Srebrne Alpy
Wszystkich miłośników psów, zimy i konkurencji zaprzęgowych z pewnością ucieszy ta informacja. Polska znowu w światowej czołówce. Tym razem w urokliwych Alpach zaszczytne drugie miejsce zajął Igor Tracz wielokrotnie nagradzany i utytułowany maszer. Jest to wspaniałe osiągnięcie zważywszy na to, w jak trudnych warunkach rozgrywany jest wyścig Defi Rhone Alpes.
Defi Rhone Alpes to wieloetapowy wyścig sprinterski w Alpach wysokich. Dziesięć dni, dziesięć etapów każdy po około dziesięć kilometrów. Etapy dzienne i nocne, różnorodne trasy w różnych zakątkach gór. Wyścig to również duża próba dla kondycji i sił uczestników. Trasy obfitują w strome podbiegi i karkołomne zjazdy.
Przeczytajcie, jak wyglądała rywalizacja widziana oczami Igora Tracza.
"Każdy ze sprinterskich etapów liczył od 4 do 10 kilometrów, w klasie 4 psów można było wykorzystać pulę 6 psów, ale my ścigaliśmy się cały czas na jednym składzie 4 psów, oprócz jednego dnia, kiedy pobiegł pies rezerwowy. Trudne technicznie i fizycznie trasy wymagały zarówno dobrej techniki jazdy i opanowania zaprzęgu, jak i doskonałej kondycji, która była niezbędna na długich alpejskich podbiegach.Kilkanaście minut wyścigu na pełnej mocy i skupieniu i do tego godziny przygotowań dziennie mogą naprawdę wyczerpać organizm. Ktoś mógłby powiedzieć, że to przecież tylko kilkanaście minut wyścigu, ale walka nie zaczyna się na linii startu, tylko kilka miesięcy wcześniej, na treningach, potem są godziny spędzone tuż przed startem na pojeniu i karmieniu psów w odpowiednich godzinach odpowiednią karmą i suplementacją, godziny na smarowaniu i dobieraniu smarów do płóz. Dopiero potem jest wyścig, na którym psy i człowiek dają z siebie wszystko.
Mój brat Olgierd Tracz podjął się walki w najmniejszej klasie z dwoma psami, zajmując 1 miejsce, "Barbie" i "Krakers" spisały się doskonale. W sumie startowało 70 załóg, z Francji, Czech, Norwegii, Sycylii, Portugalii, Hiszpanii i Polski, ale nie wszystkie brały udział we wszystkich etapach i nie wszystkie dotrwały do finału. My zajęliśmy 2 lokatę w open. Do połowy wyścigu prowadziliśmy, jednak Norweski zaprzęg Leny Boysen okazał się mocniejszy w drugiej połowie, między innymi dlatego, że miała ona więcej psów na wymianę niż ja. Łącznie przegraliśmy o półtorej minuty. Doskonałe psy norweskie mają więcej krwi greyhounda, nawet do 50% co niesamowicie je przyśpiesza na pierwszych kilometrach, my odrabiamy straty dopiero koło 5 km trasy.
Ale norwescy sprinterzy mają też słabe strony, małą odporność na wyższą temperaturą, już
nawet taką około zera i małą odporność na dłuższy dystans. Rok temu wygraliśmy mistrzostwa świata między innymi z tym zaprzęgiem, w tym roku zrobimy wszystko aby wynik powtórzyć, widzę jednak jak dobrze w tym roku chodzi zaprzęg konkurencji, a przecież to nie jedyny mocny team, który chce nas pokonać.
Mistrzostwa Europy będą rozgrywane na 3 etapach po 9 km każdy. Myślę, że te dni w Alpach na wysokości minium 1500 metrów podniosły poziom czerwonych krwinek w naszych organizmach.Teraz 5 dni odpoczynku i już w ten weekend Mistrzostwa Polski w Górach Stołowych jako ostatni trening przez Mistrzostwami Europy.
Dziękuje moim czworonożnym kumplom z pracy czyli:
Ozziemu za liderowanie, Dodzie za nadawanie tempa, Nergalowi i Erze za dużą siłę uciągu jako wheeldogom i Nelly za pomoc na jednym etapie."
Igorowi Traczowi serdecznie gratulujemy i trzymamy kciuki za kolejne sukcesy sportowe w tym roku. Czy to nie wspaniałe, że Polacy powoli wyrastają na prawdziwą potęgę w zimowych sportach z psami?
(red.)