|
|
| Temat miesiąca |
W pogoni za pasją
Jola, Agnieszka, Igor, Anna. Maszerzy. Żyją emocjami, uwielbiają adrenalinę, która niemal co tydzień każe im jechać na drugi koniec Polski, Europy, świata. Stają na linii startu wraz ze swoim zaprzęgiem i oddają się porywającej przygodzie. Byli marzycielami - zostali mistrzami.
Jolantę Sołek zawsze pasjonowała daleka Północ. Jako kilkunastoletnia dziewczyna zaczytywała się w powieściach Londona i Curwooda, zafascynowana bohaterami, których życie zależało od ich sprawności i liczby psów zaprzęgowych umożliwiających im przemierzanie połaci wiecznych śniegów. Marzyła o takich dalekich wyprawach.
Marzenia na start!
Miłość do alaskan malamutów Jola pielęgnowała przez lata, a kiedy ujrzała je na wystawie w Poznaniu, już wiedziała, że skoro są w Polsce, to jej marzenie ma szansę się spełnić. Pierwszego malamuta kupiła w wałbrzyskiej hodowli Z Kamiennej Groty. Durango Rimo - w domu mówiono na niego Rimo - przewrócił jej życie do góry nogami. Był doskonale wyszkolony, startował w agility, skakał z końmi przez przeszkody, występował w teatrze, brał udział w pokazach, a przede wszystkim wyprowadził swoją panią z bloku w Krakowie na wieś.
- Mając takiego psa, mogłam zrealizować swoją pasję i wziąć udział w zawodach. Były to jedne z pierwszych wyścigów organizowanych w Polsce przez Marię Czerwińską w okolicach Warszawy. To był 1992 rok - wspomina Jola Sołek.
Pierwsze starty dodały jej skrzydeł. W domu pojawiła się suczka. Na zawody jeździła już więc z dwoma psami, ale to wciąż było mało. W następnych sezonach dobierała do zaprzęgu malamuty wyhodowane przez nią, ale mieszkające u znajomych. Wszystkie sama szkoliła i trenowała. Jej zaprzęg był pierwszy w rejonie Krakowa i wzbudzał zainteresowanie młodych ludzi, którzy też chcieli zostać maszerami. Tak powstał klub Durango Rimo, który działa od 1998 roku, a jego członkowie, w większości właściciele rasowych psów zaprzęgowych, osiągają rewelacyjne wyniki w kraju i za granicą.
Jednak od lat koronną dyscypliną Joli jest jazda zaprzęgiem z szóstką szybkich psów grenlandzkich. Jak tylko poznała tę rasę, wiedziała, że dzięki niej osiągnie o wiele lepsze czasy niż z malamutami. Dlatego sprowadziła z Czech parę grenlandów, żeby sprawdzić ich możliwości. Efekty były na tyle zadowalające, że po roku pojawiły się kolejne psy. Odniosła wiele zwycięstw na zawodach, jeżdżąc zarówno zaprzęgiem grenlandów, jak i malamutów.
Oprócz regularnych startów w wyścigach Jola Sołek prowadzi szkolenia w zakresie posłuszeństwa, chodzenia po śladzie i obrony. Przygotowuje też zwierzaki do filmów i zajmuje się psiakami pozostawionymi u niej na czas szkolenia. Znajomość psiej psychiki bardzo pomaga jej w codziennych kontaktach z własnymi czworonogami. Ma ich obecnie 18, aż trzy pokolenia: staruszki, które już nie biegają, psy biegające oraz młodziaki, które są przyszłością. Zawodników do zaprzęgu dobiera sama. Oprócz osiągnięć maszerskich Jola ma również sukcesy hodowlane. W jej zaprzęgu biegają championy, zwycięzcy wielu wystaw. Umie wcześnie ocenić predyspozycje szczeniąt. Już u kilkutygodniowego malucha potrafi dostrzec cechy świadczące o tym, czy będzie dobrze biegał, czy nie. Zainteresowani miesiącami czekają na dobre szczenię z jej hodowli.
Samodzielna praca
Kiedy Jola rozpoczynała karierę maszerską, internet nie był powszechnie dostępny, nie miała więc okazji podpatrywania pracy innych zawodników. Dzisiaj można poczytać ich blogi czy relacje z wyścigów. Ona wszystkiego musiała nauczyć się sama. Zawsze kochała zwierzęta i to pomogło jej w porozumiewaniu się z psami, co w tym sporcie jest bardzo ważne.
- Wzajemne zaufanie na trasie to podstawa, zwłaszcza gdy prowadzi się zaprzęg złożony z sześciu szalonych grenlandów - podkreśla maszerka.
Podczas startów zagranicznych podpatrywała najlepszych i opracowała własną technikę treningów i pracy z psami. Dzięki determinacji osiągnęła bardzo dużo i wciąż walczy o kolejne medale.
W wyjazdach na zagraniczne prestiżowe zawody pomaga jej krakowski oddział Związku Kynologicznego, z którym jest związana od 25 lat. W ubiegłym sezonie o kondycję jej czworonożnych sportowców dbała firma Regis, która przekazała suplementy diety i odżywki.
- Niełatwo pozyskać sponsorów, bo o tym sporcie mało się mówi w mediach - twierdzi Jola.
I choć jej ukochane malamuty i grenlandy na zawodach ustępują powoli miejsca nowym, szybszym, specjalnie wyhodowanym do sprintów wyścigowym krzyżówkom: krótkowłosym greysterom (mieszankom wyżła z chartem) i eurodogom (mieszankom greysterów z alaskan husky lub innymi szybkimi rasami), Jola nie wyobraża sobie kontynuowania swojej życiowej pasji z innymi czworonogami.
Narciarskie dziedzictwo
W południowej Polsce mieszka też Agnieszka Jarecka, która zimą trenuje narciarstwo, a w sezonie bezśnieżnym jazdę na rowerze górskim. Pasję sportową odziedziczyła po mamie, Grażynie Jareckiej, przez lata startującej w kadrze polskich narciarek biegowych. Razem jeździły na zgrupowania i zawody; Agnieszka trenowała od trzeciego roku życia. Z psami pewnie nie miałyby nic wspólnego, gdyby nie znajomi, którzy kupili husky i w 1995 roku przed zawodami w Jaworzu poprosili jej mamę o wzięcie w nich udziału.
- Sami nie mieli kondycji i umiejętności narciarskich, by wystartować, a chcieli, żeby ich suczki, Bona i Zuzia, mogły się sprawdzić w wyścigach - wspomina Agnieszka. - Mama się zgodziła i od tego czasu często wspólnie trenowałyśmy z tymi suczkami i uczestniczyłyśmy w różnych zawodach.
Zarówno pani Grażyna, jak i Agnieszka tak zafascynowały się psimi sportami, że do 2003 roku startowały z pożyczonymi czworonogami. Aż wreszcie kupiły husky, z którym Agnieszka miała zacząć karierę. Dziewczyna trenowała wytrwale, ale każde kolejne zawody uświadamiały jej, że husky, choć bardzo ambitny, nie daje rady coraz popularniejszym krzyżówkom zaprzęgowym. Początkowo Agnieszka biegała w canicrossie, gdzie liczyła się przede wszystkim jej kondycja. Zimą startowała w skijoringu i tu już widziała niedostatki swojego psa. A kiedy w 2004 roku wsiadła na rower, by walczyć w bikejoringu, husky okazał się zbyt wolny i zamiast pomagać, przeszkadzał. Zdecydowała się więc na kupno greysterki i w następnym sezonie startowała już Shilą w najważniejszych zawodach Pucharu Polski oraz na Słowacji i w Czechach. Do treningów Agnieszka przykładała się starannie, wykorzystując wiedzę, jaką zdobyła przez ostatnie lata jako juniorka, co zaowocowało wieloma zwycięstwami.
- Bardzo dobrze czuję się w bikejoringu i wiem, że w tej dyscyplinie mogę powalczyć - mówi. - Mimo wieloletnich treningów na nartach nie jestem w stanie prześcignąć Skandynawów, którzy wiodą prym we wszystkich zimowych zawodach. Oni są najlepsi na świecie.
Agnieszka mieszka w bloku z rodzicami i dwoma psami, ale myśli o kolejnym czworonogu. Oczywiście o greysterze, tym razem o samcu, bo one są jeszcze silniejsze i wytrwalsze. Choć codziennie chodzi do pracy, zawsze ma czas dla swoich pupili.
- One wiedzą, że trening będzie po południu. Jak mnie nie ma, to śpią: Paco pod biurkiem, Shila w moim łóżku, nieraz je tam nakryłam - śmieje się Agnieszka.
Na treningi często wyjeżdża samochodem kilkadziesiąt kilometrów od domu, bo w okolicy Bielska-Białej, gdzie mieszka, są tereny górzyste i kamieniste. W takich warunkach nietrudno o kontuzję u psów, zwłaszcza gdy biegną szybko. Zimą jeździ w okolice góry Kubalonki, na specjalnie przygotowane trasy biegowe dla narciarzy. Latem najczęściej trenuje sama na rowerze, a także wyjeżdża na obozy kondycyjne, by sprawdzić się w grupie innych kolarzy. Psy w upały biegają luzem, to im wystarcza.
Chociaż poważną przygodę ze sportem Agnieszka Jarecka zaczęła w 2006 roku, ma już niemałe osiągnięcia zarówno w skijoringu, jak i bikejoringu. W minionym sezonie startowała na Mistrzostwach Europy ECF w Belgii, gdzie zajęła dziewiąte miejsce, w obecnym ma nadzieję stanąć na podium.
Mistrzowski patent
Na letnie obozy kondycyjne Agnieszka często jeździ z ekipą zaprzyjaźnionych zawodników. Jednym z ich organizatorów jest Igor Tracz, w świecie maszerów uważany za profesjonalistę. Jego ulubioną klasą zaprzęgową jest start z czwórką psów, zarówno na wózku, jak i na saniach. Oprócz tego trenuje wspinaczkę skałkową oraz kolarstwo górskie. Przygoda zaprzęgowa Igora zaczęła się od... wyżła rodziców. Chociaż kupił suczkę husky o imieniu Lilou, która miała mu towarzyszyć w bieganiu i jeździe na rowerze, to niestety nie sprawdzała się tak dobrze jak wyżeł, który okazał się od niej silniejszy i wytrwalszy.
- Znajomi zaprzęgowcy z Trójmiasta przekonali mnie jednak, że husky to rasa stworzona do tego sportu, dlatego aż do 2006 roku ścigałem się głównie w klasie C1 i B1 (z czterema lub sześcioma siberian husky) na zaprzęgu złożonym z dorosłych już dzieci mojej suki - wspomina Igor. - Miałem w tym czasie trzy własne psy, a resztę zbierałem po znajomych. Wyglądało to zabawnie, bo często przez godzinę jeździłem z przyczepą po Trójmieście i zabierałem po jednym psie, potem jechałem na godzinny trening, a następnie znów odwoziłem całą ekipę. I tak mijało pół dnia cztery, czasem pięć razy w tygodniu.
Kiedy Igor zamienił gdańskie mieszkanie w bloku na gospodarstwo z domem pod Pruszczem Gdańskim, kupił wymarzonego eurodoga - beżowego Krakersa. Startował z nim w bikejoringu, "wykręcając" na rowerze czasy, o jakich nie śniło mu się z husky. Na zawody zabierał też swoje psy Północy, z którymi jeździł w czwórce. Jednak szybko przekonał się, że chcąc być najlepszym, musi się przesiąść na zaprzęg ciągnięty przez krzyżówki psów wyścigowych. Zaczął więc inwestować w eurodogi i greystery. W 2007 roku zgrupowanie organizowane przez Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów prowadził znamienity maszer z Francji, Christian Sandor, który otworzył Igorowi oczy na wiele zagadnień związanych z tym sportem.
- Do tej pory wszystko robiłem intuicyjnie, a on jasno określił pewne spra-wy związane z treningiem - przyznaje Igor. - Zacząłem stosować jego rady i okazało się, że nie muszę długo czekać na rezultaty. Jeszcze w tym samym sezonie zdobyłem mistrzostwo Europy
zarówno w zaprzęgowej czwórce, jak i w bikejoringu.
Nowatorskie treningi
Teraz Igor rozdziela trening zawodnika i psów: osobno przygotowuje się maszer (kolarstwo, bieganie, siłownia), a osobno trenowane są psy.
- One uwielbiają biegać i każdy trening jest dla nich nagrodą, dlatego ważne jest, żeby nie robić nic na siłę - mówi. - Ja startuję w sprintach, dlatego zależy mi na maksymalnej prędkości psów w trakcie 15-minutowego wysiłku. Na treningach stosuję pracę w uprzęży oraz swobodne bieganie.
Igor Tracz codziennie przypina każdego psa z osobna do roweru lub hulajnogi i na kilkusetmetrowej pętli na terenie stadionu CKiS Pruszcz Gdański kręci od jednego do 20 okrążeń w zależności od rodzaju treningu. Czworonożnych zawodników zabiera jeepem na łąki na terenie swojej gminy, gdzie galopują swobodnie, bez obciążenia i mogą wówczas rozwinąć niesamowite prędkości, czasem ponad 50 km/godz. Główny zaprzęg Igora to osiem psów w wieku od roku do pięciu lat. Ale wszystkie czworonogi mają zapewnione stałe miejsce w jego domu i sercu. Nie odstawia ich też od treningów. Te starsze są świetnymi nauczycielami dla psiej młodzieży, z którą Igor pracuje w swojej szkółce zaprzęgowej.
Pora na sukces
Na zimowe mistrzostwa świata w 2009 roku pojechał do Kanady z czterema psami.
- To był błąd, ale nie mieliśmy pieniędzy, żeby zabrać rezerwowego zawodnika - wspomina Igor. - Już podczas pierwszego etapu jedna z suczek okulała i na metę dowiozłem ją w torbie na saniach. Kolejne starty odbywałem już z trzema psami, ale i tak mimo osłabionego składu udało mi się zdobyć jedenaste miejsce.
Na kolejne mistrzostwa w Kanadzie, tym razem w warunkach bezśnieżnych, zabrał już piątkę swoich zawodników. Do domu wracał jako podwójny mistrz świata, wygrał, startując zarówno z dwoma psami (na hulajnodze), jak i ze swoją ulubioną czwórką na trójkółce.
Być może nie byłoby tych sukcesów, gdyby nie pomoc włodarzy Pruszcza Gdańskiego, którzy wierzą w maszerskie umiejętności Igora. Pomagają mu w realizacji pasji, dofinansowując jego sportowe wyjazdy. Miasto sponsoruje również zawody, które co roku maszer organizuje na jego terenie, pomaga medialnie, obwieszcza też jego sukcesy. Niemniej profesjonalne starty w zawodach w całej Polsce, w Europie i na świecie wiążą się z ogromnymi kosztami, dlatego Igor wciąż szuka nowych sponsorów.
- Samo utrzymanie zaprzęgu, psów, uprzęży, sprzętu to wydatek kilku tysięcy złotych miesięcznie. Do tego dochodzą koszty wyjazdów, utrzymania samochodu, przyczepy, noclegi podczas zawodów i wiele innych nieprzewidzianych wydatków - wymienia i dodaje: - Dopiero rozkręcam się w tym sporcie. Za kilka lat może zmienię kategorię na dłuższe dystanse...
Niemal w każdym miesiącu ma jakieś zawody, czasem nawet tydzień po tygodniu. W 2011 roku do Norwegii planuje pojechać dwa razy: w marcu na mistrzostwa świata na śniegu, a w kwietniu na mistrzostwa Skandynawii. W kalendarzu zapisał również mistrzostwa Europy i świata w warunkach bezśnieżnych jesienią tego roku.
W wolnych chwilach Igor projektuje sprzęt wyścigowy, głównie wózki trójkołowe. Sam je najpierw sprawdza na własnych psach, potem odsprzedaje, najczęściej za granicę. W końcu mają patent mistrzowski!
Francuska inspiracja
W zaprzęgu greysterów i eurodogów ściga się też Anna Bajer. Chociaż, jak większość maszerów, 13 lat temu zaczynała od husky, czarno-białej suczki Pchełki. Pełna sportowego entuzjazmu, już planowała zakup kolejnych husky, gdy zupełnie przypadkiem zaproponowano jej trzy zaprzęgowe krzyżówki prosto z Francji, jedne z pierwszych w Polsce. Były to: alaskan husky Erton, Mouchette (Muszka), która jest typowym European Sled Dog (ESD) - krzyżówką wyżła niemieckiego i alaskan husky z domieszką krwi charta, oraz Fanek, który jest miksem alaskan husky z owczarkiem belgijskim i wygląda jak niebieskooki malinois. Okazało się, że ich pasja biegania dorównywała sportowym ambicjom dziewczyny, a nawet je przewyższała.
- Było z kim trenować i startować. W 2001 roku fuksem zdobyliśmy pierwszy tytuł mistrza Polski w klasie czterech psów nierasowych. Od tej pory nie pozwalam się zgonić z podium zarówno na mistrzostwach Polski w warunkach bezśnieżnych, jak i na śniegu - śmieje się Anna.
Jej zaprzęg znany jest wszystkim zawodnikom i bywalcom wyścigów z niezwykłego zachowania... Otóż na wyścigach panuje harmider i jazgot, zwłaszcza tuż przed startem, gdy psy próbują wyrwać się do biegu i czasem kilku pomocników ledwie daje radę je utrzymać na linii startu. Tymczasem szóstka eurodogów Anny spokojnie podchodzi na start, a jej pomocnicy stoją jedynie asekuracyjnie, nie trzymając nawet za linki. Jest zupełna cisza. Im bardziej są skoncentrowane, tym spokojniej stoją, żeby na słowo "start" i komendę "go, go, go" wystrzelić cicho jak z procy.
- Moje psy dużo biegają, są dobrze wytrenowane, nie szarpią się i dzięki temu nie nadwyrężają sobie mięśni i kręgosłupa. W wieku dziesięciu lat wciąż są zdrowe i świetnie biegają - tłumaczy Anna. - Mocno się koncentrują i zachowują się jak wyżły robiące stójkę podczas polowania.
Na szczenięta od Ani czeka się w kolejce, chociaż sama przyznaje, że nie lubi być hodowcą. Miała trzy liczne mioty po swojej Muszce i na razie nie planuje kolejnych.
- Praktycznie wszystkie szczenięta trafiły do osób zajmujących się wyścigami - mówi. - To bardzo ważne, żeby mieć zamówienia, zanim dopuści się sukę do rozrodu, bo szczeniąt rodzi się dużo, a wymagają specjalnego wychowania. To są psy nadpobudliwe, muszą się wybiegać i nie nadają się tylko do towarzystwa.
Obecnie maszerka ma 12 psiaków i wszystkie utrzymują formę biegaczy, no może oprócz staruszki Pchełki.
Las, kleszcze i polne myszy
Anna Bajer jest doktorem nauk biologicznych, adiunktem na Wydziale Biologii UW. Jej specjalność to biologia środowiskowa i parazytologia, czyli nauka o robakach, w związku z tym wiele czasu spędza w terenie, zbierając kleszcze, pchły, robaki jelitowe żyjące na dzikich zwierzętach, głównie myszach polnych. Na letnie kilkutygodniowe wyjazdy terenowe na Mazury zabiera swoje psie stado. W dzikiej głuszy mogą biegać luzem, pływać w jeziorze, a czasem zawożą studentów do najbliższej cywilizacji.
Kiedy Anna pracuje w Warszawie, trenuje rano lub wieczorem, zabierając na każdą przejażdżkę trzy psy: dwa ciągną rower, a jeden biega luzem i po 10 km się wymieniają.
- Dla tego biegnącego wolno to ogromne wyróżnienie i nagroda, ale i tak biegnie w szeregu, przed uwiązaną dwójką. One nawet jak uciekną, to włącza im się tryb treningowy, biegną trasą, którą zawsze jeździmy, i po kilkunastu kilometrach wracają. Właściwie nie jestem im potrzebna - żartuje Anna.
Dobrze mieć marzenia
Najbliższe jej plany to występ w mistrzostwach świata w Norwegii, na które wybiera się też Igor Tracz. Zresztą razem już startowali, za oceanem, on w czwórce i dwójce na hulajnodze, ona z piątką (w klasie sześciu psów) i na rowerze. Zdobyła wówczas dwa wicemistrzostwa z czasem lepszym, niż osiągnął niejeden zaprzęg złożony z ośmiu psów. Choć dużo czasu Anna Bajer poświęca na pracę zawodową, do wyścigów podchodzi profesjonalnie. Stara się, żeby zarówno ona, jak i jej psy cały czas były w idealnej formie. Walczy też o sponsorów. O cały sprzęt dba Ski Team, konserwuje płozy sań, wózki, rowery i wszystkie niezbędne akcesoria. O resztę zawodniczka troszczy się sama. Udaje się czasem pozyskać fundusze na jeden sezon, ale nie jest to łatwe. Niemniej maszerzy to twardzi ludzie, obdarzeni poczuciem humoru i miłością do zwierząt. Im zawsze się udaje!
Żaneta Żmuda-Kozina
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
Santi 05:39 | 11-02-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Po przeczytaniu tego artykułu jestem zdumiona, że ludzie potrafią tak wytrwale dążyć do spełnienia swoich marzeń. Cieszę się, że im się udało. Dla tych ludzi psy są sensem życia, bo właśnie na nich ich życie się opiera. Przykre jest to że niestety nie wszystkie psy doznają tyle szczęścia i miłości w życiu. Na przykładnie ostatnich wydarzeń związanych z psami zaprzęgowymi jakie miały miejsce w Vancouver po przeczytaniu tego artykułu miałam nieco mieszane uczucia. Z jednej strony zobaczyłam wierność i wysiłek jakie człowiek a przede wszystkim psy wkładają w ten rodzaj sportu, a z drugiej jak łatwo to wszystko stracić przez nieodpowiedzialność ludzi. Cieszę się, że są ludzie, którzy traktują swojego psa jak członka rodziny. Dbają o nie, bawią się, dają im swoją miłość, bo tylko i wyłącznie dzięki temu człowiek i pies są w stanie pokonać każde przeszkody. A wtedy wynik wyścigu nie ma już większego znaczenia, liczy się pasja, miłość, przygoda, rywalizacja i najważniejsze świetna zabawa. Dziękuję ludziom, którzy nadal dają mi nadzieję i wiarę w prawdziwą więź człowieka z psem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Niedzielinka 04:39 | 09-02-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ostatni temat miesiąca „Zaprzęgiem do mistrzostwa” jest, ze względu na zimową aurę, niewątpliwie aktualnym tematem. Bardzo się cieszę, że redakcja „Psa Przyjaciela” poświęciła aż 6 stron maszerom i ich podopiecznym. Jestem zdumiona szeregom ich wspólnych osiągnięć! Nie sądziłam, że to, co robią wymaga tak wiele ciężkiej pracy. Obok ciekawie przedstawionych sylwetek Joli, Agnieszki, Igora i Anny zamieszczono świetne zdjęcia! Wystarczy tylko spojrzeć na mordki zaprzęgowych psiaków a od razu widać, jak ogromną radość sprawia im bieganie. Ja przeczytałam artykuł i być może wkrótce o nim zapomnę, a ci ludzie będą dalej pracować ze swoimi psiakami po kilka godzin dziennie. Oto przykład jak można z powodzeniem połączyć miłość, pasję i pracę. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez wzajemnego oddania.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
lara50 12:08 | 03-02-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Ludzie startujący w wyścigach zaprzęgów zdobywają
mistrzostwa.
To zasługa zarówno ich, jak i psów , które towarzyszą im w
każdej wyprawie. To droga do zwycięstwa i dzięki zgranej
współpracy, ich osiągnięcia są wielkie.
Często wyzwania są duże i trudne drogi przed nimi, ale mimo
to stawiają czoła przeciwnościom . Ich celem nie tylko jest
dobrnąć do mety, ale podczas emocjonującej trasy przeżyć
przygodę. Podziwiam ich, bo niewielu z nas potrafiłoby dać
się ponieść takiemu sportowi.
Trzeba być wytrwałym i odważnym. A ludzie,którzy zdecydowali
się , aby główną rolę w ich życiu odegrały zaprzęgi muszą
być miłośnikami zwierząt i adrenaliny, ale przecież to
mistrzowie , którzy zaprzęgiem idą przez życie.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
becia59 07:03 | 30-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Kupując psa zastanawiamy się, która rasa jest dla nas odpowiednia, który pies sprawi nam radość? Tak zrobiła pani Jola, Agnieszka, Anna i Igor (maszerzy), tworząc ze swomi psami zgrany zespół. Treningi sprawiają właścicielom i ich psom ogromną radość, dzięki czemu cieszą sie z przebywania razem. Współpracując zdobywają medale, puchary. Nie tylko maszerzy, ale także każdy człowiek obdarzając psa miłością może zdobywać nagrody, nie koniecznie puchary. Nagrodą dla właściciela może być nawet satysfakcja z nauczenia psa jakiejś sztuczkia, a nagrodą dla psa może być smakołyk lub zabawa ze swoim panem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
karola91 12:56 | 25-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Uśmiech pojawiający się na mordce swego pupila to chyba jeden z najpiękniejszych momentów w życiu człowieka.
Decydując się na konkretną rasę, godzimy się na wymagania, które będzie posiadał nasz nowy przyjaciel. Niektóre psiaki potrzebują wzmożonej aktywności, a tak jest m.in. w przypadku psów Północy, które po prostu kochają aktywność..a ciągnięcie mają we krwi.
Zawsze podziwiłam osoby, które zdecydowały się na uprawianie psich sportów, a w szczególności te biegające z psimi zaprzęgami. Zawsze znajdywałam tu wielką pasję zrodzoną z miłości do swoich pupilów, która została okupiona wieloma wyrzeczeniami i diametralną zmiana dotychczasowego życia. Widok uśmiechniętych mordek ciągnących psiaków, a na mecie "uściski", którymi dziękuje im właściciel- to jak dla mnie przepiękne momenty.
Jednak coraz częściej miejsce psów Północy zajmują specjalnie wyhodowane rasy, które są od nich szybsze, wytrzymalsze..jednym słowem husky, malamuty, psy grenlandzkie nie są stanie nawiązać z nimi wyrównanej walki.
Ja osobiście jestem przeciwko takim zabiegom(pewnie wiele osób by mnie za to skrytykowało). Dla mnie traktowanie wyścigów w czysto sportowym charterze, licząc jedynie na coraz to lepsze czasy, jest niezrozumiałe.
Dlatego tym bardziej podziwiam bohaterkę tego artykułu-Jolę Sołek, która pomimo "uciekającej" konkurencji(startującej z greysterami i eurodogami) jest wierna swoim psom Północy.
Jak dla mnie uprawnianie psich sportów powinno być sposobem na życie zrodzonym z miłości do psów..a nie usilnym zdobywaniem laurów
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Bonnie 11:24 | 24-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Uważam, że zaprzęgi, i w ogóle wszystkie sporty, które możemy uprawiać wraz ze swoimi czworonogami, to super pomysł! Dzięki temu, uczymy swojego psa posłuszeństwa i miło oraz aktywnie spędzamy z nim czas. Jeśli wkładasz w ten sport serce, i go lubisz, to twój pupil na pewno też będzie nim zachwycony, bo jak powiedział J.R. Barber: "Pies to twoja prostsza wersja...tyle że mniejsza, bardziej włochata i z wielkim, mokrym językiem."
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |