poniedziałek, 22 października 2018

Msza ważniejsza niż pies

10 sierpnia 2018 06:03 Zostaw komentarz
Msza ważniejsza niż pies

fot. Fundacja na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE/psifotograf.com

Msza ważniejsza niż pies

Przed kościołem, w jednej z parafii w gminie Wojciechów (woj. lubelskie), podczas niedzielnej mszy leżał pies należący do proboszcza: bardzo ciężko oddychał, nie podnosił głowy, nie reagował na wołanie.

„Wielu Polaków modli się na mszy świętej, wśród kościołów przechodzą tłumy ludzi. Obok jednego z nich w jednej z podlubelskich wsi leży pies, nie podnosi się, oddycha z trudem, miejscami przerzedzona skołtuniona i zalepiona brudem sierść odkrywa zaczerwienienia na brzuchu i wewnętrznych powierzchniach ud, wśród niej kłębią się liczne pasożyty. Pies jest słaby, osowiały. W kościele msza.” – tak opisuje na swoim profilu na FB zastaną na miejscu sytuację Fundacja na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Ex Lege.

Losem czworonoga nie zainteresował się nikt z biorących udział we mszy parafian.  Pomogła mu małoletnia wolontariuszka, która akurat przyjechała do kościoła z Lublina. – Poinformowała nas o tym, a my poprosiliśmy o wysłanie zdjęć, aby móc ocenić sytuację – mówi Marta Włosek, prezes Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Ex Lege. Sytuacja była na tyle poważna, że wolontariusze fundacji przyjechali z Lublina, aby pomóc zwierzęciu.

Msza ważniejsza niż pies

fot. Fundacja na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE/psifotograf.com

„Podczas poszukiwań dopytujemy okolicznych mieszkańców o los zwierzęcia. Kto go zna? Do kogo należy? I tu jesteśmy zszokowani! Znają wszyscy! Wszyscy określają stan psa, jako zły i potwierdzają, że pies żyje wolno, bez stałego miejsca zabezpieczającego go przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, jednak trzyma się terenu Parafii, ponieważ…..od wieku szczenięcego należał do księdza, który ponad rok temu odszedł na emeryturę i wyprowadził się z Parafii. Wg napotkanych przez nas osób, ów ksiądz zostawił go, nie powierzając nikomu nad nim opieki!” – tak brzmi dalsza część opowieści na profilu FB Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Ex Lege.

Pies nie był w stanie sam stać, zrobił kilka kroków i się przewracał. Na skórze widać było liczne wyłysienia, zaczerwienienia i rój pasożytów. Okazało się, że pies o imieniu Atos rzeczywiście należał do byłego proboszcza parafii, który na opisywanej plebanii nie mieszka od roku. „Dziennik Wschodni” dotarł do byłego proboszcza, który obecnie jest już na emeryturze. – Atos był moim psem. Miałem go od szczeniaka – powiedział duchowny gazecie. – Nie miałem warunków, aby go ze sobą zabrać. Poprosiłem swojego następcę, aby się nim zaopiekował. Pamiętam jak mówił, że to drugi pies, którego dostaje w spadku po poprzedniku. – stwierdził. Innego zdania jest obecny proboszcz parafii. – Ksiądz powiedział, że jego poprzednik po prostu wyjechał i zostawił psa. Miał nie powierzyć nikomu opieki – mówi Marta Włosek.

„Obecny proboszcz absolutnie nie poczuwa się do zapewnienia psu jakiejkolwiek opieki, tym bardziej weterynaryjnej. Mówi, że przecież „nie będzie go łapał, bo gdyby pies miał budę, był uwiązany…” Pytamy, czy pies agresywny? Odpowiedź brzmi „nie”” – czytamy na profilu FB.

Jak zauważyli pracownicy fundacji, przed plebanią stały dwa naczynia brudnej wody. Obecny proboszcz przyznał, że to on wystawił je psu oraz że daje mu jeść, czasami. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, psem opiekowali się uczniowie i pracownicy pobliskiej szkoły. Dokarmiali go m.in. resztkami z obiadów szkolnych. – Zacząłem zajmować się Atosem jakieś 6 miesięcy temu, kiedy jeszcze w parafii był „przejściowy” ksiądz, przed nowym proboszczem – opowiada Roman Gąska. – Obecny proboszcz i kościelny twierdzą, że pies nie chce jeść. Tylko jak ja mu przynosiłem jedzenie, to tego nie zauważyłem. On żył tylko dzięki tym szkolnym zlewkom.

Pies jest w bardzo złym stanie, ma poważną anemię i jest słaby. – Trzeba było go całego ogolić, ponieważ miał taką liczbę pasożytów i kołtunów, że nie można było postąpić inaczej, chociaż w lecie takie zabiegi nie są wskazane. Pies jest bardzo słaby. Nie wiem czy zdołamy go uratować – martwi się Marta Włosek.

– Przykro mi, że tak się stało – mówił w mediach były proboszcz. – Byłem przekonany, że mój następca zajął się Atosem. Byłem w parafii 4 albo 5 razy i widziałem karmę w misce. Nigdy też nic nie mówił, że nie chce się psem zajmować. W tej sytuacji jestem gotowy pomóc – deklaruje.

Jak poinformowała Marta Włosek, fundacja przekaże sprawę do rozstrzygnięcia prokuraturze i to ona zdecyduje, jaki będzie dalszy los zwierzęcia. Kara do 3 lat więzienia za porzucenie psa grozi byłemu proboszczowi, o ile w toku postępowania nie udowodni, że przekazał opiekę komuś innemu.

Msza ważniejsza niż pies Reviewed by on . [caption id="attachment_35671" align="alignleft" width="300"] fot. Fundacja na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE/psifotograf.com[/caption] Msza ważniejsza niż [caption id="attachment_35671" align="alignleft" width="300"] fot. Fundacja na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE/psifotograf.com[/caption] Msza ważniejsza niż Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top