poniedziałek, 1 maja 2017

Przełamać lęk Adlera

17 lutego 2017 08:40 1 komentarz

kisiel-adlerPrzełamać lęk Adlera

Wystarczy wspomnieć o owczarku niemieckim, a każdy od razu kojarzy tę rasę z wszechstronnie uzdolnionymi: Cywilem, Szarikiem czy komisarzem Rexem. Przypadek mojego kolejnego pacjenta pokazuje, że ten stereotyp nie zawsze obowiązuje.

Wśród psów, z którymi przyszło mi pracować, owczarki niemieckie są jedną z najczęściej reprezentowanych ras. I nie jest to skutkiem ich popularności, ale faktu, że te czworonogi są szczególnie narażone na braki socjalizacyjne, przez co reagują strachem na różne zjawiska i sytuacje.

Czym skorupka za młodu…

Ażeby zrozumieć, co mam na myśli, przyjrzyjmy się samej socjalizacji. Tym określeniem nazywamy umiejętność radzenia sobie zwierzaka w otaczającym go środowisku. Chodzi o odnoszenie się do ludzi, innych stworzeń, zjawisk lub przedmiotów znajdujących się w najbliższym otoczeniu. Ogólnie rzecz ujmując, socjalizację możemy podzielić na pierwotną i wtórną. O ile na tę pierwszą człowiek ma niewielki wpływ, gdyż dokonuje się ona podczas pierwszych kontaktów szczenięcia z matką oraz rodzeństwem i trwa przez kilka pierwszych tygodni, to w przypadku tej drugiej opiekun ma już dużo do zrobienia. Kiedy maluchy zaczynają chodzić i eksplorować otaczający je świat, chłoną wszystko jak gąbka. W zależności od tego, w jakich okolicznościach zapoznają się z danymi sytuacjami, tak będą się do nich odnosić jako osobniki dorosłe. Często zgłaszają się do mnie opiekunowie psów, które z nieznanych przyczyn warczą na brodatych mężczyzn albo na ludzi z parasolką w ręku. Źródło tych zachowań może tkwić we wspomnieniach i skojarzeniach ze „szczenięctwa”. Nie wierzycie? To pomyślcie, czy nie macie jakichś fatalnych skojarzeń z dzieciństwa, które do dziś powodują gęsią skórkę? Mnie na przykład można torturować bitą śmietaną lub zupą owocową, z którymi wiążą się mrożące krew w żyłach wspomnienia… Z punktu widzenia przedszkolaka, oczywiście. Niektórym wydaje się, że to żaden problem – najwyżej pies będzie się bał człowieka w płaszczu przeciwdeszczowym i z daleka go omijał. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Zjawisko powodujące zwiększenie poziomu adrenaliny potęguje stres, który – niekontrolowany – skutkuje powstawaniem lęków, a w sytuacji ekstremalnej wywołuje fobie, czyli po prostu paniczną, wręcz irracjonalną obawę przed czymś. Psy w sytuacji zagrożenia mogą wybrać jedną z kilku strategii – ucieczkę, schowanie się, agresję i próbę zagryzienia przeciwnika.

Zestresowany owczarek

Wróćmy jednak do mojego pacjenta. Mniej więcej roczny owczarek niemiecki miesiąc wcześniej przeszedł bardzo poważną operację usunięcia krwiaka, co z pewnością miało wpływ na jego zachowanie. Panicznie bał się ludzi. Zdarzyło się, że rzucił się na dziecko. I faktycznie, kiedy pojawiłem się na konsultacji, przywitał mnie głośnym szczekaniem (zachowując bezpieczny dystans). Pies był przytrzymywany za obrożę przez właścicieli, gdyż nie chcieli, bym się go przestraszył. W związku z tym, że szczekanie nie odstraszyło intruza, zwierzak z wyraźnym lękiem i podwiniętym ogonem zaczął biegać i starał się za wszelką cenę utrzymać odległość odpowiadającą przekątnej pokoju. Bał się mnie tak bardzo, że podskakiwał na czterech łapach, kiedy notatnik zsuwał się z moich kolan, powodując szuranie i ruch, którego pacjent się nie spodziewał. Jego imię Adler – po niemiecku orzeł, jeden z najtrudniejszych do oswojenia ptaków – okazało się bardzo trafione i symboliczne. Zależało mi, by mnie zaakceptował. Tylko wtedy mogłem zacząć z nim pracę. Dlatego nie zwracałem uwagi na psa, a w miarę możliwości stosowałem sygnały uspokajające – oblizywanie się, ziewanie i mrużenie oczu. W czasie trwania konsultacji zacząłem podrzucać Adlerowi smakołyki – na początku jak najdalej ode mnie, potem coraz bliżej. Właściciele opowiedzieli mi o sytuacji, w której owczarek zareagował agresją wobec odwiedzającego ich dziecka. Okazało się, że maluch podbiegł do psa z rozpostartymi ramionami, bo bardzo chciał się do niego przytulić. Adler, zapędzony przez „natręta” w róg pokoju, zaczął kłapać zębami. To brak możliwości ucieczki spowodował, że zwierzak zareagował agresywnie. Dotychczasowa strategia odwrotu zawiodła – straszny potwór biegł cały czas na wprost, z szeroko rozciągniętymi ramionami – trzeba więc było przetestować inną metodę radzenia sobie z intruzem. O ile dla człowieka rozpostarte ramiona to przyjazny sygnał, o tyle w języku psa oznaczają próbę ograniczenia, złapania, a już na pewno – awersyjne i natrętne podejście. Opiekunowie powiedzieli mi, że owczarek był lękliwe nastawiony do przychodzących ludzi od momentu pojawienia się w rodzinie, przy czym jego relacje z psami były poprawne. Dowiedziałem się, że hodowla, z której pochodził Adler, jest ulokowana na odludziu, z dala od zgiełku miasta i bogatego w bodźce środowiska. Wszystko wskazywało, że problem tkwił właśnie w brakach socjalizacyjnych. Ze względu na pewne błędy, pies nie potrafił się dostosować do nowego otoczenia. Uwzględniając wiek Adlera, pozostało nam odczulanie na czynnik stresogenny.

Trójfazowe odczulanie

Aby pies mógł przyjmować gości, musiał mieć z nimi dobre skojarzenia. Najpierw każdy przybysz miał zachowywać się wobec zwierzaka obojętnie. Później mógł mu dać coś smakowitego lub fajną zabawkę. Dopiero w fazie końcowej wolno mu było pogłaskać psa. Pod jednym jednak warunkiem – owczarek podejdzie sam. Oprócz zachowania gości bardzo ważne jest zachowanie domowników. Chodzi przede wszystkim o ich spokój. Szczerze powiedziawszy, bardziej opanowanych właścicieli niż opiekunowie Adlera dotąd nie spotkałem. Mimo wszystko kilka rzeczy należało zmodyfikować. Zaczęliśmy od przywitania. Pies nie powinien być przytrzymywany w momencie wejścia obcej osoby do mieszkania. Zwierzakowi należy dać pełną swobodę podbiegnięcia i obszczekania gościa. Trzymanie go w tym czasie za obrożę stanowiło sygnał, że coś się dzieje, trzeba być czujnym. Im naturalniejsze i spokojniejsze powitanie, tym lepiej. Oznacza bowiem, że jest bezpiecznie. Zasugerowałem, by w środowisku Adlera, tzn. w mieszkaniu, pojawiało się jak najwięcej zrównoważonych gości i by przeprowadzić psa przez wszystkie fazy odczulania. W przypadku „wpadki” należy cofnąć się o krok, wydłużyć dystans. Wizyta gości musi obfitować w same przyjemności – w tym celu powinni oni przynieść zabawki, smakołyki i stosować pochwały. Ze względu na to, że Adler najbezpieczniej czuł się w pobliżu właścicieli, zaproponowałem, aby wyposażyć przybyłych w elementy ubrania opiekunów – na przykład kurtkę, rękawiczki. Owczarek skojarzyłby wówczas zapach nowych osób z kimś zaufanym. Dodatkowo właściciele, wchodząc do domu, powinni sięgać po różne elementy garderoby i rekwizyty – kapelusze, czapki, płaszcze, szeleszczące ubrania, torebki, teczki, parasole. Zapozna to psa z nowymi, „przerażającymi” akcesoriami, łącząc bezpieczny zapach z elementami nowego środowiska.

Pages →  1 2

Przełamać lęk Adlera Reviewed by on . Przełamać lęk Adlera Wystarczy wspomnieć o owczarku niemieckim, a każdy od razu kojarzy tę rasę z wszechstronnie uzdolnionymi: Cywilem, Szarikiem czy komisarzem Przełamać lęk Adlera Wystarczy wspomnieć o owczarku niemieckim, a każdy od razu kojarzy tę rasę z wszechstronnie uzdolnionymi: Cywilem, Szarikiem czy komisarzem Rating: 0

komentarze (1)

  • Beagle i Ja

    Beagle i Ja

    Bardzo ciekawy artykuł. Sama borykam się ze stresem u swojego psa. Mój Bobby, niespełna dwuletni beagle, boi się od kilku miesięcy prawie wszystkiego i problem polega na tym, że zupełnie nie wiem, dlaczego. Bobby urodził się u naszych bliskich znajomych i naprawdę o takich warunkach może marzyć każdy szczeniaczek. Potem trafił do nas i staraliśmy się dać mu jak najlepszy dom. Od samego początku był socjalizowany – jest zupełnie nieagresywny, świetnie nawiązuje kontakt z innymi zwierzakami (nawet koty się go nie boją). Także od początku braliśmy go w miejsca bubliczne, mieszkamy w Niemczech, więc pieski można zabierać do wielu kawiarni itp. Było świetnie, Bobby jest może trochę szalony, ale bardzo grzeczny – codziennie chodzimy na długie spacery, gdzie może biegać bez smyczy, jest szczęśliwy. Nigdy, naprawdę nigdy nie był bity. I nagle zaczął się bać – hałasów, ludzi, zwłaszcza gdy ktoś niesie jakiś przedmiot. Nikt nigdy nie zrobił mu krzywdy, wiem to na 100%. Psy miałam od dzieciństwa i naprawdę mam doświadczenie, nawet z trudnymi psami. Sama wyciągałam ze stresu psa, którego uratował mój wujek – wcześniej skatowanego przez ludzi… Ale u Bobbyego nie mogę znaleźć źródła tego strachu i to jest najtrudniejsze. Nadal próbuję, ale nie jest łatwo. Pozdrawiam.

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top