piątek, 23 czerwca 2017

Jesień życia. Na przystanku starość

30 stycznia 2017 08:09 3 komentarzy
starość psa

Starość psa nie musi być smutna.

Starość psa to niechodliwy towar. Zwierzęta niedołężnieją, chorują, wymagają opieki i kosztownego leczenia. Same z nimi problemy. A przecież i one mogą starzeć się godnie i z radością witać kolejny dzień, jeśli my, ludzie, im w tym pomożemy.

Znamy jej różne oblicza. Smutne, gdy siwe pyszczki, od lat te same, wciskają się w siatkę schroniskowych boksów. Tragiczne, gdy psy tracą domy, bo właściciele nie chcą się nimi dłużej zajmować. I bolesne, kiedy choroba odbiera zwierzętom radość życia, a opiekunowie zastanawiają się, czy powinni ułatwić im umieranie. Starość psa bywa trudna, ale także, wcale nie tak rzadko, pogodna i łaskawa dla stworzeń otoczonych troską i miłością. Wiele zależy od nas. Warto pomyśleć o niej jak o kolejnym etapie w życiu i przygotować się do tego, by przeżyć ją razem z ulubieńcem.

ŚŚ, czyli święty świr

Stare psy są niepotrzebne. Nie pasują do wizerunku ludzi sukcesu – pięknych, młodych i bogatych. Lepiej się ich pozbyć. Wygonić na ulicę, może wpadną pod koła samochodu. Albo zawieźć do weterynarza, który je uśpi. Pora przecież kupić nowy model „przyjaciela” – młody, szybki. Taki, który nie sprawia problemów.
Tak wygląda zawarta w pigułce historia psów, które mieszkają w Staruszkowie, w Karpaczu. Uwierzcie mi, nikt z nas nie chciałby przeżyć dziesiątej części tego, czego doświadczył każdy z nich. Ale niespodziewanie pod koniec życia trafiły pod dach pani Krystyny Seemayer, która pomaga im przygotować się do ostatniej, najtrudniejszej podróży. Tu dostają dobrą karmę, miękkie posłanie i miłość, której nie zaznały w całym swoim życiu. Staruszkowo jest znane wśród psiarzy. Kiedy więc pytam o jego właścicielkę, każdy ma coś do powiedzenia. Od jednych słyszę: „Niech pan da spokój, to świr. Druga Violetta Villas! Daje się ludziom wykorzystywać”. Inni natomiast mają ją za świętą. Jak na mój gust jedno nie przeszkadza drugiemu, liczą się intencje. Ale w dobie wszechobecnego marketingu nie wierzę nikomu – chcę sam zobaczyć, jak działa jedyne w Polsce hospicjum dla starych psów. I to prywatne – pani Krystyna nie ma żadnej fundacji, stowarzyszenia czy kontraktu z gminą. Po prostu znalazła swoją życiową misję. Mission impossible? Zaraz się okaże.
Umawiamy się po dziesiątej. – Wcześniej nie mogę. Zajmuję się moimi czterdziestoma staruszkami. Nie mam czasu na nic innego. Potem jestem do dyspozycji, jak długo trzeba. O psach mogę rozmawiać bez końca – mówi Krystyna Seemayer, kiedy do niej dzwonię.
Droga na miejsce spotkania nastraja pozytywnie – jest piękny, jesienny dzień, a jazda karkonoskimi serpentynami do Karpacza, gdzie znajduje się Staruszkowo, przypomina huśtanie się w hamaku. Wreszcie jestem. Zielony domek u podnóża Śnieżki rzuca się w oczy z daleka, choć wielki szyld „Internacjonalny” na froncie każe się zastanowić, czy dobrze trafiłem. Gospodyni, która wychodzi mi na spotkanie, szybko wyjaśnia, że pomyłki nie ma: jeszcze dwa lata temu prowadziła tu pensjonat o takiej właśnie nazwie. Ale 1 marca 2015 roku oficjalnie otworzyła hospicjum dla starych psów. Odważna decyzja. – Ludzie zaczęli mnie wkurzać. Szalę goryczy przelała jedna kropla – wyjaśnia Krystyna Seemayer. – Miałam tu chyba pięć psów. Pewna pani, którą gościłam, mówiła, że ma w domu pieska, a zrobiła mi awanturę, gdy znalazła kłaczki na obrusie. Oddałam więc pieniądze, wyprosiłam ją i powiedziałam: „Dość! Od dzisiaj nie ma pensjonatu” – opowiada gospodyni Staruszkowa. Od razu wsiadła do autobusu, pojechała do urzędu i wyrejestrowała działalność. Wkrótce pojawiły się tam kolejne psy. – W sieci wyszukiwałam te najbardziej potrzebujące pomocy. Początkowo starałam się je wspierać na odległość, ale czułam niedosyt, jakbym pomagała im w połowie – mówi.
Postanowiła na miejscu opiekować się starymi, niechcianymi, schorowanymi, umierającymi. – Zaraz na początku wydano mi ze schroniska ciężarną sukę, nie informując mnie o jej stanie. Niebawem urodziła siedem szczeniąt. Odchowałam je, sześć poszło do dobrych domów. Została u mnie tylko Punia – opowiada z uśmiechem, głaszcząc czule małą Majkę, która mimo braku przedniej łapki sprawnie wskakuje na jej kolana.
Siedzimy w dużym pokoju otoczeni przez dziewięć, może dziesięć psów (trudno policzyć, bo wciąż się kręcą i domagają pieszczot). Większość to seniorzy. Pierwsze wrażenie? Pozytywne. Ci, którzy mówili, że spotkam świra, ostrzegali, że warunki
w Staruszkowie są „mało higieniczne”. Owszem, czuć starość i zapach choroby. Czasem któryś ze starszych psów nie zdąży ostrzec, że potrzebuje wyjść na zewnątrz… Pani Krystyna od razu sprząta i spokojnie przemawia do stworzenia, które patrzy spod oka, czując, że zrobiło coś złego. Ale generalnie jest schludnie i przytulnie. Choć biednie. Ciągle jeszcze widać, że mieścił się tu pensjonat: ze ścian spoglądają na mnie uśmiechnięte twarze dzieci, z sufitu zwisają dziesiątki bombek.
– W pensjonacie często przyjmowałam dzieci z Domu Dziecka w Stargardzie Szczecińskim. Były takie jak ja – porzucone, niekochane, nie wiedziały, co to znaczy dom rodzinny. Teraz często dzwonią. Pamiętają zielony domek w Karpaczu – opowiada pani Krystyna. A skąd ta wigilijna dekoracja? – Od trzech lat mam tu taki wystrój. A w tamtym pokoju jest wielkanocny. Właśnie się zastanawiam, jak to wszystko odkurzyć. Tu wisi siedemset bombek, nie będę ich ściągać. Na zewnątrz panuje upał, a my tu mamy Boże Narodzenie – śmieje się opiekunka psich seniorów.

Pages →  1 2 3 4

Jesień życia. Na przystanku starość Reviewed by on . [caption id="attachment_29396" align="alignright" width="300"] Starość psa nie musi być smutna.[/caption] Starość psa to niechodliwy towar. Zwierzęta niedołężni [caption id="attachment_29396" align="alignright" width="300"] Starość psa nie musi być smutna.[/caption] Starość psa to niechodliwy towar. Zwierzęta niedołężni Rating: 0

komentarze (3)

  • Wedlowska

    Wedlowska

    Adoptować starszego zwierzaka ? Dlaczego nie 🙂 ? Tak brzmiałaby moja odpowiedź , gdyby ktoś zadałby mi takie pytanie. Jeśli miałabym możliwość wzięcia następnego psa, nie byłby to pies rasowy, lecz właśnie schroniskowe stworzenie potrzebyjące miłości. Każdy potrzebuje kogoś, dzięki komu będzie czuł się ważny, po to by miał powód do życia. Tak samo jest jest ze zwierzętami, a w szczególności ze starymi, po przejsciach, dla których ostatnim przystankiem nie powinno być tak smutne miejsce, jak schronisko. Istnieją jednak osoby takie , jak przedstawiona pani w artykule, dla których nie jest obojętne życie czworonożnych staruszków. Mówi się , że świat jest coraz gorszy. Owszem, może jest w tym troche prawdy, ale nie opuszcza mnie wiara, że zawsze znajdzie się ktoś, kto dostrzeże potrzeby nie tylko swoje , ale również tych , którzy go otaczają 😉 . Mam nadzięję , że dzięki temu tematowi miesiąca więcej ludzi przekona się do adopcji staruszków ( oczywiście świadomej adopcji ) 🙂 .

  • Tofifi

    Tofifi

    „Jacy ludzie potrofią być okrutni” pomyślałam po przeczytaniu tematu. Niektóre przykłady drastycznego podejścia do zwierząt wzbudzają złość, inne przyprawiają o drescze, jescze inne powodują ból w sercu. Takich ludzi jak pani Krystyna powinno być znacznie więcej. Zwierzęta potrzebują szacunku, miłosći i godnej starości, którą nie każdy zapewnia. Sama mam chorego na raka psa_ nigdy przez myśl mi nie przeszło by go wyrzucić. Bo to przecież takie proste pozbyć się psa-wyrzucić na ulicę, uwiązać gdzieś, ale ze złamanym psim sercem to już co niektórzy się nie liczą. A dla starszego psa zmiana miejsca lub porzucenie może być tragiczne w skutkach. Ile to już w życiu się widziało zabiedzonych psów. Każdy cierpiał, każdy prosił, każdy chcił kochać dalej. A niewdzięczni ludzie nie potrafią tego usznować. Nie chcę tu kogoś urazić, ale według mnie nawet nakrzyczenie na starego psa może go zranić. Adopcja staruszka powinna być przemyślaną decyzją, dlatego ja gratuluję wszystkim ludziom którzy się tego odwarzyli. „Śpieszmy się kochać zwierzęta, Tak szybko odchodzą”

  • Lusia

    Lusia

    Czasem zastanawiam się czemu w schroniskach jest tyle starszych psów. Ludzie adoptują tylko te małe, śliczne szczeniaczki. Czemu? Wolą młode psy, ponieważ twierdzą, że łatwiej nauczyć je różnych rzeczy, będą lepiej przywiązane do opiekuna, ponieważ żyją z nim od szczeniaka. Ale to nieprawda. Lepiej zaadoptować starszego psa, bo szczeniak prędzej czy później znajdzie swój dom. A starszy pies nie. Dlatego adoptujmy starsze psy, żeby chociaż ostatnie lata życia mogły spędzić w godnych warunkach.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top