Ostry dyżur: Padaczka u Klary
Zapowiadał się spokojny niedzielny dyżur. W lecznicy pojawiło się zaledwie kilku pacjentów. Nagle usłyszałam zamieszanie w poczekalni i mężczyznę proszącego o natychmiastową pomoc. Nie mógł sobie poradzić z przeniesieniem z samochodu psa, który miał od ponad 20 minut napad silnych drgawek. Widok czteroletniej suki był przygnębiający. Klara raz po raz uderzała głową o siedzenie pasażera, śliniąc się przy tym intensywnie, a całe jej ciało przeszywały mocne skurcze. Była nieprzytomna.
Z koca, na którym leżała, utworzyliśmy nosze i razem z właścicielem przenieśliśmy ją do gabinetu. Jednocześnie starałam się uzyskać podstawowe informacje, aby móc jak najszybciej udzielić pomocy. Okazało się, że suka do tej pory poważnie nie chorowała, a atak padaczki pojawił się nagle, przerywając właścicielom śniadanie. Nie wiedząc, z czym mają do czynienia, prawie natychmiast zdecydowali o przewiezieniu jej do lecznicy.
Objawy kliniczne wskazywały na status epilepticus (stan padaczkowy). Charakteryzuje się on trwającymi nieprzerwanie napadami drgawek, bez powrotu do świadomości. Stan ten wymaga intensywnej terapii i jest bezpośrednim zagrożeniem dla życia.
Na tym etapie trudno było stwierdzić, co jest przyczyną padaczki, jednak początkowy schemat postępowania jest niezależny od podłoża konwulsji. Podjęłam decyzję o natychmiastowym podaniu leków przeciwdrgawkowych i wdrożeniu terapii mającej na celu ratowanie życia zwierzęcia. Obawiając się trudności z założeniem venflonu (suka była w ciągłym ruchu) i nie chcąc tracić cennego czasu, zdecydowałam się na podanie doodbytniczych wlewek z diazepamu. Ma on silne działanie uspokajające i przeciwdrgawkowe, a podany rektalnie wchłania się stosunkowo szybko.
Na pierwsze efekty trzeba było poczekać kilka minut. W tym czasie oddech psa nieco się uspokoił, a ruchy spowolniły, pozwalając na bezpieczne umieszczenie cewnika w żyle. Po umocowaniu venflonu pobrałam krew i oznaczyłam glukometrem zawartość glukozy. Wynik był prawidłowy.
Określenie poziomu cukru jest bardzo istotne, gdyż niedocukrzenie (hipoglikemia) może być jedną z przyczyn napadów drgawek. Równie istotne są morfologia, oznaczenia elektrolitów, enzymów wątrobowych, białka, mocznika i kreatyniny. Tymi badaniami zajęło się laboratorium. Odstępstwa od normy mogły wskazać podłoże zmian chorobowych.
Po pobraniu krwi mogłam zaaplikować kolejną porcję leków przeciwdrgawkowych. Diazepam podany doodbytniczo ograniczył intensywność konwulsji, ale ich nie przerwał. Kolejną dawkę (odpowiednią do wagi Klary) podałam w postaci dożylnej, mając nadzieję na wysycenie lekiem organizmu.
W ciągu 5 minut stan padaczkowy ustąpił, a suka zapadła w spokojny, miarowy sen. Badanie ciepłoty ciała wskazało 36,2°C, a więc obniżoną temperaturę (norma u dorosłego psa dużej rasy to 38-38,5°C). Ułożyliśmy psa w pobliżu kaloryfera i okryliśmy kocem, a roztwór Ringera został ogrzany przed podaniem dożylnym. Kroplówką z ciepłymi płynami zwykle można przywrócić prawidłową temperaturę ciała w ciągu 1-2 godzin. Po podłączeniu kroplówki miałam czas, żeby Klarę dokładnie zbadać. Wcześniej oceniłam tylko najważniejsze parametry, czyli drożność dróg oddechowych, sposób oddychania, wydolność układu krążenia oraz temperaturę. Teraz mogłam przeprowadzić pełne, choć utrudnione snem pacjentki, badanie kliniczne.
Oglądanie, osłuchiwanie i badanie paplacyjne (dotykowe) nie przyniosło żadnych rewelacji, jednak przed jego zakończeniem ciałem Klary wstrząsnęły ponownie drgawki. Ten atak był stosunkowo krótki, ale intensywny. Niestety na kolejny nie trzeba było długo czekać, bo zaledwie 2 minuty. Oznaczało to, że sam diazepam będzie niewystarczający do kontrolowania napadów, dlatego zdecydowałam się na powolne dożylne podanie fenobarbitalu.
Efekt działania leku był szybki, miałam jednak nadzieję na dłuższe ujarzmienie konwulsji. Chcąc ułatwić suce oddychanie, założyłam jej rurkę intubacyjną do tchawicy, a do dróg moczowych wprowadziłam cewnik. Nie wiedząc, co jest przyczyną ataków padaczki, chciałam mieć pewność, że ilość produkowanego moczu jest prawidłowa, a nerki działają sprawnie. Po chwili w cewniku pojawił się mocz barwy słomkowej w ilości adekwatnej do podawanych dożylnie płynów (wcześniej Klara siusiała w domu w trakcie napadu). W ciągu kolejnych 2 godzin dostałam wyniki badania krwi z laboratorium. Poza nieznacznie przekroczonymi wartościami enzymów wątrobowych pozostałe parametry były w normie. Wyeliminowało to z kręgu podejrzeń zatrucia, nieprawidłowości metaboliczne czy zaburzenia elektrolitowe jako podłoże padaczki.
Otrzymanie wyników laboratoryjnych zbiegło się z kolejnym silnym napadem drgawek. Wiedząc już, że wątroba i nerki pracują w sposób prawidłowy, podjęłam decyzję o farmakologicznym wprowadzeniu Klary w sen (na kolejne 24 godziny). Bywa, że jest to jedyny skuteczny sposób na przerwanie powtarzających się ataków padaczki. Polega na ciągłym dożylnym wlewie leków usypiających (o działaniu przeciwdrgawkowym). W trakcie wymuszonego snu ważne jest utrzymanie właściwej temperatury ciała, przekładanie co 2 godziny zwierzęcia na drugą stronę oraz miękkie podłoże.
Po upływie doby przerwałam podawanie leków nasennych, a po kolejnych 4 godzinach Klara się obudziła. Wydawała się zdziwiona sytuacją, ale ku mojej i właścicieli radości po drgawkach nie było śladu. Uzgodniłam, że suka zostanie pod stałym nadzorem lecznicy przez kolejne 12 godzin. Przeprowadzone badania dodatkowe (badanie parazytologiczne kału, usg. jamy brzusznej) nie wyjaśniły przyczyny ataków, dlatego ostateczne rozpoznanie brzmiało: padaczka idiopatyczna (nieznanego pochodzenia).
Klara w lecznicy miała podane doustnie dwie pierwsze dawki luminalu (lek przeciwpadaczkowy) i ataki się nie powtórzyły. Suka mogła wrócić do domu. Opiekunowie zostali szczegółowo poinformowani o dalszym postępowaniu (w szczególności o konieczności codziennego aplikowania leków przeciwdrgawkowych).
Lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała