środa, 27 marca 2019

Jazda w pole!

5 października 2018 06:10 Zostaw komentarz

Jazda w pole!

Dla psa myśliwskiego żywiołem jest polowanie, a rajem – las czy łąka, bo przecież tam czeka na niego mnóstwo tropów i woni. Właściciele wyżłów wiedzą, że wystarczy tylko o tym wspomnieć, a pupile już podnoszą uszy, ich ogony sterczą wysoko, a nozdrza intensywnie filtrują powietrze. Całą frajdę może jednak zepsuć lęk zwierzaka przed podróżą samochodem.

Jazda w pole

Zanim się rozpędzimy, uprzedzę pytanie, które mogło się nasunąć części z was. Jak to, pies myśliwski, pracujący, stworzony do tego, by przemierzać nieznane obszary, czegoś się boi? Przecież to niemożliwe! A jednak się zdarza, zwłaszcza gdy opiekun popełniał błędy wychowawcze w okresie socjalizacji lub jeśli pupil przestraszył się czegoś jako szczeniak. Zresztą, tak samo jest u ludzi. Pamiętacie B.A. Baracusa z „Dryżyny A”? Wielki facet, który pierwszy pojawiał się na polu walki, panicznie bał się latać.

Strachy i lęki Ayry

Nasza historia pokazuje, że nawet odważne wyżły mogą paść ofiarą swoich obaw tak, jak dziewięciomiesięczna wyżlica niemiecka Ayra, która od szczenięcia „nie lubiła” jeździć samochodem. Z tej „dolegliwości” częściowo wyleczyła ją starsza koleżanka Roxa, wyżlica weimarska. Młodsza suczka zaczęła ją naśladować i powoli pokonywała swoje słabości. Często wykorzystuje się tę metodę, by wpłynąć na zmianę zachowania psów. Podczas terapii albo szkolenia wprowadza się zrównoważonego czworonoga, którego obserwuje uczący się zwierzak. Gdy widzi zadowolenie kolegi, który po każdym poprawnie wykonanym poleceniu dostaje przysmak (kawałek parówki lub odrobinę serka), próbuje robić to samo, by także zasłużyć na nagrodę.
U naszych wyżłów problem powrócił, gdy dorosła suczka została mamą i przestała towarzyszyć młodszej w leśnych wypadach oraz imprezach kynologicznych. Osamotniona Ayra zaczęła panicznie bać się podróży samochodem. Nie tylko za nic nie chciała sama wskoczyć do auta, ale będąc już w środku, skowyczała i drapała w drzwi. Nie pomagały smakołyki, którymi właściciele próbowali, niemal na siłę, przekonać przestraszoną podopieczną.

Początek wszystkiego

Ayra od małego cierpiała na chorobę lokomocyjną. W czasie jazdy wymiotowała i źle się czuła, nic dziwnego, że kojarzyła nieprzyjemne doznania już z samym widokiem „piekielnego” pojazdu. Bardziej doświadczona koleżanka dodawała jej odwagi, ale gdy jej zabrakło, młoda sunia znowu zaczęła się bać, a każdy wyjazd zmieniał się w koszmar i dla niej, i dla opiekunów.
W tej sytuacji, na szczęście, mieliśmy do czynienia tylko z jednym problemem. Gdyby mała była psem lękliwym, musielibyśmy pracować także nad jej brakiem pewności siebie. Do tej pory obie wyżlice uczestniczyły w zajęciach i zawodach dla psów myśliwskich, poznały również zasady posłuszeństwa. Zaczęliśmy więc od utrwalania podstawowych komend, a naszym celem było wywołanie u młodszej pupilki wrażenia „bycia dobrą” i wzmocnienie jej pewności siebie. Jak pies odbiera podobne działania? „Siadam, właściciel się cieszy, dostaję smakołyk (zacny zresztą), to i ja się cieszę. Ech, skończył się worek pyszności… Jestem w tym taki dobry, że mój pan zużył już całe opakowanie przysmaków. Ja chcę jeszcze siadać i warować!”

Dobra zabawa przede wszystkim

Przy nagradzaniu za prawidłowo wykonane polecenia odwołałem się do instynktów myśliwskich Ayry. Sam smakołyk nie był wystarczającą atrakcją, musiał się jeszcze przemieszczać. Na uciekające – turlane po ziemi lub rzucane – ciasteczko można było zapolować, a o to suczce chodziło. Zdobycie przysmaku motywowało ją do dalszych działań. Z chwili na chwilę stawała się bardziej pewna siebie, jakby chciała krzyknąć: tu jestem! Zwróć na mnie uwagę! Chętnie usiądę… Ale daj krakersika…
Nie wspomniałem jeszcze o ważnej kwestii, a w zasadzie nie pochwaliłem się swoją przebiegłością. Zanim przystąpiliśmy do utrwalania komend, poprosiłem właścicieli o postawienie samochodu na podjeździe, kilka metrów od miejsca naszych ćwiczeń. Odtąd auto już zawsze stało w pobliżu podczas spotkań, a suczka mogła się do niego powoli przyzwyczajać i przekonywać, że w jego sąsiedztwie dzieją się fajne rzeczy, a smakołyki można wyciągać nawet z bagażnika. Zwykle mieliśmy też ze sobą linę. Jej przeciąganie to świetna zabawa, która zwiększa poczucie pewności siebie, zwłaszcza jeśli od czasu do czasu da się psu wygrać. Nie szarpiąc się, ale ciągnąc czy robiąc ósemki łatwo jest zbliżyć się z czworonogiem do samochodu.
Za szalenie istotną, w przypadku psa myśliwskiego, uważam naukę przywołania. Zaczęliśmy od próby zainteresowania Ayry nami – uciekania do tyłu z szuraniem nogami i klaskaniem. Wyżlica reagowała, ale nie na tyle, by uznać tę zabawę za skuteczną naukę. Powód? Zwykłe smakołyki przestały być atrakcyjne. Wytoczyliśmy więc ciężką artylerię – wykorzystaliśmy latające aporty i inne przedmioty, które można było przynosić, a przede wszystkim – gonić. W trójkę (towarzyszyli mi właściciele wyżlicy) rzucaliśmy je do siebie. Ten, do kogo leciał aport, wołał psa i dodawał komendę „do mnie”. Oba elementy – zabawka i polecenie – miały wpłynąć na utrwalenie pewnego psiego zachowania. W przyszłości Ayra słysząc hasło „do mnie” powinna przybiec do opiekuna, mimo że ten nie będzie miał w rękach żadnego przedmiotu. Każde ćwiczenie było premiowane. Modyfikowaliśmy na różne sposoby tę zabawę i jednocześnie małymi krokami zbliżaliśmy się do samochodu, nagroda (rzucony aport lub przysmak) lądowała coraz bliżej pojazdu. Wszystko odbywało się „przypadkiem”, a to przedmiot upadł tuż przy kole, a to osoba niechcący dotknęła auta lub się o nie oparła.

Pages →  1 2

Jazda w pole! Reviewed by on . Jazda w pole! Dla psa myśliwskiego żywiołem jest polowanie, a rajem – las czy łąka, bo przecież tam czeka na niego mnóstwo tropów i woni. Właściciele wyżłów wie Jazda w pole! Dla psa myśliwskiego żywiołem jest polowanie, a rajem – las czy łąka, bo przecież tam czeka na niego mnóstwo tropów i woni. Właściciele wyżłów wie Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top