adorable-animal-border-collie-1647134

Aktywne inaczej. Stereotypy ras psów

Obiegowe opinie o rasach zwykle „szufladkują” poszczególne psy  i przyczyniają się do powstawania stereotypów. I tak do policji nadają się tylko owczarki, do terapii labradory, a do agility border collie… Czas wyjść poza schemat, bo żaden pies nie jest przypisany do konkretnej aktywności. 

Na co dzień uczą się w gimnazjum lub liceum i gdy tylko wrócą ze szkoły, zaraz biegną z psami do ogrodu albo parku. Jeżdżą na zawody i seminaria, organizują wspólne treningi,  a całe kieszonkowe przeznaczają na nowe akcesoria, smakołyki i aporty. Profesjonalnie i z pasją uczą zwierzaki, których podobno nie da się wyszkolić. Dziewczęta, które opiekują się pieskami ozdobnymi twierdzą, że „miniaturki” nie są z natury rozkapryszone i złośliwe. Stają się takie, gdy ludzie rozpuszczają je zamiast szkolić.

Przypadek yorka Syriusza czy chihuahua Jessie dowodzi, że nawet najtrudniejsze psie charakterki można złagodzić podczas regularnych treningów. A co, jeśli mamy dużego, energicznego psa Północy, lecz nie widzimy się w roli maszera? Możemy poprzestać na dogtrekkingu albo pozwolić mu spróbować czegoś zupełnie nowego. Efekty mogą być zaskakujące!

Sportowa wersja yorka

Mają ognisty temperament, są zadziorne i pewne siebie. Odważnie informują swojego opiekuna o niebezpieczeństwie, a nawet atakują zwierzęta większe od siebie. W przeszłości pracowały jako szczurołapy, dlatego są szybkie, waleczne i niestrudzone. O jakiej rasie mowa? O pinczerach, bulterierach? Nie, taki właśnie charakter mają Yorkshire terriery, czyli pocieszne, słodkie yorki, które padły ofiarą własnej popularności. – Kiedy ludzie widzą mojego Syriusza, komentują: „O, jaki mały, słodki piesek”, i wyciągają ręce, by go pogłaskać – opowiada o swoim pupilu Natalia Kaszuba. – Zdarzają się też ludzie pytający: „A ten york to w ogóle jeszcze pies? Przecież to szczur najzwyklejszy, małe to to i szczekać nawet nie umie…”  – żali się Natalia. Kiedy w 2011 roku trafiło do niej szczenię yorka bez rodowodu, miała dwanaście lat i nie była przygotowana na przyjęcie psa (w dzieciństwie panicznie się ich bała).

Zauważyła jednak, że piesek jest pojętny, chętnie się bawi i szybko uczy podstawowych komend. Praca z Syriuszem okazała się tak pasjonująca, że Natalia założyła fanpage na Facebooku, aby podzielić się z innymi swoimi wrażeniami. W Internecie poznała wielu psiarzy z całej Polski, od których dowiedziała się, że profesjonalnie trenować można nawet „zabawkowe” psiaki. W przydomowym ogrodzie urządzała pupilowi regularne szkolenia. Dziś Syriusz zna 91 komend i sztuczek, potrafi między innymi wskakiwać Natalii na plecy, udawać martwego, pokazywać język, kłaniać się, trzymać w pysku najróżniejsze przedmioty, wycierać się łapami, odpowiadać szczeknięciem, ile ma lat i jeździć na deskorolce.  Przy okazji dziewczyna walczy ze stereotypami dotyczącymi yorków. – Założyłam blog, aby uświadamiać ludziom, jakie naprawdę są psy tej rasy – wyjaśnia. – Wielu ludzi sądzi, że york to szczur albo jakiś pluszak do torebki, a nie prawdziwy pies. A mój Syriusz, który w mig łapie wiele trików czy komend, to wojowniczy ninja: ma silny charakter, podobnie jak ja lubi mieć własne zdanie i czasem dochodzi między nami do konfliktów. Ale wystarczy trochę popracować i udaje się ujarzmić tego dzikiego zwierza. Wielkie ego i silna osobowość Yorkshire terrierów bywa uciążliwa, jednak dla osoby energicznej i kochającej wyzwania to duży plus – przyznaje dziewczyna. Dziś Natalia prowadzi popularny blog NieTakiYorkStraszny.blogspot.com, kanał na YouTubie, fanpage, recenzuje psie produkty i uchodzi za wzór dla wielu opiekunów yorków, którzy chcieliby wykorzystać ich wrodzony potencjał.

Niestety mieszka w takim miejscu, że nie może trenować wspólnie z innymi psiarzami „w realu”. W jej okolicy brakuje także klubów czy szkół dla czworonogów, dlatego zastanawia się, czy w przyszłości nie zostać trenerką i nie założyć ośrodka szkoleniowego dla psów. – Przez dłuższy czas nie mogłam znaleźć sobie hobby. Gdy zaczęłam pracować z Syriuszem, blogować i robić zdjęcia, to wszystko stało się moją wielką pasją. Zaraziłam nią także rodzinę i przyjaciół, którzy chętnie mi pomagają przy kręceniu filmików czy wykonywaniu sztuczek – cieszy się Natalia. – W przyszłości chciałabym mieć również większego psa, ponieważ z Syriuszem – ze względu na jego rozmiar – nie możemy wszystkiego wypróbować.

Mikrusy na start

Można śmiało stwierdzić, że w Internecie (przede wszystkim dzięki Facebookowi) powstał ruch trenerów yorków. A właściwie trenerek, ponieważ z reguły zajmują się tym dziewczęta. Jako dzieci dostawały w prezencie niewielkie pieski: yorki, chihuahua, shih tzu, które miały być łatwymi w obsłudze laleczkami. Młode opiekunkiki w porę zauważyły, że ich pupile zamiast wylegiwać się na kanapie wolą terroryzować rodzinę, postanowiły więc wykorzystać niespożytą energię swoich „laleczek” w sporcie. Ulubienica, z powodu osiąganych w biegu zawrotnych prędkości zwana przez przyjaciół Turboszczurem, regularnie trenuje dogfrisbee.

Z tego względu jej opiekunka jest zwolenniczką strzyżenia yorków „na zapałkę”. „Krótkie kłaczki dobrze robią Gabi, młoda ma więcej swobody, przez co lepiej włada ciałem. Bo york to też pies, jakby ktoś nie wiedział!” pisze na swoim fanpage’u Alicja. Rzeczywiście: krótko obcięty york w wersji „sportowej” w niczym nie przypomina wymuskanej, ufryzowanej laleczki. To waleczny terier z krwi i kości. Opiekunkka Gabi do swojego hobby podchodzi bardzo poważnie: samodzielnie zrobiła w swoim ogródku minitor do agility, jeździ na prestiżowe zawody dogfrisbee w Europie i przygotowuje się do startu w innych imprezach sportowych. Swojej małej zawodniczce kupuje specjalne psie frisbee: miękkie i elastyczne o małej średnicy. Nastoletnia Alicja, zamiast marnotrawić czas na „babskie sprawy”, sięga po narzędzia, majsterkuje i całe dnie spędza na dworze.

Zuch dziewczyna! W tyle nie pozostają inne orędowniczki sportu z yorkami: Claudia Mączyńska z Gdańska, opiekunka czteroletniej Kiki bez rodowodu, z którą trenuje agility, dogfrisbee i obedience (razem ze swoimi seterami irlandzkimi Maybe i Indi), czy Oliwia Szewczyk, astoletnia opiekunka yorka-sztukmistrza. Jej Cody zna 36 komend i sztuczek (np. robi „pa, pa”, skacze przez skakankę, powtarza dźwięki) i również trenuje agility.

W małym ciele duży duch

To, że mały może dużo, udowadniają także opiekunki psów innych „zabawkowych” ras. Zuza Rutkowska trenuje ze swoją chihuahua, długowłosą Jessie. W czerwcu tego roku wzięły udział w zawodach rally-o, sporcie łączącym ćwiczenia posłuszeństwa z agility. „Zamierzamy też poświęcić się top speed dog [zawody w przybieganiu do przewodnika na czas na dystansie 40 metrów], bo to idealna aktywność dla małej torpedki :-)”, pisze w swoim blogu Zuza. Gdzie indziej przyznaje: „Jessie nauczyła mnie odpowiedzialności, w pewnym sensie też i odwagi, cierpliwości oraz cieszenia się z małych kroczków!”. Suczka wciąż czeka na swój pierwszy sportowy medal, za to maltanka Fruzia ma już na swoim koncie spektakularną wygraną. Podopieczna Moniki Kowalskiej z Krakowa (fanpage „ObiFru Team”) na zawodach obedience w Rzeszowie zajęła I miejsce w 1 klasie OBI, czym wywołała niemałą sensację. Monika nie tylko regularnie bierze udział w treningach, seminariach i zawodach agility czy OBI, ale też sama organizuje imprezy, np. Fruziowy Mikropsotrekking, w którym biorą udział wyłącznie pieski małych ras. – Całe życie marzyłam o psie i o tym, by uprawiać z nim sport.

Wprawdzie miał to być bulterier albo „duży, czarny i groźny” pies, jednak rodzice uznali, że kupią mi małego pupila – opowiada Monika Kowalska. – Zakochałam się w szalonym charakterze Fruzi. Wiedziałam, że to TEN pies. Myślałam o uprawianiu agility i dog dancing, jednak problemy ze stawami Fru nie pozwoliły nam trenować tych sportów na poważnie. Dlatego to OBI stało się naszą pasją – wyjaśnia Monika i dodaje z przekąsem: – Nie raz słyszałam od ludzi, że znęcam się nad psem. Wielu uważa, że sport jest sprzeczny z naturą miniaturowych piesków. Ale przecież pies do towarzystwa jest stworzony do tego, by przebywać z człowiekiem i dzielić jego aktywności. Jeśli przewodnik czerpie radość z pracy, to pies także! Psiarze nieraz bagatelizowali możliwości Fruzi lub stwierdzali, że z małą rasą w OBI można co najwyżej spróbować w „zerówkach”, dla zabawy. Na szczęście Fru już udowodniła, że można więcej – cieszy się Monika i dodaje: – Niestety, dla większości zawodników Fruzia i tak będzie tylko „śmiesznym, uroczym, białym wacikiem”, a nie po prostu dobrze wytrenowanym psem. Na co dzień staram się walczyć ze stereotypami wśród zwykłych ludzi, którzy wyprowadzają swoje maltańczyki na pięciominutowe spacery wokół bloku. Staram się im pokazywać, że takie pies też lubi i potrzebuje aktywności – podkreśla Monika.

Na blogu i fanpage’u Fruzi nie ma zdjęć eleganckiej maltanki wylegującej się na poduszkach. Ostrzyżona na charakterystycznego „pazia” suczka szaleje w wodzie, błocie i na trawie, ćwiczy sztuczki i bawi z innymi psami. Niewątpliwie daleko jej do stereotypu wymuskanego kanapowca!

Byle z umiarem!

Nim zaczniemy uprawiać z naszym miniaturowym ulubieńcem jakikolwiek sport, wybierzmy się do lekarza weterynarii, by upewnić się, że piesek na pewno temu podoła. Nie każda aktywność fizyczna idzie w parze z określoną budową ciała (np. z długim tułowiem i krótkimi łapkami, jak u jamników, wiąże się ryzyko uszkodzenia kręgosłupa, a z brachycefalią charakterystyczną dla mopsów czy buldogów – skłonność do duszności i omdleń). Psu należy również wykonać podstawowe badanie serca. Natomiast przed każdym treningiem – aby uniknąć kontuzji – trzeba pamiętać o rozgrzewce. Warto też zdawać sobie sprawę, że nawet najwytrwalszy i najbardziej energiczny spaniel nie osiągnie takich wyników jak duży owczarek czy retriever, dlatego nie wymagajmy od psa wysiłku ponad jego fizyczne możliwości.

Husky vs agility 1:0

Zuza Staniszewska z Warszawy trenuje ze swoim siberian husky agility, a doświadczeniami dzieli się na blogu. Dziewczyna od ponad dwóch lat szkoli Atoma. Ich droga do sportowych sukcesów nie była łatwa. „Chyba każdy z nas, psiarzy, kto interesuje się sportami, marzy o szybkim psie, posłusznym i gotowym do pracy. Czasami jednak los nie jest dla nas taki łaskawy i otrzymujemy psa, który… No cóż, nie podziela naszych ambicji”, pisze na blogu Zuzanna i dalej opisując swego pupila stwierdza: „Atom z początku miał być zwyczajnym psem do przytulania i chodzenia na spacery. Powiem krótko: plany nie wypaliły. Atom (imię zobowiązuje!) na torze okazał się zwariowanym „haszczakiem”. Jednak jak na husky przystało, Atom kombinuje we wszystkie strony i bardzo szybko się uczy” podsumowuje dziewczyna.

Husky mają we krwi sporty innego rodzaju, więc jeśli uprawiają agility, trzeba je nieustannie motywować i pilnować, by tych samodzielnych i ciekawskich zwierzaków nie rozproszył podczas szkolenia nieznany zapach czy obiekt. Trudniejszy niż w przypadku psów innych ras jest również powrót do treningów po dłuższej przerwie. Według Zuzanny, zanim husky wróci na tor, trzeba go mocno rozruszać i zmęczyć. „Miałam chwile, w których chciałam się poddać: przecież Atom to husky, one nie są stworzone do takich sportów! Jednak nie poddałam się i nie żałuję tego. Poza tym wolę, aby pies kochał to, co robi i był na nieco słabszym poziomie, niż żeby przymusowo, bez entuzjazmu pokonywał najtrudniejsze tory ze wszystkimi przeszkodami” podsumowuje Zuza.

Atom nie jest wyjątkiem. Od 2012 roku agility trenuje również Flicka, suka w typie husky należąca do Katarzyny Świerczyńskiej, autorki prowadzącej bloga podrozezpsem.pl . Początkowo Flicka traktowała tor agility jako wielki plac zabaw. Sporo czasu minęło, nim pojęła, że można się na nim świetnie bawić, ale wyłącznie ze swoim przewodnikiem. Choć trening nie należy do łatwych, bo „haszczak” ma swoje humory i jest – delikatnie mówiąc – bardzo samodzielny, Katarzyna bardzo sobie ceni agility. To sport, który buduje i rozwija więź człowieka z psem. Pozwala na ujarzmienie nieprzewidywalnej natury huskiego i znakomicie ćwiczy jego umysł.

Długonoga terapeutka

Kiedy w 2011 roku partner Marty Cessak zaproponował „powiększenie” rodziny o psa, początkowo nawet nie chciała o tym słyszeć. Zdeklarowana kociara stwierdziła w końcu, że jeśli już ma być pies, to niech to będzie chart, i nie od razu, a dopiero za kilka lat. Chłopak zabrał ją jednak do hodowli Magnus Borzoj, gdzie Martę urzekły charty rosyjskie – to była miłość od pierwszego wejrzenia. Widząc zachwyt dziewczyny, postanowił wykorzystać sytuację i od razu kupił jej wymarzoną suczkę. Niestety mała charcica z trudem zniosła przeprowadzkę ze wsi do centrum Warszawy: bała się hałasów i wszechobecnych pojazdów. Zmartwiona Marta postanowiła skorzystać ze wsparcia behawiorystów z Fundacji Razem Łatwiej – Zwierzęta Przełamują Bariery i zapisała Raisę do psiego przedszkola.

Tam borzojka ujęła wszystkich swym zrównoważonym i serdecznym usposobieniem. Gdy dorosła, wolontariusze wspomnianej fundacji zadzwonili do Marty i zaprosili charcicę na testy sprawdzające jej predyspozycje do pracy dogoterapeuty. Po testach, w których wypadła znakomicie, rozpoczęło się trwające kilka miesięcy szkolenie, zakończone egzaminem. Przed rozpoczęciem samodzielnej pracy, suczka musiała jeszcze odbyć praktyki – uczestniczyła w zajęciach w różnych ośrodkach, aby sprawdzić się w odmiennych środowiskach. Podczas tzw. godzin obserwacji Marcie i Raisie zawsze towarzyszył ktoś z fundacji po to, aby upewnić się, czy pies na pewno nadaje się do pracy z pacjentami. Od 2013 roku Marta regularnie (2-3 razy w tygodniu), w ramach wolontariatu  przyprowadza Raisę do przedszkoli, szkół specjalnych, zwykłych podstawówek oraz na zajęcia indywidualne z dziećmi w rozmaitych ośrodkach terapeutycznych. – To nie jest tak, że na zajęciach dogoterapueta coś robi – wyjaśnia Marta. – Najpierw zapoznaję się z diagnozą bądź wytycznymi dotyczącymi terapii, przygotowanymi przez psychiatrę czy psychologa i uwzględniając je układam plan zajęć.

Raisa powinna dopasowywać się do potrzeb pacjentów, a ci mają różne problemy: z motoryką, koordynacją ruchową, nawiązywaniem kontaktu z ludźmi… – opowiada przewodniczka borzojki. Charty rosyjskie uchodzą za psy zdystansowane, o odmiennym temperamencie niż „klasyczni” dogoterapeuci – wylewne labradory czy żywiołowe owczarki. Jednak, jak twierdzi Marta, w dogoterapii tak naprawdę liczą się indywidualne predyspozycje, a nie rasa psa. – Oczywiście chart pracuje inaczej niż np. golden retriever, ale dzięki temu, że czworonożni terapeuci w poszczególnych fundacjach mają zróżnicowane charaktery, można je lepiej dopasować do temperamentu dzieci – wyjaśnia Marta. – Jedne rozrusza wesoły, energiczny labek, a na inne lepiej wpłynie spokojny, łagodny i delikatny chart – podsumowuje. Co ciekawe, w fundacji Razem Łatwiej  przeważają nietypowi dogoterapeuci: charty i cavalier king charles spaniele. Wszystkie psy z sukcesem pracują z pacjentami. To kolejny dowód, że niestandardowe podejście może przynieść pozytywne skutki!

Kto próbuje, nie żałuje

Czy warto łamać stereotypy i angażować swojego psa w aktywność, która teoretycznie jest nie dla niego? Nasze bohaterki przekonują, że tak. – Jestem świadoma, że Syriusz nigdy nie dorówna umiejętnościami przeciętnemu border collie, ale chyba nie o to w tym chodzi, prawda? Liczy się zacieśnianie więzi, współpraca, a przede wszystkim dobra zabawa z przyjacielem – stwierdza Natalia, opiekuna Syriusza. – Wiele zawdzięczam Limonowi – dodaje Kamila Piątek. – Jest chyba najlepszym, co mogło mnie spotkać. Dzięki niemu odkryłam psie sporty, razem cieszymy się z sukcesów na zawodach. Uwielbiamy spędzać razem czas i to jest chyba klucz do sukcesu – podsumowuje.

W przytoczonych przypadkach wystarczyło dojrzeć w psie zwierzę, a nie tylko ozdobę, aby wykorzystać jego potencjał i świetnie się przy tym bawić. A że takie psiaki trzeba częściej kąpać, kupować nowy sprzęt i wozić na treningi… Rekompensatą jest duma i satysfakcja z sukcesów pupila.

Mniejszy nie znaczy mniej pojętny

Skąd wzięło się przekonanie, że psy ozdobne i do towarzystwa są mało pojętne (według złośliwców: głupie) i trudne w ułożeniu ? W dawnych czasach czworonogi miały przede wszystkim pracować dla człowieka: chronić jego domostwa, paść stada czy polować, by zdobyć pożywienie. Dopiero wtedy, gdy w społeczeństwie ukształtowała się arystokracja (która mogła sobie pozwolić na trzymanie zwierząt wyłącznie dla przyjemności, ponieważ miała na to czas i pieniądze), zaczęto hodować małe, urocze pieski o delikatnym futerku. „Pałacowy” rodowód mają m.in. maltańczyki, pekińczyki, mopsy czy shih tzu – psy, które w swej historii nigdy „nie skalały” się pracą i nie mieszkały na podwórku. Inne dzisiejsze „maskotki”: yorki, cavalier king charles spaniele, papillony czy pudle miniaturowe pierwotnie były psami pracującymi, ale na przestrzeni wieków stawały się coraz mniejsze i delikatniejsze. Psy żyjące w luksusie, które przez dziesiątki, a nawet setki lat nie musiały pracować umysłowo i fizycznie, straciły swój pierwotny instynkt. W dodatku ich krótkie nóżki, długie gęste futro i spłaszczone mordki nie ułatwiają aktywności fizycznej. To dlatego niewielu osobom przychodzi do głowy, by czegokolwiek uczyć takie drobiazgi.

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

O AUTORZE

PRZECZYTAJ WIĘCEJ CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW

Zachowanie

Sam w domu

Codziennie wychodząc do pracy czy na zakupy, zostawiamy psa samego w domu. Jak pupil postrzega naszą nieobecność?

RASY PSÓW

Kerry blue terrier
Sznaucer olbrzym
Springer spaniel
Akita amerykańska
Bichon havanais – hawańczyk
Yorkshire terrier
Bracco italiano
American staffordshire terrier
Sealyham terrier
Bokser

newsletter

Otrzymuj informacje
o najnowszych poradach prosto do swojej skrzynki

Podaj swój adres