Nugat - Tytułem wstępu
Mam na imię Nugat i jestem arystokratą. Bardzo przystojnym, rasowym, inteligentnym. Wyżeł, po prostu wyżeł weimarski z terenów olimpijskich, po championie zresztą, ale mniejsza o to, nie dbam o tytuły, ponieważ jestem też skromny.
Mógłbym być świetnym myśliwym, ale zajęcie to uważam za niegodne mojej pozycji. Dlaczego? Opowiem wam, gdy się bliżej poznamy. Mężczyzna i kobieta, którzy ze mną mieszkają, twierdzą, że jestem marudny, ale co oni tam wiedzą. Po prostu każdy bez względu na pochodzenie potrzebuje sobie pojęczeć te parę godzin dziennie. Czy to tak trudno zrozumieć? Ponadto jęk wyrywa się z mych piersi, gdy nie otrzymuję rzeczy, do których jestem przyzwyczajony bądź które zwyczajnie mi się należą. Mam tu na myśli przede wszystkim wolny dostęp do fotela. Szczególnie że na nowych kanapach Pani wyglądam bardzo atrakcyjnie.
Moim hobby jest bieganie bez sensu. Mógłbym to robić całymi dniami. Bieganie z sensem interesuje mnie mało.
Co do spaceru – ja i Państwo mamy rozbieżne poglądy. Oni wyobrażają go sobie jako paradowanie z psem u nogi, względnie u koła roweru. Dla mnie to fantastyczna okazja, by biegać bez ładu i składu, wąchać, obsikiwać i pętać się pod nogami. Najpiękniejsza zaś jest pogoń za rowerem zakończona spektakularnym hamowaniem w poprzek drogi. Pani odmówiła wychodzenia ze mną i z rowerem jednocześnie. Nie zna się na zabawie.
Jeśli nie mogę iść do lasu, to skaczę przez krzaki i rabatki. Uwielbiam trzask łamanych gałęzi! Innym zajęciem, któremu oddaję się z pasją, jest noszenie. Polega to na ściąganiu z ramienia torby każdemu, kto przekroczy próg mojego domu. Zabawa jest przednia, bo nareszcie ludzie wchodzą w interakcję: biegną, krzyczą, usiłują wyrwać mi swoją własność. Z braku torby chętnie posługuję sie obuwiem znajdującym się w bliskim zasięgu, a w ostateczności moim posłaniem. W tym ostatnim przypadku efekt nie jest już tak ciekawy, ale jak się nie ma, co się lubi...
Nie znoszę za to akcji patyczek. Ludzie mianowicie, nie wyłączając tych, co ze mną mieszkają, z nieznanych mi powodów uznają, że każdy rzucony przez nich badylek czy inny śmieć musi zostać przeze mnie odnaleziony, przyniesiony i złożony im u stóp. I weź tu, psie, taplaj się w błocie, niszcz manikiur.
Mój osobisty bunt wyraża się zatem znajdowaniem patyczka i zachowywaniem go dla siebie. Zgromadziłem już całkiem imponującą kolekcję.
W życiu oprzeć się nie potrafię dwóm rzeczom:
Rzecz 1. Taniec. Coś takiego we mnie jest, że jak słyszę dobrą muzykę, to zaraz proszę Panią do tańca. Kłaniam się pięknie, łapię za ramiona i walcujemy choćby do białego rana. Chyba miałem jakiegoś Latynosa za przodka. Teraz, jak nikt nie patrzy, uczę się tanga. Ale będzie bal!
Rzecz 2. Boczuś. Dla niego zrobiłbym wszystko. Najchętniej zamknąłbym go w klatce, bo kocham na niego patrzeć. Dla niego nauczyłem się pływać. On jeden umie spowodować, bym usiadł, położył się, przekręcił na grzbiet, chodził na dwóch łapach i dał Pani buzi.
Czasem, szczególnie gdy pada, śnieży lub jest zimno, nachodzi mnie melancholia i tęsknota. Za czym? Nie wiem – pola i łąki są w moim zasięgu, odżywiam się właściwie, podłogę mam ciepłą, posłanie wytworne, a jednak dusza płacze. Jedynym lekarstwem staje się wtedy czyjeś ciepłe ciało. Staję sobie koło któregoś z Państwa, popiszczę, pojęczę – czasem wystarczy tylko targanie za uszy lub całus Pani. Są jednak dni, gdy zwykła pieszczota nie przynosi ukojenia - wtedy wspinam się na krzesło, kładę łapy tuż obok miejsca, gdzie plecy Pani lub Pana tracą swą szlachetną nazwę, a głową przywieram do ich ramienia. To zawsze działa! Nie tylko smutek ustępuje miejsca błogości, czasem zdarzy się nawet nieoczekiwana przyjemność - kubek po jogurcie do wylizania lub wyciągnięta przez Panią z czeluści lodówki kość.
Te chwile słabości zdarzają mi się nieczęsto, najwyżej raz w tygodniu. Poza tym jestem twardy jak Steve McQueen, a o moich bohaterskich czynach mógłbym opowiadać godzinami i nigdy nie mielibyście dosyć.
Jeśli chodzi o dietę, to trwam na stanowisku, że sytuacja "co za dużo, to niezdrowo" w przyrodzie nie występuje. Prowadzę badania i wkrótce przedstawię niezbite dowody obalające tę pokutującą od wieków, a w gruncie rzeczy jakże szkodliwą teorię. Mam też nadzieję przejść do historii jako ten, który obali pogląd o szkodliwości ziemniaków, chleba z masłem i przyprawionych potraw dla psiego żołądka. W obawie przed szpiegami naukowymi badania moje prowadzę w kompletnej tajemnicy, choć intensywnie. Dla nauki jestem w stanie wiele znieść, dlatego czasem świadomie narażam się na gniew Państwa, którzy nie rozumieją, że myszkuję po kuchni wyłącznie dla dobra ogółu.
Czy wspominałem, że lubię też pozować do zdjęć? Uważam, że jestem bardzo fotogeniczny i dziwię się, że jeszcze nie zrobiłem kariery fotomodela.
Poza tym mieszkają ze mną trzy suki, Pan i Pani. Historia mojego życia jest burzliwa i, jak ja, niezwykła. Ale o tym następnym razem.
Nugat