|
|
| Temat miesiąca |
Pięć lat programu
Program „Pomóżmy razem” został zapoczątkowany pięć lat temu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że okaże się aż takim sukcesem i rozrośnie się na szereg różnego rodzaju inicjatyw. Przy okazji jubileuszu warto podsumować dorobek akcji, jednak organizatorzy mają nadzieję, że to, co się teraz dzieje, to dopiero początek fantastycznej przemiany Polaków.
Gdy sięgamy pamięcią do reklam, w których główną rolę grał pies, niemal każdemu w pierwszej kolejności staje przed oczami mały biszkoptowy labrador, zawadiacko ciągnący za sobą rolkę papieru toaletowego. Okazuje się, że ten znak rozpoznawczy firmy Kimberly-Clark funkcjonuje w mediach już od 1972 roku! Początkowo zachwycali się nim tylko Brytyjczycy, którzy na rodzimym rynku posiadali papiery Andrex.
- Dziś pluszową maskotkę labradora można znaleźć w co dziesiątym domu w Zjednoczonym Królestwie, a sam piesek stał się tak popularny, że jego figura woskowa doczekała się miejsca w słynnym muzeum Madame Tussauds w Londynie – mówi Roman Jawczak, Brand Manager marki Velvet. – W ciągu 30 lat biszkoptowy labrador pojawił się w reklamach telewizyjnych i na opakowaniach produktów Kimberly-Clark w krajach Ameryki, Europy i Azji. W Polsce zagościł dopiero w 2006 roku, odmieniając całkowicie istniejącą wtedy od dziewięciu lat markę Velvet.
Ten pocieszny szczeniak sprawił, że w firmie zapanowała iście przyjacielska atmosfera – szefostwo stało się otwarte na inicjatywę zabierania od czasu do czasu pupila do pracy, a temat psów jest jednym z najchętniej poruszanych podczas prywatnych rozmów. Trzeba więc było pójść krok dalej i przekazać tę wielką miłość do czworonogów w świat.
- Jak się okazało, labradory to jedna z najczęściej spotykanych ras wśród psów do zadań specjalnych – kontynuuje Roman Jawczak. – Przeszkolone są wspaniałymi psami przewodnikami, asystentami osób poruszających się na wózkach, psami ratowniczymi czy terapeutycznymi. Niestety wciąż szkoli się ich w Polsce zdecydowanie za mało.
Z wielkiego marzenia, aby tę sytuację zmienić, narodziła się idea programu społecznego „Pomóżmy razem”. Machina ruszyła w 2006 roku, a w tej chwili nabrała już takiego rozpędu, że żadna siła nie jest w stanie jej zatrzymać.
Rozdajemy szczenięta
Początki nie były jednak proste. Inicjatorzy akcji musieli znaleźć kompromis pomiędzy możliwościami wyszkolenia niewielkiej liczby psów a dużym zapotrzebowaniem na tak wykwalifikowane zwierzęta. Poza tym przyszło im się zmierzyć z brakiem ogólnodostępnej informacji na temat konieczności uczenia psów pomagania ludziom. Zarówno osoby niewidome posiadające psa przewodnika, jak i niepełnosprawni posiadający psa asystenta zgodnie twierdzą, że bez tych zwierząt ich codzienne życie byłoby o wiele cięższe.
Takie czynności, jak otwarcie szuflady czy przejście na drugą stronę ulicy, dla osób całkowicie zdrowych wydają się błahe. Nie dla wszystkich są jednak w stu procentach możliwe do zrealizowania i bezpieczne. Komfort normalnego życia niepełnosprawnym daje wyszkolony pies.
Osobom korzystającym z pomocy pracującego czworonoga nie pomagała także mentalność ludzi. Na drzwiach restauracji, sklepów bądź lokali usługowych wciąż można było zobaczyć naklejkę „Psom wstęp wzbroniony”. A przecież, nawet jeśli osoba niepełnosprawna poradziłaby sobie sama lub mogłaby liczyć na pomoc kogoś z pracowników lokalu, nie zostawi za drzwiami swojego psa, którego wyszkolenie kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych. Postanowiono więc drobnymi kroczkami uświadamiać społeczeństwo.
W 2006 roku do sklepów wprowadzono specjalne produkty oznaczone logotypem programu „Pomóżmy razem”. Część dochodów z ich sprzedaży była przeznaczana na zakup małych labradorków, które później przekazywano organizacjom szkolącym psy. Kolejne pieniądze przeznaczano na utrzymanie maluchów. Idea niesienia pomocy jednoczyła ludzi, ale i zwracała uwagę na problem braku odpowiedniej liczby wyszkolonych zwierząt.
– Akcja rozdawania szczeniąt, które w przyszłości będą pracowały z niepełnosprawnymi albo w służbach ratunkowych, jest niesamowicie potrzebna – mówi Katarzyna Dowbor, ambasadorka programu „Pomóżmy razem”. – To wprost niebywałe, jak te zwierzęta potrafią później pomóc człowiekowi. Na podziw zasługują jednak także wolontariusze, którzy przez pierwszy rok opiekują się tymi psami. Uczą je podstawowych komend, socjalizują i kochają. A później oddają w obce ręce. Z ich strony to niesamowite poświęcenie, działają bez cienia egoizmu.
Otwieramy drzwi
Równolegle do rozdawania szczeniąt, organizatorzy akcji postanowili szukać w całej Polsce miejsc, w których psy są mile widziane, i wyróżniać je specjalną naklejką. Wiele osób z pewnością zwróciło uwagę na przyklejoną do drzwi banku czy restauracji informację „Miejsce przyjazne psom asystującym”. Korzystający z pomocy czworonogów mogli wejść do takiej placówki bez obaw, że zostaną wyproszeni. Dawało to wyraźny sygnał nie tylko niepełnosprawnym, ale także zdrowym ludziom, że zmienia się podejście do problemu. Coś, co kilka lat wcześniej było wprost nie do pomyślenia, na oczach Polaków stawało się rzeczywistością.
W 2009 roku zatwierdzono niezwykle ważną ustawę regulującą sprawę psów serwisowych. Jasno w niej określono, że osoba korzystająca z pomocy zwierzęcia może wejść do każdego miejsca użyteczności publicznej i nie zostanie wyproszona. Jednak ustawa to jedno, a życie to drugie.
Kilka miesięcy temu głośno było w mediach o sprawie sądowej, w której udział brał niepełnosprawny Dominik Rymer (o niezwykły relacjach, jakie łączą go z labradorem Kankanem, pisaliśmy w PP nr …). Zaskarżył on właścicieli jednej z warszawskich restauracji, ponieważ nie mógł wejść do punktu gastronomicznego ze swoim czworonożnym asystentem. Niestety sprawę przegrał, co wydaje się niezwykłym kuriozum. Sytuacja pokazuje jednak, że w kwestii informowania społeczeństwa o dyskryminowaniu osób niepełnosprawnych, jest jeszcze mnóstwo do zrobienia. Dlatego inicjatorzy programu „Pomóżmy razem”, pomimo rezygnacji z kontynuowania wyszukiwania miejsc przyjaznych psom serwisowym, nie zaprzestają edukowania ludzi.
Nagradzamy bohaterów
Akcje edukacyjne, mające najczęściej charakter pokazów psich umiejętności, zazwyczaj odbywają się w centrach handlowych, szkołach i przedszkolach. Ich organizatorzy dbają, by nie tylko zapewniły widzom maksimum wiedzy praktycznej, ale także, by odbywały się w różnych częściach Polski. Do pokazów wybierane są zwierzęta asystujące niepełnosprawnym i psi ratownicy, którzy na co dzień pracują w jednostkach Ochotniczej Straży Pożarnej, w ratownictwie górskim lub wodnym.
Od ich umiejętności często zależy ludzkie życie. Potrafią odszukać zaginionych w lesie, na otwartym terenie, ale także pod gruzami czy w innych trudnych warunkach klimatyczno-geograficznych. Takie prezentacje zawsze wzbudzają wiele emocji – dla większości osób to pierwsze zetknięcie się na żywo z pracującym czworonogiem – a efekty ich działań przechodzą najśmielsze wyobrażenia. Chcąc dodatkowo docenić pracę tych niezwykle utalentowanych zwierząt, w 2008 roku po raz pierwszy odbył się plebiscyt na „Psa Bohatera Roku”.
– Pomysł na akcję narodził się, gdy jechaliśmy całą grupą na pokaz do Poznania – opowiada Katarzyna Dowbor. – Gdy się czegoś nie planuje, ale po prostu zaczyna się ze sobą rozmawiać, potrafią wykreować się rzeczy wielkie.
Przedsięwzięcie odbywa się corocznie, gdyż cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem ludzi. Okazuje się, ze wśród nas żyje mnóstwo cichych bohaterów, kundelków z sąsiedztwa, które nawet bez szkolenia są w stanie uratować ludzkie życie. Roman Jawczak podkreśla, że sukcesem firmy jest każdy wyszkolony pies, niemniej ci nagrodzeni bohaterowie napawają szczególną dumą nie tylko swoich opiekunów.
- Już w niedługim czasie po zakończeniu szkolenia niezwykłymi zdolnościami wykazał się labrador retriever Sagan – opowiada mężczyzna. – Podczas gwałtownej burzy zagubiła się w lesie cierpiąca na chorobę Parkinsona 84-letnia kobieta. Poszukiwania trwały dwa dni. Psy biorące w nich udział były zmęczone, zwłaszcza że teren, na którym pracowały, był gęsto porośnięty krzakami. Wtedy do akcji przyłączyła się Grupa Ratownictwa Specjalistycznego Ochotniczej Straży Pożarnej w Łodzi z Saganem na czele. Już po godzinie odnalazł zaginioną! Sukces ma szczególną wartość, ponieważ w pierwszym dniu akcji brały udział inne grupy poszukiwawcze, które straciły nadzieję na odnalezienie żywej kobiety. Sagan uratował jej życie. Gdy usłyszałem tę historię, z pełnym przekonaniem pomyślałem „Robimy dobrą i ważną pracę. Trzeba to kontynuować i rozwijać!”.
– Bardzo dokładnie pamiętam Irę – dodaje Katarzyna Dowbor. – Tę samą, którą kiedyś śp. prezydent Lech Kaczyński „przechrzcił” na „Irasiad”. Została nagrodzona podczas jednej z edycji akcji „Pies Bohater Roku”. W ostatnich miesiącach swojego życia jeździła na wózku inwalidzkim, gdyż nie potrafiła utrzymać się na tylnych łapach, i mimo kalectwa była niesamowicie radosna, pałała pozytywną energią. Gdy dowiedziałam się o jej śmierci, łza stanęła mi w oku. My naprawdę przywiązujemy się do tych psów, ale inaczej bym nie potrafiła. One są fantastyczne.
Promujemy dogoterapię
Mówiąc o psach pomagających ludziom, nie sposób pominąć tych, które pracują przy dogoterapii – spokojnych, opanowanych, posłusznych, cierpliwie znoszących nawet najdziwniejsze zabiegi. Gdy nasz domowy pupil irytuje się ciągnięciem go za ucho czy ogon, dogoterapeuta bez mrugnięcia okiem wytrzyma każdy dotyk. Ba – wszystkie te zabiegi sprawiają mu dużą radość. Przy tym korzyści, jakie przynosi niepełnosprawnym dzieciom praca z psami, są nie do przecenienia. Maluchy otwierają się na świat, stają się kontaktowe, towarzyskie i po prostu szczęśliwe. Właśnie dlatego autorzy programu „Pomóżmy razem” od początku wspierali tę formę terapii w Polsce.
Ważnym punktem edukacji dogoterapeutycznej są nie tylko pokazy umiejętności wyszkolonych pod tym kątem psów, ale także zajęcia praktyczne organizowane w szpitalach. Niestety tutaj fundacje i stowarzyszenia promujące dogoterapię wciąż spotykają się z silną niechęcią personelu. Tylko nieliczne placówki zgadzają się na wprowadzenie zwierząt na teren szpitala. Na takie działania pozwala np. Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.
I o ile obawy są uzasadnione w wypadku oddziałów, na których higiena musi być na najwyższym
poziomie, jak np. kardiologia, o tyle zupełnie niezrozumiała jest niemożność wprowadzania przeszkolonych psów na oddziały rehabilitacyjne, gdzie pomagałyby pacjentom wrócić do sprawności, motywując ich do dalszej wytężonej pracy. To, co w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej stało się normą, u nas wciąż budzi niechęć. Organizatorzy programu „Pomóżmy razem” podkreślają jednak, że nie spoczną na laurach i będą wzmagać wysiłki, aby psów w szpitalach było coraz więcej.
Kochamy labradory
Najmłodszym dzieckiem programu jest Parada Labradorów. W tym roku odbędzie się już po raz trzeci.
- Tuż przed przygotowaniami do każdej edycji Parady w naszym biurze mówi się tylko o psach – podkreśla z uśmiechem Roman Jawczak.
Nie ma się czemu dziwić, inicjatywa jest niesamowita. I choć może nieoryginalna (wystarczy wspomnieć o krakowskich paradach jamników czy zakopiańskich paradach owczarków podhalańskich), to jednak w ubiegłym roku wyróżniła się spośród wszystkich psich imprez pobiciem rekordu Guinnessa.
Cel był jeden – wspólny spacer jak największej liczby psów tej samej rasy. Na Paradę przyszło więcej czworonogów, niż oczekiwano! O ile w 2009 roku labków było około 500, o tyle rok później pod warszawski Pałac Kultury i Nauki przybyło ich aż 700. Podczas imprezy można było wspomóc współpracujące z programem „Pomóżmy razem” organizacje, porozmawiać z przedstawicielami fundacji dogoterapeutycznych i jednostek ratowniczych. Na uczestników czekał też niesamowity pokaz agility, a także pokaz umiejętności psów pracujących.
Tegoroczna edycja będzie połączona ze świętowaniem piątych urodzin programu. Organizatorzy nie chcą zdradzać jej szczegółów, jednak zapewniają, że każdy przybyły pies będzie mógł poczuć się jak prawdziwa gwiazda.
„Pomóżmy razem” współpracuje obecnie z ośmioma organizacjami, które dobierane są nadzwyczaj starannie. Do tej pory przekazano im 26 szczeniąt rasy labrador retriever oraz środki na roczne utrzymanie psiaków. Organizatorzy zapewniają, że wszystkie prowadzone do tej pory akcje będą kontynuowane w latach kolejnych. Dodatkowo szykowana jest następna atrakcja, jednak na razie wciąż owiana jest tajemnicą. Jedno jest pewne – dzięki niej poprawi się świadomość społeczeństwa w temacie psów pomagających człowiekowi.
Anna Czerwińska
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
krwawy_bajarz 04:06 | 21-06-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wybieg dla szczeniaków koło siedziby jednej z fundacji szkolącej psy asystujące. Pięć małych, puchatych kulek baraszkuje wesoło. Jeden z nich właśnie z impetem wpadł do wody i zadowolony z tego, że ochlapał swoich czworonożnych kolegów wyturlał się z miski i pobiegł gonić zabawkę. Pozostałe z zadowoleniem otrzepały się i ruszyły za nim w pogoń. Tylko jeden z nich trzymał się na uboczu, wydawał się być o wiele spokojniejszy. Z opanowanie i wyraźnym zainteresowaniem przyglądał się ludziom, którzy także go obserwowali. Podszedł do nich, usiadł i spojrzał pytającym wzrokiem: „Dlaczego jestem inny?”. Oni odpowiedzieli mu: „Bo jesteś wyjątkowy”. To przed nim postawiono najważniejsze zadanie i tylko on z pozostałych szczeniaków został wybrany, by odtąd stać się partnerem na dobre i złe, pomocnikiem, który wesprze swojego przyszłego niepełnosprawnego właściciela.
Bardzo rzadko zdarza się, by wybór odpowiedniego psa był tak łatwy jak w opisanej historii. Zazwyczaj wskazanie szczeniaka o właściwych predyspozycjach do danego zadania jest bardzo trudne i wymaga wielu godzin obserwacji i pracy nad kształtowaniem przyszłego psa pracującego. Niewielu jest w Polsce trenerów, którzy potrafią nie tylko dokonać odpowiedniej selekcji, ale także poprowadzić psa tak, by wydobyć jego potencjał. Wymaga to nie tylko wiedzy, ale również nakładu finansowego (przykładowo szkolenie psa przewodnika to koszt ok. 30.000zł). Prawdopodobnie nikt z nas nie byłby wstanie sam sfinansować choćby jednego psa asystującego. Dlatego też powstał program „Pomóżmy razem”, który dzięki pomocy każdego z nas może sprawić, że zostanie wyszkolonych więcej psów do zadań specjalnych.
Dlaczego zostają nimi labradory? Odpowiedź jest bardzo złożona. Po pierwsze jest to rasa o wielu talentach. Chętna do pracy, wytrzymała, bardzo inteligentna. Ich czuły węch przydaje się podczas tropienia ludzi zasypanych pod lawiną. Miłość do wody wykorzystują służby ratownictwa wodnego, gdzie labki holują łodzie do brzegu, bądź ratują topiących się ludzi. Spokój i opanowanie przydaje się podczas dogoterapii, gdyż często wymaga to cierpliwości ze strony psa, gdy dziecko np. pociągnie go za uszy, czy położy się na nim. Bardzo ważny jest też ich wygląd, przyjacielskie, oklapnięte uszy, zawadiacki uśmiech na pysku i mądre oczy, sprawiają, że labradory częściej przyjmowane są w sklepach i urzędach niż psy innych ras, gdyż budzą większe zaufanie u właścicieli budynków użytku publicznego.
Dobrze wyszkolony labrador będzie dla niewidomego jego oczami, u niepełnosprawnego zastąpi jego nogi, ułatwi poruszanie się, dla ratownika, czy policjanta stanie się niezastąpionych partnerem w pracy, a dla każdego z nas będzie on najlepszym przyjacielem na dobre i złe. Warto zatem wesprzeć program "Pomóżmy razem" np. uczestnicząc w paradzie labradorów, a może także dzięki naszej pomocy wyszkolony zostanie kolejny psi pomocnik.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
justynala 04:24 | 12-06-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Program „Pomóżmy razem” współpracuje z rożnymi organizacjami
i fundacjami, które maja do czynienia z labradorami. Są to
psy niezwykle mądre i oddające się całkowicie człowiekowi.
Swym psim sercem i merdającym ogonem roztaczają wspaniałą
aurę, aurę pełną radości, przyjaźni i miłości. Program
„Pomóżmy razem” już pięć lat uświadamia nam jak ważne w
naszym życiu są te czworonogi, jak ogromną role odgrywają i
mogą odgrywać w życiu ludziom niepełnosprawnym, chorym,
potrzebującym. To dzięki temu programowi i dzięki tym psom
wielu ludziom zmieniło się życie. Dzięki labradorom
biorących udział między innymi w dogoterapi na twarzy dzieci
zagościł niejedne uśmiech, dzięki tzw. psom serwisowym osoby
niepełnosprawni ruchowo otrzymali drugą szansę od życia i
mogą normalnie funkcjonować, dzięki psom przewodnikom
niewidomi dostali „nowe oczy” i wreszcie dzięki psom
ratownikom wiele żyć ludzkich zostało ocalonych. Program
„Pomóżmy razem” chcę właśnie nam to uświadomić, chcę
otworzyć nam oczy na te labradory, wyedukować nas i
przedstawić nam jak te psy mogą pomóc, całkowicie
bezinteresownie drugiemu człowiekowi.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
~Tyna 12:45 | 03-06-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Na tym przykładzie widać, że psy chcą pomagać ludziom. Co więcej- robią to bezinteresownie, wiernie i z ochotą. Nie oczekują na zapłatę... Od kiedy rozpoczął się program ,,Pomóżmy Razem" powoli zaczęto doceniać pieski. Labradorki zostały dogoterapeutami, asystentami, ratownikami... Trzeba jednak pamiętać, że te psy nie są ,,chwytami marketingowymi". To żywe stworzenia, które nie tylko opiekują się ludźmi.
,,Jedynym całkowicie bezinteresownym przyjacielem, którego można mieć na tym interesownym świecie, takim, który nigdy Cię nie opuści, nigdy nie okaże się niewdzięcznym lub zdradzieckim, jest pies... Pocałuje rękę, która nie będzie mogła mu dać jeść, wyliże rany odniesione w starciu z brutalnością świata... Kiedy wszyscy inni przyjaciele odejdą, on pozostanie..." - George G. Vest.
Miał rację...Psy są naszymi przyjaciółmi...
Życzę tym labkom wszystkiego najlepszego, a szczególnie zrozumienia i docenienia. A fundacji życzę jeszcze wielu wspaniałych i dobrze wyszkolonych labradorów!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
goldenka13 10:17 | 29-05-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Psy to według większości ludzi świetny chwyt reklamowy, bo prawie każdy rozczula się na widok małego, rozrabiającego szczeniaka. Tylko wykorzystywanie psów w reklamach czasem może mieć negatywne skutki, głównie przez to, że ludzie łatwo ulegają - i reklamom, i szczeniakom. To może wyglądać mniej więcej tak: kilkuletnie dzieci oglądają telewizję, aż nagle puszczają reklamę Velvet. Maluchy zakochują się w psiaku "od pierwszego wejrzenia". Potem zaczyna się płacz i proszenie rodziców o psa. Rodzice ulegają dzieciom i już kilka dni później po domu biega biszkoptowy labradorek od pierwszego lepszego hodowcy. Mija trochę czasu i pies zaczyna sprawiać poważne kłopoty - już nie jest taki mały i bezradny, niszczy meble, szczeka całymi dniami, brudzi w domu, jednym słowem zachowuje się okropnie, więc ląduje na łańcuchu. Mijają lata, dzieciom pies już się dawno się znudził, a do tego zachorował. Ląduje w schronisku. Potem znowu puszczają reklamę z jakimś słodkim szczeniaczkiem, dzieciaki proszą o psa i tak błędne koło się zamyka. Sama byłam świadkiem takiej sytuacji, więc zdecydowanie jestem przeciwna wykorzystywaniu psów w reklamach. Chyba, że ktoś wpadnie na pomysł nakręcić reklamę, która pokazuje, że pies to też obowiązek i jaka odpowiedzialność spoczywa na jego właścicielu...
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Adzia123 03:49 | 21-05-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
I co teraz ludzie zrobiliby bez naszych czworonożnych przyjaciół? Psy bardzo nas kochają i pomagają nm w wielu sytuacjach. Pracują w policji, straży pożarnej, są przewodnikami ludzi niepełnosprawnych, psimi terapełtami, ratują ludzkie życie, szukają ładunków wybuchowych, wykrywają raka... Długo możnaby tak wymieniać. Dobrze, że powstają takie organizacje jak program "Pomóżmy razem", które szkolą psiaki aby mogły pomagać ludziom. Szkoda, że nadal ludzie niepełnosprawni nie wszęzie mogą wejść ze swoimi psami. Jednak może niedługo to się zmieni, bo powstaje coraz więcej miejsc typu sklepy, restauracje które stoją przed nimi otworem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |