|
|
| Polemiki |
Ograniczać dostęp do jedzenia czy nie?
Każdy początkujący hodowca czy właściciel szczenięcia ma dylemat, jak je prawidłowo karmić. Doświadczeni hodowcy dzielą się na tych, którzy pozwalają szczeniętom jeść do woli, i tych, którzy podają pokarm o stałych porach.
Która metoda jest lepsza? Przedstawiamy argumenty obu stron.
Rozmawiają Anna Redlicka – sędzia kynologiczny, tłumaczka i autorka książek o psach, hodowca welsh corgi oraz Małgorzata Szmurło – lekarz weterynarii, międzynarodowy sędzia kynologiczny, hodowca chartów polskich.
Małgorzata Szmurło: Trudno tu o jednoznaczne stanowisko. Sposób karmienia zależy również od tego, czy rozmawiamy o szczeniętach czy o psach dorosłych, czy ze szczenięcia ma wyrosnąć mały piesek czy wielkie psisko.
Anna Redlicka: Każde szczenię musi dostać stosowną dawkę karmy zawierającej wszystkie niezbędne dla rozwoju organizmu składniki. Musi wiec tej karmy zjeść określoną ilość.
MS: Określona ilość to taka, która nie jest wyliczona średnią. Zapotrzebowanie pokarmowe osobnika zależy bowiem od tempa przemiany materii – a to cecha dziedziczna i nie u każdego psa, nawet tej samej rasy, jednakowa. Zależy także od temperatury otoczenia, aktywności fizycznej. Jednym słowem szczenię, które solidnie pobiegało w chłodny dzień, powinno zjeść do syta, tak aby zaspokoiło głód podyktowany realnym zapotrzebowaniem organizmu, a nie czyimś widzimisię.
AR: Kiedy szczenięta dostają posiłki o określonych porach, w odpowiednich porcjach, właściciel zachowuje pełną kontrolę nad tym, ile które z nich zjadło. Ma możliwość dopilnowania niejadków. Ze szczeniętami łakomczuchami nie ma zbyt wielu problemów. Zawsze czekają na miskę, odchodzą od niej dopiero wtedy, kiedy jest pusta.
MS: Tak jedzące szczenięta mają już wyrobione nawykowe opychanie się, które oznacza, że nie zawsze jadły tyle, ile potrzebowały. Przyzwyczaiły się, że micha znika i nie zawsze jest dostępna. U młodych psów żywionych na gwizdek nazywam to psychicznym głodem. Pies ma już utrwalony odruch, że musi zjeść szybko, ile się da. Wie, ze grozi mu poczucie niedosytu, a wiec dyskomfort.
AR: Szczenię niejadek sprawia znacznie więcej problemów. Świat interesuje je bardziej niż jedzenie, toteż porywa w pędzie jeden czy dwa kęsy i już go nie ma przy misce. Jest zdrowe i aktywne, wiec jego niechęć do jedzenia łatwo przeoczyć. Rozepchanie małego brzuszka i obudzenie w malcu chęci do jedzenia kosztuje potem sporo wysiłku i zajmuje wiele czasu. Wiem to z doświadczenia. Miałam już kilku niejadków, ba, raz nawet przeoczyłam niechęć do jedzenia u malej suczki. Jej właściciele mieli potem wiele problemów z karmieniem. Tak naprawdę zaczęła normalnie jeść dopiero po urodzeniu pierwszego miotu. Potem już wiedziałam, że szczenię niejadka należy rozepchać – a taką możliwość daje tylko karmienie o określonych porach. Niejadek dostaje swoją porcję, zjada tyle, ile uważa za stosowne. Ja tylko dopycham – tyle, ile ja uważam za stosowne. Wczesne wychwycenie marnego apetytu i szybkie rozepchanie żołądka sprawia, że już po paru dniach szczenię je jak należy. Jeśli karma jest dostępna przez cały czas, niejadek całkiem traci nią zainteresowanie.
MS: Moje doświadczenia hodowlane dotyczą ras dużych, szybko rosnących i o dużych wymaganiach pokarmowych. Psy hoduję od 30 lat, w tym czasie przyszło u nas na świat 35 miotów. Szczenięta zawsze karmimy do woli – mają stale dostępny pokarm w misce. Dlaczego tak postępujemy? Bierzemy przykład z suki, która karmi szczenięta nie w określonych porach, ale wówczas, kiedy małe są głodne. Poczałkowo "bar mleczny" jest prawie stale otwarty. Później karmi co prawda rzadziej, ale gdyby żyła w naturalnych warunkach, przynosiłaby im normalny pokarm – najpierw nadtrawiony w żołądku, z czasem zaś całą zdobycz. Małe dzikich psowatych przestają jeść wtedy, kiedy się najedzą, a nie kiedy ktoś obliczy, że powinny mieć już dość.
AR: Mam podobny staż hodowlany, choć moje doświadczenia dotyczą psów ras pasterskich, zwłaszcza niezbyt dużych corgi. Moje szczenięta dostają jeść cztery razy dziennie, w układzie 6.00-12.00-18.00-24.00. Rzeczywiście, matka karmi je tak często, jak mają na to ochotę, zdarzyło mi się jednak przynajmniej dwa razy wziąć szczenię karmione metoda stałego dostępu do miski. Za każdym razem były to pieski chudsze niż moje.
MS: Chudsze to nie znaczy słabsze czy cherlawe. Po prostu nie mają nawyku pospiesznego jedzenia ile wlezie – nie przejadają się wiec i nie zatuczają.
AR: Ja wcale nie uważam, że szczenięta powinny być spasione. Jednak lekka warstwa szczenięcego tłuszczyku jest niezbędna. Szczenięta obdarzone normalnym, zdrowym apetytem udawało mi się szybciutko przestawić na mój system żywienia. Szczenie niejadek, które trafiło do mnie ostatnio, mimo paru miesięcy starań zjada swoje porcje bez większego entuzjazmu, raczej przez zazdrość, że wyjedzą mu inne psy. Ciągle wygląda jak przecinek.
MS: Szczenię szczenięciu nierówne – młody organizm rozwija się własnym rytmem. Nie każdy pies danej rasy musi w pewnym wieku mieć określoną masę – to błędne założenie. Psy dużych ras maja proporcjonalnie małą pojemność przewodu pokarmowego w stosunku do bardzo dużego zapotrzebowania na substancje pokarmowe w okresie wzrostu. Nie są w stanie zjeść naraz tyle, ile naprawdę potrzebują. Nauczone, że miska pojawia się i znika, zwykle żarłocznie rzucają się na jedzenie, niepotrzebnie rozpychają żołądki. W perspektywie czeka nas nieustanne kontrolowanie, ile, kiedy i jak szybko pupilek zjadł, bo właśnie wyposażyliśmy go w podstawowe atrybuty, aby w przyszłości łatwiej mu było dostać skrętu żołądka.
AR: Mój drugi argument przeciw stałemu dostępowi do jedzenia jest natury historycznej. Ani psy pierwotne, ani tym bardziej ich dzicy przodkowie, wilki, nigdy nie miały stałego dostępu do jedzenia. Najpierw trzeba było je wytropić i upolować. Stały dostęp do karmy wydaje mi się przeciwny naturze.
MS: W naturze nie zawsze zdobycz jest obfita, a bywa i tak, że nic nie uda się upolować... Dlatego nie wszystkie młode przezywają – a przecież nie o to nam chodzi w hodowli.
AR: A co zrobić z psem, który przez cale życie nie nabrał nawyku jedzenia określonych porcji, o określonych porach, a ze względów zdrowotnych trzeba podawać mu we właściwym czasie stosowną ilość karmy?
MS: To raczej problem uboczny. Natomiast karmienie dorosłych psów o stałych porach ma znaczenie porządkujące świat, szczególnie ważne dla psychiki psów nieśmiałych i niepewnych siebie.
AR: Nie wspominając już o tym, że we współczesnym, co tu kryć, dosyć monotonnym życiu psów czekanie na posiłek jest jedną z niewielu przyjemności. Dlaczego im ją odbierać?
MS: Mówimy o szczeniętach, które bawią się, poznają świat, a posiłek jest tylko jednym z ciekawych elementów – jeśli stoi ciągle, nie jest aż tak atrakcyjny, żeby doprowadzić do przejedzenia... W dodatku trawienie i wchłanianie jelitowe jest lepsze, jeśli przewód pokarmowy nie jest przeciążony. Maluchy najlepiej rosną i rozwijają się, jeśli mogą podjadać, a nie najadać się raz na jakiś czas. Podkreślam, że mówię o szczeniętach 2-5-miesięcznych. Starsze karmimy już o określonych porach, ale nadal do woli – nie mają bowiem wyrobionego złego nawyku pospiesznego jedzenia ile wlezie. Nie zapominajmy jednak, że nawet dorosłe psy pracujące w ekstremalnych warunkach podkarmia się pomiędzy posiłkami. Z kolei dawkowanie jedzenia w przypadku dorosłego kanapowca to smutna konieczność.
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
~Akita905 01:45 | 28-07-2008 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Jak najbardziej! Psy nie mogą mieć stałego dostępu do miski! Interesuję się psią psychologią i wiem co nieco na ten temat. Wiedzę czerpię również ze swoich psów, którym codziennie muszę dawać jedzenie. Pies mający miskę pełną żarcia cały dzień ma się za króla. To również m. in. powoduję dominację - u samców, jak i u suk. Podchodzi do tej miski, skubnie coś i tyle - bo wie, że ma ją cały czas. To może również spowodować nerwicę u psów, gdyż jedzenie to ich świętość. Muszą więc go pilnować - szczególne emocje wzbudzają kości. Między dwoma psami przy jedzeniu częęęęsto dochodzi do konfliktów. To stawia w niejasności chierarchię stada. Przy małych pieskach izolowanie od miski nie jest konieczne. Jaednak przy dużych psach owszem. Pies mający się za króla nie respektuje poleceń właścicieli. Nie zdziwiła bym się, gdyby zaczął warczeć przy misce. Pies musi czuć, że właściciel nie jest tylko przyjacielem. Jest również dostarczycielem jedzenia, więc trzeba go repektować. Mojej jamniczce miskę z jedzeniem dają codziennie rano - to jej wystarcza. Za mastifowi - przed wyjściem do szkoły, po powrocie i na noc. Miskę daję mu na pół godziny - ile zje, tyle zje. Potem mu ją zabieram. Nauczył się, że musi zjeść wszystko, bo następny posiłek dopiero za kilka godzin. Nie ma szans by pies był niedożywiony, a i sprawia mniej kłopotu :) Pamiętajcie, pies nie może mieć miski 24 h na dobę!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |