środa, 23 sierpnia 2017

Przygoda z hodowlą. Oczekiwanie na miot

25 maja 2014 16:21 Zostaw komentarz

hodowla1Przygoda z hodowlą. Oczekiwanie na miot

Oto Zuza. Ma 6 lat, jest suczką rasy rhodesian ridgeback i lada moment urodzi. Jak na przyszłą matkę przystało, postanowiła znaleźć odpowiednie miejsce dla swoich dzieci i zaczyna właśnie przekopywać nasz ogród. Przez jej zapał, pod oknem wyrósł nam parking wielopoziomowy, wykarczowaniu uległa spora część wrzosowiska, a teraz zagrożony jest największy jałowiec w ogrodzie. Zacznijmy jednak od początku…

Pierwszą sukę rasy rhodesian ridgeback sprowadziliśmy wiele lat temu z Finlandii. Cena wydawała mi się zabójcza, teraz już wiem dlaczego. Mimo że nie planowałam hodowli, dostałam malucha wystawowego, bez żadnych wad, bo tylko takie były w miocie. Po kilku latach obcowania z rasą zdecydowałam się rozpocząć hodowlę z tym materiałem genetycznym. Dla osób planujących zakup szczeniaka i niezdecydowanych, czy chcą go pokazywać w ringu, czy nie, jedna rada: nie pozbawiajcie się takiej możliwości i kupcie tzw. rokujące szczenię. Gdybyśmy dostali niewystawową suczkę, moje życie wyglądałoby dziś zupełnie inaczej…

Dobre początki

Pierwszym krokiem na hodowlanej drodze jest zarejestrowanie podopiecznego w oddziale odpowiedniej organizacji kynologicznej, co daje możliwość brania udziału w wystawach. Moją rhodesiankę zarejestrowałam w ZKwP. Chcąc ją rozmnażać, musiałam sprostać wymaganiom tej organizacji. Aby suka czy pies otrzymały uprawnienia hodowlane, muszą pojawić się na wystawach (jednej międzynarodowej lub klubowej i dwóch krajowych), zaprezentować się i otrzymać stosowną ocenę (pies doskonałą, suka doskonałą lub bardzo dobrą). Oczywiście idealnie jest, kiedy pupil wygrywa – wówczas ma szansę na zdobycie dyplomu championa, co zwiększa jego atrakcyjność hodowlaną. Psy niektórych ras, by uzyskać uprawnienia hodowlane, muszą dodatkowo zostać poddane określonym badaniom. Potem pozostaje już tylko wybranie dla hodowli nazwy i zarejestrowanie jej. Mając wszystkie formalności za sobą, zaczynamy szukać dla naszej suczki partnera. Mnie za każdym razem zajmuje to około roku. Spisuję zalety oraz wady podopiecznej i staram się znaleźć psa, który jej wady uzupełni swoimi zaletami. Biorę również pod uwagę rodowód czworonoga, sprawdzam, czy między jego rodzicami nie ma pokrewieństwa, kontaktuję się z właścicielem, hodowcą i opiekunami rodzeństwa psa, aby zgromadzić informacje na temat wszystkich możliwych przypadłości zdrowotnych w liniach. Idealnie byłoby znaleźć dla suczki partnera, który kilka pokoleń w tył ma pięknych, dających same championy przodków, ale to się nie zdarza. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w innych rasach, ale u rhodesianów statystycznie każdy pies jest nosicielem sześciu chorób genetycznych. Przy czym statystycznie nie oznacza, że tyle ma faktycznie i one się ujawnią.

Sposoby na kojarzenie

Nim Zuza zaszła w ciążę, musieliśmy ustalić, jaki dzień będzie najlepszy na krycie. W tej kwestii dobrze zdać się na medycynę i co 2–3 dni po rozpoczęciu cieczki wykonywać badanie krwi sprawdzające poziom progesteronu. U suk różnych ras cieczka trwa od kilku do kilkudziesięciu dni. U Zuzy – zazwyczaj 30, a ruja, czyli czas odpowiedni na krycie, wypada między 20 a 25 dniem. W tym okresie należy: pojechać do psa (najczęściej) lub zaprosić partnera do suki, zapanować nad nerwami (właściciele stresują się bardziej niż ich podopieczni), przygotować się do tego wydarzenia. Pierwsze krycie w naszej hodowli odbyło się w Holandii, na parkingu hotelowym, w strugach ulewnego deszczu i trwało około 40 minut. Psy były sczepione, więc nie pozostało nam nic innego, jak moknąć i czekać, kiedy się rozdzielą. O termosie z kawą i kurtkach nie pomyśleliśmy…
Czasem z jakiegoś powodu krycie naturalne jest niemożliwe. W takim przypadku zamiast rezygnować z marzeń, warto rozważyć sztuczną inseminację. Miot, który niedługo przyjdzie na świat, a którego rozwój będziemy śledzić w kolejnych numerach „PP”, jest efektem właśnie takiego zabiegu. Partner Zuzy pochodzi z Moskwy. Podróż do Rosji pod presją czasu wydała mi się zbyt ryzykowna, więc korzystając z pobytu psa w Czechach, pobraliśmy w klinice jego nasienie. Specjalista przebadał je i zamroził, a ja przewiozłam w specjalnym pojemniku do Polski i umieściłam w Banku Nasienia w Warszawie. Tam czekało na odpowiedni moment. Gdy Zuza była gotowa do zapłodnienia, zabraliśmy ją i nasienie do wrocławskiej kliniki, gdzie zostało ono rozmrożone i umieszczone w macicy rhodesianki. Zabieg powtórzono nazajutrz. Po 25 dniach wykonaliśmy usg., które potwierdziło ciążę mnogą. Naliczyliśmy wówczas piątkę maluchów. Przygotowana na to, że można się pomylić o 1–2 szczeniaczki, myślałam, że miot będzie liczył maksymalnie osiem piesków. W 55 dniu ciąży zrobiliśmy prześwietlenie, żeby się upewnić, ilu potomków spodziewa się Zuza i tu nastąpiło pełne zaskoczenie – było ich 12! Wyszliśmy z kliniki lekko oszołomieni, zastanawiając się, co nas podkusiło, żeby powtarzać inseminację. Jedyne, co mogliśmy zrobić w tej sytuacji, to kupić więcej podkładów i zbierać więcej gazet. W poprzednim miocie urodziło nam się 13 szczeniąt i mieliśmy nadzieję, że już nigdy więcej nie spotka nas taka klęska urodzaju.

Pages →  1 2

Przygoda z hodowlą. Oczekiwanie na miot Reviewed by on . Przygoda z hodowlą. Oczekiwanie na miot Oto Zuza. Ma 6 lat, jest suczką rasy rhodesian ridgeback i lada moment urodzi. Jak na przyszłą matkę przystało, postanow Przygoda z hodowlą. Oczekiwanie na miot Oto Zuza. Ma 6 lat, jest suczką rasy rhodesian ridgeback i lada moment urodzi. Jak na przyszłą matkę przystało, postanow Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top