Ostry dyżur: Duszność u Klusi
Wczesnym rankiem, jadąc samochodem do pracy, odebrałam telefon. W zestawie głośnomówiącym usłyszałam zdenerwowany głos znajomej opiekunki mopsa, a w tle bardzo głośny charczący oddech. Podczas krótkiej rozmowy okazało się, że mopsiczka Kluska przez ostatnią noc nie pozwoliła właścicielom zmrużyć oka.
Zaraz po północy zaczęła się dziwnie zachowywać – chodziła po całym domu, postękując i nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Zdawało się, że nawet delikatny dotyk sprawia jej ból. Była ewidentnie wzdęta. Uspokajała się na chwilę przy wzięciu na kolana i delikatnym masażu brzucha, jednak wkrótce wracało zdenerwowanie i postękiwanie.
Nie wiedząc, co się dzieje i jak można psu pomóc, właściciele zabrali Kluskę do całodobowej lecznicy weterynaryjnej. Tam po przeprowadzeniu wywiadu i badania suka dostała leki przeciwbólowe i rozkurczające, które miały w krótkim czasie przynieść jej ulgę. Niestety Kluska nie poczuła się lepiej, a do łazikowania po domu i postękiwania dołączyła się duszność.
Kolejna wizyta w lecznicy i podanie leków w niewielkim stopniu poprawiły samopoczucie suczki. Powłoki brzuszne stały się mniej napięte i bolesne, ale niestety nasiliły się problemy z oddychaniem. Każdy, kto miał do czynienia z psem krótkonosym, jakim jest mops czy buldożek francuski, wie, jak głośno te psy oddychają. W momencie podrażnienia gardła czy duszności chrapliwy oddech jest nieporównywalnie głośniejszy i charczący.
Właśnie taki głośny urywany charkot usłyszałam w słuchawce telefonu i bardzo mnie to zaniepokoiło. Umówiłyśmy się z opiekunką Klusi, że jak najszybciej stawi się u mnie w lecznicy, gdyż trudność w swobodnym oddychaniu u mopsa może być zagrożeniem dla jego życia.
Moment, w którym chora suczka przekroczyła próg lecznicy, był wyraźnie słyszalny. Cała poczekalnia rozbrzmiewała urywanym chrapaniem i krztuszeniem się. Natychmiast po szybkim badaniu klinicznym i upewnieniu się, że nie ma ciała obcego w gardle, podałam Klusce domięśniowo lek uspokajający. Błona śluzowa gardła, nosa i krtani była bardzo obrzęknięta i pies wymagał założenia dotchawiczej rurki intubacyjnej. Działanie leków przyniosło efekt. Suczka uspokoiła się, dzięki czemu zmniejszyło się jej zapotrzebowanie na tlen i mogłam rozpocząć przygotowanie do intubacji.
Zmęczona i zdenerwowana bezsilnością opiekunka mopki odetchnęła z ulgą, gdy pupilka zaczęła spokojniej i ciszej oddychać. Podczas gdy Kluska zapadała w drzemkę, umówiłyśmy się na odbiór psa po kilku godzinach.
Śpiącej suczce założyłam venflon i pobrałam krew do badań laboratoryjnych, a następnie powolutku wprowadziłam ją w płytką narkozę, by przeprowadzić intubację. Tego zbiegu nie powinno się wykonywać, gdy pies jest przytomny, bo odruchowo broniąc się przed wdrożeniem rurki do tchawicy, może zrobić sobie (i lekarzowi) krzywdę.
Miałam chwilę, aby dokładnie obejrzeć struktury jamy ustnej, gardła i krtani. Małżowiny nosowe były typowo dla tej rasy zwężone, podniebienie miękkie nieco zbyt długie, a tchawica o znacznie mniejszym przekroju, niż wskazywałaby na to wielkość psa. Dodatkowo błona śluzowa była bardzo zaczerwieniona i znacznie obrzęknięta, co spowodowało brak skutecznej wentylacji.
Przy duszności wdechowej zawsze należy brać pod uwagę ciało obce lub nieprawidłowy rozrost tkanek (np. polip, guz). W tym przypadku przyczyną utrudnionego oddychania był obrzęk własnych tkanek, spowodowany reakcją bólową i postępującym pobudzeniem. Na szczęście założenie rurki nie sprawiło zasadniczego problemu, a pies natychmiast zaczął oddychać w prawidłowy sposób i prawie bezgłośnie.
Z wcześniej zebranego wywiadu i obrazu klinicznego psa wiele wskazywało, że początkiem problemów Kluski było zjedzenie na spacerze patyków. Bolesna okolica żołądka, powiększenie wątroby, zgazowane jelito cienkie i kawałki drewna w stolcu wskazywały na problemy żołądkowo-jelitowe.
Korzystając ze snu mopki, zrobiłam jej zdjęcia rentgenowskie w dwóch rzutach. Chciałam mieć pewność, że poza ciężko strawnymi patykami nie ma innych ciał obcych w przewodzie pokarmowym. Miałam też nadzieję wyjaśnić przyczynę znacznej bolesności i powiększenia żołądka. Po wywołaniu zdjęcia i założeniu go na negatoskop stałam kilka długich chwil, wpatrując się w obraz... Żołądek był potężnych rozmiarów i caluteńki wypełniony powietrzem. Coś takiego widzi się u psów ras dużych w czasie ostrego rozszerzenia żołądka. W przypadku Kluski przyczyną tego stanu było łykanie powietrza, które suczka tak bardzo chciała pobrać do dróg oddechowych, lecz nie mogła z powodu ich zwężenia. Na szczęście mechanizm obronny organizmu (jakim jest bekanie) spowodował, że w ciągu dwóch godzin żołądek całkowicie się opróżnił.
Wyniki badań, które nadeszły z laboratorium, potwierdziły dosyć intensywny stan zapalny żołądka i jelit oraz podrażnienie wątroby. Trzy godziny wymuszonego farmakologicznie snu, intubacja, podane dożylnie leki i kroplówka wystarczyły Klusi, aby obudziła się w dobrej kondycji i prawidłowo oddychając.
Pełna rekonwalescencja trwała ponad dziesięć dni, w czasie których sunia musiała przyjmować leki i stosować właściwą dietę.
Przeprowadzone przez specjalistę badanie kardiologiczne wykluczyło schorzenia mięśnia sercowego. Teraz największym wyzwaniem dla właścicieli jest pilnowanie, aby suka nie "wciągała" z ziemi śmieci, patyków czy szyszek. Ta historia jest dobrą nauczką, że nie tylko podwyższona temperatura otoczenia (upały, przegrzane mieszkanie, duszne wnętrze samochodu) może być groźna dla psów o krótkim pyszczku.
Budowa anatomiczna górnych dróg oddechowych ras brachycefalicznych sprzyja trudnościom w oddychaniu. Zdenerwowanie powoduje przyspieszony i spłycony oddech, następnie obrzęk tkanek, a w konsekwencji silną duszność i jeszcze większy stres.
Lekarz weterynarii
Dominika Borkowska-Bąkała