piątek, 23 czerwca 2017

Rak to nie wyrok

10 kwietnia 2017 12:27 5 komentarzy

doktor-hildebrand-leczypsy-chore-na-raka

Rak to nie wyrok

Kiepską mają pracę – często muszą mówić właścicielom psów trudne rzeczy. Na szczęście są też dobre wieści. Onkolodzy zwierzęcy, bo o nich mowa, coraz częściej ratują naszych czworonożnych przyjaciół i dają nadzieję…

Pies straci łapę, ale pożyje bez bólu jeszcze rok. Bez operacji niebawem umrze… Albo: chemioterapia oznacza jeszcze co najmniej sześć miesięcy komfortowego życia. Bez niej pies ma przed sobą najwyżej miesiąc. Decydujecie się?
Trudne pytania… Onkolodzy weterynaryjni zadają je każdego dnia. Swoją walkę z nowotworami psów i kotów zaczynali przed laty we trzech – dr Wojciech Hildebrand we Wrocławiu, dr Dariusz Jagielski w Warszawie i lek. wet. Leonard Gugała w Szczecinie. Cóż, brzmi to jak laurka, a oni nie bardzo je lubią. Kiedy mówię dr. Hildebrandowi, że w Polsce jest ich trzech, poprawia mnie stanowczo: – No nie, to nie tak! Nie tylko my zajmujemy się onkologią. Owszem, rozwijaliśmy ją, dlatego jesteśmy pewnie bardziej rozpoznawalni. Ale nowotworami zajmuje coraz więcej lekarzy i to ze świetnym skutkiem – tłumaczy.
Skromność godna podziwu, ale obecna sytuacja to również efekt warsztatów, seminariów i wykładów organizowanych od lat przez wspomnianą trójkę. Inni lekarze chętnie na nie przyjeżdżają. Uczą się. Potem leczą. Dzięki temu do pionierów trafia mniej pacjentów niż przed kilku laty. Ale twierdzą, że to znakomicie, i cieszą się z tego. – Dzięki temu prostsze przypadki są leczone przez, nazwijmy ich, „lekarzy weterynarii pierwszego kontaktu”, a właściciele chorych zwierząt nie muszą jechać na drugi koniec Polski i wydawać pieniędzy bez potrzeby – wyjaśnia dr Hildebrand. – Za to specjaliści z większą wiedzą mogą zająć się tylko najtrudniejszymi przypadkami.

Hierarchia ważności

Co jest najważniejsze w leczeniu nowotworów – najnowsze terapie? Otóż nie! Wszyscy trzej rozmówcy, ku mojemu zaskoczeniu mówią, że kluczowe znaczenie ma to, jak właściciele chorych zwierząt postrzegają problem. – Najważniejsze jest porozumienie, czyli rozmowa lekarza z opiekunem i wspólne ustalenie priorytetów. Niedobrze, jeśli się różnią, bo wcześniej czy później pojawiają się rozbieżności w postrzeganiu tego, co się dzieje – wyjaśnia dr Dariusz Jagielski. – Właściciel zwierzęcia musi mieć świadomość, że prawdopodobnie nie wyleczymy całkowicie choroby nowotworowej, ale możemy zaoferować pacjentowi na przykład rok dobrego życia. I to właściciel decyduje, czy leczymy, czy nie. A potem sam ocenia jakość życia podopiecznego.
Sprawa jest trudna, bo jak dodaje Leonard Gugała, nawet część lekarzy weterynarii jest sceptycznie nastawiona do leczenia onkologicznego. – Nasi koledzy czy koleżanki mówią czasem: „Wiesz co, to jest barbarzyństwo operować psa, który za 4–5 miesięcy będzie musiał być uśpiony” – cytuje onkolog ze Szczecina. Sam nigdy nie ma takich dylematów. – Zawsze długo i szczegółowo rozmawiam z opiekunami zwierząt. Kiedy pada pytanie, co ja bym zrobił w takiej sytuacji z moim psem, odpowiadam, że gdyby miał szansę pożyć w komforcie choćby tylko dwa miesiące, nie zastanawiałbym się ani chwili.
Jak mówi dr Jagielski, często problemy w podejmowaniu decyzji o leczeniu chorego pupila wynikają z tego, że przenosimy ludzkie realia na świat zwierząt. A tymczasem inne są priorytety w onkologii człowieka, inne w weterynaryjnej.
– W medycynie liczy się utrzymanie człowieka przy życiu. Natomiast dla nas liczy się jakość życia. Leczenie onkologiczne jest uprawnione, jeśli zwierzę może wieść normalne życie, które sprawia mu przyjemność – wyjaśnia. – Wielu ludzi ma doświadczenia z onkologii ludzkiej, które wiążą się z negatywnymi przeżyciami. Słysząc słowa: nowotwór, chemioterapia, leczenie, często źle na nie reagują. Zdarza się, że na wieść o chemioterapii właściciele się wycofują. Są sytuacje, gdy celem terapii jest zupełne wyleczenie zwierzęcia. Wtedy jest ona intensywna, mogą pojawić się skutki uboczne. Ale, powiedzmy to sobie szczerze, takie sytuacje nie są bardzo częste. W większości przypadków leczenie ma zapewnić dłuższe życie na akceptowalnym poziomie.
– Zwierzę nie ma przed oczami kalendarza i nie myśli sobie: „O, zostało mi jeszcze pięć dni życia”. Ono cieszy się każdym kolejnym dniem. I to jest najważniejsze – żebyśmy zaoferowali mu jak najwięcej dobrych dni bez cierpienia – dodaje dr Wojciech Hildebrand. – Naszym celem jest zlikwidowanie bólu. Jeżeli więc nowotwór objął łapę, zwierzę cierpi, nie może chodzić, owszem, można podawać mu leki przeciwbólowe. Ale można też amputować łapę, która jest źródłem bólu. I pies będzie chodził, będzie szczęśliwy mimo trzech łap. Może żyć jeszcze kilka lat.
Zostaje jedna wątpliwość: kiedy trzeba powiedzieć, że leczenie nie ma sensu?
Dr Hildebrand mówi, że to konieczne, gdy terapia nie przynosi pożądanych efektów, a zwierzę czuje się coraz gorzej. – Amerykanie mówią, że trzeba się zastanowić, czy więcej jest dobrych dni, czy złych. Jeśli dobrych jest więcej, warto leczyć. Jeśli więcej jest złych (na dziesięć dni terapii przez osiem pies czuje się źle), to terapia nie ma sensu – wyjaśnia obrazowo.
Oczywiście leczenie nie ma też sensu w przypadku niektórych szczególnie złośliwych nowotworów. Lek. wet. Leonard Gugała mówi, że takim, podobnie jak u ludzi, jest rak trzustki, który zwykle nie poddaje się leczeniu.

Pages →  1 2 3

Rak to nie wyrok Reviewed by on . Rak to nie wyrok Kiepską mają pracę – często muszą mówić właścicielom psów trudne rzeczy. Na szczęście są też dobre wieści. Onkolodzy zwierzęcy, bo o nich mowa, Rak to nie wyrok Kiepską mają pracę – często muszą mówić właścicielom psów trudne rzeczy. Na szczęście są też dobre wieści. Onkolodzy zwierzęcy, bo o nich mowa, Rating: 0

komentarze (5)

  • Aiko_oshizuko

    Styczniowy Przyjaciel Pies przynosi nam bardzo ważny artykuł. Osobiście uważam, że tego artykułu nie powinien ominąć nikt, kto styczniowy numer PP zakupił, a powiem więcej: dla samego tego artykułu warto kupić obecny numer miesięcznika, ponieważ nowotwory u zwierząt to temat, o którym mówi się niestety za mało. Niewiele jest opracowań dostępnych powszechnie dla statystycznego opiekuna psa lub kota; niewielu opiekunów ma świadomość tego, że rak może dotknąć ich ulubieńca; niestety również część lekarzy weterynarii nie uczula opiekunów na możliwość wystąpienia tej choroby u ich zwierzaka, nie wspomina o możliwości regularnego wykonywania choćby standardowych badań krwi, z których można wykryć czy w organizmie pupila nie rozwija się stan zapalny – a od tego już tylko krok, od postawienia wczesnej diagnozy i to nie tylko w przypadku raka. A zwierzę? No cóż, większość psów i kotów ukrywa pierwsze objawy chorób, co jest uwarunkowane instynktem przetrwania. Większość opiekunów jest alarmowana przez swojego czworonożnego podopiecznego, że coś jest nie tak, kiedy już naprawdę jest nie tak. Kiedy już naprawdę boli. Szukając przyczyny tego bólu może się okazać, że to właśnie zmiany nowotworowe go powodują. Jednak często diagnoza zostaje postawiona stosukowo późno i zapewne nie jest ona miła dla właściciela zwierzęcia, zapewne budzi wiele obaw, być może wzbudza także poczucie winy (bo może zrobiłem coś, co doprowadziło zwierzaka do takiego stanu; bo tak późno zareagowałem). Warto obserwować swojego pupila i jeśli tylko zwierzę zaczyna zachowywać się czy wyglądać inaczej niż zwykle (jest apatyczne, odciąża jedną z kończyn, chudnie mimo takiej samej dawki żywieniowej, na ciele pojawiają się guzki czy zwiększa się objętość jego jamy brzusznej) należy odwiedzić weterynarza, a w przypadku diagnozy choroby nowotworowej zamiast rozpaczać lepiej natychmiast działać. I tu z pomocą przychodzą lekarze weterynarze-onkolodzy, których na szczęście w naszym kraju jest coraz więcej, którzy mają ogromną wiedzę i pomogą dobrać odpowiednią formę terapii. A tych jest naprawdę wiele rodzajów i w zależności od stopnia zaawansowania choroby, ogólnego stanu zdrowia pupila oraz naszych możliwości, choćby finansowych zapewne znajdziemy sposób na wyleczenie naszego psa czy kota lub chociaż poprawienie komfortu jego życia jeszcze na jakiś czas. Często pomocą w terapii jest amputacja chorej kończyny – nie obawiajmy się tego! Zwierzak, nawet jeśli będzie musiał się trochę bardziej oszczędzać, świetnie i stosunkowo szybko przystosuje się do swoich nowych możliwości! Temat miesiąca świetnie obrazuje nie tylko możliwości terapii i postęp weterynarii w dziedzinie onkologii, ale również opisuje dokładnie rodzaje nowotworów jakie najczęściej dotykają nasze psiaki i podpowiada, które z ras są bardziej narażone na ich wystąpienie. Z racji tego, że skłonności do raka są przekazywane genetycznie do ograniczenia ich występowania w przyszłości poza możliwościami badań weterynaryjnych duże znaczenie będą miały również mądrze ułożone plany hodowane ras najbardziej narażonych. I tu duże pole do popisu dla kynologów i hodowców. Ale nie tylko oni mają wpływ na nasze zwierzaki! Zdrowe środowisko życia (uwaga m.in. na dym nikotynowy!), prawidłowe – możliwie jak najmniej przetworzone – jedzenie, ograniczenie czynników stresogennych, codzienny ruch i profilaktyczne badania to jest to, co wszyscy – nie tylko hodowcy – możemy, a nawet powinniśmy zapewnić naszym pupilom. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, aby ograniczyć możliwości wystąpienia raka wśród naszych psów i kotów! A jeśli już rak wystąpi, nie bójmy się zawierzyć życia naszych zwierząt profesjonalistom, bo one są warte podarowania im choćby krótkiego okresu życia bez cierpienia. Zwierzęta żyją chwilą i dla nich każdy następny podarowany dzień będzie czymś wspaniałym!

  • Huskylove

    Huskylove

    Jak dobrze, że mnie to nie dotyczy – myślałam będąc w trakcie czytania artykułu. Dopiero po zapoznaniu się z historią tollerki Leeloo i jej właścicielki uświadomiłam sobie, że to nieprawda! Choroba ukochanego czworonoga jest niczym cios nożem w plecy, przychodzi znienacka, gdy właściciel kompletnie się tego nie spodziewa. Doświadczyć jej może KAŻDY z nas. Rak wiąże się z ogromnym bólem, smutkiem i wieloma trudnymi decyzjami, które trzeba podjąć. Pan Maciej Sas, autor artykułu, porusza temat niełatwy, ale ważny. Rozmawia z onkologami weterynaryjnymi, specjalistami w swojej dziedzinie, którzy ze szczegółami opowiadają m.in. o różnych metodach leczenia nowotworów czy profilaktyce. Styczniowy temat miesiąca jest rzetelnym źródłem wiedzy, ale także… daje nadzieję! Jak głosi tytuł, „rak to nie wyrok”! Często jesteśmy w stanie zrobić dla chorego pupila więcej niż nam się wydaje, np. zapewnić mu piękne, godne życie bez bólu. Choćby miało ono trwać rok…

  • miniamiga

    Rak… słowo budzące strach w każdym człowieku. Może napotkać na drodze każdego bez wględu na stan materialny, płeć czy rasę, bardzo często dotyka też zwierzęta. Moja poprzednia suczka zmarła na raka. Po ciężkiej walce w klinice po powrocie do domu zmarła na swoim legowisku. Miała tylko 10 lat. Tylko mimo, że dla niektórych było to aż 10 lat. mowili że pies 10 letni jest juz stary i nie nadaje się już do niczego oprócz uśpienia. Nie rozumiałam tego ponieważ bez wzgledu na wiek kochałam ją coraz mocniej. Dla mnie to nadal byla mlodka pełna energi suczka. Walczyła do końca. Walczyla bo miała dla kogo. Leczenie było drogie ale była tego warta. jej życie było warte każdą cene. Ciepienie było ogromne, zarówno dla niej jak i dla całej mojej rodziny. Miałam ją od 4 roku życia, czyli odkąd pamiętam, wię nie ma co się dziwić, że chciałam ją zatrzymać za wszelką cene. po jej śmierci pomyślałam, że juz nigdy nie bede chciała mieć psa. Po długim czasie i namyśle stwierdziłam, że przygarne szczeniaczka. Wiem, że nie chciała bym cierpiała. Dziś jestem szęsliwa mimo bólu po jej stracie, bo wiem, że zrobiłam wszystko co było w mojej mocy. Teraz Perełka jest w lepszym świecie, bez cierpienia i myślę, że jest ze mnie dumna, a ona zawsze pozostanie w mojej pamięci <3. Trzymam kciuki za każdego pieska walczącego z tą chorobą. Bez wzgledu na wszytko zawsze pozostaną w naszych sercach !

  • Wedlowska

    Wedlowska

    Kiedy słyszymy słowo RAK, nasz mózg zaczyna ,,produkować ” miliony złych scenariuszy, zaczynając od cierpienia , a kończąc na śmierci. Niestety , ta choroba rozprzestrzenia się za coraz bardziej, dotykając wielu ludzi , jak również zwierzęta… smutny fakt , lecz prawdziwy. Nie da się zaprzeczyć, że inaczej będziemy podchodzić to choroby człowieka, a inaczej pupila. Różnią je przede wszystkim priorytety. Lekarze podkreślają, że należy robić wszystko , by uratować człowieka , ale w przypadku zwierzęcia najważniejsze jest ,żeby mógł żyć komfortowo , a jeśli nie jest to możliwe , lepiej ulżyć mu w cierpieniu… Jest to na pewno trudne dla opiekunów, ale gdy wszystko sobie przemyślą (po rozmowie z rozsądnym lekarzem) , z pewnością dojdą do odpowiednich wniosków. Jednak nie smućmy się ! Nie zawsze scenariusz może być tak czarny , jak się na początku wydaje . Jeśli istnieje choć cień nadziei, warto spróbować, nawet gdyby nasza radość miała trwać tylko kilka tygodni , czy miesięcy . Dla nas jest to tylko krótki odcinek, ale dla naszego zwierzaka szmat czasu, w którym może zaznać wiele szczęśliwych dni ! Tym którzy stanęli nad tym trudnym wyborem życzę trafnych, przemyślanych decyzji , które będą kierowane przez miłość , jaką darzymy nasze zwierzaki .

  • 12piesek

    12piesek

    Mówi się, że przyjaciół poznaje się w biedzie. A niektórzy tam zostawiają przyjaciela. Właściciel i pies są nierozłączni nawet, jak pies zachoruje. Pies może być bardzo młody, a tu nagle zachoruje na RAKA, ale to nie koniec pożyje jeszcze rok. Pies straci łapę, ale nadal będzie ulubieńcem pana/pani. Może będą musiały być krótsze spacery, bo psiak się szybciej męczy. Czy to problem? Właściciel będzie musiał się nim dobrze opiekować. Dużo osób porzuca takie biedaki, bo ,,dużo z nimi pracy”. A inni smucą się, płaczą, że ulubieniec niedługo odejdzie. I dlatego trzeba z nim jak najwięcej czasy spędzać z psem, żeby te dni spędził radośnie otoczony miłością i troską.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top