|
|
| Temat miesiąca |
Proszą o miejsce w twoim domu i w sercu
Jeszcze nie jest za późno, aby odmienić los któregoś z bezdomnych psiaków. Postanowiliśmy miejsce zarezerwowane dla tematu miesiąca w tym numerze udostępnić szukającym miłości czworonogom. Być może ktoś spełni największe marzenie choć jednego z nich... Oddaliśmy im głos.
Grudniowa gorączka zakupów, podekscytowanie, radosne strojenie choinki. Jeszcze ciasto, prezent dla siostry, telefon do cioci mieszkającej za granicą i już. Święta. Wreszcie nadchodzi ten wspaniały czas, kiedy siadamy z rodziną do wigilijnego stołu, dzielimy się opłatkiem, śpiewamy kolędy. Jeśli w dodatku możemy przytulić ukochanego psa, podrapać go za uchem i podarować mu jakiś niezwykły przysmak, szczęście osiąga pełnię.
Zwierzęta, tak jak ludzie, odczuwają świąteczne emocje, chcą brać czynny udział w życiu rodzinnym. Niestety nie każdy pies ma tyle szczęścia, nie każdy zostanie wygłaskany przy blasku choinkowych lampek. Co roku w Polsce tysiące niechcianych psiaków spędza święta w zimnych schroniskach lub błąkając się po ulicach. Dla nich Boże Narodzenie to czas taki sam jak każdy inny - wypełniony samotnością, bólem, tęsknotą. Posłuchajmy, jak bardzo cierpią i jak niezłomnie marzą, że ich los się jednak odmieni. Proszą o miejsce w twoim domu i w sercu.
Wysłuchała Anna Czerwińska
Puko: Nie widzę, ale wierzę w cuda
Tyle świąt już za mną, że nie oczekuję cudów w tym roku. Cud - krótkie słowo, które tak często słyszałem w swoim życiu. To cud, że on tak wspaniale sobie radzi - słyszę to niemal codziennie. Co z tego, skoro dla mnie to nie cud? Dla mnie cudem byłoby... Nie, nie wychodzenie na spacer, nie samodzielne jedzenie z miski, to już potrafię. Dla mnie cudem byłoby usłyszeć dwa słowa: jesteś mój. Dlaczego tyle psów jest czyichś, a ja jestem niczyj? Wiem, głupie pytanie, takich jak ja nikt nie chce. I wcale nie mam o to do nikogo pretensji, rozumiem. Jak mógłbym nie rozumieć? Przecież ludziom takie psy, jak ja, kojarzą się tylko z obowiązkiem. I pewnie trochę tak jest, bo ja nie wyjdę sam na spacer, nie przejdę sam przez ulicę. Ale czy naprawdę tak trudno jest wziąć pieska na smycz i pospacerować wspólnie? Ja się nauczę życia w nowym domu - nie będę brudził, nie będę gryzł, nie będę wył. Może przez pierwsze dni zrzucę coś na podłogę, ale tylko niechcący i to się więcej nie powtórzy. Nauczę się nowego domu, zapamiętam, gdzie stoją meble, a gdzie moja miska. To, że jestem niewidomy, nie oznacza, że nie potrafię kochać. Potrafię, nawet mocniej niż kiedyś. Ale rozumiem, że nie dostanę w życiu swojej szansy. I naprawdę nie mam o to do nikogo pretensji. Jestem 8-letnim kundelkiem, tacy jak ja nie wierzą już w cuda. A może tylko wmawiają sobie, że nie wierzą?
Władek: Wejdę do małej dziupelki
Kudłacz ze mnie nie byle jaki, nie wiem, jak smakują raki, mam swoje wewnętrzne życie, co teraz o mnie myślicie? Lubię sobie rymować, trochę poetą jestem. No dobra, bardziej wierszokletą, ale mi to nie przeszkadza. Jestem rudy i nie lubię nudy. Swoje wiersze układam tylko w głowie, nikt nie wie, że takie mam hobby. Wszyscy myślą, że stronię od ludzi, bo się ich boję. Czasem ogarnia mnie strach, ale najczęściej lubię być sam, żeby sobie porymować. Na przykład ostatnio ułożyłem taki wiersz:
Marzę o swoim domu
Choćby był on niewielki
Za odrobinę miłości
Wejdę do małej dziupelki
Mój dom nie musi być duży
Niech pan mi posłanko wymości
Będę wiernie tam siedział
Za odrobinę miłości
Jestem typem myśliciela, mój rozmiar o niczym nie świadczy. Taki trochę ze mnie melancholik, a przez to samotnik. Chciałbym się zintegrować z ludźmi, ale oni mnie nie rozumieją - na siłę chcą mnie głaskać, wyprowadzać na spacery. A ze mną trzeba cierpliwie, powoli, ja muszę poznać teren, ja muszę sobie wszystko poukładać w głowie. Przy okazji jakiś wiersz wymyślę. Szkoda, że nie umiem pisać. Wydałbym tomik, a za tak zarobione pieniądze wybudowałbym maleńki domek. Może jeśli miałbym swój dom, to wtedy chciałby tam ze mną zamieszkać jakiś człowiek? Czas najmilej płynie, gdy jest się przy swojej rodzinie...
Jana: Mam chrapkę na DOM
Chrr, chrr, podrap mnie po brzuszku. Chrr, tak delikatnie, lubię, jak ktoś mnie, chrr, tak smyra. Mam wyciągnięte sutki, chrr, ale to dlatego, że często rodziłam szczeniaki. Chrr, gdy byłam młoda, mieszkałam w małej klatce. Chrr, nie mogłam się zbyt dużo ruszać, nikt nie chodził ze mną na spacery. Chrr, chrr, w sumie, jak sobie przypomnę, to miałam szczeniaki co pół roku. Dużo, chrr, dzieci urodziłam, w sumie, zdaje się, że sześćdziesięcioro dwoje, chrr. O ile dobrze liczę, bo już trochę straciłam rachubę. Chrr, zresztą to było dawno, od trzech lat mieszkałam we wspaniałym domu. Wreszcie, chrr, byłam odpowiednio kochana, wreszcie mnie głaskano po brzuszku. Chrr, chrr, chrr. Spałam z moją panią w łóżku, przytulałam się do niej, byłam jej jedynym pieskiem. Chrr, niestety moja pani odeszła, mam nadzieję, że kiedyś spotkam się z nią po drugiej stronie tęczy. Bardzo, chrr, za nią tęsknię, za tą miłością, którą mi dawała. Teraz jestem w domu tymczasowym, chrr, i jest mi dobrze, też jestem tu pieszczona, głaskana i całowana, ale... nie jestem jedyna. Chrr, nie jestem już młoda, może nie uda mi się znaleźć nowego domu, ale chrr, tak bardzo marzę o świętach, które spędzę na rękach mojego nowego opiekuna. Nie zostało mi już pewnie wiele tych świąt, chrr, ale chciałabym jeszcze komuś pokazać, jak gorące jest moje serduszko, chrr, jak ono bardzo chce dla kogoś bić. Babciom już nie daje się szans? Chrr, wiem, że chrumkam, ale przecież wszystkie buldożki chrumkają. Moja pani mówiła, że w tym, chrr, urok buldożka.
Fart: Żeby nigdy mnie nie bolało
Teraz nazywam się Fart. Nie zawsze tak było, ale podoba mi się nowe imię, bo od niego zaczęło się moje nowe życie. Jeszcze nie do końca takie, o jakim marzę, ale jest zupełnie inne niż kiedyś. Ech, gdy przypominam sobie to wszystko, przez co przeszedłem, tak bardzo chcę się przytulić do swojego opiekuna. Przytulić z całych sił i usłyszeć: "Farcik, możesz zapomnieć, teraz już ci nic nie grozi". Ale ja wciąż nie mam pewności, że to nie wróci, wciąż się boję, bo to, co mam teraz, to tylko miejsce w psim hotelu, to nie jest mój dom...
Wcześniej byłem w schronisku, bardzo długo tam byłem, sam nie wiem, ile minęło dni, tygodni, miesięcy. To było najgorsze miejsce, jakie można sobie wyobrazić - zimno, przeraźliwie głośno, mało jedzenia. Któregoś dnia postanowiłem z tym skończyć i gdy do mojego boksu wszedł pracownik schroniska, skoczyłem na niego. Nie chciałem mu zrobić nic złego, chciałem tylko pokazać, że tam jestem, żeby mnie stamtąd zabrał. On jednak myślał, że chciałem go ugryźć, i z całej siły uderzył mnie w głowę jakimś tępym przedmiotem. Straciłem przytomność. Obudził mnie przeraźliwy ból głowy. Leżałem zakrwawiony, oko mi pulsowało, nie wiedziałem, że w życiu może być aż tak źle. Powiedzmy to sobie szczerze - konałem w męczarniach. I właśnie w tym momencie zjawiła się jakaś kobieta, wzięła mnie na ręce i zawiozła do lekarza. Ból, przeraźliwy ból, tylko tyle pamiętam.
Lekarze zaczęli walczyć o mnie; już nawet nie o moje oko, ale o moje życie. Cudem udało im się opanować rozprzestrzeniającą się infekcję, ale tak strasznie się bałem powrotu do schroniska, że marzyłem o tym, aby nie wyzdrowieć, aby ciągle chorować i ciągle być pod opieką lekarzy.
Wyzdrowiałem. Nie odwieziono mnie jednak do schroniska. Trafiłem do psiego hotelu, w którym mieszkam do dziś. Mam dużo jedzenia, jestem głaskany i jest mi ciepło, ale nie zbliżam się do mężczyzn. Nie wiem, czy oni są nieobliczalni, ale wszystkiego, co dobre, zaznałem z ręki kobiety i tylko kobietom jestem w stanie zaufać. Tak bardzo chciałbym, żeby któraś chciała ze mną zamieszkać. Przecież będę się do niej przytulał, będę z nią chodził na spacery, będę ją kochał całym swoim sercem.
Wiem, że idą święta. Bardzo chciałbym spędzić je w nowym domu. Nie wiem, czy mi się uda, jestem taki... nieurodziwy - czarny, średniej wielkości, niczym specjalnym się nie wyróżniam. Ale potrafię kochać! Obiecuję! Pokocham!
Sara: Masz patyki?
Hej, pobawmy się! No już, chodź, pogryziemy się trochę albo, wiem, poganiamy. Dobrze biegasz? Szybko? Ja jestem szybka i zwinna. Uciekam - goń mnie! Ale super, uwielbiam się bawić. Może coś pogryziemy? Ja złapię zasłonkę z jednej strony, a ty z drugiej. Co o tym sądzisz? Będzie super! Nie? Nie gryźć? Dobrze, nie będę. Chcesz mnie pogłaskać? Głaszcz, ja się chętnie położę na twoich kolanach. Wolisz, żebym leżała brzuszkiem do góry czy w dół? Przybiorę każdą pozycję, chcę, żeby ci było wygodnie. Tylko nie kąp mnie, proszę. Nie chcę wody, woda jest zła, woda jest okropna, woda to niemy krzyk. Bo ja miałam rodzeństwo, wiesz? Tacy fajni byliśmy, mój brat lubił mnie łapać za ogon i ja wtedy się na niego rzucałam i go powalałam, to była nasza ulubiona zabawa. Była, bo jego już nie ma, już się z nim nie pobawię. On jest pod wodą, on nie wypłynął. Moje dwie siostry też, oni wszyscy nie umieli oddychać pod wodą. Tylko ja się uratowałam, ale też miałam zostać utopiona. Mam dopiero cztery miesiące, nie rozumiem wszystkiego. Nie wiem, dlaczego ten facet nas wrzucił do wody, przecież wszyscy piszczeliśmy, mówiliśmy mu, że nie chcemy, że to nie jest fajna zabawa. Ja wolę biegać po lesie, tam jest tyle patyków. Lubisz gryźć patyki? Patyki są ekstra! Kiedyś znalazłam takiego długiego, grubego, że nie mogłam sobie z nim poradzić. Gryzłam go i gryzłam, i wtedy przyszła moja mama i mi pomogła - rozgryzła patyk i ja wtedy złapałam ten odgryziony kawałek i biegałam z nim w kółko. Ale było fajnie! Masz patyki w domu? Jeśli tak, to może ja bym z tobą zamieszkała? Chcesz?
Bond: Przeżyłem jeden szczęśliwy dzień w życiu
Ojej, ojej, będę w prasie? I co, moje zdjęcie też? Czy wtedy ktoś mnie zobaczy? Tak? Czy moja nowa rodzina to przeczyta? No co ja mam powiedzieć? Nie chcę wypaść jakoś niestosownie albo głupio, ale taka szansa może się już nie powtórzyć. Takim psom, jak ja, zazwyczaj nikt nie daje szansy. Jestem przyzwyczajony do tego, że się mnie lekceważy, a tu nagle tylu ludzi, cała Polska mnie zobaczy. Tak! To ja! Patrzcie na mnie! Jestem Bond! Pies Bond! Mam się odwrócić? Nie, w gazecie nikt nie zobaczy, jak się ruszam, ale ja się super ruszam. Jak model! Tak, właśnie tak umiem chodzić! Prawa, lewa, przednia łapka, tylna, tup, tup, ale super! Tyle rzeczy chcę powiedzieć. Czy mogę się pochwalić? Bo ostatnio udało mi się przez cały dzień nie myśleć o samotności. To był świetny dzień, jeden z najlepszych w moim życiu. Wiecie, jakie to fajne? To było tak: obudziłem się rano, przeciągnąłem, ziewnąłem i pomyślałem, że świeci słońce. Więc poszedłem położyć się na słońcu. Później dostałem jeść, poobserwowałem srokę, która przyleciała szukać czegoś do zjedzenia, i byłem taki radosny, że do niej podbiegłem, i wtedy ona odleciała, ale tylko na gałąź pobliskiego drzewa. Fajnie było patrzeć, jak tam siedzi. A później wykopałem taką małą dziurę i ją zostawiłem. Tak po prostu chciałem sobie pokopać. Później chwilę pobiegałem, znowu poleżałem i dopiero wieczorem przypomniałem sobie, że nie mam stałego domu, że wciąż czekam na kogoś, kto mnie pokocha. Ale to nic, że wciąż czekam, ten dzień był taki doskonały, chociaż wiadomo, że pełnia radości jest dopiero wtedy, gdy można ją z kimś dzielić. A teraz cała Polska może dzielić ze mną moją radość! Jak będę miał swojego człowieka, to opowiem mu dokładnie o tym dniu. Może mnie nie zbije, może mnie nie skopie jak ten pan w schronisku. Chciałem mu wtedy pokazać, że nauczyłem się nowego rodzaju skoku, tylko niechcący, gdy spadałem, wpadłem na miskę i wylała mi się woda i niestety on strasznie się zdenerwował. Bardzo mnie bolało, gdy mnie pobił, ale zasłużyłem na to, mogłem przecież uważać. Teraz, jak będę miał nowego pana, własnego, to postaram się robić wszystko wolniej i ostrożniej. Może zasłużę na miłość. Proszę, proszę, jeśli nie chcesz mnie przygarnąć, to może znasz kogoś, kto marzy o oddanym psim przyjacielu, który nigdy nie zawiedzie i który zrobi wszystko, aby zasłużyć na uwagę?
Kama: Odnajdź mnie, mamo!
Wiecie, co mi się przydarzyło? Zostałam oszukana. Jak byłam mała, to byłam w schronisku. Na szczęście bardzo krótko, bo przyjechali po mnie moi rodzice i zabrali mnie do domu. To tak naprawdę nie byli moi prawdziwi rodzice, bo przecież to byli ludzie, ale traktowali mnie jak córeczkę. No, było super. Wszędzie razem jeździliśmy, na wakacje, do znajomych. Rodzice zawsze powtarzali mi, że jestem wyjątkowa, wspaniała, jedyna i ich najukochańsza. A oni byli moi i kochałam ich szaleńczo. Tak mijał dzień za dniem, rok za rokiem. Któregoś dnia powiedzieli mi, że będą mieli dziecko. Jak ja się wtedy ucieszyłam. Kurczę, nie mogłam się doczekać porodu. Gdy maleństwo się urodziło, rodzice zabrali mnie na wycieczkę. I wiecie, gdzie pojechaliśmy? Do schroniska! Nagle stało się coś dziwnego. Moja mama powiedziała pracownikom schroniska, że już nie ma dla mnie czasu i że na pewno szybko znajdę nowy dom, bo jestem super. Nowy dom - zadźwięczało mi w uszach tak przenikliwie, że stanęłam jak wryta. Jaki nowy dom? Przeprowadzamy się? Nie rozumiałam, o co chodzi. Minęły dwa lata od tamtego dnia. I już rozumiem, jak wielkim oszustwem było całe moje życie. Oni mnie nigdy nie kochali. Nigdy, nawet w połowie tak bardzo, jak ja kochałam ich. Oszukali mnie, kłamali tyle lat, moi ukochani rodzice. Tak bardzo za wami tęsknię, za miłością, której zaznałam. Może to była namiastka miłości, ale ja mogę żyć z tą namiastką. Tak bardzo chciałabym znów przytulić się do mamy. Może innej, może nawet lepszej, może prawdziwszej.
Miśka: Życzenia się spełniają
Jestem Miśka, mam niecałe dwa lata i życiorys, którego chyba nikt by mi nie pozazdrościł. W skrócie wyglądało to tak: kiedy już wyrosłam z wieku szczenięcego i przestałam się podobać jako maskotka, wsadzili mnie do samochodu, zawieźli nie wiadomo gdzie i zostawili samą, w nocy, w obcym miejscu. Strasznie się bałam i szukałam swojego domu, ale nie znalazłam. Byłam bardzo głodna i było mi zimno, marzyłam o ciepłym kącie do spania i pełnej misce. Ale wszędzie mnie przeganiali, nie wiem dlaczego, przecież tak się cieszyłam na widok każdego człowieka. Żebym nie okazywała zbyt spontanicznie moich uczuć, ktoś mnie złapał i uwiązał na łańcuchu. Było jeszcze gorzej, łańcuch był krótki i wbijał się w szyję, było strasznie zimno, chyba minus 20 stopni, a ja spałam na betonie. To były święta Bożego Narodzenia w zeszłym roku, moje pierwsze w życiu; nie tak sobie wyobrażałam Wigilię z ludźmi. Kiedy zobaczyłam pierwszą gwiazdkę na niebie, pomyślałam, że ktoś mógłby mnie stąd zabrać... I wiecie co, życzenie się spełniło. Znalazła mnie pewna wolontariuszka i teraz mam ciepłą budę, pełną miskę, ale jestem zamknięta w kojcu i nie mam do kogo się przytulić. Obiecują, że na pewno znajdą mi dom i człowieka, którego będę mogła kochać, ale ja tak długo czekam... Już następne święta się zbliżają. Może teraz też spełni się moje życzenie?
Kasztanka: Nie jestem im już potrzebna?
Nie, nie będę pisać pamiętnika. Nie, i już! I tak mnie nie zrozumiesz, i tak nie dasz mi domu, więc po co chcesz w ogóle wiedzieć, co myślę, co przeżyłam. Koszmar. Horror. I nie mam zamiaru się nad sobą rozczulać. Życie jest wystarczająco złe, nie muszę dodatkowo rozpamiętywać moich przeżyć. Bo kogo tak naprawdę interesuje to, że w schroniskowym boksie niemal zostałam zagryziona? I to w dodatku będąc w ostatnich dniach ciąży! Kto rzuca się na ciężarną? Zwyrodnialcy tylko, ale schronisko potrafi z najbardziej uległego baranka zrobić zwyrodnialca. Tam czasem odbywa się walka o przetrwanie, nikogo nie interesują twoje emocje, w ogóle nic nikogo nie interesuje. Byłam zdana sama na siebie.
Jak przyjechały te wolontariuszki i wyciągały mnie na siłę z boksu, to je gryzłam. A co miałam zrobić? Pozwolić się bez oporu zabrać w obce miejsce? Już nie raz widziałam, jak wyciągali jakiegoś psa z boksu. Nigdy nie wracał! Ta buda była moim jedynym azylem, tam miały się urodzić moje dzieci. Byłam wściekła!
Ale kogo to tak naprawdę interesuje? Moje życie jest pasmem udręk, a to, że od niedawna wygląda przyzwoicie, jeszcze nie oznacza, że uwierzyłam w odmianę losu. On się nie odmieni. Nikt nie chce bezdomnych psów. Jakby ktoś je chciał, to już dawno miałabym dom, a tak? Nie mam! Nikt mnie nie chce. Co ze mną jest nie tak? Jestem ładna, mam dobry węch, dobry wzrok, załatwiam się tylko na dworze, prawie nie szczekam (Bo i po co? Kogoś interesuje, co mam do powiedzenia?) i ogólnie chyba fajna ze mnie babka. Ale ludzie tego nie rozumieją. Nie, nie jestem im potrzebna. Wprawdzie coraz bardziej się do nich przekonuję, coraz częściej zdarza mi się myśleć, że... że może... że jakiś dom, jakieś własne legowisko... Idą święta, znowu mam być sama? Dlaczego nikt mnie nie kocha?
Semir: Zielono mi!
Wiesz, co to jest trawa? No trawa, taka zielona, na łące? Wiem, śmieszne pytanie, ale był moment, że zapomniałem, co to jest trawa. Kolega z boksu obok wspominał, jak kiedyś buszował w trawie, i wtedy ja go zapytałem: co to jest trawa? Spojrzał na mnie zdziwiony i nie wiedział, jak ma mi wytłumaczyć. Mówił, że pachnie tak wyraziście, tak świeżo, że pachnie wolnością. Mówił, że jest miękka, że przyjemnie ociera się o łapki, gdy się po niej biegnie. Mówił, że trawa to prawdziwe życie. A ja wciąż nie wiedziałem, nie pamiętałem. A przecież musiałem wcześniej ją widzieć, chodzić po niej. On chciał mi ją pokazać, ale nigdzie w zasięgu naszego wzroku nie było trawy. Wszędzie tylko beton i druty, i jeszcze więcej betonu, i jeszcze więcej drutów, żadnego nawet ździebełka. Przychodzili do mojego boksu jacyś ludzie, głaskali mnie, ale wciąż byłem smutny, trawa nie dawała mi żyć. Chciałem choć na sekundę ją poczuć. I wtedy to się stało - zabrano mnie ze schroniska i zawieziono do hotelu. Nie uwierzycie, co tam zobaczyłem! Przede mną rozciągała się najprawdziwsza łąka!! Zielona, usłana polnymi kwiatami i piękną, soczystą trawą!!! Na samo wspomnienie tamtej chwili wciąż kręci mi się w głowie. Tak, pamiętałem trawę, teraz już jej nigdy nie zapomnę. Mam tylko takie małe marzenie: chciałbym tej wolności zaznawać częściej. Wiem, że idzie zima i trawa nie jest taka soczysta, ale to nic, poczekam cierpliwie do wiosny. Tylko niech ktoś da mi nadzieję na te wspaniałe wiosenne spacery. Ostatnie święta spędziłem tak miło, ciepło, chyba miałem swoją rodzinę. Nie za bardzo pamiętam, bo gdy kilka dni po świętach rozległy się w nocy straszliwe wybuchy, zacząłem biec przed siebie i wtedy zapomniałem wiele rzeczy z mojego wcześniejszego życia. Zapomniałem, gdzie mieszkałem, zapomniałem, kto był moim opiekunem, zapomniałem, co to jest trawa. Jeżeli w tym roku po świętach znów będzie coś strzelało, nie ucieknę. Schowam się, ale nie ucieknę. Chciałbym ze swoim opiekunem poczekać na wiosnę.
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
AnnieXD 05:47 | 15-12-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Oto dowód ile jest zła na świecie...poczas, gdy większość ludzi i dużo psów spędza święta w ciepłych domach, wśród kochających ich ludzi(i nie tylko).Ale one...one muszę ten cudowny czas spędzić w zimnych kojcach, oczekując osoby która przyjdzie i ich zabierze...niestety, w święta wszyscy są zabiegani, myślą głównie o przygotowaniu kolacji, kupieniu prezentów, posprzątniu mieszkania.Zapominają, że w schroniskach tyle kochających zwierząt czeka, żeby podarować człowiekowi miłość, jakiej nigdy nie doświadczył i otrzymać w zamian to samo.Czy to takie trudne?Te psy tylko chcą być kochane...
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Yoanna 06:03 | 02-12-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Trudne musi być życie przyjaciela człowieka... Człowiek to jest jednak wymagający, lubi zmieniać zdanie i miewa humorki. A zwierzę jeszcze mu za to dziękuje. Za co? Za wszystko. Znam takiego psa, który nie ma najlepszego domu. Jest głodny. Ten pies mógłby spokojnie uciec, gdyby tylko chciał. Mógłby pobiec w siną dal i nie wracać. Ale nie! On jest wierny swojemu panu. Chce być mu oddanym zawsze, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Tyle, że chyba nie do końca jest potrzebny... Niestety tak bywa. Podobnie było z pieskami, przedstawionymi w artykule, których ktoś się pozbył. Szczęście w nieszczęściu trafiły na ludzi. Na innych, lepszych ludzi, którzy ich nie oszukają, tylko pomogą. Ja staram się pomagać owemu pieskowi i innym głodnym, porzuconym zwierzakom. Dobrze, że zawsze pamiętają, gdzie jest miska z obiadem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
madziak124 02:36 | 30-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wszystkim tym psiakom życzę dobrych domów i kochających rodzin. Bardzo chcę przygarnąć jednego z tych psów, jednak nie mogę, rodzice się nie zgadzają, mamy już jednego psa Lakiego i mieszkamy w bloku. Jedyne co mi w tej sytuacji pozostaje to życzyć im szczęścia, one wszystkie są wspaniałe, a ci ,,ludzie" byli na to ślepi, a szkoda. Każdy pies zasługuje na dobry dom i kochającą rodzinę, nie tylko rasowe. Jestem początkującą właścicielkom psa, dlatego mam rasowego z rodowodem, a nie kundelka. Pieski, ponownie wam życzę, żeby ktoś was zaadoptował i pokochał całym sobą, a wy nie traćcie nadzieji na lepszy los!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
enigma 01:55 | 29-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
No to ja trochę inaczej podejdę do tematu - bo sama mam przygarniętego psa. Oczywiście, że przygarnięcie psa to szlachetny uczynek. Tylko że trzeba pamiętać, że taki pies z odzysku nie jest wdzięczny w ludzkim rozumieniu - taki pies ma potrzaskaną duszę, często zwichrowaną psychikę. I trzeba być tego świadomym, przygarniając psa ze schroniska. Żeby po takim szlachetnym odruchu nie zostać sam na sam z problemowym psem, niszczącym mieszkanie, szczekającym całymi dniami. Do przyjęcia pod swój dach psa z odzysku trzeba się dobrze przygotować. ** A Święta to nie jest dobry czas dla zwierząt, wiele z tych, które będą prezentem pod choinkę - szybko się znudzi i, niestety, stracą dom, znów będą szukać nowego właściciela....Zwierzak, żywy zwierzak to zły pomysł na prezent:(
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
paulinka1997 12:05 | 27-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Zawsze kiedy zbliża się dzień w którym sprzedawca z mojego ulubionego kiosku woła mnie aby oznajmić że ma wreszcie mojego Przyjaciela Psa nie mogę usiedzieć na miejscu. Tym razem też tak było. Doszedł jeszcze do tego jeden powód. Czekałam na temat miesiąca. Wiedziałam, że jeżeli będzie mowa o bezdomnych psach to będzie to zrobione pomysłowo i napisane w taki sposób, że aż będzie się chciało czytać. Tak też było. Każdy z opisanych psów (bo oczywiście czytałam ,,wypowiedź" każdego) miał coś co szczególnie mnie w nim ciekawiło, coś co automatycznie dawało mu moją sympatię. Była to też oczywistość że jest psem, ale też inne rzeczy, jak np: Władek- jego myślicielstwo, Puko- wytrwałość, Jana- odwaga, Fart-siła woli, Sara- radość życia i u innych psów wiele innych cech! Każdy z nich jest wyjątkowy i każdemu z osobna chciałabym jakoś pomóc. Jednak wiem, że szanse na to są niewielkie. Kocham psy i odkąd pamiętam nienawidziłam ludzi, którzy je krzywdzili. Każda z tych istot przeżyła tragedię i każda z osobna inaczej to przeżywa. Szczerze się przyznam, że płakałam kiedy czytałam te piękne "wypowiedzi". Nie wiem... może jestem za wrażliwa, lub za bardzo niekonsekwentna wobec siebie. Ale taka już jestem i nikt mnie nie zmieni. Tyle jest psów, tyle cierpień, tyle ludzi, którzy te cierpienia stwarzają, a wreszcie tyle ludzi, którzy starają się pomóc ofiarom. Jestem dumna z tego że jestem psiarą. A co do Was szanowna Redakcjo - jesteście cudowni! A co do piesków opisanych w temacie, wypowiem się do nich: każdy z Was jest super, każdy zasługuje na miłość i dom, i jestem pewna, że dzięki redakcji i dzięki ludziom, którzy chcą pomóc, ten dom otrzymacie. I z okazji zbliżających się z wolna świąt, życzę Wam tego z całego serca...
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Doggie28 10:21 | 25-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Czytanie coraz to smutniejszych "relacji" psów z pobytu w schronisku czy hotelu, powodowało mimowolny
napływ łez, którego nie mogłam powstrzymać. Każdy pies przeżył coś innego. Najbardziej poruszyła mnie historia Kamy, która
została porzucona przez małżeństwo, po urodzeniu się dziecka. Być może dlatego, że tacy ludzie irytują mnie najbardziej.
Obok mnie bowiem mieszka pewna rodzina. Odkąd pamiętam mieli ślicznego Owczarka Niemieckiego. Od kilku lat go nie widziałam.
Myślałam, że po prostu zdechł. Dość niedawno siedząc z koleżankami pod domem obok nas bawił się ich syn (ok. 10 lat) z innymi dziećmi. Przechodziła również pani z Owczarkiem. Nagle słyszę małego chłopca: " Ja miałem takiego psa, fajny był, ale zawieźliśmy go do schroniska, bo urodziła się moja siostra." I nagle przed oczami stanął mi zaniedbany Owczarek, marznący w schroniskowym boksie i myślący wciąż, kiedy wreszcie przyjdzie jego rodzina. Nieoczekiwany wybuch złości. Zaczęłam krzyczeć jak mogli
oddać psa! Czy w ogóle zdają sobie sprawę z tego co zrobili! A on... popłakał się! Mijają miesiące, a ja widzę tego samego
chłopca z małym szczeniaczkiem... owczarkiem niemieckim. Prawdziwi miłośnicy rasy! Nie ma co!
Trochę odbiegłam od tematu, nie mniej jednak wszystkie historie były wzruszające i bardzo dziękuję, że w ten zimowy
czas przypomnieliście mi o psach. Bo w świątecznym szaleństwie naprawdę łatwo o nich zapomnieć.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
michi 03:47 | 22-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Podobnie ja,nie chcę wygrać.Piszę,co myślę.Chcę być szczery.
Szczerze mówiąc,kiedy czytałem ten temat w miesięczniku PP (mam prenumeratę),płakać mi się chciało.Biedne psy!Jeśli te historie są prawdziwe,to chyba przygarnąłbym takiego psiaczka!
Moim skromnym zdaniem najlepsza jest wypowiedź Semira-wiesz co to jest trawa? Dosłownie ścięło mnie z nóg,myślałem,że się uduszę ze śmiechu-żeby pies nie wiedział,co to jest trawa? xD
Dla redakcji PP-życzę wielu dobrych pomysłów,oraz wesołych świąt,które się przecież zbliżają.Wszystkiego naj,naj-zarówno Wam wszystkim jak i czworonogom!!!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
paulusia19955 12:06 | 20-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Oczywiście jak co miesiąc w środę musiałam kupić PP. Jeszcze przed szkołą poszłam do kiosku i przeczytałam urywkami kilka stron. Jak natrafiłam na temat miesiąca... na te smutne oczka tych psów..."Tyle świąt już za mną, że nie oczekuję cudów w tym roku(...)" Popłakałam się...łzy...litery zamazywały mi się przed oczami. I tylko te myśli przechodziły mi przez głowę: "Dlaczego ludzie mają w sobie tyle nienawiści, żeby wyrzucać, znęcać się na zwierzętami!? No dlaczego!? Przecież one też czują!!", "Czy psy kiedykolwiek znajdą to czego tak bardzo pragną?", " Czy ich największe marzenie-dom, rodzina, ciepły kąt, kiedykolwiek się spełni?" Nie wiem... Tego nikt nie wie... Tak bardzo chciałabym, żeby w schroniskach nie było psów ze smutnymi oczami"wołającymi" o odrobinę miłości. Tak bardzo chciałabym, żeby psy były szczęśliwe, żeby spędziły święta na kolanach swojej pani, swojego pana, przy choince, ciepłym kącie. Chcę żeby były najszczęśliwsze na świcie, w święta, w każdej sekundzie, minucie, godzinie, w każdej chwili swojego życia...Oby tak się stało. "Chciałbym ze swoim opiekunem poczekać na wiosnę." Tego ci z całego serca życzę i innym psom!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
paulusia19955 06:47 | 20-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Oczywiście jak co miesiąc w środę musiałam kupić PP. Jeszcze przed szkołą poszłam do kiosku i przeczytałam urywkami kilka stron. Jak natrafiłam na temat miesiąca... na te smutne oczka tych psów..."Tyle świąt już za mną, że nie oczekuję cudów w tym roku(...)" Popłakałam się...łzy...litery zamazywały mi się przed oczami. Najgorsze były te słowa:" Dla mnie cudem byłoby usłyszeć dwa słowa: jesteś mój. Dlaczego tylko psów jest czyichś, a ja jestem niczyj?" I tylko te myśli przechodziły mi przez głowę: "Dlaczego ludzie mają w sobie tyle nienawiści, żeby wyrzucać, znęcać się na zwierzętami!? No dlaczego!? Przecież one też czują!!", "Czy psy kiedykolwiek znajdą to czego tak bardzo pragną?", " Czy ich największe marzenie-dom, rodzina, ciepły kąt, kiedykolwiek się spełni?" Nie wiem... Tego nikt nie wie... Tak bardzo chciałabym, żeby w schroniskach nie było psów ze smutnymi oczami "wołającymi" o odrobinę miłości. Tak bardzo chciałabym, żeby psy były szczęśliwe, żeby spędziły święta na kolanach swojej pani, swojego pana, przy choince, ciepłym kącie. Chcę żeby były najszczęśliwsze na świcie, w święta, w każdej sekundzie, minucie, godzinie, w każdej chwili swojego życia...Oby tak się stało. "Chciałbym ze swoim opiekunem poczekać na wiosnę" Tego z całego serca ci życzę i innym psom!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Nicka 10:47 | 18-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Prawie się rozpłakałam.
Tak, Święta są cudowne. Boże Narodzenie. Śnieg, choinka przystrojona kolorowymi bombkami i światełkami. W mieście już porozwieszane są światełka. Palą się co wieczór. Pierwszy raz zobaczyłam je, kiedy wyszłam na wieczorny spacer z moim schroniskowym psem.
Wigilia. Dwanaście potraw - tradycyjnie. Zajadamy się nimi, cieszymy ze spotkania z rodziną, z prezentów, z cudownego, świątecznego klimatu, tej świątecznej magii, która nas otacza. Czekamy na Nowy Rok, zastanawiamy się, co nam przyniesie...
Przenieśmy się do schroniska dla bezdomnych zwierząt. Przechowalni biednych, zranionych duszyczek.
Ciemno, brudno, w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach. Wszędzie beton, kraty. A za kratami psy.
Więzienie.
W zasięgu wzroku tylko kraty. Wszędzie. Tu siedzi sznaucer, obok niego mały kundelek, za nim mieszaniec rottweilera. Wyciągają łapki, przykładają łepki do dłoni, kiedy tylko wsadzi się rękę do ich boksu. Piszcza, skuczą, kiedy odchodzisz.
Cierpią.
Niektóre nie pamiętają trawy. Nie pamiętają rzeki, w której chłodziły się w ciepłe dni, nie pamiętają lasu, kolorowych liści. Nie pamiętają wiatru w uszach...
Zimno. Ciemno. Ból.
Tak schroniskowe zwierzęta spędzają święta.
A tak niewiele trzeba.
Tak niewiele.
Ciepły kąt, miska, spacer i dobre słowo. Tyle wystarczy, by wyleczyć zranione psie czy kocie serduszko. A ile daje nam radości!
Możemy się z nim pobawić, pobiegać na spacerze w parku. Wypłakać się w jego miękkie futerko, kiedy mamy zły dzień.
Daje nam ciepło i bezpieczeństwo. Tyle otrzymujemy za tak niewiele...
Więc zastanówmy się, czy stać nas na to, by zaadoptować zwierzę ze schroniska. Nie tylko od święta, ale w ogóle. One czekają przez cały rok. Czekają na Ciebie.
Więc pomyślmy, spójrzmy trochę dalej, niż na czubek własnego nosa. Pomyślmy o nich. Zastanówmy się.
Życzę wszystkim wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Śniegu, ślicznej choinki i pysznych potraw, życzę świątecznej magii, atmosfery, bez których przecież nie ma prawdziwych Świąt.
I wam zwierzaki. Świat - możliwie najszczęśliwszych, może już w nowym domu. I Człowieka. Przez duże "C".
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Michalina Oleksy 09:45 | 18-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Jeżeli uratujesz jednego pieska, to może nie zmienisz całego świata, może nie dostaniesz Nobla, a ludzie nie będą Cię podziwiać. Ale odmienisz jednemu zwierzęciu całe życie..."- To zdanie od niedawna kołacze mi się w głowie. Nie daje mi spokojnie myśleć podczas obiadu, w szkole... A jednocześnie, słysząc ją robi mi się cieplej w sercu. Dzięki niej spokojnie zasypiam, nie nękają mnie koszmary... Spójrz i przeczytaj ją raz jeszcze. "Jeżeli uratujesz jednego pieska, to może nie zmienisz całego świata, może nie dostaniesz Nobla, a ludzie nie będą Cię podziwiać. Ale odmienisz jednemu zwierzęciu całe życie..." - A teraz powiedz, co o niej myślisz. Różne możecie mieć interpretacje. Mnie ona ZOBOWIĄZUJE. Do działania. Postanowiłam razem z koleżankami pomóc schroniskowym biedakom. Ta myśl mnie natchnęła.
Czym jest życie? Kawałkiem czasu jednym, choć różnie rozumianym. Czym jest życie dla schroniskowego psa, a czym dla człowieka przy ciepłym kominku? Odpowiedz sobie na to pytanie.
A czym jest śmierć? To wrota, przez które przechodzimy, by dostać się do Krainy Wiecznego Szczęścia.
Czy nigdy, naprawdę nigdy nie zastanawiałeś się jak to jest być niekochanym? Spróbuj. Albo nie. idź do schroniska i zobacz. Po prostu popatrz i przemyśl to, co widziałeś.
"Po prostu idź i powiedz mu, ze Misiek żyje i tęskni i go kocha i nigdy nie zapomni przyjaźni jaka ich połączyła..."- (tekst z wygranego opowiadania na konkurs literacki- "Ogłoszenie! Zaginął"przyjaciel" "...)
Święta, czas radości, wspólnych chwil i radosnych wspomnień. Narodził się Jezus. Nie tylko dla tego, co ma milion, nie tylko dla tego co kupił Mercedesa, nie tylko dla tego co wygrał w Totka, nie tylko dla tej co jest modelką, nie tylko dla piosenkarzy, nie tylko dla malarzy, nie tylko dla księży, biskupów i papieża, ale dla każdego z nas. Dla wszystkich i wszystkiego. Bez pomijania. Także dla zwierząt. Dla tych bezdomnych. Mówią, że każdy człowiek jest moim/naszym bliźnim. Każde stworzenie jest naszym bliźnim. Że w każdym człowieku jest Chrystus.
Jeśli tak, to czemu patrzysz obojętnie, na psy, koty, które nigdy nie zaznały szczęścia? (Lub zaznały, lecz taki niby HOMO SAPIENS SAPIENS takki niby myślący je wyrzucił, jak coś co po prostu się zużywa)Jeżeli chcesz pomóc- daj szansę. Przygarnij. Daj rozpocząć nowe życie, uciec od chwil, które chcą zapomnieć. "Jeżeli uratujesz jednego pieska, to może nie zmienisz całego świata, może nie dostaniesz Nobla, a ludzie nie będą Cię podziwiać. Ale odmienisz jednemu zwierzęciu całe życie..."- i znów.
Ktoś kiedyś opowiedział taką baśń:
"Pewien pobożny człowiek po śmierci dostał się do nieba. A sam wiedział, że ma wiele grzechów, zastanawiał się dlaczego tu jest. Zapytał anioła stojącego obok niego.
- Dlaczego tu jestem? Czy to dlatego, że w życiu dużo się modliłem?
- Nie.- odpowiedział z uśmiechem anioł.
- Czy to dlatego, że w każdą niedzielę i święto chodziłem do kościoła?- znów zapytał
- Nie.- odpowiedział z uśmiechem anioł
Człowiek zamyślił się na chwile, a ta chwila ciszy coraz bardziej się przedłużała. Wreszcie anioł powiedział:
- Jesteś tu dlatego, ze w pewne mroźne Święta Bożego Narodzenia, wracając do domu, w nocy, znalazłeś na ulicy, małą, chudą, czarną kotkę bliską już śmierci i dałeś jej na zawsze dom."
Zrób tak i ty. Po prostu idź do schroniska i adoptuj Burka, Azora, Mruczka... Daj miłość i serce, to czego tylko one tak bardzo pragną. Po prostu idź i powiedz im, że je kochasz i tęsknisz i nigdy nie zapomnisz o tym jaka przyjaźń Was połączy...... Tęsknisz, by znów wyjść razem na wesoły spacer, by znów bawić się razem i by znów razem wspominać wspólne chwile... To przecież czas świąt- czas radości!
Michalina Oleksy
psiaki_nrz@op.pl
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
AnnieXD 12:59 | 17-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Święta to czas wielkiej radości, czas, na który czekamy cały rok.Niewątpliwie wszystkim kojarzy się choinką, śniegiem, śpiewaniem kolęd, kolacją...z tym cudownym, świątecznym klimatem.Niestety wiele istot również w ten dzień cierpi...porzucone zwierzęta 25 grudnia wyglądają z utęsknieniem ze swoich boksów i czekają na osobę, która weźmie je pod swój dach, przygarnie, podaruje miłość...moim marzeniem jest dać kiedyś właśnie w Boże Narodzenie dom jakiemuś biednem, schroniskowemu czworonogowi - stworzeniu, które zostało pozbawione miłości człowieka, rzeczy, której każdy potrzebuje, bez której nikt nie może być szczęśliwy.Niestety nie mam takiej możliwości.Warto to zrobić - warto w ten wspaniały dla nas dzień uratować jedną psią duszyczkę.Zrobić tak mało, a zarazem tak wiele.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Majkela 11:31 | 17-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Dla ludzi okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku to czas na który czekają z utęsknieniem, jest to czas radości, ciepła domowego oraz nie zwykłych przeżyć związanych z dekorowaniem świątecznego drzewka, kupnem prezentów dla najbliższych i oczywiście wigilijną kolacją. Ludzie są tak pochłonięci myślami o swojej rodzinie, że prawie całkowicie zapominają o członku rodziny który żyje obok ich i ciągle jest w zasięgu wzroku . . . psie. Najlepszy prezent dla nic nie kosztuje, ponieważ psu zależy tylko na tym żeby najbliższy mu człowiek odwzajemnił jego miłość i okazał mu trochę wsparcia psychicznego (bo dla każdego psa świąteczne i nowo roczne przeżycia są bardzo stresujące, szczególnie jeśli młody piesek przeżywa je po raz pierwszy). Nie potrafię zrozumieć dlaczego właśnie tedy gdy powinniśmy dzielić się miłością i poświęcać sobie czas nawzajem, tak wiele psu jest wyrzucanych na ulicę i zostaje bez dachu nad głową podczas mroźnych nocy i opadów śniegu albo trafia do zimnego schroniska w którym nie potrafią się odnaleźć i są bardzo samotne nawet w obecności innych psów. Ja mając już psa przekonałam rodzinę do wzięcia drugiego, którym jest sześciotygodniowa suczka ze schroniska, dopiero teraz szczenię z dnia na dzień, staje się bardziej otwarte i ufne wobec otaczającego go świata. Rozumiem że nie każdy może mieć psa, ale adopcja to nie jest jedyny sposób pomocy bezdomnym zwierzętom w przytuliskach, można np. raz na jakiś czas zanieść do miejskiego schroniska karmę dla psa lub kota( np.4kg suchej karmy i 4 puszki jedzenia mokrego) i jakiś kocyk lub ręcznik.
Czy to na prawdę tak wiele?? Czy najlepsi przyjaciele człowieka które bezgranicznie i bezinteresownie nas kochają a nie mają komu okazać swojej miłości i wdzięczności, nie zasługują sobie na własny kąt w ciepłym domu, albo chociaż na odrobinę pomocy???
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Doggie28 07:11 | 17-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
W takich chwilach właśnie czuję, że jestem bezradna. Czytając płaczę. Zawsze tak mam. Ale wiem, niestety doskonale wiem, że nie mogę pomóc. Mam 15 lat i nie mam domu na własność. Rodzice pozwolili mi mieć dwa psy. Jak dla nich to i tak za dużo. I zawsze kiedy nie mogę powstrzymać się od łez, wmawiam sobie, że nie mogę pomóc wszystkim! Nie da się uratować tego dennego świata i urwać się od szarej rzeczywistości! I przepraszam jeśli teraz powiem coś, co może was zniesmaczyć, ale to wszystko przez tych cholernych ludzi! Tak, przez nas! Bezmyślne rozmnażanie psów, porzucanie ich! Opamiętajcie się! Bo jeśli was nie wzrusza błąkający się ulicami w świąteczny dzień pies, to nie macie serca... i wbrew pozorom naprawdę przykro mi to mówić.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
delma 06:52 | 17-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Gdy nadchodzi Boże Narodzenie, wszyscy ludzie się cieszą, wyjeżdżają, obdarowują się prezentami.Niestety, gorzej przedstawia się sytuacja psów. Często, podobnie jak na wakacjach, pan wyjeżdża, a pies zostaje. Takim sposobem trafia do schroniska. Inne psy zamieszkujące schronisko, są nie trafionymi prezentami. Wtedy są traktowane jak rzeczy. załóżmy: dziecko dostanie od ciotki pieska pod choinkę, ale rodzice, wcale zwierzaka nie tolerują, i oddają, albo wyrzucają na ulicę, pocieszając dziecko, że dostanie inny lepszy prezent.
Chociaż są święta, nie wszystkie psy mają z nich uciechę.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Malgorzata ( dom tymczasowy Semirka ) 12:34 | 19-11-2009 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
A ja jako tymczasowa opiekunka Semira, napisze ze ten tekst ogromnie mnie wzruszyl..... Bo jest tak bardzo prawdziwy.... Nigdy nie zapomne pierwszych chwil Semira ( cudnego mieszanca boksera z labradorem ) zaraz po przywiezieniu go ze schroniska.... Jego radosci, tego jak wachal trawe, jak po niej biegal jak oszalaly, jak sie w niej tarzal bez konca prawie wyjac z radosci ... To niezapomniany i przejmujacy widok !
Semirek czeka u mnie na swoj wymarzony wlasny dom.... opiekuna, ktory da mu milosc, cierpliwosc .... ktory nauczy go od nowa wszystkiego, czego zdazyl zapomniec przez kilka lat przebywania w schronisku skryty gleboko w swojej budzie i nie pokazujacy sie nikomu ze strachu, rozpaczy, zalu .... Jestem pewna, ze przyjdzie ten dzien, w ktorym Semirek przytuli sie do swojego nowego pana i od tej pory to jego bedzie rozbawial swoimi przesmiesznymi minkami, podawaniem lapek nawet kiedy wcale sie go o to nie prosi, lapaniem za buty zachecajac do zabawy .... To naprawde wspanialy psiak !
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |