reklama

reklama

reklama

reklama

    Zdrowie
Ostry dyżur: Komplikacje po sterylizacji


Jadąc do lecznicy, miałam przeczucie, że to nie będzie spokojny niedzielny dyżur, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. Nie myliłam się. Pierwszy pacjent zjawił się niemal natychmiast po tym, jak przebrałam się w uniform lekarski i włączyłam komputer. Właściciel młodej suki rasy owczarek niemiecki był bardzo zdenerwowany. Szybko poinformował, że prawie dwa tygodnie wcześniej jego podopieczna była sterylizowana w zaprzyjaźnionej lecznicy.

Dzisiaj, w trakcie porannego spaceru, zobaczył wystający z rany pooperacyjnej kawałek jelita. Jakby tego było mało, suka przez cały czas starała się dostać do okolicy pępka. Nerwowo wylizując, wyciągała kolejne centymetry sieci i jelita na wierzch.

Studentkę pełniącą ze mną dyżur poprosiłam, by wspólnie z opiekunem przytrzymała Muzę i skutecznie uniemożliwiła jej lizanie. W tym czasie założyłam suce kołnierz i zbadałam ją klinicznie. Stan ogólny psa był dobry, choć dosyć duża część jelit wydostała się poza jamę brzuszną. Towarzyszyło temu umiarkowane krwawienie. Jak najszybciej trzeba było przygotować sukę do ponownego zabiegu.

Zwykle reoperacja przeprowadzana jest przez lekarza (lecznicę), który wykonywał zabieg, jednak w tym przypadku było to niemożliwe. Lecznica ta w niedzielę była nieczynna, a prowadzący (operujący) lekarz był poza Warszawą. Udało się z nim skontaktować telefonicznie i ustalić ważne fakty dotyczące wykonanego zabiegu: rodzaj użytej narkozy, nici i leków używanych podczas operacji i w trakcie rekonwalescencji. Domięśniowo podałam Muzie leki uspokajające, a po chwili założyłam venflon i wprowadziłam ją w płytki sen. Nasz chirurg był już powiadomiony o konieczności szybkiego stawienia się w lecznicy, a moim zadaniem było spokojne przygotowaniu suki do zabiegu.

Szykując kroplówkę i leki, miałam chwilę, aby porozmawiać z właścicielem pacjentki. Pomimo zdenerwowania dobrze rozumiał sytuację i konieczność natychmiastowej interwencji chirurgicznej.

Przypomniało mi się, że kilka lat wcześniej miałam podobny przypadek wytrzewionej suki. Niestety jej opiekunka nie miała świadomości powagi zdarzenia. Trafiła do mnie z psem kilka dni po operacji ropomacicza. Właścicielka Azy przyszła po pomoc prosto ze spaceru, martwiąc się, że jej psu coś przykleiło się do brzucha. Nie mogąc tego oderwać i nie zdając sobie sprawy, że ciągnie za psie jelita, prosiła, żebym obcięła je... nożyczkami!!! Kiedy starałam się wytłumaczyć, co się stało i że niezbędna jest interwencja chirurgiczna, starsza pani... zemdlała. To była dobra nauczka, że lekarz weterynarii musi być przygotowany na różne, czasem bardzo nietypowe sytuacje.

Uspokojona farmakologicznie Muza dostała dożylnie kroplówkę, aby uzupełnić stracone płyny i nie ulec wstrząsowi. Również dożylnie dostała antybiotyk o szerokim spektrum działania oraz leki przeciwbólowe. Czekając na przyjazd chirurga, musiałyśmy utrzymać jelita w jak najlepszej kondycji, gdyż poza jamą brzuszną środowisko zewnętrzne nie jest dla nich korzystne. Niebezpieczne są urazy mechaniczne, zanieczyszczenie, ale także wysychanie jelita. Dlatego należało je płukać ciepłym roztworem fizjologicznym, jednak z każdą chwilą powoli coraz bardziej siniały. Gdyby właściciel nie zareagował wystarczająco szybko (natychmiastowy przyjazd do lecznicy), groziłaby martwica jelit i konieczność częściowego ich usunięcia.

Na tym etapie trudno było jednoznacznie określić przyczynę wytrzewienia. Odrzucając możliwość niestarannie przeprowadzonego zabiegu, zwykle przyczyną jest kilka czynników wzajemnie się nakładających: nadmierna aktywność zwierzęcia, nieprawidłowa reakcja na założone szwy czy wiotkość mięśni.

Operacja rozpoczęła się w ciągu godziny od stawienia się Muzy w lecznicy. Zanim mogła trafić na stół operacyjny (znajdujący się w sali chirurgicznej), musiała zostać przygotowana do zabiegu w tzw. brudnej sali przedoperacyjnej. Tam ponownie została ogolona (w ciągu 2 tygodni włos zdążył odrosnąć na kilka milimetrów), jelita przemyte delikatnym środkiem antyseptycznym, a skóra brzucha odkażona spirytusem i jodyną.

Przy spontanicznym otwarciu się rany pooperacyjnej jamy brzusznej dochodzi do zakażenia otrzewnej i narządów wewnętrznych. Dlatego operacja wymaga nie tylko odprowadzenia jelit i sieci na miejsce, ale także starannego wypłukania jamy otrzewnej. Jest to czasochłonny zabieg, bezpieczniejsze było zatem podanie narkozy wziewnej z wcześniejszą intubacją. Okazało się, że założone wcześniej nici poluzowały się w miejscu łączenia dwóch szwów, otwierając tym samy wrota dla jelit. Muza jest bardzo energicznym i żywiołowym młodym psem, a jej nadaktywność sprzyjała niekorzystnemu rozwojowi sytuacji.

Po ponadgodzinnych zmaganiach chirurgicznych Muza ponownie została zszyta kilkoma piętrami mocnych nici. Spędziła z nami kolejne godziny, podgrzewana i podłączona do kroplówki, aż do momentu pełnego wybudzenia z narkozy. Nie było najmniejszych wątpliwości, że w ciągu najbliższych dni suka będzie musiała dostawać leki uspokajające, a spacery będą mogły się odbywać wyłącznie na smyczy. Należycie wykonana operacja, kontynuacja terapii antybiotykowej, leki ograniczające aktywność psa i oddany właściciel pozwoliły bez dodatkowych komplikacji zagoić się ranie.

Lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    Ev_nemo 01:19 | 17-05-2009   Odpowiedz
 

a może są tacy co nie czytali i teraz maja okazje poczytać


 
 
    Roxsana 04:20 | 15-05-2009   Odpowiedz
 

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa


 
 
    ~kasiula 04:01 | 14-05-2009   Odpowiedz
 

to jest stare bylo to w nr kwietniowym 2008


 
 
         ~jamnik~ 03:04 | 15-05-2009   Odpowiedz
 

Też to czytałam w gazecie.







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl