Ostry dyżur: Niedoczynność tarczycy
Jeszcze na dobre nie zdążyłam wejść do lecznicy, gdy recepcjonistka poinformowała mnie, że czeka pacjent. Maleńki yorkshire terrier był w bardzo złym stanie i ewidentnie wymagał pomocy. Piesek poczuł się źle poprzedniego dnia po południu i pomimo udzielenia pomocy lekarskiej jego stan niestety nie poprawił się.
Gorsze samopoczucie czworonoga (niechęć do jedzenia i apatia) zbiegło się z wyjazdem na wakacje jego ukochanej właścicielki.
Dopiero uporczywe wymioty i śluzowa biegunka zwróciły uwagę męża opiekunki na fatalny stan pupila. Zaledwie 1,5-kilogramowy Mikrus słaniał się na nogach, gdy został zaniesiony do pobliskiej lecznicy. Dostał tam leki przeciwwymiotne i przeciwbiegunkowe oraz kroplówkę. Nie pobrano jednak krwi do badań laboratoryjnych. Po wizycie wymioty na kilka godzin ustały, ale samopoczucie psa nie polepszyło się. Nawet oddychanie zaczęło sprawiać mu trudności. Stan Mikrusa, gdy przejęłam nad nim opiekę, był bardzo poważny.
Mały piesek w trakcie badania klinicznego nie mógł utrzymać się w pozycji stojącej, a temperatura jego ciała była znacznie obniżona w stosunku do wartości prawidłowych. Odwodniony i z zaburzeniami świadomości, z trudnością łapał powietrze, a oddech miał bardzo głęboki i rzadki. Zapach mocznika z jamy ustnej wskazywał na ostrą niewydolność nerek, a sposób oddychania był typowy dla nieprawidłowości związanych z tzw. oddechem kwasiczym (oddech typu Kussmaula). Oba zburzenia stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia, dlatego pomimo pobrania krwi do badania i przekazania ich w trybie pilnym do laboratorium pierwsze decyzje terapeutyczne podjęłam, nie czekając na wyniki.
Mikrus został podłączony do kroplówki zawierającej płyn Ringera z mleczanami, dostał leki przeciwwymiotne i osłaniające błonę śluzową żołądka (nadmiar mocznika ma działanie silnie drażniące śluzówkę) oraz moczopędne (aby utrzymać produkcję moczu i tym samym odtruwać organizm). Badanie poziomu cukru glukometrem wykazało znaczne obniżenie wartości (niedocukrzenie), więc glukoza również została podana powoli dożylnie. Jej wartość wróciła do normy w ciągu 45 minut. Pobrana z naczynia żylnego krew miała jasnoczerwony kolor i była nienaturalnie wodnista. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że stanem współistniejącym jest niedokrwistość i najprawdopodobniej konieczna będzie transfuzja krwi.
Kiedy oglądałam małego pacjenta, moją uwagę zwrócił fakt całkowitego wyłysienia połowy uszu i hiperpigmentacja (przebarwienie) oraz nadmierne wysuszenie skóry małżowin. Podobnie wyglądały obwodowe części kończyn (stópki) i nasada ogona.
Obraz wskazywał na trwające od dłuższego czasu zaburzenia hormonalne związane z niedoczynnością tarczycy. Zmiany skórne, zaburzenia pracy serca, niedokrwistość i nietolerancja chłodu to jedne z najczęściej spotykanych objawów tej choroby, stąd w profilu laboratoryjnym uwzględniłam badanie poziomu cholesterolu oraz tyroksyny (T4).
Ze zmartwionym i zdenerwowanym właścicielem uzgodniłam, że Mikrus pozostanie w szpitalu pod moją opieką. Konieczne było wyrównanie niedoborów wodno-elektrolitowych oraz zaburzeń kwasowo-zasadowych, co oznaczało wielogodzinne dożylne podawanie płynów i leków. Pies musiał być zaintubowany i podłączony do źródła tlenu, gdyż niewydolność krążeniowo-oddechowa w połączeniu z zapadającą się tchawicą (częsta nieprawidłowość u ras miniaturowych) uniemożliwiała swobodną wentylację. Natychmiast po założeniu rurki dotchawiczej ustało rzężenie, a po kilkunastu minutach widać było poprawę - język i błona śluzowa jamy ustnej przestały sinieć, pies zaczął swobodniej oddychać. Tlen podawałam cyklicznie kilkakrotnie w ciągu dnia i nocy. Za każdym razem dawał on czasową ulgę zwierzęciu.
Miałam pełną świadomość krytycznego stanu pacjenta, a wyniki badania krwi niestety nie zmieniły mojego wstępnego rozpoznania. Ostra niewydolność nerek i wątroby, niedokrwistość, poważne zaburzenia elektrolitowo-jonowe i kwasica metaboliczna. Hormony tarczycy miały tak niski poziom, że maszyna nie była w stanie oznaczyć ich wartości!
Najbardziej prawdopodobny scenariusz był taki, że od dawna niekontrolowana niedoczynność tarczycy spowodowała wiele nieprawidłowości w metabolizmie Mikrusa, a wyjazd ukochanej opiekunki (i związany z tym stres) wyzwolił kaskadę zmian chorobowych. Poprosiłam opiekuna psa o przyjazd do lecznicy, gdyż zbliżała się noc, a ja chciałam mieć możliwość precyzyjnego wyjaśnienia, co się dzieje i jakie mamy możliwości terapeutyczne.
Wiedząc o złym rokowaniu i niewielkiej nadziei na sukces, wspólnie ustaliliśmy, że jednak podejmujemy próbę ratowania zwierzęcia. Plan obejmował transfuzję krwi, podtrzymywanie pracy organizmu, podawanie tlenu oraz stałą opiekę lekarską, gdyż w ciągu zaledwie kilku godzin pobytu w szpitalu Mikrus dwukrotnie musiał być reanimowany.
Chociaż noc przebiegła dosyć spokojnie, a transfuzja krwi dała chwilową poprawę, niestety maleńki piesek zmarł nad ranem. Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność krążeniowa, pogłębiana przez postępującą niewydolność nerek i bezmocz. Ze smutkiem poinformowałam właściciela o śmierci Mikrusa, zdając sobie sprawę, jak trudno będzie mu pogodzić się z tym, że ukochany pies już nigdy nie przybiegnie przywitać się i nigdy więcej nie ucieszy na jego widok... Zasmucająca jest świadomość, że gdyby odpowiednio szybko zostały wychwycone zaburzenia hormonalne, suplementacja syntetycznych hormonów tarczycy byłaby najprawdopodobniej wystarczająca do kontrolowania schorzenia.
lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała