|
|
| ... | 2010-08-31 05:22:57 |
|
|
 |
 |
 |
| Co bedzie gdy .......? | 2010-08-31 00:42:07 |
|
|
 |
 |
 |
| nie martwcie się! | 2010-08-30 16:02:26 |
|
|
 |
 |
 |
| Moja Sarenka kochana:((( | 2010-08-30 06:50:35 |
 |
 |
 |
 |
Moja Niusia kochana.... tak zawsze mówiłam do mojej 18 -letniej SARCI, Odeszła 28.08.2010 r. - była ciężko chora, wet. nie dał nam już zadnych szans :((( powiedział że cierpi, więc podjęłam decyzję by odeszła od Nas w spokoju..... Nie mogę się z tym pogodzić:((( była moim maleństwem. Nie czuję się z tym dobrze, choć myśl że mała cierpi nie dawała mi też spokoju. Była piękną malutką psinką, moją kochaną Sarcią, od zawsze ze mną...Wiem, że już nie cierpi i jest w tym lepszym świecie, pewnie biega po trawce i merda ogonkiem.... Bardzo za nią tęsknię:((( nie mogę sobie z tym poradzić, ta pustka, myśl, że jej juz nie ma jest nie dozniesienia:( wiem, ze muszę pozwolić odejść jej na ten lepszy swiat.... Kocham Cię Moja Malutka...zawsze tak było i nadal będzie.....zostaniesz na zawsze w naszych serduszkach, śpij spokojnie Sarciu**** Zawsze twoja M.
Autor: Sareneczka18
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
| bury kundelek Czenek | 2010-08-28 02:11:09 |
|
|
 |
 |
 |
| rudy kundelek Dinek/Dino | 2010-08-26 01:52:37 |
|
|
 |
 |
 |
| po dwóch miesiącach | 2010-08-22 04:57:56 |
 |
 |
 |
 |
nie wiem, co się ze mną dzieje... tęsknię za Dinem jak nigdy, płaczę bardziej i częściej, niż kiedy umarł. wszystko mi go przypomina... niedokładnie schowane przez moją mamę miski; posłanie, które nadal nim pachnie; zarośnięta już buda, bo nikt teraz o nią nie dba; nawet ściana w przedpokoju, zabrudzona przy podłodze przez jego ocieranie się. wczoraj powrót do domu strasznie mnie bolał, był pusty bez niego. tak cholernie chciałabym, żeby był przy mnie. wiedział, kiedy jest mi źle i pocieszał w cudowny sposób, chociaż wtedy o tym nie wiedziałam. był taką słodką, rudą odskocznią od problemów. nie doceniałam jego obecności. ale tak to już bywa... bardzo żałuję, że nie miałam dla niego czasu, kiedy był jeszcze zdrowy i chciał się bawic. twierdziłam, że jest jeszcze czas i zrobię to potem. nic bardziej mylnego. jest już za późno i zostały mi tylko wyrzuty sumienia. jest mi beznadziejnie. miałam wrażenie, że będzie żył wiecznie, że nigdy nie odejdzie. przynajmniej na pewno nie teraz, nie w tak młodym wieku. to wszystko jest tak niesprawiedliwe...
Autor: Roseshh
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
| po dwóch miesiącach | 2010-08-22 04:48:21 |
 |
 |
 |
 |
nie wiem, co się ze mną dzieje... tęsknię za Dinem jak nigdy, płaczę bardziej i częściej, niż kiedy umarł. wszystko mi go przypomina... niedokładnie schowane przez moją mamę miski; posłanie, które nadal nim pachnie; zarośnięta już buda, bo nikt teraz o nią nie dba; nawet ściana w przedpokoju, zabrudzona przy podłodze przez jego ocieranie się. wczoraj powrót do domu strasznie mnie bolał, był pusty bez niego. tak cholernie chciałabym, żeby był przy mnie. wiedział, kiedy jest mi źle i pocieszał w cudowny sposób, chociaż wtedy o tym nie wiedziałam. był taką słodką, rudą odskocznią od problemów. nie doceniałam jego obecności. ale tak to już bywa... bardzo żałuję, że nie miałam dla niego czasu, kiedy był jeszcze zdrowy i chciał się bawic. twierdziłam, że jest jeszcze czas i zrobię to potem. nic bardziej mylnego. jest już za późno i zostały mi tylko wyrzuty sumienia. jest mi beznadziejnie. miałam wrażenie, że będzie żył wiecznie, że nigdy nie odejdzie. przynajmniej na pewno nie teraz, nie w tak młodym wieku. to wszystko jest tak niesprawiedliwe...
Autor: Roseshh
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
| Jesteś w lepszym świecie,bez cierpienia i łez... | 2010-08-21 07:26:36 |
 |
 |
 |
 |
Niedawno na żółtaczkę zmarła moja kochana pupilka, strasznie cierpiała.Podczas jej ostatniej nocy strasznie dyszała, leżała bez ruchu czasem tylko podrywając się na nogi przy czym wydawała dzwięk podobny do ludzkiego krzyku, chciałam dzwonić po weterynarza ale nie było już dla niej ratunku. A miała tylko 2 lata,śliczna czarna cocker spanielka angielska-Sonia.Mamy wyprowadzić się do Szkocji z powodu pewnych problemów... ona miała jechać z nami i wtedy zaczęły się komplikacje, na początku był problem z paszportem i już myślałam że jej nie zabierzemy, że będę musiała oddać ją obcej osobie, ale rodzina zgodziła się ja przygarnąć so czasu aż dostanie paszport i po nią przylecimy, i nagle pojawił się drugi problem, kleszcz przez którego zachorowała na zółtaczkę. Weterynarze odsyłali nas do coraz to nowyh klinik, pobrano jej krew i do dziś nie otrzymałam wyników, czy to w 100% była żółtaczka, bo tam też robili jakieś problemy, wszystko komplikowali (niewiem dokładnie o co chodziło, bo mama rozmawiała z nimi przez telefon). Jeżdziłam autobusami po weterynarzach szukając pomocy ale nikt nie chciał się tym zająć. 29 lipiec, około drugiej godziny jęki ucichły, to był koniec, odeszła a ja do dziś nie mogę w to uwierzyć, że mojej nieustannie merdającej ogonem, psiej przyjaciółki już niema. TĘSKNIĘ I CZASEM NADAL PŁACZĘ
Autor: Aguchaaa
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
Następne wpisy »
 |