Tropienie użytkowe – rekreacja i dobra zabawa

Tropienie śladów

Tropienie z powodzeniem uprawiać mogą czworonogi wszystkich ras. W tym sporcie liczy się nie rywalizacja, ale rekreacja i dobra zabawa. Ważne jest również poprawienie kondycji oraz zaspokojenie psich potrzeb. Zwłaszcza ten ostatni element ma ogromne znaczenie, gdy pupil ma problemy behawioralne.

Nim przejdę do sedna, spieszę uspokoić wszystkich czytelników – tym razem nie zamierzam wytykać błędów opiekunom ani wskazywać sposobu postępowania, dzięki któremu ich pupile staną się psami idealnymi. Pragnę jedynie zaprezentować konkurencję, której uprawianie ma mnóstwo zalet. Zamknijcie oczy i pomyślcie o tym, z czym się wam kojarzy tropienie. Cóż, w rzeczywistości jest jeszcze ciekawiej i… trudniej. Ale po kolei…

Ogólnorozwojowe tropienie

Jest wczesny, wilgotny poranek. Przez mgłę, która otula ziemię, powoli przenikają pierwsze promienie słońca. Wtem pogrążoną w letargu leśną polanę przecina rozpędzony wyżeł, za którym biegnie trzymający go na lince opiekun.

Za nimi w polu widzenia pojawia się grupa ludzi. Pies przeskakuje zwalone pnie, łamie gałęzie, kluczy między drzewami jak ciągnięty na niewidzialnej smyczy. Zimny i mokry nos niczym radar odbiera sygnał i zwierzak zmienia kierunek.

W tej scenie brakuje tylko Harrisona Forda uciekającego przed Tommym Lee Jonesem, ale ich zostawmy w spokoju. Może moja wyobraźnia odwołuje się do stereotypów, w rzeczywistości jednak zajęcia praktyczne z tropienia czy też zawody w tej konkurencji tak właśnie wyglądają.

Tropienie jest jedną z podstawowych potrzeb niektórych grup psów. Tak jak owczarki muszą zaganiać stado, tak psy myśliwskie muszą wyszukiwać i naganiać, jednym słowem – tropić. Jeśli nie zaspokoimy tej potrzeby, nie będą szczęśliwe i mogą zacząć przejawiać zachowania niepożądane.

Mowa tu przede wszystkim o beaglach, wyżłach, seterach, ale także sznaucerach, terierach czy retrieverach. I nie chodzi o to, by zwierzaki zdobywały trofea i medale. Tak jak nie każdy człowiek biegający po parku, myśli o wzięciu udziału w igrzyskach olimpijskich, tak nie każdy pies tropiący musi jeździć na zawody. Wystarczy, że dobrze się bawi i czerpie z tego przyjemność.

Zabawy należy tak organizować, by pies zawsze poradził sobie z wyznaczonym zadaniem, żeby znalezienie tropionych osób lub przedmiotów stało się nagrodą. Dlatego inaczej przygotowuje się trasy dla zwierząt i przewodników zaawansowanych, a inaczej dla psów początkujących czy starszych.

Odrobina biologii i chemii

Węch jest najważniejszym zmysłem umożliwiającym psu poznawanie świata. To dzięki niemu zwierzak tak naprawdę wie, co się wokół niego dzieje. Dla nas, ludzi, niepojęte jest to, że pupil czuje zapach z odległości kilkudziesięciu metrów. Ale w świecie psów wszystko ma swoją woń.

Przecież już jako ślepe szczeniaki rozpoznają w ten sposób swoją matkę. W zależności od rasy, psy mają węch od 1000 do 10000 razy czulszy niż człowiek, a to za sprawą kilkakrotnie większego niż u nas płatu węchowego w mózgu. W praktyce oznacza to, że długi na kilometr trop nie jest dla nich wyzwaniem, a zapach mogą podjąć nawet po pięciu dniach od jego powstania.

Czworonogi czują to, czego nie widać: bakterie oraz produkowane przez nie gazy, zapach drobin naskórka niewidocznych dla nas gołym okiem. Woń najlepiej rozchodzi się o poranku, gdy powietrze ma odpowiednią wilgotność. Gdy jest za sucho, bakterie mają gorsze warunki rozwoju, więc zapach jest mniej wyczuwalny.

Dlatego też większość imprez związanych z polowaniem lub poszukiwaniem jest organizowana wczesnym rankiem.

Sprawdziany rekreacyjne

Co pewien czas organizowane są także sprawdziany dla psów tropiących. I tak na przykład w kwietniu bieżącego roku w podwarszawskim Celestynowie Centrum Edukacji Kynologicznej ALTO zorganizowało SKOP 2, czyli Drugi Ogólnopolski Sprawdzian Kompetencji Zespołów Tropiących.

Nie było tutaj wygranych i przegranych. Psiaki występowały w dwóch kategoriach – kadetów oraz bardziej zaawansowanych tropicieli. Stopień zaawansowania zależał od doświadczenia zarówno psa, jak i opiekuna, i wiązał się z koniecznością pokonania różnych dystansów oraz podjęciem mniejszej lub większej liczby tropów. Każdy pies powinien przejść podstawowe szkolenie z tropienia.

Z drugiej strony, opiekun również musi nauczyć się, w jaki sposób rozpocząć zabawę z psem. Mimo że w Celestynowie nie było przegranych i wygranych, ocenie podlegało kilka elementów. Przede wszystkim liczba znalezionych tropów, ale również sposób, w jaki pies podąża za zapachem (czy potrafi się skupić, czy umie go znaleźć), sposób komunikacji między opiekunem a zwierzęciem, a nawet reakcja psa na znalezioną osobę – bo przecież można przestraszyć się siedzącego w zaroślach człowieka.

W SKOP-ie 2 sędziowała Maria Kuncewicz. Można było zdobyć ocenę doskonałą, ale także nie zaliczyć sprawdzianu. Najbardziej wartościowe było dla mnie to, że po przejściu każdej trasy starania psa i przewodnika były poddawane konstruktywnej krytyce. Niezwykle trafnie wskazywano, co opiekun zrobił dobrze, a co źle. Padło też kilka uwag dotyczących samej organizacji imprezy.

Najważniejsze, że sędzia od razu określała, co należałoby poprawić i w jaki sposób poprowadzić psa następnym razem, by lepiej podejmował trop. Były to bardzo cenne, konkretne wskazówki.

Ale o co chodzi?

Już słyszę te pytania – jaki sędzia, jakie tropy, jak to wygląda? Oczywiście najciekawsze są szczegóły. Na początku po wybranej, odpowiednio przygotowanej trasie przechodzi osoba, która „przez przypadek” gubi przedmioty (gałganki lub trudniejsze do wywęszenia patyczki) przesiąknięte swoim zapachem.

Droga, którą pokonuje, musi biec przez urozmaicony teren, mieć określoną liczbę zakrętów i rozwidleń do wyboru. Po około 1–2 godzinach pozostawionym śladem rusza tandem tropicieli, czyli pies z przewodnikiem (w tej właśnie kolejności), a za nimi grupa sędziów i obserwatorów. Nie mogą być za blisko pracującego zwierzęcia, żeby go nie rozpraszać.

Przed startem pies tropiący otrzymuje przedmiot z zapachem, który będzie musiał wyszukać w lesie, na łąkach lub w innym terenie, a przewodnik ma okazję usłyszeć historię „zaginięcia” osoby, którą pies powinien odnaleźć. Czasem są to opowieści mrożące krew w żyłach (mowa w nich na przykład o porwaniach), a czasem – zwyczajne i życiowe (w niedzielny poranek nie każdy wie, jak trafić do domu).

Grupa poszukiwaczy idzie, biegnie lub pędzi – tempo zawsze narzuca pies. O ile za małymi czworonogami łatwo nadążyć, o tyle goniąc za większymi osobnikami o bardziej żywiołowym temperamencie, trzeba wykazać się niezłą kondycją.

Bez ograniczeń

Tropicielami mogą zostać psy wszystkich ras, w wieku powyżej 6–8 miesięcy, pod warunkiem że są zdrowe i mają dobrą kondycję. Oczywiście, ze względu na charakter zajęć, są one przeznaczone dla ras myśliwskich, tropiących. Jednak zdarzają się również i miksy. Świetnie na SKOP-ie 2 radziły sobie labradory. Cechą wykluczającą zwierzaki z zawodów i zajęć jest agresja wobec innych psów i ludzi.

Przed wyruszeniem na trasę psiaki powinny się wyciszyć, opanować emocje. Raz mi się dostało, gdy nieświadomy obowiązujących zasad zagadywałem jednego z uczestników tuż przed biegiem. No, ale nie mogłem się oprzeć tej uradowanej retrieverskiej, obślinionej mordce…

Z założenia imprezie nie powinny towarzyszyć żadne emocje, a bieg powinien być frajdą i służyć wyłącznie rekreacji. To jednak nierealne. Na trasie mającej kilometr długości (zwierzaki nawet nie poczują tego w kościach!) psy ekscytują się z tysiąca powodów. W dodatku przewodnicy wcale sprawy nie ułatwiają.

Żaden nie chce dać plamy, więc nierzadko są bardziej przejęci niż czworonogi. Adrenalina jak mgła wisi w powietrzu, a po dobiegnięciu do celu dochodzi do katharsis – są łzy, uśmiechy, podskoki, psy eksponują języki i wypijają hektolitry wody.

Uczestniczyłem w takim wydarzeniu pierwszy raz i z podziwem patrzyłem na zwierzaki, które doskonale radziły sobie w urozmaiconym terenie, pokonując pagórki i kręcąc się między jałowcami. Przepięknie wyglądały, gdy z nosami przy ziemi lub uniesionymi w górę, by złapać wiatr niosący określoną woń, pędziły po niewidzialnej dla mnie ścieżce zapachu.

Obserwując je, od razu mogłem ocenić stopień zaawansowania uczestników zajęć – doświadczone psy, żeby ułatwić sobie zadanie, wbiegały na pagórki, z których lepiej widziały otoczenie i czuły zapachy. Tego typu sprawdziany są naprawdę ciekawe – nie da się przewidzieć zmiennych prądów powietrza, zdarza się, że przejdzie przez trop ktoś z zewnątrz (teren celowo nie jest wyłączony z ruchu) albo przebiegnie zwierzyna.

Do tego dochodzą różne hałasy. W stojących przy drodze zabudowaniach rozlega się rozpraszające uczestników szczekanie miejscowych psów. Dla bardziej zaawansowanych grup celowo wprowadza się dodatkowe urozmaicenia, jak przerwanie tropu przez strumień czy drogę asfaltową. Fascynujący jest widok psów, które na swój sposób radzą sobie z takimi przeciwnościami.

Pożyteczny i uzdrawiający sport

Nie byłbym sobą, gdybym nie ocenił przydatności wspomnianej aktywności w terapii behawioralnej. Tego typu wysiłek jest wręcz konieczny dla wyżłów, seterów i całej łowieckiej spółki. Niedawno przeprowadzałem konsultacje behawioralne u dwuletniego wyżełka zamieszkującego dwupokojowe mieszkanie.

Na co dzień miał za mało ruchu i nie mógł wykorzystywać swoich myśliwskich umiejętności, dlatego zaczął pożytkować rozpierającą go energię w sposób, który dla opiekun był nie do przyjęcia. Wszędzie było go pełno – pod stołem, na kanapie, na parapecie. Przez cały czas był bardzo pobudzony.

Pomogły mu dopiero wspomniane zajęcia. Tropienie w znacznym stopniu poprawia komunikację między psem a opiekunem. Opiekun obserwuje zachowanie swojego podopiecznego, odczytuje jego sygnały (lub się ich uczy), z jednej strony widzi psa, który szuka zgubionego tropu, z drugiej – to właśnie on musi określić, co pupil ma znaleźć. Im więcej razem ćwiczą, tym lepiej się rozumieją.

Im więcej ze sobą przebywają, tym mocniejsza łączy ich więź, człowiek lepiej poznaje psie potrzeby, zachowania i reakcje, a w konsekwencji przekonuje się, na ile zwierzak jest przewidywalny i posłuszny. Tropienie z powodzeniem jest wykorzystywane jako forma terapii dla psów niepewnych czy lękliwych.

Na trasie o odpowiednio dobranym stopniu trudności pracują one chętnie, a gdy wykonają zadanie, są z siebie bardzo zadowolone, podobnie reagują ich opiekunowie. Swoją drogą, każdy z nich uważa, że jego ulubieniec jest najmądrzejszy, najwspanialszy i najlepiej radzi sobie w terenie.

Ale właśnie o to w tym sporcie chodzi – by było jak najwięcej przyjemności i dla człowieka, i dla jego podopiecznego. Kto nie byłby dumny z tego, że jego Azor wziął udział w akcji poszukiwawczej (co z tego, że wyimaginowanej) i odnalazł w lesie zaginioną osobę? Jeśli myślicie, że przebiegnięcie za tropem kilometrowego odcinka przez las to pestka, przyjrzyjcie się kiedyś, jak wygląda pies tropiący po takim wysiłku (i jak wygląda jego opiekun!).

Dyszący psiak myśli tylko o misce wody i odpoczynku. Serce wali mu tak mocno, że porusza się cała klatka piersiowa, a płuca pracują jak dwa miechy. Zdrowo zmęczonemu zwierzakowi nawet przez myśl nie przejdzie, by podrzeć fotel, pogryźć buty lub zaatakować innego psa.

Michał KisielZapiszZapiszZapiszZapisz

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena / 5. Liczba głosów

Brak głosów. Oceń artykuł!

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

O AUTORZE

PRZECZYTAJ WIĘCEJ CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW

RASY PSÓW

newsletter

Otrzymuj informacje
o najnowszych poradach prosto do swojej skrzynki

Podaj swój adres