czwartek, 15 listopada 2018

Mały wielki wróg

10 października 2018 06:04 3 komentarzy

BWI-BS241947Mały wielki wróg

Niestety z zimowego letargu przebudzamy się nie tylko my i nasi czworonożni podopieczni, ale także ich wielcy, choć małych rozmiarów, wrogowie. Kleszcze!!!

O tym, jak ochronić psa przed groźnymi chorobami przenoszonymi przez kleszcze, opowiada doktor Andrzej Połozowski z Katedry Chorób Wewnętrznych z Kliniką Koni, Psów i Kotów Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Przyjaciel Pies: Kiedy kleszcze najchętniej ruszają do ataku?
Andrzej Połozowski: Pora roku nie ma dla nich znaczenia – ważna jest temperatura otoczenia. Wraz z jej wzrostem zwiększa się ich żywotność. Do żerowania wystarcza im 7–8 stopni Celsjusza. Nasz pies może zatem zostać zaatakowany nawet w środku łagodnej zimy. Z kolei latem, gdy temperatura wzrasta powyżej 30 stopni, kleszczy za dnia w słonecznym miejscu na pewno nie znajdziemy – szybko giną w takich warunkach.
PP: Czy ostra zima szkodzi tym pajęczakom?
AP: Jeśli na początku zimy spadnie warstwa śniegu, która utrzyma się do wiosny, to kleszcze pod spodem mogą spokojnie przetrwać nawet najsroższe mrozy. Najgorsze dla nich są częste zmiany, a więc wielokrotne ocieplenia i ochłodzenia. Takie budzenie się do życia i ponowne zamarzanie zabija te niebezpieczne istoty.
PP: Czyli to mały przeciwnik, ale jednocześnie twardy?
AP: Tak, chociaż wbrew pozorom nie-łatwo wyhodować kleszcza. Może się rozwijać jedynie w wilgotnym środowisku. Poza tym samica, by złożyć jaja, najpierw musi nassać się do pełna krwi żywiciela. Potrzebuje więc dużo czasu (gatunki kleszczy spotykane w Polsce żerują od 3 do 7 dni) na wypełnienie swojego przewodu pokarmowego. No, i żeby zaatakowała, musi być zapłodniona przez samca lub przynajmniej wyczuwać jego obecność w pobliżu.
PP: W suchych miejscach te pajęczaki nam niestraszne?
AP: Zgadza się. To ważna informacja dla tych, którzy boją się, że kleszcz odpadnie od psa w mieszkaniu i złoży jaja. Nassany może przetrwać przez pewien czas, ale nie ma szans, by zaczął się rozmnażać. W domu jest na to za sucho. Raz do roku wybieram się ze studentami na zajęcia terenowe, w czasie których pokazuję im, w jakich środowiskach żyją kleszcze. Najczęściej wyruszamy na Wyspę Opatowicką we Wrocławiu, jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców naszego miasta. Tam jest mnóstwo ludzi, zwykle spacerujących z czworonogami, a więc i dużo kleszczy. Studenci uczą się, gdzie te stworzenia mogą „czaić się” na żywiciela – to musi być oczywiście zakątek zacieniony, z daleka od promieni słonecznych, często na ściółce wokół starych drzew, gdzie system korzeniowy tworzy specyficzny mikroklimat, jest wilgotno. W takich miejscach odławiamy kleszcze dzięki tzw. flagowaniu – bierzemy skrawek kosmatego materiału przypiętego do kija i przeciągamy po powierzchni poszycia. Kleszcze, jeżeli są, uczepiają się „flagi”. Co ważne, musi to być białe sukno. Dlaczego? Bo biel odbija ciepło oraz światło, a kleszcze odbierają bodźce termiczne.
PP: Czy to znaczy, że biały pies jest bardziej narażony na atak niż czarny?
AP: Zdecydowanie tak. Zaobserwowałem tę zależność na kotach moich rodziców – jeden jest czarny, u drugiego przeważają białe łaty. Łaciaty wraca zawsze ze znacznie większą liczbą kleszczy niż czarny.
PP: Występuje wiele gatunków tych pasożytów. Które są najgroźniejsze?
AP: Najczęściej spotykany jest Ixodes ricinus (kleszcz pospolity), który infekuje boreliozą, ale za to nie jest nosicielem znacznie niebezpieczniejszej dla psów babeszjozy. To domena innego gatunku – Dermacentor reticulatus (kleszcza łąkowego). On może zarażać i zakażać obydwoma tymi chorobami.
PP: Porozmawiajmy najpierw o boreliozie. Na ile jest groźna dla czworonoga i jak ją wykryć?
AP: Przede wszystkim nie jest zbyt często diagnozowana. Dotychczas nie badano psów pod tym kątem, a ta choroba rzadko daje widoczne objawy. Symptomy takie jak rumień wędrujący (u człowieka pojawiający się w miejscu wkłucia zakażonego kleszcza) u zwierząt prawie nie występują. A jeśli nawet, trudno to dostrzec przez okrywę włosów…
PP: Lekarz weterynarii też ma kłopoty z wykryciem boreliozy?
AP: Teraz jest łatwiej, bo dysponujemy testem SNAP 4Dx, który wykrywa zarówno tę chorobę, jak i kilka innych. Badanie krwi wystarcza do diagnozy. Test kosztuje około 80–100 złotych. Kiedy już wiemy, że pies został zakażony boreliozą, można mu podać antybiotyki. Co ciekawe, borelioza wcale nie musi się pojawiać jedynie u zwierząt i ludzi mieszkających na wsi lub terenach zalesionych. Niedawno w okolicy centrum Wrocławia wykryto ją u kilku mieszkańców domków jednorodzinnych. Prawdopodobnie najpierw pojawiła się u psów i kotów, a potem zakażone kleszcze przeniosły ją na właścicieli czworonogów. Trzeba podkreślić, że w takich przypadkach diagnozowanie choroby u zwierząt jest jednocześnie profilaktyką boreliozy u ludzi.
PP: Lekarze podpowiadają podanie psu szczepionki. Najlepiej to ponoć robić na początku wiosny. Jak ona działa i na ile jest skuteczna?
AP: Warto pamiętać, że szczepienie to także profilaktyka dla człowieka. Ale muszą być do niego wskazania – jeśli więc z psem przebywamy często w lesie lub w pobliżu domu z ogródkiem, w którym występują kleszcze (nie dotyczy to wielkomiejskich blokowisk z towarzyszącymi im trawnikami regularnie koszonymi przez pracowników spółdzielni mieszkaniowych), stosowanie szczepionki ma sens. Zabezpiecza zwierzę, właściciela oraz jego rodzinę. Ale jeśli czworonóg mieszka w blokowisku i w lesie czy na łące bywa od święta, nie widzę powodów, by podawać mu szczepionkę.
PP: Znacznie niebezpieczniejsza dla psów jest inna choroba odkleszczowa – babeszjoza. Gdzie są jej ogniska?
AP: W naszym kraju przenosi ją wspomniany już Dermacentor reticulatus (kleszcz łąkowy). Do tej pory występowała głównie na wschodzie Polski, na zachodzie jej nie było. Ekspansja wielu schorzeń, w tym babeszjozy, zależy jednak nie od ocieplania się klimatu, ale od częstot-liwości przemieszczania się ludzi i zwierząt. Najbardziej mobilni właściciele psów to mieszkańcy dużych miast. Są lepiej sytuowani, częściej podróżują w towarzystwie swoich czworonogów, zatem babeszjoza rozprzestrzenia się głównie w dużych aglomeracjach. Kleszcz, „nabyty” w innym rejonie kraju, po nassaniu się krwi odpada od psa w jego „rodzimym” parku. Ta okoliczność może dać początek nowemu ognisku choroby. Podkreślam – nie dzieje się to w lesie, ale najczęściej na zadrzewionym terenie zielonym dużego miasta. Tak się stało np. w Poznaniu, gdzie jedna z dzielnic była dotknięta babeszjozą. Trzeba też dodać, że choroba ta jest zawlekana na nowe miejsca nie tylko ze wschodnich terenów Polski, ale też zza byłej, zachodniej granicy. Za Odrą i Nysą Łużycką są obszary, gdzie Dermacentor występuje od dawna. Coraz częściej „importujemy” od sąsiadów ten gatunek kleszczy.
PP: Dlaczego tak bardzo lękamy się babeszjozy? Jakie są jej objawy?
AP: Bo to naprawdę ciężka choroba – nieleczona oznacza śmierć psa. Pierwszy sygnał to wysoka temperatura. Dość szybko pupil robi się też osowiały i apatyczny. W większości przypadków występuje również krwiomocz. Reakcja właściciela na takie symptomy powinna być natychmiastowa, a leczenie podjęte niezwłocznie po zdiagnozowaniu choroby. Czas odgrywa w walce z nią zasadniczą rolę. Jakiekolwiek opóźnienie może skutkować np. niewydolnością nerek, co często kończy się śmiercią zwierzęcia. Gdy podopieczny zapada na babeszjozę po raz pierwszy, efekt terapeutyczny jest bardzo szybki: 24–48 godzin po podaniu leku pierwotniaki giną. Już następnego dnia pupil czuje się znacznie lepiej. Trzeba jednak pamiętać, że kleszcz może zarazić psa babeszjozą i boreliozą jednocześnie.
PP: Chorobowa kumulacja?
AP: Tak. Bywa, że po podaniu leku przeciwko babeszjozie następuje chwilowe polepszenie samopoczucia pacjenta. Po pewnym czasie zauważamy jednak, że temperatura znowu jest podwyższona. Kolejne badanie, tym razem w kierunku boreliozy, wykazuje, że trzeba zastosować dodatkowy lek – antybiotyk z grupy tetracyklin, aby podopieczny powrócił do zdrowia.
PP: Jak najskuteczniej zabezpieczyć psa?
AP: Można sięgnąć po preparaty nakrapiane na skórę zwierzęcia lub obroże przeciwkleszczowe. To oczywiście nie gwarantuje stuprocentowej ochrony – skuteczność tych metod zmniejsza się dodatkowo po każdym kontakcie z wodą, bo substancja zabezpieczająca obecna w warstwie łojowej powlekającej skórę psa jest częściowo spłukiwana.
PP: Podobno środki zabezpieczające przed kleszczami powinno się co jakiś czas zmieniać.
AP: Tak. Jeśli ciągle podawany jest preparat z tą samą substancją czynną, pasożyty po pewnym czasie stają się na nią odporne.
PP: Na których terenach psy są szczególnie narażone na atak tych pajęczaków?
AP: Pupila powinniśmy starannie zabezpieczyć, gdy wybieramy się na Mazury. To przepiękne obszary, ale pod względem zagrożenia ze strony kleszczy – najniebezpieczniejsze w Polsce. Mamy tam całą gamę chorób przenoszonych przez te stworzenia, łącznie z wirusowym kleszczowym zapaleniem mózgu i opon mózgowych.
PP: Psy również na to chorują?
AP: Tak, dotychczas nie zdawano sobie z tego sprawy, bo u czworonogów choroba przebiega bezobjawowo. Tę informację po raz pierwszy podano w listopadzie 2011 roku na międzynarodowym sympozjum naukowym w Budapeszcie.
PP: Stosunkowo niedawno pojawiła się szczepionka przeciwko babeszjozie. Niektórzy lekarze twierdzą, że wiążą się z nią nieprzyjemne skutki uboczne. Poza tym jest dość kosztowna. Warto ją stosować?
AP: Tam, gdzie występuje niskie niebezpieczeństwo zarażenia, sięganie po nią nie ma sensu. Nie chroni przed zachorowaniem – jeśli pies stanie się ofiarą kleszcza, który jest nosicielem pierwotniaka Babesia canis, babeszjoza i tak się rozwinie, po zastosowaniu szczepionki jej przebieg będzie jednak łagodniejszy. Lekarz ma też znacznie więcej czasu na reakcję. Na terenach, gdzie babeszjoza od lat jest zmorą właścicieli czworonogów, użycie szczepionki jest jak najbardziej uzasadnione. Uważa się, że zwykle czwarte zarażenie babeszjozą bywa dla zwierzaka śmiertelne, mimo podjętego na czas leczenia.
PP: Czyli przede wszystkim profilaktyka…
AP: Dokładnie. Powinniśmy często oglądać psa (latem codziennie), szczególnie po spacerach do parków i lasów. Zakażenie
i zarażenie chorobami przenoszonymi przez kleszcze następuje zwykle po 24 godzinach od momentu wkłucia się w skórę żywiciela. Jeśli w ciągu pierwszej doby umiejętnie usuniemy pasożyta, nie powinno dojść do infekcji. Problem w tym, że kleszcze żerują na naszym ciele i ciele naszych zwierząt w miejscach trudno dostępnych dla wzroku. Mało tego, wkłucie przebiega w sposób zupełnie bezbolesny. O pasożycie dowiadujemy się po wielu godzinach, gdy zaczyna się rozwijać odczyn tkankowy – organizm reaguje na ciało obce. Warto wyjaśnić, że kleszcz swoimi szczękoczułkami nacina skórę i wsuwa w rankę tzw. języczek, czyli twór uzbrojony w kolce skierowane do tyłu. Języczek działa jak haczyk na ryby, sprawia, że wkłutego pasożyta nie tak łatwo wyciągnąć.
PP: Jak go zatem usunąć, by nie narobił dodatkowych kłopotów?
AP: Najrozsądniej użyć haczyków O’Toma wymyślonych przez francuskiego lekarza weterynarii. Przy ich projektowaniu wykorzystano wiedzę z zakresu morfologii i fizjologii kleszczy. Wyciąganie kleszcza ze skóry palcami lub pęsetą wywiera na niego nacisk, co skutkuje zwymiotowaniem zawartości jego jelita do rany w ciele żywiciela. Żeby skutecznie usunąć pasożyta ze skóry, trzeba spowodowć, by złożyły się kolce jego języczka, a to wymaga ruchu obrotowego.
PP: Kręcimy w lewo czy w prawo?
AP: Zawsze się śmieję z tego pytania. Kierunek nie ma znaczenia, ważne, żeby kręcić konsekwentnie w jedną stronę. Istotne jest także wcięcie w haczyku O’Toma – gdy umieszczamy je przy skórze, zapobiegamy wydalaniu zawartości jelita pasożyta do rany. Wykręcanie kleszcza jest dla psa bezbolesne – zwierzak często uważa, że to zabawa. Po wszystkim trzeba oczywiście zdezynfekować miejsce wkłucia.
PP: Z tego wynika, że powinniśmy zawsze być gotowi na wojnę z kleszczami?
AP: Nie wpadałbym w panikę. Przypominam, że te pasożyty występują w środowiskach o dużej wilgotności. Nie spotkamy ich w lasach iglastych. Pojawiają się w lasach mieszanych, raczej z przewagą drzew liściastych, lub na łące z wysokimi trawami, które stwarzają specyficzny mikroklimat. Na zadbanym przydomowym trawniku żaden kleszcz nie zagrzeje miejsca.
Rozmawiał Maciej Sas

Środki zabezpieczające psa przed kleszczami

Preparaty te zawierają różne substancje kleszczobójcze, są dostępne w wielu postaciach, nie powinno się ich stosować jednocześnie.
OBROŻE
Obroże przeciw pchłom i kleszczom zawierają substancje czynne, które rozprzestrzeniają się w sposób ciągły po sierści, nie wnikając do organizmu psa. Ich plusy to niewątpliwie długotrwałe działanie. Najlepsze obroże działają 6–7 miesięcy. Pod kilkoma jednak warunkami: zwierzak musi być suchy i czysty, bo na sierści mokrej lub brudnej środek nie rozprzestrzenia się prawidłowo. Dodatkowo działanie obroży zmienia się w zależności od długości szaty użytkownika i jej gęstości. Warto pamiętać, że obroża wydziela dość intensywny zapach – niektórym osobom może on przeszkadzać. Jeśli mamy pupila, który uwielbia się przytulać, i małe dzieci, lepiej unikać obroży. Wydawałoby się, że będzie ona dobra dla psa podwórkowego, ale gdy podopieczny zmoknie na deszczu, akcesorium przestanie działać. Podobnie, gdy zwierzak mocno się ubrudzi. Podsumowując, obroża nadaje się dla zapominalskich opiekunów, bo można ją wymieniać co 6–7 miesięcy, oraz dla czworonogów, których właściciele skrupulatnie dbają o higienę swoich ulubieńców.
SPOT-ON
Substancja czynna została zamknięta w małej pipetce, w postaci oleistego płynu. Środek zakrapla się na skórę w jedno lub kilka miejsc. Do stosowania co cztery tygodnie. Opóźnienie choć o kilka dni powoduje, że pies przestaje być zabezpieczony. To minus tego typu środków. Plusy to łatwość podania i bardzo duża skuteczność działania. Środek można wygodnie zaaplikować psom długo- i krótkowłosym. Poza tym zabezpiecza nawet te osobniki, które zmokły na deszczu lub się wykąpały. To niewątpliwie najlepszy typ preparatów przeciwkleszczowych dostępnych na rynku.
SPRAY
Te same substancje czynne, które występują w spotach, możemy zakupić także w sprayu. Wydają się jednak mniej bezpieczne, bo podczas ich aplikacji pies i właściciel wdychają drobinki chemikaliów. Poza tym trudno obliczyć, jaką ilość środka należy podać, i brak pewności, czy w skórę wsiąknęło odpowiednio dużo preparatu. Aplikacja komplikuje się dodatkowo u psów długowłosych. Spray, tak jak spot, należy stosować co cztery tygodnie, pamiętając o założeniu rękawiczek jednorazowych. (MCh-W)

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze: Przyjaciel Pies nr 4/2012

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Mały wielki wróg Reviewed by on . Mały wielki wróg Niestety z zimowego letargu przebudzamy się nie tylko my i nasi czworonożni podopieczni, ale także ich wielcy, choć małych rozmiarów, wrogowie. Mały wielki wróg Niestety z zimowego letargu przebudzamy się nie tylko my i nasi czworonożni podopieczni, ale także ich wielcy, choć małych rozmiarów, wrogowie. Rating: 0

komentarze (3)

  • PatrickBateman

    Obroża nie jest skuteczna jeżeli pies na spacerach często się kąpie w strumieniach, wbiega do wody. Opinie o Foresto były takie , że jest wodoodporna, a to kłamstwo! Na samej ulotce z foresto jest jak byk , że skuteczność obroży spada jeśli jest pies narażony na częste działanie wody, dopuszczalna jest jedynie raz w miesiącu!!! kąpiel i to samo dotyczy nurzania się psa w strumieniach. Czyli obroża nic nie pomaga psom pływającym (nowofundlandy, labradory) i kleszcze codziennie zwierzę będzie przynosić i roznosić po domu, narażając nas na choroby odkleszczowe. Jedyne co można zrobć to nie pozwalac psu na wchodzenie do wody na spacerach, bo obroża nie zadziała. To trudne w wypadku pływaków jak labradory, dlatego zdecydowanie wole spot-ony jak Frontline.

  • dwbem

    dwbem

    Ja od dłuższego czasu stosuję obroże dawniej Kiltix a od parulat Forestoi nie wiem jak wygląda kleszcz na psie. poza tym mimo, że mam kilka psów, które się bawią ze sobą, poza tym z jedną sunią śpię jak dotąd nic złego się nie dzieje.

  • martamor

    jedyne co nam pomaga na kleszcze to fiprex, wypróbowałam juz chyba wszytsko a to jedyny preparat który przynosi ulge. Polecam z czystym sercem

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top