Psy w wielkim mieście Gdyni
Sobotni poranek wzbudził we mnie wiele obaw, co do pogody. Mgła, szaruga, deszczowe chmury – nienajlepszy repertuar na festyn na świeżym powietrzu. Nic to, należało się ciepło ubrać i wierzyć, że nie będzie padało, w końcu Rapsaniemu deszcz i chłód odpowiadałyby bardziej niż lejące się z nieba słońce. Chwilę przed 11:00 zajechałam z pupilem na miejsce festynu „Pies w Wielkim Mieście”.
Już po wyjściu z samochodu słychać było wesołe poszczekiwania i głos prowadzącej imprezę, a co najważniejsze – ku niezadowoleniu Rapsa – na niebie nie było ani jednej chmurki, a moja bluza na misiu okazała się lekko przesadzona! Pogłaskałam szczeniaka, żeby dodać mu otuchy i dumnie ruszyliśmy przed siebie. Piesków było, co nie miara! Rasowych i kundelków! Co chwilę obok nas przechodziły śliczności z gdyńskiego Ciapkowa, każdy z niebieską chusteczką z napisem „adoptuj mnie” – pieski były wesołe i pełne nadziei, że może to właśnie dziś znajdą swojego człowieka!
Najpierw udaliśmy się z Psem Rapiesem (tak tak, mój pupil ma imion i przezwisk całe mnóstwo) na tor agility, gdzie każdy mógł poćwiczyć ze swoim pieskiem pod okiem treserów. Niektórzy próbowali skoków przez oponę inni wprowadzali psy na kładki. Były oczywiście tunele, slalom i skoki przez przeszkody, które to wykorzystane zostały do pierwszej konkurencji: skoku wzwyż. Skoki odbywały się dla piesków dużych wszelkich ras i tzw. „small’i”, czyli tych maluśkich. W następnej kolejności udaliśmy się na pokaz Rally. Psiaki podążały obok swoich właścicieli, wykonywały zadania na licznych przystankach Kolejnym punktem programu był pokaz psów asystujących osobom niepełnosprawnym. Zobaczyć coś tak wspaniałego na własne oczy to naprawdę niesamowite przeżycie. Psy były tak zrównoważone, spokojne i posłuszne, że zasługiwały na gromkie brawa!
Kiedy na torze pojawił się Igor Tracz, mistrz świata i Europy w mushingu, widzowie tłumnie zebrali się dookoła. Pierwszym pokazem był zaprzęg czterech psów, następnie bikejoringu - połączenie kolarza górskiego wspomaganego przez psa zaprzęgowego, dystans 4-6km, dodatkowa moc jaką dostarcza dobrze wytrenowany pies to 10-20%, średnia prędkość do 40km/h, maksymalna ponad 50km/h.
Czym teren trudniejszy tym większa pomoc ze strony czworonoga (informacje z bloga Igora Tracza). Uwierzcie, było na co popatrzeć! Na zakończenie każdy zainteresowany mógł porozmawiać osobiście z panem Igorem i jego zespołem.
Posłuszeństwo na najwyższym poziomie, ćwiczenia wykonywane bezbłędnie (pozostawianie w wyznaczonym miejscu z biegu, brak reakcji na zniknięcie przewodnika, siad, waruj, bezdźwięczne szczekanie itp. Itd.), każda partia ćwiczeń nagradzana sowitą zabawą w ciąganie.
Piesków przyszło naprawdę bardzo dużo. Obok dumnych kundelków widziałam sznaucera olbrzymiego, owczarki belgijskie, szetlandzkie, podhalana, border collie, chyba czechosłowackiego wilczaka lub saarloos wolfhond’a, chihuahua, labradory, goldenki, pieska w typie landseera, amstaffy, yorki, airedale terriera, charcika włoskiego, angielskiego spaniela och.. długo by wymieniać.
Niestety, nie widzieliśmy pokazu piesków policyjnych. Temperatura i wielka patelnia na głównym placu zmusiła mnie do ucieczki z małym w cień i poszukania dla niego czegoś do picia (na terenie festynu rozstawiono pojemniki z wodą, ale Raps zbuntował się na pomysł picia z jednego kubła, musiałam poić go z ręki swoją wodą ). W międzyczasie jeden z piesków do adopcji znalazł nowy dom!!! Czyż to nie wspaniale?
Podczas festynu odbyły się różne konkursy. Już wcześniej wspomniane skoki wzwyż przez przeszkodę, konkurs na młodego tresera, w którym wystąpić mógł każdy bez ograniczeń wiekowych, wystarczyło, że piesek potrafił zrobić cokolwiek ;) Konkurs „na siad” – wygrał ten, kogo piesek mimo pokus usiedział nieporuszony najdłużej.
Niestety, nie mogliśmy wystartować w żadnej dyscyplinie :( Rapsani cierpi na zaburzenia wzrostu i nie wolno mu skakać, natomiast konkurs posłuszeństwa oznaczał żar z nieba, a maluch był poważnie zmęczony pogodą. Komendy siad, waruj, zostań, do mnie, zdechł pies, łapa, równaj i kręcenie dookoła mamy w jednym paluszku (tudzież łapce), jednak udział w konkursie nie mógł się równać z obawą o moją czarną, pełną futra kulkę! Dlatego Rapsani godnie odgrywał rolę puszystego misia, do którego chciały przytulić się dzieci. Każdy malec został pożegnany przez szczeniaka gorącym buziakiem!
Najlepszym kumplem mojego pupila został piesek ze schroniska – duży, przeuroczy kundelek, który mimo braku przedniej nóżki był pełen życia, energii i chęci do zabawy!
Dzień minął cudownie! Rapsani dostał również identyfikator Miasta Gdyni, co znaczy, że został oficjalnym Psem w Wielkim Mieście! Oby więcej takich imprez w Trójmieście!
Tekst i foto:
Izabela Maratos (Belle)