poniedziałek, 18 marca 2019

Psy – wyczekiwani goście w hospicjum

13 marca 2017 09:00 5 komentarzy

HOSPICJUM

Wyczekiwani goście w hospicjum

Śniadanie, leki, pampers. Potem obiad. Bolesna rutyna pacjenta hospicjum. Smutek. Nuda. Wreszcie błysk uśmiechu. Idą psy z wizytą, wyczekiwani goście! Przynoszą czułość i kilka łyków życia zza szpitalnych murów. 

Psy w hospicjum? W Polsce? Niemożliwe!

– Tak reaguję, gdy od znajomych dowiaduję się, że w Hospicjum OO. Bonifratrów im. Świętego Jana Bożego we Wrocławiu psy odwiedzają pacjentów. Dzwonię tam następnego dnia  i proszę, by pozwolono mi wziąć udział  w takim spotkaniu. – Zapraszamy – odpowiada bez namysłu psycholog Dorota Błażewicz. Jest pochmurne, lutowe popołudnie. Zaraz za mną w drzwiach szpitala pojawia się „psia brygada” – Monika Krzyżanowska ze swoim Merlinem, czteromiesięcznym owczarkiem szetlandzkim, i Marcin Wierzba z dwiema suczkami – border collie Shamrock i sheltie Seven. Witamy się z panią psycholog, zostawiamy kurtki i żeby nie marnować czasu (tu naprawdę nikt nie ma go w nadmiarze…) ruszamy na górę, do pacjentów. Psy radośnie drepczą obok opiekunów. Przodem idzie pani Dorota – pyta chorych, kto ma ochotę pogłaskać czworonogi. Po chwili zwierzęta jako pierwsze śmiało wchodzą do pokoju na końcu jasnego korytarza.

Taksówka pana Wojtka

– Nareszcie są moje psy! – wita nas radośnie siedzący przy stoliku pan Wojtek. Nas, jak nas, tak naprawdę interesują go wyłącznie psiaki. Dwa starsze znają go już dobrze z kilku poprzednich wizyt. Seven radośnie przytula się do starszego, łysiejącego pana, a ten czule ją gładzi. – Oto twoja taksówka. Jak będziesz gotowa, pojedziemy do ludzi. Czekają na was – wyjaśnia suczce, która uważnie mu się przygląda. Zanim jednak ruszymy dalej, Dorota Błażewicz pyta współlokatora pana Wojtka, czy ma ochotę przywitać się z psami. Tak, ale nie ma siły tego powiedzieć, kiwa więc potakująco głową. Na znak dany przez Marcina Wierzbę maleńka Seven wskakuje ochoczo na koc na łóżku pacjenta. Większą Shamrock opiekun sam kładzie na pościeli. Jest za duża, by wskakiwać – mogłaby sprawić ból choremu. Gdy oba psy siadają obok leżącego mężczyzny, ten dotyka ich drżącą ręką. Powoli gładzi ich sierść i patrzy na nie. Nie uśmiecha się, ale jego twarz staje się spokojniejsza. Kilka minut głaska psy w skupieniu. W końcu Shamrock i Seven na komendę grzecznie schodzą z łóżka, a Monika Krzyżanowska kładzie na kocu małego Merlina. Malec liże po dłoni schorowanego człowieka. Gdy pani psycholog widzi, że pacjent jest już zmęczony, daje dyskretny znak.  Psy meldują się przy balkoniku pana Wojtka, a Seven z gracją wskakuje na półeczkę, którą specjalnie dla niej zarezerwował właściciel pojazdu. – Chodź piesku, pojedziemy do innych – zachęca pan Wojciech. On tu jest dostawcą psiej radości. Nie ma konkurencji – większość pensjonariuszy nie może się swobodnie poruszać. – Od początku, gdy tylko pojawiły się u nas psy, wożę je od pokoju do pokoju. Tylko raz opuściłem wizytę, bo byłem na przepustce w domu – opowiada mi z dumą. – Zawsze czekam na nie.  Przechodzimy do pokoju naprzeciwko. Tam uśmiechem wita gości pani Eugenia. Drobna, blada kobieta wprost promienieje, gdy zwierzęta wskakują na jej łóżko. Głaszcze je, całuje, pozwala się lizać po twarzy. Psiaki korzystają więc z okazji, zwłaszcza największa Shamrock. Pytam, czy mogę im zrobić zdjęcie? – Pewnie. Ale musi mi pan obiecać, że dostanę jedno, żeby pokazać córce. Bo ona w domu też ma psa. Bardzo go kochamy. Zresztą, ja kocham wszystkie psy – opowiada pacjentka.  Druga z pań jest dziś bardziej zmęczona, ale podnosząc się z łóżka, wyciąga rękę do psiaków. Przybiegają od razu, a ona je głaszcze i po chwili na jej twarzy pojawia się uśmiech. Wydawało się, że jest bardzo skryta, ale po chwili zaczyna wypytywać psich opiekunów o ich zwierzęta – co lubią, jak zostały wychowane, jakiej są rasy. Wszyscy się śmieją, rozmawiają, żartują. Tylko pan Wojtek zachowuje czujność. Czeka przy drzwiach oparty o swój balkonik. Gdy pani Dorota daje znak, przenosimy się do następnego pokoju.  – Mamy tu 22 pacjentów. Zwykle zdarza się jedna osoba, która nie chce, by psy się do niej zbliżały – wyjaśnia mi pani psycholog. – Nie dlatego, że się ich boi. Po prostu jest strasznie zmęczona. Chce mieć spokój – wyjaśnia.

Pages →  1 2 3

Psy – wyczekiwani goście w hospicjum Reviewed by on . Wyczekiwani goście w hospicjum Śniadanie, leki, pampers. Potem obiad. Bolesna rutyna pacjenta hospicjum. Smutek. Nuda. Wreszcie błysk uśmiechu. Idą psy z wizytą Wyczekiwani goście w hospicjum Śniadanie, leki, pampers. Potem obiad. Bolesna rutyna pacjenta hospicjum. Smutek. Nuda. Wreszcie błysk uśmiechu. Idą psy z wizytą Rating: 0

komentarze (5)

  • KaiTe

    Wzruszający artykuł. Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie na świecie, którzy bezinteresowanie potrafią sprawić radość innym.

  • jagoda

    niesamowita i wspaniała idea 😀

  • Sapcio

    Podoba mi się cel niesienia szczęścia w hospicjum z pomocą czworonogów:-)

  • Aguti

    Czytając artykuł czasami naprawdę łza kręciła się w oku. Dobrze, że jest ktoś, kto wpadł na taki oryginalny, a skuteczny pomysł pomagania 🙂

  • www.comfortbed.pl

    Starość niestety jest bardzo przykra. Szczególnie jeśli ktoś musi przebywać w domu opieki. Dobrze, że chociaż pies może przynieść odrobinę szczęścia, radości i bliskości.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top