reklama

reklama

reklama

reklama

    Aktualności
Szczęśliwe zakończenia się zdarzają


Do tej pory Czarek nie miał w życiu zbyt wiele szczęścia. Zamiast ciepłego kąta i pełnej miski jego "opiekun" wywiózł go do lasu i zostawił na pewną śmierć. Psu jednak udało się przeżyć, wyczerpany dotarł do Santoka pod Gorzowem Wielkopolskim i poszukał schronienia w jednym z tamtejszych gospodarstw. Na szczęście udzielono mu pomocy.

Skrajnie zmęczony i zziębnięty Czarek chyłkiem wślizgnął się do szopy i zasnął na stogu siana. Gdy właściciel posesji zobaczył zabiedzonego psa natychmiast wezwał do niego weterynarza. Czarek miał rozszarpaną łapę i trawiła go wysoka gorączka - najprawdopodobniej wpadł w sidła zastawione przez kłusowników. Prócz tego był cały poobijany i spuchnięty, bał się ludzi i nie pozwalał się dotknąć. Weterynarz obawiał się, że poturbowany pies może nie wytrzymać drogi do odległego o 30 kilometrów Gorzowa.

Jednak podane w porę kroplówki i leki wzmocniły psa na tyle, że udało się go przewieźć do lecznicy weterynaryjnej. Na miejscu okazało się, że do jednej z łap wdało się zakażenie. Czarkowi podano antybiotyki, ale jego los wciąż był niepewny.

Czarkiem zaopiekowała się gorzowska prozwierzęca organizacja "Anaconda". Liczne apele w mediach ogólnopolskich i na facebooku dały efekt, Czarek ma już nowy dom. Nie otrzymaliśmy jeszcze informacji, kto zdecydował się adoptować tego czarusia, ale jedno jest pewne, Czarek chyba nie musi się już obawiać o swój los.

Gdyby tylko każdy porzucony i opuszczony pies miał tyle szczęścia, życie było piękniejsze, czyż nie? Jednak nawet taka pojedyncza, wyrwana z kontekstu historia pozwala choć trochę odzyskać wiarę w ludzi i szczęśliwe zakończenia.



Foto: Fundacja Obrony Praw Zwierząt "Anaconda"



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~karapsiara3 10:07 | 23-01-2012   Odpowiedz
 

jak szłam z kuzynką lasem to nagle jej pies zatrzymał sie i patrzy w jedno miejsce, poszłyśmy za Zadrą (kuzynki pies) i znalazłyśmy młodego,czarnobiałego w łaty amstaffa (lub pit bulla). leżał i nie mógł się ruszyć był tak mocno przywiązany drutem do drzewa że nie mógł wstać. przerażony na początku troche sie trząsł ale gdy go odwiązałyśmy od drzewa biegał radośnie z nami, po jego szczeku było słychać że miał zdarte gardło- wył zapewne całą noc, kiedy sie wypróżnił było widać ze jadł mądrala trawę. dotarł z nami do weterynarza, Zadre wziął z mamę i płakał z nią, weterynarz uznał ze piesek jest tyklko wychudony (sksowali nas 50zł a stwierdzili to co my -,-). Moja kuzynka miała go 2 dni w domu bo Zadra nie akceptowała Williego. został wysłany do dziewczyny, która zapewnia dom tymczasowy. Willi znalazł kochający dom :) http://photos-b.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/216300_179024202148556_100001229317256_434793_6220259_a.jpg http://photos-f.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/225809_182314535152856_100001229317256_457695_7641251_a.jpg


 
 
    ~morusia02 03:28 | 23-01-2012   Odpowiedz
 

biedactwo...


 
 
    Alusia1113 02:25 | 23-01-2012   Odpowiedz
 

Biedny psiak bardzo mu współczuje;(((


 
 
    ~Natalia 01:49 | 23-01-2012   Odpowiedz
 

A wszyscy, którzy zadaja cierpienie zwierzętom niech cierpią po stokroć, niech najgorsze okropieństwa im się zdarzają, bo nei zasługują na to by być na tym świecie!!!!!!!!!!!!!!!


 
 
         Lauralovedogs 02:01 | 24-01-2012   Odpowiedz
 

Wlasnie!!! Ludzie sa okropni!!







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl