|
|
| Temat miesiąca |
Pupil na gigancie
Kochamy je, opiekujemy się nimi, wymyślamy zabawy. A one i tak uciekają. Dlaczego? Ze strachu, z nudy, bo na horyzoncie pojawiła się suczka, która ma cieczkę. Efekt zawsze taki sam – niepewność i płacz właścicieli. Co robić, gdy pies postanowi zażyć wolności, i jak temu zapobiegać?
Funia, niewielka, 7-letnia kundelka, mieszka z właścicielami w centrum Wrocławia. Bardzo kocha ludzi. Ale jeszcze większą miłością darzy tramwaje i autobusy. Dlaczego? Bo w nich jest dużo ludzi i można takimi pojazdami dotrzeć np. do centrum handlowego, gdzie rąk do głaskania jest znacznie więcej niż gdziekolwiek indziej. Suczka długo korzystała z takiej okazji. Wystarczyła chwila bez smyczy, a ona jak szalona pędziła na pobliski przystanek i wskakiwała do pierwszego tramwaju czy autobusu. Ale to, co dawało radość psu, przysparzało kłopotów i strachu właścicielom.
- Przygarnęliśmy ją, gdy miała niecałe dwa lata. Przez pierwszy rok regularnie, co kilka dni, wyruszała w taką szaloną podróż. Wykorzystywała każdą chwilę naszej nieuwagi - opowiada Justyna Kopeć, właścicielka Funi. - Na szczęście miała zawieszkę z numerem mojego telefonu. Zawsze ktoś dzwonił i mówił, że ją znalazł. Na przykład w centrum handlowym na drugim końcu miasta. - Właścicielka od razu wsiadała do samochodu i pędziła po psa. - Aż dziw, że nigdy nic jej się nie stało, nie potrącił jej żaden pojazd - dodaje.
Na podbój świata
Duszę podróżnika ma też roczny mieszaniec Maks, który błąkał się po rynku w Wałbrzychu. Przygarnęli go miejscowi dziennikarze, Sylwia Królikowska i Rafał Palacz.
- Chciałam znaleźć mu nowy dom, ale po rozmaitych perturbacjach został z nami - mówi Sylwia. Owszem, został, ale zdążył też pokazać swoje drugie ja. Po kilku tygodniach, gdy wyglądało na to, że już zżył się z nowymi opiekunami, uciekł z podwórka. Na poszukiwania ruszyła cała zrozpaczona rodzina - sprawdzono okolicę, zawiadomiono schroniska, leśników, policję, pobliskie sklepy. Informacja o uciekinierze pojawiła się na psich portalach. Wszystko na nic.
Po trzech tygodniach, gdy nadzieja na odnalezienie Maksa zaczęła gasnąć, zadzwonił ktoś, kto go widział w Jaworze, kilka kilometrów od miejsca ucieczki. Sylwia i Rafał szybko przejrzeli portale, na których zamieścili ogłoszenie o zaginięciu psa. I udało się: ktoś pisał, że przygarnął takie zwierzę i szuka mu nowego domu, więc natychmiast pomknęli do Jawora. Maks wrócił do domu, ale na spacerach właściciele tego obieżyświata muszą być czujni, bo nieustannie go kusi, aby zażyć swobody.
Zaspokoić zew natury
Funia i Maks mają podobną słabość: lubią ludzi i nie znoszą nudy. Poza tym nauczyły się, że samemu można dać sobie radę. Na dodatek Maks, czując instynkt łowiecki, nie potrafi się opanować, by nie podjąć intrygującego tropu.
Marcin Wierzba, wrocławski zoopsycholog i treser, mówi, że takie przypadki nie należą do rzadkości. Psy ciekawskie i niezależne biegną za czymś, co je zainteresuje, nie myśląc o konsekwencjach. Do tej grupy należy większość ras pierwotnych, głównie husky. One wyjątkowo często trafiają do schronisk.
- To nigdy nie były psy, które ciągle musiały uważać na reakcje człowieka i sprawdzać, czy to, co robią, robią dobrze - tłumaczy szkoleniowiec. - Współpracowały z ludźmi, ale mają w naturze gnanie przed siebie.
Aby sobie z tym poradzić, trzeba psy systematycznie szkolić, najlepiej od 7.-8. tygodnia życia. Jeśli to niemożliwe, jak w wypadku Maksa i Funi, trzeba długo i konsekwentnie pracować nad ich posłuszeństwem. Podstawą jest nauka przychodzenia na przywołanie. Ta komenda często ratuje psu życie. Trzeba też trenować koncentrację uwagi na właścicielu. Wracania uczy się psa, używając do tego linki, którą się stopniowo skraca. Potem ćwiczenia odbywają się już bez niej. Z czasem szkolenie przenosi się do rozmaitych miejsc. Poza tym trzeba zaspokoić psie instynkty. W wypadku husky czy malamutów to bieg połączony z ciągnięciem czegoś.
- Te psy w mieście nie są zbyt szczęśliwe - podkreśla zoopsycholog. - Chyba że zapewnimy im odpowiednie zajęcia: regularne treningi, starty w zawodach, czyli odpowiednią porcję ruchu. Osobniki o instynkcie myśliwego, jak Maks, potrzebują czegoś innego. Jeśli pies nie może biegać za zwierzyną, bo to oznacza kłopoty i ucieczki, powinien dostać coś w zamian. Skoro więc nie aportuje ustrzelonego bażanta, niech przynosi piłeczkę albo frisbee.
- Nie można psa wyleczyć z instynktu, bo to wrodzone zachowanie. Ale trzeba ten instynkt przekierować, dać zwierzęciu jakieś zastępcze polowanie - zachęca treser. I ostrzega, że gdy instynkt nie zostaje zaspokojony, popędy rosną, a wraz z nimi frustracje, które w końcu muszą znaleźć ujście. Może to być ucieczka psa, samookaleczenie czy inne niepożądane zachowania. Marcin Wierzba zaznacza jednak, że zdarzają się zwierzęta odporne na naukę.
Nieudane szkolenie
Potwierdza to Dariusz Ornal, zoopsycholog i trener z Lublina. Niedawno szkolił dwa goldeny, które odniosły wiele sukcesów na wystawach, ciesząc tym swoich właścicieli. Ale gdy psy zostawały same koło domu, natychmiast kombinowały, jak uciec, i zwykle im się udawało. Zadaniem szkoleniowca było nauczyć je m.in. tego, że mogą wyjść za bramę tylko na komendę.
- Dwa dni przed końcem szkolenia chciałem przeprowadzić test: psy siedziały na podwórku, a ja wyszedłem za bramę i zostawiłem ją otwartą. Już miałem je przywołać, gdy one nagle jak błyskawica śmignęły obok mnie i popędziły w pole. Nie oglądały się, nie reagowały na przywołanie - opowiada treser. - Biegłem za nimi trzy kilometry. Bezskutecznie. Wróciłem po samochód i pojechałem na poszukiwania. Znalazłem je 15 kilometrów od domu. Siedziały sobie spokojnie - śmieje się.
Zatem szkolenie się nie powiodło. Psy nie miały najmniejszego zamiaru stosować się do życzeń ludzi. Nic dziwnego, bo jak się okazało, od małego nie były uczone żadnych komend. W tym wypadku zostaje więc wyprowadzać je na spacery na lince.
Gdy pies się boi
Marcin Wierzba dodaje, że nuda, ciekawość świata i instynkt myśliwego to nie jedyne powody psich ucieczek. Ich przyczyną może też być chęć zaspokojenia popędu płciowego (gdy suczki w okolicy mają cieczkę), a także strach.
Zuzka jest pięknym rhodesianem. Ma dziewięć miesięcy. Uwielbia, z wzajemnością, swoje właścicielki: 14-letnią Martę Czujowską i jej mamę, Joannę; mieszkają blisko centrum Wrocławia. Niedawno rodzina przeżyła chwile trwogi. Przed godz. 21 Marta wyprowadziła Zuzkę na spacer. Szły spokojnie, bo niedawno suczka zraniła łapę, więc miała na niej opatrunek. Nagle szarpnęła gwałtownie i popędziła przed siebie. Dziewczyna nie była w stanie nad nią zapanować; przewróciła się, pokaleczyła kolana. A pies zniknął bez śladu.
- U nas na podwórku mieszkają kuny. Wydają dziwne odgłosy i przypuszczam, że właśnie tego Zuzka się przestraszyła - mówi pani Joanna. Mama i córka od razu ruszyły na poszukiwania. - Jeździłam po całej okolicy z prędkością 30 kilometrów na godzinę i wydzierałam się na cały głos. Bałam się, że ktoś wezwie policję. Odwiedziłyśmy wszystkie miejsca, do których chodziłyśmy z suką. Ani śladu! - O świcie obdzwoniły schronisko, policję, straż miejską, przychodnie weterynaryjne, wydrukowały ulotki i rozdały je. - Po paru godzinach zatelefonowała pani, która mieszka kilka kilometrów dalej. Zobaczyła, że biega tam przestraszony młody pies. Ma smycz, kolczatkę - relacjonuje Joanna Czujowska.
Okazało się, że Zuzka chowała się po bramach. Kobieta, która zwróciła na to uwagę, kupiła w pobliskim sklepie parówkę i na tę przynętę ją złapała. Potem zaprowadziła do weterynarza, który już wiedział, że taki pies jest poszukiwany, i o odnalezieniu zguby zawiadomił właścicielki.
- Stamtąd ją zabrałam. Wszystko trwało trzynaście godzin - mówi pani Joanna.
Z kolei kilkuletnia Zorka panicznie boi się wybuchów i wystrzałów. Któregoś razu, w czasie spaceru po wałach nadodrzańskich, rzuciła się do ucieczki, gdy usłyszała w oddali niepokojący strzał. Nie reagowała na komendy. Pędziła przed siebie.
- Od razu zaalarmowałam wszystkich znajomych. Szukaliśmy w miejscach, do których pies mógł uciec - wspomina Agnieszka Krajniczyn, właścicielka Zorki. Pies znalazł się mokry, zziębnięty na ogródkach działkowych, kawał drogi od miejsca, w którym usłyszał odgłosy huku. Od tej pory zaczęła się wielomiesięczna praca nad pokonaniem strachu.
Skąd ten lęk?
Dlaczego psy tak reagują? Dzieje się tak za sprawą układu limbicznego, na który składają się struktury podkorowe mózgu. Zwłaszcza część tego układu - ciało migdałowate jest odpowiedzialne za reakcje paniczne. O ile połączeń nerwowych od ciała migdałowatego do kory mózgowej jest dużo, o tyle w drugą stronę już bardzo mało. Efekt? Panika przeważa nad racjonalnym myśleniem. Kora mózgowa, nawet uświadomiona, że padła komenda właściciela, wysyła sygnały uspokajające do podkorowych części mózgu z dużym opóźnieniem. I pies ucieka dalej. Opamięta się, gdy będzie już bardzo daleko od źródła lęku. Lecz znaczna odległość dzieląca go od opiekuna, może mu uniemożliwić samodzielny powrót.
Dlatego zdaniem Marcina Wierzby, do którego trafiła Zorka, odpowiednia socjalizacja od szczenięcia to najlepsze, co można zrobić dla psa i dla siebie.
- Trzeba stopniować bodźce i przyzwyczajać zwierzę do rozmaitych odgłosów, aby się nauczyło, że np. żaden hałas nie może mu zrobić krzywdy, a dźwięki, których się dotąd bało, są niewartym reakcji szumem w tle - wyjaśnia treser. - Ale nigdy nie przewidzimy wszystkiego, co może psa wystraszyć. Jeśli coś wywoła u niego reakcję paniczną, będzie uciekał od źródła lęku i nie zareaguje na komendy, nawet gdy go dobrze wytrenujemy.
Najważniejsze to ignorować
Znacznie trudniej jest zapanować nad reakcją paniczną dorosłego psa. Niemniej trzeba jak najszybciej rozpocząć żmudny, systematyczny trening połączony z terapią lęku.
- Po pierwsze ignorujemy psa, który się boi - podkreśla zoopsycholog. - Całym zachowaniem, swoją postawą dajemy do zrozumienia, że nie stało się nic, na co musimy zareagować. Błędy, jakie właściciele popełniają, to mówienie do psa, przytulanie go, głaskanie, pocieszanie. To działa odwrotnie: dotykamy odruchowo stref nagrody, czyli bocznych części ciała zwierzęcia. Jeśli więc pies się boi, a ja go głaszczę, to tak naprawdę nagradzam go za ten lęk - tłumaczy Marcin Wierzba.
Podczas szkolenia dobrze mieć długą smycz. Dzięki niej damy psu możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. Pierwszą reakcją na dziwne odgłosy miasta będzie zapewne ucieczka.
- Niech się oddali na 15 metrów, ale jeśli ja stoję na miejscu, gdzie coś strzeliło, a on odbiegnie, to będzie musiał podjąć decyzję, czy stać na naprężonej smyczy, czy wrócić do mnie - wyjaśnia treser. - Nie wołam psa! Mogę co najwyżej kucnąć, żeby go uspokoić po psiemu. Bo niska pozycja to właśnie sygnał uspokajający. I czekam, aż on wróci do mnie. Wtedy go nagradzam.
Nagraj miasto i daj przyjaciela
Kolejny etap terapii to przyzwyczajanie do bodźców, które dotąd wywoływały lęk. Powinny stopniowo narastać, możemy zacząć więc od bardzo słabych, jak np. strzelanie z folii bąbelkowej. Jeśli pies się nie przestraszy, musimy go nagrodzić. Po pewnym czasie skojarzy, że brak lęku oznacza nagrodę. Szkoleniowiec podpowiada, że można nagrywać rozmaite straszące dźwięki i odtwarzać je w domu. Na początku cicho, potem coraz głośniej. Wreszcie wychodzimy do miasta i to samo ćwiczymy na żywo.
Jest jeszcze jedna metoda, nazywana terapią przez zabawę, ale zdaniem wrocławskiego zoopsychologa jest niewskazana dla ludzi niedoświadczonych. Rozbawiamy psa do granic możliwości, a w chwili, gdy jest bardzo rozemocjonowany, ktoś odtwarza dźwięk, który zawsze wywoływał u niego lęk. Pies ma szansę niezauważenia go i niezareagowania we właściwy dla niego sposób.
- Trudność tej metody polega na tym, że ludzie często nie potrafią bawić się ze swoimi psami. Nie potrafią też stwierdzić, kiedy pies jest na tyle rozbawiony, żeby nagle bez lęku przyjąć ten feralny dźwięk - tłumaczy Marcin Wierzba.
Wreszcie ostatni sposob, który znakomicie sprawdził się w wypadku strachliwej Zorki. Polega on na wykorzystaniu tzw. psów regulatorowych. Potrzebny jest inny pies, który nie boi się wybuchów i wystrzałów. Staje się niejako przewodnikiem dla zestresowanego pobratymca. Kiedy lękliwe zwierzę widzi, że inne psy nie reagują na to, czego ono się boi, samo też zaczyna reagować rozsądniej. Gdy więc do Zorki dołączyła Rubi, na której żadne odgłosy nie robią wrażenia, sytuacja zaczęła się poprawiać. Oczywiście potrzebne też były systematyczne ćwiczenia.
Gdy poczują suczkę
Polowanie, dzikie pola i suczki, oto co Tofiego najbardziej pociąga. Pies jest 5-letnim beagleem, który nade wszystko ceni swobodę. Dziwi się, że nie znajduje zrozumienia u swojej właścicielki, Aleksandry Sroki. Mieszkają w podwrocławskiej Czernicy. Tofi to recydywista, uciekał tak wiele razy, że trudno to zliczyć.
- On zawsze ucieka mojemu tacie - mówi pani Ola. - Tato jest myśliwym, więc chodzi na pola, karmi zwierzęta, tropi, sprawdza ambony. Pies biega, a gdy w pewnym momencie poczuje suczkę w pobliżu, ucieka na otwarte pole. Wtedy przestaje słyszeć jakiekolwiek wołanie.
Ostatnio jesienią zniknął na 10 dni. Znalazł się dzięki ogłoszeniom w internecie. Ktoś wypatrzył go pod płotem, kilka kilometrów od domu właścicielki.
- Tofi był w strasznym stanie. Nie mógł chodzić, miał dziury w mięśniach. Trzeba było go nosić - wspomina Aleksandra Sroka, która nie ma wątpliwości, skąd te kłopoty. - On nie był przez tatę uczony posłuszeństwa, jest rozpuszczony.
Jak zgodnie podkreślają zoopsycholodzy i lekarze weterynarii, w wypadku pędu do rozmnażania pożądany skutek odnosi tylko jedna radykalna metoda – kastracja.
- Po tym zabiegu ucieczki w pogoni za suczką skończą się definitywnie - zapewnia Mirosław Tarka, doświadczony lekarz z Opola.
Marcin Wierzba podpowiada, że można zauważyć, kiedy pies szykuje się do ucieczki podczas spaceru:
- Gdy chce uciec wiedziony popędem płciowym, najpierw da nam czytelny sygnał. Powącha, a potem będzie intensywnie marszczyć pysk, będzie też mlaskać, obficie się ślinić i szczękać zębami. Jeśli to zauważymy, od razu przypinamy smycz. Jeżeli nie zdążymy, a pies zobaczy sukę, to pobiegnie za nią na sto procent.
Suki uciekają zdecydowanie rzadziej. W ich wypadku trzeba uważać na środkowy tydzień rui; wtedy staramy się nie spuszczać ich ze smyczy, chyba że przebywają na szczelnie zamkniętym terenie. Szkolenie na niewiele się tu przydaje; aby zapobiec nagłym zniknięciom i niechcianej ciąży, najskuteczniejsza jest sterylizacja.
Najpierw jedź do schroniska
O tym, że ucieczki to wielki kłopot, najlepiej wiedzą pracownicy schronisk dla zwierząt. We Wrocławiu gros pensjonariuszy to psy, które w różnych okolicznościach oddaliły się od właścicieli. Jak twierdzi Lidia Salata z wrocławskiego schroniska, największym problemem jest to, że większość opiekunów nie potrafi szukać swojego zwierzęcia.
- Ludzie rozklejają plakaty w całym mieście, dają ogłoszenia. Nie przychodzi im do głowy, że we Wrocławiu jest jedno schronisko i tutaj trafia większość takich psów. Wystarczy przyjść albo chociaż zatelefonować do nas – tłumaczy.
Zofia Białoszewska, kierowniczka schroniska, dodaje, że powinniśmy odpowiednio się przygotować na taką sytuację kryzysową:
- Każdy pies powinien mieć przypiętą do obroży tabliczkę ze swoim imieniem i numerem telefonu właściciela. I wszczepiony czip. Dzięki temu szybko wróci do domu. To szczególnie ważne w wypadku np. husky, które notorycznie uciekają i trafiają do nas. Ale nie tylko ta rasa ma ciągoty do wolności. Cyryl i Bojar to wyżły, Betowen - mieszaniec bernardyna, Kiler - mały kundelek.
- Wszystkie pojawiają się u nas systematycznie - mówi Lidia Salata. - Ba, Kiler mieszka niedaleko i tak polubił schronisko, że ostatnio sam przychodzi, przejdzie się między boksami, odwiedzi kolegów i wraca do domu - śmieje się. W biurze schroniska wisi spis telefonów specjalnych, czyli właścicieli psów, które regularnie trafiają do przytułku. - Kiedy pojawia się Betowen, wiemy, że uciekł siostrom zakonnym, i od razu do nich dzwonimy.
Ale zdarza się, że nawet schroniskowy parkan nie jest przeszkodą, która uniemożliwiałaby realizację psich marzeń o wolności.
- Mieliśmy kundelka, który jak kot wspinał się na dwumetrowy płot i uciekał - mówi z rezygnacją w głosie Lidia Salata.
Wypady z happy endem
Wagary wszystkich czworonożnych bohaterów tego artykułu zakończyły się szczęśliwie. Funia z wiekiem coraz rzadziej dopada tramwaju czy autobusu. Sił ma już mniej, ale przede wszystkim przeszła szkolenie i dostała przyjaciółkę, Tośkę, która jej pilnuje. Poza tym właściciele nauczyli się czytać jej mowę ciała. Wiedzą, kiedy suczce marzy się wolność. A na wszelki wypadek założyli Funi dwie zawieszki z numerem telefonu i dwuzłotówką - na wypadek gdyby ktoś, kto ją znajdzie, nie miał pieniędzy na zadzwonienie do nich.
Maks jest szkolony przez właścicieli. Wolności zażywa dopiero wtedy, gdy teren zostanie dokładnie sprawdzony. Poza tym rzadko jest spuszczany ze specjalnej długiej smyczy. Zdążył co prawda nabroić - zostawiony w aucie na siedem minut zdemolował deskę rozdzielczą, ale to już inna opowieść.
Zuzka została zapisana na szkolenie, a na wieczorne spacery chodzi z podwójną obstawą. Marta i jej mama, Joanna, wspólnie pilnują, by strach znowu nie zapędził rodezyjki na drugi koniec miasta. Zorka przeszła półtoraroczną terapię i ma kumpelę Rubi, która się nią opiekuje. Natomiast Tofi, dla którego instynkt ojcowski jest tysiąc razy silniejszy niż uczucie do właścicieli, musiał uznać wyższość ich inteligencji nad swoją. Nauczyli się rozpoznawać zamiary pupila z jego mowy ciała. Wiedzą, kiedy pora skończyć z psią swobodą, by ich ulubieniec nie wpadł w tarapaty.
Wszystkie uciekające niegdyś czworonogi mają dodatkowe zabezpieczenie w postaci przymocowanej do obroży adresówki z numerem telefonu właścicieli. To na wypadek, gdyby jednak postanowiły jeszcze raz zażyć wolności.
Maciej Sas
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
neroares2 10:17 | 07-06-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Będąc właścicielem jakiegokolwiek psa , jesteś zobowiązany do zapewnienia mu bezpieczeństwa pod każdym względem – zarówno dla dobra jego samego, jak i otoczenia . Jednak nie zawsze jest to do końca możliwe . Wiem przez pryzmat doświadczenia jak trudno upilnować pupila , nawet jeśli jest na smyczy .A więc , powinniśmy robić wszystko , aby jego zaginięcie było jak najmniej prawdopodobne , a odnalezienie jak najszybsze. Po kilku przygodach z moim psiakiem mogę stwierdzić ,ze nie zbędne jest dobre oznakowanie psa , typu identyfikatora doczepionego do obroży z numerem telefonu właściciela.Można dodać też imię psa – złagodzi to stres zwierzęcia, gdy osoba, która go odnajdzie, będzie wymawiała jego imię. Staraj się nie zdejmować psu obroży z adresówką nawet w domu. Warto chuchać na zimne, niż potem wypominać sobie, że czegoś się nie dopilnowało. Zabłąkane zwierzę nie jest w stanie samo powiedzieć gdzie mieszka ani poprosić o odprowadzenie do domu... Adresówka może uratować mu życie.Obecnie można wszczepić psu CHIP, który jest niezawodnym sposobem identyfikacji. Pies ma go zawsze "przy sobie" w odróżnieniu od identyfikatora, nie zamaże się tak jak tatuaż. Znajduje się pod skórą na karku, jest wielkości kilku milimetrów i można go zlokalizować jedynie za pomocą czytnika, który znajduje się w lecznicach, schroniskach i niektórych oddziałach Straży Miejskiej. W celu wszczepienia chipa, zwróć się do swojego lekarza weterynarii.Unikaj puszczania psa luzem na nieznanym terenie. Skorzystaj wówczas z linki lub smyczy automatycznej. Pilnuj psa uważnie, gdy w okolicy znajdują się suki z cieczką. Również suka w okresie rui jest chętna do ucieczek i może zabłądzić. Poddaj zwierzę sterylizacji/kastracji, jeśli nie ma uprawnień hodowlanych do rozrodu. Przestanie mieć ochotę na ucieczki i włóczęgi.Szczególnie uważnie pilnuj młodych psów, które łatwo ukraść. Zwłaszcza "modne" rasy są najbardziej narażone na kradzież – nie zostawiaj więc psa przed sklepem i w innych podobnych miejscach bez opieki. To kilka rad zapobiegających zaginięciu psa . A tak właściwie to dlaczego one uciekają ? Otóż zwierzęta zwłaszcza psy ( ewentualnie koty ) giną z różnych powodów .Błądzą, są kradzione dla zysku lub dla zabawy, uciekają przestraszone np wystrzałami petard czy sztucznych ogni. Czasem powodem zagubienia są problemy ze zdrowiem lub psychiką. Jednak najczęściej zwierzęta oddalają się od swojego domu i opiekuna kierowane popędem płciowym – samce w poszukiwaniu samicy w okresie rui / cieczki (oraz znakowania i patrolowania "terytorium" samicy). Suki i wałęsają się w poszukiwaniu partnera.Często powodem ucieczki zwierzęcia jest złe traktowanie i brak poprawnych więzi z człowiekiem oraz instynkt myśliwski (psy to drapieżniki, mimo udomowienia wciąż posiadające geny łowieckie , a my powinniśmy cały czas o tym pamiętać).Bez względu na przyczyny, błąkającym się samotnie zwierzętom grozi wiele poważnych niebezpieczeństw, takich jak: wypadki drogowe, okaleczenia i znęcanie się przez ludzi, pogryzienia i zagryzienia, otrucie, głód, pragnienie, choroby, przemarznięcie / przegrzanie i wiele innych... Przerażone i zestresowane zwierzę, może także stanowić zagrożenie dla ludzi. Mój kundelek uciekł mi nie jeden raz , ale dzięki środkom ostrożności takich jak choćby wisiorek z kontaktem przy obroży sprawił , że dobrzy ludzie których Ares ( mój pies ) spotkał w swojej ucieczce do wolności skontaktowali się ze mną i przekazali mi zgubę.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Campasia 04:21 | 06-06-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wiem przez pryzmat doświadczenia jaki to wielki stres gdy ucieknie nam czworonożny przyjaciel. Zastanawiamy się dlaczego, przecież było mu u nas tak dobrze. Zastanawiamy się gdzie jest i czy do nas wróci. Moja ukochana labradorka przyjaźni się ze mną, kocha mnie, lecz wystarczy przez nieuwagę otworzyć bramę w złym momencie, a ona już korzysta z okazji do ucieczki. Biegnie przez pole (ponieważ mieszkamy na wsi ) i nie interesują jej nawet leżące odłamki śmieci do obwąchania, tylko byle, by biec przed siebie. Wpadam wtedy w panikę, gdyż nie wiem czy ją gonić, czy czekać, aż wróci. Jestem, akurat pewna że co do tego drugiego, nie mam nawet co liczyć. Gdy znajdzie jakiś ciekawy trop to koniec. Biorę, się więc za plan B – smakołyk. Muszę podejść ostrożnie i wyciągnąć rękę z przynętą. Potem zaciągnąć niesfornego labka do domu, gdzie znów czeka na niego mięciutki dywan, pełna miska i milion zabawek. Dlaczego ucieka skoro ma wszystko czego potrzebuje? Może w pogoni za wolnością.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Mariola97 09:13 | 05-06-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Miałam kiedyś (jeszcze w tamtym roku) dalmatyńczyka. Często uciekał z domu, ale tylko na krótkie przechadzki. Przyzwyczaiłam się do tego, ale mimo to zawsze się o niego martwiłam, gdyż nie wiedziałam gdzie jest i czy nic mu nie jest. Zadawałam sobie zawsze wiele pytań, na które nie potrafiłam odpowiedzieć. Pewnego razu uciekł na dłużej. Bardzo się o niego bałam, tym bardziej, że byliśmy u mojej babci a on zadobrze nie znał okolicy. Czekałam i czekałam, a on nadal nie wracał. Mój tata zaczął go szukać, zaś mi kazał zostać w domu chociaż bardzo chciałam pomóc, ale miałam wtedy zaledwie 7 lat (teraz mam 14). Po długiej niepewności zobaczylismy Kacpra (bo tak się nazywał mój pies) koło domu. Wybiegliśmy go przywitać, ale oczywiście go nie skarciliśmy, gdyz mógłby sobie pomyśleć, że karcimy go za to, że wrócił do domu. Od tamtej pory bardziej go pilnowaliśmy, ale mimo to i tak zdarzała mu się ucieczka.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~właścicielka Funi 02:41 | 27-05-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Funia jest kundelkiem w typie terriera. Ucieka, bo taka jej terierowata, ciekawska, wszędobylska, nieustraszona i radosna natura. Co prawda jest znajdą, więc nie wiemy nic o jej wcześniejszych losach, ale z jej zachowania nie wynika by kiedykolwiek jakikolwiek człowiek zrobił jej krzywdę. Ona kocha wszystkich "dwunożnych" i zawsze skorzysta z każdej okazji by się z nimi zaprzyjaźnić a często niestety i udać się w "siną dal" w ich towarzystwie. Niestety sama nie potrafi wrócić do domu gdyż po pierwsze, jak słusznie zauważyła Akita, oddala się przy pomocy komunikacji miejskiej, a po drugie, jak wynika z naszych długoletnich obserwacji, ma bardzo słaby węch (lub nie ma go wcale), co znacznie utrudnia jej orientację w terenie.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~właścicielka Funi 02:16 | 27-05-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Funia jest kundelkiem w typie terriera. Ucieka, bo taka jej terierowata, ciekawska, wszędobylska, nieustraszona i radosna natura. Co prawda jest znajdą, więc nie wiemy nic o jej wcześniejszych losach, ale z jej zachowania nie wynika by kiedykolwiek jakikolwiek człowiek zrobił jej krzywdę. Ona kocha wszystkich "dwunożnych" i zawsze skorzysta z każdej okazji by się z nimi zaprzyjaźnić a często niestety i udać się w "siną dal" w ich towarzystwie. Niestety sama nie potrafi wrócić do domu gdyż po pierwsze, jak słusznie zauważyła Akita, oddala się przy pomocy komunikacji miejskiej, a po drugie, jak wynika z naszych długoletnich obserwacji, ma bardzo słaby węch (lub nie ma go wcale), co znacznie utrudnia jej orientację w terenie.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
kalina 12:40 | 24-05-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Czytając ten artykuł przypomniała mi się pewna historia. Pewnego wieczoru kiedy moje pieski biegały po podwórzu do płotu przybył duży biały pies. Mama dała mu kawałek surowego mięsa bo tylko to miałyśmy wtedy w lodówce dla naszych zwierząt. Chciała go na chwilkę zatrzymać by zdążyć zadzwonić do schroniska. Pies grzecznie wziął jedzonko i pospiesznie uciekł. Przykro nam się zrobiło, że nie zdążyłybyśmy pomóc mu wrócić do swoich właścicieli. Ale mamy też nadzieję, że odnalazł drogę powrotną i nic mu się nie stało. Schronisko było jedynym rozsądnym wyjściem w tej sytuacji, gdyż u nas nie mógł nawet na krótki czas zostać ze względu, że mieliśmy wtedy 3 psy. A każdemu kto się zgubił pies szuka go najpierw w schronie. Nie wyobrażam sobie co jego Państwo przechodzili. Gdyby mi się to przydarzyło bardzo bym się o niego bała i za nim tęskniła. Przelałabym morze łez, bo nigdy drugiego takiego samego psa nie będzie. Zawsze jest strach, że ktoś może psa potrącić, porwać lub myśliwi zastrzelić, gdy znajdzie się za blisko domów mieszkalnych. Są to straszne wizje, ale tylko takie przychodzą do głowy w takich ciężkich chwilach. A widok psa wracającego do domu po kilku dniowej wędrówce powoduje ogromne łzy szczęścia. W tym momencie chcę za apelować do wszystkich wędrowników, gdy zabłądzicie w mojej okolicy to możecie na mnie liczyć. Postaram się was nakarmić i pomogę znaleźć wasz dom. Chciałabym poruszyć pewną ważną sprawę, mianowicie każdy pies musi być zaczopowany i mieć na obroży przyczepiona adresówkę. W przypadku kiedy sobie pójdzie pozwiedzać świat dobrzy ludzie pomogą mu wrócić do swojego właściciela, wiec bez tego ani rusz.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
zuzia10 09:59 | 19-05-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Psy czasami uciekają i to jest częstym zjawiskiem. Niektóre z nich bo lubią ludzi, samochody, zobaczą kota, czują suczkę z cieczką lub uwielbiają spacer na "własną łapę". Ludzie się wtedy o nie zamartwiają, ale skąd psy mają wiedzieć, że tego im NIE wolno?! Kiedyś moja babcia miała psa Rokiego, skakał przez ogrodzenie i robił sobie spacery na osiedle. To dlatego, że był zamknięty w małym, ciasnym ogrodzeniu, nie wychodzono z nim na spacer i miał kontakt z zaledwie kilkoma osobami przez całe swoje życie. Teraz to ja mam pieska- Revię i wiem, że gdyby miała możliwość ona też by uciekała. Tylko, że to nie zakończyłoby się takim Happy Endem jak w przypadku Funi, ponieważ moja suczka uwielbia samochody i chce za nimi biegać. Choć Revia ma duży wybieg i codzienny spacer. Czasami psu ewidentnie czegoś brakuję(jak w przypadku Rokiego) ale zazwyczaj nie wiemy czego nasz piesek chce(jak u Revi), wydaje nam się, że ma już wszystko. Więc dlaczego nasi pupile uciekają? Według nas (w większości przypadków) niczego. Ale to tak naprawdę my mamy wszystko, a nie nasi podopieczni. Może nasz pupil na spacerze chce iść w drugą stronę? Może ma ochotę pobyć z innymi ludźmi? No właśnie MOŻE, więc MOŻE spróbujmy zrozumieć nasze psy?!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
magda99 04:21 | 21-05-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Mój pies też często ucieka. Z różnych powodów: to jakaś suczka ma cieczkę, czy chce odwiedzić swego psiego kolegę. Według mnie to nic złego, bo wiem gdzie i którędy podąża i zawsze mogę po niego pójść. Tym bardziej, że mieszkam na wsi i nie ma zagrożenia. O wiele gorzej jest w miastach, gdzie natężenie ruchu i liczba przechodni jest o wiele większa. Wcale nie najgorszą rzeczą jest pies podążający ulicą, lecz nasze prawo. Nie rozumiem dlaczego człowiek ma prawo do chodzenia samopas w niemal wszystkie zakątki, a pies? Spójrzmy, niemal na każdym sklepie tabliczka "Psom wstęp wzbroniony", dlaczego nie jest tak "Ludziom wstęp wzbroniony"? Otóż odpowiedź jest prosta, człowiek to bezduszne, samolubne stworzenie, którego jest wszędzie pełno i tylko doprowadza do rozpadu naszej planety. Dlaczego no to nie patrzymy? Zwierzęta uważamy, ze o wiele niższe w hierarchii, gdyż to one uczą nas uczuć. Więc i my zróbmy coś dla nich!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |