piątek, 23 czerwca 2017

Życie po stracie

19 kwietnia 2017 08:02 21 komentarzy
Strata psa

Strata psa

Życie po stracie

Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju. Nie zawsze jesteśmy przygotowani na taki ból. Ogromny żal może być przytłaczający. Ale czas i świadomość swoich uczuć pomogą nam uporać się z trudnymi emocjami.

Bolesna reakcja na stratę psa nie powinna dziwić po latach przywiązania, wzajemnego oddania i przyjaźni. Tęsknimy za szczekaniem naszego pupila, za jego zabawami, a nawet za porannym wstawaniem na spacer. Z początku negujemy to, co się stało, szukamy psiaka po wszystkich pokojach, ale nigdzie go nie ma. Potem ogarnia nas uczucie głębokiej pustki. Robi nam się coraz ciężej na sercu, a łzy, choć staramy się je powstrzymywać, zaczynają płynąć po twarzy. Pamiętam silnego i dobrze zbudowanego mężczyznę, który płakał jak dziecko, kiedy jego psa potrącił samochód. Siedząc na skraju drogi, obejmował ciało pupila i próbował go reanimować przez długie minuty, a kiedy się poddał, dopadła go bezradność i smutek. To naturalne. W dzisiejszych czasach, kiedy zwierzęta domowe żyją dłużej i mieszkają z nami jak członkowie rodziny, ból po stracie czworonoga dotyka jeszcze bardziej. Post z forum weterynaryjnego jest tego przykładem. Pisze Jacek: „Moje dni stały się nie do zniesienia bez mojego ukochanego minisznaucera Maksia. Jego choroba była krótka, trwała 4 tygodnie. Badania weterynaryjne z początku dawały mi nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Nawet płaciłem więcej, aby otrzymać wyniki jego biopsji w trzy, a nie w dziesięć dni. Czwartego dnia po operacji okazało się, że ma mięsaka limfatycznego. Weterynarze dawali mu 6–12 miesięcy życia, pod warunkiem że poddałbym go miesięcznej chemioterapii. Po prostu nie umiałem go na to skazać. Tego samego popołudnia zdecydowałem, aby go uśpiono. A teraz nie wiem, co począć bez niego! Ciągle płaczę i myślę o nim. Ludzie mówią mi, żebym kupił nowego psa, ale nie jestem pewien, czy umiałbym go kochać tak, jak kochałem Maksia. Jeśli tylko istniałby sposób, żeby się dowiedzieć, że on jest cały i zdrowy i że któregoś dnia znów będziemy razem… Ale nikt nie może mnie o tym zapewnić. Jak długo będę tak cierpiał? Czasem myślę, że tego dłużej nie zniosę. To najgorsza strata, jakiej dotąd doznałem”. Myślę, że wielu czytelników mogłoby się odnaleźć w tym, co przeżywa Jacek.

Proces przeżywania

Żal po czworonożnym przyjacielu przeżywa się podobnie jak żal po człowieku. Składa się on z pięciu etapów i w psychologii zwany jest modelem Kübler-Ross. Jest to teoria reakcji pacjenta i jego bliskich na wiadomość o nieuleczalnej chorobie i niedalekiej perspektywie śmierci przedstawiona przez dr Elżbietę Kübler-Ross w 1969 roku w jej książce „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Pozwala nam ona dowiedzieć się więcej o powszechnie przeżywanych uczuciach towarzyszących żałobie. Według psychologa Pawła Sobiecha zapoznanie się z tą teorią jest ważne, gdyż pomaga w uświadomieniu sobie, że nasze emocje są normalne. Tak jak w wypadku śmierci człowieka ból po stracie psa oznacza dla nas konieczność pogodzenia się z faktem, że ktoś dla nas ważny odszedł i już nie wróci. To jest proces i trzeba go tak przeżywać. Dlatego istotne jest zorganizowanie obrzędu pożegnania naszego drogiego przyjaciela, czy to modląc się za niego, czy też grzebiąc na cmentarzu dla zwierząt. Warto wtedy jeszcze raz, wspominając chwile, jakie wspólnie przeżyliśmy, przypomnieć sobie przyjaźń, jaką pies nas darzył. Kolejnym krokiem jest powolna akceptacja uczucia smutku. „Nie neguj tego i daj sobie pozwolenie na łzy. Wyraź swój żal. Daj mu ujście. Jeśli zatrzymasz go w sobie, będzie ci ciężej uporać się z tą sytuacją. Płacz niezależnie od tego, ile masz lat” – radzi psycholog Paweł Sobiech. Jeśli ktoś ze znajomych nie potrafi uszanować twoich uczuć i mówi ci: „To był tylko pies”, lepiej unikaj spotkań z tą osobą w tym czasie. Nie zastępuj od razu dawnego pupila nowym zwierzątkiem. Jeśli będziesz tego próbował, tylko zadasz sobie więcej bólu, kiedy okaże się, że nowy pies nie dorównuje dawnemu. Daj sobie czas na odżałowanie straty. Mów o nim. I to dużo. Przeżywanie bólu w obecności innych ludzi jest bardzo istotne. Jeśli dzielimy z kimś żal i przed kimś go wyrażamy, przynosi nam to ulgę. Rozmawianie na ten temat pozwala nam również na włączenie śmierci do naszego życia. A z czasem strata pozostanie już tylko wspomnieniem. Dlatego opowiadaj historie o swoim psie przyjaciołom i bliskim, którzy zechcą słuchać. Jeśli nie masz komu się zwierzyć, zajrzyj na odpowiednie forum internetowe, tam znajdziesz zrozumienie ludzi, którzy czują podobnie lub którzy już to kiedyś przechodzili i mogą posłużyć ci swoimi radami. Możesz też napisać wiersz ku pamięci czworonoga lub trzymać jego zdjęcie przy sobie. Nie próbuj udawać, że on nie istniał, to ci nie pomoże, wręcz przeciwnie, tylko pogorszy twoje samopoczucie. Pogodziwszy się już trochę ze stratą, możesz zacząć powoli odkrywać potrzebę otwarcia serca i domu dla nowego zwierzątka. Jeśli tylko nie będziesz próbował mieć identycznego psa jak ten, którego straciłeś, może się okazać, że nowy towarzysz pomoże ci przejść przez okres smutku.

To musi boleć

Doświadczenie straty to początek uzdrowienia. Jeżeli nie przeżyje się żalu, unikając go, zaczyna się chorobliwy ból, który powoduje oschłość emocjonalną. To może nawet prowadzić do tego, że człowiek nie zechce mieć już kolejnego psa, aby nie narażać się na ponowną rozpacz po jego stracie. Negowanie smutku jest równoważne z negowaniem miłości do pupila. Dlatego kiedy twój zwierzak zacznie chorować lub kiedy zaczniesz zauważać oznaki jego starości, włącz do rodziny kolejnego czworonożnego członka. W ten sposób zredukujesz ból po stracie sędziwego towarzysza. Reakcje na śmierć psa mogą być bardzo różne i często zależą od wieku i sytuacji właściciela. Dziecko w wieku przedszkolnym będzie myślało, że tak jak w bajkach i grach śmierć psa jest czymś tymczasowym. Trzeba pomóc mu stawić czoło rzeczywistości. Niech uczestniczy w pożegnaniu pupila, zobaczy martwego, żeby mogło go przytulić, a nawet niech pomoże przy pochowaniu go. Chodzi o to, żeby sytuacja była dla niego jasna. Starsze dziecko zrozumie śmierć tak jak dorośli, jednak nie będzie chciało uwierzyć, że może ona dotknąć kogoś z jego najbliższych. Dlatego zdaniem psychologa Pawła Sobiecha ważne jest, aby wcześniej przygotować je na to cierpienie. Jeśli Azor jest chory, trzeba powiedzieć dziecku o tym fakcie i jego konsekwencjach. Szczególnie intensywnie żałobę może przeżywać bezdzietne małżeństwo. Ci ludzie najczęściej traktowali psa jak swoje dziecko. Dla nich ważne będzie upamiętnienie uczuć, jakie wnosił on do ich życia każdego dnia. Pustkę po nim zapełnią, zapraszając do domu kolejnego czworonoga. Tylko zwracając swoją miłość w jego stronę, zmniejszą smutek, a przy okazji uszczęśliwią potrzebującą rodziny istotę. Odejście psa będzie także wielkim przeżyciem dla osoby w podeszłym wieku. Wzruszająco wygląda para spacerujących razem przyjaciół. Jeden idzie powoli, podpierając się laseczką, a drugi obok niego człapie na czterech łapach. Są dla siebie całym światem. Kiedy więc pupil się zestarzeje i trzeba go będzie na zawsze pożegnać, warto namówić starszą osobę, żeby zaopiekowała się kolejnym czworonożnym „wnuczkiem”. Tylko w ten sposób radość z nowego pieska złagodzi żal po śmierci wieloletniego towarzysza.

Życie przemija

Póki mamy u swego boku zdrowego i radosnego psiaka, wykorzystujmy każdy nowy dzień jak najlepiej. Cieszmy się tym, że przeżywamy go u boku tak wspaniałego przyjaciela. Spędzajmy ze swoim pupilem jak najwięcej czasu, żeby niczego nie żałować, kiedy go stracimy.
Ewelina Chyl

Pięć etapów żalu

1. Zaprzeczenie: „To nie może się dziać naprawdę”.
2. Gniew: „Dlaczego to spotkało mnie/mojego psa? To nie fair!”.
3. Targowanie się (negocjacja), a po śmierci narzekanie i próba znalezienia czegoś, co zmieniłoby wyrok: „Gdybym miał więcej czasu, może znalazłbym lepsze lekarstwo”.
4. Depresja – przeżywanie żalu i smutku.
5. Akceptacja: „Mój zwierzak już nie cierpi, jest już w psim niebie”.

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze: Przyjaciel Pies nr 11/2010

Zapisz

Zapisz

Życie po stracie Reviewed by on . [caption id="attachment_1266" align="alignleft" width="270"] Strata psa[/caption] Życie po stracie Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzal [caption id="attachment_1266" align="alignleft" width="270"] Strata psa[/caption] Życie po stracie Utrata czworonożnego przyjaciela jest przeżyciem niepowtarzal Rating: 0

komentarze (21)

  • arnie

    Naszego ukochanego Ajusia musieliśmy niestety uśpić.Choroba rak, mimo operacji 1,5 roku temu zaatakował inne narządy.Wiedzieliśmy o tym.Ja nie chciałam męczyć bidulka operacjami, chemią.Dostawał leki iŻył sobie do tej pory tyle ile mógł, mam nadzieję że szczęśliwie.Ale wiek 14 lat, nie pozwolił na więcej.Mam wrażenie że sam już chciał odejść.Męczył się strasznie.Napewno bolało, rak wątroby, śledziony.Teraz przez te ostatnie dni, mimo prób leczenia, zastrzyków, jeszcze Arnie dawał radę, ale ja czułam że to ostatnie dni.I powoli próbowałam się przygotować.Prosiłam”nie rób tego sobie ani mnie, jeszcze masz czas”. Wiek, choroba, ból wygrały.Jestem wdzięczna , że w ostatni dzień, mimo niewiedzy że będzie ostatni(kolejna wizyta u wet.),mogłam się pożegnać, poprzytulać, popłakać.Przynajmniej go nie boli już. Dziękuję że wzięliśmy bidulka ze schroniska i byliśmy z nim do samego końca.Życzę nam wszystkim tutaj piszącym żeby powoli gniot z serca i wielki balast z pleców ( przynajmniej ja tak czuję) zelżał.Nasi ukochani czworonożni najlepsi przyjaciele mają się dobrze.

  • ninamig

    Dwa dni temu mój piesek został przejechany przez samochód w tym roku miałby 8 lat, nazywał się Ozi był Yorkiem i był dla mnie jak moje małe dziecko. Miałam z nim iść na krótki spacer dlatego tez nie wzięłam smyczy…nie wiem dlaczego akurat tym razem tego nie zrobiłam chociaż dzień w dzień ją zabierałam. Wszystko działo się w mniej niż minutę, tylko gdy zauważyłam samochód zaczęłam go wołać, wiedziałam, ze nie mogę zacząć biec bo pomyśli, ze chce się z nim bawić i sam wbiegnie pod koła, w momencie w którym usłyszał moje wołanie zacząć iść w moja stronę ale nie zdążył…wszedł pod same koła. Usłyszałam tylko pisk i tylko gdy samochód się zatrzymał pobiegłam po niego i gdy go podniosłam poczułam jego ostatni oddech i koniec, zdążyłam mu tylko powiedzieć, ze go kocham i wycałować, ze stresu poleciałam do mamy i chociaż wiedziałam, ze nic się nie da zrobić kazałam jej jechać do weterynarza. W tym czasie milion myśli przechodziło mi przez głowę a jedna z nich była obietnica która w tamtej sytuacji nie miała kompletnego sensu…obiecałam sobie, ze jak będzie żył to będę się nim zajmować przez cały czas, ze będę z nim chodzić nawet na 3 godzinne spacery ale tylko żeby to przeżył. Siedziałam i ryczałam…nadal ryczę bo nie mogę się z tym pogodzić, myślę, ze przecież mogłam zacząć wymachiwać rękoma żeby facet się zatrzymał, mogłam wziąć go na smyczy, mogłam z nim wyjść 5min później… nigdy, ale to nigdy nie czułam się taka winna, przecież to ja byłam jego opiekunem to ja powinnam zadbać o to żeby mu się nic nie stało, ale zawiodłam on nie był niczemu winny i nie zasługiwał na śmierć, już wolałabym sama trafić pod koła tego samochodu tylko po to żeby Ozi mógł jeszcze raz się obok mnie położyć czy nawet spojrzeć w moją stronę tymi swoimi pięknymi czarnymi ślepiami. Chciałam go sama gdzieś zakopać w ładnym miejscu, porządnie się z nim pożegnać bo jedno kocham cię nie wystarczy…nawet nie widziałam jego mordki, wolałam tego nie widzieć, ale mama powiedziała mi, ze wyglądał tak jakby leżał sobie na kanapie z otwartymi oczkami, czyli pięknie. Nie miałam szansy się z nim pożegnać tak jakbym chciała… ojczym zostawił go u weterynarza, i zostanie spalony. W tym momencie czuje, ze moje życie się zawaliło, wszystko mi o nim przypomina, boje się wyjść z pokoju bo zawsze się gdzieś kręcił po mieszkaniu, na dwór wychodzić tez nie mogę bo to wszystko stało się wręcz pod klatka i jak stanę w tym miejscu to chyba się rozpłacze i nic mi już nie pomoże, a najgorsze jest to, że mój 2 letni brat nie rozumie co się dzieje i go szuka po całym mieszkaniu i wola, a mi tylko łzy stoją w oczach. Zasnąć tez nie mogę bo tylko gdy zamykam oczy to wszystko do mnie wraca. W tym momencie jestem w rozsypce i chyba pozostanę w niej jeszcze przez długi czas…w końcu wychowywałam go od maleńkości, uczyłam sztuczek, spałam z nim, a teraz zostały tylko puste legowiska, zabawki którymi już się nie będzie bawił. Próbuje sobie wmówić, ze nic nie mogłam zrobić, ze może tak miało być, i teraz jest w lepszym miejscu ale takie wmawianie jest naprzemienne z obwinianiem. Nie myślę nad nowym psem bo żaden nie będzie taki jak Ozik, a w tym momencie tylko go mi brakuje i tylko go chce…

  • MarcinBig

    Ta sobota 11.02.2017 była pięknym dniem. Słońce świeciło na pięknym, czystym, błękitnym niebie. Pojechałem zrobić zakupy. Jak zwykle na mięsnym stanowisku kupowałem z nadmiarem. Przecież mam psa… Jednak kiedy wróciłem do domu i spojrzałem na Ksarę i żonę która się wokół niej krzątała dotarło do mnie to, że jej choroba a zapewne i ból, zaczynają być dla niej nie do zniesienia. Nie chciała już jeść ani pić. Nalałem jej ulubionej maślanki, nawet nie spróbowała… Trafiło do mnie to, przed czym od dłuższego czasu się wzbraniałem. To koniec. Jeszcze latem postawiliśmy ją na nogi mimo 14 lat i stwierdzonego raka sutka, dysplazji i tłuszczaków. Ale ten sobotni widok nie dawał już żadnej nadziei. Decyzja. Dzwonimy do weterynarza. Wizyta umówiona na 16.00. To były 4 godziny czekania z pełną świadomością jaki będzie finał. Łzy, łzy, rozpacz… Ostanie nasze pożegnanie z naszą Ksarą, suczką, czekoladowym labradorem. Ostatnie spojrzenia jej mądrych oczu… Nie wytrzymałem wziąłem aparat zrobiłem zdjęcia. Nie chciała patrzeć w obiektyw. Coś czuła… Wspólne długie i zarazem takie, krótkie ostatnie cztery godziny… Potem już wyjazd, gabinet i krótkie czekanie. Jesteśmy sami w poczekalni i otwierają się drzwi. Tak nie chciałem by się otwarły. Wchodzimy, krótkie badanie. Stan jest beznadziejny. Pytający wzrok weterynarza i nasz potwierdzający. Ostatnie pożegnanie. Pan doktor nie chce tego robić na naszych oczach i wywozi Ksarę na wózku. A ona jeszcze ostatni raz podnosi głowę i stawia uszy i te ostatnie jej spojrzenie… pożegnalne spojrzenie. Koniec. Pozostała tylko rozpacz i łzy, łzy, łzy…

    • artek04

      Przechodzę bardzo trudny okres wraz moją rodziną . W ubiegły wtorek tj.28.02.2017 ( cztery dni temu) odszedł od nas nasz ukochany kundelek Rafuś . Urodził się w maju 2008r , od samego początku był członkiem naszej rodziny , wszędzie był z nami , jak piliśmy kawę w ogrodzie , oglądaliśmy tv , nawet często spał z nami w łóżku . W sierpniu 2014r przeszedł operację usunięcia kamieni z pęcherza moczowego i moczowodu ( lekarze zostawili mu dodatkowy otworek w moczowodzie aby łatwiej usuwały się pozostałości po kamieniach) ,z narkozy wybudził się dopiero wieczorem , w nocy cierpiał z bólu ,byliśmy z nim cały czas .W 2015r przeszedł zapalenie czustki ( codziennie kroplówki przez tydzień ) . We czwartek 24 lutego br byliśmy u weterynarza z Rafusiem bo zaczął mu rosnąć w pachwinie obok tylnej prawej łapki jakiś guzek , lekarz po zbadaniu powiedział ,że potrzebna będzie operacja , umówił nas na wtorek 28 lutego . Przyjechaliśmy na 9 jak było umówione , najpierw „głupi jaś” potem założenie werflonu , golenie tego miejsca gdzie miała być operacja , i mieliśmy czekać na telefon z wiadomością o zakończeniu operacji i zabrać Rafusia (opuściliśmy przychodnię na czas operacji) . O 10:30 telefon ,aby przyjechać , wchodzimy a Pani doktor mówi ” pies zszedł” nogi się po de mną ugięły i niewiele pamiętam z tego co mówiła ( potem żona mi powtarzała) . Rafuś miał przerzuty na płuca i to one nie wytrzymały narkozy – serduszko powoli przestawało bić:-( . Cały czas mam przed oczyma jak po podaniu zastrzyku „głupiego jasia” powoli staje się taki spokojniejszy , oczka przestają wodzić we wszystkie strony , aż po chwili prawie całkowicie się zamykają . Ciągle myślę , co mogliśmy zrobić aby jeszcze żył z nami…. może nie poddawać go operacji ,ale przecież chcieliśmy dla niego jak najlepiej , aby był zdrowy…:-( Bardzo ,bardzo nam go brakuje , ogromna pustka w domu … słyszę jego kroki jak biegnie do nas , jego szczekanie , jego „śpiew” …. To był nasz najlepszy , wierny przyjaciel , zawsze będzie w naszych sercach ….

  • Radisa38

    Straciłam swojego Nero uśpiłam go weterynarz miał 10 lat był grzeczny i kochany pisząc to łzy ciekną mi po policzkach.Biegał ze mną,brałam go do sklepu czekał lub wchodził do niego smyczy nie używałam choć to duży pies ale nikogo nie zaczepiał a psy wąchał tylko poznane podczas spacerów…. Lubił pływać za rzuconym kijem zabierałam go na plażę… pływał obok mnie… Uśpiłam go bo miał zwyrodnienie stawu po operacji leżał w pokoju 8 godz. aż sie wybudził to był podwórkowy pies potem był w piwnicy bo na dworze zima ❄ mróz… Lizał ranę i to by go uratowało, leciała mu krew wdała się infekcja wiec kołnierz miał założony miał antybiotyki weterynarz był 40 min jazdy autem chodź zdjęcia mu wysyłałam Ja podawałam antybiotyk co 8 godz. ale praca i inni nie robili tego z takim oddaniem… potem było gorzej… I dziś go uśpili 1.02.2017r. o godz 13 Kocham 💖 Cie Nero i w moich myślach zostaniesz… Wczoraj wieczorem mówiłam mu że będzie jeszcze biegał ale nie dotrzymałam słowa…. Ale już nie cierpisz kochany …. Teraz Ja Cierpię bo Cię nie ma i nie będzie…

  • Robert Ironman

    przez 15 lat jego szczęśliwego życia Rudolf zadał mi ból tylko raz dzisiaj 10.11.2016 roku kiedy odszedł na zawsze 🙁 Mam 46 lat ale płacze jak dziecko….Do zobaczenia Rudi….

  • Mika1213

    13 września odszedł mój Morcio miał 12 lat, trzeba było go uśpić a ja byłam daleko od niego i nie dane było mi się z nim pożegnać…bardzo ciężko mi z tym. Nigdy już się do mnie nie przytuli, nie popatrzy i zamerda ogonem, nie usłyszę radosnego szczekania i tupotu jego łapek! ;-( Rok wcześniej straciłam mojego przyjaciela kotka Tajgerka poszczuli go psem i wpadł pod auto, konał w samotności a to mnie jeszcze bardziej boli, że przy nim nie byłam. Mam wielką nadzieję że kiedyś się z nimi spotkam, pogłaszczę moje pyszczki włochate i będę szczęśliwa. Trzeba mieć nadzieję i wiarę bo ona nas utrzymuję przy życiu. Jest mi bardzo smutno……

    • missi

      missi

      20 Września 22 25 odeszła moja roczna sunia wabiła się Mika. Tak strasznie za nią tęsknie była dzielna zmagała się z chorobo koronowirozo to straszne widzieć kochanego pupila, cierpiącego.Byłam bezsilna kiedy musiałam patrzeć jak odchodzi od nas. Robiłam co mogłam leczyłam ją u weterynarza. Wierzyłam ze da rade o 17 dostała kroplówkę płyn ringera z mleczami i mnóstwo leków. Dożylnych w zastrzyku byłam pełna nadziej ze wyjdzie z tego. Tak mocno wierzyłam w to ze przeżyje, jej oczki nabrały żywego blasku jak by za chwile miała być zdrowa. Wodziła wzrokiem za każdym ruchem i głosem dziś o 10 miałam jechać z nią na kolejną kroplówkę. Po powrocie zajęłam się nią jak dzieckiem. Miała wypoczywać i kurować się. Do dzisiejszej wizyty byłam pełna nadziej, że przeżyje ale w ciągu 3 godzin. Po powrocie odeszła moja nadzieja suni . Przestało jej bić serduszko szok trafiło to we mnie ze zdwojono siło z mężem nie dawaliśmy jej odejść. Próbując ją reanimować, mąż sam nic nie mówił tylko, może się ocknie. Uciskając jej klatkę by zaczęła oddychać i nasłuchując się, że jednak to nie się nie stało. To było straszna chwila,m dzieci spały, dziś musiałam to im przekazać i nie potrafiłam zatrzymać łez, w przełyku czułam gule. Nie potrafiłam słowa powiedzieć, moje dzieci okazały się silniejsze ode mnie. Były wsparciem bardzo duży, ale żal wspomnienia robią swoje. Snuje się po domu i wołam jej imię Mikusia jak by miała przyjść do mnie w co tak bardzo chciała bym wierzyć. Już nie przybiegnie z wesołym ogonkiem i nie zje ze mną śniadanko jak zawsze nie mogę sobie tego uświadomić. Mam żal, tak bardzo ją kochaliśmy, była członkiem naszej rodziny spała z nami jadła wszystko kręciło się na wesoło w domku. Jak była, a teraz cisza czegoś brak jedyne co pomogło to świadomość, że już się nie męczy i śpi spokojnie. Nigdy żaden piesek nie będzie w stanie zastąpić mi jej była prze ukochanym pieskiem i tak ją zapamiętam. Mika te imię na zawsze będzie ze mną nie potrafię żyć z tą myślą, okrutną cały czas mam ją przed oczami, gdzie bym nie spojrzała, każdy kąt w domu to ona siedząca. Nie wiem jak długo będzie trwał ten ból. 🙁 🙁

    • missi

      missi

      20 Września 22 25 odeszła moja roczna sunia wabiła się Mika. Tak strasznie za nią tęsknie była dzielna zmagała się z chorobo koronowirozo to straszne widzieć kochanego pupila, cierpiącego.Byłam bezsilna kiedy musiałam patrzeć jak odchodzi od nas. Robiłam co mogłam leczyłam ją u weterynarza. Wierzyłam ze da rade o 17 dostała kroplówkę płyn ringera z mleczami i mnóstwo leków, dożylnych w zastrzyku byłam pełna nadziei ze wyjdzie z tego. Tak mocno wierzyłam w to ze przeżyje, jej oczki nabrały żywego blasku jak by za chwile miała być zdrowa. Wodziła wzrokiem za każdym ruchem i głosem dziś o 10 miałam jechać z nią na kolejną kroplówkę. Po powrocie zajęłam się nią jak dzieckiem. Miała wypoczywać i kurować się. Do dzisiejszej wizyty byłam pełna nadziei, że przeżyje ale w ciągu 3 godzin po powrocie odeszła moja nadzieja suni . Przestało jej bić serduszko szok trafiło to we mnie ze zdwojono siło z mężem nie dawaliśmy jej odejść. Próbując ją reanimować, mąż sam nic nie mówił tylko, może się ocknie. Uciskając jej klatkę by zaczęła oddychać i nasłuchując się, że jednak to nie się nie stało. To było straszna chwila, dzieci spały, dziś musiałam to im przekazać i nie potrafiłam zatrzymać łez, w przełyku czułam gule. Nie potrafiłam słowa powiedzieć, moje dzieci okazały się silniejsze ode mnie. Były wsparciem bardzo dużym ale żal wspomnienia robią swoje. Snuje się po domu i wołam jej imię Mikusia jak by miała przyjść do mnie w co tak bardzo chciała bym wierzyć. Już nie przybiegnie z wesołym ogonkiem i nie zje ze mną śniadanka jak zawsze nie mogę sobie tego uświadomić. Mam żal, tak bardzo ją kochaliśmy, była członkiem naszej rodziny spała z nami jadła wszystko kręciło się na wesoło w domku. Jak była, a teraz cisza czegoś brak jedyne co pomogło to świadomość, że już się nie męczy i śpi spokojnie. Nigdy żaden piesek nie będzie w stanie zastąpić mi jej była prze ukochanym pieskiem i tak ją zapamiętam. Mika te imię na zawsze będzie ze mną nie potrafię żyć z tą myślą, okrutną cały czas mam ją przed oczami, gdzie bym nie spojrzała, każdy kąt w domu to ona siedząca. Nie wiem jak długo będzie trwał ten ból. 🙁 🙁

    • joanna2701

      joanna2701

      Witaj Miko czytam co piszesz i jakbym sama to pisała , wprawdzie bylam z moim ukochanym psem do końca, ale tak bardzo tęsknię , jutro będzie miesiąc , jak został uśpiony , zegnałam sie z nim, a on już nie mógł sie ruszac , paskudna białaczka i nowowtwory zabrały mi moje szczęście …teraz skupiam się na drugim który został niestety tez bardzo powaznie chorym wrodzona wada serca .Jest mi potwornie cięzko bo tamtego miałam 11, 5 roku zakochałam sie w nim od pierwszego wejrzenia i tak zostało ….ech wiem juz sie nie męczy , ale mnie serce boli ….PSIA DUSZA To tylko pies, tak mówisz, tylko pies… A ja ci powiem Że pies to czasem więcej jest niż człowiek On nie ma duszy, mówisz… Popatrz jeszcze raz Psia dusza większa jest od psa My mamy dusze kieszonkowe Maleńka dusza, wielki człowiek Psia dusza się nie mieści w psie I kiedy się uśmiechasz do niej Ona się huśta na ogonie A kiedy się pożegnać trzeba I psu czas iść do psiego nieba To niedaleko pies wyrusza Przecież przy tobie jest psie niebo Z tobą zostaje jego dusza…………………………..

  • Munz

    Kilka godzin temu odszedl moj przyjaciel. Zostawił pusty dom i dziwna cisze. Nie slychac juz jego tuptania, nie pojawia się mordka z wielkim nosem, ktory musiał sprawdzić, czy wszyscy są na swoich miejscach. Nie ma juz kasztanowych oczu, które tyle potrafiły wyrazic, ze i caly swiat nie potrafi, a najpiekniej mowily o milosci. Jutro nie pojdziemy na pobliska gorkę, zeby siasc razem i popatrzec na zachodzace Slonce. A dzis dzwieczy tylko cisza zamiast codziennej mruczanki, ktora była rytuałem wieczornego układania się do snu. Rano nie pojawi się czerwony jezor, który szuka wystajacej spod kołdry ręki,nogi,a najlepiej twarzy,doskonałej do lizania. Nie będzie już komu domagać się części porannej jajecznicy,ktora smakuje tak dobrze, ze aż podskakuje miska. Skończyły się długie spacery z obowiązkową kąpielą w rzece, po której trzeba było skakać jak dziki kangur i przy okazji potknac się ze dwa razy o pana. Mój pies nigdy na mnie nie warknal, nawet jak był wściekle głodny plasterek sera brak z wdziękiem i elegancja, której mu zazdroscilem. Kochał i był kochany. Odchodził długo, bo chciał być z nami mimo choroby i bólu, który jej towarzyszył. Wstał nawet dziś, kiedy na wstawanie już nie miał sil, tylko po to, bo go o to poprosiłem. Nie mogłem zostać i patrzeć jak umiera. Ale wróciłem do niego i wyglądał jakby spał. Nigdy nie czułem większego bólu.

  • tom2

    5 godzin temu odszedł mój ukochany piesek. Przeszedł wiele chorób z których wydawało się że już nie wyjdzie. Serce mnie bolało gdy widziałem jego cierpienie, a gdy wrócił na nogi postanowiłem poświęcać mu bardzo dużo czasu. Dzisiaj jednak mój świat się zawalił. Mojego psa potrąciło auto i od razu odszedł. Gdy mi o tym powiedziano nie mogłem w to uwierzyć. Dopiero po 5 minutach zacząłem ryczeć jak dziecko, nawet teraz płaczę, gdy to piszę. Był to bardzo mój najlepszy przyjaciel. Miał 13 lat

    • wiolla

      ponad 13 godzin temu auto śmiertelnie potrąciło moją 4 letnią suczkę, od zawsze umiała chodzić bez smyczy, zawsze się słuchała. Dziś rano narzeczony poszedł z nią jak zwykle przed pracą na spacer. Na chwilę stracił ja z pola widzenia- często tak się działo, zazwyczaj po minucie przybiegała z jęzorkiem na wierzchu, nie tym razem. Przed nimi szedł jakiś facet, nagle zaczął biec na autobus- Suzi zaczeła biec za nim (widocznie pomyślała, że to narzeczony) i stało się uderzył ją samochód- śmierć na miejscu… 🙁 ani samochód, ani facet za którym biegła nie zatrzymał się… widziałam jej bezwładne ciałko bo szybko poinformowana pobiegłam na miejsce wypadku. Godzinę później pochowaliśmy ją, ale ja do tej pory nie umiem się pozbierać… serce rozrywa mi żal… ciągle nie mogę w to uwierzyć… tyle lat było przed nami…nasz 9 miesięczny synek miał wychowywać się razem z nią, tak bardzo go radowała. Była naprawdę grzecznym, spokojnym i mądrym pieskiem… wszystko teraz mi ją przypomina, ciągle lecą łzy, nie mam już sił… mam wrażenie że ona leży tam biedna, sama, zakopana ;( traktowaliśmy ją jak członka rodziny- ktoś więcej niż ,,zwykły,, pies… nie wiem co dalej począć i doskonale Pana rozumiem

    • joanna2701

      joanna2701

      współczuję Ci bardzo j atez nie mogłam opisywac ostatniego dnia mojego pieska bo łzy płyną po twarzy ………………..

  • dzinka

    mój kundelek Dżinks opuścił ten świat 6 i pół godziny temu miała zaledwie 10 lat mogła żyć jeszcze dużo więcej ale przez moją głupotę straciłem ją zamiast zaopiekować się nią zbagatelizowałem sprawę myśląc „nic jej nie będzie , przecież już wygląda lepiej najgorszy etap choroby przeminął , za parę dni będzie biegać po podwórku jak dawniej ” myliłem się mój ukochany piesek zmarł bo ja nie zaopiekowałem się nią jak trzeba to moja wina

  • Inka

    Jest jeden dzień w roku którego nienawidze moich urodzin tego dnia umarł mój pies kiedy miał 13 lat a ja 12 minęło już kilka lat a ja dalej nie potrafie sie z tym pogodzić ciągle chce za nim płakać ale nie bede staram sie być twarda nie płacze po jego śmierci prawie dostałam depresji nie chciało mi sie żyć kiedy mój pies źle sie poczuł rodzice poszli z nim do weterynarza myślałam że wszystko będzie dobrze ale on już nie wrucił nie mógł oddychać więc go uśpili nie wiem czemu ale tak bardzo chciałam wtedy tam być porzegnać sie z nim ale mnie tam nie było i teraz tego żałuje

  • Kali1987

    Witajcie ja bardzo ciężko przeżywam utratę kochanego psiaka „Sadiego” który odszedł w 4 maja o godzinie 01.00 w nocy tego roku, trzymałem go na rękach do samego rana próbując wyczuć czy bije jego serce ale bez skutecznie. Nadal widzę go lezącego na łóżku, nadal więcej robię jedzenia aby razem zjeść. Był to Amstaff z którym przeżyłem wspaniałe 14 lat. Nie wiem ile czasu będę czuł tą pustkę i ból. Pozdrawiam was

  • natinka1985

    Wczoraj odszedł po ciężkiej chorobie mój ukochany przyjaciel 16 letni jamnik nie mogę się pogodzić z jego odejściem, czuję ogromną pustkę,ale pocieszam się,że już nie cierpi chociaż nasze pożegnanie było strasznie ciężkie 🙁 Tylko czas leczy rany … zawsze będę go pamiętać teraz pozostały nam tylko zdjęcia i piękne wspomnienia,że przeszedł ze mną przez wszystkie moje etapy życia… a ja byłam z nim do końca… ;(

  • sg

    dziś odszedł mój ukochany piesek…to najgorszy dzień w moim życiu..jak sobie z tym poradzić?

  • Blue and white

    Ja nawet sobie nie wyobrażam życia bez Didi lub Blue. To moje kochane psiaki .

  • Mini

    ula.mini

    Ja już wszystkie etapy przeszłam po stacie Belli(*) i Lizy mam nadzieję że dobrze jej tam w niebie

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top