środa, 21 lutego 2018

Spacerowe zapasy

8 lutego 2018 07:10 1 komentarz
kisiel-spacer

Spacerowe zapasy

Spacerowe zapasy

W świadomości wielu utarło się przekonanie, że co rude, to wredne. Bono jest zaprzeczeniem tej teorii. Potwierdza jednak opinię o niezależności i „krnąbrności” rasy pierwotnej, z którymi to cechami przyszło się zmierzyć mnie oraz jego opiekunom w odwracaniu wielu niepożądanych zachowań. Jak to u husky bywa, zapasy na spacerze to jego specjalność.

Na wstępie od razu uspokajam wszystkich fanów U2, że nie atakuję wokalisty tego zespołu, przyporządkowując go do grupy pierwotnych ras, bo Bono to sympatyczny, rudowłosy, około dwuletni siberian husky. Właściciele skarżą się, że spacer z nim przypomina nieustające zapasy (ja to nazwałem zaprzęgiem – do tego przecież zostały stworzone te psy, a to, że zamiast sań za czworonogiem znajduje się człowiek, w niczym nie przeszkadza – też się przyjemnie ciągnie). Po chwili rozmowy z opiekunami okazało się, że to niejedyny problem. Wypłynęły jeszcze nadpobudliwość przy wychodzeniu na spacer, objawy agresji oraz problemy z przywołaniem. Mimo tych niedogodności Bono jest oczkiem w głowie opiekunów, w mieszkaniu czuje się dobrze, jest zrelaksowany, ma też zapewnioną odpowiednią dawkę ruchu (bieganie, zaprzęg, „uciekające piłki”).

Jak rozmawiać z psem?

Naszą konsultację rozpoczęliśmy jednak fatalnie. Dzień wcześniej psiak się rozchorował, przez co był osowiały, mało zainteresowany otoczeniem. Praca ze zwierzęciem w takim stanie jest praktycznie niemożliwa. Nikt z nas przecież nie chciałby szlifować backhandu na korcie tenisowym z rwącym bólem zęba. Zajęcia z czworonogiem ograniczyliśmy zatem do minimum, a skupiliśmy się na tym, w jaki sposób właściciele powinni się z nim porozumiewać. Ustaliliśmy, że należy go nagradzać za to, co zrobił dobrze, ignorować to, co niewskazane, a pracę z pupilem powinno się rozłożyć na kilka sesji w ciągu dnia (jednorazowo maksymalnie 10–15 minut). Poszło w ruch magiczne pudełeczko o nazwie kliker i wielokrotnie wymienialiśmy słowo konsekwencja!

Spokojnie, to tylko spacer

W pierwszej kolejności postanowiłem uspokoić emocje psa przed wyjściem na zewnątrz. Dotknięcie smyczy powodowało, że nawet otępiały chorobą psiak podskakiwał na czterech łapach, ganiał, piszczał, przez co opiekunowie uwijali się jak w ukropie, zakładając w locie buty, kurtki i czym prędzej wybiegając na klatkę schodową. Takie zachowanie nagradzało stan podekscytowania Bono – im szybciej przebierał łapkami, tym szybciej właściciele przypinali smycz i wychodzili na dwór. Zejście po schodach wyglądało jeszcze ciekawiej – husky stawał się rakietą „Patriot” wycelowaną w drzwi zewnętrzne (za ster robił opiekun). Kiedy założyłem psu obrożę, z miejsca wystrzelił do drzwi. Ta reakcja nie spotkała się z żadną z mojej strony. Bono ze zdziwieniem i niedowierzaniem patrzył na siedzących i nic nierobiących opiekunów. Po chwili sam się położył: wtedy klik, nagroda! Zaczęliśmy odwracać emocje – przede wszystkim zwierzak przed każdą przechadzką miał siadać (komendę już znał) i zachowywać się spokojnie. Tylko zwolnienie z pozycji „siad” owocowało wyjściem na zewnątrz. W przeciwnym razie wypadający na ulicę Bono nadal byłby emocjonalną bombą podniesioną do potęgi euforii. Po kilku powtórzeniach husky zrozumiał, o co chodzi. W celu utrwalenia ćwiczenia wydłużaliśmy mu czas siedzenia – na początku nagroda wędrowała do czworonoga po 2 sekundach, następnym razem po 5, kolejnym po 10 itd.

Nie taka smycz straszna

Po założeniu smyczy spokojny i opanowany pies zmieniał się nie do poznania. To ona wywoływała objawy agresji. Dążyliśmy do tego, by była niewyczuwalna, nie przeszkadzała, nie oznaczała niczego złego. Tym bardziej że zdarzyły się pojedyncze sytuacje, kiedy zwierzak został nią skarcony. Pracę z Bono rozpoczęliśmy w domu – w miejscu, gdzie czworonoga nie rozpraszają ani skaczące wiewiórki, ani biegające dzieci. Zaczęliśmy od przypinania smyczy w mieszkaniu, podczas codziennych czynności: czochrania (przyjemne), jedzenia (jeszcze przyjemniejsze), pogoni za piłką (niemalże odlot). Gratyfikowały one psiakowi to, że coś mu się przyczepiło do karku. Równolegle rozpoczęliśmy pracę nad skupianiem uwagi na opiekunie (co będzie w przyszłości bazą wyjściową do nauki przywołania). Reakcja ulubieńca na swoje imię – nagroda (po kilku powtórzeniach powinien już przez kilka sekund skupiać uwagę na właścicielu). Naukę chodzenia na luźnej smyczy również zaczęliśmy od ćwiczeń w domu. Wykorzystaliśmy do tego popularne i powszechnie stosowane metody, m.in. tzw. penalty yards. Na jednym końcu pokoju oznaczyliśmy start, kilka kroków dalej – metę. Ten odcinek pies miał przejść na luźnej smyczy. Jak tylko się naciągała – zawracaliśmy na start po krótkim „nie”. Na początku było łatwo (i o to chodzi) – dwa, trzy kroki praktycznie zawsze kończyły się nagrodą. Potem zwiększyliśmy dystans (na ile pozwalały na to rozmiary mieszkania). Dwie pozostałe metody wykorzystaliśmy na zewnątrz. Pierwszą był „taniec pijanej muchy” (nazwa adekwatna do tego, jak wygląda cały układ choreograficzny), czyli zmiana kierunku spaceru w momencie, gdy napina się smycz. Pies podbiegał na luźnej smyczy, za co dostawał nagrodę. Druga metoda, bardziej ogólna, to każdorazowe nagradzanie czworonoga za obecność w promieniu dwóch metrów od opiekuna. Powoduje, że zwierzak chce być blisko przewodnika (to troszkę jak z dziećmi kręcącymi się wokół babci lub cioci, które w torebce zawsze mają cukierki lub czekoladę). Technika ta stanowi również bazę wyjściową do nauki przywołania. Ze względu na to, że nie można modyfikować kilku zachowań równocześnie i wciąż pracujemy nad nauką spokojnego chodzenia na smyczy, kwestię przywołania zostawiliśmy na później. Obowiązkowo musieliśmy jednak zmienić pewną rzecz – właścicielka przywoływała Bono monotonnym, ledwo słyszalnym „choooooodź do mnie”. Przy trzecim powtórzeniu komendy nawet ja zacząłem ziewać… Oczywiście takie nawoływanie nie przyniosło żadnego efektu. Tylko entuzjastyczne, które zaciekawi psa, może być skuteczne. Klaśnięcie, podskok, zmiana tembru głosu – wszystkie chwyty dozwolone (do momentu zaniepokojenia sąsiadów naszym zachowaniem).

Do przodu i na boki…

Wróćmy jednak do chodzenia na smyczy. Na zewnątrz każdorazowe zachowanie agresywne (warczenie lub intensywne zainteresowanie się czymś) miało zostać złagodzone poprzez zmianę kierunku spaceru, klaśnięcie. Za pierwszym razem Bono tak mocno zaabsorbował się innym psem, że jego uwagę odwróciło dopiero podskakiwanie i klaskanie. Cel został jednak osiągnięty – należała się nagroda, np. kawałek pysznego sera z rąk przewodnika. Kilka dni po konsultacji, kiedy zwierzak wrócił do pełni sił po chorobie, opiekunowie rozpoczęli z nim konsekwentną pracę. Już po tygodniu Bono zaczął baczniej skupiać uwagę na właścicielach. Zrozumiał również, że jeśli nie będzie zachowywał się spokojnie, nie wyjdzie na przyjemny spacer. Poza tym podczas przechadzki co pewien czas sprawdza, co zamierzają zrobić państwo. Przypomnijmy, iż na początku w ogóle nie zauważał, że na końcu smyczy są ludzie. Smycz i obrożę husky polubił tak bardzo, że trąca je nosem, by mu je założyć. Wskazuje to na skuteczność pracy i terapii. A może nie tyle terapii, co pierwszego jej etapu – chodzenia na luźnej smyczy i spokojniejszego funkcjonowania Bono na zewnątrz lub przynajmniej w miejscach, gdzie terapia była utrwalana. Ostateczna zmiana zachowania oraz nauka przywołania pojawią się zapewne w innej odsłonie…
Michał Kisiel, specjalista psich zachowań

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze: Przyjaciel Pies nr 6/2012

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Spacerowe zapasy Reviewed by on . [caption id="attachment_905" align="alignleft" width="270"] Spacerowe zapasy[/caption] Spacerowe zapasy W świadomości wielu utarło się przekonanie, że co rude, [caption id="attachment_905" align="alignleft" width="270"] Spacerowe zapasy[/caption] Spacerowe zapasy W świadomości wielu utarło się przekonanie, że co rude, Rating: 0

komentarze (1)

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top