reklama

reklama

reklama

reklama

    Zdrowie
Ostry dyżur: Zaburzenia neurologiczne


Kiedy zobaczyłam Fado w poczekalni przychodni, byłam przekonana, że to czas na kolejne odrobaczenie lub zabezpieczenie przeciwko kleszczom. Niestety okazało się, że sprawa jest znacznie poważniejsza.

Tego niewielkiego radosnego kundelka widziałam wcześniej kilka razy. Sześć tygodni temu został znaleziony na budowie, gdzie błąkał się w poszukiwaniu jedzenia. Dobrzy ludzie zaopiekowali się nim, dali mu dom, zadbali o wyżywienie i profilaktykę. Gdy badałam go po raz pierwszy, miał około 10 tygodni, zleciłam wówczas wykonanie całego cyklu szczenięcych szczepień.

Pies ze swoimi opiekunami był na mazurskiej działce. W pewnym momencie jego samopoczucie zaczęło się pogarszać. Nie miał apetytu. To była absolutna nowość, bo do tej pory zjadłby konia z kopytami. Był bardzo apatyczny i miał kłopoty z koordynacją ruchów. Kiedy po trzech dniach jego stan się nie poprawił, został zawieziony do tamtejszego lekarza, który podejrzewał babeszjozę (chorobę odkleszczową psów powodowaną przez pierwotniaka Babesia canis).

Chociaż pies był zabezpieczony przeciwko kleszczom, jednak wysoka gorączka i złe samopoczucie mogły sugerować to schorzenie. Podane leki przyniosły częściową ulgę (udało się obniżyć temperaturę ciała z 41°C do 39,2°C), ale apatia i brak łaknienia utrzymywały się. Dodatkowo pojawiły zaburzenia ruchu i dosyć szybko postępowały.

Początkowo Fado miał problem z podniesieniem się z miejsca, potem zaczął kręcić się w kółko w jedną stronę, aż do momentu, gdy nie był w stanie utrzymać się na nogach. Gdy leżał na swoim posłaniu, musiał być ograniczony grubymi kocami, gdyż zaczynał turlać się po podłodze, aż do momentu natrafienia na ścianę. Gdy do tych wszystkich objawów dołączyły się męczące wymioty, opiekunowie psa zdecydowali o szybszym powrocie z urlopu do Warszawy. Prosto z podróży stawili się u mnie w przychodni.

Pomimo złego samopoczucia psiak ucieszył się na mój widok i zamachał ogonem. Smakołyki, którymi częstowałam malucha przy okazji wcześniejszych wizyt, przyniosły dobre efekty. Ta chwila psiej radości dodała właścicielom otuchy. Wysłuchałam pełnych emocji relacji z ostatnich trzech dni choroby malca. Udało nam się ustalić kolejność zdarzeń, a z mazurskiej lecznicy weterynaryjnej otrzymałam wydruk zawierający szczegółowe informacje dotyczące leczenia oraz wyniki badania krwi (pobranej poprzedniego dnia). Oprócz zmian w obrazie białych krwinek, świadczących o intensywnym procesie zapalnym toczącym się w organizmie, pozostałe wyniki były bez zarzutu. Tak więc babeszjoza, której towarzyszy silna niedokrwistość, a często też niewydolność wątroby i/lub nerek, wydawała się bardzo mało prawdopodobna.

Początkowo badanie kliniczne było dosyć trudne, gdyż pies reagował skomleniem na każdy mój dotyk. Temperatura mierzona w odbycie była znacznie podwyższona, bliska 40°C. Uwagę zwracała lekko przechylona na prawą stronę głowa i wyraźny niepokój, gdy zbliżałam dłonie do jego pyszczka. Pies ewidentnie bał się dotyku, a delikatne otworzenie jamy ustnej powodowało skowyt z bólu. Omacałam stawy skroniowo-żuchwowe, których zapaleniu potrafi towarzyszyć silna bolesność, jednak pies w ogóle nie zareagował na ich dotknięcie. Nie reagował również przy delikatnym i powolnym omacaniu mięśni skroni oraz policzków. Wzięłam do ręki otoskop, żeby zajrzeć do uszu, gdyż zaczęłam podejrzewać zapalenie ucha środkowego i/lub wewnętrznego. Lewe ucho było czyste, a kanał słuchowy w kolorze jasnoróżowym. Delikatne dotknięcie podstawy prawego ucha spowodowało natychmiastową reakcję obronną psa i żałosne popiskiwanie.

Zbadałam zwierzaka do końca i poza zwiększonym napięciem mięśniowym w okolicy szyi nie znalazłam żadnych odstępstw od normy. Czucie powierzchowne i głębokie we wszystkich kończynach było bez zarzutu, a odruchy prawidłowe. Po kilku minutach wróciłam do badania prawego ucha, ale i tym razem nie udało mi się do niego zajrzeć.

Wszystko wskazywało na to, że to w uchu tkwił problem. Nie widząc zasadności dręczenia psa, wspólnie z właścicielami zdecydowaliśmy o wprowadzeniu szczeniaka w sedację (uspokojenie farmakologiczne). Założyłam venflon do naczynia żylnego, aby oprócz precyzyjnego podania leków narkotycznych mieć również możliwość wprowadzenia dożylnie leków przeciwwymiotnych i kroplówki. Chwilę po zaaplikowaniu leków uspokajających mogłam swobodnie zajrzeć do ucha, które wewnątrz było bardzo zaczerwienione, a głęboko w kanale słuchowym widoczna była żółta wydzielina o konsystencji budyniu. Nie byłam w stanie dojrzeć błony bębenkowej ani jej okolicy, gdyż wydzielina obficie ją przesłaniała. Obawiając się perforacji błony bębenkowej, zdecydowałam się na ostrożne płukanie ucha, wyłącznie roztworem fizjologicznym. Dodatek medycznych detergentów ułatwiłby usunięcie wydzieliny zapalnej, jednak mógłby być niebezpieczny dla głębszych struktur ucha. Po kilkunastu minutach udało mi się oczyścić dno kanału słuchowego i dotrzeć do bezpośredniej przyczyny zaburzeń neurologicznych szczeniaka. Błona bębenkowa ucha była częściowo uszkodzona przez wbity w nią ostry kłos trawy, który przeszywał ją na wylot i utkwił w ścianie ucha. Tkanki wokół były bardzo zmienione zapalnie, co pozwoliło mi w dosyć łatwy sposób wyjąć z nich specjalnymi szczypcami (typu Aligator) źdźbło trawy.

Zapalenie powodujące zwiększone ciśnienie wewnątrz ucha wpłynęło na zaburzenia w sąsiadującym błędniku oraz położonym w niewielkiej odległości móżdżku. Podanie silnych leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych oraz antybiotyku umożliwiło całkowity powrót do zdrowia i szybkie wycofanie się groźnych objawów neurologicznych młodego zwierzaka. Już następnego dnia Fado czuł się nieporównywalnie lepiej i z chęcią zjadł przygotowany dla niego posiłek.

lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    ~sarcia652 04:17 | 20-02-2010   Odpowiedz
 

Jestem pod całkowitym wrażeniem...Serdecznie gratuluję,to była naprawdę szokująca historia...


 
 
    ~Gosia 12:12 | 04-02-2010   Odpowiedz
 

Gratuluję Pani.Jestem pod wrażeniem,właściciele pieska zapewne są szczęśliwi i piesek też.Jest zdrowy.Pani zapewne też szczęśliwa-bo po to Pani studiowała weterynarie,Chce Pani pomagać zwierzętom.







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl