środa, 22 listopada 2017

Zwierzę sceniczne

2 listopada 2017 07:05 1 komentarz

Wielka improwizacja

Zdarza się też, ku ogólnej konsternacji ludzkiej części zespołu, że psi aktor postanawia improwizować. „W szkole teatralnej usłyszałam raz: najtrudniej występować ze zwierzęciem i z dzieckiem, aktor nigdy z nimi nie wygra, bo one są naturalne, a nie grają naturalność. I rzeczywiście takie stworzenie na scenie obnaża w pewnym sensie fałsz i sztuczność teatralnej sytuacji” – mówiła Maria Seweryn trzy lata temu „Gazecie Wyborczej”. Gdy pytam, czym Lulu zaskakiwała zespół Och-Teatru, odpowiada ze śmiechem: – Najczęściej jej pomysły były sprzeczne z naszymi założeniami. Na przykład kiedy nie miała ochoty już próbować, po prostu schodziła ze sceny. Ale bywają i trudniejsze sytuacje. O jednej z nich opowiadał „Gazecie Wyborczej” Marek Barbasiewicz, aktor Teatru Narodowego w Warszawie. Jak mówił, urocza suczka chihuahua Koko podczas spektaklu „Księżniczka na opak wywrócona” zrobiła mu kiedyś kupę na rękaw płaszcza. – Ale uznaliśmy to za dobry znak. Pralnia wyprała kostium, więc nie ma o czym mówić – podsumował aktor. Jacek Głomb, reżyser „Zabijania Gomułki” przyznaje, że na wypadek, gdyby Śnieżka miała swoje pomysły interpretacyjne, przygotował rozwiązania awaryjne. – Nie mamy żadnej pewności, że ona któregoś dnia nie zacznie np. szczekać. Dlatego właściciel jest za drzwiami na scenę. A w razie potrzeby aktor wyprowadza psa za kulisy. Ale powiem panu, że nad niektórymi ludźmi trudniej zapanować niż nad psem. I nie myślę tu wcale o moich aktorach – śmieje się reżyser. Bywa, że niespodziewane sytuacje są też związane z wypadkami losowymi. Tak było z Lulu grającą w Och-Teatrze. Gdy zmarła, potrzebne było zastępstwo. Rolę po niej przejęła suczka chihuahua Spooky. – Jest bardzo śmieszna, stworzona do grania. Najbardziej lubi się kłaniać, kiedy wszyscy biją brawo – mówi Maria Seweryn.

Aktorska zazdrość?

Psi gwiazdor musi się też przygotować na zazdrość ze strony występujących z nim ludzi. Niektórzy teatromani i aktorzy twierdzą, że zwierzę niepotrzebnie odciąga uwagę od tego, co ważne. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się Jacek Głomb. – To zadanie reżysera: tak wymyślić wszystko, żeby pies nie skupiał na sobie spojrzeń widzów – kwituje sprawę krótko. Podobnie sprawę widzi Tadeusz Ratuszniak, odtwórca jednej z głównych ról w „Kotlinie”. – My jesteśmy skupieni na zadaniu, psy także. One też wyczuwają energię na widowni – jeśli im się podoba, wchodzą w rzędy i po chwili wracają do nas. Kiedy indziej są wycofane, zostają na scenie… To my musimy sprawić, żeby pies chciał z nami grać. Wartość spektaklu polega na tym, żeby nawiązać z nimi kontakt. To tak, jak improwizować z dobrym partnerem – tłumaczy obrazowo. Ale bywa i tak, że psią rolę dostaje… człowiek. Tak było w nagradzanym przez krytyków spektaklu „Niech żyje wojna!!!” Teatru Dramatycznego im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. W przedstawieniu opartym na powieści Janusza Przymanowskiego „Czterej pancerni i pies”, Szarika, który w tym wypadku symbolizuje żołnierza NKWD, zagrał znakomity aktor starszego pokolenia Adam Wolańczyk (co ciekawe, w kultowym serialu o przygodach pancernych też grał – epizodyczną rolę żołnierza Wehrmachtu). W psa wcielił się kapitalnie, podbijając serca krytyków. – Czasem szczekałem na scenie, kiedy były dialogi innych, czasem warczałem, ale tak, żeby nie zagłuszać nikogo. Miałem pokazać, że czuwam, że trzeba uważać. Wszystko było wyrażone psim językiem. Każdy przecież potrafi zaszczekać – opowiada skromnie pan Adam. Ludzie „udawali psy” również w rewelacyjnym przedstawieniu dla dzieci „Pacan – historia o miłości” we wrocławskim Teatrze Lalek. To opowieść o czworonogu, który trafia do schroniska, gdzie zakochuje się w charcicy. Po przedstawieniu, na deser, widzowie mogli obejrzeć specjalny pokaz z udziałem Krzysztofa Tatara i jego świetnie wyszkolonych psów. – Uświadamiam patrzącym, że pies nie musi trafiać do schroniska i tłumaczę, dlaczego jest w nim tyle zwierząt – opowiada behawiorysta. – Wyjaśniam, że pupile powinny być wychowywane. Panie na widowni muszą pilnować dzieci, które zaczynają skakać na fotelach. Pierwszy raz coś takiego widziałem… – śmieje się pan Krzysztof. Koniecznie musimy jeszcze wspomnieć o przedstawieniu „Baltic. Pies na krze” w Miejskim Teatrze Miniatura w Gdańsku. To teatralna wersja historii ze stycznia 2010 roku, kiedy to załoga statku badawczego RV Baltica, w odległości 27 km od brzegu, wyłowiła z morza psa, który płynął na krze. Spędził na niej kilka dni i nocy, a przebył ponad 200 km, dryfując od Torunia aż do Helu. W końcu został uratowany i zaopiekował się nim pan Adam. Prosta, a zarazem niesamowita historia. Rolę psa nazwanego Baltic, powierzono… sznurkowej, pięknej lalce.

Uzależnione od teatru

Psy, które dostały angaż, uwielbiają swoje role. Jak mówi Krzysztof Tatar, Wena, Kolo i Santos cieszą się, gdy widzą, że idą do teatru. A gdy miną drzwi, najpierw pędzą do… bufetu. Tam zawsze dostają poczęstunek, który traktują już jako stały punkt podczas dnia pracy.  Kochają swoją pracę również Toffik i Pata. – Rodezyjskie ridgebacki to trudne psy, wrażliwe. Gdybym widziała, że stres związany z występowaniem na scenie źle na nie wpływa, musiałabym zrezygnować. Tymczasem wchodzimy do teatru, a one już biegną, bo portier otwiera im drzwi. Wiedzą, że czeka je zabawa. – mówi Agnieszka Penkala. – Gdy mieliśmy trzymiesięczną przerwę wakacyjną, psy czuły się nieswojo, brakowało im aktorstwa. Uzależniły się od teatru… Nie może bez niego żyć również sześcioletnia Chopsi, suczka yorka. Kto wie, czy to nie ona jest największą gwiazdą teatralną w Polsce. Znają ją wszyscy widzowie, aktorzy i inni pracownicy Teatru Polskiego we Wrocławiu, choć nigdy nie pojawiła się na scenie. Ona ma bardzo poważne zajęcie – od sześciu lat ze swoją panią, Barbarą Rólczyńską, sprzedaje bilety na wszystkie przedstawienia. – Jako szczenię złamała nóżkę. Po operacji musiałam ją zabrać do pracy. I już została – wyjaśnia pani Barbara. – Ma swoje posłanie, miseczkę. Kiedy stali bywalcy teatru przychodzą do kasy, najpierw pytają, gdzie jest Chopsi i chcą ją głaskać. Dopiero potem rozmawiają ze mną – śmieje się właścicielka teatralnej maskotki. Podczas naszej rozmowy ktoś wchodzi i bawi się z Chopsi, a ta radośnie podskakuje. To jeden z aktorów, przed spektaklem przyszedł się przywitać.
Maciej Sas

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w numerze: Przyjaciel Pies nr 2/2014

Zapisz

Zapisz

Pages →  1 2 3

Zwierzę sceniczne Reviewed by on . Wielka improwizacja Zdarza się też, ku ogólnej konsternacji ludzkiej części zespołu, że psi aktor postanawia improwizować. „W szkole teatralnej usłyszałam raz: Wielka improwizacja Zdarza się też, ku ogólnej konsternacji ludzkiej części zespołu, że psi aktor postanawia improwizować. „W szkole teatralnej usłyszałam raz: Rating: 0

komentarze (1)

  • dwbem

    dwbem

    Pamiętam jak wiele lat temu w Warszawie w operze reżyserowanej przez reżysera z Holandii występowało na scenie stado rottweilerów w tym para moich. Wiele osób się dziwiło, że dawały radę bo były to psy dorosłe, często szkolone na obronne a mimo to świetnie się zachowywały na scenie, między śpiewakami, wchodziły na scenę po usłyszeniu strzału z pistoletu. A w filmie „Poranek kojota” zagrała moja rottweilerka, która też miała już ponad 5 lat, nigdy nie była uczona sztuczek, miała POI i też potrafiła się odnaleźć między aktorami, kamerami, w obcym miejscu.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top