Szczęśliwe zakończenia się zdarzają
Do tej pory Czarek nie miał w życiu zbyt wiele szczęścia. Zamiast ciepłego kąta i pełnej miski jego "opiekun" wywiózł go do lasu i zostawił na pewną śmierć. Psu jednak udało się przeżyć, wyczerpany dotarł do Santoka pod Gorzowem Wielkopolskim i poszukał schronienia w jednym z tamtejszych gospodarstw. Na szczęście udzielono mu pomocy.
Skrajnie zmęczony i zziębnięty Czarek chyłkiem wślizgnął się do szopy i zasnął na stogu siana. Gdy właściciel posesji zobaczył zabiedzonego psa natychmiast wezwał do niego weterynarza. Czarek miał rozszarpaną łapę i trawiła go wysoka gorączka - najprawdopodobniej wpadł w sidła zastawione przez kłusowników. Prócz tego był cały poobijany i spuchnięty, bał się ludzi i nie pozwalał się dotknąć. Weterynarz obawiał się, że poturbowany pies może nie wytrzymać drogi do odległego o 30 kilometrów Gorzowa.
Jednak podane w porę kroplówki i leki wzmocniły psa na tyle, że udało się go przewieźć do lecznicy weterynaryjnej. Na miejscu okazało się, że do jednej z łap wdało się zakażenie. Czarkowi podano antybiotyki, ale jego los wciąż był niepewny.
Czarkiem zaopiekowała się gorzowska prozwierzęca organizacja "Anaconda". Liczne apele w mediach ogólnopolskich i na facebooku dały efekt, Czarek ma już nowy dom. Nie otrzymaliśmy jeszcze informacji, kto zdecydował się adoptować tego czarusia, ale jedno jest pewne, Czarek chyba nie musi się już obawiać o swój los.
Gdyby tylko każdy porzucony i opuszczony pies miał tyle szczęścia, życie było piękniejsze, czyż nie? Jednak nawet taka pojedyncza, wyrwana z kontekstu historia pozwala choć trochę odzyskać wiarę w ludzi i szczęśliwe zakończenia.
AŁ
Foto: Fundacja Obrony Praw Zwierząt "Anaconda"
