Ta strona używa COOKIE. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

  Aby dowiedzieć się więcej na temat ciasteczek, zapraszamy na stronę WszystkoOCiasteczkach.pl

reklama

reklama

reklama

reklama

    Zdrowie
Ostry dyżur: Zatrucie paracetamolem


To, co przytrafiło się Frodo, było niefortunnym zbiegiem okoliczności. Jego właścicielkę znam od ponad 6 lat i wiem, jak znakomicie opiekuje się ukochanym west highland white terrierem. Frodo jest zawsze zadbany, wypielęgnowany i dopieszczony. Wyjazdy na wakacje, narty czy weekendy zawsze były wspólne z psem. Jednak tym razem okazało się to niemożliwe.

Służbowa podróż do Singapuru wykluczała zabranie psa. Na szczęście zaprzyjaźniona sąsiadka zaoferowała opiekę nad Frodem, nie było zatem potrzeby szukania pomocy u rodziny czy w psim hotelu.

Wszystko wskazywało na to, że Frodo bardzo dobrze zaakceptował nową sytuację. Przez pierwsze dwa dni zachowywał się zupełnie prawidłowo - miał apetyt, był aktywny, może tylko trochę więcej czasu niż zwykle poświęcał na sen.

Nagle pod koniec trzeciego dnia coś się wydarzyło - pies bardzo posmutniał, nie był zainteresowany wyjściem na spacer, zabawą ani jedzeniem. Początkowo zostało to złożone na karb rozstania i wyrażanej z opóźnieniem tęsknoty. Jednak, gdy następnego ranka pojawiły się intensywne wymioty i biegunka, nie było wątpliwości, że sytuacja jest poważna. Wkrótce miałam możliwość zbadania Froda, którego stan pogarszał się z godziny na godzinę.

W momencie dotarcia do lecznicy westie wyglądał bardzo źle. Silne wymioty i biegunka szybko wymęczyły psa i spowodowały znaczne odwodnienie. Frodo miał duże trudności z oddychaniem, ślinił się obficie, a nawet najdelikatniejsze dotknięcie powłok brzusznych powodowało bolesne postękiwanie. Uwagę zwracał ciemnobrązowy, lekko sinawy kolor błon śluzowych, trochę podpuchnięty pyszczek oraz smolisty wyciek z odbytu (spowodowany obecnością krwi).

Objawy wskazywały na ostre krwotoczne zapalenie błony śluzowej przewodu pokarmowego. W trakcie przeprowadzania badania klinicznego wypytałam tymczasową opiekunkę, czy pies miał możliwość zjedzenia czegoś niewłaściwego.

Zgodnie z moimi przewidywaniami Frodo wychodził na spacery wyłącznie na smyczy, a jedyne, co dostawał do jedzenia, to zostawioną dla niego suchą karmę oraz wodę do picia. Niemniej zawsze istnieje ewentualność połknięcia przez psa czegoś, co nie zostało zauważone.

Przygotowałam probówki do pobrania krwi i zestaw niezbędny do założenia venflonu, aby za jednym ukłuciem pobrać potrzebny materiał do badania oraz założyć dojście dożylne. Moje zdziwienie było ogromne, gdy w probówce spostrzegłam krew w kolorze... czekolady! Tylko raz widziałam coś podobnego. Było to w Stanach Zjednoczonych, w trakcie stażu klinicznego w lecznicy małych zwierząt w Marylandzie. Wówczas kilkuletni sznaucer miniaturowy zjadł pokaźną ilość tabletek przeciwbólowych swojego właściciela. Czekoladowy kolor krwi u psa jest jednoznaczny z methemoglobinemią (stan, w którym hemoglobina traci zdolność przenoszenia tlenu), spowodowaną zatruciem związkami silnie utleniającymi. W wypadku małych zwierząt najczęściej pojawia się przy zatruciu paracetamolem, cebulą oraz środkami chemicznymi zawierającymi związki chloru i azotu.

Wiadomo było, że Frodo nie dostał żadnej z trujących substancji specjalnie, jednak znajdowały się one w mieszkaniu. Najbardziej prawdopodobne wydawało się, podobnie jak w przypadku mini-sznaucera, zatrucie paracetamolem. Jego opakowanie leżało na stoliku nocnym w sypialni, do której pies miał dostęp.

Gdy ja zajęłam się wdrażaniem terapii, opiekunka pojechała do mieszkania sprawdzić, co pies mógł ukraść i zjeść pod jej nieuwagę.

Przez założony wcześniej cewnik dożylny mogłam podać niezbędne do życia płyny. Chodziło mi nie tylko o przywrócenie właściwego nawodnienia tkanek, ale także o utrzymanie prawidłowej filtracji nerek i wypłukanie toksyn z organizmu. Acetaminofen (paracetamol) metabolizowany jest głównie w wątrobie i to ten narząd w największym stopniu zostaje uszkodzony. Jednak często dochodzi też do ostrej niewydolności nerek.

Telefon od zapłakanej opiekunki odebrałam tuż po podłączeniu kroplówki i leków moczopędnych oraz założeniu cewnika do pęcherza moczowego (w celu kontrolowania ilości produkowanego moczu). W sypialni, pod łóżkiem znalazła wymięte opakowanie po lekach przeciwbólowych, którego zawartość zniknęła. Udało nam się ustalić, że pies miał możliwość połknięcia 8 tabletek paracetamolu (każda po 500 mg), co przy jego niepełnych 10 kg masy ciała było bardzo dużą dawką. Pozostawała nadzieja, że część tabletek rozkruszyła się w trakcie wyłuskiwania ich z opakowania i w rzeczywistości dawka połkniętego leku była mniejsza.

Czekając na wyniki badania krwi z laboratorium, robiłam, co w mojej mocy, aby zmniejszyć skutki zatrucia. Niestety, prowokowanie wymiotów i płukanie żołądka nie miało żadnego sensu, gdyż od połknięcia leków minęło przynajmniej 12 godzin.

Podłączony do kroplówki Frodo został wsadzony do klatki tlenowej w celu ułatwienia mu wykorzystania tlenu i zmniejszenia duszności. Do podawanych płynów dodałam witaminę C, która ułatwia przejście nieprawidłowej methemoglobiny w pożądaną hemoglobinę. Po wstępnym ustabilizowaniu akcji oddechowej zdecydowałam się na doustne podanie węgla medycznego. Miałam nadzieję na wychwycenie z przewodu pokarmowego przynajmniej części nadal aktywnych metabolitów leku. Szczęśliwie miałam ze sobą na dyżurze dwie pomocne studentki, które szybko i sprawnie rozkruszyły 65! tabletek węgla na pył.

W połączeniu z wodą węgiel stworzył zawiesinę, którą mogłam podać bezpośrednio do żołądka za pomocą sondy. Po 2 godzinach, również dożołądkowo, podałam N-acetylocysteinę, która jest odtrutką przy zatruciu paracetamolem (inaktywuje jego toksyczne metabolity).

Zarówno węgiel, jak i acetylocysteina musiały być powtarzane wielokrotnie w odstępie kilku godzin, jednak nigdy jednocześnie (węgiel inaktywuje inne leki). Badanie laboratoryjne potwierdziło methemoglobinemię, ostre uszkodzenie wątroby i nerek oraz konieczność transfuzji krwi. Potrzebne były pełne trzy dni intensywnej terapii, aby Frodo mógł wrócić do domu. Zbiegło się to w czasie z powrotem jego właścicielki, która dowiedziawszy się o chorobie ukochanego zwierzęcia, przyspieszyła przyjazd z Singapuru do kraju.

Lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~BlaH;d 12:03 | 20-07-2009   Odpowiedz
 

Szkoda pieska ;< Też mam westa :) one są takie wredne ale za to tą rase kocham :P







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl