czwartek, 14 grudnia 2017

Nie taki Hugo straszny

2 kwietnia 2017 10:20 1 komentarz

Nie taki Hugo straszny

Podobno mylić się, jest rzeczą ludzką… Tymczasem czytając poradniki dotyczące behawiorystyki zwierząt, szkolenia lub nawet nauk niezwiązanych z psami, odnoszę wrażenie, że jestem otaczany przez fachowców nieomylnych, którym każda konsultacja idzie idealnie, jak zaplanowali.

Nie taki Hugo straszny

Nie taki Hugo straszny

Nie zarzucam im, że nie mają racji – wręcz przeciwnie – to olbrzymie autorytety, z wielką wiedzą, ale szczerze powątpiewam, czy zawsze wszystko się im udaje. Każdy może mieć gorszy dzień, na jakieś zachowanie nie zwrócić uwagi lub postawić złą diagnozę. Osobiście jestem zdania, że warto się dzielić również wnioskami z działań, które nie przyniosły oczekiwanych wyników i pokazywać, w jaki sposób można uniknąć tych błędów w przyszłości. Tak czy inaczej, dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o przypadku zwierzęcia, którego problem nie do końca został rozwiązany.

Hugo – agresor

Pewnego dnia zadzwonił do mnie właściciel mieszańca amstaffa z innym czworonogiem typu bull. Jego pies nagle zaczął się zachowywać agresywnie wobec raczkującego dziecka. Mężczyzna zadał mi pytanie, czy da się coś z tą agresją zrobić, bo jeśli nie, to następnego dnia zwierzak zostanie uśpiony. Poczułem się jak sędzia i kat w jednej osobie. I to zanim rozpoczął się proces.
Pojechałem na konsultację. Dzwonek do drzwi – po drugiej stronie szczekanie, szamotanina i ujadanie staje się coraz cichsze. Oznacza to, że pies został zamknięty w innym pomieszczeniu. Czyżby było aż tak źle? Faktycznie, zwierzaka umieszczono na balkonie. Stamtąd mnie obserwował i hałasował. Kiedy usiadłem, poprosiłem o jego wypuszczenie. Był ogromny! Przybiegł do mnie i zbadał mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Postanowił się przywitać złapaniem mnie za nadgarstek. Właściciele zapomnieli mi powiedzieć o tym rytuale. W przypadku psów o silnie rozwiniętych mięśniach szczęk to częste zachowanie. Opiekunowie niemal podskoczyli z przerażenia, co dodatkowo zaalarmowało zwierzaka. Ja to jednak zlekceważyłem, nie próbując wyciągać ręki. Kiedy bowiem „przeżuwacz” zorientuje się, że to, co jest przeżuwane, nie ucieka, nie wyrywa się i jest nudne, uznaje, iż nie warto tego gryźć. Hugo puścił dłoń ze zdziwieniem, za co otrzymał smakołyk. Tym samym już mnie polubił. Nie ukrywam, że przyjąłem te przejawy sympatii z ulgą i radością, bo jego gabaryty były przerażające. Podczas konsultacji wielokrotnie do mnie przychodził, łasił się, domagał się pieszczot. Zawsze przyjaźnie, z merdającym ogonem.

Dziecko zmienia dom

Pies nie stwarzał żadnych kłopotów behawioralnych, dopóki nie pojawiło się dziecko. Wówczas lawinowo zaczęły występować złe zachowania: warczenie na malucha, szczekanie na inne psy itd. Zanim właściciel się ze mną skontaktował, szukał rozwiązania problemów w poradnikach i książkach dotyczących wychowania psów. Niestety sięgnął do tych najłatwiej dostępnych, propagujących teorię dominacji. Po którymś warknięciu Hugo na raczkujące dziecko, opiekun postanowił wprowadzić w życie przeczytane zalecenia. Złapał swojego psa za kark i przygniótł go do ziemi. Pupil zareagował agresją, odstraszając człowieka. Na szczęście skończyło się na pokazie sił. Od razu wytłumaczyłem właścicielowi, że to, co zrobił, było porównywalne z zabawą zapałkami w składziku petard. Pies w sytuacji zagrożenia, czyli stresu, może zastosować jedną z pięciu strategii, tzw. 5 F, co oznacza m.in. udawanie martwego, uciekanie albo walkę. W zależności od tego, jakim temperamentem cechuje się dany zwierzak oraz jakie było pierwotne przeznaczenie rasy, wybierze tę strategię, która najbardziej odpowiada jego wzorcowi. Pamiętajmy, że psy typu bull stworzono do walki i ta potrzeba jest w nich silnie zakorzeniona, więc w sytuacji, gdy zostaną uruchomione pierwotne instynkty, pies wybierze zachowanie najmocniej utrwalone. W tym przypadku skutki dla właściciela mogły się okazać tragiczne. Moje tłumaczenie zostało jednak skwitowane stwierdzeniem, że tam, gdzie jest dwóch samców, tam musi być walka. Początek konsultacji nie wróżył niczego dobrego…
Zanim urodziło się dziecko, Hugo był oczkiem w głowie opiekunów. Dużo spacerów, ciekawe zabawy, kompletna swoboda. W momencie pojawienia się brzdąca w domu, niemalże z dnia na dzień pies wylądował na balkonie, a spacery zostały ograniczone do minimum. Dodatkowo, ze względu na mobilność najmłodszego członka rodziny, legowisko Hugo co chwilę zmieniało swój kształt i położenie.

Program naprawczy

Przede wszystkim zasugerowałem, by urozmaicić czas zwierzaka w ciągu dnia, poprzez zorganizowanie mu jak największej liczby zabaw – zwłaszcza siłowych, m.in. aportowania, biegania za patykiem, przeciągania liny, wyszukiwania ukrytych zabawek, smakołyków. Podczas konsultacji zaprezentowałem, jak można się przeciągać z psem. Ten podczas zabawy powarkiwał i bulgotał, co było zupełnie naturalnym zachowaniem, niemającym nic wspólnego z agresją. Kiedy Hugo za bardzo się angażował w „walkę”, natychmiast ją przerywałem. Po kilku minutach, gdy ochłonął, można było powrócić do zabawy. Zasugerowałem również spacery w różne miejsca, by pies miał możliwość zaspokojenia potrzeb eksploracji i zapoznania się z nowym otoczeniem. Będzie wówczas spokojniejszy. Dodatkowo zaproponowałem podawanie większej liczby gryzaków, które pomogą Hugo rozładować stres i się wyciszyć.
Zwróciłem uwagę na jeszcze jeden ważny element, a mianowicie posłanie. Legowisko musi znajdować się w stałym miejscu, odpowiadającym zwierzęciu, a nie wędrować jak wóz Drzymały. Dzięki temu psiak będzie miał dobry widok na to, co dzieje się w domu, i zyska azyl, w którym poczuje się bezpiecznie. Ponadto należało zwiększyć liczbę kontaktów Hugo z dzieckiem. Podpowiedziałem właścicielom, by w czasie, kiedy bawią się z pociechą, zorganizowali pupilowi inną, równoległą rozrywkę lub pieszczoty. Niezbędne jest również utrwalanie dobrze znanych psu komend („siad”, „waruj”, „zostaw”) w różnych warunkach, nie tylko w domu. Zaleciłem nagradzanie zwierzaka (pochwałą, chwilą zabawy, rzuceniem piłki itd.) za każdorazowe przyjście do opiekunów. Zasugerowałem również karmienie z ręki, a każdy objaw agresji nakazałem przerywać jakimś dźwiękiem (np. generowanym przez naczynia kuchenne lub przez dyski Fishera) i w momencie, gdy pies zainteresuje się sygnałem, przenieść jego uwagę na zabawkę albo coś, co jest dla niego atrakcyjne.
Dopiero gdyby udało się zaspokoić podstawowe potrzeby czworonoga w sposób określony powyżej, przeszlibyśmy do odwrażliwiania Hugo i przyzwyczajania go do różnych osób, w tym dzieci, m.in. poprzez nagradzanie za każde spokojne zachowanie. Pies musi „kojarzyć” poszczególnych ludzi z czymś przyjemnym, dlatego wskazane, aby częstowali go smakołykami, chwalili, bawili się z nim. W przypadku młodszych dzieci niezbędna jest stała kontrola i lepiej, by asystujący opiekun podrzucił  psu smakołyk lub zabawkę w obecności malucha.

Pages →  1 2

Nie taki Hugo straszny Reviewed by on . Nie taki Hugo straszny Podobno mylić się, jest rzeczą ludzką... Tymczasem czytając poradniki dotyczące behawiorystyki zwierząt, szkolenia lub nawet nauk niezwią Nie taki Hugo straszny Podobno mylić się, jest rzeczą ludzką... Tymczasem czytając poradniki dotyczące behawiorystyki zwierząt, szkolenia lub nawet nauk niezwią Rating: 0

komentarze (1)

  • Olivia Toniak

    Olivia Toniak

    Świetny artykuł!!! Ja również preferuję szkolenie pozytywne, więc zawsze denerwowało mnie, gdy czytałam o rasach typu bull i w końcu natykałam się na fragmenty typu „musi wiedzieć kto jest wyżej w hierarchii”, „dominujący”, itp. Myślałam: „Jak to? To znaczy, że przy kontakcie z takimi rasami nie można kierować się szkoleniem pozytywnym?!” A jednak można i właściciele takich ras powinni o tym wiedzieć. Dziękuję, że miałam możliwość przeczytania tego artykułu. 🙂

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top