Ostry dyżur: Ofiary trutki
Ostatnio kilkakrotnie przyszło mi się zmierzyć z zatruciami u zwierząt. Czworonogi zjadały trutki na ślimaki, przeciwko gryzoniom, środki chemiczne do mycia kuchenek gazowych oraz trujące rośliny. Za każdym razem splot nieszczęśliwych wypadków doprowadzał do sytuacji, w której trzeba było walczyć o życie pacjentów.
Bilans smutny, bo dwóch zwierząt (psa i kota) uratować się nie udało pomimo szybkiej reakcji właścicieli i podjętych działań lekarskich. Proces uszkodzenia narządów wewnętrznych postępował tak szybko, że zwierzęta nie miały już żadnych szans na przeżycie.
Jako pierwszy trafił pod moją opiekę Kajtek, 10-letni jamnik rodziców przyjaciółki. Pół godziny po zjedzeniu trutki na ślimaki pies nagle zaczął obficie się ślinić i wymiotować, a wkrótce nastąpił silny atak drgawek. Zwierzę straciło przytomność. Kolejny długi atak przerwano dopiero w najbliższej lecznicy (podając dożylne leki przeciwdrgawkowe). Wymienionym objawom towarzyszyła wysoka gorączka oraz częstoskurcz serca.
Nie ma specjalnej odtrutki na metaldehyd (substancja ślimakobójcza). Ratowanie zwierzęcia polega na podtrzymaniu właściwych procesów metabolicznych. Nie wolno prowokować wymiotów, aby nie drażnić jeszcze bardziej śluzówki przewodu pokarmowego. Podawanie węgla medycznego w zawiesinie wodnej (zwykle złoty środek i standard przy zatruciach) również wydaje się bezcelowe, gdyż metaldehyd jest substancją nierozpuszczalną w wodzie. Rozpuszcza się natomiast w rozpuszczalnikach organicznych, jednak tych podać z węglem nie można ze względu na silne właściwości toksyczne. Pozostaje przeciwdziałanie drgawkom, wstrząsowi i utrzymanie diurezy (produkcja i wydalanie moczu).
Pies trafił do mnie następnego dnia po zatruciu. Udało się czasowo powstrzymać ataki drgawek, jednak zwierzak był nieprzytomny, a dodatkowo niepokojąco zaczął charczeć. Badanie kliniczne i zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej wykazały zachłystowe zapalenie płuc. Stan pacjenta znacznie pogarszała postępująca kwasica metaboliczna (zaburzenie równowagi kwasowo-zasadowej prowadzące do obniżenia pH krwi). Jamnik niestety zmarł w ciągu kilku godzin z powodu niewydolności oddechowo-krążeniowej, której nie udało się skompensować podawanymi płynami i lekami.
Nie minęły trzy dni i zadzwonił do mnie właściciel kilkuletniej suki z pytaniem, co ma robić, skoro dopiero po dwóch dniach zorientował się, że pupilka zjadła trutkę na szczury! Szybko wyjaśnił, że dzieli dom i podwórko z bratem, który wyłożył trutkę w garażu, nikogo o tym nie informując. Opiekun Psotki widział dwa dni wcześniej, że suka coś obwąchuje w rogu pomieszczenia, ale nie przyszło mu do głowy, żeby sprawdzić, co jest obiektem jej zainteresowań. Po dwóch dniach, szukając kosiarki do trawy, zobaczył resztki różowych granulek. Brat potwierdził najgorsze przypuszczenia - była to trucizna na gryzonie.
Poprosiłam o jak najszybszy przyjazd do lecznicy z psem i opakowaniem po trutce, ponieważ są na nim napisane istotne informacje dotyczące substancji czynnej preparatu i ewentualnego dalszego postępowania po spożyciu. Trutka, którą zjadła Psotka, zawierała bromadiolon, czyli substancję działającą przeciwkrzepliwie, pochodną kumaryny. Tego typu trutki mają za zadanie działać z kilkudniowym opóźnieniem. Powodując krwotoki wewnętrzne, doprowadzają do śmierci zwierzęcia.
Właściciel Psotki miał wrażenie, że suka tego dnia jest spokojniejsza niż zwykle i często zasypia. W badaniu klinicznym uwagę zwracała znacznego stopnia bladość błon śluzowych, powiększona śledziona oraz delikatne krwawe wylewy (wybroczyny) na spojówkach oczu i błonie śluzowej dziąseł. Jeżeli pies zatruje się trutką na gryzonie, dużą rolę odgrywają działania, które należy wykonać w ciągu pierwszych godzin po połknięciu trucizny: sprowokowanie wymiotów lub płukanie żołądka i podanie wodnej zawiesiny węgla medycznego. Z przyczyn oczywistych nie było to wykonane, a wdrażanie tego schematu po dwóch dniach mijało się z celem.
Nie tracąc więcej cennego czasu, założyłam dojście dożylne, pobrałam krew do badania laboratoryjnego i rozpoczęłam podawanie antidotum, jakim jest witamina K1 (w przypadku pochodnych kumaryny). Pobrana krew charakteryzowała się zupełnie inną konsystencją niż zwykle - była bardziej rozrzedzona i miała jaśniejszą barwę.
Wyniki badania wykazały niedokrwistość znacznego stopnia, niedobór płytek krwi i czynników krzepnięcia przy jednoczesnym dosyć dobrym stanie wątroby i nerek. Ratunkiem okazała się transfuzja krwi. Z każdą kolejną kroplą widać było, że Psotka czuje się coraz lepiej i wstępuje w nią chęć do życia.
Suczka została na noc w lecznicy, abym mogła kontrolować jej samopoczucie. Rano była gotowa do powrotu do domu, a wykonane po dwóch dniach badanie wykazało jedynie nieznaczny spadek płytek krwi, co nie stanowiło zagrożenia dla jej życia.
lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała