reklama

reklama

    Temat miesiąca
Z miłości do zwierząt


"Chcę tylko nie być byle kim, nie robić byle czego, byle gdzie". To życiowe credo Sylwii Kubus, lekarki weterynarii, głównej bohaterki serialu telewizyjnego "Blondynka". Kiedy lecznica dla zwierząt, w której pracowała, i projekt współpracy ze schroniskiem poniosły fiasko, postanowiła wyjechać na wieś. W Majakach, na wschodzie Polski, praktyka lekarska odbiega od warszawskich doświadczeń młodej adeptki weterynarii. A jak radzą sobie z realiami zawodu jej koledzy po fachu?

O zawodzie lekarza weterynarii marzy wielu młodych ludzi. Aby spełnić te pragnienia, muszą skończyć odpowiednie studia. Do wyboru mają cztery wydziały w kraju: w Lublinie, Wrocławiu, Warszawie i Olsztynie. Maturzyści decydują się na ten kierunek głównie dlatego, że są miłośnikami zwierząt. Jednak nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak trudne są te trwające 5,5 roku studia.

Motywy i realia
Katarzyna Płaneta, studentka drugiego roku weterynarii warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, mówi, że nauka na tym kierunku to był znakomity wybór. Zwłaszcza że spotkała wreszcie ludzi, pasjonatów tego zawodu, z którymi może godzinami bez znudzenia rozmawiać o zwierzętach.
Starających się o przyjęcie na wydział weterynarii jest zazwyczaj siedmiu- ośmiu na jedno miejsce. Przy rekrutacji na SGGW w Warszawie i Akademię Rolniczą we Wrocławiu liczy się wynik matury z biologii i chemii. Akademia Rolnicza w Lublinie dodatkowo bierze pod uwagę punktację z języka polskiego i obcego, a Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie co roku zmienia wymagania: w tym naborze uwzględniał dwa przedmioty wybrane spośród czterech (biologia, chemia, matematyka i fizyka) i język obcy. Uczelnie olsztyńska i lubelska mają dodatkowo przelicznik punktowy w zależności od poziomu zdanej matury.

Program nauki obejmuje przedmioty podstawowe, przedkliniczne i kliniczne. Z reguły studenci przez pierwsze dwa lata zgłębiają teorię (m.in. chemię, biochemię, anatomię) i odbywają zajęcia w prosektorium. Robiąc sekcję, dowiadują się, w którym miejscu jest tętnica, żyła, ścięgno czy określony mięsień. Później zaczynają się przedmioty praktyczne, jak diagnostyka, i wtedy przyszli lekarze mają możliwość bezpośredniego kontaktu z żywym zwierzęciem - mierzą temperaturę, tętno, oddechy. Później są zajęcia związane z terapią, obejmujące choroby wewnętrzne, rozród zwierząt czy chirurgię.

Najtrudniejszy trzeci rok
Na trzecim roku dochodzą zajęcia z farmakologii i farmacji, których nie da się opanować inaczej, niż ucząc się ich na pamięć, dlatego ten okres studiów uważany jest za najtrudniejszy. Uczelnie proponują wtedy do wyboru przedmioty fakultatywne: choroby zwierząt łownych, laboratoryjnych lub egzotycznych. Można też zająć się analityką kliniczną, okulistyką, onkologią, stomatologią, geriatrią czy chorobami ptaków ozdobnych.

- Wielu studentów we własnym zakresie wolontariatowo podczas roku akademickiego i wakacji bierze udział w praktykach w lecznicach i dzięki temu poszerza swoją wiedzę - mówi Katarzyna Płaneta. Miesiąc takich praktyk dał jej ogromnie dużo i utwierdził w przekonaniu, że wybrała właściwy kierunek.

Gdy zapytałam, czy poradziłaby sobie w sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka "Blondynki", odpowiedziała, że oczywiście starałaby się nieść pomoc wszystkim zwierzętom gospodarskim, choć ma świadomość, jak ciężkie - i psychicznie, i fizycznie - to zadanie.

Na weterynarii nie wybiera się specjalizacji. Zdobywa się ją dopiero po kilku latach pracy w zawodzie. Mając dyplom lekarza weterynarii, nie trzeba dodatkowo - jak to muszą robić absolwenci wydziałów lekarskich - zdawać specjalnego ogólnopolskiego egzaminu zawodowego. Absolwent z tytułem lekarza weterynarii musi się zarejestrować w Izbie Weterynaryjnej, która wydaje mu prawo wykonywania zawodu. Od tej chwili może podjąć pracę w lecznicy, zatrudnić się w placówce potrzebującej pracownika z takim wykształceniem, a nawet otworzyć własny gabinet. Jeśli absolwet nie znalazł pracy, a jeszcze nie skończył 28 lat, może się zarejestrować w urzędzie pracy jako bezrobotny i mając z tego tytułu wszelkie świadczenia, rozpocząć sześciomiesięczny staż w przychodni.

Różne drogi
W Polsce pracuje obecnie 12,5 tys. lekarzy weterynarii. Co roku dyplomy odbiera kolejnych 600-700. Najczęściej podejmują pracę w przychodni dla zwierząt. Inna jednak jest specyfika gabinetu w mieście (w Warszawie funkcjonuje około 300 prywatnych lecznic), którego pacjenci to na ogół zwierzęta małe. Inna zaś na wsi, gdyż tam lekarz styka się z dużą zwierzyną, jak krowy, konie czy świnie, najczęściej składając im wizyty w obejściu gospodarskim. W niektórych gabinetach dyżury nocne i w dni wolne od pracy nie są rzadkością. Nagrodą za tę ciężką pracę jest wdzięczność właścicieli zwierząt i serdeczne relacje, jakie często nawiązują się między nimi a lekarzami.

Jakie predyspozycje są potrzebne do wykonywania tego zawodu? Przede wszystkim odporność na stres. Codzienność lekarza weterynarii to nie tylko szczepienia ochronne, odrobaczanie, aplikowanie preparatów antykleszczowych czy przycinanie pazurków. Częste są przypadki poważnych ran wynikłych z pogryzień czy wypadków. Nierzadko trzeba wytrzymać wzrok przerażonego zwierzęcia, nieświadomego, co się z nim dzieje. Albo skrócić mu cierpienia, usypiając. Lekarz musi też umieć szybko podejmować decyzje, być spostrzegawczy i dokładny oraz sprawny fizycznie, gdyż praca wymaga ciągłego ruchu nawet przez kilkanaście godzin na dobę. Nie może mu też zabraknąć opanowania, bo chore zwierzęta są zazwyczaj tak wystraszone, że tylko spokój lekarza pozwala na przeprowadzenie badania. Przydatna jest też umiejętność perswazji, aby przekonać opiekunów zwierząt do jak najlepszej współpracy, bez której leczenie nie przyniesie pożądanych efektów. Idealnie sprawdzi się osoba, która kocha zwierzęta, lecz jednocześnie potrafi zachować do nich i do swojej pracy zdrowy dystans. Przeciwwskazaniami do tej profesji jest daltonizm, problemy ze słuchem i alergia na sierść lub pierze.

Absolwenci weterynarii najczęściej zatrudniają się w prywatnych lecznicach dla zwierząt. Nie jest to jednak jedyna droga kariery zawodowej. Można pracować w stacji sanitarno-epidemiologicznej, na stanowisku inspektora weterynarii, w zakładach farmaceutycznych, placówkach naukowo-badawczych, laboratoriach, ogrodach zoologicznych czy zakładach hodowli zwierząt. Niektórych mogą skusić firmy produkujące leki dla zwierząt, które coraz częściej poszukują przedstawicieli handlowych. Zainteresowaniem cieszą się zagraniczne oferty pracy. Składają je np. właściciele hodowli psów rasowych w Anglii.

Węże, koty i zdrowa żywność
Aleksandra Maluta, odkąd pamięta, miała wokół siebie dużo zwierząt: koty, psy, rybki, papużki, żółwie... Ale najbardziej marzyła o wężu boa. Niestety, rodzice nie chcieli ulec błaganiom córki. Teraz jest specjalistką chorób zwierząt nieudomowionych (jedną z nielicznych w Polsce!) i ma w mieszkaniu kilka węży, a oprócz tego dwa psy: golden retrievera i owczarka środkowoazjatyckiego (wkrótce dołączy do nich cane corso), kotkę rasy devon rex, żółwia, parę afrykańskich myszy pigmejskich i jeże białobrzuche. Choć pasjonuje się gadami, zajmuje się także małymi ssakami, płazami i ptakami.

Po skończeniu studiów Aleksandra odbyła staż w Klinice Chorób Ptaków, Gadów i Małych Ssaków w Brnie oraz w Ogrodzie Zoologicznym w Berlinie. Może pochwalić się udziałem w wielu zagranicznych konferencjach poświęconych medycynie zwierząt dzikich i egzotycznych. Jest autorką wielu publikacji, artykułów i książek. Jej codzienność to praca w przychodni weterynaryjnej dla egzotycznych zwierząt i pomaganie np. jaszczurkom, ostronosom, małpkom, szopom praczom (zdarzył się też młody tygrys!). Do dziś pamięta pierwszą operację, którą wykonała swojemu żółwiowi. Aleksandra uwielbia swoją pracę, nie potrafi zapomnieć o swoich pacjentach po zakończeniu dnia pracy.

Również Filip Jędrzejewski zawsze bardzo lubił zwierzęta, a w domu wychowywał się z kundelkami. Obecnie ma ośmioletnią kotkę dachowca i dwuletniego kocura rasy ragdoll. Kiedy jako piętnastolatek musiał podjąć decyzję, jaką wybrać szkołę średnią, zastanawiał się, co tak naprawdę chciałby w życiu robić. Stwierdził, że to będzie weterynaria. Jak sam mówi, jest statystycznym absolwentem tych studiów - odbył staż w jednej z warszawskich lecznic, rozpoczął pracę, a teraz to już cały czas praktyka i praktyka... Wybierając studia, nie miał sprecyzowanych planów, jakimi zwierzętami chciałby się zajmować. Przedmioty na pierwszych latach studiów nie ułatwiały mu podjęcia tej decyzji.

- Na histologii uczyliśmy się o tkankach, a u wszystkich zwierząt występują takie same. Podobnie jest z biochemią, procesy chemiczne zachodzące w organizmach przebiegają tak samo - tłumaczy. - Dopiero kiedy rozpoczynają się zajęcia praktyczne, mamy kontakt ze zwierzętami. Zdecydowałem, że chciałbym leczyć małe zwierzęta. Ten termin jest pewnego rodzaju nieoficjalnym uproszczeniem - po prostu moimi pacjentami są głównie psy i koty, w mniejszym stopniu króliki, świnki morskie, koszatniczki, chomiki, myszoskoczki, myszy, węże, sporadycznie ptaki.

Kiedy zwierzę cierpi na wiele współistniejących chorób, a do tego jest w podeszłym wieku, leczenie bywa skomplikowane, wtedy jeszcze po powrocie do domu Filip przegląda fachową literaturę i ponownie analizuje, czy na pewno zrobił wszystko, jak trzeba, czy pomogą zastosowane leki. Tak jak Aleksandra Maluta uważa, że to nie jest praca, o której zapomina się po wyjściu z gabinetu. Mimo to nie zamieniłby jej na inną.

Anna Szymańska wychowywała się na wsi, dlatego zwierzęta towarzyszyły jej od zawsze. A najważniejszy był pies Bobik, który uratował jej życie. Do dziś dokładnie pamięta zimowy dzień, kiedy jako kilkuletnia dziewczynka poszła nad zamarznięty staw. Lód niestety załamał się i wpadła do przerębla. Na szczęście przybiegł ukochany kundelek, stanął obok i zaczął szczekać. Usłyszał go tata, szybko przybiegł i uratował córkę. Ta historia sprawiła, że Anna zdecydowała się na weterynarię. Myśl, że da radę pomóc krowie przy porodzie czy złożyć psu złamaną łapę, była elektryzująca i rekompensowała trudy studiów, choć Anna i tak wspomina je dobrze. Najprzyjemniejsze, ale również najbardziej stresujące okazały się zajęcia praktyczne, np. wizyty w warszawskim ogrodzie zoologicznym, ćwiczenia z rozrodu i położnictwa czy chirurgii. Właściwie przez cały okres nauki jako wolontariuszka chodziła do jednej z lecznic. Pod koniec studiów zainteresowały ją zajęcia z tzw. bezpieczeństwa żywności i postanowiła związać swoją przyszłość z inspekcją weterynaryjną. Anna krótko pracowała w rzeźni, obecnie zajmuje się głównie zwalczaniem chorób zakaźnych zwierząt. Jednym z ciekawszych aspektów jej pracy jest możliwość odbywania szkoleń za granicą i uczenie się od najlepszych. Prywatnie, jako właścicielka kundelka Milesia, zawsze chętnie doradza znajomym, którzy mają jakieś problemy ze swoimi pupilami.

Pieniądze czy idea?
Zarobki lekarza weterynarii zależą przede wszystkim od przyjętej przez niego liczby pacjentów i skuteczności poradzenia sobie zwłaszcza z trudnymi przypadkami. Nie bez znaczenia jest też miejsce, w jakim znajduje się lecznica, pobliska konkurencja i jakość proponowanych usług. Opinię lekarzowi wydają nie tyle pacjenci, ile ich właściciele, którzy chętnie wymieniają się zdaniem czy to na spacerach, czy w internecie na www.znanylekarz.pl. W całodobowej klinice w dużym mieście można zarobić 4-7 tys. zł. Wynagrodzenia lekarzy przyjmujących na wsiach i w małych miejscowościach są dużo mniejsze. Absolwent weterynarii, który rozpoczynał pracę w jednej z ponad trzystu powiatowych inspekcji weterynaryjnych, jeszcze niedawno dostawał pensję w wysokości ok. 1,2 tys. zł, teraz może liczyć na więcej.

Aby otworzyć własną lecznicę, na początek trzeba przeznaczyć na ten cel około 150 tys. zł. Największą kwotę pochłania zakup sprzętu i wyposażenie pracowni: aparat rtg, stół chirurgiczny, sterylizator, sprzęt anestezjologiczny, a także meble, zarówno specjalistyczne, jak i biurowe. Niemały jest też koszt wynajęcia pomieszczenia i jego adaptacji. Jedną z najważniejszych pozycji w miesięcznym budżecie są wydatki na uzupełnianie zapasu leków i narzędzi chirurgicznych. Mogą sięgnąć nawet 10 tys. zł. Trzeba się też liczyć z koniecznością zatrudnienia innego lekarza weterynarii lub także kogoś do pomocy przy utrzymaniu porządku w lecznicy.

Cienie i blaski
Jak widać, różnie rozchodzą się drogi absolwentów weterynarii. Niektórzy mogą tak jak grana przez Julię Pietruchę bohaterka "Blondynki" znaleźć się w wiejskiej głuszy. W takich warunkach zdecydowanie częściej pomaga się krowom czy świniom niż uroczym yorkom czy jamnikom. Praca bywa niewdzięczna, bo ludzie na wsi rzadziej niż w mieście korzystają z porad lekarzy weterynarii. I niestety zdarza się, że wizytę odkładają do ostatniego momentu, kiedy zwierzęciu nie można już pomóc.

Ale zawód ten potrafi dać dużo satysfakcji. Zwłaszcza kiedy do lecznicy przychodzą opiekunowie zwierząt, którzy traktują swoich podopiecznych jak członków rodziny i robią, co tylko możliwe, aby pupil jak najdłużej cieszył się dobrym zdrowiem. W Polsce żyje ponad 8 mln psów i niemal 6 mln kotów. Pod tym względem ustępujemy w Europie jedynie Francuzom. Pracy dla lekarzy weterynarii na pewno nie zabraknie.

Agnieszka Grześkiewicz



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~majkusia 12:36 | 14-08-2011   Odpowiedz
 

ech wet super zawód, ale dużo pracy na studiach .


 
 
    psiara_wercia 07:58 | 31-10-2010   Odpowiedz
 

Chciałabym być treserką psów, a z weterynarią spróbuję bo zależy mi na psach... Nie lubię patrzeć jak zwierzęta cierpią, ale to cudowne uczucie im pomóc !! Mam dopiero 11 lat , a już planuje na jakie pójdę studia. Pisaliście, że najtrudniejszy jest 3 rok, ale ja się tego nie boję. Dla mnie liczą się tylko zwierzęta. Chociaż dalej się waham czy być weterynarzem czy może lekarzem weterynarii , wiem że kimś będę !


 
 
    emis 07:11 | 16-10-2010   Odpowiedz
 

Weterynarz to,mądry,ciekawy ,trudny,przejmujący,ciężki i zarazem bardzo dobry zawód ,ale jednak wspaniały!


 
 
    ~KASKA 06:26 | 14-10-2010   Odpowiedz
 

Super numer, super temat miesiąca. A co w listopadzie będzie???? Bo już czekam!!!!!!!!!!!!!!!


 
 
    kalina 07:02 | 13-10-2010   Odpowiedz
 

Temat miesiąca porusza bardzo ważną sprawę jaką jest wybór drogi przyszłości. Każdy po napisaniu matury stoi przed decyzją czy iść do pracy czy na studia. Jeżeli to drugie to na jakie?? Pewnie to co nas interesuje i po jakich jest praca. Miłośnicy zwierząt zastanawiają się nad wyborem weterynarii, bo przecież będzie się pracować ze zwierzętami. Czyli będziemy robić to co lubimy i jeszcze pieniądze za to dostaniemy. Wielu taka perspektywa przyszłości satysfakcjonuje, ale trzeba sobie zdać sprawę, że te studia trzeba najpierw ukończyć. A na tym kierunku nie jest łatwo i przetrwają tylko najlepsi. I ja nie byłam lepsza. Też tak bardzo chciałam być Panią weterynarz i pomagać zwierzakom. Sama miłość do nich nie wystarczy. Gdy zaczęłam się zgłębiać w ten kierunek studiów, brałam pod uwagę moje możliwości, stwierdziłam, że ja się nie nadaje. Za ciężkie są, nawet gdybym się przyłożyła i je skończyła to co potem?? Boję się zastrzyków, więc nie mogłabym nawet robić szczepień kontrolnych. A co gorsza nie potrafię patrzeć na ból zwierzaków, a takie często i gęsto odwiedzają gabinety weterynaryjne. Zamiast szybko reagować na chorobę, by nie było za późno to ja stałabym z trzęsącymi rękoma i załzawionymi oczami i patrzyła na biedaka. Psychicznie też bym nie wytrzymała bo jak mam pomóc psiakowi gdzie wiem, że jego właściciel nie ma pieniędzy na drogą operację, która może uratować to stworzenie. A najgorsze to jest gdy trzeba psa uśpić. Nie ma gorszej rzeczy i te oczy patrzące z pytaniem dlaczego już?? Lub proszące o pomoc. Czasami pies nie może chodzić a oczy jego to błyszczące się iskierki i jedyne wyjście to uśpienie go by się nie męczył, dla jego dobra w moim przypadku nie umiałabym. Ja wybrałam inny kierunek studiów niż weterynaria i mam nadzieję, że nie będę żałować. Ludzie pytają się dlaczego popełniłam taki błąd, bo widzą we mnie dobrego psiego lekarza a ja im odpowiadam, że sama miłość do psów nie wystarczy i lepiej dać sobie spokój z takimi studiami. A wiadomo zwierzęta mogą być moim hobby, odpoczynkiem od ciężkiej pracy a nie sposobem zarabiania na nich pieniędzy. I na pewno moja miłość do nich nie zgaśnie i cieszę się, że je mam.


 
 
    lara50 12:35 | 12-10-2010   Odpowiedz
 

Zwierzętami interesuję się już od dłuższego czasu.Z tym łączą się również moje plany na przyszłość-weterynaria. Zdaję sobie sprawę z tego jak trudnym jest ona zawodem, jednak nie zamierzam zrezygnować. I ten właśnie temat miesiąca pokazał mi całą prawdę. Nie wiedziałam wielu rzeczy... Np. tego że nie zostanę weterynarzem, ale lekarzem weterynarii,oraz tego że pamięć będę musiała mieć niezawodną. Wyobrażałam to sobie jako łatwe zadanie. A wcale takie jest.. Lecz czego się nie robi z miłości do zwierząt... Gotowa jestem podjąć się temu i w przyszłości być jak najlepszą studentką, a potem weterynarzem, a właściwie lekarzem weterynarii.


 
 
    marika8921 04:19 | 08-10-2010   Odpowiedz
 

W wieku 5 lat otrzymałam pierwszego psa był to jamnik miniaturowy czarny podpalany. Od tego momentu zaczęła się moja miłość do psów w tym głównie do jamników, która trwa po dziś dzień. Przez całe życie spędzone z tymi psiakami marze o zostaniu weterynarzem. Jednak ogarniał mnie lęk dotyczący odpowiedzialności za te istoty żywe. Po przeczytaniu tego tekstu zostały rozwiane moje wszystkie obawy i wątpliwości. Artykuł miesiąca dostarczył mi wiele potrzebnych informacji. Do tej pory myślałam, że w Polsce istnieje tylko uczelnia lubelska. Zamieszczony temat miesiąca pokazał mi inne uczelnie. Dzięki niemu dowiedziałam się z jakich przedmotów muszę zdawać maturę, aby dostać się do wybranej uczelni. Teraz napewno nie zmienie zdania swoją przyszłość powiąże z weterynarią.


 
 
    haba_75 08:34 | 06-10-2010   Odpowiedz
 

Od paru lat interesuję się psami. Niestety nie mam żadnego, więc postanowiłam sobie, że prędzej czy później zostanę wolontariuszką. W internecie co chwila wyskakuje jakieś zdjęcie biednego pieska, który czeka na adopcję. Serce mi się kraje, że nie mogę mu pomóc... Pragnę hodować też psy rasy shiba inu i zostać kynologiem, lecz po przeczytaniu artykułu 'Z miłości do zwierząt'(PP nr.10 2010r.) do swoich pasji postanowiłam dodać jeszcze jedną - weterynarię. Myślałam o tym już wcześniej, ale dopiero po przeczytaniu owego tematu miesiąca podjęłam ostatecznie tę decyzję. Przedtem bałam się. Czego? Tego, że nie dostanę się na studia, że nie zdam któregoś egzaminu, czy nie zdołam ocalić życia jakiegoś pieska... Teraz te wszystkie lęki mam za sobą. Chociaż upłynie jeszcze ładnych parę lat zanim zdam maturę, już wybrałam, co chcę robić w przyszłości. Ktoś zapyta - po co wybrałam sobie taką drogę życia? Odpowiedź jest prosta - po prostu chcę pomagać psom.


 
 
    tofififi2009 12:12 | 05-10-2010   Odpowiedz
 

Ten temat miesiąca bardzo mnie zaciekawił gdyż sama chciałabym zostać weterynarzem . Wiem dosyć sporo na temat weterynarii lecz ten artykuł pomógł przybliżyć się do tematu. Pomaga oswoić się z wymaganymi zajęciami.Dla mnie weterynaria nie jest tylko zawodem lecz jest to ratowanie zwierząt prze śmiercią. To tak samo poważny zawód jak i medycyna . Bardzo popieram iż magazyn PP wybrał to jako temat miesiąca.


 
 
    tofififi2009 12:11 | 05-10-2010   Odpowiedz
 

Ten temat miesiąca bardzo mnie zaciekawił gdyż sama chciałabym zostać weterynarzem . Wiem dosyć sporo na temat weterynarii lecz ten artykuł pomógł przybliżyć się do tematu. Pomaga oswoić się z wymaganymi zajęciami.Dla mnie weterynaria nie jest tylko zawodem lecz jest to ratowanie zwierząt prze śmiercią. To tak samo poważny zawód jak i medycyna . Bardzo popieram iż magazyn PP wybrał to jako temat miesiąca.


 
 
    Msichana 02:45 | 05-10-2010   Odpowiedz
 

Uważam, że studia weterynaryjne to znakomity sposób na poznanie między innymi nowych ludzi, zapoznanie się z nowymi doświadczeniami. Każdy chyba zdaje sobie sprawę, jak trudne są te długie studia, aczkolwiek, jeżeli ktoś naprawdę chce iść na te studia, musi dzielić go wielka pasja i miłość do zwierząt. Osobiście pragnę zostać weterynarzem między innymi dlatego, że uwielbiam zwierzęta. Ze zwierzętami można dogadać się podobnie, jak z człowiekiem, i uważam, że będąc weterynarzem, można zarobić sporo pieniędzy na życie. Są to męczące i kosztowne studia, ale opłaca się, bo np. jeżeli założy się własną klinikę weterynaryjną, można ustalić własne godziny, a ponadto całe pieniądze idą na Nasze życie, + utrzymanie Naszej kliniki. Uważam również, że każdy miłośnik zwierząt powinien decydować się na studia weterynaryjne, ponieważ prawdziwa miłość do zwierząt nie zaszkodzi w niczym. Ludzie tatuowali imiona swoich zwierząt, a to nie było głupstwo, więc niech nie robią głupstw - niech idą na porządne studia!:)


 
 
    Kaarolcia 10:19 | 02-10-2010   Odpowiedz
 

Bardzo spodobał mi się październikowy temat miesiąca. Sama chciałabym być weterynarzem, nie dopuszczam do siebie nawet innej propozycji zawodu. Ktoś, kto chce zostać weterynarzem musi naprawdę kochać zwierzęta, bo przejść przez tak trudne studia wcale nie jest tak łatwo. Weterynarze to osoby, które szanuję, ponieważ mają serce dla zwierząt i z determinacją dążą do celu aby pracować w wymarzonym zawodzie i być pomocnym dla stworzeń, które się kochają...


 
 
    ~owczareksofi 05:38 | 01-10-2010   Odpowiedz
 

słuchajcie wy tu macie pisać komentarze na temat tematu miesiąca a nie kto lubi blondynke a kto nie !!!!!!!!!!


 
 
    ~Bonnie 12:14 | 28-09-2010   Odpowiedz
 

To na dole ja napisałam, ale zapomniałam się podpisać jakby co. :)


 
 
         London325 09:55 | 30-09-2010   Odpowiedz
 

Według mnie aktorka kochająca psy to doskonały przykład chodźby dla dzieci. Jednak ten zawód wymaga poświęcenia większości czasu. Więc nie ma czasu na otwieranie weterynarii. Oczywiście zawsze można kogoś zatrudnić. Ale jak dziewczyna ma czas i siłę, to niech sobie robi co chce. Byle by to było dobre dla zwierząt :).


 
 
    ~Bonnie 12:13 | 28-09-2010   Odpowiedz
 

"Chcę być weterynarzem," - To często słyszę od moich koleżanek i kolegów. Ciekawe czy wiedzą jak ciężkie są studia weterynaryjne. Ciężkie, oczywiście nie znaczy nie przyjemnie. Osobiście uważam, że praca weterynarza jest na pewno pasjonująca! Można się wiele dowiedzieć o ich zachowaniach, rasach i ratować im życie. Podziwiam weterynarzy, bo wiem, że ta praca jest męcząca. Codziennie widzi się wiele bólu i strachu w oczach psa, kota lub papugi. Często pracują ponad godziny. Ale jednak są. Nie rezygnują, nie poddają się, mimo że ich mały błąd może się przyczynić do śmierci zwierzęcia. Czytając PP 9/10 głęboko się zamyśliłam. Wcześniej myślałam, że Julia Kubus to zwykła aktorka. Niczym się nie wyróżniała, nic nowego. Oczywiście nie chodzi mi o to, że jest złą aktorką. Poprostu nie zwracałam na nią uwagi. Teraz widzę, że ona ma cel, nie boi się przeciwności. Podziwiam ją..., a wczoraj obejrzałam pierwszy raz serial "Blondynka".


 
 
    ~ 12:13 | 28-09-2010   Odpowiedz
 

"Chcę być weterynarzem," - To często słyszę od moich koleżanek i kolegów. Ciekawe czy wiedzą jak ciężkie są studia weterynaryjne. Ciężkie, oczywiście nie znaczy nie przyjemnie. Osobiście uważam, że praca weterynarza jest na pewno pasjonująca! Można się wiele dowiedzieć o ich zachowaniach, rasach i ratować im życie. Podziwiam weterynarzy, bo wiem, że ta praca jest męcząca. Codziennie widzi się wiele bólu i strachu w oczach psa, kota lub papugi. Często pracują ponad godziny. Ale jednak są. Nie rezygnują, nie poddają się, mimo że ich mały błąd może się przyczynić do śmierci zwierzęcia. Czytając PP 9/10 głęboko się zamyśliłam. Wcześniej myślałam, że Julia Kubus to zwykła aktorka. Niczym się nie wyróżniała, nic nowego. Oczywiście nie chodzi mi o to, że jest złą aktorką. Poprostu nie zwracałam na nią uwagi. Teraz widzę, że ona ma cel, nie boi się przeciwności. Podziwiam ją..., a wczoraj obejrzałam pierwszy raz serial "Blondynka".


 
 
    owczareksofi 07:22 | 26-09-2010   Odpowiedz
 

Co prawda to prawda. Weterynarz to bardzo fajny zawód, tylko trudny. Ale jeśli się bardzo chce jest to do spełnienia. Weterynarz co prawda musi się dużo uczyć, ale opłaca się! Praca ze zwierzętami to marzenie większości ludzi. Naprzykład jest to moje marzenie. Najbardziej przerażają mnie te trwające 5,5roku studia. Ale myślę że warto. Dla tych biednych zwierzaczków poświęcę się, kocham je i chce im pomagać! i wam też też życzę powodzenia;)


 
 
    ~kate 02:48 | 26-09-2010   Odpowiedz
 

anty ,,blondynka" jest głupia !twierdzi ,że blondtnki są głupie.


 
 
    ~kate 02:41 | 26-09-2010   Odpowiedz
 

Lubię pomagać zwierzętom ale zdecydowałam sie pisać książki.


 
 
    ~Mrówka 08:32 | 25-09-2010   Odpowiedz
 

Tak. Raz czytałam o tym, że weterynarze muszą być odporni na stres i ciężki wysiłek. Ja bardzo marzę o tym, żeby zostać wetem, ale mam myślenie pesymistyczne. Tak bardzo chciałabym zostać weterynarzem, a później okaże się że wylatuję ze studiów. The end........ Marzenie przepadło.


 
 
    klaudzia66 01:10 | 25-09-2010   Odpowiedz
 

Coraz więcej osób decyduje się na pracę w weterynarii. Ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę ile będzie obowiązków na ich drodze. Bo nie dość ,że będzie musiał mieć dobre oceny i przejść wszystkie testy,studia. To zakładając własną weterynarię będzie musiał spełniać odpowiednie kryteria, mieć dyplom ukończenia szkoły weterynarii , odpowiedni lokal w którym zawsze będzie zachowana czystość i ład i mieć kontrolę nawet nad agresywnymi zwierzętami. Oczywiście nie chcę nie zniechęcić osób do wybierania tego zawodu ale chcę im przekazać ,że niech się dokładnie zastanowią czy będą mieli siłę na takie poświęcenie.


 
 
    emis 11:24 | 23-09-2010   Odpowiedz
 

W Polsce coraz więcej ludzi decyduje się na studia weterynaryjne.Na początku jest po prostu wspaniale! Poznaje się ciekawe tajniki ciała ,emocji zwierząt itp. Potem zaczyna się robić trudno. Coraz więcej nauki,poświęconego czasu zwierzętom na praktykach, i sprawdzianów testów,byle tylko zdać. Dlatego uczelnia weterynaryjna bardzo często na trzecim roku studiów traci swoich studentów Przede wszystkim potrzebna jest cierpliwość.Ale chęć do nauki i optymizm do pracy też są niezbędne.Tak trudne studia kończą tylko ludzi wytrwali i na prawdę kochający zwierzęta. Był też taki przypadek,w którym pewien początkujący lekarz weterynarii otworzył sobie własny gabinet,ale po jakimś czasie(spowodowanym niechęcią do zwierząt) zrezygnował. Na prawdę,nie warto decydować się na ten zawód tylko z pomysłu i nagłego przypływu energii Myślę,że artykuł zamieszczony w PP także pomoże nam to zrozumieć. Serdecznie podziwiam tych,którym udało się zdać całe studia weterynaryjne.


 
 
    Dogs100 05:54 | 23-09-2010   Odpowiedz
 

Blądynki są bardzo ładne dlatego są uważane za głupie, są bardzo mądre.Nie kolor włosów o tym decyduje tylko my sami.Miałam jedną taka koleżanke kttóra uważała że bladynki sa głupie i gdy jej mama przefarbowała włosy na bląd to zmieniła zdanie.Dla mnie artykół jest wpożo.


 
 
         ~GaBi12 03:07 | 25-09-2010   Odpowiedz
 

Dokładnie. :)


 
 
    ~Gosia 12:30 | 22-09-2010   Odpowiedz
 

Heja, przeczytałąm tekst miesiąca. Super! Dzięki niemu mam ochotę zdawać na wetę, choć to ciężkie studia. Wiele ciekawych informacji o których nie wiedziałam (np. że są takie możliwości pracy). Kocham zwierzaki i chcę im pomagać. Dzięki redakcjo za fajny temat miesiąca!


 
 
    owczareksofi 05:04 | 22-09-2010   Odpowiedz
 

Weterynarz moim zdaniem to bardzo fajny jak i zarazem trudny zawód. Zawsze marzyłam o tym aby pracować właśnie w tym zawodzie. Wielu miłośników zwierząt rzeczywiście chce zostać weterynarzem ze względu na swą pasję, lecz nie jest to wcale takie proste! Weterynarz musi być bardzo mądry i niekiedy nawet silny. Lecz jeżeli ktoś tego chce i będzie szkolił się w tym zawodzie, napewno mu się uda. POWODZENIA!!! Ja marzę o tym aby być weterynarzem, ponieważ nie mogę być tancerką ze względu na moją chorobę! Weterynarzem chcę być ponieważ rzechywiście kocham zwierzęta i chcę móc im pomagać. Nie obchodzi mnie to, że studia te trwają tak długo! Jeśli człowiek czegoś chce, jest w stanie poświęcić wszystko, tak jak ja.


 
 
    ~Gosia 09:57 | 21-09-2010   Odpowiedz
 

Fajnie się zapowiada ten temat, jak kupię gazetę i przeczytam to napiszę Heja!


 
 
    ~anty "blondynka" 06:56 | 21-09-2010   Odpowiedz
 

blondynka jest głupia , po co robić takie tematy miesiąca ? ? ?


 
 
         ~kate 02:44 | 26-09-2010   Odpowiedz
 

przefarbuj sobie włosy na blond i dalej twierdź że blondynki są głupie.W tedy to będzie prawda


 
 
         ~GaBi12 07:28 | 21-09-2010   Odpowiedz
 

sam/a jestes glupia ;) jestem ciemna (ciemny kolor włosów) blondynką . blondynki nie są głupie . ;) Temat miesiąca super. :) Pzdr. :*


 
 
              ~anty "blondynka" 08:25 | 24-09-2010   Odpowiedz
 

a ty się nie wtrącaj


 
 
                   ~psiara ;* 03:06 | 25-09-2010   Odpowiedz
 

sam/a sie nie wtrącaj. -.- załosny/a jestes.







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl