|
|
| Temat miesiąca |
Zamieszanie wokół czipów
Coraz więcej miast organizuje bezpłatne czipowanie psów. Założeniem takiego znakowania jest szybka i niezawodna identyfikacja zwierząt, zwłaszcza jeśli się zagubią i trzeba ułatwić im powrót do właściciela. Czy rzeczywiście mikroczip chroni twojego pupila przed bezdomnością?
Młody szaro-biały husky przez kilka godzin nerwowo biegał wzdłuż ruchliwej trasy pod Warszawą. Jak się tam znalazł, nie wiadomo. W złapanie psa zaangażowało się kilka osób, bo zdezorientowany, robił uniki i był nieufny. W każdej chwili w popłochu mógł wbiec wprost pod samochody. Wreszcie udało się podstępem schwycić uciekiniera. W lecznicy weterynaryjnej okazało się, że ma czipa. Uff! Teraz na pewno uda się odszukać jego właściciela! Lekarz weterynarii przesunął czytnikiem po szyi psa, odczytał numer, który się wyświetlił, i rozpoczął przeszukiwanie baz danych, jedna po drugiej, najpierw ogólnopolskich, później lokalnych... bez rezultatu. Husky nie był zarejestrowany w żadnej dostępnej bazie. Zamiast wrócić do domu, trafił do schroniska.
Nieskuteczne czipowanie
Takie przypadki zdarzają się w Polsce często, gdyż nie działa u nas jedna, zintegrowana baza danych, lecz kilkanaście, które rejestrują informacje o tak oznakowanych zwierzętach. Większość z nich to lokalne zbiory zgromadzone w komputerach urzędów miejskich, schronisk, lekarzy weterynarii. Zwierzę zaczipowane w niewielkim mieście i zapisane w tamtejszym rejestrze nie ma szans na bycie odnalezionym, gdy zginie w innej części Polski, np. podczas wyjazdu z opiekunem na wakacje czy wystawę.
Organizatorzy bezpłatnego czipowania psów w gminach i miastach często nie informują właściciela o konieczności rejestracji zwierzęcia w ogólnopolskiej bazie danych, bo zwykle nie wiedzą, że takie istnieją. Nie wspominają też o tym niektórzy lekarze weterynarii, tylko ewidencjonują numery czipów w bazach firm, od których je sprowadzają, albo czasem oczekują dodatkowej opłaty za umieszczenie informacji w innych bazach.
Naprzeciw potrzebom
Już kilka lat temu władze niektórych polskich miast wprowadziły na swoim terenie obowiązek trwałego oznakowania zwierząt poprzez tatuowanie lub czipowanie. O ile tatuaż w naszym kraju jest dostępny w zasadzie dla rasowych psów z rodowodem, o tyle z czipowania mogą skorzystać wszystkie czworonogi, niezależnie od ich pochodzenia i zamożności opiekunów. Urzędy miejskie wprowadziły bowiem symboliczną opłatę lub też przeprowadzały akcje darmowego znakowania. Jednak nie wszystkim właścicielom było to na rękę. Albo bali się, że będą musieli zacząć płacić za zwierzę podatki, albo nie chcieli ujawniać swoich danych, albo obawiali się bólu pupila.
Do czipowania i rozpowszechniania na szeroką skalę informacji na ten temat przyłączyła się Warszawa. W trzeciej edycji tej akcji psy będą bezpłatnie znakowane do 15 grudnia. Miasto prowadzi lokalną bazę danych animalum.um.warszawa.pl, w której rejestruje wszystkie oznakowane podczas bezpłatnej kampanii czworonogi oraz te opuszczające schronisko Na Paluchu.
- Od 2007 roku zaczipowaliśmy prawie 20 tysięcy psów. Zainteresowanie jest duże. W tym roku zakupiliśmy 16 tysięcy kolejnych czipów - mówi Agnieszka Kłąb z Wydziału Prasowego Urzędu m.st. Warszawy. - Jeśli psy oznakowane u nas zagubią się w innych częściach Polski, zostaną błyskawicznie odnalezione w naszej bazie, kiedy lekarz weterynarii odczyta numer ich czipa.
Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby właściciel, za pośrednictwem internetu, sam dodatkowo zarejestrował psa w bazie ogólnopolskiej.
- Jest to bardzo proste, wystarczy się zalogować i wypełnić konieczne rubryki. Po kilku minutach dane psa i kontakt do właściciela znajdą się w systemie - mówi Ania, która właśnie zarejestrowała swojego buldożka francuskiego w bazie ogólnopolskiej.
Dostępna dla każdego
Jako ogólnopolska, bezpłatna i dostępna dla każdego została pomyślana między innymi baza Safe-Animal (www.safe-animal.eu). Jest ona sprzężona z Europetnet w Brukseli, dzięki czemu w momencie wpisania danego numeru czipa do wyszukiwarki www.europetnet.com i jego odnalezienia system natychmiast przekierowuje zainteresowanego do bazy, w której zwierzę zostało zarejestrowane. W biurze Safe-Animal przez 24 godziny na dobę działa pogotowie SOS, które już niejednokrotnie przyczyniło się do odszukania właścicieli zaginionych zwierząt.
Od pewnego czasu twórcy tej ogólnopolskiej bazy danych starają się zainteresować swoim projektem władze miast i gmin, by wspólnie zadbać o dobro zwierząt.
- Już teraz razem z Safe-Animal działa większość baz miejskich i schronisk dla bezdomnych zwierząt - mówi Bartosz Mackiewicz pomysłodawca i właściciel bazy Safe-Animal. - To przełomowy krok, który wreszcie pozwala na umiejscowienie danych w jednym, ogólnodostępnym zbiorze. Zgłaszają się do nas nawet te miasta, które kiedyś prowadziły pilotażowe akcje czipowania.
O co tyle szumu?
Wielu ludzi zastanawia się nad tym, czy wszczepienie pupilowi ciała obcego pod skórę nie będzie dla niego szkodliwe, co więcej, bolesne. Tymczasem wprowadzenie czipa (inaczej zwanego transponderem) nie wiąże się z cierpieniem psa, gdyż przypomina rutynowe szczepienie. Zwłaszcza że jest on niewielki - ma wymiary 2,21 x 12 mm, dlatego nazywa się go też mikroczipem. Składa się z elektronicznego układu scalonego i cewki - anteny, umieszczonych w szklanej powłoce bioglas zapobiegającej przedostawaniu się do niego płynów wewnątrzustrojowych, które mogłyby uszkodzić układ scalony. Ta szklana kapsułka jest obojętna dla organizmu psa, sterylna i często wyposażona w polimerową powłokę antymigracyjną. Tak więc czip dożywotnio pozostaje w miejscu wszczepienia, czyli z lewej strony szyi. Sporadycznie zdarza się, że „wędruje” po ciele psiaka.
- Podczas badania czteromiesięcznej buldożki mojej znajomej okazało się, że mikroczipa nie można odczytać, bo nie ma go tam, gdzie został wprowadzony dwa miesiące wcześniej - mówi Ania. - Po dokładnych oględzinach odnaleziono go pod pachą. Może to być problemem, kiedy pies zginie i znajdzie się w schronisku, gdyż zapewne nikt nie będzie szukał identyfikatora pod pachą czy w innych miejscach w ciele. Po prostu uznają, że pies nie ma czipa - martwi się Ania.
Każdy transponder ma numer składający się z 15 cyfr. Trzy pierwsze wskazują na producenta lub są kodem kraju, w którym będą używane i rejestrowane. Polsce przypisano numer 616, jednak do tej pory nie wprowadzono u nas rozporządzenia o używaniu go jako identyfikującego nasz kraj. Nie ma możliwości, by cyfry się powtórzyły, gdyż są przypisywane do czipa w trakcie jego produkcji według numeracji, którą każdej firmie odgórnie nadaje ICAR (Inernational Committee For Animal Recording) z siedzibą w Rzymie. Fabryczny mikroczip zawiera tylko unikalny zestaw cyfr. Dopiero po zarejestrowaniu tego numeru w bazie danych przypisuje się mu wszystkie niezbędne informacje mające na celu identyfikację psa i jego właściciela.
Co kryje baza danych?
Rejestrując psa w ogólnopolskiej bazie danych, trzeba jedynie dokładnie wpisać numer transpondera wszczepionego pupilowi i wypełnić wymagane pola. Wpisuje się w nie wszystkie niezbędne dane, które mogą pomóc w szybkim skontaktowaniu się z właścicielem, kiedy czworonóg zaginie i zostanie odnaleziony przez kogoś, kto zgłosi się z nim do lecznicy odczytującej informacje zawarte w czipie.
- Zainteresowani logują się do bazy i wprowadzają dane bezpośrednio na serwer, gdzie są one szyfrowane i zabezpieczane specjalny certyfikatem - protokołem. Dokładnie takim samym, jakim posługują się obecnie wszystkie banki na świecie - tłumaczy Bartosz Mackiewicz. - Dostęp niepożądanych osób do archiwizowanych danych jest więc wykluczony.
Elektroniczne wpadki
Nie zawsze czipy są skuteczne, nawet prawidłowo wszczepione. Przekonała się o tym Beata Fedak, która sześć lat temu kupiła szczenię doga niemieckiego we Włoszech. Pies miał mikroczipa, którego numer był wpisany do książeczki zdrowia i do rodowodu. Kiedy podrósł, pani Beata postanowiła zrobić mu prześwietlenie na dysplazję. Przed badaniem lekarz weterynarii chciał zidentyfikować doga czytnikiem czipów, lecz niestety ten, którego używał (powszechnie stosowany firmy Merial) nie odczytał transpondera. W związku z tym lekarz, nie mogąc potwierdzić tożsamości psa, odmówił wykonania usługi.
- Zadzwoniłam do włoskiej hodowczyni, żeby ustalić, jakiego czytnika używa jej lekarz - mówi opiekunka doga. - Okazało się, że czip był sprawdzany urządzeniem firmy Bayer, a nasi lekarze weterynarii dysponują czytnikami firmy Merial. Co ciekawe, w Polsce były wówczas tylko dwa czytniki Bayera.
Pani Beata odnalazła lecznicę korzystającą z takiego urządzenia i czip bez problemu został odczytany. Problem powtórzył się przy wydawaniu paszportu, dlatego lekarz postanowił wszczepić kolejny mikropocesor, kompatybilny z jego czytnikiem.
- Te przygody sprawiły, że zawsze kiedy jechałam na zagraniczne wystawy, na których czasami sprawdza się czipy przy wejściu, denerwowałam się, czy czytnik organizatorów przeczyta ten właściwy czip z rodowodu, który jest ważniejszy od drugiego, bo to on pozwala potwierdzić tożsamość psa - wyjaśnia Beata Fedak. - Właściwie, żeby się nie stresować, powinnam mieć własny czytnik firmy Bayer, który kosztuje około 3000 zł. Obecnie taka sytuacja nie powinna się zdarzyć, gdyż i mikroczipy, i czytniki są produkowane tak, by były ze sobą kompatybilne.
Idzie nowe
Do akcji czipowania szykuje się Związek Kynologiczny w Polsce, który chce wprowadzić obowiązek elektronicznego znakowania. Planuje z nią ruszyć w przyszłym roku, gdyż tylko do 2011 roku psom wyjeżdżającym za granicę wystarczy sam tatuaż, później będą musiały mieć mikroczipy.
- Aby program zadziałał właściwie, nie wystarczy się skupić na obowiązku czipowania. Wymaga to wielu przemyśleń: kto będzie to robił, w którym momencie nastąpi rejestracja w bazie danych itp. Oddziały Związku będą musiały zakupić czytniki, żeby podczas przeglądu miotu identyfikować szczenięta na podstawie numerów czipów - mówi Barbara Larska, przewodnicząca do spraw hodowlanych ZKwP. - Nie będziemy tworzyć kolejnej bazy danych, chyba że dodatkową, wewnętrzną, na potrzeby Związku. Czipy powinny być wpisane do ogólnopolskiej bazy. Niestety w Polsce jest ich kilka, a każdy właściciel bazy zaczipowanych zwierząt twierdzi, że jego jest ogólnopolska. Nie ma jednak połączenia między tymi bazami. Dopóki nie będzie jednej, wspólnej, dopóty czipowanie nie będzie skuteczne. Psa z tatuażem bardzo łatwo zidentyfikować, natomiast odszukanie właściciela czworonoga z czipem niezarejestrowanym w jednej jedynej ogólnopolskiej bazie graniczy z cudem.
Dla rasowca tatuaż
W naszym kraju wszystkie psy mające rodowód Związku Kynologicznego w Polsce muszą mieć tatuaż. Tak identyfikuje się szczenię jeszcze u hodowcy. Tatuaż składa się z litery i ciągu trzech cyfr. Litera umieszczona z przodu lub z tyłu numeru oznacza oddział Związku Kynologicznego, natomiast cyfry są numerem, pod jakim zapisane jest szczenię danej rasy w danym oddziale (np. wzór tatuażu w oddziale warszawskim to: A000, natomiast w Kielcach: 000H). Tatuaże umieszcza się w uchu (lewym lub prawym) albo pachwinie (lewej lub prawej) w zależności od rasy psa, preferencji właściciela i tatuującego oraz zgodnie z wytycznymi Związku. Do nanoszenia numeru służy metalowa tatuownica zaciskowa - małe igiełki ułożone w odpowiedni numer wtłaczają specjalny barwnik pod skórę. Ta metoda jest bardzo szybka (tatuowanie trwa zaledwie kilka sekund), ale zdarza się, że źle wykonany tatuaż po kilku latach przestaje być czytelny. Dlatego lepiej użyć sprzętu podobnego do tego, jaki stosuje się w zakładach tatuażu dla ludzi. Naniesienie trwałego numeru to bardzo skuteczna metoda, jest on wyraźny przez lata. Tyle że zabieg trwa kilka minut, a wtedy szczenię, szczególnie dużej rasy, wierci się i trudno je utrzymać, więc hodowcy często rezygnują z takiego tatuowania.
Pamiętaj o adresówce!
Zanim zaczęto wprowadzać mikroczipy, najlepszym zabezpieczeniem czworonoga przed zagubieniem było umieszczenie na jego obroży adresówki z dokładnymi danymi właściciela i numerem telefonu.
- To najlepsza forma znakowania - mówi Ewa Pszczółkowska od lat pracująca w warszawskim schronisku Na Paluchu i działająca w partii Zieloni 2004. - Zwykły człowiek, który znajdzie błąkającego się psa, nie dysponuje urządzeniem do odczytywania czipów. Nie zawsze też przyjdzie mu do głowy szukanie tatuażu, który często jest niewyraźny. Natomiast adresówkę zobaczy, otworzy i skontaktuje się z właścicielem.
- Ponieważ bezpieczeństwo mojego psa jest dla mnie bardzo ważne, dlatego chociaż ma on czipa, zawsze zakładam mu szeleczki z adresówką - potwierdza Ania, opiekunka buldożka. - Teraz wiem, że jest zabezpieczony na dwieście procent!
Żaneta Żmuda-Kozina
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
sachma 02:49 | 07-04-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Chip to nie GPS. Jeśli ktoś znajdzie Twojego psa i uda się do lecznicy może się z Tobą skontaktować. Jeśli pies został skradziony to jedyny dowód że pies jest Twój, o ile sama go znajdziesz. Nie można ustalić położenia psa, a szkoda. Mojej kuzynce skradziono yorka z podwórka, ktoś otworzył bramkę i zabrał psa, sunia miała 5 miesięcy. Sąsiad widział akcję przez okno, udało się znaleźć te dzieci (bo o dziwo rodziców nie zdziwiło że dzieci przyniosły do domu pieska) Gdyby nie chip nie udało by się odzyskać psa, ponieważ cała rodzina twierdziła, że kupili psa niedawno, że to ich zwierzę - to było słowo sąsiada przeciwko ich słowu, razem z policją kuzynka i ci ludzie pojechali do weterynarza, został sprawdzony nr chipa, który zgadzał się z tym wpisanym do książeczki zdrowia, dane opiekuna zgadzały się z danymi w bazie i dzięki temu w ciągu kilku godzin kuzynka odzyskała psa.. co by było gdyby pies chipa nie miał? lepiej nie wiedzieć... tatuaż był niestety nie czytelny.. Obróżkę zawsze można ściągnąć, chipa się nie usunie, bo go po prostu nie widać.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Yoanna 07:33 | 16-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
O czipach dowiedziałam się już kilka lat temu. Słyszałam o organizacji RSCPA (odpowiednik polskiego TOZ-u). Zawsze, gdy do schroniska przybywał nowy, zagubiony pies, ulga było, kiedy okazało się, że ma czip ;) Świadczyło to o tym, że właściciel zadbał o zwierze i zatroszczył się o to, by pies nie zgubił się w wielkim mieście. A nawet gdyby coś takiego się stało, to żeby szczęśliwie mógł wrócić do domu. Dobrze, że w Polsce coraz więcej ludzi decyduje się na to i coraz więcej organizacji się tym zajmuje. Zagubiony pies, dzięki czipowi może z powrotem wrócić do kochającej rodziny. W schroniskach będzie więcej miejsca na bezdomne pieski. Co prawda może jeszcze nie jest to aż tak popularne, jak w innych krajach, może jeszcze potrzeba finansów... Ale w każdym razie już zrobiliśmy pierwszy krok przeciwko bezdomności ;) I to także takich psów, które nieszczęśliwie zgubiły się.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ChampionSheltie 04:09 | 13-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Jak zwykle z niecierpliwością czekałam na nowy numer PP, a najbardziej na temat miesiąca. Wiele zamieszania jest z tymi czipami, jednak ja zbytnio im nie ufam. Możliwe, że wy jesteście nastawieni pozytywnie na czipowanie psów - ja nie mam i nie zamierzam czipować mojego psa. Dlatego chce przedstawić wam moje zdanie. Myślę, że lepszym identyfikatorem jest - adresówka. Zawsze jest nadzieja, że osoba, która znalazła psa zadzwoni i odda w ręce właściciela. Jednak to jest takie mini zabezpieczenie. Największym zabezpieczeniem dla naszego psa jesteśmy "my" - właściciele. My tworzymy ochronę, która zabezpiecza naszego psa, bo przecież on nam najbardziej ufa. U mnie psy w domu są już prawie 18 lat i nigdy nie byłam nerwowa na spacerach, że "gdzieś się pies zapodział!". Przecież psy są takie jak dzieci: niespodziewane i sprytne, tylko że...o wiele szybsze. Dlatego ja nigdy nie marnuje czasu o myśleniu o niebieskich migdałach. Wole już pilnować psa: bez smyczy na polance, ze smyczą na bardziej ruchliwym miejscu. A czipy? Po co zawracać sobie nimi głowę. Oczywiście jest zawsze szansa, że pies się przez to odnajdzie, ale istnieje też te ryzyko, którego ja - ogromna miłośniczka psów o małej wiedzy kynologii - boję się na tyle, żeby iść do weterynarza i zaczipować mojego psa. Moi drodzy, jeśli myślicie że przez zaczipowanie psa będzie mogli odetchnąć z ulgą, że kończy się wasza czujność i pilnowanie psa w czasie spacerów, a nawet całych dni to się grubo mylicie, bo świat nie kończy się na wenie człowieka. Człowiek sam musi trochę pomyśleć by czegoś nie stracić... W moim sercu ja mam taki "czip" dlatego wiem co jest potrzebne do szczęścia mojemu psu i gdzie go mogę odnaleźć - przy mnie!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Doggie28 08:18 | 11-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Jestem prawdziwym miłośnikiem psów i z chęcią spędzam długie chwile w zwierzęcych przedziałach supermarketów i sklepów zoologicznych. Równie ambitnie podchodzę do dbania o ich zdrowie i bezpieczeństwo. Jednak pojawienie się czipów od samego początku niczym mnie nie zachwyciło. Moje psy nie są zaczopowane, bo uznaję to za bezsens. Jestem człowiekiem przezornym, więc używam bardziej unormowanych środków bezpieczeństwa. Moim zdaniem wystarczy dokładnie ogrodzona siatka na ogródku, czujne oko właściciela na spacerach, wyrobienie sobie u psa autorytetu, aby zawsze był posłuszny i nie uciekał oraz mała tabliczka z numerem telefonu, solidnie przymocowana do obroży. Nie wyobrażam sobie, jak można zgubić psa, ale jasne, wszystko się może zdarzyć. Czipów nie używam, bo moim zdaniem wszczepianie psu tego pod skórę jest zbędne. Po co, skoro nie ma jednej bazy? skąd mam pewność, że weterynarz sprawdzi akurat tę? Nie ufam czipom. Być może jestem staroświecka? Nie wiem, ale da się zauważyć, że przed pojawieniem się czipów sprawa z zaginionymi psami wcale nie miała się lepiej.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Doggie28 08:18 | 11-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Jestem prawdziwym miłośnikiem psów i z chęcią spędzam długie chwile w zwierzęcych przedziałach supermarketów i sklepów zoologicznych. Równie ambitnie podchodzę do dbania o ich zdrowie i bezpieczeństwo. Jednak pojawienie się czipów od samego początku niczym mnie nie zachwyciło. Moje psy nie są zaczipowane, bo uznaję to za bezsens. Jestem człowiekiem przezornym, więc używam bardziej unormowanych środków bezpieczeństwa. Moim zdaniem wystarczy dokładnie ogrodzona siatka na ogródku, czujne oko właściciela na spacerach, wyrobienie sobie u psa autorytetu, aby zawsze był posłuszny i nie uciekał oraz mała tabliczka z numerem telefonu, solidnie przymocowana do obroży. Nie wyobrażam sobie, jak można zgubić psa, ale jasne, wszystko się może zdarzyć. Czipów nie używam, bo moim zdaniem wszczepianie psu tego pod skórę jest zbędne. Po co, skoro nie ma jednej bazy? skąd mam pewność, że weterynarz sprawdzi akurat tę? Nie ufam czipom. Być może jestem staroświecka? Nie wiem, ale da się zauważyć, że przed pojawieniem się czipów sprawa z zaginionymi psami wcale nie miała się lepiej.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Gabriella597 11:51 | 31-10-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ja stoję po środku. Uważam, że czipy to dobry pomysł, ale nie uważam, że najlepsze rozwiązanie walki z bezdomnością. To fakt, dzięki czipom łatwo znaleźć psa. Każdy właściciel długo ubolewałby nad stratą swojego czworonoga, dzięki temu jest taka szansa, że wróci. No właśnie, "jest taka szansa". Nie zawsze się tak stanie, że zguba odnajdzie się. Przy czipowaniu dostaje się swój numer identyfikacyjny, który jest wpisywany do bazy danych. Jeżeli pies zgubi się, to informacje są przekazywane dalej. Nie wiem czy tak jest, jeżeli nie ma to powinny być przekazywane. Jeżeli pies odnajdzie się w innym mieście (a nawet w swoim) to powinien być zawieziony do najbliższego schroniska, a właściciel powiadomiony o tym telefonicznie (bo to chyba najlepsze rozwiązanie). Właściciel przyjeżdża i wszystko kończy się HAPPY ENDEM. Żyją długo i szczęśliwie. Ale kiedy dostaje się zgłoszenie, że pies się zagubił to zajmujący się szukaniem powinni dziesięć a nawet więcej razy sprawdzić to miejsce. Dokładnie, nie byle jak (i myślę, że nie jest byle jak, ale wynika z tego tekstu że niestety jest jak jest). Właściciel też powinien podjąć poszukiwania. Powinien reagować na każdą informację, telefon. Tak jak mówię, nie podoba mi się pomysł z czipami, ale też nie mówię, że jest on beznadziejny, bo się przydaje. Ale najlepszym rozwiązaniem jest to, aby każdy właściciel pilnował swojego czworonoga :)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Misia93 07:36 | 23-10-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Jak co miesiąc kupiłam gazetę Przyjaciel Pies, stało się to już taką małą tradycją. W tym miesiącu nie za bardzo byłam zadowolona z tematu miesiąca: "Sprawdzamy system identyfikacji psów", wydawał mi się on nudny, ale to była wielka pomyłka. Czytając temat miesiąca dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy na temat mikroczipów i identyfikowaniu psa. Dotychczas nie wiedziałam że odczytanie numeru i znalezienie go w rejestrze jest takie trudne! Miałam przekonanie że odczytuje się numer i już wiadomo czyj jest to pies, a to wcale nie jest takie proste! Po przeczytaniu tego tematu jestem w pełni świadoma ile zamieszania jest z czipowaniem psów i ile trzeba się naszukać a nieraz czasami i tak nie można znaleźć numeru właściciela. Moim zdaniem właściciele powinni być świadomi tego że nie wystarczy wszczepić pupilowi mikroczip, należy tak że dowiedzieć się czy numer jest zarejestrowany w ogólnopolskiej bazie danych, jeśli nie to należy go tam zgłosić i podać potrzebne informacje, bo co nam z tego jeśli piesek zginie, a próby odszukania numeru będą bezowocne? Oczywiście jest to wielkie utrudnienie dla właściciela i dla samych osób próbujących odszukać numer czipu, o wiele lepiej było by gdyby, na przykład każdy kraj miał by taką jedną bazę danych, w której wszystkie numery czipów zostały by tam zapisywane wraz z danymi właściciela było by to na pewno wielkim ułatwieniem, powinno też być tak że każdy czip można odczytać każdym czytnikiem, było by wtedy mniej problemów, ale na razie jest tak jak jest, może kiedyś nie będzie takich problemów, po prostu każdy właściciel powinien upewnić się czy aby na pewno numer mikroczipa pupila jest zarejestrowany z bazie danych a jeśli nie to jak najprędzej go zarejestrować. Dzięki czipom każdy pies ma szansę odnaleźć opiekuna w razie zaginięcia, dla tego każdy pies powinien mieć swój numer identyfikacyjny, a do tego żeby było bezpieczniej adresówkę!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Gabi 07:45 | 22-10-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Czpiowanie czipowaniem ,ale czy nie lepiej by było gdyby ludzie zamiast wymyślać coraz to nowe metody oznaczania psa zaczęli je bardziej pilnować? Rozumiem ,że może się zdarzyć to raz na całe życie psa ,ale są jeszcze plakietki które uważam że spełniają lepiej swoją rolę niż czip. Kto tam się wam będzie na wsi bądź w mieście zastanawiał czy pies ma czip czy nie po prostu go zwinie do swojej posesji i koniec,ale już gdyby widział ślepok że psu coś na obroży dynda i jest tam numer telefonu toby raczej bardziej zajarzył co chodzi. Niektórzy ludzie nawet nie wiedzą ,że dany pies może mieć czip tylko stosuje totalną olewkę. Wracając do tematu ,ot moje zdanie wygląda tak: czipować można ,ale ZAWSZE do tego zakładamy jeszcze adresówkę ,sam czip NIE DA gwarancji ,że zwierze się odnajdzie ,wniosek taki: zanim coś wymyślisz to przemyśl swoją decyzję 10tysięcy razy. Jeśli o mnie chodzi to na temat czipów napisałam wszystko co uważam za stosowne
Dziękuje
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
nataszka11 07:50 | 21-10-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Czipowanie to jeden z lepszych sposobów "oznaczania" swojego czworonoga.Co do tych zawieszek, ją łatwo zgubić, a zresztą w naszych czasach jest tak, że mało kto jeśli znajdzie rasowego psa, to go odda za nikłą nagrodę, jeśli może go sprzedać za znacznie więcej (nie mówię oczywiście o ludziach uczciwych).
Wracając do tematu, zgadzam się z wcześniejszą odpowiedzią, co do tego, że te zbiory powinny być, jak by to powiedzieć,
...mniejsze...np.jakby były: (takie przypuszczenie) Czipy psów województwa Wielkopolskiego, Małopolskiego.... itp.
Każdego osobno to już byłoby lepiej... nie dziwie się ze w miasteczku co ma do 5000 mieszkańców, będzie gabinet weterynaryjny co sobie zaczipuje kilka psiaków i jest zadowolony...potem nikt o tym nic nie wie bo to jest "małe miasteczko". Przez takie coś (tak jak pisało w PP)
" psiak zamiast do domu trafi do schroniska".
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |