piątek, 24 listopada 2017

Przez przeszkody po nagrody

25 października 2017 08:59 4 komentarzy

 

Skoki z Jumpim

– Zbliżały się święta Bożego Narodzenia 2011 roku. W prezencie pod choinkę dostałam podstawowy kurs posłuszeństwa w szkole Dogmasters i od tego zaczęła się moja przygoda. Od kilku miesięcy miałam już swojego pupila Jumpiego, sznaucera miniaturkę – wspomina Magda Guzy. – Szkolenie odbyliśmy bez problemów, a ja z wielką przyjemnością zaczęłam chłonąć wiedzę o agility. W końcu od teorii przeszliśmy do praktyki i zaczęliśmy biegać na torze w Tychach. Jumpi bardzo chętnie ze mną współpracował.
Dziewczyna dobrze pamięta, że 15 lipca 2012 roku razem ze swoim pupilem pojechała na debiutanckie nieoficjalne zawody agility, które zakończyły się dla nich wielkim sukcesem – zajęciem pierwszego miejsca. Potem był obóz, na którym Jumpi w ogóle nie chciał skakać przez przeszkody, bał się pozostałych psów, przerażało go tam dosłownie wszystko. Po powrocie Magda zaczęła od nowa. Bardzo powoli zachęcała go do pracy i w końcu pies, ku jej radości, odzyskał formę. W marcu i kwietniu tego roku uczestniczyli w nieoficjalnych zawodach, a już w maju wzięli udział w Pucharze Polski Agility w Chorzowie, gdzie zwyciężyli w swojej kategorii, czyli 0 Medium. Pod koniec maja, podczas Europejskiego Tygodnia Młodzieży dziewczyna pokazywała młodym ludziom, jak dobrze można się bawić w towarzystwie psa oraz jak należy z nim pracować. Czternastolatka podkreśla, że to dopiero początek ich drogi, mają zamiar zdobywać laury w innych kategoriach.

BAT-mani na agilitowym szlaku

– Nasza przygoda z agility zaczęła się przypadkiem, tak samo jak przyjaźń z psem. Wspólnie z żoną Kamilą przygarnęliśmy dorosłego już psa, który był z nami przez pięć lat. Gdy odszedł, zdecydowaliśmy, że jego następca będzie go przypominał wyglądem. Miał być czarny, kudłaty, z długą kufą. W ten sposób dwoje laików w dziedzinie wychowania czworonogów przyjęło pod swój dach owczarka belgijskiego groenendaela, patrzącego na świat z przerażeniem, histerycznego Zorbę – wspomina Piotr Celmer. – Mimo szkoleń w zakresie posłuszeństwa i pierwszych niewielkich sukcesów na zawodach obedience pies wciąż nie był zrównoważony. Próbowaliśmy wypasać z nim owce, a potem trafiliśmy na kurs agility. Może nie od razu, ale po jakimś miesiącu nasz pupil pokochał przeszkody. Wreszcie się odnalazł, wyżywał się fizycznie, rozwijał psychicznie i nabrał pewności siebie. Po kursie przez rok trenowaliśmy na własną rękę. Wygraliśmy nawet klasę 0 podczas Mistrzostw Polski Agility w 2010 roku.
Sport ten okazał się na tyle „wciągający”, że trzy lata temu rodzina powiększyła się o kolejnego psa, Dyzia, owczarka belgijskiego tervuerena, z którym trenuje Kamila. W 2011 roku małżeństwo wstąpiło do sopockiego klubu Baltic Agility Team.
W tym czasie wszystko zaczęło się układać; trenowali w grupie prawdziwych zapaleńców, uzyskali nawet kwalifikacje do Mistrzostw Świata 2012. Całą ekipę motywowało do pracy przekonanie, że wspólnie tworzą coś nowego. Doświadczenie to było zaskakująco odmienne od dotychczasowych. Rozmawiali więc o planach na przyszłość i razem trenowali. Choć wiele ich dzieliło, zbliżyła ich wspólna pasja. Oczywiście, rywalizują ze sobą na zawodach, taka jest idea sportu. Jednak sukces indywidualny każdego BAT-mana jest sukcesem całego klubu. Każdemu z nich mocniej bije serce, gdy na starcie pojawia się przewodnik w koszulce z napisem BAT.
Kiedy wydawało się, że przyszłość czwórki agilitowców rysuje się w jasnych barwach, Zorba zachorował na przewlekłą chorobę odkleszczową – anaplazmozę, która na półtora roku wyeliminowała ich z treningów i zawodów. Leczenie nie dawało efektów, a pozbawiony ćwiczeń na torze groenendael był wyraźnie sfrustrowany. Obserwowanie, jak gaśnie z dnia na dzień było dla opiekunów niezmiernie przykre. Tym bardziej więc cieszyli się, gdy wrócił do zdrowia. Wznowili treningi i zakwalifikowali się do Mistrzostw Świata Agility 2013. Przyznają, że pojechali na nie bez formy i udało im się zająć tylko 27 miejsce, ale jeśli tylko zdrowie pozwoli, za rok dadzą z siebie wszystko.
Początki sopockiego klubu nie należały do łatwych. Było w nim zaledwie pięć psów zawodniczych i siedem osób w sekcji. Na szczęście sportowcy mogli liczyć na pomoc zaprzyjaźnionych agilitowców z innych miast Polski. Obecnie czynnych BAT-manów jest 15, a wkrótce zadebiutują także ich wychowankowie. W 2012 roku zawodnicy stawali na podium 113 razy. Oczywiście, ciągle liczą na więcej…

Miss perfect!

– Wszystko przez Kasprowego, kundelka, przygarniętego ze schroniska. Nie był to pies łatwy, więc takiej osobie jak ja, zupełnie zielonej, trudno było się z nim dogadać – opowiada Barbara Kaczmarczyk. – Po kilku latach znalazłam sposób na to, jak go szkolić. Nauczyłam go podstaw posłuszeństwa, ale myślałam o czymś jeszcze. Niestety wtedy Kasprowy był już w takim wieku, że nie mógł regularnie trenować agility i tak w domu pojawiła się Saszka, suka owczarka australijskiego. Pochodziła z czeskiej hodowli nastawionej na sport i szybko okazała się psem niezwykle utalentowanym, małą „miss perfect”. Dla niej od początku praca z człowiekiem była ważniejsza niż wszystko inne, moim zadaniem było tylko wykorzystanie jej potencjału – wspomina opiekunka Saszki.
Agility od zawsze budziło wielki entuzjazm Barbary. Imponowało jej doskonałe porozumienie człowieka z czworonożnym przyjacielem i sprawność psów pokonujących z dużą prędkością slalom czy mknących jak szalone do tuneli. Oczywiście, z czasem przekonała się, że agility to znacznie więcej. Przewodnik musi ufać swojemu pupilowi, a on przewodnikowi – bez tego zwierzak nie będzie w stanie wykonywać wszystkich ewolucji we właściwej kolejności i z odpowiednią prędkością. Nawet najlepszy przewodnik i świet
nie wyszkolony pies nie osiągną zbyt wiele, jeśli wcześniej na treningach nie zgrają się ze sobą.
– Warto zaznaczyć, że owczarki australijskie nie są typową rasą wybieraną do agility. Oczywiście, mogą uprawiać ten sport amatorsko, ale jeśli ktoś marzy o prawdziwych sukcesach, na ogół decyduje się na border collie lub owczarka belgijskiego – mówi Barbara i dodaje, że i ona, początkujący przewodnik, i Saszka były dużym zaskoczeniem dla agilitowego świata. W klasie dla początkujących na łatwych torach wielu duetom udaje się uzyskiwać dobre wyniki, ale prawdziwy sprawdzian umiejętności to klasa open, w której bez względu na stopień wyszkolenia spotykają się wszystkie teamy uczestniczące w zawodach (oprócz „zerówek”). – Debiutowałyśmy podczas kwalifikacji do Mistrzostw Świata – opowiada Barbara Kaczmarczyk. – Nie sądziłam, że uda mi się osiągnąć cel każdego ambitnego agilitowca i to już w pierwszym sezonie startów! Nie znałam wówczas zasad postępowania kwalifikacyjnego i wysoka pozycja w rankingu była zaskoczeniem również dla mnie. Trafiłyśmy do drużynowej reprezentacji Polski, a rok później, już jako bardziej doświadczone zawodniczki powtórzyłyśmy ten sukces. Saszka często zwyciężała, pokonując przeszkody w czasie krótszym niż sławne border collie. Nasz przykład pokazuje, że agility można uprawiać z dużymi sukcesami, nie tylko z psami ras najbardziej do niego predysponowanych. Jeśli zwierzęta kochają zabawę z nami, jeśli jesteśmy dla nich atrakcyjnymi towarzyszami spacerów, a nie tylko „trzymaczami” drugiego końca smyczy, ten sport z pewnością przypadnie im do gustu, a wspólne ćwiczenia wzmocnią naszą wzajemną relację – podsumowuje przewodniczka Saszki.
Zdaniem Barbary warto pamiętać, że agility ma przede wszystkim bawić czworonoga i przewodnika, a jakiekolwiek formy przymusu zniechęcają do pracy i skutkują utratą prędkości, dokładności i skupienia. Do opiekunów należy przekonanie pupili, że bieganie po torze to przyjemność. Na szczęście, zwykle nie ma z tym problemu i zdecydowana większość psów uwielbia tę formę aktywności.

Pages →  1 2 3

Przez przeszkody po nagrody Reviewed by on .   Skoki z Jumpim – Zbliżały się święta Bożego Narodzenia 2011 roku. W prezencie pod choinkę dostałam podstawowy kurs posłuszeństwa w szkole Dogmasters i od   Skoki z Jumpim – Zbliżały się święta Bożego Narodzenia 2011 roku. W prezencie pod choinkę dostałam podstawowy kurs posłuszeństwa w szkole Dogmasters i od Rating: 0

komentarze (4)

  • BorderCollie

    BorderCollie

    Moim marzeniem jest trenować razem z moim psem agillity ale mieszkamy na wsi i niestety nie mamy dostępu to żadnego toru 🙁

  • AgaiRa

    Ilovedog123

    Ja z Rafilem uprawiamy Agility, nie startujemy w zawodach. Ćwiczę Rafila tylko po to aby miał urozmajcone spacery. Chociaż kto wie… może kiedyś pojedziemy na zawody 🙂

  • sarelka

    sarelka

    Sama razem z moją Suczką Sunią (teraz ma 11 lat) uprawiamy ten sport „hobbystycznie” 🙂 Nie startujemy w zawodach. Mamy opanowany slalom, stacjonaty, tunel i „ostre zakręty” 😉

  • Misia

    Misia

    Zawsze marzyłam o uprawianiu tego sportu!! Jest cudowny!!!!!:)

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top