|
|
| Psy nie do oddania |
Raja
Dlaczego za nic na świecie nie oddałabym swojej suni? Odpowiedź jest prosta. Po prostu za to, że jest, za to, że żyje, za jej istnienie… Moja opowieść nie będzie zbyt radosna, ale warto ją przeczytać…
Raja, bo tak ma na imię moja suczka, 28-go lutego 2009 r. skończyła 4 miesiące. Jest takim młodym psem, a jej życie to niemal nieustanne cierpienie. Raja jest owczarkiem podhalańskim, którego kupiłam od ludzi, którzy rozmnażają te piękne psy dla zarobku. Szczenięta trzymane są w złych warunkach, żywione tylko kaszą i mlekiem. Gdy ją wzięłam miała 2 miesiące i tydzień, była ślicznym szczeniaczkiem, wyglądała jak pluszowy miś, lecz wyglądała tak tylko z pozoru, pod jej brudnym, skołtunionym futerkiem było mnóstwo ranek, ropnych krostek i strupków. Na brzuszku nie miała w ogóle sierści i na grzbiecie też już miała prześwity, a swędziało ją wszystko tak strasznie, że bez przerwy się drapała piszcząc przy tym okropnie. Pchły skakały po niej jak szalone. Na drugi dzień po jej przywiezieniu pojechaliśmy z Rajcią do weterynarza. Dostała kilka zastrzyków, antybiotyk, witaminy, została odpchlona i (niby) odrobaczona, ale wcale nie przestawała się drapać, więc po dwóch dniach znów pojechaliśmy do weterynarza, dostała znów zastrzyki. Kupiłam jej też szampon przeciwświądowy, aby się przestała drapać. Kąpałam ją codziennie w tym szamponie i faktycznie po trzech dniach przestała się całkowicie drapać, ale te rany i strupy na ciele miała nadal i sierść wychodziła jej kłębami. Zaczynała mieć coraz mniej sierści, ale przynajmniej była wesoła, bawiła się z naszym kotem.
Po jakimś tygodniu mieszkania u nas Raja zaczęła mieć problemy z tylnymi łapami, coraz ciężej jej się chodziło, zaczęła ciągać łapkami i była coraz bardziej smutna, aż w końcu nie mogła nawet na łapach ustać. Weterynarze nie mogli stwierdzić co się z tymi łapami stało i podawali tylko zastrzyki na wzmocnienie stawów. Raja stawała się coraz słabsza… Były dni, kiedy nie miała siły podnieść nawet głowy, musiałam podawać jej wodę strzykawką, załatwiała się pod siebie, nie miała siły się ruszyć. Weterynarze nic nie pomagali. A ja tylko siedziałam przy niej, tuliłam ją i głaskałam. Po kilku dniach zaczęły się kolejne problemy… Raja zaczęła mieć takie jakby tiki nerwowe, zaczęła jej skakać łapka i jedna powieka, coś ją cały czas bolało, bo cały czas piszczała, siedziałam z nią praktycznie bez przerwy, nie przespałam wiele nocy, gdyż całymi nocami płakała, a ja razem z nią. Weterynarze z mojej miejscowości nie robili z tym NIC! Drgawki stawały się coraz mocniejsze, Raja piszczała, a ja zarywałam kolejne noce siedząc i tuląc ją na podłodze. W końcu ktoś polecił nam lecznicę dla zwierząt jakieś 30-40 km od mojej miejscowości. Pojechaliśmy tam. Lekarz nawet nie musiał Rai dotykać, aby stwierdzić, że sunia ma grzybicę. Był w szoku, że żaden weterynarz wcześniej nie podał jej żadnego lekarstwa na grzybicę, tylko faszerowali ją jakimiś niepotrzebnymi świństwami, przez co jej organizm się bardzo osłabił. Następnie zrobił psiuni prześwietlenie, po którym okazało się, że Raja ma krzywicę, jej łapki były tak wykrzywione, że przez to nawet kręgosłup był krzywy do tego stopnia, że między kręgami porobiły się przerwy. Kolejnym szokiem było to, że doktor zaglądając w książeczkę zdrowia psa stwierdził, że sunia była odrobaczana takim preparatem, którego od 3 lat się już nie stosuj,e bo po prostu nie działa!!! Więc po prostu te robaki, które Raja miała objadły ją ze wszystkich witamin, przez co tak strasznie wychudła i ma te drgawki.
Dostała mnóstwo zastrzyków, witamin i innych lekarstw, które muszę cały czas też jej w domu podawać. A to, że przestała chodzić miało podłoże już u tych „ludzi” od których ją wzięłam, bo źle była karmiona, nie dostawała żadnego mięsa, które potrzebne jest do prawidłowego rozwoju kości, stawów, ścięgien i mięśni. Cena tej wizyty w lecznicy prawie zwaliła mnie z nóg, tym bardziej, że już mnóstwo pieniędzy wywaliłam w błoto u tych weterynarzy z mojej miejscowości, którzy psu inie tylko nie pomogli, ale zaszkodzili ale zdrowie mojego psa jest warte każdej ceny, mimo tego, że muszę odmawiać sobie wielu rzeczy. Teraz muszę znów jechać z nią do tamtego lekarza, gdyż suni wcale się nie poprawia, ma coraz mocniejsze drgawki, ale mam chwilowy kryzys finansowy i nie mam po prostu jak tam jechać, ale pojadę jak tylko będę mogła…. Jedyne co dobre to to, że suczka zaczyna pomalutku na przykurczonych, wychudzonych łapkach chodzić. Mimo, że nie mogę z Rają pójść na spacer, nie mogę się z nią pobawić, nie mogę uczyć jej sztuczek, mimo tego, że chodzę niewyspana, bo zarywam większość każdej nocy, mimo, że poświęcam wiele swoich potrzeb, aby zaoszczędzić każdy grosz, mimo, że nie mogę nigdzie praktycznie wyjść, aby nie zostawić suni samej, mimo tego wszystkiego KOCHAM JĄ NAD ŻYCIE i nie oddałabym jej za żadne skarby. Pragnę tylko jej zdrowia, wiem, że cierpi… Już nie raz przechodziła mi przez głowę myśl o uśpieniu jej, aby więcej nie cierpiała, ale nie mogłabym, nie potrafiłabym bez niej żyć!!! Mała jest silna, wierzę, że wyjdzie z tego wszystkiego, że czeka nas mnóstwo wspólnych, cudownych chwil. Staram się ze wszystkich sił, aby zapewnić jej najlepszą opiekę i najlepszą dietę (głównie mięsną). Ona jest dla mnie jak dziecko, jest członkiem rodziny i nie poddam się do póki Raja nie będzie zdrowa… Mam nadzieję, że ta historia będzie przestrogą dla tych, którzy chcą psa kupić z niepewnego źródła, bez rodowodu. I niech będzie też przestrogą przed weterynarzami, którzy zamiast pomagać robią tylko krzywdę zwierzęciu.
Paulina Lemiech
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
kaloszelazarza 07:44 | 15-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Trzymam za Was kciuki,nie poddawaj się,walcz o zdrowie suni .Biedaczka,niech to będzie przestroga dla ludzi,którzy chcą kupić tańszego szczeniaczka z pseudo hodowli,nie kupujcie tam,nie dajcie im zarobić ,nie dajcie powodów do rozmnażania i sprzedawania,żeby nie było więcej takich psów jak Raja,jeszcze raz-trzymam kciuki,niech Raja wyzdrowieje !
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Ula 01:31 | 26-10-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Co z Twoim pieskiem? Mam nadzieję że już jej się poprawiło. Chciałabym dać Ci jednak pewną radę. Miałam kiedyś nowofundlanda z hodowli, kochanego małego misia. Problemy zaczęły się gdy Bajka skończyła 5 lat. Pomimo dobrej diety, stałej opieki kliniki zaczęły się problemy ze stawami i całym układem kostnym. Paraliże, przykurcze, tiki powtarzały się. Ostatecznie w wieku 8 lat i chorób towarzyszących Baja została uśpiona. Nie wiem czy Twój piesek z takim schorzeniem będzie wstanie funkcjonować gdy dorośnie. To olbrzymia masa, już go nie podniesiesz sama, ciężko go przetransportować (ból Bajce sprawiało podnoszenie przez dwóch dorosłych, silnych mężczyzn, transport na leżąco w samochodzie osobowym był dla niej męczarnią, wynajmowaliśmy większe auta) Ostatecznie weterynarz przyjeżdżał do nas. Porozmawiaj z lekarzem, zapytaj czy jest sens walczyć i męczyć pieska-to nie miniaturka tylko niedźwiadek. A jeśli powie, że to ma sens, nie pozwól jej utyć, chodzić po schodach, skakać i stawać na dwóch łapkach. Trzymam za Was kciuki
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |