reklama

reklama

reklama

reklama

    Temat miesiąca
W kynologicznym tyglu


Podejście naukowe albo intuicyjne. Działania zachowawcze albo wizjonerskie. Odpowiedź na zapotrzebowanie rynku albo realizacja górnolotnych ambicji. Hodowcy psów w swojej działalności kierują się różnymi priorytetami, tworząc barwny wachlarz typów.

W słownikach i leksykonach hodowca jest definiowany jako ktoś, kto zajmuje się hodowlą. Tak lakoniczna treść hasła daje duże pole do interpretacji. Wystarczy posłuchać dyskusji hodowców psów lub choćby poczytać, co piszą na forach internetowych, by się zorientować, jak wiele emocji budzi ich działalność. Spróbujmy zatem przyjrzeć się bliżej rozmaitym kategoriom ludzi parających się hodowlą psów, uwzględniając ich podejście do tego zajęcia.

Stare wygi i nowicjusze
Taki podział jest moim zdaniem jak najbardziej naturalny. Nowicjuszom wszystko wydaje się proste. Ot wystarczy suczkę pokryć pieskiem i będą szczeniaczki, bez wątpienia najpiękniejsze na świecie. Początkujący hodowcy po odchowaniu dwóch, trzech miotów czują się ekspertami od danej rasy. Są poniekąd usprawiedliwieni, bo zdobyli już jakąś wiedzę, a brakuje im jeszcze dystansu do tego, co robią. Na dodatek sprzyja im fart, bo nowicjuszom zazwyczaj wszystko idzie jak po maśle - suki się zaszczeniają, porody przebiegają bez komplikacji, szczenięta odchowują się bez problemów. Nic zatem dziwnego, że ich pewność siebie rośnie z każdym miotem.

Stare wygi świetnie wiedzą, że łatwo wpaść w pułapkę kosztownego i wymagającego hobby. A zastawia ją Matka Natura, którą wyobrażam sobie jako dobrotliwie uśmiechniętą babuleńkę w płaszczu o bardzo szerokich rękawach, z pobłażliwym uśmieszkiem przypatrującą się wysiłkom nowicjuszy. Starowinka czeka, aż nowicjusze okrzepną, utkwią w tej pułapce na dobre, i wtedy powiada: "Jesteś pewny, że wszystko wiesz? No to mam dla ciebie niespodziankę"... Pogrzebie w tych swoich szerokich rękawach i zastawi przeszkodę, spiętrzy trudności. Nagle zaczynają pojawiać się komplikacje tam, gdzie wszystko szło jak z płatka. Stare wygi drżą przed Matką Naturą, wystrzegając się nawet myśli, że już wszystko wiedzą i nic ich nie zaskoczy, bo zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidzianego, z czym nie tylko hodowca, ale i lekarze weterynarii nie potrafią sobie poradzić. Lata pracy hodowlanej dają coraz większe doświadczenie, ale i uczą pokory, pokazując, że często tak niewiele zależy od nas.

Artyści
Stanowią wąską grupę hodowców, którzy całe życie poświęcili jednej rasie. Każdy miot jest dla nich jak akt tworzenia. Na szczenięta decydują się rzadko, każde krycie jest przemyślane, a zwierzęta dopuszczane do hodowli poddane bezwzględnej ocenie zarówno eksterieru, jak i charakteru. Psy, które wychodzą spod ich ręki, są jak doskonałe dzieła sztuki. Dla artystów niedościgły wzór stanowi na przykład norweska hodowla Jet prowadzona przez Kari i Espena Engh, gdzie w ten sposób hodowane są od lat greyhoundy (zobacz PP 1/2010). Co prawda złośliwi mówią, że łatwo hodować artystycznie tak mało chodliwą rasę, bo unika się komercjalizacji. Ale dla artystów względy rynkowe i tak się nie liczą.

Rzemieślnicy
Ci nie kierują się artystycznymi mrzonkami, ale dokładają wszelkich starań, by ich psy były towarem najwyższej jakości. Dbają o swoją dobrą markę i nie wstydzą się mówić o pieniądzach. Tak naprawdę do postępu hodowlanego przyczyniają się właśnie rzemieślnicy, bo artyści zbyt rzadko decydują się w swych hodowlach na mioty, by odcisnąć piętno na rozwoju danej rasy. Zresztą rzemieślnicy chętnie korzystają z osiągnięć artystów, nabywając ich "dzieła sztuki", by coraz bardziej podnosić jakość swoich "wyrobów".

Hurtownicy
Tej grupie hodowców brakuje artystycznej wrażliwości, ale i rzemieślniczego honoru. To raczej zwolennicy materializmu dialektycznego, którzy wierzą, że ilość przechodzi w jakość, a gdy nie przechodzi, nie ma problemu, bo i tak trzymają rasy chodliwe. Nie zawracają sobie głowy sukcesami wystawowymi psów, których używają do hodowli. Wysilają się jedynie na zapewnienie im minimum hodowlanego (3 oceny bardzo dobre dla suki), a szczeniętom wyrabiają rodowody tylko po to, by uzyskać za nie wyższą cenę. Ambitniejsi próbują czasami kupić psa z niezłym pochodzeniem do dalszej hodowli, mniej ambitni pozyskują najtaniej jak się da czworonoga z rodowodem dowodzącym przynależności do danej rasy. Często tylko ten dokument o tym zaświadcza, bo wygląd niekoniecznie.

Hurtownicy wiedzą, że ich działalność nie cieszy się poparciem kynologicznego środowiska, więc co lepsze psy zdobywają podstępem, albo udając kogoś zupełnie innego, albo przez podstawione osoby. Choć nie zawsze zadają sobie aż tyle trudu. Niedawno miałam taką rozmowę telefoniczną: "Potrzebuję suczki". "Wystawowej czy nie?" - dopytuję. "E, nie - słyszę w telefonie - chcę taką na rozmnażanie". Tłumaczenie, że "na mnóż" nie sprzedaję, nie zostało przyjęte ze zrozumieniem.

Ze skrajnym przypadkiem hurtowniczki spotkałam się kiedyś przy okazji wycieczki busem na wystawę psów. Pani chwaliła się: "Mam tych małych, różnych, bo dobrze schodzą, ale mam bez papierka, bo i tak się sprzedają. Te duże to już mam z papierkiem, bo cena lepsza. Jeszcze bym kupiła parę tych, no tych... labradorów i tych drugich... bo teraz modne, ale najlepiej dorosłe już suki, to prędzej będzie".

U hurtowników suki zaczynają bowiem rodzić tuż po uzyskaniu uprawnień hodowlanych. Weteranów się u nich nie widuje; wyeksploatowane psy są sprzedawane do innych hodowli, póki jeszcze mają jakąś wartość rozrodczą, albo umierają na tajemnicze choroby. Hurtownicy bez żalu zmieniają asortyment hodowanych psów - koniec mody na daną rasę oznacza definitywny koniec zainteresowania nią.

Profesjonaliści
Ci też mają duże hodowle, ale u nich są to dokładnie przemyślane inwestycje. Najpierw teren i porządne kennele z dużymi wybiegami i personel do pomocy - dopiero potem psy. I oczywiście pomysł na utrzymanie całego interesu, bo to hobby dość kosztowne. Profesjonalne hodowle bardzo dbają o reputację. Wiedzą, że nie wszyscy nabywcy akceptują taki kojcowy styl trzymania psów, więc robią, co mogą, by na odbierane od nich szczenięta nie było żadnych skarg - że chore czy źle zsocjalizowane. Potwierdzeniem profesjonalizmu są tytuły, toteż ci hodowcy sporo wystawiają, starając się przygotować fachowo swoje psy, i osiągają sukcesy na ringach. Na zachodzie Europy moda na duże profesjonalne hodowle zdecydowanie przemija, ale w obu Amerykach są one wciąż bardzo popularne. W Polsce jest ich kilka.

Chałupnicy
Całkiem spora grupa ludzi, którzy od lat zajmują się hodowlą. Jedni poświęcają się wybranej rasie, inni coraz to przerzucają się na inną. Niby chcą dobrze, niby się starają, ale im nie wychodzi. Nie ma znaczenia, czy zaczynali od dobrych zwierząt, czy od słabych, i tak do niczego nie doszli. Od wielkiego święta udaje im się wypracować tytuł championa, ale większość przez lata nie wyszła poza ocenę bardzo dobrą na wystawach. O takich hodowcach niezrównani w zgryźliwym humorze Anglicy mawiają: "Jak to nie znasz Browna? On już trzydzieści lat hoduje. Dochował się nawet jednego championa Australii".

Pechowcy
Zwyczajnie nie mają szczęścia. Nie żeby się nie starali. Przeciwnie, mają ogromną wiedzę o ukochanej rasie, rodowody kolejnych pokoleń hodowanych przez nich psów są wręcz idealnie skonstruowane, tylko ich psy jakieś takie nieładne. A przynajmniej nie tak ładne, jakby to wynikało ze starannie zaplanowanych kryć. Znam takich pechowców, którzy zaczynali od bardzo dobrych psów, a potem z pokolenia na pokolenie było już tylko gorzej.

Dzieci Midasa
Wszystko w życiu zamieniają w złoto i są przekonani, że wszystko mają najwspanialsze. A przede wszystkim siebie uważają za doskonałych. Nic więc dziwnego, że kiedy zajmują się hodowlą, nie mają wątpliwości, że ich psy też są najdoskonalsze na świecie, bez względu na to, czy ich wizja przystaje do rzeczywistości. Uszczypliwi Anglicy mawiają o takich ludziach: "O, to świetny hodowca. Urodziło mu się siedmioro szczeniąt, siedmioro najlepszych w miocie". Z takim podejściem pozbawionym samokrytyki trudno się dochować dobrych psów, bo bez umiejętnej oceny własnych dokonań niemożliwy jest jakikolwiek postęp hodowlany.

PR-owcy
To ulepszona wersja dzieci Midasa. Oni doskonale wiedzą, że reklama jest dźwignią handlu, więc by zaistnieć w kynologicznej społeczności, głośno krzyczą o swych jakichkolwiek osiągnięciach. Wygrana na maleńkiej, regionalnej wystawie urasta na ich stronie internetowej do rozmiaru wszechkontynentalnego sukcesu. Od dzieci Midasa różni ich to, że zdają sobie sprawę z wartości własnych piesków. A także z tego, że tytuł Championa Mołdawii bądź Czarnogóry zdobyty na jednej wystawie, na której w dodatku nie było żadnej konkurencji, nie jest równoważny z championatem zrobionym na kilku wystawach i po wyrównanej walce z innymi psami. Ale co tam! Wystarczy pomanipulować faktami, tu dodać, tam naciągnąć, i za chwilę już nikt nie będzie pamiętał, jak naprawdę było. Jest champion? Jest! I tylko to się liczy.

Taki PR bardzo pomaga w handlowaniu szczeniaczkami, bo zawsze znajdą się naiwni, którzy się złapią na lep rzekomych sukcesów. Lecz czasem walka o klienta bywa zacięta i wtedy trzeba sięgnąć po inną metodę. Polega ona na szkalowaniu konkurencji. Retoryka jest mniej więcej taka: "Inni hodowcy są nieuczciwi i mają chore, agresywne itp. psy. My oferujemy szczenięta zdrowe i piękne, które nie mają szans na wystawach tylko dlatego, że tamci wraz z sędziami tworzą klikę". W krajach zachodnich, gdzie rozprawy o naruszenie dóbr osobistych odbywają się niemal natychmiast (nie tak jak w Polsce), za taki czarny PR wymierza się wysoką grzywnę, dlatego tam jest on znacznie bardziej finezyjny.

Naukowcy
Zawodowo lub hobbystycznie parają się genetyką i zgodnie z jej prawami hodują psy. Są ekspertami w swojej ulubionej dziedzinie nauki, jak również na wyrywki znają przodków najwybitniejszych przedstawicieli danej rasy do dziesiątego pokolenia wstecz. Niektórzy z nich rzeczywiście hodują niezłe psy, ale reszta w ostatecznym rozrachunku okazuje się pechowcami. Wiele lat temu jeden z najbardziej szanowanych sędziów na pewnej wystawie przypatrywał się w zadumie ringowi, po którym biegały akurat psy ówczesnych genetycznych sław Warszawy i wzdychał: "Niech nas ręka boska broni przed naukową hodowlą psów".

Genealodzy
Pokrewni naukowcom. W nocy o północy wyrwani z głębokiego snu potrafią wyrecytować z pamięci rodowody czołowych psów danej rasy. Niestety upierają się inbredować w hodowli na jakiegoś wybitnego przodka, obecnego w tychże rodowodach jakieś dziesięć pokoleń wstecz, i ignorują fakt, że wybrane do hodowli zwierzęta tak naprawdę mogą nie mieć nawet śladu jego genów. Ci wybitni teoretycy nie zawsze sprawdzają się w praktyce.

Amatorzy
Polska hodowla przez lata opierała się na amatorach. Mieli oni jedną, czasem dwie suczki, które bywały kryte raz, dwa razy w życiu psem z najbliższego sąsiedztwa. Amatorzy często nie mieli o hodowli pojęcia, pokornie prosząc o wybór reproduktora kierownika sekcji. Ale byli i zapaleńcy, którzy nie bacząc na ograniczenia minionego ustroju, dokładali wszelkich starań, by sprowadzać psy z zagranicy, dokonywać ambitnych kryć i hodować jak najlepiej. Czasem udało im się na czas załatwić paszport i wizę i pojechać na wymarzone krycie w innym kraju. Niektórzy umawiali się z zagranicznymi hodowcami na granicy i krycie dokonywało się na pasie ziemi niczyjej. Amatorzy w swych działaniach kierują się często emocjami, więc decyzja o kryciu tym, a nie innym psem podyktowana bywa względami towarzyskimi. Cóż, przy takim podejściu trudno oczekiwać spektakularnych wyników wystawowych.

Designerzy
Psy designerskie robią furorę w USA. Ich hodowcy nie należą do żadnej organizacji kynologicznej, więc nie są skrępowani żadnymi regulaminami i zakazami. Według własnej fantazji mieszają różne rasy, reklamując szczenięta jako zdrowe, ekologiczne i hipoalergiczne mieszańce (np. labradoodle). Ich wygląd jest bardzo wyszukany, można odnieść wrażenie, że im dziwaczniejszy, tym lepszy. Designerzy pojawili się też w Rosji, ale tam starają się działać w ramach organizacji kynologicznych. Należy zauważyć, że właśnie w wyniku takiej designerskiej działalności przed laty powstało wiele ras, które dziś cieszą się wielką popularnością na całym świecie, np. doberman czy czarny terier rosyjski.

Prawda o hodowli
Hodowanie psów to sztuka. Niesłychanie trudna, poparta wiedzą i doświadczeniem, które przychodzą z czasem, stopniowo, przez lata. Z drugiej strony, im więcej wiemy, tym jest trudniej. Oprócz doświadczenia niezbędne jest jeszcze coś, czego nie nabędzie się z czasem, nie kupi za żadne pieniądze. Można to nazwać fartem, intuicją, szczęściem. Obdarzeni tym przymiotem rzadko mylą się w doborze reproduktora, bezbłędnie wybierają najlepsze szczenię w miocie, choć czasami nie potrafią wyjaśnić motywów swojej decyzji.

Gdyby hodowanie psów było takie łatwe, jak się wydaje nowicjuszom, to skąd by się brały rzesze zwierząt ledwie przypominających swym wyglądem wzorzec? Wszyscy prezentowaliby piękne psy, a sędziowie, których zadaniem jest ocenianie efektów pracy hodowcy podczas wystaw, mieliby nie lada kłopot z wyborem konkurenta najpiękniejszego z najpiękniejszych.

Anna Redlicka



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~RAPIDSHARE, HOTFILE, MEGAUPLOAD, NETLOAD, UPLAODED.TO JAK PREMIUM! Sciągaj legalnie i bez ograniczeń co chcesz! www.download.30s.pl 01:35 | 14-07-2010   Odpowiedz
 

RAPIDSHARE, HOTFILE, MEGAUPLOAD, NETLOAD, UPLAODED.TO JAK PREMIUM! Sciągaj legalnie i bez ograniczeń co chcesz! www.download.30s.pl


 
 
    freaky 12:04 | 15-03-2010   Odpowiedz
 

Temat miesiąca bardzo mnie zainteresował, czytałem go kilka razy, tak mi się spodobał. Spodobało mi się nazwanie te typy hodowców, czegoś takiego poszukiwałem. W przyszłości chciałbym zostać takim hodowcom który dba o swoje psy i odnoszą sukcesy na wystawach, czyli chciałbym być skrzyżowanym artystom z profesjonalistom. Nigdy w życiu nie chciałbym mieć szczeniora od hodowcy z typu dzieci Midasa, hodowca powinien nie być pozbawiony samokrytyki. Owszem powinien patrzeć na świat przez różowe okulary, ale bez przesady! Tacy "hodowcy" zachowują się jak małe dzieci które mówią " moje jest najlepsze, moje jest super" a w przyszłości : " moje psy są najlepsze, a szczeniaki najdoskonalsze." Ten typ najbardziej mi sie nie podobał. Mam tez wątpliwości co do designerów, ale dobrze że jest ich w Polsce mało. Prawda o hodowlach w Polsce jest taka, że mamy dużo ładnych eksterierowo psów, które odnoszą sukcesy w wystawach, ale dużo też jest pseudo hodowców i hurtowników, którzy traktują psy jak kolejną rzecz do sprzedania, i do zarobienia pieniędzy. I niestety prawo polskie nie skłania ich do zaprzestania ich "hodowli"...


 
 
    ~I LOVE ANIMALS 04:04 | 07-03-2010   Odpowiedz
 

Czy ktoś może wie kiedy dokładnie będzie nowy numer PP?


 
 
    black_or_white 08:43 | 27-02-2010   Odpowiedz
 

Jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy, z tego jak ogromnie rozwinięty jest obecnie psi biznes. Dopiero odkąd sama posiadam "Najlepszego Przyjaciela Człowieka" zaczęłam zauważać, że sami napędzamy ten świat, który kręci się wokół zysków z akcesoriów, zabawek, smakołyków, a na ubrankach dla pupili kończąc. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że także sprzedawanie/kupowanie psa jest jednym wielkim biznesem. Nic więc dziwnego, że powoli "hodowla" psów zaczyna wymykać się spod kontroli. Przyjrzyjmy się więc hodowcom. Ja wzorując się na artykule z PP, podzieliłabym ich na 3 kategorie; „zapaleńców i miłośników”, „nieświadomych” i „pseudo”. Pierwsza grupa to przyjaciele z wielką pasją (celowo używam słowa przyjaciele, gdyż są oni prawdziwymi kompanami psów, na dobre i na złe). Zanim pokryją suczkę sprawdzają jej stan zdrowia, aby ciąża nie zagrażała życiu ich pupila. Starannie wybierają reproduktora, często zdarza się, że zagranicznego, co wymaga wyjazdu (czasem niejednokrotnego). W czasie ciąży dbają o suczkę, a po narodzeniu szczeniąt poświęcają noce i dnie, aby ich doglądać. Zapewniają im dużą ilość nowych doświadczeń, pilnują przy tym, aby każde było pozytywne. Także przy wyborze nowego domu, starannie sprawdzają warunki nowego właściciela. Nie powierzą bowiem psa osobie nieodpowiedzialnej, tylko dlatego, żeby pozbyć się szczeniaka. Hodowcy „zapaleńcy” są ideałem, ja jednak znam wielu takich, którzy ten ideał osiągnęli. Druga kategoria, to hodowcy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę (bo zazwyczaj jest to dla nich dosłownie tylko przygoda) z psiakami. Decyzja o hodowli zazwyczaj podjęta jest pod wpływem jakiegoś bodźca. „Spójrz Łatka taka smutna siedzi, chyba chce być mamusią”. I tak oto do suczki zostaje dopuszczony pies tej samej rasy, byle z rodowodem. Szczeniaki rodzą się bez problemów, a „hodowcy” dochodzą do wniosku, że to wcale nie takie trudne mieć małe psy. Nie można się im dziwić, skoro nie doglądają każdego ich kroku, nie dbają o nowe doświadczenia. W końcu suczka powinna sama je odchować. Na koniec psy trafiają do nowych domków, najczęściej do właścicieli, którzy jako pierwsi zgłoszą się po „słodziaka”, zazwyczaj w ręce znajomych, lub sąsiadów. Oczywiście znajdą się i tacy „nieświadomi”, którzy będą dalej kontynuować swoją działalność, okażą się wspaniałymi opiekunami szczeniaków, jak łatwo się domyślić jest to jednak mniejszość. Trzecia grupa to pseudo. Na ich temat krótko, ponieważ większość forumowiczów dobrze wie, jak wygląda i zachowuje się szczeniak z pseudo-hodowli. Taki hodowca nastawiony jest na zysk, jego maksymą jest „nie ważne jak, ważne ile”. Jego dom (a raczej pomieszczenie, w którym trzyma psy) jest prawdziwą fabryką szczeniaków. Niestety istnienie pseudo jest głównie naszą winą, ponieważ sami nakręcamy ich biznes. Nieroztropność przyszłych właścicieli jest jednak tematem na dużo dłuższy komentarz. Podsumowując chciałabym powiedzieć, że podane przykłady są tylko uogólnieniami. Możemy oczywiście spotkać doświadczonych hodowców, którzy wcale nie kierują się dobrem zwierząt. A także początkujących, którzy o swój pierwszy miot będą dbali jak o największy skarb. Tylko od trzeciej kategorii nie ma wyjątków. Najważniejsze to pamiętać, że to od nas zależy skąd będzie pochodził nasz piesek, a co za tym idzie jak przeżyje swoje pierwsze tygodnie życia.


 
 
         ~tish 08:22 | 02-03-2010   Odpowiedz
 

długo piszesz........


 
 
              ~black_or_white 09:52 | 04-03-2010   Odpowiedz
 

Zgadzam się ale na temat.


 
 
    Czasowa 01:34 | 23-02-2010   Odpowiedz
 

Bardzo cenię sobie artystów. W końcu to dzięki Nim można dostać jeszcze psy o tym wspaniałym charakterze, które nadają sie jeszcze do tego, do czego zostały stworzone. Niestety, coraz modniejszy i coraz liczniejsze stają się pseudohodowle, gdyż takie psy na pierwszy rzut oka wyglądają jak dana rasa i są tańsze od rasowych pupili. Jednakże kupując psa rasowego możemy mieć psa co ma naprawdę taki wygląd i charakter jak wybrana przez nas rasa. Taki psiak, potocznie zwany yorkiem, to przecież najprawdziwszy terier który niegdyś polował na mniejsza zwierzynę. Czy taki labrador, niegdyś był to pies myśliwski. W obecnych czasach coraz miej psów posiada ten wspaniały, typowy dla danej rasy charakter. Teraz już nawet nierasowe border collie nie są tak energiczne, jak powinny być. Zanim kupisz psa bez rodowodu, zastanów się! Przecież takie psy cierpią i przeważnie są obciążone chorobami genetycznymi, a w pseudohodowlach, suka zostaje pokryta przy każdej cieczce. Czy ludzie nie mają serca? Czy świat musi być taki podły?


 
 
    Czasowa 01:26 | 23-02-2010   Odpowiedz
 

Szczególnie cenię sobie artystów. Bo w końcu po to zostały stworzone wszelkie rasy różniące się wyglądem i charakterem, by spełniały swoją rolę. Jednakże przez wszelki pseudohodowle coraz bardziej modne stają psy bez rodowodu. Jest to straszne, bo przez to zanikają w psach te cechy, charakter. A w końcu po to zostały stworzone. Niegdyś, zwane potocznie "yorkami", yorkshire teriery stworzono po to, by polowały na mniejszą zwierzynę, teraz są to modne pieski kanapowe. A charakter odgrywa ważną rolę w psich rasach, bo nie każdy da sobie radę z upartym terierem, lub nadenergicznym border collie. Warto by powiększyć liczbę artystów na świecie, niestety, niewiadomo czy się tego doczekamy.


 
 
    Goldenbella 05:25 | 22-02-2010   Odpowiedz
 

Odpowiedz dla agrafki : No właśnie było by mniej hodowców i psy były by lepsze bo hodowca nie biłby sie z drugim kto ma lepsze psy i nie faszerowałby ich milionami tabletek. Kiedyś za czasów moich rodziców były inne psy bo było mniej hodowców i nie było takiego czegoś , że pies nie mógł jeść kaszy albo czekolady albo nie wiadomo jeszcze czego . A teraz hodowcy ukrywają nawet choroby jakie szczeniak posiada by sprzedać tego psa a to jest dla mnie taka choroba psychiczna większości hodowców.


 
 
    Psiunio19 01:30 | 22-02-2010   Odpowiedz
 

Z ciekawością przeczytałam temat miesiąca . Zgadzam się z podziałem hodowców na typy. Jednak niektórzy z nich nie zasługują na to miano. Bez względu na to,jak wielką mieliby wiedzę o psach,jak dobrych dobieraliby reproduktorów,to bez tego ,,czegoś' dla zwierząt,bez tej miłości,nie daliby rady prowadzić dobrej hodowli. Prawda,że nawet miłośnicy psów nie zawsze odnoszą sukcesy w hodowli,ale nieważne,ile porażek zdarzyłoby się w ich karierze hodowcy,nie poddaliby się,bo kochają daną,rasę. I właśnie przez takie oddanie powstają legendarne hodowle i słynne linie hodowlane.Wierzcie mi,nawet ktoś kto wychodował pięciokrotnie Championa Świata,nie zawsze odnosił sukcesy! W hodowli potrzebna jest cierpliwość,a cierpliwych ludzi jest bardzo mało. Przykładem są ,,hurtownicy",którym ewidentnie brakuje cierpliwości,więc ,,produkują' psy,bo niby po co mieliby marnować czas i pieniądze na tytuły i zdrowie (fizyczne i psychiczne) swoich podopiecznych (jeśli w ogóle te psy można tak nazwać,to ich ,,towar')? Już lepiej z ,,profesjonalistami',bo choć jest ich kilku,to kochają i dbają o swoje psy. Doświadczenie i wiedza też są ważne,ale ważniejsza jest miłość.Dlaczego jednak nie pochwaliłam dostatecznie profesjonalistów? Bo wolę kierowników schronisk!!!


 
 
    AGRAFKA134 10:14 | 18-02-2010   Odpowiedz
 

Odpowiedź na komentarz, który znalazł się nad moim pierwszym. Osobiście uważam, że hodowca, jeżeli już nim jest, to wie, jak dbac o psa,zwłaszcza taki, który je wystawia.Jego na pewno interesują wspomniane juz uszy psa czy jego zdrowie ogólne, bo może się to rzucic na oceny sędziego, a nawet uniemożliwci pupilowi wystepy na pokazach. Właśnie! Uniemożliwic. A co z samopoczuciem psa?Piedniądze, pieniądze, pieniądze...O ile mniej byłoby hodowców, gdyby nie istaniały. Pewien filozof,bodajże Arystotles nazwał je piątym żywiołem. I miał rację! Mogą tak samo siac zniszczenie, jak woda, powietrze czy ogień. Ale...zatrzymajmy się. Nikt nie zaprzeczy, że pieniądze są potrzebne, psiarze również. Jak wyglądałby handel? Jak kupowałoby się obroże, karmy czy zabawki? Zamieniając coś na coś innego? Na świecie jest dużo oszustów,mogliby dac podróbkę, zamiat porządnego, markowego legowiska, dajmy na to. O ile mniej byłoby przydatnych przedmiotów, gdyby ludzie nie tworzyli ich dla pieniędzy?!


 
 
    ~Kufi 95 ;* 07:35 | 18-02-2010   Odpowiedz
 

http://www.ptroa.co.il/petitionmovie/petition-English.php KOCHASZ PSY ? NIE CHCESZ BY BYŁY BEZTROSKO ZABJANE ? OBEJRZYJ FILM I SIĘ ZASTANÓW ! PONIŻEJ PODPISZ PETYCJĘ ! W IMIENIU PSÓW Z GÓRY DZIĘKUJĘ !


 
 
    Goldenbella 05:22 | 18-02-2010   Odpowiedz
 

Mówią , że przyjaciela nie można kupić a tu się okazuję ,że jednak można , bo najlepszy przyjaciel człowieka to pies. A te wygórowane ceny za psa z rodowem bo matka to champion europy a ojciec champion polski. Nikt nie patrzy się na to do kogo trafią szczeniaki , czy będą miały sie w domu dobrze, ani wygi ani nowicjusze dla nich jest najważniejsze żeby jak najszybciej i jak najdrożej sprzedać psy , bo dla nich liczy się tylko kasa. Moim zdaniem pies to też poniekąd człowiek czuje to co my myśli tak jak my .Ale psom potrzeba uczucia, większość hodowców myśli jak pójdą to dobrze jak nie to sie opuści cenę i tak pójdzie a suki traktują jak jakąś wytwórnie pieniędzy , nie patrzą sie na to jak suka przechodzi ciąże , tylko na to żeby urodziła jak najwięcej szczeniąt.


 
 
    PsiaraMadzia 02:15 | 18-02-2010   Odpowiedz
 

Moim zdaniem najważniejsze jest szczęście psów. Bez szczęścia nie ma niczego. Aby pies był szczęśliwy to jego hodowca także musi być szczęśliwy. Pies musi czuć radość ze swojego życia. Zły hodowca na pewno nie uczyni tego psa szczęśliwego. Jeśli hodowcy chodzi jedynie o pieniądze to nici ze szczęśliwego psa. Taki hodowca nie zajmuje się psem tylko chce go jak najszybciej sprzedać. Nie dba o jego zdrowie, nie przejmuje się nim tylko po prostu szuka chętnych do kupienia. Prawidłowy hodowca powinien opiekować się swoim psem a szczenięciem tym bardziej. Powinien przeczytać jakąś książkę o psach i dowiedzieć się co ile np. sprawdzać psu uszy - czy są zdrowe czy nie. Powinien także przebywać z psem dużo czasu. Zanim kupiłabym psa od jakiegoś hodowcy na początek poszukałabym o nim informacji i zanim kupiła już tego psa spytałabym się o rodowód i przez parę dni odwiedzałabym tego psa zobaczyć jak się zachowuje i jaki ma charakter. To jest moje zdanie na temat hodowców.


 
 
    AGRAFKA134 11:58 | 17-02-2010   Odpowiedz
 

Moim zdaniem, najwięcej da przekazywanie doświadczenia z pokolenia na pokolenie, dzielenie się tajnikami tej pracy, obcymi dla początkujących. Najlepiej, jeśli młody hodowca "jest" nim od najmłodszych lat. Jeżeli obcuje z tą rasą długo, zaczyna czuc niesamowitą więź z tymi zwierzętami (choc nie zaprzeczam, że przy osobach, które rozpoczęły działanośC hodowlaną dośc późno tej więzi nie ma.) Owszem, jest, jednak młody hodowca, dajmy na to - 25- letni, ale "doświadczony" będzie dużo lepiej radził sobie ze zwierzętami niż nowicjusz po specjalistycznych studiach bez większych doświadczeń praktycznych. Jeśli już są hodowcy - to może lepiej nie robic podziałów. Jeśli już muszą byc i naprawdę nie ma innej możliwości niech będą w miarę serdeczne, niech ich stosunki nie będą ograniczały się wyłącznie do skarcenia młodego hodowcy, że "wszystko robi źle!" , lecz do pomocy, by było lepiej. Niech nie boją sie podzieli swoim doświadczeniem, tu nie jest najwazniejszy prestiż, a dobro psów. Tajemnice hodowlane - prosze bardzo, niech zachowają dla siebie, ale potrzebne rady, niech da i innym, nowym.W hodowli najważniejsza jest nie specjalistyczna karma, nie zabawki za 100 złotych, lecz miłośc, wolnośc. Najważniejsze, by pies wiedział, co znaczy gonic wiatr, łapac motyle. Najważniejsze, by hodowca dotykał go nie tylko wtedy, gdy chce go skarcic. Pies wychowany w atmosferze zastraszenia i agresji nigdy nie będzie szczęśliwy. Dobry hodowca=dobre psy. To jest najważniejsze.


 
 
    ~Kawa 05:38 | 17-02-2010   Odpowiedz
 

Jeszcze dzisiaj kupię ten numer ! ! !


 
 
    ~dog tofik 01:15 | 17-02-2010   Odpowiedz
 

to wspaniale że ludzie mieszają rasy ale niech także hodują rasy które już są.







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl