dopiero się rozpoczęła i muszę się z nią oswoić przeżywając ją w swoim tempie. Kochajcie swoje psy każdego dnia tak samo, bowiem potem pozostaje kochać tylko wspomnienia.

    Odpowiedz
    • Ja również 25 grudnia 2019r pozegnalam ukochaną Perełkę. Jest mi bardzo ciężko nie mogę się pozbierać. Wiem że czeka na nas za Tęczowy mostem.Kocham Cię Perełka.

      Odpowiedz
      • Faza odeszła 21 grudnia, byla moja najwierniejsza przyjaciółka i moim pierwszym dzieckiem. Miała 15 lat, była jamnikiem. Nie mogę się pozbierać. Do końca nic nie wskazywało, ze odejdzie, nagle w nocy dostała zadyszki, pojechałam do weterynarza, okazało się ze serce i nerki nie pracują już dobrze, dostała obrzęku płuc, wypełniły się płynem. Płyn zatrzymał się w organizmie, przestała wydalać mocz i bardzo szybko u weta odeszła. Zdarzyło podać jej tlen, kroplówkę i kilka zastrzyków, m. innymi na uspokojenie i przeciwbólowe. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw gdy jechałam z nia do weterynarza, jechałam profilaktycznie, bo sobota , żeby przez weekend się coś nie pogorszyło. A tam wszystko potoczyło się tak szybko…Jestem ciagle w szoku. I rozpaczy. Przeżyłam z nia pół mojego życia. Kocham ja bardzo na zawsze. Była dusza towarzystwa, była dosłownie wszedzie ze mna, chodziła za mna jak cień i mi towarzyszyła. Traktowałam ja jak członka rodziny, spała z nami w łóżku. Jest mi bardzo ciężko. Nie mogę się z tym pogodzić. Czuje wielki bol w sercu, nigdy noe straciłam kogoś tak bliskiego. Będzie w moim sercu na zawsze.

        Odpowiedz
    • Pragnę jeszcze dodać , iż dzisiaj odebrałam prochy mojej Rody i jestem szczęśliwa, iż jest z nami w domu. Ośrodek kremacji w Lublinie jest godny polecenia. Profesjonalne podejście do właściciela psa w żałobie, odcisk łapy lub nosa na pamiątkę zamknięty w drewnianym pudełku. Cudowna pamiątka. Polecam wszystkim ten ośrodek, a pies zostanie z wami na zawsze.

      Odpowiedz
  79. Wczoraj pożegnałam mojego przyjaciela. Maksiu bo tak miał na imię. Był z nami 14 lat i jest mi strasznie smutno . Pękło mi serce . Chociaż już wszyscy wiedzieliśmy że to nastąpi całkiem niedługo. Miał ataki padaczki i ledwo chodził chcieliśmy mu pomóc żeby nie cierpiał ale nie zdążyliśmy . Dostał ataki wieczorem 21 grudnia . Męczył się cała noc. Mama dała mu morfine żeby chociaż trochę ulżyć mu w bólu. Żałuję strasznie że nie było mnie przy nim do ostatniego bicia serduszka . Strasznie Cię za to myszko przepraszam powinnam była być przy tobie A ja nie potrafiłam patrzeć jak cierpisz . Nie mogłam
    Nadal nie wierzę że to się dzieje naprawdę
    Nigdy nie było tak pusto w domu. Śpij słoneczko mam nadzieję że byłeś szczęśliwy i że wybaczysz mi że nie było mnie przy tobie bo wiem że bardzo tego potRebowales . Obyśmy się jeszcze kiedyś spotkali po 2 stronie tęczy. Jesteś teraz w psim niebie j już nie musisz cierpieć. Czekaj tam na mnie . Kocham Cię mocno . Nie mam ochoty wracać do pustego domu . Strasznie Cię zawiodłam żałuję. Chciałabym cofnąć czas i tulić Cię cała noc do ostatniego tchnienie. Do ostatniego bicia serduszka . Kocham …. 22 grudnia zawsze bedzie dla mnie przykrym dniem . Nigdy cie nie zapomne i nie przsstane kochac . Nie chce juz zadnego psa . Juz nie beszie takiegk jak ty . Nawet jak byłeś chory przyszedłeś mnie pocieszyć . Nadal słyszę twoje szczekanie … ból chyba nigdy nie minie . Zabrałes że sobą duża cząstkę mnie . Nie chce tych świąt bez Ciebie. 😭😭😭😭

    Odpowiedz
    • 20 grudnia odszedł moj Gordzio…. cały moj świat, któremu poświęciłam 6 najpiękniejszych lat życia. Gordzio pojawił się w naszym domku w dniu zaręczyn. Kiedy zobaczyłam go siedzącego na kanapie wiedziałam, ze to Gordon szef wszystkich szefów. Na początku nic nie zwiastowało, ze będą go trapiły wszystkie choroby swiata. Po trzech miesiącu okazało się, ze jest wnętrzem (jedno jajeczko mu nie zeszło i zostało w pachwinie). Po dwóch latach pojawiła się padaczka. W ciągu 3 lat miał około 200 atakatow, 5 stanów padaczkowych. Dzięki lekom udało nam się pokonać paskude, niestety coś za coś. Leki zaczęły go wykańczać….. najpierw pojawiła się niedoczynnosc tarczycy, później zapalenie trzustki, które odnawialo się co pol roku. Ale i z tym daliśmy sobie radę. W czerwcu diagnoza: zapalenie mózgu, zapalenie ucha środkowego-wprowadziliśmy nowe leki. W październiku zapalenie pęcherza z którym walczyliśmy miesiąc. Piec dni temu Gordzio gorzej się poczuł. Posiadając już duże doświadczenie szybko pojechalismy do kliniki – pierwsza diagnoza żołądek nie pracuje, Gordzio przestał jeść, stracił siły. następnego dnia było już tylko gorzej….. usg potwierdziło diagnozę, badania krwi były gorsze niż u psa z nowotworem. Nadszedł czas podjąć najtrudniejsza decyzje w życiu 😥😥😥😥 nie ma go już z nami…. serce pękło, a wraz z nim odeszła cześć mnie. Każde miejsce w domu przypomina mi go, wchodząc do domu szukam go….. wiem, ze czas zmniejszy ból po stracie. Odpoczywaj synku, wiem, ze już Cię nic nie boli i biegasz za tęczowym mostkiem. Na zawsze pozostaniesz w moim serduszku

      Odpowiedz
  80. Moja sunia odeszła 10 miesięcy temu, tęsknię, tęsknię, tęsknię…. To moje psie dziecko, najkochańszy przyjaciel, najwspanialsza psinka. Ból nie mija…. Kiedyś się spotkamy za tym tęczowy mostem.

    Odpowiedz
  81. Wczoraj odszedł mój kochany Puszek, 11 listopada skończył 17 lat.
    Pozostawił straszny ból i pustkę.
    Niby powinniśmy z mężem spodziewać się że nadejdzie nie długo jego czas ale do przed wczoraj czuł się dobrze i nikt nawet nie dawał mu jego wieku. Zachowywał się jak młody psiak i z powodu biało siwo-biało-czarnego umaszczenia nikt nie dawał mu jego lat. Wczoraj nagle nie miał siły się ruszać i nie chciał wyjść na spacer a po zawiezieniu do weterynarza i przebadaniu okazało się że ma guzy i płyn w brzuchu… Weterynarz stwierdził że najlepszym wyjściem dla niego będzie uśpienie aby nie cierpiał. Dał nam czas na pożegnanie… Nie , nie umiemy z mężem pogodzić się.. ciągle płaczemy… To stało się tak nagle , tak szybko trzeba było podjąć decyzje na którą jest trudno gdy ma się więcej czasu. Rozum mówi że jest w psim niebie i zasłużył na nie, nadszedł jego czas, był z nami naprawdę długo….. ale serce boli, ciągle się oskarżam że powinnam coś zrobić wcześniej, nie umiem się odnaleźć w domu bez niego.. Łzy mi ciągle lecą.
    Kochamy Cię Puszku, na zawsze pozostaniesz w naszym sercu i z nami.
    ŻEGNAJ PRZYJACIELU

    Odpowiedz
    • Dokładnie wczoraj 20.12.2019 pomogliśmy odejść naszej sumo Abi.Nowotwor wątroby ,miała 13 lat.Moniko przytulam mocno .To wszystko tak okropnie boli .Przytulam mocno.

      Odpowiedz
      • Postanowiłem odpowiedzieć na Pani komentarz gdyż nasza sunia też miała na imię Abi.Niestety choroba wątroby,męskość zabrała nam pieska 5 mięs temu.Proszę mi wierzyć że to strata nie do opisania,miała 4 lata i kilka miesięcy.Jeżdzila z nami wszędzie i zawsze.Mam 45 lat a do teraz oplakuję jak tylko oglądam zdjęcia naszej ukochanej Abci..Pozdrawiam i łączę się w żalu…

        Odpowiedz
  82. Jutro mina 3 miesiące jak straciłam swojego przyjaciela. Był moim pierwszym psem, miał 13 lat, nie spodziewałam się jego odejścia. Był taki radosny, nadal tak samo głupiutki jak pierwszego dnia, gdy wszedł do naszego domu. Zawsze wyobrażenie o jego śmierci było rzeczą, która na zawołanie powodowała u mnie płacz i smutek. Nie byłam idealna właścicielka i tego bardzo żałuje. Musieli go uspać, ponieważ miał raka z przerzutami, jestem tak cholernie na siebie zła, że wcześniej nic nie zauważyłam. Jest mi bardzo przykro, że nawet nie mogłam z nim być w ostatnich i bardzo ciężkich dla niego chwilach. Próbuje myśleć, że teraz jest mu lepiej i lżej, ale nie umiem się z tym pogodzić. Takiego pieska jak on, mogłabym szukać ze świecą. Nadal jak jadę do rodziców to go szukam wzrokiem, jest mi strasznie ciężko kiedy u nich jestem i widzę, że nikt nie cieszy się na mój widok, nie czeka, nie szczeka. Wiedziałam jaki to będzie ból, ale nie spodziewałam się, że aż taki. Był ze mną zawsze i nigdy o nim nie zapomnę. Przepłakałam ponad 2 godziny gdy się o tym dowiedziałam, a trwało to dla mnie 15 minut. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Tak bardzo za nim tęsknie i nigdy nie przestane kochać. Nawet nie umiem zmienić tapety w telefonie, bo chce, aby zawsze był blisko. Mam nadzieje, że jest mu lepiej tam gdzie jest, ale mimo wszystko wolałabym mieć go obok. Odejście takiego przyjaciela, jest naprawdę ciężkie.. nie wiem czy da się zapomnieć o tak wspaniałej i cudownej istotce.

    Odpowiedz
  83. Dzisiaj musiałam się pożegnać z moim najukochańszym psem Tegusiem.
    Nie wiem czy każdy tak strasznie ciężko przeżywa utratę zwierzaka. Mam złamane serce I nie mogę się pozbierać. To jest straszne, najgorsze co mnie w życiu spotkało. Boję się że sobie nie poradzę. Co robić?!

    Odpowiedz
    • Dwa dni temu, dokładniej mówiąc po powrocie z pracy po popołudniowej zmianie, chwilę po północy (już był wtorek) moja Tunia przywitała mnie radośnie uciekając z łóżka mojej Mamy, radośnie piszczała, niosąc zabawkę w pysku, wzięłam ją na krótki spacer, wyleciała z zabawka, tak się cieszyła, po powrocie do domu od razu wpadła do legowiska, żeby się bawić jak zawsze miała w nawyku latające po całym siedlisku i wtedy… Usłyszałam uderzanie, Tunia dostała ataku padaczki, wyglądało to okropnie 😔😭 wstała zdezorientowana, zaczęła skakać jakby chciała coś powiedzieć i po chwili kolejny atak i już do końca… Całą rodzinę postawiłam na nogi. Widok był bolesny i szokujący, serce mi pękło… Udało mi się znaleźć weterynarza, który przyjmował takie nagłe przypadki. Pojechaliśmy z Nią, cały czas miała ataki 😔 dostała zastrzyk na uspokojenie ale mało pomógł, później dożylnie coś i wtedy się uspokoiła. Do domu dostałam podobną dawkę do podania jeśli się to powtórzy, o 5 nad ranem obudził mnie przerazliwy pisk, znowu miała atak i dałam jej zastrzyk, koło 8 miałam jechać do weterynarza i znowu ten straszny pisk, wycie, było gorzej, trzeba było podjąć decyzję o uśpieniu. Od tego momentu serce mi się rozlecialo, nie potrafię się pozbierać, Mama mająca 65 lat, na rencie, będąca z Tunia całymi dniami i nocami nie może dojść do siebie i płacze, aż martwię się o jej zdrowie. Cała rodzina w ogromnym smutku, tydzień przed Wigilia odeszła 😭😭😭 mam żal do siebie, że może to moja wina, czuję ból i nie umiem się z tym pogodzić i rozmyślam, oglądam zdj i filmiki z Tunia, kocham ją, nie wiem czy powinnam brać innego nowego psa… Jest ciężko i też nie wiem jak to ogarnąć ale widzę, że mogę tutaj połączyć się w bólu i nie jestem sama, serce pękło nie tylko mnie…, 😞

      Odpowiedz
      • Cześć kochani w niedzielę 29.12.2019roku odeszła moja córeczka Amarka😭😭😭. Bardzo mnie to boli, nie radzę sobie z tym. Jest mi tak bardzo ciężko a najgorsze w tym wszystkim są ogromne wyrzuty sumienia 😪😪😪 Wiem i czuję to że mogłam jej pomóc wcześniej, gdybym tylko mogła cofnąć czas. Przechodziłam obok jej a ona cierpiała a ja nic nie zrobiłam tylko ją olałam. Nie wybaczę sobie tego do końca życia!!!! Była całym moim światem a ja ją zawiodłam 😭😭😭 Miała wszystkie objawy ropomaczicza a ja to zbagatelizowałam. Już wcześniej miała problemy i jej nie wysterylizowałam. Pojechałam do kliniki jak już nie potrafiła wstać i była diagnoza uśpić czy operować. I co łaskę jej zrobiłam bo ją operowalam, przecież byłam jej to winna 😪😪😪 Operacja była krótka udała się niby ale było już za późno bo straciła oddech i się nie wybudziła😭😭😭 Można przechodzić obojętnie ale nie tyle razy
        Wiem że nie cierpi ale miała by w lutym dopiero 8 lat i mogła by spokojnie żyć drugie tyle😪😪😪 Nie obwiniam się tylko nie można się non stop usprawiedliwiać, wiem że to była moja wina 😭😭😭 Nie pogodzę się z tym 😪😪😪😭😭😭

        Odpowiedz
    • Dzisiaj musieliśmy pożegnać sie z naszym kochanym przyjacielem chorował na nowotwór decyzja o uspieniu była bardzo trudna i to pytanie czy to już czas .12 lat razem na dobre i złe teraz tylko pustka i ból nie sądziłam że tak strasznie to boli łzy same cisną się do oczu i te wyrzuty sumienia, bo może to nie był jeszcze ten czas

      Odpowiedz
      • Sama śmierć to ” mały pikuś”. Prawdziwym problemem jest spędzanie razem ostatnich dni życia naszych przyjaciół ze świadomością, że już na nich wydaliśmy wyrok. Ja byłem bliski zawału, dlatego niestety chyba już nigdy nie będę miał zwierzęcia domowego

        Odpowiedz
      • Cały czas widzę jego piękny pyszczek, jego oczy nosek . Te jego spojrzenie, przypominam sobie zapach jego sierści. Ten dzień ta chwila Jak bym go wypchną z jadącego pociągu, jak ten zastrzyk był miał być tylko lekarstwem a to był zastrzyk na tamta stronę, Okropne, łzy cisną mi się do oczu.

        Odpowiedz
      • Cały czas mam odczucie że nie pożegnałem się z nim tak jak bym chciał, jak tego oczekiwał !!
        Pewnie długi czas nie pogodzę się z tym

        Odpowiedz
    • 🙁 podobno mozna dalej zyc, ale ja robie to z trudem. 27.02.2020 musiałam uspać mowa 15 letnia przyjaciółke, czekam na jakis znak czy sygnał we snie czy na jawie , ale go brak 🙁 do konca zycia bede miała w sobie smutek.

      Odpowiedz
  84. Wszyscy dzielimy się swoim żalem. Kiedy miałem problemy w swoim małżeństwie tylko jeden przyjaciel był przy mnie. Lilka. Suczka którą przywiozłem dla mojej córeczki w 2008 roku. Kocha Golden Retriever … Wspaniała, bezinteresowna …
    Nagle ją sparaliżowało w wieku 11 lat 2 miesięcy i 11 dni. Rak. 3 guzy. Nie przewidziałem tego chociaż mogłem. Powinienem. To był mój obowiązek. To było moje drugie dziecko. Wspaniałe. Cudowne. Zawsze mnie pocieszała … Zawsze puszeczek dociskała do mojej szyi wręcz mnie dusząc … W moje urodziny zrobiłem jej ostatnie zdjęcia. Była taka spokojna gryząc gałązkę bzu z naszego ogrodu … Ogromna część mnie umarła wraz z Lilunią …

    Odpowiedz
  85. siedem miesięcy temu straciłam mojego jedynego przyjaciela króliczka Fado ,dał mi 8,5 roku dobrego z nim życia.Dał mi tyle ciepła i dobra co nie dał żaden człowiek.chorował na nerki,leczyłam Go do ostatniej chwili ale to nie śmierć go zabrała tylko ja go zabiłam godząc się na zastrzyk śmierci bo lekarz mówił że cierpi.A dziś nie mogę dalej żyć bo zabiłam mojego jedynego prawdziwego przyjaciela którego kochałam i wiem że On też mnie kochał.W tej ostatniej chwili jego oczka patrzyły na mnie a .serce biło a ja to przerwałam,jestem morderczynią.Nie zabija się kogoś kogo się kocha i kto nas kochał i dał tyle ciepła i dobroci co Faduś mnie a ja go zabiłam TRZEBA MNIE uśpić za to co mu zrobiłam,nie zasłużył na taki los, tak bardzo mi Go brakuje ,nie mogę dalej żyć POMOCY choć mam 50 lat nie mogę z tym żyć a najgorsze jest to że nikt z ludzi wokół mnie nie rozumie mojego bólu,rozpaczy ,tęsknoty i wyrzutów sumienia ,nie pozwalają mi o tym nawet mówić a mojemu Przyjacielowi nie mogę o tym co czuję powiedzieć bo przecież Go zabiłam

    Odpowiedz
    • W przypadku takiej decyzji wyrzuty sumienia są zawsze, proszę dać sobie czas, króliczek już nie cierpi, skacze po zielonych łąkach.. może ludzie wokół Pani tego nie rozumieją ale my tutaj rozumiemy Pani ból, proszę pamiętać, że w tej chwili jest wiele osób, którzy próbują jakoś sobie poradzić po starcie bezwarunkowej miłości, jaka może dać tylko zwierzątko, jestem myślami z Panią i życzę dużo siły i dobra

      Odpowiedz
  86. Dziś musiałem uśpić swojego 9 letniego psa. Odszedł spokojnie, bez lęku w domu (warto poprosić lekarza o przyjazd).
    Chorował zaledwie kilka dni. Był sparaliżowany bez szansy na wyleczenie.
    Nie oddałem go do utylizacji, zostanie skremowany.

    Odpowiedz
  87. Mija 6 dzień jak Ciebie nie ma a jak tak strasznie tęsknie. Mój pies kapsel odszedł 22 listopada. Miał ponad 12 lat[ krzyżówka amstaffa] więc chyba jak na ta rasę był w zaawansowanym wieku ale w dobrej formie.Dopóki nie zaatakowała go babeszioza. Leki kroplówka zastrzyki pózniej poprawa stanu zdrowia.Nawet weterynarz był dobrej mysli a wieczorem ostatnie oddechy i koniec a mi pękło serce. Mam ogromne wyrzuty sumienia ze nie zareagowałem wczesniej, że nie wziąłem go dzień wcześniej do weterynarza.Pewnie by żył. Ufałeś mi a ja Cię zawiodłem. Wracam do domu a Ciebie nie ma i już nigdy nie będzie. Zawsze witałeś mnie w drzwiach. Byłes z nami ponad 12 lat. Byłeś w dobrych i złych chwilach naszej rodziny. Słowo ,,byleś” wywołuje teraz u mnie ból smutek i łzy. Łatwiej byłoby to zaakceptowac gbybyś odszedł ze starości a tak to jest strasznie ciężkie. Nie potrafię.

    Odpowiedz
    • W czwartek dowiedziałam się ze mój pies został potrącony przez samochód. Odrazu zmarł , nie było szans na uratowanie go. Miał 8 lat i był kundelkiem. Miałam go od kiedy skończyłam 6 lat. Co wieczór od 8 lat leżałam z nim na dywanie i się przytulalismy. Był chory , próbowaliśmy go leczyć ale zmarł nagle. Wtedy kiedy to się stało wyjechałam do Austrii. Mam żal do siebie ze nie zadbałam o to zeby brama była zamknięta wtedy nie wybiegł by na ulice . Nie mam problemu z tym zeby rozmawiać o nim ale powroty do domu najbardziej bolą . Wiem ze już nie przybiegnie i mnie nie przywita ani się do mnie nie przytuli . Leżąc w własnym łóżku łudzę się ze nagle przybiegnie do mnie a to wszystko okaże się koszmarnym snem. Zawsze będę o nim pamiętać. Przeżyłam z nim całe moje dzieciństwo dlatego może przez to jest mi tak ciężko się pogodzić z jego strata .

      Odpowiedz
      • Moja Sonia przed chwilą odeszła. Czuję się fatalnie, tuż przed świętami straciłem przyjaciółkę która była ze mną od 4 lat.

        Odpowiedz
        • Moj Pufek odszedł 17.12.2019r.Byl z nami 12 lat.Musieliśmy go uśpić,by chorowal.Jest mi bardzo źle i z każdą chwilą coraz gorzej.

          Odpowiedz
        • Bardzo Ci współczuję. Moja kicia Sonia odeszła 04.09. Była ze mną 19 lat. Jestem wdzięczna, że żyła tak długo, ale nie umiem się pogodzić z jej stratą. Wciąż ją opłakuję i obwiniam się.
          Kocham Cię Koteńko, mam nadzieję, że mi wybaczyłaś…

          Odpowiedz
  88. Dobry wieczór, nasza kochana Punia odeszła wczoraj wieczorem, miała prawie 15 lat, to był nasz pierwszy piesek, dobry duszek, taki anioł w psiej skórze.. jest mi bardzo ciężko.. 🙁

    Odpowiedz
    • Dziś mija 6 dzien jak go nie ma a ja tęsknię strasznie. Mój pies Kapsel odszedł 22 listopada. Mial ponad 12 lat krzyżówka amstaffa ,to chyba na psa tej rasy zawansowany wiek ale byl w dobrej formie. Dopóki nie zaatakowała go babieszoza. Kroplówka zastrzyki leki i poprawa stanu zdrowia.Nawet weterynarz dawał spore szanse ale po godz 18 ostatnie oddechy i koniec a mi pękło serce. Za pózno. Mam ogromne wyrzuty sumienia. Gdybym wczesniej zareagował, gdybym zawiózł go dzień wcześniej do weterynarza to pewnie by żył. Ale niestety czasu nie cofnę. Ufał mi a ja go zawiodłem.Wracam do domu a jego nie ma,pustka.Zawsze witał mnie w drzwiach. Byłeś z nami ponad 12 lat, w dobrych i złych chwilach naszej rodziny. ,,Byłeś” te słowo sprawia ból smutek i łzy.Gdybyś odszedł ze starości łatwiej byłoby to zaakceptować a tak to jest strasznie ciężko.

      Odpowiedz
    • Wczoraj odszedł mój piesek. Miał 12 lat, był pinczerkiem. Najgorsze jest to, że cieszył się dobrym zdrowiem… Po prostu podczas spaceru został zagryziony przez owczarka niemieckiego na moich oczach. Nie byłam w stanie go uratować chociaż próbowałam… Boże, mój biedny pies. Wciąż mam to wszystko przed oczami…

      Odpowiedz
    • Dzisjaj 27 grudnia 2019 odeszła nasza przyjaciółka Kropcia. Żyla prawie 15 lat.
      Od roku chorowala na serce, była dzielna, ale ostatecznie stracila siły do walki. To nasza cudowna sunia, nigdy jej nie zapomnimy, zawsze pozostanie w naszych sercach.
      Smutek i łzy nie okażą tego co obecnie czujemy, to wielki ból.
      Wspołczujemy wszystkim straty ukochanego zwierzaka.
      Kropuniu kochamy Cię bardzo.

      Odpowiedz
  89. Moja Maja odeszła 21.11.2019. Był to najgorszy dzień mojego życia, który trwa do dzisiaj. Cały czas mam nadzieje, ze jest to tylko długi, straszny sen i zaraz się obudzę a ona będzie obok jak zawsze. Maja chorowała miesiąc. Zaczęło się niewinnie od kulawizny na łapkę a co się okazało miała nowotwór kości. Cierpiała strasznie. Musieliśmy ja uśpić żeby jej ulżyć. Nie potrafię dalej żyć. Była moim dzieckiem. Boje się o nią, boje się o to ze sobie beze mnie nie poradzi tam gdzie teraz jest, ze tez teskni. Ja sobie nie radzę. Ból jest okropny, nie mija. Czuje taka straszna pustkę i tęsknotę która mnie niszczy od środka. Chce się już obudzić- błagam

    Odpowiedz
    • Nasz ukochany piesek wpadł pod samochód 22.11.2019. Niestety zaginął na miejscu. Był kochana iskierka, pełną życia, miał dopiero 7 miesięcy. Nie mogę się z tym pogodzić, że nie dopilnowalam go. Ciągle płaczę, nie mogę na niczym się skupić. To był pies ideał, bardzo mądry, bardzo nas kochał a my go. Już go nie ma i nie będzie. Ten ból jest nie do zniesienia

      Odpowiedz
    • 6 grudnia naszego kochanego Luckiego potrącił samochód, tysiące razy zawsze o stałej porze przed pracą szliśmy tą samą drogą, nigdy nie zakładałem rano smyczy, odwróciłem się na moment , piesek zobaczył drugiego czworonoga po drugiej ulicy i stało się najgorsze.. umierał na moim rękach. Mam żal do siebie że nie potrafiłem zapewnić mojemu kochanemu pieskowi bezpieczeństwa.Do końca życia będę z tym żył, niech to będzie przestroga dla innych …

      Odpowiedz
  90. dzisiaj odszedl nasz przjaciel stuart DZIEKUJEMY za to ze dales nam tyle bezwarunkowej milosci bedziemy cie pamietac zawsze DO ZOBACZENIA NA NIEBIANSKICH POLANACH KOCHAMY CIE

    Odpowiedz
    • Dwa dni temu adeszła od nas suczka suzi shih tzu była cztery lata z nami kochana przez dzieci przez całą rodzinę jednak guz który miała na macicy wygrał w ciągu tygodnia widziałam jak życie z niej wychodziło przestała jeść cały czas leżała a ja nic nie mogłam zrobić powtarzała jak bardzo ją kocham tuliłam. Miała wszystko nic jej nie brakowało. Nie rozumiem tylko dla czego ona, dużo psów lata po podwórku zaniedbane i nic im nie jest a moja suzi tak odeszła od nas szybko. Przychodzę z pracy i myślę że już czeka pod drzwiami bo ona zawsze wiedziała jaki to mój samochód i czekała żeby się przywitać. Teraz jej nie ma jest tylko pustka nic nie tupie po mieszkaniu nie mogę się pogodzić z tą stratą. Moja kochana na zawsze suzi

      Odpowiedz
  91. Moj kochany york Koda odszedł 21.11.2019 miał 11 lat i 3 miesiące i myślałam, że ma jeszcze przed sobą długie, szczęśliwe życie. Weterynarz odebrał mi wszystko co miałam najcenniejsze w życiu. Mój syneczek mógł jeszcze żyć. Ciężki to czas dla mnie, nigdy nie przeżywałam takiego cierpienia, różne rzeczy mnie spotykały ,ale to co się stało złamało mnie totalnie,boje się tego bólu co jest we mnie..wyrzuty sumienia, bezsilność ,tęsknota, rozpacz ,złamane serce, ból ból ból

    Odpowiedz
    • Moja Maja odeszła dokładnie tego samego dnia. Miała 4 lata i 7 miesięcy. Musiałam ja uśpić bo miała raka kości i bardzi cierpiała. Nie potrafię żyć normalnie dalej. Nie potrafię sobie poradzić z jej strata. Boje się o nią, ze tęskni za mną. Tak bardzo za nia tęsknie. Nie umiem żyć ze świadomością ze nigdy jej już nie zobaczę i nie przytule.

      Odpowiedz
      • Mój tajsonik odszedł dzisiaj miał nowotwór obrzęk płuc i powiększone serduszko jeszcze wczoraj było wszystko ok bawił się jadł pił a o 3 w nocy leżał już nie mógł się podnieść ciężko odychal serce mi pęka z tęsknoty za nim nie potrafię sobie poradzić z tą sytuacją 😪😪

        Odpowiedz
    • Ja dziś czuje to samo…bol okropny moj york Tofik odszedł w męczarniach 11.12.2019. Zył ponad 14 lat, ale przez weterynarza umarł w męczarniach bo lekarz leczył go na inną chorobę zapalenie oskrzeli a on miał niewydolność krążeniowa, ktora nieleczona przez 2 miesiace zabiła go, woda się zbierała i się udusil, w pełni swiadomie umierał, jadł, pił, załatwiał się normalnie żadnych guzow, raka normalnie chodził ostatnie dni nawet nie zapowoadaly ze umrze, on do lecznicy wchodzil o wlasnych silach i wychodzil, tylko duszności i kapała mu z nosa woda od czasu do czasu…nigdy sobie tego nie wybacze ze zaufałam bezgranicznicznie lekarzowi a teraz mojego Toficzka juz nie ma…jestem w okropnej depresji, umierał dusząc sie na stojąco to okropne nigdy sobie tego nie wybacze, to jest taki bol, jak mam zyc z tym poczuciem winy ze mu nie pomoglam pomimo ze mialam mase wątpliwosci w sens leczenia antybitykiem….jestem załamana…tak za nim tęsknie….

      Odpowiedz
  92. Straciłam mojego ukochanego psa 20.11.2019 roku. Czuje jakbym straciła cześć siebie. Attila przybył do nas gdy mój brat miał depresje. Powiedział nam wtedy „gdybym dostał takiego pieska byłbym najszczęśliwszy na świecie”. Mama, która zawsze była przeciwna powiedziała „zgoda, zróbmy to”. Tak było, ten pies dał szczęście mojemu bratu, ale też całej rodzinie. Wszystko było mu wybaczone nawet jak zagryzł mamie kwokę i kurczątka. Miał w sobie tyle miłości. Był to duży pies malamut, nie lubił być w domu wiec zrobiliśmy mu duży kojec. Był to jednak tak uparty pies, że nauczył się wspinać po kratach, robił to gdy myślał że nikt nie patrzy, albo było ciemno. 19 listopada uciekł, został potrącony przez busa mając 6 lat i 10 miesięcy. Na drodze nie było żadnych śladów hamowania za to zostali panowie, którzy domagali się pieniędzy za straty. Attila miał w sobie tyle woli przetrwania, że zczołgał się na pobocze żeby nic go nie przejechało. Niestety ten sam brat, któremu Attila uratował życie musiał zdecydować o jego eutanazji. Atti miał połamane tyknie łapy i biodra, po prostu nie zdążył zejść z drogi. To jest dla nas wielka tragedia. Dni mijają, a my ciągle nie możemy się z tym pogodzić. Czuje jakby odebrano mi cześć mnie, radość życia i wyrwano kawał serca. Jeśli miałabym powiedzieć kim był dla nas Attila to aniołem. Szukam sensu w tym wszystkim, ale nie znajduje. Mam nadzieję, że Attila wróci do nas tylko w innym futerku jak w tym filmie „Był sobie pies”, bo nie wyobrażamy sobie życia bez niego.

    Odpowiedz
    • Nasz ukochany piesek wpadł pod samochód 22.11.2019. Niestety zaginął na miejscu. Był kochana iskierka, pełną życia, miał dopiero 7 miesięcy. Nie mogę się z tym pogodzić, że nie dopilnowalam go. Ciągle płaczę, nie mogę na niczym się skupić. To był pies ideał, bardzo mądry, bardzo nas kochał a my go. Już go nie ma i nie będzie. Ten ból jest nie do zniesienia.

      Odpowiedz
  93. 21.11.2019 pożegnałam się z moją najukochańszą Doreczką. Miała 15 lat, 2 miesiące i 1 dzień. 4 miesiące wcześniej wykryto raka. Od lat nam chorowała, ale lekami dawaliśmy radę wspomóc pracę między innymi nerki (jedna z nerek wcześniej przestała funkcjonować i się wchłonęła), wątroby i trzustki. Odeszła tulona w naszych ramionach, w swoim domku. Nie wyobrażam sobie zrobić tego w klinice, gdzie ze strachu trzęsła się, dlatego postanowiliśmy, że wszystko odbędzie się w domu. Poszłyśmy sobie na ostatni spacer, jeszcze pochrupała sobie kilka kuleczek suchej karmy…

    Odpowiedz
  94. Almę przygarnąłem z ulicy.Szła za mną 6 kilometrów w mrozie,bo to był grudzień.Traktowałem ją jak członka rodziny,ale niestety chyba wiek nie pozwolił jej dłużej cieszyć się życiem.Odeszła dzisiaj w nocy.Miała ok 15 lat,z czego ze mną była 10. Już nie cierpi a ja straciłem najlepszą koleżankę.Alma,tęsknię za tobą.

    Odpowiedz
  95. Mój piesek Toficzek rasy west highland white terrier żył 9 lat .Choroba pokleszczowa babeszioza spowodowała u niego niewydolność nerek.Choroba tak szybko postępowała od złego samopoczucia to 5 dni.Niestety trzeba było podjąć bardzo trudną decyzję jak nie ja to klinika by to zrobiła.Dziękuję za najpięknejsze spędzone razem 9 lat.

    Odpowiedz
    • Wczoraj straciłam mojego ukochanego psa. Kochałam go i był moim przyjacielem. Wybiegła na ulice… nadjechało auto… bardzo za nią tęsknie… wciąż mam przed oczami ten widok kiedy leży nieżywa… 11 lat razem… będę zawsze o ciebie pamiętać i się modlić. Wierze że psy idą do nieba bo też mają dusze. Bardzo za tobą tęsknie i żałuje że tak sie stało…. chciała bym cofnąć czas ale nie mogę… kochamy cie całą rodziną i tęsknimy. Mam nadzieje że jest ci teraz dobrze. Dziękuje za to że mnie tyle lat wspierałaś i byłaś ze mną tak jak nikt. Czuwaj nadal nade mną. Do zobaczenia

      Odpowiedz
  96. W sobotę zginęła pod kołami samochodu nasza ukochana Majka. Na naszych oczach i przez nas bo jej nie upilnowaliśmy. W ciągu 10sekund świat nam się zawalił. Najgorsze jest poczucie winy, że najukochańsza suczka nie żyje z naszej winy. Za bezinteresowną miłość zafundowaliśmy jej śmierć a sobie traumę. Ból jest nie do opisania. Była centrum naszego życia przez 9,5 roku. To była chodząca iskierka, wszyscy na osiedlu ją znali, z każdym się musiała przywitać, dzieci najpierw mówiły “cześć Maja” a dopiero potem nam “Dzień dobry”. Mamy po 50tce, a płaczemy jak dzieci. Nie wiem jak sobie z tym poradzić?

    Odpowiedz
    • Nasza kochana Pusia też zginęła przez samochód w niedzielę poszła za psem sąsiada który się urwał ze smyczy i uciekł A że była malutka i bardzo krucha to został złamany kręgosłup i przerwane wszystkie nerwy cały tył był bezwladny i do tego inne obrażenia była z nami tylko 4 miesiące była jeszcze Szcześniakiem całe życie było przed dnia. Jest to dla mnie ogromna trauma nie umiem sobie z tym poradzić była moim pierwszym pieskiem. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Decyzja o eutanazji była bardzo trudna ale było to dla mniej najlepsze wyjście 😔 mimo tego żeby była z nami tak krótko zmieniła nasze życie na lepsze i bez niej nigdy już nie będzie tak samo. Wzięliśmy z nią w momencie przeprowadzki do nowego domu więc teraz tym bardziej jest nam ciężko bo na nowym etapie naszego życia była z nami od początku.

      Odpowiedz
    • 2 dni temu przeżyłem podobną bezsensowną śmierć mojego kochanego Luckiego, do końca dni będę żył w poczuciu winy..

      Odpowiedz
  97. 13.11.2019 odeszła moja ukochana sunia moja Rita, mój jedyny psiak w moim życiu, była ze mną 12 lat i niestety jej serduszko odmówiło posłuszeństwa, po prostu zasnęła bez bólu i cierpienia. Ale ból i cierpienie jest we mnie, tak bardzo ja kocham, tak bardzo za nią tęsknie, nie potrafię pogodzić się z jej strata, po prostu nie daje sobie z tym rady. Smutek i płacz, pusta zupełna, widzę ja słyszę ja, jej miski i kojec cały czas są na swoim miejscu, nie potrafię jej rzeczy po prostu schować, wszystko czeka tak jak by miała zaraz wrócić ze spaceru. Jej strata bardzo boli 😢, tak bardzo tęsknie, tak bardzo mi jej brakuje 🥺, traktowałam ja jak swoje dziecko do samego końca ♥️

    Odpowiedz
  98. Mój Fiduś UKOCHANY odszedł 09 listopada 2019r. Miał 11 lat 6 miesięcy i 1 dzień. Musiałam pomóc Mu odejść. Najgorsza, najcięższa, najokrutniejsza decyzja mojego życia. Pozostało serce pełne bólu i tęsknoty. Kocham Cię Fidusiu….

    Odpowiedz
  99. Moja kochana sunia Boni odeszła dzisiaj o 15.30. Miała 6 lat. Niestety choroby nie pozwoliły nam się dłużej nią nacieszyć. Chorowała na ropomacicze, dyskopatię, niedowład tylnych łap i powiększony pęcherz. Najgorsze jest to, że wszystko nastąpiło jednego dnia. Ze zdrowego radosnego pieska, stała się kaleką z ogromnym bólem. Lekarze nie dawali jej za dużych szans na wyleczenie. Razem z mężem było nam ciężko, gdzie jeszcze spodziewamy się dziecka. Zawsze nazwaliśmy ją naszą ogoniatą córeczką. Spała z nami w łóżku pod kołdrą. Przychodziła się przytulać, bo to była taka maskotka do tulenia. Cisza w domu mnie przytłacza, a tym bardziej brak jej włochatego pyszczka na sobie. Najgorsze, że nie mogę przeżyć tego tak mocno jakbym chciała, by nie zaszkodzić dziecku. Ból jest ogromny ale wiemy, że ona już nie cierpi i jest w lepszym miejscu. Bardzo za nią tęsknimy A pamięć o niej nigdy nie zniknie i na zawsze pozostanie w naszych sercach.

    Odpowiedz
    • 16.12.2019 puscilam mojego Jasona na ogrod aby sie wysikal , postanowilam go przyczymac troche dluzej aby sie dotlenil bo nie bylam z nim na spacerze . Kiedy sie zorientowalam ze ktos puscil fajerwerki to juz bylo zapuzno uciekl ze strachu wyrobil sobie dzure w plocie. Szukalam go ale niemialam szczescia , rano musialam jechac do szpitala bo mialam umowina wizyte . Po szputalu pojechalam do mojego weteryniarza zapytac sie czy ktos nie przyniusl pieska rannego , okazalo sie ze tak ale juz bylo zapuznio uspili go bo mial zlamany kregoslup , prubowali sie ze mna skontaktowac ale moj tel.byl wylaczony . Do dzisiaj cieszko mi sie pogocic z tym ze nie znalazlam go tamtej nocy i ze jakis idiot go przejechal i zostawil na pastwe losu . Spuznilam sie ok 30 min. na to zeby sie z nim pozegnac ,ale uwiezcie ze jak go zobaczylam na tym stole nie zywego juz to jego twaz byla w cierpieniu , przytulilam go bardzo mocno ,plakalam bardzo i uwiezcie ze jego twaz sie zmienila na twaz wyrelaxowana tak jak by on czekal na mnie zeby sie pozegnac . Tak bardzo go kochalam i kocham bardzo ze niewiem jak sobie radzic z tym placze codziennie 😭😭😭😭😭😭😭😭😭😭 mial tylko 3 lata

      Odpowiedz
  100. Moja Kochana Buldozka Francuska Rita odeszła wczoraj sama w spokoju, niestety to już była starość miała 12 lat i 1 miesiąc, jej serduszko od 2 tygodni zaczęło już odmawiać posłuszeństwa 🙁 ostatnia jej noc była już nie przespana tak jak i moja. Rano jak wstawała po spacerze zawsze szła do swojego kojca ja ja przykrywałam kocykiem ale tego ostatniego dnia tak nie było jak by coś czuła, rano jak wstałam do pracy będąc na tarasie pijąc kawę przyszła do mnie i się przytulała patrzyła się smutno na mnie tak jak by się chciała pożegnać, bardzo się bałam tego dnia miałam takie obawy ze to może być jej ostatni dzień. Położyłam ja do jej kojca przytuliłam przykryłam kocykiem i pocalowalam, powiedziałam ze idę do pracy spij dobrze Ritka. Niestety nie myliłam się po powrocie z pracy moja Ritka już nie oddychała, leżała tak jak by spała. Wiem ze powinnam być przygotowana na ten moment miała ponad 12 lat a buldogi żyją 10-12 ale była dla mnie jak moje dziecko, była zawsze i wszędzie ze mną. Dzisiaj jest pierwszy dzień bez Ritki i to jest po prostu coś strasznego, słyszę jej tuptanie, słyszę jak je, słyszę jak śpi co chwile jakieś odgłosy. Ritke pochowałam w ogrodzie z jej kojcem, kocykiem i misiem. W sypialni mam jej drugi kojec i po prostu nie jestem w stanie się jego pozbyć dzisiaj siedziałam przed nim i go wąchałem bo pachnie nią cały czas. Nie wiem jak sobie z tym poradzić . Cały czas płacze i nie widzę końca.

    Odpowiedz
  101. Wczoraj o 13:15 odeszła. Myślałam, że moje serce pęknie, ale nie pękło. Zostało wyrwane. Jestem jedną wielką raną. Szukam jej zapachu. Nasłuchuje łap na schodach. Rozpadam się i mam wrażenie że trzyma mnie tylko skóra. 10 lat i 6m-cy trwało nasze szczęście. Miłość bezgraniczna, prosta. Takiej milosci, akceptacji i oddania nie uświadczymy od żadnego człowieka. Kochałam ja szaleńczo. Zawsze mówiłam, że ja uwielbiam mojego psa. Bo uwielbiam. Oddałbym wszystko żeby cofnąć czas, żeby znowu czuć to szczęście, żeby przeżyć tę lata jeszcze raz.

    Odpowiedz
    • Mój Fiduś ukochany odszedł 09 listopada 2019r. Miał 11 lat 6 miesięcy i 1 dzień. Musiałam pomóc Mu odejść. Wybacz mi. Najgorsza. Najtrudniejsza. Najokrutniejsza decyzja mojego życia. Kocham Cię Fidusiu. Wyrwa w sercu….

      Odpowiedz
    • WCZORAJ ODSZEDŁ MÓJ Miś bolończyk miniaturka biały buchaty,cudo mojego życia do południa biegał a ok godz 15-stej zaczął intensywnie kaszleć z wydzieliną i nim dowiozłam go do weterynarza ,może trwało to góra 30 min,on zmarł. warjacko przed gabinetem weterynarza próbowałam go reanimować ,na moment odzyskał śiadomośc ,podniósł główkę i odszedł. udusił się ,miał wodę w płucach ,długo chcorował na serce. oddałabym własnego życia więkrzą częśc by wrócił ,ryczę non stopo ,widzę go wszędzie ,kocham szalenie i myślę ze chyba tego nie przeę .płaczę w pracy w domu wszędzie ,to moje pierwsze zwierzątko był ze mną 10 lat i 3 miesiące. był w złych i dobrych chwilach ,cudowny mądry. niech ktoś zrobi coś by tak nie bolało.

      Odpowiedz
      • Moje życie jest puste Nie czuje nic prócz bólu rozdzierającego duszę i serce. Mój ukochany piesek synuś mój Miodzio umarł 21.11.19 nad ranem w domu Walczyliśmy o jego zdrowie lecz niestety Nie pomogła nawet ciężka operacja.. Najdroższy synku tęsknię i nie chce żyć Pamiętam jak znalazłam Cię w internecie i zaadoptowałam Byłeś aniołem Nikomu nie zrobiłeś krzywdy Zasłużyłeś by żyć by być z nami Przez te 4lata pokochałam Cię z całych sił Coś we mnie umarło Nic mi się nie chce Mój synku ocieram z oczu łzy i tęsknię ogromnie i myślę sobie może jeszcze wrócisz do mnie lecz niestety cuda się nie zdażają a na tym świecie tylko źli dobrze mają. Kocham Cię mój synku Kochany Miodzinku

        Odpowiedz
  102. Mój ukochany Dastiś odszedł 15 maja 2019. W sierpniu skończyłby 18 lat. Moje życie straciło sens. Czuję ze nic dobrego mnie w życiu nie spotka. Minęło 6 miesięcy a ja czuję sie coraz gorzej. Chciałbym oddac kilka lat mojego życia żeby choć raz Go powąchać i przytulić. Mój kochany kundelek zawsze był przy mnie i kochał mnie .

    Odpowiedz
    • To bardzo przykre. Napewno czuwa i jest blisko Miłość zwycięży wszystko Pana piesek nigdy Pana nie opuści Ja też straciłam ukochanego psa. Wiem jak to boli Pozdrawiam

      Odpowiedz
    • Bardzo współczuję, mnie też brakuje zapachu sierści mojej Pyzy i tych jej pomruków, jak już miała mnie czasem chyba trochę dosyć. Pozdrawiam i łączę się w bólu.

      Odpowiedz
  103. Łącze się z wami w bólu. Dziś rano odszedł mój najlepszy i najwierniejszy przyjaciel, który wypełniał pustkę. Tego nie da się zaakceptować ani z tym pogodzić mimo, że mijają lata. Biegaj w spokoju za tęczowym mostem nasze Słoneczko…

    Odpowiedz
  104. Wczoraj odszedł mój przyjaciel moje futrzaste dziecko mój Gryzak. Nie dam sobie rady bez niego. Nie potrafię przestać płakać. On był dla mnie sensem życia teraz już nie mam żadnego. Miał tylko dwa lata biedactwo i zginął nagle pod kołami samochodu, którego to kierowca nawet się nie zatrzymał. Mam nadzieję że będziesz cierpiał tak jak ja teraz…

    Odpowiedz
    • Witajcie, piszę, bo i mnie ogarnia rozpacz. Dzisiaj odszedł nasz Przyjaciel – kundelek Blackie, którego przygarnelismy 11 lat temu. Był nieuleczalnie chory, a jeszcze latem odżył po usunięciu kilku zębów. Nie spodziewaliśmy się takiego obrotu rzeczy. Dotykam jego obroży i czuję jego zapach. Po prostu wyję z bólu 😢 Tak bardzo go brakuje.Żegnaj kochany Przyjacielu. ❤️❤️❤️

      Odpowiedz
  105. Dzisiaj o godz. 5 rano odszedł mój najwierniejszy przyjaciel York “Tosiek” w styczniu skonczyłby 11 lat. Jestem kierowcą i dziś o 4 rano żona zadzwoniła że Tosiek przelewa się przez ręcę. Była przy nim do samego końca. Przełączyliśmy rozmowe na wideo w momencie gdy usłyszał mój głos zaskomlał i odszedł. Jestem facetem a rycze jak bóbr w ciężarówce. Tak małe zwierzątko zostawiło tak wielką pustkę po sobie. Nie wiem jak sobie poradzę jak wrócę do domu za 5 dni i nic nie bedzie mnie obskakiwać i witać merdając ogonkiem. Zdążyłem go jeszcze zobaczyc na ekranie telefonu ale ten ból że już go nie dotkne jest ogromny. Nigdy o nim nie zapomnimy. Dobrej zabawy Tosiu za tęczowym mostem

    Odpowiedz
    • Panie Marku bardzo Panu współczuję i właśnie z mężem przeżywamy podobną tragedię. Nasz loluś odszedł 8 listopada i w maju miałby 11 lat dla nas to jest niewyobrażalna strata i ból. Nie potrafimy się z tym pogodzić i nigdy nie pogodzimy bo takie wspaniałe przyjaciele powinni nam towarzyszyć o wiele wiele dłużej. Nasz york miał chłonniaka wątroby ale gdybyśmy trafili odrazu na kompetentnego lekarza to myślę że zylby jeszcze przynajmniej rok lub dwa ale niestety zaufalismy Panu który mydlił nam oczy ze piesek jest zdrowy.
      Życzymy siły. My sami nie możemy się pozbierać i już nigdy nasze życie nie będzie takie same bo nasze słoneczko dawało nam tyle radości i miłości każdego dnia, nawet jak był już bez sił. Pozdrawiamy i składamy wyrazy współczucia dla Państwa.

      Odpowiedz
    • Panie Marku współczuję dziś mija 2 tyg.jak odeszła moja ukochana suczka. Diagnoza ropomacicze. Decyzja weterynarza była jednoznaczna najlepiej operacja bo po antybiotykach będzie nawrót choroby.Zawierzylam weterynarzowi i to był mój błąd którego nie wybacza sobie do końca mych dni.W trakcie narkozy nastąpił bezdech i pomimo reanimacji moja sunia odeszła.Gdybym mogła cofnąć czas nie zgodzilabym się nie operacja a markiza ją zabiła. Serce mi pękło ból i jeszcze raz ból dodałbym wszystko aby była przy mnie.
      Mam nadzieję że kiedyś tam ją spotkam i wycaluje

      Odpowiedz
  106. Mój najkochańszy pinczerek odszedł dzisiaj w nocy w klinice. Miał 14 lat i pustka jak zostawił rozrywa mi serce. 😭 Nie wiem jak sobie z nią poradzić. Czuję jakbym straciła przyjaciela/towarzysza/pocieszyciela. Zawsze poprawiał humor gdy przychodził i się przytulał… Nikt nigdy go nie zastąpi. Oczko w głowie. Pozostaje żal i ból oraz to, że czas powoli uleczy ta rozpacz. Trzymam za wszystkich kciuki, aby udało sie przetrwać te najgorsze chwile…

    Odpowiedz
      • Dziś moją kochana Gaja słodki maltańczyk skonczyłaby 10 lat, niestety odeszła wczoraj wieczorem. Nagle, niespodziewanie… zostawiając wyrwę w moim sercu. Nie wiem co robić jak teraz żyć przecież to Ona zawsze osuszała łzy…
        Kocham Cie piesku.

        Odpowiedz
        • Dziś odszedł mój Bosik, pitbull niemal 14 letni, którego jako 3 latka zaadoptowalam z psiego biedula. To nie był zwykły pies, to był mój psisynek, jak mówiłam do niego. Musiałam.mu pomóc, ataki padaczki i jego stan strasznie go umeczyly…Serce pęka, nikt nigdy nie czytał mi tak w myślach, nie wiedział co czuje jak on. Był schorowany, ale miałam cicha nadzieję, bo czekaliśmy razem na nowego członka rodziny. Marzyłam zobaczyć co w tej roli, ostatnio tulil się do brzucha. Kocham Cię mój psisynku, gdziekolwiek jesteś…

          Odpowiedz
          • Moja ukochana Tunia też odeszła podobnie, dostała pierwszego i ostatniego ataku padaczki do takiego stopnia, że to był koniec i tylko cierpiała, mam wątpliwości czy nie za szybko podjęła decyzję o uśpieniu ale słysząc jej jęki i widząc ciągłe napady bolało mnie serce a teraz jest jeszcze gorzej 😭, Ona była taka wyjątkowa, zawsze będę ją KOCHAĆ, mam nadzieję, że jest Ci tam lepiej i biegasz sobie, bawiąc się swoim ulubionym misiem😞

      • 8 listopada odeszła nagle z mojego świata majeczka serce mi pęka z bulu bo nie umiałam jej pomuc zmarła tak nagle na zator płuc masakra jak to boli jak stacji się ukochana psinke ból i jeszcze raz bol

        Odpowiedz
        • Mój pies wabił sie Kiara kochałem go mam aktualnie 14 lat i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Odszedł 17 listopada byłem w szoku udawałem źe nic sie nie dzieje. myślałem źe znów ją zobacze a dzisiaj umieram od środka płacze całą noc.. Źegnaj mój ukochany przyjacielu.

          Odpowiedz
  107. U nas to samo…czerniak na dziasle… pękał, krwawił, narastał, wszędzie plamy krwi ale nam to nie przeszkadzało, niestety w ostatnich dniach strasznie osłabł i przestał interesować się życiem rodzinnym choć zawsze uwielbial być w centrum…kochamy ogromnie, tak trudno znieść te pustkę. Wierzymy że spotkamy kiedyś naszego serdecznego przyjaciela. Nie umiemy zetrzeć wszystkich plam, wachamy prześcieradło na którym ostatnio spał, szukamy go, tak strasznie boli…

    Odpowiedz
    • Bardzo współczuje i łączę się w bólu. Też mamy ulubione zabawki naszego przyjaciela, sierść na kocach, łóżku…. Jedynie świadomość, że miał szcześliwe psie życie i miłość dodaje jako tako sił…. Nie zrozumie to NIKT, kto nie zaznał miłości i radości jaką pies wnosi w codziennie życie… Wystarczyło tylko sojrzeć na pyszczek i od razu pojawiał się uśmiech na twarzy… Strata pieska to jak strata kogoś najbliższego zwłaszcza, jeśli piesek był z nami tyle lat. A teraz pozostała pustka i uczucie jakby ktoś “wyrwał” kawałek serca a rana, która pozostała nie jest w stanie się zasklepić…. :(((((

      Odpowiedz
    • Moja Aria odeszła wczoraj. Moja collinka żyła 14 lat i 2 miesiące i była dla mnie całym światem. Nie potrafię sobie z tym poradzić…mam złamane serce, pustka po niej jest niewyobrażalna…To była najcudowniejsza przyjaciółka, moja kochana iskierka, dom bez niej jest nie do zniesienia…

      Odpowiedz
      • Wczoraj o 1:15 tez odszedł mój Collie… był z nami 13 lat i 10 miesięcy. Odszedł nagle…. Czekał na mnie aż wrócę do domu. Ciagle mam go przed oczami. Trzymałam go w klinice za mordkę do jego ostatniego oddechu. Mam nadzieje, ze po drugiej stronie tęczy, znajdzie wkoncu to czego tak intensywnie szukał w trawie codziennie od tych prawie 14stu lat. Kocham Cie piesku…

        Odpowiedz
    • Łączę się ze wszystkimi w bólu.

      3 dni temu odeszła nasza ukochana sunia. Miała tylko 5 miesięcy. Choroba serca odebrała nam nasz skarb. Strasznie boli, strasznie cicho i pusto w domu. Pochowalismy wszystkie rzeczy żeby nie patrzeć, żeby tak bardzo nie bolało. Ale na ten ból nie ma sposobu. Dziękuję Bogu, że dał nam przeżyć razem piękne 3 miesiące. Odeszła kochana, mając wszystko co mogliśmy jej zapewnić. Chciałabym dać jeszcze kiedyś dom jakiemuś potrzebującemu psu, ale boję się, że nie będę w stanie pokochać żadnego tak bardzo jak naszej małej Lily. Ale wierzę w to, że ona wróci “choć może w innym futerku”.

      Odpowiedz
      • Mam to samo nasza Pusia miała nie całe 5 miesięcy z nami była 3 miesiące i tak nagle to się stało nie zdążyliśmy się nawet nia dobrze
        Nacieszyć z jednej strony chciała bym psa ale przeglądając ogłoszenia szukam podobnego do niej nie wiem czy to dobre… boję się że albo nie pokocham innego tak jak ja albo że będę nad opiekuńcza i że będę porównywać nowego psa do niej A jej już nikt nie zastąpi po była jedyną wyjątkowa

        Odpowiedz
  108. 13 paździenika odszedł mój ukochany przyjaciel. Ból rozrywa serce, ale świadomość, że odszedł po długiej walce w moich ramionach, pozwala mi jakoś … ogarnąć swe emocje. Wiedziałem, że ten czas nieubłagalnie nadchodzi i za to wdzięczny jestem naszemu WETERYNARZOWI ! Psiak odszedł spokojnie, a nie po “złotym” strzale. Boli strasznie, ale tam gdzie odszedł, już biega beztrosko.

    Odpowiedz
    • Wczoraj odeszła moja ukochana Snoopi. Miała 3 lata nie chorowała pokaszliwała ostatnio poszliśmy do weterynarza ale ten nic nie wniósł. Z piątku na sobotę odeszła w czwartek jeszcze pełni życia pies a w piątek jakby mi ktoś podmienił psa. W sobotę wezwalismy weterynarza, poszedłem na obiad i słyszę jak wszystkie nasze psy zaczęły ujadać wychodzę sprawdzić co się stało… A ona leży w koszu nieżywa… Cholera pierwszy raz w życiu się tak lrzywoqzalem do zwierzęcia to był mój najlepszy przyjaciel. Mam tylko cichą nadzieję że po drugiej stronie się kiedyś z nią zobaczę. Mam 17 lat więc sobie trochę na mnie poczeka, ale jestem gotów na spotkanie w każdej chwili. Współczuję wszystkim co stracili swojego ukochanego przyjaciela i mam nadzieję że znajdziecie ukojenie bo ja narazie nie jestem w stanie…….

      Odpowiedz
  109. Dla Sticha 12-03-2009 – 24-08-2019
    W tym momencie jest , mi trudno napisać cokolwiek bo moje serce jest rozerwane na strzępy
    Ale
    Pamiętam jak wczoraj , kiedy przyjechałem was zobaczyć twoją siostrę i Ciebie.
    Wyszedłeś z kojca rozstawiając całe swoje rodzeństwo , po kątach a ostatnia wyszła twoja siostra , już wtedy wpisałeś się w mojej głowie, ale niestety hodowca powiedział , że jesteś już kogoś inny. Dlatego do domu została zabrana , twoja siostra. Jaka była ,moja radość kiedy zadzwonił telefon z możliwością wzięcia Cię pod swoje skrzydła , bo ktoś inny zrezygnował z Ciebie.
    Pamiętam kiedy chodziłeś po mieszkaniu ze swoją siostrą zwiedzając wszystko po kolei. Nasz pierwszy spacer i to kiedy szliśmy razem i nawet autobus potrafił zwolnić aby popatrzeć jakie jesteście cudowne, czy nawet Policjant , który robił wam zdjęcia na środku skrzyżowania.
    Już wtedy wiedziałem, że będę razem z twoją panią czuł się jak ochraniarz gwiazd. I tak było przez całe nasze wspólne życie.
    To wy byliście radością moją życia , kiedy musiałem się przeprowadzić do domu, to tam zawsze szybko wracałem ,aby jak najszybciej zabrać was na spacer , rzucać tam piłkę i zwiedzać nowe zakątki.
    Jedyne co mogę sobie zarzucić ,że nie potrafiłem was tam wychować na miejskie psy.
    Ale bardzo szybko wróciliśmy do miasta i zapisaliśmy się wszyscy na treningi, abyście byli szczęśliwi mieście. Trochę to trwało ,kiedy już byliście oswojone z miastem. Za to tak bardzo po lubiłeś jeździć tramwajem, zawsze się śmiałem ,że jak urwiesz mi się z smyczy to będę musiał Cię szukać na zajezdni tramwajowej.
    Każdą wolną chwilę spędziliśmy chodząc po naszym osiedlu , potem chodziliśmy co raz dalej zwiedzając każdy centymetr miasta , chodząc razem na wycieczki a nawet wyjeżdżając w góry, mazury morze i nasze ukochane Bory Tucholskie, gdzie mogliśmy razem cieszyć się świeżym powietrzem, czystymi jeziorami i mnóstwem patyków , które tak uwielbiałeś.
    Każdego dnia , kiedy przychodziło się do domu razem ze swoją siostrą, merdałyście ogonami witając każdego z osobna, do końca życia będę to pamiętał. To ,ty zawsze pocieszałeś nas kiedy, byliśmy smutni czy zmartwieni z pracy , przychodziłeś kładłeś się obok i lizałeś nas ,aż nam przechodziło.
    Dawałaś nam tyle radości i w sumie ty nauczyłeś się cieszyć dniem, doceniać się tym co jest teraz. Jak się bawić to do upadłego, jak odpoczywać to na całego , jak jeść to wszystko co jest dobre i smaczne.
    Dlatego , tak bardzo się ze smuciliśmy, kiedy dowiedzieliśmy się o twojej chorobie, to ty znowu ty nas pocieszałeś a nie na odwrót. Ale potem trafiliśmy do pani Ani , która powiedziała ,że biorąc chemię jeszcze z nami będziesz. Dlatego kupiliśmy naszą cytrynkę i wszędzie jeździliśmy naszym samochodem na spacery nad Wisłę, pojechaliśmy nasze Bory a jak potem się okazało w naszą ostatnią podróż nad morze , gdzie się opalaliśmy i słuchaliśmy szumu morza i cieszyliśmy się każdą wspólną chwilą.
    Teraz już Cię niema , ale wiem że jeszcze kiedyś tam się spotkamy ,że nadal czekasz na mnie jak tu. I znów zobaczę twoją uśmiechniętą mordkę i merdający ogon i wtedy pójdziemy razem na zawsze we czwórkę w naszą piękną podróż.

    Żegnaj przyjacielu do zobaczenia.

    Odpowiedz
    • Mój piesio był z nami prawie 10 lat. Jest mi bardzo ciężko bo byłam zmuszona go uśpić 7 października 2019. Był bardzo chory. Miał padaczkę i raka wątroby. Przegraliśmy walkę z choroba. Najgorsze jest to że ja musiałam go położyć na stole u weterynarza do uśpienia,a on zawsze był przy mnie. Teraz nie potrafię bez niego żyć. Nikt mnie rano nie budzi żeby wyjść na spacer,nie prosi o jedzenie czy smakołyki. Przychodzę z pracy pustka nie wita mnie mój ukochany Dropsik. Życie straciło sens. Nie mogę sobie poradzić ze śmiercią piesia.Ja mogę też już umrzeć nie mam po co zyc

      Odpowiedz
      • Pani Lidko przeżywam dokładnie to samo co Pani. 8 listopada odszedł od nas nasz synus jak go nazywalismy lolus york. W maju miałby 11 lat niestety rak wątroby bardzo szybko nam go zabrał i tak samo jak Pani musieliśmy pojechać do weterynarza i zrobić najgorsza dla nas a najlepsza dla niego rzecz bo bardzo się zaczynał męczyć 😩 nigdy sobie tego nie wybacze że nie mogłam mu bardziej pomoc i że zrobiłam to co zrobiłam ale weterynarz tłumaczył że to najlepsze co mogliśmy zrobić niestety. Składam wyrazy współczucia i łączę się z Panią w bólu. Tak samo jak Pani nie chce mi się żyć bo straciłam sens życia.

        Odpowiedz
  110. Nasza Luneczka odeszła wczoraj, miała 12,5 roku. Była bardzo mądrą i rozumną suczką. Odeszła 15 minut po moim powrocie do domu, jakby czekała aż wrócę żeby się ze mną jeszcze zobaczyć, pożegnać. Odeszła spokojnie, w swoim legowisku. Pochowaliśmy ą w ogrodzie. Wiem, że już nic ją nie boli, przeszła przez tęczowy most. Ale żal pozostał przeogromny. Nie ma chwili abym nie myślał o Niej. Na szczęście pozostała jej córka i druga suczka którą znalazła na śmietniku nasza córka i którą jakiś czas temu przygarnęliśmy. Bez nich ciężko byłoby odnaleźć się w domu bez pieska. Wyrazy współczucia dla wszystkich którzy stracili swoich czworonożnych przyjaciół. Kto nie miał zwierzęcia, nie zrozumie tego bólu.

    Odpowiedz
    • 05.10.2019 nagle w nocy spiąc przy moim boku odszedł nasz najwierniejszy przyjaciel, Didi za miesiac skonczylby 10 lat. Byl zdrowym wesolym psiakiem, kladac sie niczego sie nie spodziewalismy. Do konca glaskalam po glowce ale bol po stracie jest nie do opisania…. Swiat bez niego nigdy nie bedzie juz taki sam ale na zawsze pozostanie w naszych sercach. Wczoraj zrobila sie tecza, podwojna jak most, wierze ze przez ten most nasz Didus poszedl do psiego raju ♥

      Odpowiedz
  111. Nasza Pysia odeszła 20.09.2019. Miała 12 lat. Była nam bardzo bliska. Spała z nami, bawiła się. Nawet miało się wrażenie że każde słowo rozumie. Miała swoje zabawki i gdy mówiło się “przynieś misia” zawsze to robiła żeby się z nią pobawić. Najgorsze są teraz powroty z pracy. Zawsze gdy wracałem nawet nad ranem to czekała i trzeba było się z nią porządnie przywitać czyli wytargać i wygłaskać. Również wieczory są trudne bo wtedy najbardziej odczuwa się jej brak. Teraz jest cicho, pusto i jakoś nie tak. W naszym domu zawsze był pies ale odejście Pysi jest najcięższe.

    Odpowiedz
    • Nasz ukochany pies odszedł 27.09. Nie ma słów żeby opisać jak bardzo nam żal z tego powodu. Będziemy tęsknić każdego dnia, na zawsze będzie w naszych sercach!! Ludzie placzcie, nie wstydźcie się. Razem z psem odeszła też część waszej duszy

      Odpowiedz
      • 7-10-2019 straciłam mojego pieska, mojego największego przyjaciela. Roxy była z nami 15 lat był to wyżeł weimarski. Czytam te wszystkie komentarze i wiem już teraz jaka to ogromna strata i pustka w sercu, której nie da się niczym wypełnić. Była z nami w wielu sytuacjach i byliśmy do niej bardzo przywiązani. Roxy dawała całej rodzinie wiele szczęścia a szczególnie mojemu tacie, który żył z nią na co dzień chodził na spacery, do ostatnich chwil do weterynarza aby zrobić wszystko by z tego wyszła.
        W ostatnich tygodniach bardzo schudła, przestała jeść z czasem nie chciała nawet nic pić. Miała przez tydzień podawane kroplówki, mieliśmy nadzieję, że to pomoże.
        Miała problemy z tym aby wstać, zaczęła się ślinić i wymiotować-taki był ostatni weekend. Aż trudno mi pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu przykrywalam ja kocykiem, piła trochę wody z moich rąk, dawałam jej buzi w uszko a teraz jej po prostu nie ma. Nie potrafię pogodzić się z myślą, że był pies a teraz po prostu go nie ma, leży w ziemi. Wiem, że śmierć jest czymś naturalnym i taka jest kolej rzeczy ale żal i cierpienie pozostaje. Na pewno żaden pies nie chciałby aby jego właściciel był nieszczęśliwy po jego odejściu ale właśnie ta myśl najbardziej boli bo to pokazuje jaka jest miłość psa do człowieka – miłość bezwarunkowa, prawdziwa i szczera. Nigdy nikt nie zastąpi Ci przyjaciela jakim jest pies. Człowiek może skrzywdzić, ocenić – pies jest przy Tobie zawsze i niczego innego w zamian nie oczekuję jak tylko tego byś Ty dał mu trochę siebie. Roxy odeszła sama w poniedziałek we śnie , w weekend była silna, walczyła sama ze soba aby być z nami. W poniedziałek kiedy wszyscy musieli iść do pracy, zasnęła i już się nie obudziła.

        Odpowiedz
    • Lisek umarł wczoraj. A dzień wcześniej był spacer, granie w piłkę, micha- wszystko jak zwykle przez ostatnie 11 lat (nie wiem,ile miał dokładnie lat.16.10.2008 roku zgarnęłam go z pobocza pod Łodzią i wzięłam do domu).
      Był chory na serce, ale nie przypuszczałam, że pogorszenie nastąpi w przeciągu kilku godzin. Jadąc do weterynarza sądziłam, że jedziemy po dodatkowe lekarstwa. Przez myśl mi nie przeszło, że nie wrócimy już do domu…

      Spotkać takiego psiaka jak Lisek to jak wygrać na loterii szczęścia. Często mu mówiłam, jaki to fart, że się spotkaliśmy.

      Wszystkim „osieroconym” opiekunom powiem jedno: Wasze zwierzaki miały cudne życie dzięki Waszemu codziennemu oddaniu.

      Gdy minie największy ból, uczcijcie ich życie ratując inne.

      Odpowiedz
    • 1 października odszedl mój kochany Hakerek.Miał równo 15 lat. Był bardzo dzielnym wojownikiem. Po mino choroby do końca pozostał twardzielem. Bez niego dom jest martwy. Ta przerażająca cisza jest nie do zniesienia. Hakerku tak bardzo Cię kocham. Wiem ze już nie cierpisz, ale ja cierpię bardzo mój Mały Kochany Futrzaku.

      Odpowiedz
    • Wczoraj musieliśmy uspac nazego 15 letniego labradora nie mam słów żeby wyrazić co czuje ja i moi bliscy to jest koszmar wszyscy placzemy w glos😢😢😢

      Odpowiedz
  112. Nasz Kochana Perełka Odeszła 27.09.2019 miała 11lat odeszła tak nagle jeszcze do 17:00 biegała bawiłem się z nią a o 22:30 odeszła mi na rękach jest to ból niesamowity duszę rozrywa tęsknota i żal serce boli z tęsknoty a łzy same cisną się do oczu nie radzę sobie z jej odejściem była dla nas czymś więcej jak przyjaciółką była naszą kochaną córuchną której nie mieliśmy mimo że mam 54 lata nikt mi nie powie to tylko pies to coś więcej ma serduszko, myśli i rozumie co do niej się mówi oczkami zawsze patrzyła tak jak by chciała coś nam powiedzieć oddaliśmy Perełce duszę, serce i miłość ona odwzajemniła nam tym samym a teraz nie umiem nawet zaznać spokoju ciągle nam jej brak była naszym lekiem na smutne i ciężkie nasze dni gdy ból doskwierał mi przychodziła i wiedziała gdzie polizać jak bolała głowa jak serce biło oszalałe zawsze umiała uspokoić nas i wyciszyć lepiej to robiła jak leki a tera jej brak wiernej do bólu naszej Perełki

    Odpowiedz
  113. Nasza sunia PEREŁKA miała 10 lat 11 miesięcy i 10 dni 17 września skończyła by 11 lak odeszła nagle ktoś powie chłop co ma 54 lata nie powinien rozpaczać ale ciężko jest gdy jej niema ból i żal rozrywa duszę bo nie słychać jej już była żywą i wesołą do samego konica aż do 27 sierpnia do 22:30 i konała mi na rękach serce rozrywało mi i żonie oraz synom niema dnia abym nie płakał oddałem jej połowę serca drugą połowę ma żona nie umie poszukać sobie miejsca nie słyszę szczekania wykłócania się o miejsce na fotelu lub sypialni zawsze była górą ustąpiłem jej zawsze bo ją kochałem ze wzajemnością była dla nas pępkiem świata nie daliśmy nawet na nią krzyczeć była mądrym i wspaniałą sunią Wieżę że kiedyś się spotkamy za TĘCZOWYM MOSTEM ale teraz został ból i cierpienie po PEREŁCE KOCHANEJ Której teraz nie przytulimy nie ucałujemy niech biega z innymi pieskami po tęczowych łąkach

    Odpowiedz
      • Już dwa miesiące jak Perełci niema a ja wciąż płaczę oddałem jej całą miłość i serce i nie potrafię się odnależć wciąż mi jej brakuje nie chcę innego pieska kochałem Ją jak córkę której nie miałem cały czas bul rozrywa mą duszę i serce .Może tobie pójdzie lepiej

        Odpowiedz
  114. 11.09.2019 pożegnałam mojego Kukiego miał 16 lat . Czuje ogromną pustkę i cierpię strasznie . Bardzo go kocham i tęsknię. Nie mogę sobie poradzić i ciągle płacze. Moje życie straciło sens ..Jest w moich myślach i sercu cały czas i zostanie do końca życia. W domu jest najgorzej bo każdy kąt mi to przypomina . Mam gdzieś w sercu wyrzuty że moglam jeszcze walczyć choćby o jeden dzień dłużej ..Moje serce jest w kawałkach i strasznie boli . Kukonku kocham Cię całym sercem a pustka po Tobie jest bardzo bolesna

    Odpowiedz
    • Mój Zibi odszedł 23 Sierpnia 2019 był cudownym Amstafem którego kochałem i kocham dalej całym sercem miał 12 lat i nie mogę sobie poradzić po jego stracie ciągle ryczę chociaż jestem 50 letnim facetem . Wszystko w domu przypomina mi jego obecność , nie wiem co mam z sobą zrobić, wszystko straciło sens , po prostu nie chce mi się żyć . Chociaż nie długo minie miesiąc ból cały czas narasta i poczucie winy ,że po prostu go zabiłem, że za mało o niego walczyłem. Rozumiem cie w 100% i musimy przez to przejść chociaż serce wyrywa się z zawiasów . Pozdrawiam cie

      Odpowiedz
      • Witaj ja straciłem swojego amstafa Rokusia w piątek 20 wrzesnia 2019 o 2 w nocy wydał ostatnie tchnienie. Żył 13 lat i 13 dni. Wziołem czwartek i piatek wolne bo walczylismy o jego zycie od wtorku jezdzac na kroplówki bo doznał zespołu przedsionkowego przestal jesc pic i chodzic. Pani weterynarz mowila ze to samo powinno ustapic po kilku dniach, ale w czwartek przy usg wyszło prawdopodobnie ze mial guza zolądka odbieralem swojego psiaka zasikanego i bezwladnego od weterynarza zauwazyłem ze ma strasznie powiekszony brzuszek i zaczalem zdawac sobie sprawe ze to juz koniec, w domu walczyl o zycie resztkami sił pokazywal ze chce chodzic. Wziąlem go na spacer wstał i walczyl spacerowal po ogrodku przed domem i sie przewracal postanowilismy go uspic na nastepny dzien bo nie moglismy patrzec jak cierpi na szczescie nie musielismy podejmowac tej decyzji bo odszedł sam. Strasznie za nim tesknie miałem go od szczeniaczka wszystko mi go przypomina mam 35 lat a tez co chwile placze ogladam zdjecia od 1 dnia kiedy pojawil sie w domu pamietam jak go przywiozłem, strasznie ten czas szybko zlecial chciałbym go przytulic i poczuc jego zapach to straszne ze to juz nigdy nie nastapi byl cudowny łagodny i wesoly kochal wszystkich domownikow przy nim rosły moje dzieci 8 letni synek i 5 letnia coreczka ale nikt nie ma takiego zalu jak ja nikt mnie nie rozumie. W ostatni dzien caly czas mowilem mu do uszka ze go kocham zapomnialem mu podziekowac za to ze byl moim przyjacielem przez te lata. Pisze bo nie mam sie komu wyzalic a czuje ze wyrwał mi ktos kawał serca. Mam nadzieje ze z czasem mi to minie ale nie wiem kiedy bo takiego zalu nie mialem nawet po smierci dziadka i babci;(;(

        Odpowiedz
    • Witam wszystkich,
      Mója Didi została zagryziona przez innego psa, właśnie wybieraliśmy się na długi spacer, chłopak czekał w samochodzie na podjedzie. Nagle znikąd pojawił się pies i bez warknięcia ani żadnego ostrzeżenia rzucił się na nią. Didi miała 8lat i była ze mną całe dorosłe życie. Próbowałam ja ratować, pierwszy raz w życiu uderzyłam psa, żeby puścił mojego. Pojechaliśmy do weterynarza, w drodze dmuchalam jej powietrze do płuc i uspokajałam, teraz wydaje mi sie ze już mogła wtedy nie żyć. Wet jest blisko, byliśmy w 4min albo mniej, ale było już za późno. Mój najlepszy przyjaciel zmarł mi na rekach, mam do siebie ogromny żal, ona była w dobrej formie, była małym psim kundelkiem, wiec mogła pożyć jeszcze pewnie 10lat. To było 3tygodnie i 3dni temu. Każdy mówi ze czas leczy rany, ale każdy dzień jest coraz gorszy, bo to jest prawda co się stało. Mam wrażenie ze nikt nie rozumie, co czuje. A ja czuje się jakby ktoś zabrał mi coś najcenniejszego co mam, i kawałek mojego serca. Już nigdy jej nie przytule, ani nie pójdziemy na spacer, ani nie będzie chrapać sobie w nocy. Sprawa zgłoszona na policję, niestety zostanie wydany tylko nakaz noszenia kagańca dla tego psa i tyle. Czasem myśle ze jak ktoś miał czas pożegnać się ze swoim przyjacielem, to był szczęściarzem. Ale każdy z nas budzi się kazdego dnia samotny. Pozdrawiam wszystkich!

      Odpowiedz
  115. 11.09.2019 pożegnałam mojego Kukieg miał 16 lat . Czuje ogromną pustkę i cierpię strasznie . Bardzo go kocham i tęsknię. Nie mogę sobie poradzić i ciągle płacze. Moje życie straciło sens ..Jest w moich myślach i sercu cały czas i zostanie do końca życia. W domu jest najgorzej bo każdy kąt mi to przypomina . Mam gdzieś w sercu wyrzuty że moglam jeszcze walczyć choćby o jeden dzień dłużej ..Moje serce jest w kawałkach i strasznie boli . Kukonku kocham Cię całym sercem a pustka po Tobie jest bardzo bolesna

    Odpowiedz
  116. W listopadzie 2018 musiałam uśpić moją pierwszą suczkę. Była z nami ponad 15 lat, ale miała raka i męczyła się już. W lipcu pojechaliśmy po nowego szczeniaka,sama go wybrałam. Dzisiaj wpadł pod samochód.Wybiegł przez otwartą bramę. Był z nami tylko 2 miesiące. Za krótko Zefirku… Oby Dżaga wzięła Cię pod swoją opiekę <3 (3.05.2019-10.09.2019) Nie jest mi pisane mieć psa…

    Odpowiedz
  117. 14 lipca odeszla nasza bokserka Neli to prawie 2 miesiace a ból pozostal.Nelunia była naszym malym cudem poprostu ideałem przez całe źycie.Najgorsze było patrzenie jak szuka go nasze 15miesieczne dziecko.Umarła nagle w bólu o 2 w nocy.Zabralo ja serce dalośmy rade jej ulżyć nie było już szans na leczenie.5 lat walczyla i zawsze wygrywala.Umierając miala 14 lat i 11 miesiecy i nie wiem czy dam rade sie z tym pogodzić.Odwiedzałam moejsca w ktorych bywlośmy bo tam czułam jej obecność dopiero po 3 tygodniach doszlo do mnie źe jej juz niema ze to koniec.Byla cudem naszym poerwszym dzieckiem i juz nie wroci.Byla ze mna w najgorszych momemtach zycia byla wparciem a odeszla cierpiac choc staralismy sie o nia walczyc moze o dzien za dlugo ale juz nic nie zmienie a ona juz nie cierpi.

    Odpowiedz
  118. 07.09.2019 odszedł ode mnie mój najukochańszy Gustaw. Odszedł we śnie. Miał 16 lat, tłumaczę sobie, że dla niego lepiej, że już nie cierpi, ale nie potrafię wyobrazić sobie dalszego życia bez niego. Ciągle mam wrażenie, że gdzieś jest, że znowu wyjdzie po mnie jak będę wracać z pracy. Znowu zaczepi mnie swoim mokrym noskiem. Tak bardzo chciałabym go przytulić. Tak bardzo żałuję, że nie było mnie przy nim jak zasypiał na zawsze. Przeogromny smutek, żal i pustka 🙁 mam nadzieję, że kiedyś znowu się spotkamy…

    Odpowiedz
  119. Moja Bigi odeszła 22.08 w wieku 14 lat 3 miesięcy i tygodnia… uśpiliśmy ją. Miała raka. Ciężko mi z tym dalej żyć, myślę o niej każdego dnia i sądzę, że jeszcze długo nie dojdę do siebie… ;( to tak cholernie boli…

    Odpowiedz
    • Tydzień temu odeszła moja królinka, serce mi pęka. Była ze mną 5 lat, nie mogłam jej skremować aby wziąć jej prochy bo mnie nie stać i bardzo mnie to boli. Była tak cudnym królikiem, że żadne zwierzę mi jej nie zastąpi. Moja córeczka.

      Odpowiedz
  120. Mój najukochanszy pies bokser Dragon odszedł wczoraj w nocy we śnie tak po cichu miał 11 lat 2 mies i 11dni tak nie spodziewane tak strasznie to boli bardzo za nim tęsknię cały czas płaczę:-(nie mogę sobie z tym poradzić!

    Odpowiedz
  121. 23. Sierpnia 2019 pożegnałem moje serduszko Zibiego , nie mogę sobie poradzić choć mam 50 lat i powiedzą ,że stary chłop i płacze , tak płaczę bo to był mój przyjaciel którego kochałem z wzajemnością. Zibi był pięknym Amstafem , ale niestety wiek 12 lat dał o sobie znać do tego choroby strasznie wykańczały psinkę . Nie wiem czy dobrze zrobiłem ,że skróciłem mu cierpienie. Nie powinno odbierać się życia , ale nie mogłem patrzeć jak cierpiał. jeżeli zrobiłem żle to i tak kara spadnie na mnie . Strasznie tęsknie za nim , każdy kont mi jego przypomina , smycz miski legowisko . nie wiem jak dalej żyć.

    Odpowiedz
    • Dorze zrobiłeś że go uśpiłeś, może to głupie co napiszę ale niestety ulżyłeś mu w cierpieniach, męczą się strasznie pod koniec życia, jak są mocno chore zwłaszcza na raka, ponadto większość lecznic weterynaryjnych chce za wszelką cenę pociągnąć po kieszeni właściciela zamiast sami powiedzieć że na starość nie ma rady i wszelkie próby ratowania na siłę niczego nie dadzą, ale oni grają na emocjach właścicieli zwierząt i wiedzą co robić aby w tym okresie dużo zarobić, wiadomo że dla swojego ukochanego zwierzaka zrobi się wszystko, niestety trzeba się w takim okresie przemóc i oszczędzić zwierzakowi cierpień.

      Odpowiedz
      • Jest okropnie, łzy same cisną się do oczu😢
        10.09 .2019 przyszło nam się pożegnać z naszą najlepszą przyjaciółką Larą ( 10 lat i 9 miesięcy)
        Dla mnie najpiękniejszy husky
        Dzielnie walczyła z chorobą od stycznia 2018.
        Cukrzyca,chore serducho i do tego ślepota ale mimo to kazdego dnia dostarczała mnostwo radości.
        W końcu trzeba było podjąć tę niełatwą decyzję, odeszła w domu do końca głaskana przez moje córki.
        Laruś ,dziękujemy za te szalone lata i te które przyszło nam walczyć o z chorobą!
        Może kiedyś będzie lżej ,ale teraz tylko łzy przynoszą ukojenie…

        Odpowiedz
  122. Moj ukochany Ralfik odszedl dzisiaj w nocy nie wiem jak mam sobie z tym poradzic byl ze mna przez 12 lat to takie smutne tak bardzo mi go brakuje ,moje serce rozpadlo sie na kawaleczki .

    Odpowiedz
  123. Minął już rok i 8 miesięcy od kiedy nie ma mojego bąbelka… dalej boli. Dzisiaj mi się przyśnił, był taki realny w tym śnie… Mój mąż i dzieci już dawno poradzili sobie z tą stratą… A ja nie potrafię. Cały dzień mam przed oczami obraz jego pyszczka i jego piękne brązowe oczka. Chodzę i popłakuje, łzy same ciekną po policzkach. Tak bardzo mi to brakuje😥

    Odpowiedz
  124. Dziś pozegnalam mojego kochanego Jonsona miał dopiero 5lat . Nie mogę się z tym pogodzić ze go już nie ma a rano jeszcze był. Dom bez psa to nie dom . Cieszył się jak wracałam z pracy bo wiedział ze mam coś dla niego , lubił godzinami leżeć koło mnie i chciał zeby go głaskać , miał duże podwórko zeby się wybiegać ,był taki prawdziwy gospodarz( ogar polski). Mój wierny 💞

    Odpowiedz
  125. Moje serce Nero odszedł 16 sierpnia. Miał 8 lat, był zdrowym szczesliwym yorkiem. Pojechałam odwieść babcię do domu kiedy wróciłam zobaczyłam najgorszy widok w moim zyciu zakrwawioną mamę i moje szczęscie nie ruszające się. Wpadł pod samochód, kierowca się nie zatrzymał uciekł. A mi serce pekło na miliardy kawałkow, był moim “dzieckiem” oczkiem w głowie całej rodziny. Nie umiem sobie poradzic z jego strata. Nie jem nie spie, wszedzie go widze czuje jego zapach. Kocham go ponad wszystko i tak bardzo bym chciała go znowu przytulac </3

    Odpowiedz
    • Witam Pani Paulo,
      dzisiaj (wlasciwie wczoraj) wróciliśmy z weekendu, na który nie mogliśmy zabrać naszego Teddy. Niestety już nas nie przywitał. Zostawiliśmy my go u rodziny, niestety oddalił się z ogrodu i wpadł pod samochód. Nie przeżył operacji.
      Mieliśmy go tylko 8 miesięcy, a miał dopiero rok. To był najukochańszy i najwierniejszy pies na świecie.
      Rozumiem Panią i współczuję z całego serca. Ból i tragedia. Dzieci są tak smutne, a ja nie wiem jak mam im to wytłumaczyć.
      Życie jest czasami takie niesprawiedliwe.
      Pozdrawiam serdecznie
      Bożena

      Odpowiedz
    • Bardzo współczuję, mnie też pod koniec kwietnia zmarła moja ukochana yoreczka miała 5 lat, zmarła na serce, nocą pojechaliśmy do nocnej przychodni, niestety rano zeszła. Minęło 4 miesiące a ja wciąż o niej myślę i nie mogę się pogodzić z jej odejściem tak bardzo ją kochałem.

      Odpowiedz
      • Zmarł 5 wrzesnia 2019 Miał 15 lat na imię miał sami .wychował się z moimi dziećmi i bardzo boli nas i ciężko nam jest .Strata bolesna

        Odpowiedz
  126. Ja stracilem wczoraj mojego Maksia kochany inteligentny kundelek rozimoal wszystko co sie do niego mowi .Uratowalem mu pare razy zycie tym razem nie bylo mnie w domu pogryzl go jeden z duzych naszych psow Mam wyrzuty sumienia Bo moglem temu zapobiec Bo juz wczesniej mialo to miejsce .Ciezko mi Bo od dziecka kocham psiaki I przepadam za nimi.Ale Ta milosc strasznie rani serce.Nasz Maksio miat dobre zycie I to mnie troche pociesza.Mial opieke cieplo.i kochajacych go ludzi!

    Odpowiedz
  127. O Brunka nerki i serducho walczyliśmy bardzo, z sukcesami. Twardziel był i zaskakiwał samych weterynarzy. Chłopak, choć nic z tego nie rozumiał, znosił pokornie kroplówki podskórne, badania, restrykcyjną dietę…więc tym bardziej nie zasłużył na to, co spotkało go 2 miesiące później. Czerniak na dziąśle, najzłośliwszy, najbardziej agresywny i inwazyjny, jak tylko można sobie wyobrazić. Miesiąc po próbie usunięcia zaatakował podwójnie, z przerzutem. Ja w rozpaczy, a Brutek, jak to Brutek, łamie system i się nie daje. Rak też się nie poddaje. Pęka, krwawi. Wóź, albo przewóz. Może się zasklepić i pożyje w spokoju jeszcze tydzień, dwa., możemy radykalnie operować- przedłużymy o 3 miesiące. Z miłości do tej istoty, uporem, próbą udowodnienia sobie, jemu, nie wiem ….całemu światu?! że nie pozwolę żeby tak się to skończyło, podejmuje najbardziej ryzykowną decyzję- kładę go na stół operacyjny. Dwa dni później, słyszę ostatni jego oddech, podczas gdy pod palcami dłoni jeszcze niewyraźnie bije serce. Narkozy i konsekwencji operacji już nie przetrzymał. A ja zostałam z jeszcze większą raną w sercu niż w jego okaleczonym pyszczku. Długo szykowałam się na jego śmierć, planowałam wszystko w najdrobniejszych szczegółach- tak drastycznego i nagłego finału nie przewidziałam. Żegnać go w pośpiechu, wystraszonego i okaleczonego z mojej przyczyny. Zmiażdżyło mnie od środka, zgięło wpół i wyprostować się nie mogę. Głowa odtwarza te kilka dni bez chwili wytchnienia, Obraz po obrazie, szczegół po szczególe. Nie chciałam grzechu zaniechania – dopuściłam się grzechu okrucieństwa na ukochanej istotce. “Chciałaś dla niego jak najlepiej….” słyszałam to zdanie sto pięćdziesiąt tysięcy razy, Ja to wiem, ty to wiesz i co z tego. On umierał i nie wiedział! Do wszystkich “właścicieli” terminalnie chorych psiaków: każda decyzja będzie trudna i każda decyzja będzie niestety zła.

    Odpowiedz
    • 17 września uśpiona została moja suczka. Była wspaniałym psem, zawsze jej w domu było pełno i zawsze była przy człowieku. Niestety odebrana została nagle, diagnoza w kilka dni…rak z przerzutami. Brak czasu na pozegbabie,, w kilka minut już nie było jej z nami. Bardzo duża strata. Zawsze była wojowniczką, w wieku 11 lat w odstępie 6 miesięcy przeszła dwie poważne operacje i wyszła z tego praktycznie bez szwanku….tym razem się nie udało poddała się. Ból w sercu jest nie do opisania. Tęsknimy za nią strasznie a to dopiero kilka dni. Mam wrażenie, że ta pustka nigdy nie minie.

      Odpowiedz
    • U nas to samo…czerniak na dziasle… pękał, krwawił, narastał, wszędzie plamy krwi ale nam to nie przeszkadzało, niestety w ostatnich dniach strasznie osłabł i przestał interesować się życiem rodzinnym choć zawsze uwielbial być w centrum…kochamy ogromnie, tak trudno znieść te pustkę. Wierzymy że spotkamy kiedyś naszego serdecznego przyjaciela. Nie umiemy zetrzeć wszystkich plam, wachamy prześcieradło na którym ostatnio spał, szukamy go, tak strasznie boli…

      Odpowiedz
  128. Mój ukochany piesek odszedł 29.07 … dzień po powrocie z wakacji … dzien powrotu z krotkich wakacji wracam do domu , kiedy mnie zobaczyl jakby na nowo stał sie tym mlodym huskym … cieszyl sie niesamowicie tak samo jak i ja . Tesknilam za nim przez 4 dni bedac nad morzem . Opowiedzialam mu co robilam gdzie bylam i sie przytulalismy … nastepnego dnia znalazlam go martwego … nie moge poradzic sobie ze strata .. mial 14 lat czulam ,ze kiedys to nadejdzie ale nie tak szybko ..

    Odpowiedz
    • .15,07,2019 uśpilem mojego Ramzesa- 12,5 letniego boksera.Minął przeszło miesiąc,a ja nie mogę,nie potrafię się z tym pogodzić.Oboje z partnerką nie potrafimy sobie z tym poradzić,nie mamy dzieci,a Ramziu był dla nas wszystkim.Dobry,grzeczny uwielbiający czulosc ,spokojny przyjaciel.Pochowalem go w sadzie,w jego sadzie pod drzewem,zrobiłem pomnik z wtopioną w niego płytą z Ramzesa podobizną.Ciągle go widzę,wydaje mi się że biegnie do mnie.Zapomnielismy,że On odejdzie,że pozostaną zdjęcia,filmy,zabawki,myślałem ,że Ramziu będzie zawsze z nami.Mam 42 lata i kiedy jestem przy jego grobie,lub oglądam fotografie ,łzy pchają się do oczu.Wiem co czujecie Wy wszyscy ,którzy też trafiliście największego przyjaciela,pozdrawiam serdecznie.

      Odpowiedz
  129. Wczoraj pożegnałam Mojego najwpanajszego Przyjaciela Mojego Pieknego Goldena Akorda byl z nami 12 lat to był najwspanialszy zwierzak na swiecie tęsknię bardzopo jego stracie i mam okropnego doła każdy kąt w domu mi go przypomina patrze czy moje słońce wyjdzio zza rogu domu a on już nigdy sie nie pojawi Żegnaj Mojje Slonce

    Odpowiedz
  130. Moja psinka odeszła 15 lipca przestała chodzic straciła czucie w lapkach a ból był tak straszny że.
    Piszczala zostala uśpiona a ja nie radzę sobie z jej odejsciem z męża uszło życie bo to był jego pies wszystko z nim robiła a teraz pustka naszej Myszki nie ma

    Odpowiedz
    • Rozumiem Twojego męża. Mam tak samo. Moja sunia nie widziała poza mną świata. Wszędzie razem jeździłyśmy. Cały czas razem wspólne przeżycia a wczoraj odeszła bo się zatruła. Nie potrafili jej pomóc. Zmarła na moich oczach. Dwie doby walki o nią. Trzymajcie się, choć sama nie wiem jak to zrobić…

      Odpowiedz
    • Wczoraj pożegnałam Mojego najwpanajszego Przyjaciela Mojego Pieknego Goldena Akorda byl z nami 12 lat to był najwspanialszy zwierzak na swiecie tęsknię bardzopo jego stracie i mam okropnego doła każdy kąt w domu mi go przypomina patrze czy moje słońce wyjdzio zza rogu domu a on już nigdy sie nie pojawi Żegnaj Mojje Slonce

      Odpowiedz
    • Dziś pożegnałam mojego Jonsona miał dopiero 5 lat Był takim kochanym psiakiem (ogar polski) zawsze mnie witał po pracy bo wiedział ze coś mam dla niego , godzinami siedział przy mnie i widział ze będzie głaskany , był posłuszny ,lubił ze mną prace w ogrodzie był taki gospodarz . Strasznie mi ciężko ze już go nie ma

      Odpowiedz
  131. Zimą 2018 roku, w lutym wzięłam w opiekę Lunę, starszego psiaka że schroniska. Miała u mnie zostać z uwagi na mrozy. Została jednak do końca. Wczoraj usnęła na moich rękach. Była psem nie z tej planety, wyjątkowa, pokorna i kochająca. Wzrok miała pełen nadziei ale też dziwnego, zawsze niemal obecnego smutku, który przyniosły ciężkie doświadczenia i brak własnego domu przez niemal całe swoje życie. Po dwóch miesiącach od adopcji nie odstępowała mnie na krok, jej oczy zawsze mnie szukały, usypiała tylko wtedy gdy czuła moją obecność. Ta psina obdarzyła mnie miłością niewyobrażalną, nieograniczoną i najwierniejszą. Ostatnie lata spędziła w ciepłym domu, w którym każdy oddał jej kawałek swojego serca. Ludzie mówili, ten pies jest niezwykły. I owszem było w niej coś niesamowitego, nierzeczywistego… Jej miłość, wierność, prostota i pokora. Odeszła wczoraj w wieku 13 lat. Moja psina a ja jej człowiek. Moja kochana. Co chwilę ja widzę, a serce jakby odrętwiałe. Brakuje w nim kawałka, który odłupał się i pozostał przy niej. Takiej więzi ze zwierzęciem nie można sobie wyobrazić. Tęsknię, płaczę, potem uspokajam się i usypiam. Chcę wierzyć że jest w lepszym miejscu. Ale nie mogę znieść bólu i myśli że nasza wspólna droga się skończyła. Choć nie trwało to długo ja odczuwam jakbyśmy były razem od zawsze. Ona była mną a ja nią. Teraz jakby nie mam kawałka siebie.

    Odpowiedz
    • Dokładnie tak. Mam identycznie. Tak jakby mi kawałek mnie ktoś wyrwał. Moja była tak samo pokora, wierna i kochająca. Chodziła za mną cały czas, cały czas mnie obserwowała i nasłuchiwała. Nigdzie na dłużej się bez niej nie ruszałam. Zawsze zasypiała tuż przy mnie. Płacz na przemian ze snem. Takie teraz są dni… Nie wiem jak wrócić do zycia

      Odpowiedz
      • Dzisiaj odeszła moja suczka mając 11 miesięcy. Maxima była najweselszym pieskiem jakiego znałam. Nie potrafię oddychać i jeść.
        Jadła że mną, spała że mną. Wulkan energii.
        Niestety wpadła pod samochód gdy wyciągała łebek z obroży.

        Odpowiedz
        • Mam podobnie.. wróciłam wczoraj późnym wieczorem z wakacji.. moja Nelly (6 lat) została na ten czas u teściów.. wpadła pod samochód.. dowiedziałam się o zdarzeniu dziś rano.. nie potrafię dać sobie rady… ;((( kochałam ja nad życie…

          Odpowiedz
        • … wczoraj odszedł nasz Teddy, mial 12 miesięcy. Wpadł pod samochód. Oddaliśmy go z powodu wyjazdu rodzinie. Niestety uciekł z ogródka i wpadł pod samochód. Tobyl najweselszy i najlepszy przyjściem. Dla dzieci to dramat. My z mężem również cierpimy. Strasznie cieżko😔

          Odpowiedz
    • Witam wczoraj i ja straciłam Nastii kochanego psiaka yorka 4 lata była ze mną. Dzieci i ja kochamy ja brakuje nam jej ogromnie. Żal smutek pustka nie radzimy sobie.

      Odpowiedz
  132. Nie wiem jak mam podjąć decyzję??
    Nie wiem jak pożegnać się z Moim Ukochanym Gustawkiem?
    Nie umiem powiedzieć Żegnaj Guciu. Boże. Od trzech tygodni walczę o niego ale On odchodzi. Z każdym dniem jest coraz slabszy. Od niedzieli już nie chce jeść. Ma prawie 13 lat. Dla mnie to wciąż za mało!.Jak pozwolić mu odejść??
    Boże jak to zrobić ??
    Może ktoś mi pomoże?podpowie?poradzi?
    Boże Mój Mały Biały Swiat.

    Odpowiedz
  133. Mój najlepszy przyjaciel odszedł wczoraj, miał 14 lat i 3 miesiące. Chorował na serce i płuca. Był najwspanialszym i najwierniejszym psem na świecie. Nie mogę przestać płakać, ciągle Go widzę i czuję. W domu taka pustka. Tak bardzo za Nim tęsknię. Do końca swoich dni będę miała Cię w sercu mój kochany Notusiu 😭

    Odpowiedz
    • Mój piesek odszedł tydzień temu miał 13 lat był ciężko chory na serce więc musieliśmy go uśpić bo jego stan bardzo się pogorszył i weterynarz powiedział że zostało mu albo parę godzin albo parę dni życia więc zdecydowaliśmy się na eutanazje. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu nie rozumiałam nigdy jak można uspac psa dla mnie to było jak zabicie go ale teraz rozumiem, jak patrzysz się na cierpienie kogoś kogo kochasz to cierpisz razem z nim. Ratowalismy go jak mogliśmy ale niestety ciężkiej niewydolności serca nie uleczysz. Ból po stracie pieska którego miałam od szczeniaczka i odkąd skończyłam 10 lat czyli przez 13 lat jest bardzo bolesny nie wiem kiedy ten ból minie. Bardzo mi go brakuje 🙁

      Odpowiedz
  134. 1 lipca po 6 miesiącach walki z nowotworem odszedł w domu w obecnosci mojej mamy i brata mój ukochany Dinuś. Sznaucerek miniaturowy. Ja nie zdążyłam dojechać z pracy . Pan doktor przyjechalby do domu . Nasz kochany maluszek był już bardzo słaby, potwornie wychudzony. Bardzo cierpimy i nie potrafimy pogodzić się z jego chorobą i odejściem. Ból i tęsknota za tymi kochanymi madrymi brązowymi oczkami jest coraz silniejsza. Nasza iskierka była zawsze przy nas. Cokolwiek się robiło on wszystkim się interesowal. Mama zupełnie się zalamala po jego śmierci. Pan z krematorium nie miał na tyle wyczucia mówiąc w jej obecnosci o mielenie kości naszego maluszka. Boli boli okrutnie. Ja zapisałam się na wizytę do psychologa. Czy będzie kolejny piesek? Nie wiem. Moja 80 letnia mama nie chce. Mówi że ona kocha tylko Dinusia. Tak, zawsze będziemy Cię kochać nasza iskiereczko. Chcę wierzyć że jesteś już spokojny i szczesliwy w psim niebie.

    Odpowiedz
    • A u nas stała się straszna tragedia. Buldozek francuski 4 lata zdrowy kochany
      Byliśmy na wakacjach piesek w hotelu i dostał 2 dnia zawału serca. Bieg bieg i nagle umarł. Nie mogliśmy się nawet z nim pożegnać będąc tysiące kilometrów od Polski. Nasze serce rozpadło się na tysiące kawałków. Nie umiem dalej żyć bez niego

      Odpowiedz
    • Dzisiaj odszedł mój najwspanialszy przyjaciel. Przeżył 16 lat i 1 miesiąc. W ostatnich dniach gasł w oczach. Dostał krwotoku spowodowanego niewydolnością nerek i mocznicą. Kręcił się w kółko, był
      niespokojny i chyba przeczuwał, ze zbliża się ten dzień. Później doszły drgawki i drżenia. Lekarz powiedział, ze to najlepsza możliwa decyzja jaka mogliśmy podjąć. Nie potrafię się z tym pogodzić. Mam złamane serce, bo był ze mną większą połowę życia. Nie życzę tego nikomu. To najstraszniejsze przeżycie jakiego można doświadczyć. Jego miękkie futerko będę pamiętać do śmierci. Spoczywaj w pokoju piesku 🙁

      Odpowiedz
  135. Czas nie leczy ran, według mnie pozwala z nimi żyć.Rozumiem państwa żal i smutek.Byłam w takiej samej sytuacji.Tylko troszkę już minęło od tamtych strasznych chwil.Żal i rozpacz powoli zanikały, smutek pozostał do tej pory gdzieś w środku.
    Jednego pieska miałam 12 lat, drugiego 14.Jeden odszedł na moich rękach, drugi z pomocą, lecz żyją nadal w mojej pamięci i sercu.Warto pamiętać, zachować pamiątki( zdjęcia, filmy, zabawkę ulubioną, nawet smycz czy obróżkę) mimo że przywołują smutek ale też dobre wspomnienia.
    Warto też przeczytać sobie psi testament.
    Jak odszedł mój pierwszy piesek, nie zarzekałam się że już nigdy więcej żadnego.Po pewnym czasie byłam gotowa dać domek.Adoptowaliśmy pieska ze schroniska, to była najlepsza decyzja w moim życiu, świadomość tego mimo że odszedł po 14 latach, pozwalała mi wierzyć że przeżył z nami mam nadzieję szczęśliwe chwile.Też myślałam ponownie że nie przeżyję jego straty.Czułam się dużo gorzej.Ale znowu tak jak kiedyś Dolar i Arnie znalazła swoje miejsce Zuzia, bezpieczny dom.Znajdka z ulicy, zaniedbana biegająca w deszczu z kawałkiem łańcucha przy szyi.Może urwała się po to żeby los skierował ją do nas.Właściciel się nie znalazł, została.
    Oddała nam największy swój skarb swoje małe serce.
    Nie przygarnęliśmy jej po to żeby wypełniła pustkę.Daliśmy jej swoje miejsce na ziemi.
    Pamiętam moje psinki i nie zapomnę.
    Proszę pamiętać :Żaden pies na świecie nie odchodzi całkiem, gdy z człowiekiem wymienią się duszy kawałkiem.
    Powolutku żal, rozpacz minie a ciężar smutku stanie się lżejszy.

    Odpowiedz
    • Witam ,
      żal , smutek, rozdarte serce i łzy, które ciągle spływają po policzkach…
      Wszyscy, którzy tu piszą przeżyli to samo, utratę najlepszego przyjaciela na świecie -pieska.
      I ja niestety tego doświadczyłam.
      Nasz kochany Rocky, chihuahua długowłosy , bialutki jak śnieg z beżową plamką na pleckach , dla nas najpiękniejszy, najlepszy na świecie. Miał 12 lat z nami , w zeszłym roku w marcu dostaliśmy wyrok- rak kości , prawa łapka , a właściwie przedramię. Lekarze dawali mu 3 do 6 miesięcy życia , on przeżył 14 miesięcy , to był i jest dla mnie jak mały cud! Był dzielny , żwawy , radził sobie z postępującą chorobą, skakał , biegał na trzech łapkach , po prostu nie dawał się chorobie .
      My tę chorobę traktowaliśmy też jak „ członka rodziny” po prostu.
      Rocky był cudowny, razem przygotowywał się z córką do sesji egzaminacyjnych na jej studiach , pocieszał ją, gdy rozstała się ze swoim chłopakiem , towarzyszył synowi w przygotowaniach do matury .
      W tym roku miałam operowaną stopę, mój Rocky był dzielnym towarzyszem przez 3 miesiące mojego zwolnienia lekarskiego. Wiedziałam że przyjdzie TEN dzień , który odmieni nasze życie w żal i smutek, nie wiedziałam jednak, że to będzie aż tak bardzo bolało i że ja i córka będziemy ciagle płakać … wszystkie kąty w domu przypominają nam jego obecność, kiedy tylko wyjdzie słońce zaraz myślę o nim, on uwielbiał słoneczko, wstawał kiedy ja pojawiałam się w kuchni. Od kiedy dowiedzieliśmy się o jego chorobie, nie powinien chodzić po schodach , dlatego cieszyliśmy że bardzo polubił pokój córki z wyjściem na taras i bardzo się z nią związał. Cieszyłam się z tego. Córka poznała nowego chłopaka , który pokochał naszego pieska i stał się jego nowym przyjacielem.
      Kiedy ostatnie dwa dni przed śmiercią nie chciał już nic jeść ani pić wiedziałam że będę musiała zareagować , żeby nie musiał cierpieć . Powiedziałam mu, że jeśli jest mu za ciężko to może odejść , że ja to rozumiem i że to jest ok. Poszłam do pracy po moim zwolnieniu , a on pół godziny po moim wyjściu , zmarł na rękach mojej córki. Był kochany do końca , ja tak bardzo się tego bałam, że będziemy musieli go dać uśpić , ale on najukochańszy piesek na świecie , przytulił się do mojej córki , popatrzył jej smutno w oczy , a ona powiedziała mu to samo co ja , że jeśli to już czas to jest ok, może odejść …i zmarł
      Zrobił to sam, a nie my musieliśmy zadecydować …że to już czas .
      Był naszym towarzyszem na zimowych i letnich urlopach , on starzał się , kiedy nasze dzieci rosły, czekał aż córka znajdzie nowego przyjaciela , i znalazła , dlatego mógł spokojnie odejść .
      Pozostał w naszych smutnych sercach i na zawsze pozostanie
      Tylko dlaczego jego strata tak bardzo boli …

      Odpowiedz
  136. Mój Najkochańszy Przyjaciel odszedł dzisiaj… dzielnie walczył przez 5 lat z mocznicą. Dzisiaj się poddał… miał 10 lat. Nie mogę się pogodzić z tym, ze już nigdy nie zobaczę jego łebka na mojej poduszce! Serce mi pęka🖤! Biegaj Kochanie po kolorowych łąkach…już nie cierpisz!

    Odpowiedz
  137. Nasz Kubuś odszedł 5 czerwca. tego roku. Miał 9 lat i 10 miesięcy. Chorował , ostatnie dwa tygodnie nie chciał jeść. Kroplówki, leki … i niestety trudna decyzja. Serce się rozpadło… Szukam go wokół siebie, wsłuchuję w ciszę nocną – chciałabym słyszeć znowu jak tupie łapkami, idzie do kuchni i pije wodę. Chciałabym, żeby budził mnie drapaniem łapką o tapczan. Chciałabym go tulić i głaskać. Nie wiem czy zdecydujemy się jeszcze na innego pieska. Ile razy może rozpadać się serce po takiej stracie?

    Odpowiedz
  138. Mój kochany piesek Gufi (owczarek szkocki collie) umarł 3 lipca musiał zostać uśpiony. Do teraz nie mogę się po tym pozbierać, a wszyscy mi mówią że przesadzam. Brakuje mi jego wzroku, jego sierści na dywanie I wogole wszystkiego. Ostatnio był bardzo chorowity I był dość stary, bo miał 14 lat. Najsmutniejsze jest to ,że miałam go ponad połowę swojego życia i nie jestem w stanie wyobrazić sobie w moim domu innego zwierzęcia niż Gufi. Jutro ide do psychologa choc wiem ze moje życie nigdy już nie będzie takie samo. Na sama myśl o nim boli mnie serce i nie mogę przestać płakać. W głębi duszy wiedziałam że to się stanie niedługo Ale nigdy jakoś nie wyobrażalam sobie takiej sytuacji. Wiem również że dobrze się stało że odszedł ponieważ miał problemy że wstawieniem ,a pod koniec, nawet z chodzeniem. Współczuję z całego serca wszystkim właścicielom psów którym odeszły psiaki. A tutaj wiadomość do Gufolka: kocham Cię najmocniej na świecie I zawsze będziesz w moim sercu! Mam nadzieję że teraz czujesz się dobrze i czuwasz nade mną. Dziękuję Ci za spędzone 14 lat razem! Żegnaj

    Odpowiedz
    • Moja psinka kochana odeszla od nas 18 lipca lat 17 oboje z mezem tesknimy to byl prawdziwy przyjaciel byl zawsze przy mnie gdy bylam smutna radosna zawsze byl ostatnie chwile tak mi przykro jak widzialam jak raczysko zaatakowalo mojego psa nie umial juz nic jesc tylko pil choc na sile sie zmuszal aby mi pokazac ze wszystko jest w porzadku nie chcialam tego nie chcialam podejmowac tej decyzji ale widzac jak sie meczyl jak starosc go niszczyla nie chcialam byc egoistka choc ciagle za nim placze i inni powiedza ze przeciez dorzyl poznego wieku to pustka i brak jego jest okropna ostatnie lata nie slyszal ale wech mial znakomity i czul wszystko. Bedzie na zawsze w moim sercu do konca moich dni ❤ nigdy inny pies mi go nie zastapi bo to byl ten jedeny moj charakterny Pikus.

      Odpowiedz
      • Moja kochana psinka odeszła wczoraj… Tak mi smutno, i pusto… Moja córka jej szuka, nie potrafi zrozumieć, a drugi piesek jest taki przygnębiony:( wszyscy chodzą smutni i przybici. Taka madra, kochana psinka! Niech sobie mówią co chcą że po psie sie nie placze. Ona była członkiem naszej rodziny, rozweselala nas i denerwowala. Ehh jak tu wypełnić te pustke..

        Odpowiedz
  139. Moja psina odeszła 27.06.2019 o godz.11.Miała 11 lat_wspaniałych lat.Kochałam ją,ona wodziła za mną wzrokiem z uwielbieniem_urzekało mnie to, podbiegałam wtedy całowałam w łepek, ,biegałyśmy razem, spacerowałyśmy każdego dnia, gadałam do niej, chodziła za mną krok w krok.Nieraz wkurzało mnie to_mówiłam wtedy_przestań za mną chodzić_przestawała.Rano budziła mnie w kilku etapach_tuptając w miejscu łapkami_podbiegając do łóżka, następnie popiskując.Mówiłam nieraz_jeszcze chwilkę_czekała cierpliwie.To była mądra psina.Towarzyszka mojego życia.Dzieci się usamodzielniły, wyprowadziły z domu_nastała pustka, cisza, sterylność.Męża często w domu nie było_samo życie, pracować trzeba. Wieczory na pewno nie samotne, noce bezpieczne, z odgłosami chrapania i przewracania się na drugi bok.Beagle_dostojność, mądrość, energiczność. Z energicznością dopasowałyśmy się_takie małe ADHD.W domu, w podróży_razem z nami.Delikatna,piękna i wrażliwa, nieraz nieprzewidywalna.Wiedziałam,że duży pies mijający nas na spacerze to dla niej stres i wyzwanie_zaraz zacznie się ujadanie.Uwielbiała psiaki tej samej wielkości_i tak jak u ludzi_jedne uwielbiała, inne traktowała obojętnie.Na widok jednego szalała z radości_byłam zaskoczona jej reakcjami-wiedziałam,że jest to ulubiony jej pies. Ponieważ co roku pojawiał się nowy problem zdrowotny, więc podchodziłam na spokojnie do tematu.Pojawiło się utykanie na łapkę….niewinne_no pomyślałam że z wiekiem tak bywa_może stawy, a to był sygnał,że to coś poważnego_niestety.Leczenie_pojawiła się niewydolność oddechowa,męczyła się_łapała każdy oddech.Bezsilność_ i niemoc_pojawienie się myśli_albo wyzdrowienie(czułam,że nie), albo zakończenie cierpienia. Wizyta u weterynarza_zastrzyki_niestety nic nie pomogło_odeszła sama…………. Weterynarz nie powiedziała mi, na początku,że stan jest beznadziejny.To był chłoniak. Myśle, że dobrze uczyniła_nie zniosłabym tego_a tak _miałam nadzieję.Brakuje mi jej bardzo_nie wiedziałam,że to będzie takie przeżycie.Wracam do domu_nie ma merdania ogonkiem na mój widok, nie ma radości zwierzęcej.Pusto jest, dziwnie.Ryczałam cały tydzień, już niby lepiej, czytam czy inni tak mają, czy to normalne.Dzisiaj znowu poryczałam sobie po powrocie do domu.Weszłam tutaj i piszę, myślę,że powoli, powoli będzie lepiej. Pomogły mi koleżanki, które potrafiły ze mną rozmawiać, dzieci, mąż. Dziękuję Ci kochana psino za te wspaniałe 11 lat.Będę Cię zawsze pamiętać, kochać, dałaś mi wspaniałe 11 lat bycia razem, ale wszystko się kiedyś kończy i trzeba to zrozumieć_szkoda,że nie zauważyłam Twojego zestarzenia się_nie wiem dlaczego (odrobinę spowolniła w ostatnim roku, ale wygląd według mnie był niezmienny).Była ciągle pięknym psiakiem_z cudnymi dużymi, mądrymi oczyma, zwisającymi uszkami i pięknym umaszczeniem, ogonkiem w górze.Dodam w tych wspomnieniach,że nie przepadała za kąpielami,i kiedy wiedziała co sie szykuje to chowała mi się.Kiedy już była kąpiel, przemawiałam,że naprawdę jest fajnie.Wieczorem musiał być kęs czegoś dobrego,Jeżeli nie chciała przyjść do domu, obiecanka czegoś dobrego ja skusiła zawsze.No cóż_ mam nadzieje,że jest Ci lekko, dobrze za Tęczowym Mostem i nie cierpisz już.Muszę już nauczyć się żyć bez Ciebie i brać sie w garść. Nie można tak długo przezywać.To były piekne lata bo byłaś z nami i Twoja obecność miała tak pozytywny wpływ, poprostu było fajnie.Kocham Cię i dziekuję.

    Odpowiedz
  140. W czwartek psi Anioł poniósł na skrzydłach NASZĄ największą MIŁOŚĆ…CZARUŚ💔był najważniejszy…łzy płyną bezustannie,jak teraz będzie,jest strasznie ,ja chcę do NIEGO….moje serduszko kochane 14lat od małego ślepego oseska,ja TEGO nie wytrzymam w środku mnie rozrywa…ja chcę go przytulić a on wylize łzy…

    Odpowiedz
    • Moja kochana odeszła 15.07 musiala zostac uśpiona emocje nie pozwalaly mi jechać z nią pozegnalam się, później pojawił się żal i jest nadal ze jednak mogłam jechać z nią.Była ze mną 17 lat niestety od dłuższego czasu wydawala odgłosy dziwne weterynarz dał zastrzyki tabletki nie pomagaly za bardzo,juz od jakiegos czasu załatwiła sie w domu,nie wołala na dwór,nie chciala ,przestała sama wskakiwac na łóżko następnie nie chciala juz nigdzie chodzić a po domu slabo chodziła,od jakiegoś juz czasu przeslala merdac ogonkiem jak mnie zobaczyla.Ciagle tylko leżała piła i jadła.Pozostaje pustka wielka płacz i żal ze za mało czasu jej poświęcam od jakiegoś czasu i ze z nią nie pojechałam.To byly piekne lata dziękuję kocham

      Odpowiedz
  141. Moja psina odeszła 1 lipca a miała dopiero 3 lata. Nie mogę znieść tej pustki. Ból mnie rozdziera. Nie mam siły rano wstać a wieczorem boję się iść spać. Ona pomogła mi wyjść z choroby i nie mogę sobie poradzić z myślą, że mi się nie udało jej pomóc. Rozumiałyśmy się bez słów. Zawsze była przy mnie, nie opuszczała mnie na krok.
    Kocham Cię i znowu chciałabym się do Ciebie przytulić

    Odpowiedz
  142. Mój przyjaciel 12 letni bokser jest bardzo chory…weterynarz sugeruje ostateczne rozwiązanie.Z partnerką nie mamy dzieci,pies jest wyjątkowy,czuły,spokojny…..współczuję Marto

    Odpowiedz
  143. Wpólczuje,mój 12 bokser jest chory i wet.sugeruje ostateczną decyzję…..to jest coś strasznego.Z partnerką nie mamy dzieci,on jest dla nas wszystkim.

    Odpowiedz
  144. Moje Serduszko odeszło 16 czerwca 2019 roku, nie mogę sobie z tym poradzić. Przecież to było moje malutkie serduszko 🙁

    Odpowiedz
  145. Mój nawiększy przyjaciel odszedł w Dzień Psa -1 lipca 2019. Nie mogę sobie poradzić z jego strata. Był dla mnie całym światem. Wszystko rozumiał i ciagle mi towarzyszył. Cały czas płacze, nie jem czuje ból i ogromna pustkę. Rodzina bardzo mi pomaga w tych chwilach- dla nich to tez cios. Niczego nie żałuje- pies dał mi wspaniałych lat radości i pokazał jak kochać i jak być wdzięcznym. Nie mam dzieci tym bardziej ból jest większy. Byłam przy nim jak odchodził do nieba… jedyne co mogliśmy zrobić to wcześniej odjąć mu cierpienia. Za dużo się nacierpiał i walczył do końca. To trudna decyzja ale wierze ze tego chciał i jest teraz szczęśliwy. Wierze ze się spotkamy w niebie. Nigdy o nim nie zapomnę.. kocham Cię Maksiu

    Odpowiedz
    • Nasz kochany Cziko odszedł 10 lipca. Miał 13 lat i był najcudowniejszym i najgrzeczniejszym yorkiem na świecie. Nagle pojawiły się bóle brzuszka, kaszel … okazało się ze ma zapalenie trzustki 😥 walczył dzielnie 3 dni, ale niestety jego małe serduszko nie dało rady .. odszedł w swoim koszyczku. Jest to największy cios, cały czas myśle że On wróci , że pójdziemy na spacerek, posmyram go po brzuszku… Bardzo za nim tęsknimy, ale wierzę że jest w pieskim niebie, biega sobie po zielonej trawce, gra w piłeczkę i czeka na nas. A z góry wypatruje i jest naszym opiekunem.

      Kocham Cię moja Mordko 🐾❤️

      Odpowiedz
  146. A ja pożegnałam psiego Anioła wczoraj. Była cudowna, dbała o wszystkich w domu. Druga Mama. Sama okrutnie, przeokrutnie traktowana wcześniej, potem po stracie kolejne opiekunki (również rak), nigdy nie nabyła cienia agresji. Żyła z nami 5 lat ze swego niesamowitego, 10 letniego życia. Serce mi pęka, kiedy myślę, że już jej więcej nie zobaczę.
    Walczyłam z tym g….rakiem w jej pyszczku od marca. Na koniec…tak cierpiała…wyrzucam sobie, że za długo..choć choroba spustoszyła ją najbardziej w ostatnim tygodniu.
    3 operacje, leki…ale też tony miłości, zwłaszcza w ostatnich tygodniach. Na pewno czuła się kochana. Odeszła w domu, nie chciałam jej strachu w drodze do kliniki. Ona wszystko wiedziała.
    Najkochańsza, cudowna. Życie już nie ma smaku.

    Odpowiedz
    • Ja straciłam moją niunię 24.06.2019r. Musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w moim życiu i pomóc jej odejść, rak był bezwzględny. Nie było żadnych szans. Piszę i płaczę…Była z nami 11, 5 roku. Franusię znalazłam z 3 rodzeństwa porzuconymi jako szczeniaki przy cmentarzu. Wszystkim pieskom znalazłam dom a ją tak pokochałam, że została. Tak bardzo mi jej brak, tak bardzo bym chciała cofnąć czas i ucałować jej kochanego pyszczka…Kocham Cię Franiu…

      Odpowiedz
      • Dzisiaj pożegnaliśmy naszego kochanego Yorka Lakusia…To był najukochańszy członek rodziny. Miał 11lat i 3 m-ce. Moje Słoneczko, mój Pyszczek…biega już z innymi pieskami za tęczowym mostem. Bardzo tęsknię za nim…

        Odpowiedz
        • Mój najwspanialszy przyjaciel zginął wczoraj pod kołami auta. Pochowalem go w lesie, bo las ukochał najbardziej. Siedzę dzisiaj od 7 rano przy jego grobie i nie wiem jak sobie poradzić z tą stratą. Jeżeli dla kogoś to przerost formy, to bardzo mu współczuję, bo znaczy to tyle, ze nigdy nie zaznał ze strony zwierzęcia takiej miłości jak ja. ŻEGNAJ FLOKI MÓJ NAJUKOCHAŃSZY PRZYJACIELU

          Odpowiedz
      • Dzisjaj 27 grudnia 2019 odeszła nasza przyjaciółka Kropcia. Żyla prawie 15 lat.
        Od roku chorowala na serce, była dzielna, ale ostatecznie stracila siły do walki. To nasza cudowna sunia, nigdy jej nie zapomnimy, zawsze pozostanie w naszych sercach.
        Smutek i łzy nie okażą tego co obecnie czujemy, to wielki ból.
        Wspołczujemy wszystkim straty ukochanego zwierzaka.
        Kropuniu kochamy Cię bardzo.

        Odpowiedz
    • Rozumiem to , mój Rocky usnął na zawsze 03.06 a mnie smutek i ta straszna cisza w domu przytłacza . Smutno, cicho , po prostu strasznie …

      Odpowiedz
      • Moja kochana Saffi Tatunia
        odeszla na teczowy most
        04 /09/2019 o 21 wieczorem.
        Pozostawila straszny bol,pustke i zal.
        Byla z nami 15 lat.
        Wszedzie ja widze cieszaca sie ,i kazdy jej ruch na spacerach spojrzenia,
        Nasz maly podrozniczek ,wszedzie bywala z nami .
        Gdziekolwiek teraz jest mysle ze jest szczesliwa bez bolu .
        Kochamy Cie i zawsze pozostaniesz w naszym sercu i z nami.

        Odpowiedz
        • Moja sunia powoli odchodzi….. Jest z nami 10 lat. Boże serce mi pęka z rozpaczy. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Tyle razem przeszlysmy. A teraz ta przeszywajaca serce niemoc.

          Odpowiedz

Leave a Reply

O AUTORZE

PRZECZYTAJ WIĘCEJ CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW

Ciekawostki

13 przesądów o psach

Przesądy są tak silnie zakorzenione w każdej kulturze, że nawet osoba, która uważa się za światłą i nieprzesądną, odruchowo wzdryga się, gdy czarny kot przebiega jej przez drogę

RASY PSÓW

newsletter

Otrzymuj informacje
o najnowszych poradach prosto do swojej skrzynki

Podaj swój adres