czwartek, 14 grudnia 2017

Lonia, moja miłość – część II

30 listopada 2017 08:10 Zostaw komentarz

Lonia, moja miłość – część II

U jamnika jest się na służbie – Agata Tuszyńska, autorka książki „Jamnikarium” opowiada o Lonii, swoim czarnym, gładkowłosym jamniku

Czy książka o jamnikach zmieniła coś w życiu Loni?

Tego chciałam. Żeby się wreszcie zajął ciekawą lekturą i nie zauważał moich nieobecności. Nic z tego. Okazało się natomiast, że lubi szum medialny wobec własnej osoby, z chęcią występuje w telewizji, rozdaje autografy. Gwiazdorzy! Tym gorzej znosi po tych atrakcjach samotność. Dlatego staram się wszędzie go ze sobą zabierać. Na uczelnię, do kawiarni, do radia. Nie szczeka, nie boi się, nie peszą go ludzie, nawet tłum, więc jest łatwy w obsłudze. Czasami zdarza mu się zostawać w samochodzie, oczywiście nie latem, traktuje go jak swoje gniazdo i tam czeka na mnie bardzo cierpliwie.

Co Lonia lubi jeść?

– Wszystko. Lubi naprawdę wszystko.

Ale chyba jednak nie wszystko dostaje?

– Prawie… Prócz karmy zjada rzeczy zaskakujące. Uwielbia surową i gotowaną marchewkę, winogrona, truskawki, potrafi zjeść sałatę, bób…

Słucham?

– … ananasa. Je wszystko to, co ja jem. Jedyne czego zdecydowanie nie lubi to cytryny i alkohol. Nawet ogórki kiszone je. Jest naprawdę wszystkożerny. Nigdy się nie zdarzyło, żeby zostawił cokolwiek w misce. Nigdy. Poza tym on jedzenie wsysa. Pogodził się nawet z tym, że nie jem mięsa. Inne moje psy miały pod tym względem lepiej, ale Lonia dożywia się na spotkaniach i przyjęciach. I nie wyciąga wniosków, że po wchłonięciu pół tuzina kabanosów, potwornie chce mu się pić.

Z książki wynika, że Lonia urodził się w Kanadzie i do Polski przyleciał samolotem.

– Przeleciał Atlantyk co najmniej trzy razy tam i z powrotem. I to nie w luku bagażowym, tylko ze mną. Leciał dziewięć godzin w jedną stronę, w specjalnym pojemniku. Miał kupiony bilet, przed wejściem dostał tabletkę uspokajającą, więc był senny. Wyjęłam go z pojemnika, siedział sobie grzecznie na moich kolanach, więc myślałam, że będzie spał. Tymczasem to ja zasnęłam, a kiedy się obudziłam, jamnika nie było. Biegałam po samolocie na czworakach, żeby znaleźć niskopodłogowca. A on wiedziony zapachem jedzenia, popędził pod siedzeniami na koniec samolotu. Nakryłam go jak kończył potrawkę z kurczaka.

Na czworakach po samolocie? To musi być miłość.

U jamnika jest się na służbie. Zauważył to Jerzy Waldorff, towarzysz słynnego Puzona. Zauważyli i inni jamnikolubni – Andy Warhol, Stanisław Lem, Picasso, Antoni Czechow i Coco Chanel. Ten pies uważa, że jest najważniejszy. Prezentuje daleko posuniętą niezależność, więc nasza miłość wystawiana bywa na próby. Ale czy to nie jest istota prawdziwego uczucia? Szczególnie do artysty?

KONIEC 🙂

rozmawiała: Jowita Flankowska

Lonia, moja miłość – część II Reviewed by on . Lonia, moja miłość - część II U jamnika jest się na służbie - Agata Tuszyńska, autorka książki „Jamnikarium” opowiada o Lonii, swoim czarnym, gładkowłosym jamni Lonia, moja miłość - część II U jamnika jest się na służbie - Agata Tuszyńska, autorka książki „Jamnikarium” opowiada o Lonii, swoim czarnym, gładkowłosym jamni Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top