piątek, 28 lipca 2017

Nałogowi zbieracze psów. Miłość bez happy endu

27 kwietnia 2017 09:40 25 komentarzy
nałogowi zbieracze psów

Zbieracze psów nigdy nie mają dość.

Kim są zbieracze psów?

Ludzie wrażliwi na cierpienie zwierząt często przyjmują pod swój dach bezdomne psy. Niektórzy nawet zakładają prywatne schroniska. Jeszcze inni mają hodowle, które nieustannie się rozrastają. Czy wszyscy są patologicznymi zbieraczami? Zdecydowanie nie. Gdzie jest granica? Jak odróżnić odpowiedzialnych właścicieli i ludzi ratujących czworonogi, od tych, którzy im szkodzą?

Patologiczni zbieracze gromadzą najróżniejsze przedmioty, najczęściej użytku codziennego lub zwykłe śmieci. Na ogół zaczyna się niewinnie, od niechęci do wyrzucenia rzeczy zużytych czy uszkodzonych, bo „mogą się jeszcze przydać”. Z biegiem czasu jest ich coraz więcej, a ich liczba w końcu uniemożliwia kolekcjonerom korzystanie z własnego domu czy mieszkania i utrzymania czystości w pomieszczeniach. W wyniku zaniedbania higieny dochodzi do inwazji pasożytów i szkodników. Wtedy właśnie zaczynają się skarżyć sąsiedzi… Osoby, dla których obiektem patologicznego kolekcjonerstwa są zwierzęta, stanowią szczególną grupę zbieraczy, a swoim postępowaniem wyrządzają znacznie poważniejsze szkody. Obwinianie ich i przemawianie im do rozsądku nie ma najmniejszego sensu, bo nie potrafią kontrolować swojego zachowania, a ich zaburzone postrzeganie rzeczywistości powoduje, że nie są w stanie przyjąć żadnych racjonalnych argumentów.

Zbieracze psów nigdy nie mają dość

5 grudnia 2011 roku polskie serwisy informacyjne podały wiadomość o śmierci Violetty Villas. Wielką gwiazdę estrady znaleziono martwą w jej rozpadającym się domu w Lewinie Kłodzkim. Podjęte w tej sprawie śledztwo pozwoliło ustalić, że piosenkarka w ostatnim okresie życia była skrajnie zaniedbana i chora, na jej ciele widniały ślady licznych obrażeń, odleżyny i krwiaki, miała problemy z poruszaniem się i oddychaniem. W jej domu i na posesji żyło około 300 psów i kotów, także skrajnie zaniedbanych, chorych, pozbawionych opieki weterynaryjnej. Zwierzęta rozmnażały się bez żadnej kontroli, niszczyły wnętrza, zagryzały się nawzajem. Dom był w ruinie, wszędzie leżały odchody, resztki jedzenia i zniszczone elementy wyposażenia. O psach Violetty Villas zrobiło się głośno znacznie wcześniej, kiedy musiała wyprowadzić się z podwarszawskiej Magdalenki, gdzie dla jej rozrastającego się stada psów zaczęło brakować miejsca. Początkowo, przez wiele lat, psów było tylko kilkanaście – po przeprowadzce ich liczba szybko przekroczyła setkę, a po paru latach – trzy setki. W 2004 roku sytuacja stała się na tyle poważna, że odebrano jej prawie wszystkie psy, pozostawiając tylko kilka – niestety już rok później było ich znowu tyle, co wcześniej. Część zwierząt jej podrzucano, część przygarniała sama, część urodziła się w jej „schronisku”, ponieważ nie sterylizowała suk ani nie kastrowała samców. W poprzednich latach wielokrotnie organizowano akcje mające pomóc artystce w utrzymaniu kontroli nad stadem czworonogów, angażowały się w nie zarówno organizacje, jak i prywatne osoby. Kilkakrotnie szukano domów dla gromady psów i kotów Villas, ale zwykle powtarzał się ten sam schemat – najpierw się na to zgadzała, potem w ostatnim momencie zmieniała zdanie, zasłaniając się utratą zaufania do osób przychodzących z pomocą. Rozmaicie komentowano jej postępowanie. Jedni jej współczuli, inni oskarżali o próby lansowania się kosztem biednych zwierząt.

Pages →  1 2 3 4 5 6 7

Nałogowi zbieracze psów. Miłość bez happy endu Reviewed by on . [caption id="attachment_5784" align="alignright" width="300"] Zbieracze psów nigdy nie mają dość.[/caption] Kim są zbieracze psów? Ludzie wrażliwi na cierpienie [caption id="attachment_5784" align="alignright" width="300"] Zbieracze psów nigdy nie mają dość.[/caption] Kim są zbieracze psów? Ludzie wrażliwi na cierpienie Rating: 0

komentarze (25)

  • Livia Lipińska

    Liwia Lipińska

    Bardzo się ucieszyłam gdy zobaczyłam ten temat w PP. Po pierwsze, ze względu na to, że uświadamia on ludziom, że nie na tym pomoc psom polega. Wszyscy ,,zbieracze psów” z pewnością zwierzęta kochają, jednak chcąc im pomóc zupełnie nie myślą. Na początku jest jeden piesek, potem dwa, trzy… i w pewnym momencie człowiek traci nad zwierzętami kontrolę. Psy są wtedy zaniedbane, głodne i wiadomo- nieszczęśliwe. Te osoby nie chcą jednak pomocy, bo wpadają w tzw. nałóg zbierania psów. Trzeba jednak szybko reagować gdy widzimy, że babcia czy sąsiadka z dnia na dzień ma psów coraz więcej. Mam nadzieję, że takich przypadków będzie coraz mniej, a ludzie zaczną myśleć co robią. Artykuł warto przeczytać- ku przestrodze.

  • RoxiMonika

    RoxiMonika

    Ten artykuł wzbudził we mnie emocje. Był bardzo szczery, pozwolił nam przybliżyć prawdę, jak jest u takich zbieraczy. Poznać to, co oni czują, a także jak pomóc takiemu kolekcjonerowi. Żal mi się tych ludzi zrobiło. Cierpieli psychicznie, przy tym nieświadomie krzywdząc niewinne zwierzęta. Nie umieli sobie poradzić, nie potrafili przyjąć pomocy. Żyli w swoim świecie, nic do nich nie docierało. Myśleli, że posiadanie aż tylu zwierząt to najlepsze rozwiązanie, że to pomoże im w trudnej chwili. Zaczęło się od jednego psa, a kończyło na kilkudziesięciu, a nawet kilkuset…innym wielkim minusem jest cierpienie zwierząt, które chodziły chore, niezadbane, głodne, ale przywiązane do ich właściciela. Według mnie te psy traciły pewność siebie, stawały się agresywne, a ich psychika rujnowała się z dnia na dzień. Przestraszyła mnie historia Violetty Villas, która pogrążała się co dzień, przygarniając kolejne zwierzęta w przekonaniu, że to odmieni jej życie. Niszczyła siebie od środka, zaniedbując ponad 300 psów. Szkoda, że te istoty na tym ucierpiały, choć żal mi też było V.Villas, jak i innych zbieraczy. Uważam, że powinna powstać jakaś wielka fundacja na rzecz kolekcjonerów, która pomogłaby im otworzyć oczy, pomóc i dać do zrozumienia, że zbieractwo żywych istot to nic dobrego. Pamiętajmy, że to też nie wina takich ludzi, a po prostu jakaś choroba psychiczna. Mam nadzieję, że coraz mniej będzie takich ludzi…

  • Mini

    ula.mini

    czytałam w gazeicie cały artykuł,ja się tylko pytam jak można tak robić zwierzętom. Dla mnie jest to niepojęte.Jak ludzie mogą tak krzywdzić. Co te zwierzęta są winne? Jak się dobrz rozejrzysz to chyba w każdym mieście jest choć 1 taki człowiek. Pseudohodowle-nawet niewiem czy to wogóle można nazwaćpseudohodowlą raczej katownią do rozpłodu psów!!! Jak nie możesz wykarmić, wyczyścić nie bierz! Poco mieć 30 psów jeśli z żadnym pożadnie się nie zajmie lepiej mieć 1 a mieć dla niego czas,pielęgnować. Ja nierozumiem tych ludzi czy oni niewiedzą że i sobie i tym zwierzętom robią krzywdę. Dobrze że poruszacie takie tematy, następnym razem weźcie na ogień hodowla a pseudohodowla ukażcie róźnicę bo nie każdy ją widzi(powód pieniądze)

  • Łapka

    Julia2oo3

    Dobrze, że w PP pojawił się taki temat. Zwłaszcza, że możliwe, iż niektórzy czytelnicy tej gazety mogą być właśnie zbieraczami psów. Co prawda przeczytanie tego artykułu im nic nie da. Pomyślą sobie: „Biedne zwierzęta Violetty Villas, było ich tak dużo, żyły w tragicznych warunkach!” albo „Współczuje psiakom ze schroniska Bożeny Wahl, biedaki.” A tym czasem z ich ogrodów będzie słychać szczekanie dziesięciu, może piętnastu wygłodniałych, brudnych psów, od lat siedzących przy budach na łańcuchach, które to budy praktycznie się rozsypują. Ale to nie jest wina tych ludzi. Oni są chorzy psychicznie, wpadli w typ nałogu. Zaczyna się od zwykłej wrażliwości, żal im psiaków w schroniskach, a kończy się na… szkoda gadać. Albo kochają (tak im się wydaje) jakąś rasę, zakładają hodowlę (albo raczej pseudohodowlę) i brak im rozwagi. Jednakże jeśli ten artykuł dostanie się do rąk najbliższych osób takich kolekcjonerów, może to wiele pomóc. Znam osobę, która być może jest zbieraczem. Obecnie ma ok. 10 psów i ok. 5 kotów. Od niej pochodzi mój psiak, był w nieciekawym stanie kiedy go brałam (tylna łapka do operacji, sypiał z matką w czymś w rodzaju „budy”, zapchlony) Miał jakoś miesiąc kiedy go brałam, wzięłam go z matką, która została u nas dopóki szczeniak nie ukończył dwóch miesięcy (nie chciałam żeby był dłużej u tej osoby). Ale tutaj dostrzegam jakiś lekki typ zbieractwa, bo osoba ta już nie „zbiera”. Jedynie nie pilnuje czworonogów, by się nie rozmnażały, i kiedy któryś się zerwie to… wiecie co, oraz ma liczbę zwierząt ponad swoje możliwości, więc nie dba o nie. Jednak nie protestuje, gdy ktoś chce wziąć jej psa. Może jej już trochę przeszło? Chyba kiedy patrzy na swoje kundelki to jest jej ich bardziej żal niż np. kiedy brała któregoś z nich ze schroniska (pewnie kiedyś wzięła sukę i psa, i pozwoliła im mieć szczeniaki). Dodam, że wyraźnie widać, iż tej osobie towarzyszą inne choroby psychiczne. Tak jest pewnie i z innymi zbieraczami. Uważam, że nałogowe zbieranie psów powinno być wykrywane i skutecznie leczone, powyżej sześciu psów w domu to czysta przesada, która życie psiaków i ich właścicieli zamienia w klęskę. Gratuluję redakcji poruszania mądrych, pouczających tematów!

  • beagle

    Niestety, wielkoduszność tych ludzi nie sprzyja pieskom na dobre. Rozumiem, że niektórzy nie mogą patrzeć na nieszczęśia zwierząt, jak same, wygłodzone, nieszczęśliwe chodzą po ulicy. Mnie też wzrusza taki widok, lecz jest to moim zdaniem szaleństwo gromadzenia, aż tak wielkiej ilości podopiecznych. wątpię, by w ok. 100 zwierzęcej grupie psy czuły się kochane i na wyłączność właściciela. W artykule mieliśmy przykłady, w jakich warunkach mieszkały osoby, trzymające taką gromadę pupili. Ich warunki były fatalne, nie tylko właściciela jak i zwierząt. Wbrew pozorom, wykarmienie, opieka medyczna, troska właściciela nawet i przy jednym psie nie jest łatwym zadaniem, a co dopiero w postaci setek psów? Wspominając o hodowli… niektórzy ludzie potrafią być okropni traktując tak swoje psy. Dla mnie jest złem rozmnarzać psy dla zysku pieniężnego i nie toleruję takich osób – pseudohodowli. Jak już… HODOWLĘ powinniśmy mieć założoną jeżeli kochamy daną rasę i pałamy miłością do psów. Z takiej hodowli napewno, żaden chory, nieszczęśliwy pies nie wyjdzie.

  • mattarek

    mattarek

    Pomagając bezdomnemu pieskowi dajesz jemu i sobie możliwość poznania jedynej i prawdziwej miłości, która jest pomiędzy czworonogiem a jego właścicielem 🙂

  • Taro

    Szczęśliwy pies to zadbany pies, szczęśliwy pies to wybiegany pies, i wreszcie szczęśliwy pies, to taki, któremu jego ludzki przewodnik poświęca uwagę. Które zwierzę skazałoby się na podobną do opisanej w artykule sytuację? Z pewnością nie pies, którego natura zaprogramowała do tworzenia niewielkich, zgranych rodzin, które zapewniają sobie czułość, bezpieczenstwo i pożywienie ( wilcze watahy liczą max 20 osobników) bez zbędnych konfliktów, walki o przestrzeń czy niekontrolowanego rozmnażania się. O tym wie każdy prawdziwy miłośnik i odpowiedzialny opiekun psa. Czy trzeba dodawać coś więcej?

  • Psiarka112

    Psiarka112

    Temat miesiąca jak zwykle przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, tym bardziej, że niedawno miałam doczynienia z psiakami, które doznały podobnego losu. Kilka tygodni temu odwiedziłam zwierzaki ze schroniska w Dalabuszkach na dniu otwartym. Schronisko wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie. Psy miały duże kojce, porządne budy i ogromne wybiegi, po których mogły biegać do woli, a w dodatku mnóstwo miejsca do spacerowania z wolontariuszami. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się kojec, w którym znajdowało się około osiem psiaków. Były do siebie podobne – niektóre miały taką samą sierść, umaszczenie, albo pyszczek. I te spojrzenia! W schronisku psiaki były nazywane „muppetami”. Nie dało się w nich nie zakochać. Gdyby nie to, że mam w domu trzy inne czworonogi, najchętniej wzięłabym je do siebie. Psiaki z tego kojca zostały odebrane właścicielowi. Było ich… 60! To jeden z wielu przykładów patologicznych zbieraczy psów. Na szczęście historia czworonogów skończyła się dobrze, tylko nieliczne pieski czekają jeszcze na domek, ale niestety nie zawsze bywa tak różowo. Wszystkie pieski kleiły się do ludzi – przepychały, aby być jak najbliżej człowieka, aby choć przez chwilę poczuć dotyk jego dłoni. Nie były zdziczałe. Właściciel je kochał, inaczej bałyby się tylu ludzi naraz. Pewnie zaczęło się niewinnie. Może na początku przyjął pod swój dach dwie, trzy przybłędy, bo zrobiło mu się ich żal. Jednak z czasem, psiaków zaczęło dochodzić, a na świat przychodziły coraz to nowsze szczeniaki, dla których powoli zaczynało brakować miejsca. Nie miał serca ich wyrzucić, ani oddać. Szczerze, nie dziwię mu się, ale z drugiej strony, nie pochwalam takiego zachowania. Podobne historie można mnożyć i mnożyć, ale może lepiej zastanowić się, co czuje taki człowiek? Nie jest mu łatwo rozstać się ze zwierzętami, które wziął pod swój dach, które karmił, wychowywał i którymi się opiekował. Ciężko mu zrozumieć, że nie ma już dla nich czasu, pieniędzy i siły. W stu procentach zgadzam się tutaj z artykułem, takiego człowieka nie wolno pozostawić samego sobie, ale też nie można zmuszać go do oddania zwierząt. Trzeba wytłumaczyć mu, że przyjmując pod swój dach dziesiątki, a czasem setki zwierząt, wcale im nie pomaga. Jeżeli naprawdę kocha zwierzęta – zrozumie. Możemy zaproponować mu codzienne odwiedzanie psiaków w placówce, do której zostaną zabrane, to na pewno podniesie go na duchu. Bo przecież mylić się jest rzeczą ludzką, wybaczać – psią.

  • Damian

    Wszystko jest dla ludzi – jednak z umiarem. Zanim postanowimy zbierać wszystkie psie i kocie „biedy” krążace po okolicy, zastanówmy się czy będziemy mogli zapewnić dobre warunki zwierzętom i sobie. Posłóżmy się przykładem Ś.P Violetty Villas, która zbierała wszystkie zwierzęta, jednak odpowiednich warunków nie zapewniła ani im, ani sobie. Majac aż 300 psów, nie ma szans, aby każdemu z nich zapewnić opiekę weterynaryjną, swój cenny czas na zabawy, spacery. Wykarmić takie stadko to nie lada wyczyn.”Szczęście to mały, ciepły szczeniaczek”- Czy zwierzęta których w domu jest aż 300 poczują miłośc i troskę, którą powinien obdarzyć ich właściciel? Według mnie- nie. Zadajmy sobie pytanie- czy tak wygląda miłośc do zwierząt? Wydaje mi się, że lepiej jest zbierać przedmioty niż żywe zwierzęta- które mają uczucia.

  • ciaudzia

    ciaudzia

    Pamiętam, że jako dziecko zawsze miałam marzenie, że kiedyś będę miała po jednym psie z każdej rasy 😉 Teraz jak patrzę na niektórych ludzi, to było to chyba nie tylko moje marzenie. Niestety jest to marzenie, którego nigdy na pewno nie spełnię – i nikt nie powinien go spełniać. Posiadanie tak dużej grupy psów jest nie bezpieczne – zarówno dla nas, dla otoczenia jak i dla nich samych. Wiąże się to nie tylko z dużymi kosztami utrzymania psów w dobrych warunkach i zdrowiu. Psy, tak jak wilki, potrafią łączyć się w watahy, które mogą stać się agresywne i niebezpieczne. Zaczyna się też wtedy błędne koło – suki rodzą kolejne suczki, a te znów rodzą kolejne szczeniaki, a po nich kolejne, i kolejne… bo najczęściej nie stać jest kogoś na sterylizację czy kastrację tylu zwierząt. I tak niestety dochodzi już nie tylko do pseudo-hodowli, ale do masowych zbiorowisk psów, gdzie ktoś nawet nie zgadza się, aby oddać psa, nie mówiąc już o zabraniu ich większości. Przykro jest mi żyć w społeczeństwie, gdzie zachodzą takie sytuacje. Przykro jest mi patrzeć jak te zwierzęta cierpią, ale równie przykro jest mi myśleć o osobach, którym zabierają psy, bo mimo, że źle się nimi zajmowali, to tak na prawdę zwykle, w głębi serca, chcieli dla nich jak najlepiej.

  • wikakika12

    wikakika12

    Komentarz…

  • Olusia

    No to i coś ode mnie. Jak byłam mała chciałam mieć duży dom i schronisko a teraz plany mi się pozmieniały i przeszły bardziej w stronę mieszkania w wieżowcu na penthausie. Tak więc z perspektywy czasu widzę że ilość psów w moich wyobrażeniach (planach na przyszłość) się dosyć zmienia. Nawet bardzo, bo z kilku psów na początku przeszło przez dwa, do jednego mniejszego psiaka a po drodze był jeszcze kot, wąż i rybki. No i jak tak o tym myślę to trzeba się bardzo zastanowić nad posiadaniem zwierzaka. No a teraz do rzeczy. Co do artykułu już kiedyś słyszałam o tej sytuacji i miło że o tym piszecie, bo taki problem należy poruszyć. Według mnie ludzie którzy „nałogowo zbierają psy” w przeszłości zostali jakoś przykro doświadczeni i przez to teraz chcą za wszelką cenę pomóc zwierzakom. Takim przykrym doświadczeniem może być np bycie przy śmierci ukochanego psa. Dla dziecka to szok i w głowie koduje sobie że nigdy więcej nie dopuści do śmierci, lub się w sobie zamyka. To tylko taki przykład. No a że pierwsze co potem na myśl przychodzi przy spotkaniu z bezdomnym czworonogiem to „Biedaczek, nie ma domu i pewnie zginie”, to taka osoba zabiera psiaka/kotka do siebie. I tak z każdym kolejnym aż uzbiera się ich trochę zbyt dużo. I wtedy zaczynają się problemy. Nie mówię że psiaki kotki czy jakieś inne zwierzaki są problemem. Probleme staje się ich utrzymanie. Bo karma, sprzątanie przy 20-30 psiakowym stadku to jeszcze ujdzie jeśli ma się kasę na opłacenie zakupów i sprzątaczki, ale przecież to nie wszystko. No i też nie wszyscy mają kasę. No więc dalej, spacerki. Duży dom z ogrodem nie załatwia sprawy, to wiemy. Z pupilem trzeba spędzać razem czas. Na tym między innymi polega opieka. I o ile można kogoś do wyprowadzania na spacerki namówić, to pozostają jeszcze inne kwestie takie jak miejsce dla nich. I tu też duży dom z ogrodem nie załatwi sprawy. Bo jeśli każdy z tych 30-40 psów zechce mieć swój kawałek terytorium, to trudno je będzie pogodzić. A zawsze się znajdą jakieś dwa konfliktowe które zechcą się pobić. I trudno to wszystko ogarnąć jak się ma 40-50 psów. A jeśli ktoś zachoruje? I przez ten czas nie będzie się mógł opiekować stadkiem? Wtedy pojawiają się choroby. Wśród psów oczywiście (albo kotów, czy innych zwierzątek). No i te 50-60 psów prócz tego że choruje bo nagle zabrakło opieki i kasy albo chętnych na sprzątaczkę, zaczyna się niekontrolowanie rozmnażać. A potem to już tak wzrasta, 70, 90, 100, 115, 160, 159, 202… Z początku tylko przygarnianie coraz więcej zwierząt a potem to już się zamienia w pseudo-schronisko-hodowlo-zwierzyńco-domo-zbiegowiska. Specjalnie użyłam takiego określenia i specjalnie zwiększałam liczby żeby zobrazować wam jak to się dzieje. No przynajmniej tak to jest według mnie. Więc teraz dobra rada dla tych któzy na siłę chcą pomagać bezdomnym niednym zwierzakom: Pomysł z zakładaniem takiego pseudo-schroniska nie jest dobry. Lepiej zabrać się za wolontariat w prawdziwym schronisku, organizacjach niosących pomoc zwierzakom, zbieraniu kasy na te pieski i kotki itp. które potrzebują leczenia i ewentualnie pomyśleć o założeniu PRAWDZIWEGO schroniska gdzie zwierzęta miałyby opiekę weterynaryjną i wszystko to co trzeba, a nie zamęczaniem psów przez zmuszanie ich do przebywania na małej przestrzeni w towarzystwie 300 innych zwierząt. To naprawdę nie jest dla nich dobre. A przecież można też pomóc jednemu psiakowi przygarniętemu z ulicy i dać mu naprawdę piękny kochający dom i odpowiedzialnych kochających właścicieli. To dla takiego psiaka o niebo cenniejsze niż pseudoopieka. Postawcie się na miejscu takiego psiaka. Co byłoby fajniejsze? Kochająca rodzina, czy przebywanie w budynku z czterema setkami innych psów w tym conajmniej połową chcącą cię przegonić, wykorzystać (w przypadku suczek) lub nawet zagryźć i do tego bycie brudnym, chorym i głodnym? No raczej jasne że wybrałbyś życie z kochającą rodziną a jeśli takiej by się nie dało znaleźć to w schronisku gdzie jest jako taka opieka lub na ulicy. Teraz już rozumiecie o co mi chodzi? Żal tych wszystkich psiaków 🙁 Pozdrawiam

  • zojulcia15

    zojulcia15

    Jeszcze dwa dni temu chciałam mieć dom z ogromnym ogrodem a w nim ok. sześć psów. Jednak gdy wzięłam do ręki nowego PP czar prysł. Zrozumiałam, że taka chęć „pomocy” może łatwo przerodzić się w zbieractwo. Oglądałam kiedyś program właśnie o nałogowym zbieraniu zwierząt ale dopiero w tym artykule dowiedziałam się szczegółowo o wszystkim. Z nóg zwaliła mnie ilość zwierząt w „domu” Violetty Villas. Oczywiście można mieć dwa, trzy, pięć psów ale trzysta?! To dla mnie niewyobrażalna ilość. Pies to nie zabawka. Jak mamy mu pomóc nie poświęcając mu czasu, nie karmiąc go i nie kochając? Myślę, że lepiej by mu już było w schronisku gdzie miałby „swojego” wolontariusza, dobre jedzenie i wodę. O psa trzeba dbać, czesać, kąpać, wyprowadzać, zapewniać odpowiednie szkolenia i treningi a przede wszystkim kochać i okazywać uczucia. No jak mamy codziennie zapewniać to trzystu psom?! Temat uważam za najciekawszy w roku. Może pomoże osobom, które zauważają u siebie objawy zbieractwa. Oby tak było.. Trzymam kciuki!

  • Przyjacielpies98

    Przyjacielpies98

    Temat bardzo interesujący. Ludzie którzy chcą pomoc bezdomnym zwierzętom powinni robić to z rozsądkiem. Opiekować się i żywić taką liczbę osobników na jaka pozwalają im środki. Posiadanie za dużej ilości zwierząt powoduje brak czasu na indywidualne podejście do psa i obserwowanie jego zachowań . Trudne jest także dla właściciela niedoświadczonego zapanowanie nad hierarchią w stadzie. Lepiej mieć mniej psów zadbanych i wychowanych niż więcej ale głodnych i chorych. Kolekcjonowanie zwierząt to moim zdaniem absurd nie można zbierać czegoś co jest żywe ma uczucia i żyje . Chęć posiadania przez ludzi często jest niekorzystna dla zwierząt , bo pies to nie maskotka, którą można wyrzucić gdy się znudzi.Każdy pies jest inny i powinien mieć wystarczająco dużo czasu na czas spędzony z właścicielem i indywidualność uczuć.

  • Evily

    Czytając historię Violetty Villas, jednocześnie chciało mi się krzyczeć i płakać. Byłam zdruzgotana i zrozpaczona, jak można tak postępować. Od dawna czekałam na ten temat miesiąca. Wiele słyszałam na temat osób, których miłość do zwierząt przeradza się w obsesję. Możliwe że u nas, w Polsce, takie sytuacje aż tak często się nie zdarzają, jednak w Stanach Zjednoczonych są jednym z częstszych powodów interwencji Policji dla Zwierząt. Taka osoba przygarnia coraz to nowe zwierzęta (głównie psy i koty). W końcu brakuje pieniędzy na karmę czy opiekę weterynaryjną, nie mówiąc już o tym, żeby miała czas wyprowadzić każdego psiaka na spacer i poświęciła mu odpowiednią ilość czasu. Z czasem czworonogi opanowują całą posesję, trzeba je zamknąć w ogrodzie płotem lub oddać im cały dom. Zwierzęta rozmnażają się, jest ich coraz więcej, coraz więcej tych chorych i agresywnych. Im więcej czasu minie, tym trudniej się od tego nałogu uwolnić, tym trudniej się z nimi pożegnać. Nie mówiąc już nawet o kwestiach praktycznych – gdzie je oddać? Jak je wyeksportować? Jednak w tej sytuacji nie tylko „kolekcjoner” psów jest poszkodowany. A same zwierzęta? Jeśli już uda się je oddać, jak będzie wyglądać ich dalsze życie? W polskich realiach, zapewne większość z nich zostanie uśpiona lub zamknięta na zawsze w kratach boksu. Przecież większa część tych czworonogów to będą te obciążone chorobami genetycznymi, wygłodzone, zapchlone i zarobaczone… Nie mówiąc już o problemach behawioralnych. Zmarnować tyle psich żyć dla bezcelowego zbieractwa? Dlatego, dziękuję „Przyjacielowi Psu” za uświadomienie obywateli, jak należy postąpić, gdy spotkamy „kolekcjonera” psów na swej drodze. Oby jak najwięcej osób przeczytało ten artykuł, bo problem staje się coraz bardziej powszechny.

  • asitsgroovy

    asitsgroovy

    Tak mi się wydaje, że wszystkie problemy świata wynikają w gruncie rzeczy z tego, że ludzie zapominają, że wszystko w życiu trzeba robić z głową. To samo tyczy się chęci niesienia pomocy – nawet najbardziej dojmującą potrzebę pomagania wszystkim żyjącym istotom trzeba przelewać w czyny rozsądnie. Nie ma nic piękniejszego, niż pomaganie bezbronnym i zapomnianym przez świat – jednak to pomaganie nie powinno kończyć się na tym spontanicznym etapie decyzji („tak, przygarnę!”); powinna iść za nim świadomość obowiązku, który się z tą decyzją wiąże, obowiązku sprawowania opieki nad zwierzęciem do końca psiego życia. Mówi się, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane – istotnie, choćby i same pobudki pani Violetty były szlachetne, z czasem psy trzeba było ratować spod jej opieki. Jestem zwolenniczką wolności i wszelkich swobód obywatelskich, jednak gdy ta wolność wyboru pewnego stylu życia zaczyna zagrażać jakiejś żywej istocie – interwencja z zewnątrz powinna być natychmiastowa i nieodwoływalna. Nałogowi, kompulsywni zbieracze psów są bardzo krótkowzrocznymi „pomagaczami jednej chwili” – nikt z nich nie myśli o faktycznej przyszłości psa, o konsekwencji swojej decyzji w perspektywie reszty życia psa. Tu pomógłby zdrowy rozsądek, który niekiedy musi przyjść z boku, z zewnątrz, czasami niestety nie w formie porady, lecz w formie interwencji. Kompulsywne kolekcjonerstwo, również gdy dotyczy żywych istot, to forma ułomności intelektualnej, wiąże się z nieumiejętnością rzetelnej oceny sytuacji i, bardzo często, wymaga pomocy z zewnątrz. Podobnie rzecz się ma z kompulsywną chciwością, gdy cierpią na tym wyczerpane suki w pseudohodowlach i stada umorusanych i spokrewnionych ze sobą piesków „w typie rasy”… Tu też żaden argument merytoryczny nie spotyka się ze zrozumieniem. I tu również, niezależnie od początkowych intencji, człowiek nie działa na korzyść zwierząt,

  • Alka

    Alka

    Nie znam osoby, która nie słyszałaby o przypadku Violetty Villas. Wielu naśmiewa się z tej postaci, ocenia nieżyjącą już piosenkarkę, jako szaloną kobietę. Innym jest jej po prostu szkoda, gdyż mają na tyle empatii, by zdać sobie sprawę z tego, iż kolekcjonowanie psów w jej przypadku mogło być chorobą. Jestem pewna, że bardzo niewielu zna ten rodzaj dolegliwości. Osobiście nigdy nie słyszałam o innych przepadkach tego typu zbieractwa. Cieszę się, iż redaktorzy miesięcznika Przyjaciel Pies zdecydowali się napisać o tym. Może pomoże to miłośnikom psów i kotów odkryć zaczątki rozwijającej się choroby u swoich krewnych lub znajomych. Tak, jak napisano w gazecie, we wczesnym stadium rozwoju tego uzależnienia można zaradzić i pomóc cierpiącej osobie. Wiadomo, iż pomoc zwierzakom powinna faktycznie im służyć, nie zadawać dodatkowe cierpienie, czy ból i lęk. Niosąc pomoc, czy dając im dom, musimy pamiętać, by robić to odpowiedzialnie i nie brać na siebie większej ilości obowiązków, niż zdołamy podołać.

  • JulisLoveDogs

    JulisLoveDogs

    To smutne, że niektórzy ludzie traktują psy jak przedmioty do kolekcjonowania. Rozumiem dobrą wolę kogoś kto ma czas,pieniądze, cierpliwość I umiejętności by zajmować się tyloma czworonogami. A czasem lepiej byłoby, żeby zwierzak trafił do schroniska i zyskał tam właściwą opiekę a potem właściciela, niż żeby stał się kolejnym pupilem osoby która już traci kontrolę nad swoim „stadem”. Dziękuję za ten artykuł Redakcji PP Byč.

  • Nina_Pimpek

    Nina-Pimpek

    Od dawna myślałam, że chcę mieć ( kiedy dorosnę i kiedy będę już weterynarzem i będę mieć schronisko dla bezpańskich psów) dużo własnych czworonogów. Po przeczytaniu tematu miesiąca, zrozumiałam, że niemożna przesadzać. Dużo ludzi myśli, że jeśli przygarnie więcej psów, tym lepiej, bo uratuje je przed bezdomnością i schroniskową niedolą. Ale właśnie tak nie można robić, ponieważ: 1.Psy demolują mieszkanie. 2.Brakuje pieniędzy na karmę da podopiecznych i leczenie weterynaryjne. 3. Nie można wyjechać, bo nie będzie się miał kto opiekować psami. 4.Psy są chore, wynędzniałe, zarobaczone i nieszczęśliwe w takim ,, domu”, w, którym panują katastrofalne warunki. A więc, jeśli ktoś bardzo lubi psy i chcę mieć kilka podopiecznych, niech się zastanowi, czy chce mieć kilka psów ( 2,3,4,5,6…) nie może przesadzić. Optymalna liczba psów wziętych pod opiekę to 3, ewentualnie 4. A jeśli psy będą mieszkać w dużym domu z ogrodem, z wydzielonym dla nich pokojem, z dobrą opieką i idealnymi warunkami mieszkalnymi i właścicielem, który jest odpowiedzialny, zna się na psach bezgranicznie i ma tyle pieniędzy by kupić karmę, posłania, zabawki i inne potrzebne rzeczy dla podopiecznych, może mieć ich ( psów) więcej. Pozdrawiam!

  • marusia102

    Nie muszę pisać, że temat miesiąca jest super dobrany i ciekawy, ponieważ zdecydowanie zawsze tak jest, dlatego przejdę do sedna rzeczy. Czytając artykół przeraziłam się liczbą psów, które były trzymane w ” domach”. Po części rozumiem tych ludzi, bo przemawia przez nich dobre serce. Rozumiem to, iż ktoś może mieć parę psów, ale posiadanie ich w takiej ilości, zdecydowanie nie sprzyja zdrowiu, samopoczuciu pupili. Każdy pies powinien mieć, swojego kochającego właściciela, dom, i swoje miejsce w sypialni lub przedpokoju. Tak powinno wyglądac idealne psie życie, z kochającym właścicielem, a nie w wielkim stadzie psów, przez które opiekun może mieć ciężej w życiu. Co do pseudohodowli… To co ludzie „wyprawiają” z biednymi psami jest nie do pomyślenia. Zmuszają suczki, do wielu miotów w ciągu roku. Po za tym psy są „hodowane” tylko ze względu na zyski, a nie z zamiłowania do rasy. Kolejne minusy są takie, że nie mamy rodowodu, pewności że pies jest 100% wymarzoną rasą, zwierzęta mogą być chore, nie odrobaczone i nie zaszczepione. Są trzymane w bardzo złych warunkach. Kupujący może nic nie wiedzieć, a po paru dniach od przybycia może się poważnie rozchorować (słyszałam wiele takich przypadków). Jedynie branie psa z hodowli, którą sprawdziliśmy (czyli, wypytanie hodowcy o podstawowe rzeczy, zobaczenie w jakich warunkach trzymane są psy, i obejrzenie rodziców, oraz samych szczeniąt) jest odpowiednie. Warto czasami wydać więcej pieniędzy, by zyskać 100% rasę, i zdrowego ZRÓWNOWAŻONEGO, szczęśliwego psa.

    • marusia102

      ” Kupujący może nic nie wiedzieć, a po paru dniach PIES może się poważnie rozchorować (…)

    • Bambo123

      Bambo123

      Szczera prawda. Psy z pseudohodowli cierpią tylko dlatego, że ktoś chce ich kosztem zarobić. Nie rozumiem, jak można być tak nieczułym i pozbawionym serca…

      • Mopsik 12

        Nie warto kupować psa z psełdohodowli. Wcześniej czy później coś co”hodowca”nie powiedział o tym szczeniaku lub większym psie wyjdzie na jaw

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top