Ostry dyżur: Hipoglikemia u Suzi
W trakcie mojego dyżuru do lecznicy zadzwoniła właścicielka ośmiotygodniowego yorka, martwiąc się jego złym samopoczuciem. Z relacji opiekunki wynikało, że Suzi dwa dni wcześniej została odebrana z rąk hodowcy. Początkowo była nieco przestraszona, ale zachowywała się normalnie. W dniu przybycia do nowego domu była zainteresowana jedzeniem i z zaciekawieniem zwiedziła całe mieszkanie.
Kolejnego dnia nadal była ciekawska, jednak jadła już znacznie mniej, a więcej czasu drzemała. Tego ranka, gdy prowadziłyśmy z zaniepokojoną opiekunką rozmowę, Suzi nie podniosła się z wyłożonego aksamitem koszyczka ani nie zareagowała na proponowany kawałek piersi kurczaka. Próby rozbudzenia i zainteresowania psa spełzły na niczym. Takie zachowanie u małego szczenięcia było bardzo niepokojące, dlatego poprosiłam właścicieli o jak najszybsze przybycie z yorkiem do lecznicy.
Maleńka suczka zachowywała się tak, jakby nadużyła alkoholu - zataczała się, nie mogąc prawidłowo postawić nóg na ziemi. Nie była w stanie utrzymać się w pozycji stojącej i przewracała się w połowie kroku. Podniesiona z ziemi, na chwilę ożywiała się - reagowała machaniem ogona, jednak po chwili (jakby ktoś odłączył jej zasilanie) głowa i powieki opadały bezwładnie. Źrenice cały czas pozostawały znacznie rozszerzone. Upewniłam się, czy pies nie miał dostępu do alkoholu lub innej substancji wpływającej na świadomość i koordynację ruchów. Okazało się, że absolutnie nie. Właściciele byli przekonani, że Suzi nie spadła ze schodów, łóżka czy innego mebla, nie została przytrzaśnięta drzwiami itp. W domu nie ma innego zwierzęcia ani dziecka, które mogłoby przypadkowo zrobić szczenięciu krzywdę. U psa tak małego rozmiaru nawet niewielki uraz może spowodować poważne konsekwencje w postaci zaburzeń neurologicznych.
Badanie kliniczne nie wykazało bolesności żadnej z okolic ciała. Uwagę zwracały drżenia mięśni oraz sposób zachowania, który sprawiał wrażenie, jakby Suzi była niewidoma. W momentach ożywienia reagowała strachem na dotknięcie czy odgłosy, jakby nie była na nie przygotowana i nie wiedziała, skąd pochodzą. W trakcie badania temperatury rozpoczął się dosyć silny napad drgawek, który po chwili ustąpił. Temperatura ciała była bardzo niska, 34,5°C (przy normie dla psa małej rasy 38,5-39,2°C).
Ze względu na wiek i niewielki rozmiar suczki musiałam brać pod uwagę niedocukrzenie, czyli znaczny spadek poziomu glukozy we krwi (hipoglikemia). Towarzyszącą mi studentkę poprosiłam o przygotowanie glukometru, a sama wprowadziłam venflon do naczynia żylnego. Po chwili w igle venflonu pojawiła się kropla krwi - materiał niezbędny do pomiaru poziomu cukru. Glukometr wskazał 23 mg%, czyli znacznie mniej, niż przewiduje norma glukozy dla psa (60-120 mg%).
Był to wynik sugerujący zagrożenie dla życia zwierzęcia. Glukoza jest podstawowym i niezbędnym materiałem energetycznym dla organizmu, którego brak powoduje bardzo poważne zaburzenia w metabolizmie. Praca mózgu i układu nerwowego jest całkowicie uzależniona od ilości cukru, stąd pierwsze objawy kliniczne niedocukrzenia zwykle dotyczą zaburzeń neurologicznych.
Dwukrotnie sprawdziłam poziom glukozy we krwi, aby wyeliminować błąd urządzenia pomiarowego. W obu przypadkach wynik był prawie identyczny, natychmiast zdecydowałam się więc na podanie 40 proc. glukozy w powolnym wlewie dożylnym. W przypadku glukozy ma to szczególne znaczenie, gdyż podanie leku bezpośrednio do naczynia nie tylko przyspiesza efekt działania, ale jest warunkiem jego bezpiecznego działania. Glukoza o stężeniu wyższym niż 5 proc. nigdy nie powinna być aplikowana podskórnie, gdyż powoduje silny stan zapalny i martwicę skóry. Podanie doustne jest możliwe i zwykle przynosi dobre efekty, ale nigdy na etapie, gdy pojawiają się omdlenia i drgawki (może dojść do groźnego w skutkach zakrztuszenia).
Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że stan yoreczka wskazuje na hipoglikemię. Nie było jednak wiadomo, czy jest ona pierwotną przyczyną złego samopoczucia, czy efektem dodatkowym innego schorzenia. Znając okoliczności i widząc szybką poprawę samopoczucia Suzi po podaniu glukozy, miałam podstawy przypuszczać, że to jej znaczny spadek we krwi był podstawowym problemem.
Niemniej, zanim podłączyłam zestaw do kroplówki, pobrałam z naczynia krew do badań laboratoryjnych. Musiałam mieć pewność, że wątroba, trzustka oraz pozostałe narządy działają bez zarzutu. Wyniki badania krwi dotarły po kilku godzinach. Nieznacznie podwyższone parametry wątrobowe i subtelne zmiany w badaniu morfologicznym utwierdziły nas we wstępnie postawionym rozpoznaniu: młodzieńczy niedobór glukozy.
Niedocukrzenie młodzieńcze zwykle pojawia się u szczeniąt ras małych (ich wątroba jest niezdolna do magazynowania wystarczającej ilości cukru), najczęściej w momencie szczególnego stresu. Niewątpliwie odejście od matki i rodzeństwa, zmiana domu, opiekuna, często sposobu żywienia jest dla małego szczenięcia sytuacją sprzyjającą hipoglikemii.
Pomimo że maluch trafia do właścicieli, którzy starają się mu dogodzić, jest zadbany i pielęgnowany najlepiej jak można, stres jest wpisany w dwa pierwsze tygodnie pobytu w nowym domu. Oznacza to, że w tym czasie należy szczególnie dbać, aby psiak wielokrotnie w ciągu dnia jadł nieduże posiłki. Bardzo istotne jest właściwe i regularne odrobaczanie szczenięcia, gdyż obecność pasożytów także stanowi czynnik sprzyjający hipoglikemii.
Maleńka Suzi spędziła w lecznicy kilka godzin. Ten czas pozwolił jej na odzyskanie wigoru typowego dla szczenięcia w jej wieku. Podana dożylnie glukoza, kroplówka, a potem wysokokaloryczne jedzenie utrzymały wartości glukozy na prawidłowym poziomie. Opiekunowie, odbierając suczkę, nie mogli uwierzyć, że w ciągu kilku godzin stan zwierzęcia uległ tak dużej metamorfozie. Przeprowadzone następnego dnia badanie kału wykazało obecność jaj Toxocara canis (glisty psiej). Jest to pasożyt, który w tym wieku najczęściej zasiedla przewód pokarmowy szczenięcia.
Lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała