|
|
| Temat miesiąca |
Z miłości do zwierząt
"Chcę tylko nie być byle kim, nie robić byle czego, byle gdzie". To życiowe credo Sylwii Kubus, lekarki weterynarii, głównej bohaterki serialu telewizyjnego "Blondynka". Kiedy lecznica dla zwierząt, w której pracowała, i projekt współpracy ze schroniskiem poniosły fiasko, postanowiła wyjechać na wieś. W Majakach, na wschodzie Polski, praktyka lekarska odbiega od warszawskich doświadczeń młodej adeptki weterynarii. A jak radzą sobie z realiami zawodu jej koledzy po fachu?
O zawodzie lekarza weterynarii marzy wielu młodych ludzi. Aby spełnić te pragnienia, muszą skończyć odpowiednie studia. Do wyboru mają cztery wydziały w kraju: w Lublinie, Wrocławiu, Warszawie i Olsztynie. Maturzyści decydują się na ten kierunek głównie dlatego, że są miłośnikami zwierząt. Jednak nie do końca zdają sobie sprawę z tego, jak trudne są te trwające 5,5 roku studia.
Motywy i realia
Katarzyna Płaneta, studentka drugiego roku weterynarii warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, mówi, że nauka na tym kierunku to był znakomity wybór. Zwłaszcza że spotkała wreszcie ludzi, pasjonatów tego zawodu, z którymi może godzinami bez znudzenia rozmawiać o zwierzętach.
Starających się o przyjęcie na wydział weterynarii jest zazwyczaj siedmiu- ośmiu na jedno miejsce. Przy rekrutacji na SGGW w Warszawie i Akademię Rolniczą we Wrocławiu liczy się wynik matury z biologii i chemii. Akademia Rolnicza w Lublinie dodatkowo bierze pod uwagę punktację z języka polskiego i obcego, a Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie co roku zmienia wymagania: w tym naborze uwzględniał dwa przedmioty wybrane spośród czterech (biologia, chemia, matematyka i fizyka) i język obcy. Uczelnie olsztyńska i lubelska mają dodatkowo przelicznik punktowy w zależności od poziomu zdanej matury.
Program nauki obejmuje przedmioty podstawowe, przedkliniczne i kliniczne. Z reguły studenci przez pierwsze dwa lata zgłębiają teorię (m.in. chemię, biochemię, anatomię) i odbywają zajęcia w prosektorium. Robiąc sekcję, dowiadują się, w którym miejscu jest tętnica, żyła, ścięgno czy określony mięsień. Później zaczynają się przedmioty praktyczne, jak diagnostyka, i wtedy przyszli lekarze mają możliwość bezpośredniego kontaktu z żywym zwierzęciem - mierzą temperaturę, tętno, oddechy. Później są zajęcia związane z terapią, obejmujące choroby wewnętrzne, rozród zwierząt czy chirurgię.
Najtrudniejszy trzeci rok
Na trzecim roku dochodzą zajęcia z farmakologii i farmacji, których nie da się opanować inaczej, niż ucząc się ich na pamięć, dlatego ten okres studiów uważany jest za najtrudniejszy. Uczelnie proponują wtedy do wyboru przedmioty fakultatywne: choroby zwierząt łownych, laboratoryjnych lub egzotycznych. Można też zająć się analityką kliniczną, okulistyką, onkologią, stomatologią, geriatrią czy chorobami ptaków ozdobnych.
- Wielu studentów we własnym zakresie wolontariatowo podczas roku akademickiego i wakacji bierze udział w praktykach w lecznicach i dzięki temu poszerza swoją wiedzę - mówi Katarzyna Płaneta. Miesiąc takich praktyk dał jej ogromnie dużo i utwierdził w przekonaniu, że wybrała właściwy kierunek.
Gdy zapytałam, czy poradziłaby sobie w sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka "Blondynki", odpowiedziała, że oczywiście starałaby się nieść pomoc wszystkim zwierzętom gospodarskim, choć ma świadomość, jak ciężkie - i psychicznie, i fizycznie - to zadanie.
Na weterynarii nie wybiera się specjalizacji. Zdobywa się ją dopiero po kilku latach pracy w zawodzie. Mając dyplom lekarza weterynarii, nie trzeba dodatkowo - jak to muszą robić absolwenci wydziałów lekarskich - zdawać specjalnego ogólnopolskiego egzaminu zawodowego. Absolwent z tytułem lekarza weterynarii musi się zarejestrować w Izbie Weterynaryjnej, która wydaje mu prawo wykonywania zawodu. Od tej chwili może podjąć pracę w lecznicy, zatrudnić się w placówce potrzebującej pracownika z takim wykształceniem, a nawet otworzyć własny gabinet. Jeśli absolwet nie znalazł pracy, a jeszcze nie skończył 28 lat, może się zarejestrować w urzędzie pracy jako bezrobotny i mając z tego tytułu wszelkie świadczenia, rozpocząć sześciomiesięczny staż w przychodni.
Różne drogi
W Polsce pracuje obecnie 12,5 tys. lekarzy weterynarii. Co roku dyplomy odbiera kolejnych 600-700. Najczęściej podejmują pracę w przychodni dla zwierząt. Inna jednak jest specyfika gabinetu w mieście (w Warszawie funkcjonuje około 300 prywatnych lecznic), którego pacjenci to na ogół zwierzęta małe. Inna zaś na wsi, gdyż tam lekarz styka się z dużą zwierzyną, jak krowy, konie czy świnie, najczęściej składając im wizyty w obejściu gospodarskim. W niektórych gabinetach dyżury nocne i w dni wolne od pracy nie są rzadkością. Nagrodą za tę ciężką pracę jest wdzięczność właścicieli zwierząt i serdeczne relacje, jakie często nawiązują się między nimi a lekarzami.
Jakie predyspozycje są potrzebne do wykonywania tego zawodu? Przede wszystkim odporność na stres. Codzienność lekarza weterynarii to nie tylko szczepienia ochronne, odrobaczanie, aplikowanie preparatów antykleszczowych czy przycinanie pazurków. Częste są przypadki poważnych ran wynikłych z pogryzień czy wypadków. Nierzadko trzeba wytrzymać wzrok przerażonego zwierzęcia, nieświadomego, co się z nim dzieje. Albo skrócić mu cierpienia, usypiając. Lekarz musi też umieć szybko podejmować decyzje, być spostrzegawczy i dokładny oraz sprawny fizycznie, gdyż praca wymaga ciągłego ruchu nawet przez kilkanaście godzin na dobę. Nie może mu też zabraknąć opanowania, bo chore zwierzęta są zazwyczaj tak wystraszone, że tylko spokój lekarza pozwala na przeprowadzenie badania. Przydatna jest też umiejętność perswazji, aby przekonać opiekunów zwierząt do jak najlepszej współpracy, bez której leczenie nie przyniesie pożądanych efektów. Idealnie sprawdzi się osoba, która kocha zwierzęta, lecz jednocześnie potrafi zachować do nich i do swojej pracy zdrowy dystans. Przeciwwskazaniami do tej profesji jest daltonizm, problemy ze słuchem i alergia na sierść lub pierze.
Absolwenci weterynarii najczęściej zatrudniają się w prywatnych lecznicach dla zwierząt. Nie jest to jednak jedyna droga kariery zawodowej. Można pracować w stacji sanitarno-epidemiologicznej, na stanowisku inspektora weterynarii, w zakładach farmaceutycznych, placówkach naukowo-badawczych, laboratoriach, ogrodach zoologicznych czy zakładach hodowli zwierząt. Niektórych mogą skusić firmy produkujące leki dla zwierząt, które coraz częściej poszukują przedstawicieli handlowych. Zainteresowaniem cieszą się zagraniczne oferty pracy. Składają je np. właściciele hodowli psów rasowych w Anglii.
Węże, koty i zdrowa żywność
Aleksandra Maluta, odkąd pamięta, miała wokół siebie dużo zwierząt: koty, psy, rybki, papużki, żółwie... Ale najbardziej marzyła o wężu boa. Niestety, rodzice nie chcieli ulec błaganiom córki. Teraz jest specjalistką chorób zwierząt nieudomowionych (jedną z nielicznych w Polsce!) i ma w mieszkaniu kilka węży, a oprócz tego dwa psy: golden retrievera i owczarka środkowoazjatyckiego (wkrótce dołączy do nich cane corso), kotkę rasy devon rex, żółwia, parę afrykańskich myszy pigmejskich i jeże białobrzuche. Choć pasjonuje się gadami, zajmuje się także małymi ssakami, płazami i ptakami.
Po skończeniu studiów Aleksandra odbyła staż w Klinice Chorób Ptaków, Gadów i Małych Ssaków w Brnie oraz w Ogrodzie Zoologicznym w Berlinie. Może pochwalić się udziałem w wielu zagranicznych konferencjach poświęconych medycynie zwierząt dzikich i egzotycznych. Jest autorką wielu publikacji, artykułów i książek. Jej codzienność to praca w przychodni weterynaryjnej dla egzotycznych zwierząt i pomaganie np. jaszczurkom, ostronosom, małpkom, szopom praczom (zdarzył się też młody tygrys!). Do dziś pamięta pierwszą operację, którą wykonała swojemu żółwiowi. Aleksandra uwielbia swoją pracę, nie potrafi zapomnieć o swoich pacjentach po zakończeniu dnia pracy.
Również Filip Jędrzejewski zawsze bardzo lubił zwierzęta, a w domu wychowywał się z kundelkami. Obecnie ma ośmioletnią kotkę dachowca i dwuletniego kocura rasy ragdoll. Kiedy jako piętnastolatek musiał podjąć decyzję, jaką wybrać szkołę średnią, zastanawiał się, co tak naprawdę chciałby w życiu robić. Stwierdził, że to będzie weterynaria. Jak sam mówi, jest statystycznym absolwentem tych studiów - odbył staż w jednej z warszawskich lecznic, rozpoczął pracę, a teraz to już cały czas praktyka i praktyka... Wybierając studia, nie miał sprecyzowanych planów, jakimi zwierzętami chciałby się zajmować. Przedmioty na pierwszych latach studiów nie ułatwiały mu podjęcia tej decyzji.
- Na histologii uczyliśmy się o tkankach, a u wszystkich zwierząt występują takie same. Podobnie jest z biochemią, procesy chemiczne zachodzące w organizmach przebiegają tak samo - tłumaczy. - Dopiero kiedy rozpoczynają się zajęcia praktyczne, mamy kontakt ze zwierzętami. Zdecydowałem, że chciałbym leczyć małe zwierzęta. Ten termin jest pewnego rodzaju nieoficjalnym uproszczeniem - po prostu moimi pacjentami są głównie psy i koty, w mniejszym stopniu króliki, świnki morskie, koszatniczki, chomiki, myszoskoczki, myszy, węże, sporadycznie ptaki.
Kiedy zwierzę cierpi na wiele współistniejących chorób, a do tego jest w podeszłym wieku, leczenie bywa skomplikowane, wtedy jeszcze po powrocie do domu Filip przegląda fachową literaturę i ponownie analizuje, czy na pewno zrobił wszystko, jak trzeba, czy pomogą zastosowane leki. Tak jak Aleksandra Maluta uważa, że to nie jest praca, o której zapomina się po wyjściu z gabinetu. Mimo to nie zamieniłby jej na inną.
Anna Szymańska wychowywała się na wsi, dlatego zwierzęta towarzyszyły jej od zawsze. A najważniejszy był pies Bobik, który uratował jej życie. Do dziś dokładnie pamięta zimowy dzień, kiedy jako kilkuletnia dziewczynka poszła nad zamarznięty staw. Lód niestety załamał się i wpadła do przerębla. Na szczęście przybiegł ukochany kundelek, stanął obok i zaczął szczekać. Usłyszał go tata, szybko przybiegł i uratował córkę. Ta historia sprawiła, że Anna zdecydowała się na weterynarię. Myśl, że da radę pomóc krowie przy porodzie czy złożyć psu złamaną łapę, była elektryzująca i rekompensowała trudy studiów, choć Anna i tak wspomina je dobrze. Najprzyjemniejsze, ale również najbardziej stresujące okazały się zajęcia praktyczne, np. wizyty w warszawskim ogrodzie zoologicznym, ćwiczenia z rozrodu i położnictwa czy chirurgii. Właściwie przez cały okres nauki jako wolontariuszka chodziła do jednej z lecznic. Pod koniec studiów zainteresowały ją zajęcia z tzw. bezpieczeństwa żywności i postanowiła związać swoją przyszłość z inspekcją weterynaryjną. Anna krótko pracowała w rzeźni, obecnie zajmuje się głównie zwalczaniem chorób zakaźnych zwierząt. Jednym z ciekawszych aspektów jej pracy jest możliwość odbywania szkoleń za granicą i uczenie się od najlepszych. Prywatnie, jako właścicielka kundelka Milesia, zawsze chętnie doradza znajomym, którzy mają jakieś problemy ze swoimi pupilami.
Pieniądze czy idea?
Zarobki lekarza weterynarii zależą przede wszystkim od przyjętej przez niego liczby pacjentów i skuteczności poradzenia sobie zwłaszcza z trudnymi przypadkami. Nie bez znaczenia jest też miejsce, w jakim znajduje się lecznica, pobliska konkurencja i jakość proponowanych usług. Opinię lekarzowi wydają nie tyle pacjenci, ile ich właściciele, którzy chętnie wymieniają się zdaniem czy to na spacerach, czy w internecie na www.znanylekarz.pl. W całodobowej klinice w dużym mieście można zarobić 4-7 tys. zł. Wynagrodzenia lekarzy przyjmujących na wsiach i w małych miejscowościach są dużo mniejsze. Absolwent weterynarii, który rozpoczynał pracę w jednej z ponad trzystu powiatowych inspekcji weterynaryjnych, jeszcze niedawno dostawał pensję w wysokości ok. 1,2 tys. zł, teraz może liczyć na więcej.
Aby otworzyć własną lecznicę, na początek trzeba przeznaczyć na ten cel około 150 tys. zł. Największą kwotę pochłania zakup sprzętu i wyposażenie pracowni: aparat rtg, stół chirurgiczny, sterylizator, sprzęt anestezjologiczny, a także meble, zarówno specjalistyczne, jak i biurowe. Niemały jest też koszt wynajęcia pomieszczenia i jego adaptacji. Jedną z najważniejszych pozycji w miesięcznym budżecie są wydatki na uzupełnianie zapasu leków i narzędzi chirurgicznych. Mogą sięgnąć nawet 10 tys. zł. Trzeba się też liczyć z koniecznością zatrudnienia innego lekarza weterynarii lub także kogoś do pomocy przy utrzymaniu porządku w lecznicy.
Cienie i blaski
Jak widać, różnie rozchodzą się drogi absolwentów weterynarii. Niektórzy mogą tak jak grana przez Julię Pietruchę bohaterka "Blondynki" znaleźć się w wiejskiej głuszy. W takich warunkach zdecydowanie częściej pomaga się krowom czy świniom niż uroczym yorkom czy jamnikom. Praca bywa niewdzięczna, bo ludzie na wsi rzadziej niż w mieście korzystają z porad lekarzy weterynarii. I niestety zdarza się, że wizytę odkładają do ostatniego momentu, kiedy zwierzęciu nie można już pomóc.
Ale zawód ten potrafi dać dużo satysfakcji. Zwłaszcza kiedy do lecznicy przychodzą opiekunowie zwierząt, którzy traktują swoich podopiecznych jak członków rodziny i robią, co tylko możliwe, aby pupil jak najdłużej cieszył się dobrym zdrowiem. W Polsce żyje ponad 8 mln psów i niemal 6 mln kotów. Pod tym względem ustępujemy w Europie jedynie Francuzom. Pracy dla lekarzy weterynarii na pewno nie zabraknie.
Agnieszka Grześkiewicz
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
kalina 07:02 | 13-10-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Temat miesiąca porusza bardzo ważną sprawę jaką jest wybór drogi przyszłości. Każdy po napisaniu matury stoi przed decyzją czy iść do pracy czy na studia. Jeżeli to drugie to na jakie?? Pewnie to co nas interesuje i po jakich jest praca. Miłośnicy zwierząt zastanawiają się nad wyborem weterynarii, bo przecież będzie się pracować ze zwierzętami. Czyli będziemy robić to co lubimy i jeszcze pieniądze za to dostaniemy. Wielu taka perspektywa przyszłości satysfakcjonuje, ale trzeba sobie zdać sprawę, że te studia trzeba najpierw ukończyć. A na tym kierunku nie jest łatwo i przetrwają tylko najlepsi. I ja nie byłam lepsza. Też tak bardzo chciałam być Panią weterynarz i pomagać zwierzakom. Sama miłość do nich nie wystarczy. Gdy zaczęłam się zgłębiać w ten kierunek studiów, brałam pod uwagę moje możliwości, stwierdziłam, że ja się nie nadaje. Za ciężkie są, nawet gdybym się przyłożyła i je skończyła to co potem?? Boję się zastrzyków, więc nie mogłabym nawet robić szczepień kontrolnych. A co gorsza nie potrafię patrzeć na ból zwierzaków, a takie często i gęsto odwiedzają gabinety weterynaryjne. Zamiast szybko reagować na chorobę, by nie było za późno to ja stałabym z trzęsącymi rękoma i załzawionymi oczami i patrzyła na biedaka. Psychicznie też bym nie wytrzymała bo jak mam pomóc psiakowi gdzie wiem, że jego właściciel nie ma pieniędzy na drogą operację, która może uratować to stworzenie. A najgorsze to jest gdy trzeba psa uśpić. Nie ma gorszej rzeczy i te oczy patrzące z pytaniem dlaczego już?? Lub proszące o pomoc. Czasami pies nie może chodzić a oczy jego to błyszczące się iskierki i jedyne wyjście to uśpienie go by się nie męczył, dla jego dobra w moim przypadku nie umiałabym. Ja wybrałam inny kierunek studiów niż weterynaria i mam nadzieję, że nie będę żałować. Ludzie pytają się dlaczego popełniłam taki błąd, bo widzą we mnie dobrego psiego lekarza a ja im odpowiadam, że sama miłość do psów nie wystarczy i lepiej dać sobie spokój z takimi studiami. A wiadomo zwierzęta mogą być moim hobby, odpoczynkiem od ciężkiej pracy a nie sposobem zarabiania na nich pieniędzy. I na pewno moja miłość do nich nie zgaśnie i cieszę się, że je mam.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
haba_75 08:34 | 06-10-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Od paru lat interesuję się psami. Niestety nie mam żadnego, więc postanowiłam sobie, że prędzej czy później zostanę wolontariuszką. W internecie co chwila wyskakuje jakieś zdjęcie biednego pieska, który czeka na adopcję. Serce mi się kraje, że nie mogę mu pomóc... Pragnę hodować też psy rasy shiba inu i zostać kynologiem, lecz po przeczytaniu artykułu 'Z miłości do zwierząt'(PP nr.10 2010r.) do swoich pasji postanowiłam dodać jeszcze jedną - weterynarię. Myślałam o tym już wcześniej, ale dopiero po przeczytaniu owego tematu miesiąca podjęłam ostatecznie tę decyzję. Przedtem bałam się. Czego? Tego, że nie dostanę się na studia, że nie zdam któregoś egzaminu, czy nie zdołam ocalić życia jakiegoś pieska... Teraz te wszystkie lęki mam za sobą. Chociaż upłynie jeszcze ładnych parę lat zanim zdam maturę, już wybrałam, co chcę robić w przyszłości. Ktoś zapyta - po co wybrałam sobie taką drogę życia? Odpowiedź jest prosta - po prostu chcę pomagać psom.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Msichana 02:45 | 05-10-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Uważam, że studia weterynaryjne to znakomity sposób na poznanie między innymi nowych ludzi, zapoznanie się z nowymi doświadczeniami. Każdy chyba zdaje sobie sprawę, jak trudne są te długie studia, aczkolwiek, jeżeli ktoś naprawdę chce iść na te studia, musi dzielić go wielka pasja i miłość do zwierząt. Osobiście pragnę zostać weterynarzem między innymi dlatego, że uwielbiam zwierzęta. Ze zwierzętami można dogadać się podobnie, jak z człowiekiem, i uważam, że będąc weterynarzem, można zarobić sporo pieniędzy na życie. Są to męczące i kosztowne studia, ale opłaca się, bo np. jeżeli założy się własną klinikę weterynaryjną, można ustalić własne godziny, a ponadto całe pieniądze idą na Nasze życie, + utrzymanie Naszej kliniki. Uważam również, że każdy miłośnik zwierząt powinien decydować się na studia weterynaryjne, ponieważ prawdziwa miłość do zwierząt nie zaszkodzi w niczym. Ludzie tatuowali imiona swoich zwierząt, a to nie było głupstwo, więc niech nie robią głupstw - niech idą na porządne studia!:)
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Bonnie 12:13 | 28-09-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Chcę być weterynarzem," - To często słyszę od moich koleżanek i kolegów. Ciekawe czy wiedzą jak ciężkie są studia weterynaryjne. Ciężkie, oczywiście nie znaczy nie przyjemnie. Osobiście uważam, że praca weterynarza jest na pewno pasjonująca! Można się wiele dowiedzieć o ich zachowaniach, rasach i ratować im życie. Podziwiam weterynarzy, bo wiem, że ta praca jest męcząca. Codziennie widzi się wiele bólu i strachu w oczach psa, kota lub papugi. Często pracują ponad godziny. Ale jednak są. Nie rezygnują, nie poddają się, mimo że ich mały błąd może się przyczynić do śmierci zwierzęcia. Czytając PP 9/10 głęboko się zamyśliłam. Wcześniej myślałam, że Julia Kubus to zwykła aktorka. Niczym się nie wyróżniała, nic nowego. Oczywiście nie chodzi mi o to, że jest złą aktorką. Poprostu nie zwracałam na nią uwagi. Teraz widzę, że ona ma cel, nie boi się przeciwności. Podziwiam ją..., a wczoraj obejrzałam pierwszy raz serial "Blondynka".
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~ 12:13 | 28-09-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Chcę być weterynarzem," - To często słyszę od moich koleżanek i kolegów. Ciekawe czy wiedzą jak ciężkie są studia weterynaryjne. Ciężkie, oczywiście nie znaczy nie przyjemnie. Osobiście uważam, że praca weterynarza jest na pewno pasjonująca! Można się wiele dowiedzieć o ich zachowaniach, rasach i ratować im życie. Podziwiam weterynarzy, bo wiem, że ta praca jest męcząca. Codziennie widzi się wiele bólu i strachu w oczach psa, kota lub papugi. Często pracują ponad godziny. Ale jednak są. Nie rezygnują, nie poddają się, mimo że ich mały błąd może się przyczynić do śmierci zwierzęcia. Czytając PP 9/10 głęboko się zamyśliłam. Wcześniej myślałam, że Julia Kubus to zwykła aktorka. Niczym się nie wyróżniała, nic nowego. Oczywiście nie chodzi mi o to, że jest złą aktorką. Poprostu nie zwracałam na nią uwagi. Teraz widzę, że ona ma cel, nie boi się przeciwności. Podziwiam ją..., a wczoraj obejrzałam pierwszy raz serial "Blondynka".
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |