Czas po rozstaniu. Granice smutku

czas-po-rozstaniu

Okres żałoby pomaga nam pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego, nie tylko człowieka, ale i ukochanego zwierzaka. Każdy przeżywa ten czas inaczej. Jak poradzić sobie z pustką, żalem i tęsknotą,  by odzyskać równowagę, która pozwoli nam wrócić do normalnego życia?

Rozstanie z psem, który towarzyszył nam przez kilka lub kilkanaście lat, zawsze jest trudne. To domownik, członek rodziny biorący czynny udział w bieżących wydarzeniach, mający określone potrzeby, wymagający uwagi, troski i czułości, darzący nas przy tym silnym, bezwarunkowym uczuciem.

Po jego odejściu wiele się zmienia. Zbędne stają się spacery i zakupy w sklepie zoologicznym, nie ma pieszczot, nikt nie trąca nosem przygnębionego człowieka ani nie śledzi wzrokiem jego poczynań. I nawet jeśli rodzina jest liczna, brak czworonoga odczuwają wszyscy, i młodsi, i starsi. Każdy z nas ma prawo do żałoby i każdy radzi sobie z nią po swojemu. Jednak jak wszystko, ma ona swój kres. Czy się z tym zgadzamy, czy nie, obok toczy się zwykłe życie i nawet rozpacz nie ma pierwszeństwa przed codziennością.

Z czego składa się cierpienie?

Śmierć domownika czy przyjaciela, bez różnicy, człowieka czy czworonoga, dla tego, który ponosi stratę, oznacza początek bolesnego procesu godzenia się z tym, co się stało. Okres ten, zwany żałobą, bywa dłuższy lub krótszy, a jego poszczególne etapy przeżywane są z różną intensywnością. – Jeśli przejdzie się je wszystkie, można uporać się z bólem w sposób najmniej szkodliwy dla naszej psychiki – mówi Barbara Borzymowska, psycholog i zoopsycholog z Wrocławia.

Jakie to etapy? Najpierw brak wiary w to, co się wydarzyło, zaprzeczanie śmierci, nawet jeśli było się świadkiem czyjegoś odejścia, potem gniew na tego, kogo już nie ma, wreszcie obarczanie winą siebie. Dopiero później przychodzi pora na pogodzenie się ze smutnym stanem rzeczy. – Przejście tej drogi wymaga czasu, a jednak żałoba nie może trwać w nieskończoność – podkreśla Barbara Borzymowska. – Nie chodzi o to, że po roku, czy dwóch mamy zapomnieć, ale  o to, żebyśmy po upływie tego okresu mogli znowu normalnie funkcjonować.

W wielu przypadkach żal, ból, tęsknota będą trwały całe życie, ale nie mogą one tego życia destabilizować. Jeśli ktoś po takim czasie wciąż nie radzi sobie z cierpieniem, powinien zastanowić się nad terapią.

Rytuały przejścia

Psycholog z Wrocławia podkreśla, że ulgę żywym niosą ceremonie i zabiegi towarzyszące odchodzeniu. – Śmierć budzi  w nas lęk – wyjaśnia – a rytuały przejścia, na przykład pogrzeb, zostały wymyślone nie dla tych, którzy umarli, ale dla tych, którzy zostali, po to, by zmniejszyć ich lęk i dać im poczucie, że życie ma gdzieś jakąś kontynuację. Ludzie tego potrzebują. Gdy traci się zwierzę, rytuał przejścia także pomaga.

Od opiekuna zależy, jak zostanie on przeprowadzony, ale na pewno najgorzej jest wtedy, gdy ktoś musi oddać ciało ulubieńca do utylizacji. Tak nie powinno być.  Tego samego zdania jest Agnieszka Kasprzyk, która w maju tego roku musiała pożegnać się z blisko piętnastoletnim jamnikiem Rulonem, adoptowanym ze schroniska cztery lata wcześniej. – Zostawienie zwierzęcia w lecznicy albo oddanie do utylizacji to bezduszne rozwiązanie. Wtedy trafia do spalarni odpadów, jak śmieć  – mówi z przekonaniem.

Zdążyła przygotować się na jego śmierć, bo chorował na serce. Kilka razy  w ciągu czterech wspólnych lat przeżywał gwałtowne załamanie, które wymagało natychmiastowej interwencji lekarza weterynarii. – Liczyliśmy się z tym, że w każdej chwili pies może odejść. Dzisiaj doceniam to, że wytrwał przy nas tyle czasu i trzymał się niemal do ostatniej chwili. W końcowym okresie życia, kiedy stracił apetyt i bardzo schudł, wciąż próbował zaznaczyć swoją obecność w domu, przejść kilka kroków na spacerze, zjeść kilka granulek karmy. Poddał się dopiero ostatniego dnia.

Rulon nie odszedł sam, potrzebował pomocy. Decyzja o uśpieniu nie była łatwa, ale kardiolog, który opiekował się jamnikiem, pomógł domownikom pogodzić się z tą myślą, mówiąc, że wszystko jest w porządku, dopóki walczy się o psa dla psa i razem z psem, ale nie wtedy, kiedy zaczyna się walczyć o psa dla siebie. Zdawali sobie zatem sprawę, że lekarz ma rację i byli mu wdzięczni, gdy zgodził się przyjechać do Rulona do domu.

Dzięki temu psiak mógł odejść spokojnie, na swoim legowisku w otoczeniu kochających go osób. – Nie zawsze jest to możliwe – dzieli się swoimi refleksjami Agnieszka.  Już wcześniej wybrała kremację indywidualną z zachowaniem prochów pupila. Samochodem firmy oferującej taką formę pożegnania, wyposażonym w specjalny kontener do przewożenia ciał zwierząt, pojechała z czworonożnym przyjacielem do Lublina.

– Można przywieźć zwierzaczka owiniętego w ulubiony kocyk, razem  z zabawkami, obrożą, swoim zdjęciem. Pracownik spalarni pozwala opiekunowi pożegnać się z psem i daje mu tyle czasu, ile ten potrzebuje – opowiada. – Do domu wróciłam z urną wielkości niedużej cukiernicy i odciskiem psiej łapy na wieczku.  – uśmiecha się. – Na pewno łatwiej jest przeżyć żałobę ludziom, którzy mieli tyle szczęścia, co my. Nasz zwierzak nie zginął nagle, nie wpadł pod samochód, nie umarł na stole operacyjnym. Trochę  u nas pobył. Ktoś powie: „Co to jest cztery lata? Ja miałem psa przez kilkanaście.” Ale w tym przypadku to było bardzo, bardzo długo. To było całe życie.

Mieć takie miejsce…

Alternatywą dla kremacji jest pochówek pupila na psim cmentarzu. Psie cmentarze to coś absolutnie wzruszającego. Tamtejsze nagrobki są dokładne takie jak te na ludzkich cmentarzach, kamienne, marmurowe, z napisami. Trzeba sobie jednak powiedzieć jedno. Na ludzkich cmentarzach poza dowodami miłości jest też dużo blichtru; nagrobek z pewnością ocenią znajomi czy rodzina.

W przypadku zwierząt nie myśli się  o tym, co powiedzą ludzie, tam chodzi  o czystą miłość. Widać, że groby są odwiedzane, pojawiają się na nich nowe zabawki, piłeczki, wiatraczki… Anna Walentynowicz, zastępca prezesa Fundacji Jak Pies z Kotem, wspomina, że pierwszego psa dostała w wieku siedmiu lat. Jamnik Ami był w jej rodzinie bardzo długo. Piętnastoletniego staruszka żegnała już jako nastolatka.

Po nim był ogar Bard, który zakończył życie, gdy była już dojrzałą osobą. Jej zdaniem najważniejsze jest to, by pozwolić psu odejść godnie. Najbardziej znany, najstarszy cmentarz w Koniku Nowym pod Warszawą budzi w niej sprzeczne emocje.  – Chciałabym, by moje psy miały swoje miejsce po śmierci, ale wolałabym coś bardziej stonowanego. Nie czuję potrzeby odwiedzania zwierzaków, spędzania z nimi czasu, kiedy ich już nie ma. Mam zdjęcia  i wspomnienia.

Nie oczekuję ceremonii i nie mam przekonania, że coś jest po drugiej stronie Tęczowego Mostu – wyjaśnia. – Może to dlatego, że zbyt często mam kontakt ze schroniskowymi psiakami, które umierają samotnie w swoich boksach. Trzeba dawać psom wszystko, co można, kiedy są przy nas.  Chociaż to niezgodne z prawem, co trzeba wyraźnie podkreślić, wciąż wiele osób chowa swoje zwierzaki we własnej ziemi, choćby w przydomowych ogródkach. Zaznacza miejsce kamieniem, czasem każe wyryć w nim imiona i daty śmierci.

Zmiennicy

– Czasem ludzie, którzy szukają u mnie pomocy, mówią: „To już trzy lata, a ja nie mogę się otrząsnąć, cały czas tęsknię, patrzę na puste miejsce i płaczę… Nie mogę wziąć następnego psa” – opowiada psycholog Barbara Borzymowska. – Nie kwestionuję ich cierpienia i nie chcę powiedzieć, że ktoś „nadużywa” żałoby, ale nie jestem zadowolona, gdy coś takiego słyszę. Jest tyle zwierząt, które potrzebują ludzi, że roztkliwianie się nad swoimi emocjami jest zachowaniem egoistycznym.

Może jestem bezwzględna… Mimo to zawsze namawiam takie osoby, by rozważyły wzięcie kolejnego zwierzaka. I to zarówno dla dobra potencjalnego towarzysza, jak i własnego. Napisałam kiedyś wiersz, w którym odchodzący przyjaciel właśnie o to prosi swojego człowieka: „proszę –/ zrób przy sobie miejsce/ dla następnego psa”. Barbara Borzymowska, która sporo utworów poświęciła ludzko-zwierzęcym relacjom, a także śmierci i trudnemu rozstaniu, również ma za sobą bolesne doświadczenia.

Kiedy pożegnała swojego bulmastifa, przyśniło jej się, że przyprowadził do niej nowego ulubieńca. – Zostawił go i poszedł sobie – wspomina. – Potraktowałam ten sen jak wezwanie i zaczęłam szukać następcy. To był zwierzak konkretnej rasy, o której nigdy nie myślałam, duży szwajcarski pies pasterski. W okolicach Wrocławia znalazłam miot, w którym jeden piesek był jeszcze wolny. Dzisiaj ma dziewięć lat, ale przez całe życie bardzo chorował i gdyby trafił do innego domu, prawdopodobnie nie dożyłby tego wieku.

Czasem myślę, że tamten tego przyprowadził, bo wiedział, że ja się nim zajmę.  W to, że odchodzący pies przysyła swojego zmiennika, wierzy także Agnieszka Kasprzyk, która uważa, że wzięcie kolejnego czworonoga po stracie poprzedniego to jedyne rozsądne rozwiązanie. Miesiąc po śmierci Rulona wypatrzyła w Internecie Harleya, psiaka w typie jamnika, który siedział w boksie w schronisku w Orzechowcach i płakał. Jego rozpacz uwiecznił wolontariusz, który umieścił film na Facebooku.

Agnieszkę wzruszył widok nosa wciśniętego w kraty, mimo to miała mnóstwo wątpliwości. – Leczenie Rulona było kosztowne, prawdę mówiąc nie było mnie stać na kolejnego psa, ale bez zwierzaka było w domu tak pusto… Jeśli raz zamieszka się z psem, to potem już zawsze się go ma, bo trudno bez niego wytrzymać – wyznaje. Pojechała więc aż pod Przemyśl  i adoptowała rudego Harleya, jak o nim mówi, 80 proc. jamnika w jamniku, realizując w ten sposób „testament” Rulona. Nie doszukuje się w nim cech poprzednika. To zupełnie inny pies. Zresztą nikogo, ani człowieka, ani psa nie da się zastąpić.

Nieco inne doświadczenia ma Anna Walentynowicz, która bardzo przeżyła śmierć Amiego. Nie mogła pogodzić się  z jego odejściem, a argument, że był stary i swoje już przeżył, w ogóle do niej nie przemawiał. – Miało nie być kolejnego czworonoga – wspomina. – W tym czasie miałam już swoje życie i swoje sprawy, rodzice obawiali się, że nie będę mieć dla niego czasu. Czułam jednak, że muszę mieć psa, bo to rodzaj uzależnienia, ale miałam wyrzuty sumienia, że postaraliśmy się o niego tak szybko. Nasz jamnik odszedł pod koniec grudnia, a Bard urodził się w Wigilię, tydzień wcześniej. Przywieźliśmy go do domu w lutym jako dwumiesięcznego szczeniaka.

Zajmująca się adopcjami Anna mówi  o tym, że w przypadku straty pupila w znacznie gorszej sytuacji są ludzie starsi. Często dzwonią do fundacji i pytają o młode psy. To bardzo niezręczna sytuacja, gdy trzeba im to delikatnie wyperswadować. Ale zdarzają się też ludzie bardziej świadomi i odpowiedzialni, jak mężczyzna, który straciwszy ulubieńca, powiedział jej, że już wie, że nie może mieć kolejnego, bo jest na to za stary.

Nie musi tak być. Barbara Borzymowska przytacza przykład swoich rodziców, którzy w tym roku rozstali się z piętnastoletnim goldenem. – Zaparli się, że już nigdy nie będą mieć psa. Nie z powodu bólu, lecz ze względu na wiek, bo nie chcieliby, żeby ich przeżył – wyjaśnia. – To chwalebna postawa, ale akurat oni nie powinni martwić się na zapas, bo jeśli coś by im się stało, zwierzak trafiłby pod moją opiekę. Protestowali przez pół roku. Teraz mają szorstkowłosą jamniczkę, a ja widzę, że dobrze im robi jej towarzystwo.

Na zakładkę

Barbara Borzymowska uważa, że w domu powinno być więcej psów. O wiele łatwiej rozstać się z jednym, mając przy sobie drugiego. Zresztą one też przeżywają rozstanie z czworonożnym towarzyszem.  – Patrzę na swojego szwajcara i wiem, że będę mogła mówić o szczęściu, jeśli uda mu się dożyć dwunastu lat – mówi zoopsycholog. – Jeśli sprawdzi się najczęstszy scenariusz, moment pożegnania może być naprawdę bliski. I to jest bardzo smutne.  I bardzo trudne.

Anna Walentynowicz, która ma w tej chwili sześcioletnią suczkę ogara, Łozę, wnuczkę ukochanego Barda, mówi, że warto pomyśleć o drugim psie, gdy pierwszy wkroczy w wiek dojrzały. Trzeba jednak znaleźć rozsądną różnicę wieku, by szczeniak nie denerwował dorosłego rezydenta, tak jak stało się w przypadku Łozy i Barda, mimo że zwierzęta nie mieszkały razem, bo starszy ogar został z rodzicami Anny, a tylko się spotykały.

Tam różnica jedenastu lat okazała się zbyt duża. Dziadek nie był już dla suczki partnerem do zabawy, a ona zwyczajnie go irytowała. – Wiem, że powinnam wkrótce postarać się o młodszego ulubieńca, póki Łoza jest jeszcze żywotna  – planuje. – Kiedy trzeba było podjąć decyzję o odejściu nieuleczalnie chorego Barda, bardzo pomogła mi świadomość, że mam drugiego psa, którym muszę się zająć, który mnie potrzebuje. Nie miałam czasu rozpamiętywać straty pierwszego ogara, co nie oznacza, że mi go nie brakowało.

Wiem, co czujesz…

Żałoba po zwierzaku może być tak samo silna jak po człowieku. Wszystko zależy od tego, jaką rolę odgrywał pies w życiu opiekuna. Dla osób, które nie radzą sobie z poziomem cierpienia są grupy wsparcia, tworzone przez ludzi mających podobne doświadczenia. – Spotykają się i rozmawiają. Przydarzyło im się to samo, lecz są na różnych etapach przeżywania swojej straty  – opowiada Barbara Borzymowska. – Dzięki temu mogą się przekonać, że to, co czują, jest normalne. Niektórzy wstydzą się swoich emocji, tego, że cierpią po śmierci zwierzęcia. Może byłoby inaczej, gdyby nie zawstydzali ich ludzie nierozumiejący ich problemu.

Spotkanie z osobami będącymi w podobnej sytuacji przynosi ulgę. Dobrze, jeśli jest wśród nich psycholog, ale nie jest to konieczne, bo i tak sami sobie pomagają, swoją obecnością i tym, czym się dzielą. Zwykle organizują się przez Internet – dodaje.

Wspomina, że kiedy pożegnała się ze swoim bulmastifem, miała okazję poznać solidarność użytkowników sieci. Była tak przygnębiona, że jej znajoma napisała  o tym na jakimś forum, prosząc innych psiarzy o wsparcie. – I zdarzyło się coś, co wywołało uśmiech na mojej twarzy – opowiada psycholog i poetka z Wrocławia. – Zaczęłam dostawać setki moich wierszy, m.in. najbardziej znaną „Psią duszę”. Forumowicze nie wiedzieli do kogo piszą, przesyłali te wiersze, żeby mnie pocieszyć.

Wydaje się, że potrzeba mówienia o emocjach jest ogromna. Tam, gdzie pojawia się  w sieci temat żałoby, aż gęsto jest od wpisów zrozpaczonych opiekunów. Wielu z nich pisze długie komentarze. Głosy innych to kilkuzdaniowe westchnienia. Są osoby dzielące się swoim bólem zaraz po stracie pupila i takie, których żałoba trwa od jakiegoś czasu.

Nie brak też opiekunów mających poczucie winy, że musieli przyspieszyć śmierć podopiecznych. Barbara Borzymowska podkreśla, że to, kiedy ludzie zaczynają mówić  o tym, co ich boli, to także kwestia bardzo indywidualna. – Znam osoby, które straciły dziecko i cały czas oglądały jego zdjęcia, nieustannie o nim mówiły, komu tylko mogły.

I znam inne, które nie miały nawet jednej fotografii na ścianie i wcale nie poruszały bolesnego tematu, bo było to dla nich zbyt trudne – wyjaśnia. – Dla niektórych opiekunów pies jest taką istotą jak dziecko. Są ludzie, którzy na początku nie mogą mówić o jego odejściu ani o nim rozmawiać. Dopiero później zaczynają pozwalać sobie na wspomnienia. Ważne, by mieć świadomość, że śmierć to naturalna kolej rzeczy, a zwierzę żyje krótko i zwykle odchodzi pierwsze. Buntowanie się przeciwko temu nie ma sensu.

Epitafium dla przyjaciela

Jest i inny rodzaj oswajania rozpaczy, polegający na szukaniu słów, które najlepiej oddałyby to, co przeżywa osamotniony przez pupila opiekun. Wiersze, epitafia, przedstawiane w blogach historie przyjaźni ludzi i czworonogów, w końcu także książki potwierdzają, że pisanie także może być formą terapii. „Moja Mara się  w psiego zmieniła anioła./ Choć właściwie za życia także była taka./ Tyle dała swych czarów wszystkim dookoła,/ że zbrakło jej dla siebie by pokonać raka.” pisze Marek Majewski, a użytkowniczka Kryha na Wiersze.kobieta.pl wspomina: „W pustej psiej budzie nocą/ sny jak dawniej/ szczekają na księżyc w pełni/ do wtóru z sową  i puchaczem/ i jak dawniej pchła/ po nich skacze./ […] A teraz tylko cienie/ i przewrócona miska/ która wspomina psa/ …”

24-letnia Katarzyna, autorka bloga „Pastelowo na białym” (pastelowonabialym.blogspot.com) w lutym straciła buldożkę francuską Zmorkę. „W tym tygodniu miałam moją małą żałobę – napisała.  – Ktoś sobie pomyśli – co za durna baba? Żałoba po psie? Ano tak. Taki już ze mnie wariat. […] Do końca pozostała świadoma, do końca domagała się nieśmiało drapania i głaskania. Aż przyszedł ten czas. Usypiać, czy nie usypiać? […] 10 minut przed przyjazdem lekarza odeszła sama. Nawet teraz ryczę jak bóbr! Oszczędziła mi po prostu wyrzutów sumienia związanych z eutanazją…”

Agnieszka Kasprzyk, wspominając Rulona mówi, że taka aktywność to nie jest wcale zły pomysł. – Postanowiłam spisać historię naszego psa, od momentu, w którym się poznaliśmy, do chwili mojego powrotu do domu z niewielką urną. Nie wiem, co później zrobię z tą opowieścią, ale chciałabym, by to, co Rulon wniósł w nasze życie, zostało udokumentowane. Osobom, które chciałyby mieć taką pamiątkę, ale nie czują się na siłach, by zrobić to samodzielnie, można by oferować taką usługę terapeutyczną, spisywanie ich wspomnień – uśmiecha się do swojego pomysłu.

Kontynuacja obecności

Zdjęcia, utwory literackie i plastyczne, rękodzieło, wreszcie przedmioty-pamiątki kojarzące się z ulubieńcem służą jednemu – przedłużeniu jego obecności w naszym życiu. Sposobów na przywołanie wspomnień jest wiele. Kiedy minie okres żałoby, będziemy sięgać po te najlepsze. Na wszystko jest czas. Na buntowanie się przeciwko śmierci i na powrót do życia. Nie bójmy się przeżyć bólu do końca  i miejmy dość siły, by w odpowiedniej chwili powiedzieć „dość”. Nie stójmy w miejscu. Na świecie za dużo jest psów czekających na swojego człowieka…

Katarzyna Rygiel

Zapisz

Jak oceniasz ten artykuł?

Kliknij, aby ocenić

Średnia ocena 4.3 / 5. Liczba głosów 81

Brak głosów. Oceń artykuł!

KOMENTARZE

56 komentarzy do wpisu „Czas po rozstaniu. Granice smutku”

  1. Witam, nazywam się Lauren, jestem z USA. Chcę zaświadczyć o wspaniałym i potężnym rzucającym zaklęcia. Mój mąż zostawił mnie i dzieci na 2 tygodnie, kiedy zadzwoniłam do niego, nie odebrał, kiedy wrócił do domu trzeciego dnia Tydzień powiedział mi, że chce rozwodu byłam taka smutna, że ​​płakałam całą noc, że znowu wyszedł Następnego dnia byłam taka samotna, kiedy szukałam czegoś w Internecie, kiedy znalazłam czarownika o imieniu Dr Uzor, który pomógł tak wielu ludziom z ich problemami więc skontaktowałem się z nim w sprawie moich problemów, powiedział mi, że zajmie to 24 godziny, a mój mąż wróci do mnie Zrobiłem wszystko, co mi kazał, a następnego dnia mój mąż wrócił klęcząc i błagając, że anulował rozwód, jesteśmy teraz szczęśliwi Dr Uzor też może Ci pomóc Wyślij do niego e-mail Przez: uzorsolutioncenter@gmail.com lub WhatsApp: +27843290018,

    Odpowiedz
  2. Witam, jestem Ani i chcę bardzo podziękować dr OMOOGUNowi za pomoc w przywróceniu mojego byłego kochanka, widziałem o nim świadectwo o tym, jak pomagał ludziom przynosić utracone miłości, więc postanowiłem mu dać próba i zrobiłem. Nagle mój były kochanek wrócił do mnie po rzuceniu swoich cudownych zaklęć. Jestem bardzo wdzięczny doktorze OMOOGUN za to, co dla mnie zrobiłeś. Dziękuję bardzo doktorze, jeśli potrzebujesz jego pomocy, skontaktuj się z nim teraz. E-mail: Omooguntempleofanswer@gmail.com lub WhatsApp him +2348149416142

    Odpowiedz
  3. Cześć chłopaki! nazywam się elizabeth james pochodzę ze słoweńskiego. Straciłam męża z inną kobietą, po 4 latach małżeństwa. Mieliśmy cudowne małżeństwo, ale on nawiązał związek ze współpracownikiem, który go ścigał. Mieszka w pobliżu swojej pracy i nie chciał ze mną rozmawiać ani wracać do domu. Byłem tak zdruzgotany i trudno mi było sobie z tym poradzić. Bardzo się zmartwiłem i potrzebowałem pomocy. Kiedy pewnego dnia przeglądałem Internet, natknąłem się na komentarz Mary, który sugerował, że dr JAJA pomogła jej rozwiązać problemy małżeńskie, przywrócić zerwane relacje i tak dalej. Więc czułem, że powinienem spróbować. Skontaktowałam się z nim i rzucił dla mnie zaklęcie. 48 godzin później mój mąż przyszedł do mnie i przeprosił za popełnione krzywdy i obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobi. Od tego czasu wszystko wróciło do normy. Ja i moja rodzina znów mieszkamy szczęśliwie razem .. Wszystko dzięki dr JAJA. Jeśli potrzebujesz rzucającego zaklęcia, który może rzucić zaklęcie, które naprawdę działa, sugeruję, abyś się z nim skontaktował. On cię nie zawiedzie. Daję Ci 100% gwarancji, że Ci pomoże. Jego e-mail jajaspellcasterstemple1@gmail.com lub dodaj go na whatsApp +79091598264 Dzięki Dr.JAJA.

    Odpowiedz
  4. Dzisiaj mija 3 tydzień od śmierci mojej ukochanej jamniczki. Była ze mną 13,5 roku. Mój pierwszy własny piesek w dorosłym życiu. Nie mogę się pogodzić z jej śmiercią. Umarła nagle w poniedziałek. W niedzielę jeszcze bawiłam się z nią, dobrze się czuła. W nocy zaczęła dyszeć. Następnego dnia poszłam z nią do weterynarza. Niestety po powrocie i zarzyciu kilku tabletek dławiła się na moich rękach :/ W głowie ciągle rozgrywam scenariusze i się obwiniam dlaczego poszłam do weterynarza dopiero po pracy, dlaczego akurat mój weterynarz był na urlopie i poszłyśmy do nieznanego. Czy tabletki, które kazał jej podać jej nie zabiły? Czy zylaby dalej? Była zdrowym pieskiem, żywym, radosnym i bardzo oddanym. Miała wigor, radość i chęć życia. W niedzielę zachowywała się normalnie.Zycie bez niej nie ma sensu. Czuję się winna, że mogłam jej bardziej pomoc, że spędzałam z nią ostatnio za mało czasu. Ze miała chyba błędnie postawiona diagnozę – ból kręgosłupa i od miesiąca miala siedzieć w domu, żeby nie nadwyrężać kręgosłupa. Odmawiałam jej przez to spacerów, spania w łóżku i nie mogłam się już doczekać kiedy kiedy będziemy mogły razem wyjść na spacer. Niestety pojawiło się dyszenie. 1 doba zabrała mi mojego najukochańszego skarba. Nie umiem wyrzucić jej rzeczy. Codziennie patrzę na jej legowisko i łudze się, że ja tam zobaczę. To tak boli. Brakuje mi jej witania się po przyjściu do domu, spania w łóżku, spacerów, zabaw z piłką i fredzlem, wygrzewania się na słoneczku, tarzania na dywanie. Nigdy nie zrobiła nic złego. Była bardzo towarzyska i kochana. Tak boli myśl, że jej nigdy już nie pogłaszcze, nie przytulę, nie poczuje jej ciepła, nie zobaczę szczęśliwego pyszczka. Czuje jakby wyrwano mi serce.

    Odpowiedz
  5. Na zawsze będę wdzięczna wielkiemu doktorowi OMOOGUNTEMPLEAOFASWEROWI za naprawienie mojego zerwanego małżeństwa po tym, jak mój mąż zostawił mnie dla swojej kochanki na 6 miesięcy. Nigdy nie wierzyłem w zaklęcia, dopóki mój przyjaciel mnie mu nie przedstawił. Na początku byłam wobec niego sceptyczna, ponieważ wiele słyszałam o rzucających fałszywe zaklęcia, ale zostawiłam swoje wątpliwości za sobą, ponieważ desperacko chciałam odzyskać męża i zrobiłam to, co mi polecił. Teraz mój mąż wrócił zaledwie w ciągu 48 godzin od skontaktowania się z nim. Żyję szczęśliwie z mężem po 6 miesiącach rozwodu i nie spocznę, dopóki nie będzie znany na całym świecie. Specjalizuje się również w zaklęciach pieniężnych, zaklęciach loterii, zaklęciach chorobowych E.T.C. Połącz się teraz z Doctor OMOOGUN, jego e-mail to omooguntempleofanswer @ gmail. com lub WhatsApp pod numerem +2348149416142

    Odpowiedz
  6. Chcę, żebyś wykorzystał tę okazję, aby poznać wielkiego rzucającego zaklęcia i zakochanego konserwatora magicznej miłości. chubygreat.com dzięki swojej czarnej magii czyni cuda na całym świecie. Pochodzi z Afryki i pomagał ludziom na całym świecie. jeśli masz problemy z życiem małżeńskim, romansem, chcesz odzyskać swojego byłego kochanka, chcesz wygrywać gry online, potrzebujesz promocji w swoim miejscu pracy, szybko skontaktuj się z chubygreat, podając jego dane WhatsApp 2348165965904 lub wyślij e-mail na adres chubygreat@gmail.com , jest zawsze dostępny, aby pomóc w tej sytuacji.

    Odpowiedz
  7. Chcę, żebyś skorzystał z okazji, aby poznać wielkiego rzucającego zaklęcia i zakochanego konserwatora magicznej miłości. chubygreat.com dzięki swojej czarnej magii czyni cuda na całym świecie. Pochodzi z Afryki i pomagał ludziom na całym świecie. jeśli masz problemy z życiem małżeńskim, romansem, chcesz odzyskać swojego byłego kochanka, chcesz wygrywać gry online, potrzebujesz promocji w swoim miejscu pracy, szybko skontaktuj się z chubygreat, podając jego dane WhatsApp 2348165965904 lub wyślij e-mail na chubygreat@gmail.com , jest zawsze dostępny, aby pomóc w tej sytuacji.

    Odpowiedz
  8. Nazywam się Marian Philip, jestem z Polski, dzielę się tym ze światem na podstawie mojej prawdziwej historii życia, chcę, aby świat dowiedział się o Dr Uzorze, wspaniałym człowieku, który jest potężny i uczciwy, miałem problemy z moim Rozwiódł się ze mną z mężem, tylko dlatego, że po 9 latach małżeństwa nie miałam dla niego dziecka i wszędzie szukam pomocy, wiem, że ktoś mógłby mi pomóc i zobaczyłam w internecie ogłoszenie udostępnione przez kobietę, rozmawiając o doktorze Uzorze o tym, jak uzyskał od niego pomoc w ciągu 24 godzin, szybko skontaktowałam się z doktorem Uzorem i powiedział mi, że pomoże mi rozwiązać mój problem w ciągu 24 godzin nie byłam pewna jego słów, do tej pory przyprowadził z powrotem mojego męża w niecałe 24 godziny, a od powrotu męża jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi, teraz jestem w ciąży z małym chłopcem, zeznaję dzisiaj, ponieważ powiedziałam dr Uzorowi, że dam znać światu o nim, a nawet Ci z Was, którzy potrzebują rozwiązania swoich problemów życiowych, skontaktuj się z nim już dziś i znajdź własne rozwiązanie przez: WhatsApp Cha t: +27843290018. E-mail: uzorsolutioncenter@gmail.com

    Odpowiedz
  9. Witam wszystkich, MÓJ IMIĘ JEST BELLY JOHN, naprawdę chcę docenić tego wspaniałego człowieka o imieniu omooguntempleofanswer@gmail.com, któremu pomógł mi przywrócić mojego byłego kochanka w ciągu 48 godzin. Naprawdę mu dziękuję, jest najlepszym i najszybszym rzucającym zaklęcia wśród innych rzucający zaklęcia Dr OMOOGUN. spójrz, on ociera moje łzy, a dziś ja i mój kochanek żyjemy razem szczęśliwie ze mną. Jeśli jesteś tam i potrzebujesz tego wspaniałego Dr OMOOGUNa, aby ci pomóc, to numer WhatsApp 2348149416142

    Odpowiedz
  10. Chcę bezgranicznie podziękować temu Wielkiemu człowiekowi, zwanemu Dr OMOOGUN, jestem dziś szczęśliwy, ponieważ mój mąż wrócił teraz pełen miłości. Mój mąż zostawił mnie dla innej kobiety, tylko dlatego, że mieliśmy małe nieporozumienie. zostawił mnie i obiecał, że już nigdy do mnie nie wróci. płaczę cały dzień, szukając rozwiązania, które pomogłoby mi go z powrotem. Wtedy zobaczyłem w Internecie relację autorstwa ROSE MARCUS. piszę do niego e-mailem i opowiadam mu o swoich problemach z mężem, a on obiecuje przywieźć go z powrotem do domu w ciągu 2 dni. rzeczywiście jest cudowny, pomaga mi odzyskać męża w ciągu 2 dni, które obiecał, a mój mąż wróci do mnie i obiecuje kochać mnie na zawsze i błagać o ból, który mi zadał. Na zawsze będę ci wdzięczny, dr OMOOGUN i nie przestanę publikować twojego nazwiska w Internecie, aby ludzie mogli zobaczyć, jaki jesteś prawdomówny. I chcę powiedzieć wszystkim na tej stronie, że zawsze pozostanę wdzięczna temu człowiekowi, doktorowi OMOOGUNowi za wszystko, co dla mnie zrobił, Mój mąż wrócił z miłością, troską, prawdomównością i obiecuje kochać mnie na zawsze. złożył obietnicę, że żadne znane mi ciało nigdy nie będzie miało problemu w związku, wysyłając e-mail na adres omooguntempleofanswer@gmail.com lub dodając go na whatsApp pod numerem: +2348149416142

    Odpowiedz
  11. Moja kochana dziewczynka, przyjaciółka i córeczka miała tylko 4 miesiące kiedy zmarła. Było to dokładnie 23.08 tego roku, wyjechaliśmy wraz z narzeczonym i z nią w góry, nie minęło pół godziny od naszego przyjazdu kiedy usłyszęliśmy huk auta i skowyt psa, od razu wiedzieliśmy, że to nasza Lawia. Była dosyć narwana, wiele pracy włożyliśmy w to aby ją udomowić ale to był wolny pies i nic nie dało się zrobić. Była zamknięta w domku, wyszła na taras o wysokości ok. 1,5 metra od ziemii i wyskoczyła znajdując dziurę w siatce tak aby nikt nie zauważył, że wyszła. Po prostu sama rzuciła się pod auto jak opowiadała nam Pani ze sklepu z na przeciwka. Lawia nie lubiła aut, zawsze się na nie rzucała lub jakby polowała ale nigdy jej się to nie udało bo zawsze zapięta była na smyczkę w naszym strachu przed ewentualną tragedią, wtedy była wolna…Najbardziej boli nas to, że jej ciałko jak i kwiaty, które kupiliśmy, znicz i krzyżyk musieliśmy zostawić w górach a sami udaliśmy się do centrum Polski tu gdzie powinna wrócić z nami Lawia. Jedno jest pewne nie mogła wybrać sobie piękniejszego miejsca do życia niż Bieszczady. Postanowiliśmy po paru dniach wziąć do domu pieska, bo wiedzieliśmy, że nie damy sobie rady kiedy nikt nie będzie koło nas biegał, zaczepiał, podgryzał. Nie mogłabym wyjść do pracy i nie wziąć przed nią pieska na spacer. Co najciekawsze, nowa sunia pomogła nam w tej ciężkiej chwili znalezienia prostej drogi w życiu, zachowania ma jak nasza Lawia czujemy wręcz, że jest gdzieś w niej żebyśmy czuli że to wszystko nie zniknęło nagle z piskiem opon. Nazwaliśmy ją Nadine czyli nadzieja, nasza nadzieja na lepsze jutro.

    Odpowiedz
  12. Straciłem 1-letni związek w kwietniu. Mój były zostawił mnie z tak wielkim bólem i od tego czasu moje serce jest złamane i rozbite. Odwiedziłem tak wiele witryn w Internecie, szukając dobrego rzucającego zaklęcia, dopóki 16-letnia dziewczyna nie skierowała mnie na stronę Proroka Aluty: https://rb.gy/zavk50 Na początku nigdy mu nie uwierzyłem, ponieważ prosił o pewną kwotę pieniędzy na zakup przedmiotów, trzy tygodnie zajęło mu przekonanie mnie i coś przyszło mi do głowy, więc powiedziałem, żebym dał mu proces. Byłem bardzo zszokowany, gdy Robben zadzwonił cztery dni po tym, jak wysłałem Prorokowi Alucie pieniądze na przedmioty. Przeprasza za wszystko, co zrobił źle i bardzo się cieszę, że jesteśmy dzisiaj razem, ponieważ oświadczył mi się wczoraj wieczorem. Radzę skontaktować się z {ultimatespell666@gmail.com}, ponieważ dokonał cudów w moim życiu i wierzę, że może Ci pomóc w każdym problemie.

    Odpowiedz
  13. Skontaktowałem się z nim przez e-mail i wyjaśniłem mu swój problem, powiedział mi, co muszę zrobić, a ja zrobiłem tak, jak polecił, przygotowałem coś dla mnie i większość rzeczy zrobiłem sam, właściwie wątpiłem, kiedy mi powiedział że powinnam się spodziewać dobrych wiadomości, minęło niespełna 7 dni, kiedy mój mąż zadzwonił do mnie po tak długim czasie. Wrócił przepraszając i prosząc o wybaczenie, wszystko było jak sen, wybaczyłem mu i teraz jesteśmy szczęśliwsi niż kiedykolwiek wcześniej.
    Chcę bardzo podziękować BABA NOSA UGO za jego życzliwą pomoc, nigdy nie spodziewałem się tak wspaniałej pracy duchowej i nie przestanę dzielić się jego świadectwami. Jeśli masz jakiś problem duchowy i szukasz prawdziwego i autentycznego Czarodzieja, skontaktuj się z BABA NOSA UGO, a będziesz zadowolony, że to zrobiłeś.

    E-mail: nosaugotemple@gmail.com

    WhatsApp: +33753216802

    Odpowiedz
  14. Straciłem mój dwuletni związek w kwietniu. Mój były zostawił mnie z tak wielkim bólem i od tego czasu mam złamane serce i złamane serce. Mam kontakt z 15 osobami rzucającymi zaklęcia, a 10 z nich wyrzuciło mi pieniądze bez żadnego rezultatu. Odwiedziłem tak wiele witryn online, szukając dobrego rzucającego zaklęcia, dopóki 16-letnia dziewczyna nie skierowała mnie na stronę Proroka Aluty: https://rb.gy/zavk50 Na początku nigdy mu nie uwierzyłem, ponieważ prosił o pewną kwotę pieniędzy na zakup przedmiotów, trzy tygodnie zajęło mu przekonanie mnie i coś przyszło mi do głowy, więc powiedziałem, żebym dał mu proces. Byłem bardzo zszokowany, gdy Robben zadzwonił cztery dni po tym, jak wysłałem Prorokowi Alucie pieniądze na przedmioty. Przeprasza za wszystko, co zrobił źle i bardzo się cieszę, że jesteśmy dzisiaj razem, ponieważ oświadczył mi się wczoraj wieczorem. Radzę skontaktować się z {ultimatespell666@gmail.com}, ponieważ dokonał cudów w moim życiu i wierzę, że może Ci pomóc w każdym problemie.

    Odpowiedz
  15. Ja dzisiaj straciłem mojego ukochanego sznaucerka miniaturkę Nokiego – miał niecałe dwa lata i żył pełnia życia. Nie wiem, czemu los mi go zabrał ale umarło we mnie dużo, bardzo dużo. Płacze cały dzień i obwiniam siebie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzę… pozdrawiam,

    Odpowiedz
  16. Chcę ci podziękować chubygreat za pomoc. Moja żona zostawiła mnie kilka miesięcy temu i potrzebowałem jej w moim życiu, ponieważ bardzo ją kocham. Skontaktowałem się z chubygreat, gdy przeczytałem o nim w Google, jak on zwraca ukochanym. Zapewnił mnie i powiedział, że będzie potrzebował rzeczy, które mu zapewniłem, i w ciągu dwóch dni po rzuceniu zaklęcia moja żona wróciła do mnie. Dziękuję chubygreat. Możesz skontaktować się z nim, podając następujące dane. Chubygreat@gmail.com lub Whatsapp 2348165965904

    Odpowiedz
  17. Oto moje świadectwo:
    Nazywam się Betty Oxlade i chcę tutaj podzielić się moją prawdziwą historią życia, w jaki sposób odzyskałam męża z pomocą dr. Ogundele, wspaniałego rzucającego zaklęcia, który w ciągu 24 godzin sprowadził dla mnie mojego męża swoimi mocami. Ma rozwiązanie wszelkich problemów, jeśli potrzebujesz pomocy, możesz skontaktować się z nim za pomocą jego WhatsApp: +27638836445. E-mail: ogundeletempleofsolution@gmail.com. Jest w 100% prawdziwy i potężny.

    Odpowiedz
  18. Moja sunia Molly miała zaledwie 8 miesięcy l, będąc na spacerze z Tatą potrącił ją samochód podejrzewam że szarpneła szmyczą i wpadła, a kierowca nawet się nie zatrzymał. ☹ do tej pory nie mogę uwierzyć że mi się coś takiego przytrafiło , nie zdążyłam jej poznać do końca wszystkiego nauczyć wiedziałam że kiedyś odejdzie ale nie spodziewałam się że tak szybko i w taki sposób. Narzeczony namawia mnie na nowego psiaka mimo że minęły dopiero 4 dni. Czuje taką pustkę w serduszku jakąś część mnie umarła razem znią . Boję się że już nie otworzę na żadnego psiaka lub zaangażuje się kolejny raz i znów coś się stanie.

    Odpowiedz
  19. Nazywam się Pedro Hayes. Chcę tylko, żeby cały świat wiedział o rzucającym zaklęcia, którego poznałem w Internecie o imieniu Dr Ogundele, nie potrafię wyjaśnić, w jaki sposób mi pomógł, podzielę się tutaj kilkoma słowami. Moja żona wyjechała z dziećmi 7 lat temu. W zeszłym tygodniu przeglądałem internet i znalazłem jakieś świadectwo podzielane przez tak wielu ludzi mówiących o dr Ogundele, szybko skontaktowałem się z nim o pomoc w ciągu 24 godzin, moja żona skontaktowała się ze mną, prosząc o wybaczenie, a ona wróciła do mojego życia i jesteśmy znów szczęśliwie wyszła za mąż, co za cudowny CUD jestem tak szczęśliwa. Dr Ogundele przywiózł moją żonę w ciągu 24 godzin. Nie mogę napisać wszystkiego na piśmie, wszystko, co mogę powiedzieć, to dziękuję, bardzo się cieszę. Powiedział mi, żebym podzielił się historią, tak jak wszyscy, jeśli potrzebujesz jakiejkolwiek pomocy. Skontaktuj się z dr Ogundele na jego WhatsApp lub Viber Chat: +27638836445. Jego czary są skuteczne i nieszkodliwe, wszystko o dr Ogundele jest super.

    Odpowiedz
  20. Niecałe 2 tygodnie temu straciłem moją ukochaną psinke miała 10 lat musieliśmy ją uspac. Po tym czasie choć nie płaczę już tak często jest mi smutno ,wiem że to nie wiele czasu. Od ostatnich dni towarzyszy mi myśl o innym piesku nie wiem czy to źle że myślę o tym tak wcześnie. Boję się także że będę mógł zrobić dla tego pieska więcej niż zrobiłem dla Soni ,że będzie jej przykro tam gdzie teraz jest …była ze mną od czasu gdy mialem 6 lat.

    Odpowiedz
  21. Niecałe 2 tygodnie temu straciłem moją ukochaną psinke miała 10 lat musieliśmy ją uspac. Po tym czasie choć nie płaczę już tak często jest mi smutno ,wiem że to nie wiele czasu. Od ostatnich dni towarzyszy mi myśl o innym piesku nie wiem czy to źle że myślę o tym tak wcześnie. Boję się także że będę mógł zrobić dla tego pieska więcej niż zrobiłem dla Soni ,że będzie jej przykro tam gdzie teraz jest …była ze mną od czasu gdy mialem 6 lat.

    Odpowiedz
  22. CIR: Nazywam się Joan Porras. Chcę opowiedzieć tutaj swoją historię o tym, jak dr Ogundele sprowadził dla mnie męża swoim zaklęciem w ciągu 24 godzin, a zaklęcie jest nieszkodliwe. Wszędzie szukałem pomocy, ale tylko dr Ogundele był w stanie pomóc. Skontaktowałem się z kimś, komu wcześniej pomagał w Internecie. Jeśli potrzebujesz pomocy, radzę napisać do niego, jeśli potrzebujesz pomocy za pośrednictwem WhatsApp lub Viber Chat: +27638836445. E-mail: ogundeletempleofsolution@gmail.com. Powiedziałem mu, że podzielę się z nim dobrymi wieściami, jest niesamowity.

    Odpowiedz
  23. Witam wszystkich, jestem Tara Coleman i chcę podzielić się tutaj moim świadectwem na temat tego, jak Dr Ogundele przyniósł mi męża z jego zaklęciem i mocami w ciągu 24 godzin dla mnie, mój mąż rozwiódł się ze mną przez 3 lata i szukałem wszędzie pomocy, aby go odzyskać , nikt nie mógł pomóc. W zeszłym tygodniu znalazłem numer WhatsApp dr Ogundele w Internecie udostępniony przez kogoś, komu wcześniej pomagał, więc skontaktowałem się z nim o pomoc. Jego czary są nieszkodliwe i szybko działają. Rzucił na mnie zaklęcie iw ciągu 24 godzin mój mąż wrócił z prośbą o wybaczenie, jak wielkim cudem jestem teraz tak szczęśliwy z mężem dzięki pomocy dr Ogundele. zgodziłem się z nim, aby udostępnić jego nazwisko w Internecie, dlatego teraz to robię. Jeśli potrzebujesz pomocy, możesz skontaktować się z nim za pomocą czatu WhatsApp lub Viber: (+27638836445). Jest w 100% prawdziwy i skuteczny.

    Odpowiedz
  24. Nasz pies odszedł przedwczoraj. Miał tylko 4.5 roku. Ryczę jak dziecko, wstyd się przyznać 47 letniemu facetowi ale taka prawda. Wyrzucam sobie że poświęcałem mu za mało czasu. On i tak zawsze entuzjastycznie mnie witał. Ale nie dziś… Wyrzuciłem jego kocyk zaraz po powrocie z kliniki, nie wiem czemu. Chciałem go wyciągnąć z kosza wczoraj rano ale wywieźli śmieci. Znowu ryczę

    Odpowiedz
  25. CUD WCIĄŻ ZDARZYŁ SIĘ:
    Po roku zerwanego małżeństwa mój mąż opuścił mnie i dzieci i poszedł z inną kobietą, miałem ochotę popełnić samobójstwo, ponieważ zostawił nas na 3 lata bez niczego, byłem emocjonalnie przygnębiony i płakałem całą noc. Dzięki rzucającemu czary o imieniu Dr Ogundele. Pewnego wiernego dnia, gdy przeglądałem Internet, natknąłem się na kilka zeznań na temat dr Ogundele, ludzie zeznali, że przywrócił ich kochanka Ex w ciągu 24 godzin, niektórzy zeznali, że przywraca macicę, leczy raka i niektórym leczy choroba itp. Skontaktowałem się z nim w sprawie pomocy w przywróceniu męża, a on powiedział mi po swojej pracy, że mój mąż wróci w ciągu 24 godzin, ku mojemu największemu zaskoczeniu mój mąż wrócił po 24 godzinach, tak jak powiedział i prosił o wybaczenie , co za cud. Dr Ogundele kazał mi zeznawać, że ludzie znają go bardziej. Dlatego dzielę się tutaj swoją prawdziwą historią życia, nazywam się Mara Lucas. Jestem z Barcelony, Hiszpania. Możesz skontaktować się z Dr Ogundele z jego numerem telefonu lub wysłać wiadomość na WhatsApp lub Viber Chat: +27638836445.

    Odpowiedz
  26. 17.05.2020r. Dzień, w którym nastąpił mój mały koniec świata. Mój 12-letni Maksio cierpiał, tak strasznie cierpiał. Złapał chorobę odkleszczową. Gdy się inaczej zachowywał to wszyscy myśleli, że to po szczepieniu… na drugi dzień już nie było z nim kontaktu, wezwaliśmy weterynarza, który dał mu zastrzyk na tą paskudną chorobę. Mówił, że jeśli do jutra mu nie ulży to go uśpi żeby się nie męczył. Maks nawet nie dożył następnego dnia. To było takie smutne. Przyszłam zobaczyć jak się czuje, tak ciężko oddychał ale lepiej niż wcześniej, pojawiła się znowu nadzieja, że z tego wyjdzie. Zostawiłam go na chwilę, gdy wróciłam… On już nie żył… Byłam tak zrozpaczona, i stałam jak słup, zero łez, zero jakiegokolwiek ruchu. Nie docierało to do mnie. Uciekłam do łazienki i płakałam. Teraz tak bardzo żałuję, że uciekłam zamiast się z nim pożegnać, przytulić. Ta nadzieja, która była nagle rozerwała moje serce na kawałki i w dodatku jego śmierć. To wszystko sprawia, że nie potrafię sobie poradzić z emocjami. Mam wielkie wyrzuty sumienia… Gdyby wcześniej dostał zastrzyk..

    Odpowiedz
  27. Moja prawdziwa historia życia:
    Witam wszystkich, mam na imię Robt Burley, 14 lutego 2020 r. Moja żona miała ze mną umowę i zerwała ze mną, szukam pomocy, żeby ją odzyskać, nikt nie mógł mi pomóc, kilka dni temu miałem na myśli dane kontaktowe Dr Ogundele w gazecie, pomagając ludziom odzyskać utraconego kochanka, i skontaktowałem się z nim po pomoc, po rzuceniu zaklęcia moja żona zadzwoniła do mnie i prosiła o wybaczenie, co za cud. Wszystko dzięki dr Ogundele, jest potężnym człowiekiem, a jego zaklęcie jest nieszkodliwe, w ciągu 24 godzin sprowadził moją żonę swoimi mocami, nigdy nie wierzyłem w magię, ale dr Ogundele przywrócił mi szczęście, zgodziłem się z nim dzielić jego imię w Internecie po tym, jak mi pomógł, dlatego teraz to robię. Jeśli potrzebujesz pomocy, możesz skontaktować się z nim za pomocą czatu WhatsApp lub Viber: +27638836445. E-mail: ogundeletempleofsolution@gmail.com Jest w 100% prawdziwy i potężny.

    Odpowiedz
  28. Dwa dni temu odszedł niespodziewanie mój orzeszek Tymuś miał 18 lat.. Walczyliśmy do końca o to by z nami był jak najdłużej.. Przyszedł dwie operacje.. Stracił prawie wszystkie żeby.. Mało widział.. Ale każdy kto go widział myślał, że to tylko szczeniaczek.. Był tak kochany wychował się z moją córką był jak jej młodszy braciszek..Jakieś trzy miesiące temu zaczął kaszleć.. Ale zignorowałam bo myślałam, że to zwykle przeziębienie.. Po jakimś czasie jednak zdecydowalam iść na kontrolę.. Dali mu antybiotyk ale też nie pomógł.. Później prześwietlenie płuc i wizyta u kardiologa.. Wiedzieliśmy że to nic dobrego.. Wykryli płyn w płucach serduszko też nie było już takie jak powinno.. Dostał leki.. Weterynarz nie wytłumaczył, że ma je brać do końca życia dwa razy dziennie i po dziesięciu dniach przerwałam leki na dwa tygodnie po których stan się pogorszył.. Znowu wizyta u weterynarza i tak jakoś udało na nowo wszystko się ustabilizować.. W niedzielę obcięłam mu włoski.. Wykąpałam i poszliśmy na spacer.. Nad jezioro jeszcze bawił się z labedzmi.. Nic nie wskazywało, że dwa dni później już go z nami nie będzie.w poniedziałek zaczął strasznie ciężko oddychać o 23 wizyta u weterynarza, ale nic nie zrobił kazał zwiększyć dawkę leków i pojechaliśmy do domu . W nocy wstałam oddychał ciężko od 4,30 trzymałam go na piersiach aż usnął koło 7 ja musiałam iść do pracy.. Został z córką, która widziała jego straszna śmierć jak się męczył.. O 10.50 od nas odszedł.. Rzuciłam pracę i wróciłam do domu położyłam go na piersiach i tak że mną został aż do 17 gdzie pojechaliśmy go skremowac.. W tym momencie jest z nami w domu wszystko mi go przypomina.. Nie jestem w stanie sprzątnąć jego miseczek z wodą i jedzeniem.. Spie z jego kocykiem.. Nie jestem w stanie nic przełknąć od kiedy to się stało.. Mam tak straszny ból w piersiach jakby przejechał po mnie czołg.. Nie wspominając, że ciągle płaczemy z córką oglądając jego zdjęcia i video.. Nie sazilam, że tak strasznie kocham ta mała istotę.. Tak strasznie go brak.. Czuję że straciłam senz do życia i już nigdy nie będzie tak jak kiedyś 💔

    Odpowiedz
    • Kasiu, mój piesek odszedł kilka dni po Twoim, bo 18go maja 🙁 Borykam się z poczuciem winy, ale najbardziej z ogromnym smutkiem, który mnie obezwładnia. Nie chce mi się z nikim gadać, wszystkie relacje odłożone są na bok. Ja miseczki sprzątnęłam, ale cały czas patrzę na zagłębienie w ścianie w kuchni – takie idealne na te miseczki. Rozmawialam już z psychologiem, czy moje zachowanie jest normalne, to mówi, że tak… Minęło już kilka dni od twojego posta, jak się teraz czujesz? Uściski, nie jesteś sama!

      Odpowiedz
  29. Nazywam się Lilly Norman jestem z Niemiec, nigdy nie myślałam, że znów się uśmiechnę, mój mąż zostawił mnie z 3 dziećmi na 7 lat. Cały wysiłek, aby go przywrócić, nie powiódł się, myślałem, że już go nie zobaczę. W zeszłym tygodniu mój przyjaciel powiedział mi o rzucającym zaklęcia o imieniu DR.OGUNDELE, Dała mi swoje kontakty, a ja skontaktowałem się z nim, a dr Ogundele zapewnił mnie, że w ciągu 24 godzin mój mąż wróci do mnie, po tym, jak zrobiłem wszystko, o co prosił aby to zrobić, w ciągu 24 godzin mój mąż zadzwonił do mnie i zaczął błagać o wybaczenie, a on wrócił z wielką miłością i troską, więc do tej pory jestem zaskoczony tym cudem, zgodziłem się z dr Ogundedem, aby podzielić się dobrymi wiadomościami na ten temat forum, jeśli potrzebujesz pomocy od niego, możesz skontaktować się z nim za pomocą WhatsApp lub Viber: +27638836445. Ten człowiek jest bardzo potężny, a czar jest nieszkodliwy.

    Odpowiedz
  30. Dzisiaj odeszła Jagoda, mojej siostry suczka. Mieszkamy jeszcze razem z mamą, więc tak naprawdę z nasza. Poddaliśmy Jagodę sterylizacji. Wiem, że to był wielki błąd. Pomimo, że było to zalecane przez weterynarza. Okazało się, że Jagoda miała ukryta wadę serca. Pomimo, badania przez Panią weterynarz oraz naszej codziennej obserwacji nic na to nie wskazywało. Podczas końcówki sterylizacji zatrzymało się dwukrotnie serduszko. Za pierwszym zatrzymaniem udało się ją uratować, za drugim już nie pomimo podania adrenaliny. Jest mi tak ciężko, że nie mogę znaleźć dla siebie miejsca. Byłem dzisiaj się przejść tak jak ostatnio codziennie po naszej wspólnej okolicy, po której chodziła tylko ze mną. Na której podczas spacerów była szczęśliwa. Nie wyobrażam sobie, że jutro nie pójdę. Nie wiem co mam robić. Sąsiadka poradziła mi wziąć, kolejnego psa. Nie wiem czy jestem w stanie, nawet zaglądałem na internecie. Znalazłem podobna sunie do Jagody. Nie wiem co zrobić.

    Odpowiedz
  31. 08.02.2019 odeszla odemnie moja ukochana Sonia mimo ponad roku i kolejnego pieska dajej potrafie plakac po nocach bo sni mi sie niestety musialam ja uspic ze wzgledu na raka 🙁 na zawsze w moim seduszku nigdy nie zapomne o niej miala 11 lat

    Odpowiedz
  32. Torek, Piesio-Toresio, tak na niego ostatnio mówiłam. Kochany piesek, który wszystko rozumiał. Był z nami 11 lat. Od małego słodkiego szczeniaczka, który wszystko podgryzał. Pierwszy jego rok życia to była masakra, taki był szkodnik. Pożarł tapetę na przedpokoju, wykładzinę w sypialni. Kiedy byliśmy w pracy a Syn w przedszkolu, on baraszkował. Wszystko, co wystawało, jakiś sznureczek, skrawek, po prostu sobie ciągnął. Ciągnął i rozrywał. A my wracaliśmy do domu i się zastanawialiśmy, czy tym razem mieszkanie będzie całe. Pamiętam ten pierwszy moment po otwarciu drzwi, kiedy Torek leżał przyklejony do podłogi, wiedzieliśmy od razu, że coś zbroił. W tym pierwszym roku okazało się tez, że Torek kundelek ma ogromną dysplazję, w związku z czym pojawiło się ryzyko, że z czasem może przestać chodzić na tylnych łapach. Potem, kiedy skończył rok, przestał świrować, uspokoił się i chyba chodził spać pod naszą nieobecność. A czasem, kiedy z różnych powodów wracaliśmy wcześniej, wychodził z pokoiku zdziwiony, że mu dezorganizujemy jego dzień. Okazał się też być psem-alergikiem uczulonym na świeżo skoszoną trawę… W 2013 r. Mąż miał wypadek, uszkodził kolano, długo leżał unieruchomiony. Ale Torek w końcu był szczęśliwy, w końcu miał towarzystwo. Wtulał się zawsze w mężowskie zgięcie w kolanie i spał całe przedpołudnia. Potem w taki sam sposób wtulał się w męża w nocy. Syn dorastał razem z Torkiem, im był starszy, tym więcej wychodził z domu, a my z Mężem spędzaliśmy z Torkiem coraz więcej czasu. Pamiętam z tamtych czasów, jak Torek cieszył się na spacerek. Wystarczyło powiedzieć: „gdzie smyczka?” a już był przy drzwiach, skakał z radości i nie mógł się doczekać, kiedy wyjdzie na spacer. Kiedy się jeszcze sami nie zdążyliśmy ruszyć, wracał po nas i zaglądał łebkiem z przedpokoju. Dla niego to była wyjątkowa frajda, bo z reguły wypuszczaliśmy go tylko do naszego ogrodu. Miał tu mnóstwo przestrzeni, ale to jednak nie było to samo co zwiedzanie „obcego” świata poza podwórkiem. Pamiętam też, że miał swoje smakołyki, bardzo lubił surową marchewkę, kiedy tylko usłyszał, że obieram warzywa, np. do zupy, już był przy mnie i tuptał z niecierpliwością, bo chciał koniecznie kawałek marchewki do schrupania. W ogóle reagował na otwarcie lodówki, choćby nie wiem, jak był zmęczony czy śpiący, otwarcie lodówki powodowało, że od razu materializował się w kuchni i czekał na coś, co być może uda mu się wyżebrać od „Pańciów”. A jeszcze, kiedy się zawołało: „a ja coś mam…”, przybiegał, mało nóg nie łamiąc, bo wiedział, że tym razem jest to jakiś smakołyk specjalnie dla niego. Był bardzo rezolutny, uczył się szybko, wystarczyło pokazać mu coś 3-4 razy i „łapał” o co chodzi. Nauczyłam go np. kichania na zawołanie, ja mówiłam: ‘a psik” a on mi odpowiadał, kichając. Skutecznie też rozładowywał napięcie. Cieszył się nawet na przyjście listonosza, nie było w nim żadnej agresji. A czasem wystarczyło zapiszczeć, albo krzyknąć „ała” a Torek już był w postawie obronnej i szybko przechodził do zabawy. Ciągle, mimo upływającego czasu, wyglądał na szczeniaczka, miał piękną błyszczącą białoczarną sierść, białe ząbki… (koleżanki z pracy córka powiedziała, że jest „krowiasty” 😊). Nadal potrafił skoczyć pionowo w górę jak piłeczka, kiedy się na coś cieszył albo witał kogoś kogo bardzo lubił i dawno nie widział. W końcu jednak zaczęliśmy zauważać, że się starzeje, nie po wyglądzie, nadal ścigał się po podwórku i obszczekiwał inne psy i dzieci z ulicy. Po zachowaniu było jednak widać, że Torek ma już swoje lata. Kiedy nas nie było w pokoju, gramolił się do łóżka, odgrzebywał sobie jeden róg kołdry przykrytej kapą i wciskał się do kącika, żeby się ogrzać. Czasem, kiedy wracaliśmy skądś, nie witał nas tylko się patrzył spod oka, nieufnie – do czasu aż się z nim nie przywitaliśmy. Na spacerach męczył się znacznie szybciej, bo szybciej przestawał się ciągnąc na smyczy. Nic jednak nie zapowiadało takiej tragedii. Zauważyłam w poniedziałek, że od dwóch dni Torek przestał jakby jeść, a nawet pić. Zaczęłam go zachęcać do picia, naszykowałam coś smaczniejszego niż zwykła woda i próbowałam namawiać do picia. Następnego dnia ugotowałam mu lekkiego rosołku na piersi z kurczaka. Mięso z marchewką podrobiłam, ale generalnie chodziło o to, żeby się w końcu czegoś więcej napił. Zachęcaliśmy go również z Synem do jedzenia tego, co zwykle zajadał ze smakiem. Niby to wszystko jadł i pił ale to było takie z musu, myślałam, że może go bolą zęby albo gardło, bo gdzieś się przeziębił. Nie było na co czekać, pojechaliśmy do wetki. Powiedzieliśmy co się dzieje, że Torek przestał jeść, pić, że widzimy że schudł. Zrobiła mu wyniki, obejrzała go, dała zastrzyk przeciwzapalny i kazała się stawić jutro. Następnego dnia przyjechaliśmy, pierwsze co, to oczywiście wyniki. Wyszły okropne, w badaniu obrazującym stan zapalny-nowotworowy wyszło ponad 2000 jednostek, kiedy norma wynosi 150. Wetka zdecydowała się na szybkie USG. W trakcie badania zauważyła, że Torek ma prawie białą skórę. W badaniu widać było krew i dużego guza… To było straszne. Od naszej domowej diagnozy z bólem zęba, przeszliśmy do wyroku: pęknięty rak śledziony…. Baliśmy się wcześniej, że Torkowi będzie groził wózek na tylne łapki, a tu takie coś… Dostaliśmy info, że dajemy jeszcze dziś zastrzyk, że może coś pomoże, że jeszcze jutro sprawdzimy morfologię… ale, że właściwie nic już nie można zrobić, że gdyby guz nie pękł, może Torek jeszcze nie odczuwałby skutków tego, że go ma, ale w tej sytuacji to kwestia może dni, może godzin… Zgodziliśmy się oczywiście na zastrzyk, licząc chyba na cud. Znów przyjechaliśmy, w piątek 13 marca, na wizytę, morfologia była tragiczna, o wiele gorsza niż ta ze środy. Chcieliśmy zabrać Torka do domu, pobyć z nim jeszcze, pożegnać się, ale nie chcieliśmy też narażać go na cierpienie w bólu jeszcze większym, żeby – gdyby jego stan się bardzo pogorszył – wył z bólu, kiedy my szukalibyśmy jakiegoś weterynarza, który by mu ulżył. Wetka powiedziała, że jeśli on nie je i nie pije, będzie coraz gorzej, dla psa nawet kilka godzin bez picia powoduje, że pies staje się odwodniony, a Torek tak naprawdę nie pił już sam z siebie kolejny dzień. Do tego ten krwawiący guz. Powiedziała nam, że Torek już cierpi, tylko robił zawsze wszystko, żeby nas zadowolić i po prostu nie pokazuje swojego cierpienia. Do tego ten pieprzony „koronawirus”, który już zaczynał sprawiać, że każdy z rezerwą pozwalał na kontakty z innymi ludźmi, nie wiedzieliśmy czy jeszcze ktoś będzie chciał nas gdzieś przyjąć. Zdecydowaliśmy się na eutanazję. Byliśmy z Torkiem do końca. Uspokoiliśmy go, powiedzieliśmy że teraz już będzie wszystko dobrze. Wiedzieliśmy, że nam ufa i wierzy, że jego „Pańcie” w końcu mu pomogą, przestanie go boleć i znowu się będzie do nas przytulał i się z nami bawił. Że wróci z nami po prostu do swojego domku. Ale nie było to już możliwe… Bardzo nam go brakuje… Nadal ścielimy łóżko tak, żeby Torek mógł wgramolić się po poduszce na parapet, z którego zawsze obserwował, czy już wracamy z pracy i ze szkoły, choć już się nie wgramoli. Nadal Syn, choć ma już 20 lat, wychodząc z pokoju od siebie, rozgląda się za Torkiem, żeby do niego podejść i się poprzytulać. Nadal, kiedy wracamy z pracy, rozglądamy się za Torkiem, żeby się z nim przywitać. Wspominamy ostatniego „sylwestra”, kiedy razem z Torkiem oglądaliśmy fajerwerki, bo Torek był wyjątkowy i nie bał się wystrzałów petard.… Zna ktoś lekarstwo, jak pozbyć się tęsknoty za najmilszym członkiem naszej rodziny?

    Odpowiedz
  33. Roxi 20.04.2008-03.04.2020 tamtego dnia w niedzielę to była miłość jakich pewnie wiele, 12 lat ta miłość miała, choć dla Mnie będzie nieskończenie trwała, ciągle płaczę i płaczę i wiem, że nigdy już nie będzie jak dawniej. Cząstka mnie uleciała kiedy nicość mojego foksa zabrała.
    Dla mojej Rozi

    Odpowiedz
  34. Dwa dni temu straciłam najlepszą psią przyjaciółkę – Mikę. Nikt, kto nie jest miłośnikiem zwierząt, nie zrozumie jak silna więź może zrodzić się pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem. Więź ta jest porównywalna do więzi z dzieckiem. Umarła część mnie. Nic już nie będzie takie samo. To było naprawdę wyjątkowe zwierzątko, wiem, że już nie będzie takiego psiaka. Moje serce krwawi.. Kocham na zawsze Mikusiu…

    Odpowiedz
    • Szkoda, że tego już nikt nie odczyta ale mój 11owczarek umarł szczęść miesięcy temu brak jego jest bardzo wielki’ zauważalny dom pusty a na ogrodzie nie chce się siedzieć gdyż każdy zakątek tego domu, ogrodu to wesoły pies z którym spędziłam trochę życia. Może to śmieszne ale myślałam, że zawsze będzie i nigdy nie odejdzie, dzień w którym umarł zapamiętam do końca życia i żal, że gdy przyszłam z pracy jego już ze mną nie było, pusty kont, zabawka kocyk. Można powiedzieć że wychodząc do pracy on patrzył mi w oczy a ja miałam nadzieję, że da mi jeszcze jeden dzień abym mogła przygotować się na pożegnanie. Choc minęło już trochę czasu dalej boli chciała bym przekonać bliskich do kupienia przyjaciela moich kolejnych lat ale czym dużej zwlekałam z tą decyzja a oni odwlekali stali się wpatrzeni w swoją wygodę życia i braku obowiązku który wszyscy znają. POZDRAWIAM WIEM CO TO ZA UCZUCIE🤗

      Odpowiedz
  35. Wszystkim Wam współczuję. Ja też przeżywam ogromną stratę mojej najlepszej przyjaciółki, ukochanej Misi, którą trzy tygodnie temu pożegnałam, podejmując bardzo trudną decyzję, nie mogłam patrzeć jak cierpi, powikłania po operacji . Wybacz mi, pozostaniesz w moim sercu na zawsze i mam ogromną nadzieję że się spotkamy . Dałaś mi tyle wspaniałych chwil w moim życiu a przede wszystkim okazywałaś tyle miłości , radości i wdzięczności za to, że podarowałam Ci dom, ale to ja Tobie dziękuję .Pozostała pustka i smutek.

    Odpowiedz
    • 13 marca w feralny piątek pożegnałam ukochanego Puszka. Zginal z rąk dużych groźnych psów. Umierał w cierpieniu blisko dwie godziny. Choć był u mnie tylko rok wniósł w moje życie taki ogrom radości aż trudno opisać to słowami. Sposób w jaki odszedł budzi we mnie ogromne wyrzuty sumienia. Nie dopilnowałam go. Nie zdołałam uratować. Z każdym dniem boli bardziej. Tęsknota jest ogromna.

      Odpowiedz
  36. 16 lutego pożegnałam się z Lakim. W 11 roku wspólnych przeżyć. Nie mogę pogodzić się z tym. Był członkiem mojej rodziny. Zawsze będzie w moim sercu

    Odpowiedz
  37. Dzisiaj musieliśmy uśpić naszą cudowną sunię 10 pięknych lat razem. Tak płaczę, moja rodzina też bo odszedł członek naszej rodziny.. Dziękuję kochanie że byłaś i że mogłam być przy Tobie do końca. Do zobaczenie na Tęczowym Moście Fabrice

    Odpowiedz
  38. wczoraj pożegnałam po 15 latach najlepszego przyjaciela na decyzje lekarz dal mi 5 minut, Ciapa był operowany niestety rak wygrał tą batalię

    Odpowiedz
  39. 26 stycznia musialam podjac decyzje o uspieniu mojej kochanej suni Przywiozlam ja z Polski na poczatku tego roku byla tez ze mna w Polsce po raz pierwszy I ostatni juz wtedy byla chora tylko ze nie podejzewalam ze tak strasz nie Dopiero Wizyta u lekarza w polsce I zrobie ie usg uswiadomilo Mi to Po powrocie w ciagu doch tygodniu stracila orientacje nie chcisla jesc oddech byl dla niej wielkim bolem Nie moglam na to patrzec pojechalam do lekarza a ona chyba czula ze juz nie powtoci do domu Bo zapietala sie strasz nie U lekarza musialam podjac decyzje o eutanazji spadlo to na mnie Jak getom z nie a nie möge pogodzic sie z tym ze sie zgodzilam ale tez nie moglam patrzec Jak cierpi jjak przejsc przez ten bol nie wiem odebral Mi sens zycia Coco wroc do mnie oczekoje na jej prochy ktore beda przy mnie

    Odpowiedz
  40. 8 stycznia 2020 odszedl moj Bruno,bernenczyk.9 lat. Brakuje mi słów żeby wyrazić jak bardzo mi go brakuje. Strasznie za nim tęsknię.

    Odpowiedz
  41. 20 grudnia 2019 pożegnaliśmy nasza 13letnia Abi .Zawsze jej obiecywałam że nie pozwolę aby kiedykolwiek cierpiała. Choć w sercu tak strasznie bałam się tej decyzji. Tak bardzo boli, tak cholernie tęsknię. Mam jej podusie która jeszcze pachnie nią.

    Odpowiedz
    • Nie wierzę naprawdę przeżywanie żałoby po odejściu psa ,który był moim przyjacielem i który dawał mi tyle radości przez kilkanaście lat to egoizm. I to mówi psi psycholog.

      Odpowiedz
      • 22.03.2020 r. po 13 latach odeszła moja Majunia. Nawet nie dane było mi się z nią pożegnać 🙁 Tęsknię za Tobą psinko, kochałam Ciebie i na zawsze pozostaniesz w moim sercu. Tak bardzo mi Ciebie brakuje 🙁

        Odpowiedz
  42. Moja kochana Evitka odeszła dzisiaj po pięknych 15 latach. Długo chorowała,i pod koniec zaczęła się wyłączać i nie kontaktować,prawdopodobnie bolało ją już,dlatego też z bólem ale musieliśmy ją uśpić.
    To tak strasznie boli,że już nie będzie można przytulić kochanego futerka i nie przyjdzie budzić w nocy,bo musi wyjść na siku,i że nie będzie witać o poranku i po pracy… 🙁

    Odpowiedz
  43. 12.11.2019 odszedł mój 13letni maksiu Byłam bardzo z nim związana Walczę ze sobą ale ten żal jest silniejszy ode mnie płaczę po kilka razy dziennie Zawsze będzie w moim sercu bo bardzo go kochałam

    Odpowiedz
  44. 12.11.2019 odszedł mój 13letni maksiu Byłam bardzo z nim związana Walczę ze sobą ale ten żal jest silniejszy odemnie niewiem jak to dalej będzie ale w moim sercu zostanie na zawsze bo bardzo go kochałam

    Odpowiedz
  45. Ja dzisiaj straciłam kochana Sisi która żyła tylko 3lata.Byla bardzo inteligentna i kochana.Odeszla gdyż stanęło jej serduszko.W klinice nie pomogli jej.Mowili ze wszystko jest wporzadku zrobili badania wszystkie i odeszła w samotności bo nas nie było przy niej.Mam wielki żal i smutek i nie wiem jak sobie z tym poradzę.Mam nadzieje ze widzi mnie z wysoka.

    Odpowiedz
  46. Ja nadal popłakuje po moim zmarłym w kwietniu czternastoletnim berserku. Był jak trzecie dziecko, wychowywał się z córkami, był zawsze obok, oddany rodzinie. Zmarł po 14 latach po długiej chorobie, niestety musiałam skrócić cierpienie. Byliśmy z córką do końca, mam trochę wyrzuty że zakończyłam jego życie, chociaż wiem że to były jego ostatnie dni. Trudno mi samej poradzić ze smutkiem, rozważam inną psią miłość. Wiem że Max był wyjątkowy, tak szczery, mąż ze smutku napisał wspomnienia.

    Odpowiedz
  47. Straciłam pieska 2 dni temu, urodziła się na mojej głowie i przy mnie spokojnie odeszła. Smutku i pustego miejsca, żalu -pomimo iż miała prawie 20 lat, nikt nie zrozumie jeżeli tego nie przeżył…Dla nas to była wierna przyjaciółka i kochany członek naszej rodziny. Wierzę iż to moje kochane psiątka ma duszę i jest przy mnie czasami:(

    Odpowiedz
    • Moj ukochany Maksio odszedł wczoraj 9 grudnia miał 17 lat musiałam podjąć decyzję o skróceniu mu strasznych cierpień jestem w strasznej rozsupce nie potrafię znalesc sobie miejsca wszędzie do widzę mój ból jest ogromny był moim wiernym i kochanym przyjacielem, który mnie witał po powrocie z pracy a teraz pustka

      Odpowiedz

Leave a Reply

O AUTORZE

PRZECZYTAJ WIĘCEJ CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW

Zachowanie

Życie po stracie

Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju.

RASY PSÓW

newsletter

Otrzymuj informacje
o najnowszych poradach prosto do swojej skrzynki

Podaj swój adres