sobota, 21 października 2017

Obi tkwi w szczegółach

20 kwietnia 2017 11:17 Zostaw komentarz

To pasja mojego życia!

– Miłością do obedience zaraziła mnie moja trenerka i jednocześnie hodowczyni Kaja, Beata Karpeta – mówi Magdalena Łęczycka. – Dzięki niej zrozumiałam, że dążenie do perfekcji polega nie tylko na szlifowaniu określonego elementu, ale przede wszystkim na wspólnych staraniach człowieka i psa, by jak najlepiej się porozumieć. Każdy start na zawodach, trening czy awans do kolejnej klasy to niezwykła przygoda, którą mogę przeżywać razem z moim czworonożnym przyjacielem. Obi to dla mnie coś więcej niż tylko sport, to mój sposób na życie – kontynuuje właścicielka siedmioletniego owczarka belgijskiego Kaja i dwuletniego australian kelpie Zuka. Podkreśla, że wystarczy kilka drewnianych koziołków i pachołków, taśma do trenowania kwadratu, piłeczki do nagradzania psa, mnóstwo cierpliwości i chęć ciągłego doskonalenia swojej relacji z pupilem, aby osiągnąć sukces. Jej celem jest nie tylko uzyskanie niesamowitej precyzji i szybkości w każdym ćwiczeniu, ale również przeżycie radości „odbierania na tej samej fali”. Magda uwielbia też dzielić się swoją wiedzą, dlatego prowadzi kursy i seminaria oraz uczestniczy w obozach obi. Czyta, oczywiście, literaturę fachową i bierze udział w przeróżnych szkoleniach i treningach, wiele daje jej wspólna praca z narzeczonym Tomkiem Jakubowskim, który także prowadzi szkolenia z posłuszeństwa sportowego oraz treningi i seminaria na temat agility. Na co dzień Magdalena trenuje w Klubie Obedience i Agility Team Spirit. Jeśli chodzi o OB, najbardziej podziwia Marię Brandel ze Szwecji i Siv Svendsen z Norwegii. O tej ostatniej opowiada tak: – Siv ma niesamowitą charyzmę, ale jednocześnie jest niezwykle otwarta. Mimo młodego wieku dużo wie o tej dziedzinie, żongluje metodami zgrabnie jak cyrkowiec, dopasowując je do pary pies–przewodnik. Jeśli coś nie działa, mówi o tym i szuka najlepszego rozwiązania. Nie próbuje stosować jednej sztywnej metody. Niespotykane i jakże cenne! Cechuje ją ogromne poczucie humoru oraz inteligencja. Przy tym jest ogromnie miła i przyjacielska – zachwyca się Magda. Za największy sukces swój i Kaja uważa awans do klasy międzynarodowej. Warto podkreślić, że ten wspaniały duet zdobył tytuł mistrza Polski we wszystkich trzech klasach. A tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z obi, zachęca do zabawy w rally-o, czyli połączenie posłuszeństwa z agility.

Myszka poczuła, o co w obi chodzi

– Psami interesuję się od wczesnego dzieciństwa. Pierwszym czworonogiem, z którym zaczęłam świadomie pracować była Figa, kundelek wzięty z częstochowskiego schroniska – mówi Agnieszka Żabińska. – Ona wprowadziła mnie w świat psich sportów. Jednak to z border collie Myszką zaczęłam trenować obi, po przygodzie z agility, flyballem i ratownictwem. Im dłużej ćwiczyłyśmy, tym bardziej zakochiwałam się w tym sporcie. Błyskawicznie doceniłam jego dostępność i możliwość swobodnego planowania treningów, wreszcie nie musiałyśmy dostosowywać się do grupy, wystarczyło wziąć pachołki, aport i iść do pobliskiego parku. Zafascynowała mnie równowaga – stan pomiędzy energią i radością a skupieniem i precyzją – której trzeba nauczyć psa. Zaintrygowała także konieczność dostosowania metody uczenia poszczególnych elementów i ćwiczeń do konkretnego psa, jego charakteru i predyspozycji. Nie ukrywam, że w tym zakresie nic nie zmieniło się do dziś. Każdy dzień, trening i start przynoszą nowe wnioski i pomysły, przekonują, że mimo lat doświadczeń wciąż nie wie się wszystkiego! I właśnie tę pokorę i umiejętność krytycznego spojrzenia na siebie uważam za najważniejsze dla dalszego rozwoju – kontynuuje Aga, która na treningach i seminariach zawsze powtarza swoim uczniom, że jeśli jakiś występ uznają za idealny, na nic im się on nie przyda, bo nie będzie skutkował żadną nauką. Sam wynik będzie bez znaczenia. Natomiast z nieudanego startu można wyciągnąć konstruktywne wnioski! Aga doskonale pamięta start z Myszką w Mistrzostwach Polski Obedience, w klasie 2 w 2010 roku. Zajęły wprawdzie drugie miejsce, ale to wtedy po raz pierwszy poczuła, że na ringu są jednością. To było wspaniałe doznanie. Nie może też zapomnieć debiutu w klasie 3, mistrzowskiej, na zawodach o CACIOB (Certificat d’Aptitude au Championnat International d’Obeissance). – Stres związany ze startem był tak duży, że zamiast skierować psa do kwadratu widocznego po prawej stronie (ileż razy ćwiczyłyśmy ten schemat!), wysłałam sunię do nieistniejącego lewego kwadratu. A Myszka spojrzała na mnie jak na kosmitę i… pobiegła we właściwą stronę, w prawo, tam, gdzie widziała kwadrat! I jak tu nie kochać takiego psa? – zastanawia się rozbawiona Agnieszka. Po tych zawodach zapytano ją, czy chce pojechać na mistrzostwa świata. Wtedy nie czuła się gotowa. Pojechała za rok do Salzburga. Już na miejscu okazało się, że Myszka niespodziewanie dostała cieczki, o miesiąc wcześniej. A pozostali psi zawodnicy byli odmiennej płci! Emocje sięgnęły szczytu, a pretensje reszty drużyny i kibiców też nie pomagały. W efekcie niewiele brakowało, a nie wyszłaby na ring! Na szczęście przełamała się i razem ze swoją czworonożną przyjaciółką zaliczyły wszystkie ćwiczenia, uzyskując bardzo przyzwoity wynik, najlepszy z polskiej reprezentacji, plasujący je mniej więcej w połowie stawki. Ależ była dumna! Ten start wiele zmienił w ich treningach, w podejściu do pracy z psem. Tym bardziej że z inicjatywy zawodników do Polski zaczęli przyjeżdżać trenerzy ze światowej czołówki obi. Każde seminarium przynosiło nową wiedzę, doświadczenie, inspirowało i motywowało do dalszej pracy. – W 2012 roku wywalczyłyśmy tytuł mistrza Polski, dzięki czemu automatycznie zakwalifikowałyśmy się do reprezentacji na Mistrzostwa Świata Obedience na Węgrzech – opowiada Aga. – Zaczął się intensywny okres przygotowań. Jednak pech o nas nie zapomniał. Mniej więcej miesiąc przed mistrzostwami Myszka doznała kontuzji. Start stanął pod znakiem zapytania i rozpoczął się wyścig z czasem. Zamiast trenować, biegałyśmy do weterynarzy i na rehabilitację. Do końca nie było wiadomo, czy się uda, walka trwała do ostatnich dni. I tak pojechałyśmy w zasadzie na żywioł, poprzedzając start może dwoma treningami. Mimo to znów uzyskałyśmy najlepszy wynik w polskiej ekipie, choć tym razem w ogólnej klasyfikacji wylądowałyśmy dużo niżej. Moja pupilka zaliczyła na ocenę doskonałą wszystkie ćwiczenia, których wykonanie starałam się poprawić po poprzednich mistrzostwach, nie poradziła sobie niestety z pewniakami. W ubiegłym roku zadebiutowała natomiast Sigma, córka Myszki z pierwszego miotu, która wprawdzie nie jest moja, ale ze mną trenuje. Udało mi się wywalczyć awans do klasy 3 zaledwie w miesiąc! Za bardzo udany start z Myszką uważam występ na Mistrzostwach Słowacji, na których zajęłyśmy drugą lokatę. Polskie zawodniczki wywalczyły też drugie miejsce w drugiej klasie i pierwsze w trzeciej, pokazałyśmy więc, że polskie obi górą – cieszy się Agnieszka, która ma nadzieję, że mimo zawirowań dojdzie do skutku wyjazd polskiej reprezentacji na Mistrzostwa Świata w Helsinkach w sierpniu tego roku i że zawodnicy zaliczą udany i radosny występ.

Pages →  1 2 3

Obi tkwi w szczegółach Reviewed by on . To pasja mojego życia! – Miłością do obedience zaraziła mnie moja trenerka i jednocześnie hodowczyni Kaja, Beata Karpeta – mówi Magdalena Łęczycka. – Dzięki nie To pasja mojego życia! – Miłością do obedience zaraziła mnie moja trenerka i jednocześnie hodowczyni Kaja, Beata Karpeta – mówi Magdalena Łęczycka. – Dzięki nie Rating: 0

Zostaw komentarz

Musisz być zalogowany aby zostawić komentarz.

scroll to top