czwartek, 15 listopada 2018

Nowy domowy ład

13 września 2018 06:05 Zostaw komentarz
kisiel-domowo

pies i kot

Nowy domowy ład

Gość w domu to wydarzenie wywołujące silne emocje. A co zrobić, jeśli ten gość wprowadza się na stałe? W dodatku nie szczeka, tylko miauczy? Jak zaakceptować to wtargnięcie „nowego” na uporządkowany już teren?

Dosia (10 lat) i Perła (4 lata) to buldożki francuskie. Żyją szczęśliwie i zdrowo w wolno stojącym domu czteroosobowej rodziny. Wylegują się na łóżkach lub na fotelach i są źródłem radości zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Ze względu na to, że praktycznie przez cały czas ktoś z dorosłych przebywa z czworonogami i w każdej chwili mogą wyjść na zewnątrz, nie przysparzają opiekunom żadnych większych zmartwień. Dużo zabawek, uwagi oraz pogonie za spadającym co jakiś czas ze stołu smakołykiem powodują, że zwierzęta są w pełni odprężone, zrelaksowane i jest im po prostu dobrze. Idylla… pewnego dnia zmącona jednak pojawieniem się brytyjskiego kota niebieskiego, a w zasadzie kotki…

Powitanie

Podstawowy błąd właścicieli stanowił sposób, w jaki nowy mieszkaniec został wprowadzony do domu – wniesiony i „umieszczony” w kuchni. Nie było mnie przy tym, ale wyobrażam sobie tę gęstą atmosferę – napięte mięśnie, bicie kilku serc i tykający zegar w tle. Pokrywka od garnka jakby również miała dość przesyconego ciężkimi emocjami oczekiwania i postanowiła zjechać z hukiem z suszarki na podłogę. Każdy na każdego zaczął syczeć, warczeć, szczekać (oczywiście ci, którzy potrafili) i drapać. Szczególnym agresorem okazała się Perła. Podbiegała do kotki, która broniła się łapą i jeżeniem sierści. Właściciele zaczęli rozdzielać zwierzęta, izolując je bramką w drzwiach – po jednej stronie barykady drapieżne buldogi, po drugiej skonfundowana kocica. I kolejne nieprzemyślane zagranie – nowy przybysz zajął ulubiony pokój psów. Tego było już za wiele! Na tym właśnie etapie eskalacji problemu zostałem poproszony o pomoc, gdyż moi klienci bali się o zdrowie, a nawet życie swoich pupili.

Cel: akceptacja

Uspokoiłem opiekunów czworonożnej gromadki, przypominając im, że buldogi francuskie to nie psy gończe ani myśliwskie i kot nie będzie się zbytnio przejmował ujadającymi „bestiami”, spoglądając na nie z wysokiego kredensu. Poza tym szczekanie, warczenie, syczenie to normalne elementy komunikacji między zwierzętami. Co prawda znamionujące niechęć i antypatię, ale nie każda pierwsza randka musi być udana, prawda? Naszym głównym celem i zadaniem było spowodować, by psy poczuły się swobodnie, odzyskały spokój, a równocześnie, żeby wszyscy się akceptowali. Aby to osiągnąć, należało odczulić zwierzęta na siebie i sprawić, by wzajemny kontakt stał się czymś przyjemnym. Pierwsze spotkanie niestety nie było udane. Z perspektywy buldogów, nowy zwierz oznaczał napięcie i stres, a incydent z pokrywką przyprawił suczki (i pewnie samego mruczka) niemal o zawał serca. Na zasadzie prostego równania przybysz oznacza strach, przerażenie, niemiły dźwięk, spadające garnki. Z drugiej strony kocica musi się nauczyć, że psy to nic złego i wcale nie chcą jej zjeść.

Smakołyk lepszy od kota

Zaproponowałem, by suczki – jedna po drugiej – wyprowadzić zza bramki. Zaczęliśmy od spokojniejszej Dosi. Opiekunowie mieli nagradzać ją za każde pożądane zachowanie, każdą pozytywną reakcję. I od razu pierwszy sukces. Starsza buldożka podeszła do kocicy, która siedziała spokojnie na fotelu, obwąchała ją i się oddaliła. Za takie nastawienie należała się supernagroda – ulubiony smakołyk suczki – kawałek żółtego sera. Nagroda po mojej namowie została wzmocniona entuzjastyczną radością opiekunów. Któż z nas nie lubi, kiedy się go żywiołowo chwali i gdy ktoś się cieszy z tego, co zrobiliśmy? Zadowolona Dosia spojrzała ponownie na kocicę i znowu spokój, więc kolejna nagroda. Zwycięska bitwa. Całe zdarzenie zostało zaaranżowane tak, by widziała je Perła. Mieliśmy nadzieję, że będziemy mogli wykorzystać element naśladownictwa. Niestety w tym czasie szczekała, za co została skarcona przez właścicieli krzyknięciem. W tym momencie należało z kolei skarcić właścicieli… Pożądane zachowanie psa miało być nagradzane, a złe – ignorowane. Karanie groziło tym, że niechęć suczki do kota wzrośnie, bo gniew opiekunów będzie wiązany właśnie z przybyszem. Inna rzecz, że Perła, w swoim przekonaniu, informowała ludzi: „słuchajcie, tam jest jakiś intruz, nie pachnie, nie ślini się i nie wydaje dźwięków jak buldog, to coś nowego, chyba złego”. A opiekunowie, reagując na zaczepki, powodowali wzmocnienie niewłaściwego zachowania. O to właśnie chodziło buldożce – zwrócić na siebie uwagę. Suczce trzeba było pokazać, że warto zachowywać się spokojnie, bo to przyniesie więcej korzyści – przecież Dosia, która była grzeczna, zjadła pachnący ser. W końcu się udało. Perła zamilkła. Oczywiście wtedy od razu powędrował ku niej kawał sera i wylewne pochwały. Jeszcze raz i jeszcze raz. Szczeknięcia się zdarzały, ale brak reakcji na takie zachowanie spowodował zaprzestanie czynnika. Bo po co szczekać i się denerwować, skoro nie przynosi to żadnego efektu? Po jakichś 15–20 minutach zaproponowałem otwarcie bramki i wypuszczenie Perły, co było dla niej kolejną nagrodą za grzeczne zachowanie.

Eureka!

Na początku spotkania młodszej buldożki z kotką zwierzęta spokojnie się obwąchały, ale po chwili suczka zaczęła szczekać. Zaproponowałem właścicielom, by zaczęli bawić się zabawkami Perły, robić coś, co ją zainteresuje bardziej aniżeli przybysz. Po co bowiem „krzyczeć” na kota, skoro można pogonić ulubioną gumową, piszczącą żyrafę? Jeśli ludzie chcą się bawić, trzeba to wykorzystać! Po mniej więcej godzinnych zabiegach odwracających uwagę i pokazujących, co lepsze i co się bardziej opłaca, wszystkie zwierzęta chodziły swobodnie po tym samym pomieszczeniu. Następnego dnia kontynuowania terapii odczulania nie było awantur. Co prawda Dosia dwukrotnie zaszczekała na kota, ale patrząc na właścicieli. W obliczu braku reakcji z ich strony, cichła, sprawdzając inną metodę zwrócenia na siebie uwagi. Ta nowa, pokazana suczkom poprzedniego dnia, działała. W końcu kawałek kabanosa smakuje równie zacnie jak ser… A z pewnością znacznie lepiej niż kot. Parokrotnie w ciągu dnia i kilku kolejnych, buldożki jeszcze zaczepiały mruczka, ale dzięki żelaznej konsekwencji i stałym działaniom właścicieli, udało się je oduczyć przejawów agresji. Dwa tygodnie po pierwszej nieudanej randce kot i psy śpią w tym samym pomieszczeniu, razem się bawią i zaglądają w domowe kąty. Jak w każdej rodzinie, tak i tutaj dochodzi do okazjonalnych zgrzytów, bo któryś zwierzak ma „gorszy” dzień albo akurat brak mu ochoty na zabawę. To jednak zjawiska naturalne i niestanowiące powodu do niepokoju.
Michał Kisiel, specjalista psich zachowań

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze: Przyjaciel Pies nr 5/2012

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Nowy domowy ład Reviewed by on . [caption id="attachment_901" align="alignleft" width="270"] pies i kot[/caption] Nowy domowy ład Gość w domu to wydarzenie wywołujące silne emocje. A co zrobić, [caption id="attachment_901" align="alignleft" width="270"] pies i kot[/caption] Nowy domowy ład Gość w domu to wydarzenie wywołujące silne emocje. A co zrobić, Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top