reklama

reklama

reklama

reklama

reklama

    Felietony
Nugat - Miastowi


Byłem w mieście. Fakt ten godzien jest odnotowania z wielu względów. Po pierwsze: nie lubię podróżować. Po drugie: miasto jest daleko i nie ma w nim nic ciekawego.

Mojej niechęci do podróży nie uważam za wadę i traktuję ją filozoficznie. Immanuel Kant nigdy nigdzie nie wyjeżdżał, a dziś uznawany jest za jednego z największych filozofów, co stanowi oczywisty dowód na to, że podróże wcale nie kształcą.

Moja wiejska egzystencja jest prosta, lecz oparta na fundamentalnych zasadach: jeść, spać i biegać, pielęgnowanych z dziada pradziada. I tego się trzymam. Do miasta nie pojechałem zatem z własnej woli. Jako rasowy naukowiec zdecydowałem się wyzbyć uprzedzeń i obserwować sytuację, dając asumpt do badań nad środowiskiem społeczno-przyrodniczym.

Jeszcze po drodze zauważyłem, że owo środowisko jest coraz mniej przyrodnicze, bo ludzie prawie wszystkie lasy zastąpili sklepami w różnych rozmiarach. Jeśli zaś chodzi o społeczeństwo, to rozbawiło mnie ono gwałtownie - wszyscy hamowali na widok policji po to tylko, aby pięć metrów dalej podwójnie przyspieszyć. Potarzałbym się nawet ze śmiechu, ale mnie mdliło.

W mieście przestało mi być do śmiechu. Z dzieciństwa zapamiętałem je jako brudne i brzydkie miejsce, w którym realizacja potrzeb fizjologicznych obarczona jest ryzykiem. Teraz na dodatek wyczułem agresję - unoszący się w powietrzu zapach tworzył lekką mgłę, którą ludzie mylą ze smogiem. Agresja - czego nie wie nawet mój Pan - wydziela woń. Ten przykry duszący zapach był silniejszy od spalin i balkonowego grilla.

Potem zobaczyłem setki nieszczęsnych psich istnień. Widziałem duże i małe psy ze smutnie opuszczonymi łbami, prowadzone na zbyt krótkich smyczach, z szyjami ściśniętymi kolczatką i pyskami okutanymi kagańcami. Bez energii, bez uśmiechu. W końcu wysiedliśmy z samochodu. Kiedy pan załatwiał jakieś ludzkie sprawy, ja nawiązałem rozmowę z klasycznie miejskim typem. Zdecydowanie nie był blokersem, ale nie był też arystokratą. Modnie ostrzyżony, w swetrze z ostatniej kolecji Burberry prezentował się światowo. Był jak wszystkie mieszczuchy trochę arogancki, trochę obcesowy. Moje talenty interpersonalne sprawiły, że po chwili rozmowy przestał skrywać prawdziwe emocje.

Mieszkał na 5 piętrze eleganckiego apartamentowca, pod którym staliśmy. Miał własną kanapę, srebrną miskę, jedwabną obrożę, czerwoną smycz i platynowy kaganiec. Początkowo usiłował zrobić na mnie wrażenie swoimi gadżetami, ale po chwili już płakał w mój biały krawat: że sam siedzi w domu całymi dniami, że trawę widział jedynie na wystawach i w reklamie żarcia dla spanieli, że jedzenie ciągle z torebki, że za potrzebą musi biegać na drugie osiedle, bo na jego takie zachowania nie są akceptowane. Ale najgorszy ze wszystkiego jest wprowadzony ostatnio zakaz szczekania po 22. Tak by się pies chciał wypowiedzieć, dać ujście emocjom, dodać sobie animuszu, a tu nic. Każda próba szczeknięcia może się zakończyć schroniskiem. - No to jak ja mam - pyta - normalnie żyć? Czasem myślę, że lepiej już być kotem, nawet dachowcem - żalił się. Usiłowałem go pocieszyć, choć bez przekonania. Wziął się jednak w garść, otarł łzy, pociągnął trzy razy nosem i stwierdził, że trzeba się umieć cieszyć tym, co się ma. - Inni mają gorzej! - rzekł. Niemożliwe! - pomyślałem, a głośno odpowiedziałem: - Noooooo, tak. Chyba wyczuł u mnie wahanie, bo opowiedział mi o takim jednym z naprzeciwka. Apartamentowiec jest duży, mieszkanie oraz pieniądze właścicieli także, więc i pies musiał mieć odpowiedni rozmiar. Powinien był też pasować do kanap i pamiątek z podróży.

W ten sposób sąsiadem mojego nowego znajomego został borzoj, znany także jako chart rosyjski. Charty te, rodem z carskiej Rosji, muszę przyznać, są przystojne i świetnie biegają.

Na początek pozbawiono borzoja męskości, a potem wyjaśniono mu, że o bieganiu może zapomnieć, bo pan, co prawda uprawia jogging, ale biega w parku, a do parku, jak wiadomo, psom wchodzić nie wolno. Po trzecie ofiarowano mu w prezencie gumową piłeczkę i zapowiedziano, że ma mu ona wystarczyć za całe towarzystwo, bo państwo muszą o swój majątek dbać i w domu właściwie nie bywają. I wreszcie, że pod żadnym pozorem nie wolno psu wchodzić na kanapy i deptać po perskich dywanach. O szczekaniu wspominać nie trzeba, bo wiadomo, czym to grozi. Tak więc borzoj, któremu nadano bezpretensjonalne imię Ulisses, widywany jest jedynie przez szybę okna, przez które smętnie spogląda. Raz widział go nowofundland z parteru i mówi, że z borzoja została skóra i kości - żadnych mięśni, sierść wyliniała, ogon podkulony. Chyba więc już niedługo tu pomieszka, bo się niereprezentacyjny zrobił. Ten nowofundland notabene też ma nie lepiej, bo jak zanosi się na deszcz, to mu państwo nie pozwalają wychodzić, żeby w domu śladów nie narobił.

Pan załatwił swoje sprawy i mogliśmy wracać. Drżałem z oburzenia, ale i ze wzruszenia. Zrozumiałem, że mój psi los jest dobry. W cichości ducha postanowiłem bardziej się nim delektować, co niniejszym czynię, pozdrawiając was z dziury, którą wykopałem w rabatkach Pani.

Nugat



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    Alicja1478 02:56 | 05-08-2011   Odpowiedz
 

Jednym słowem te Felietony są ŚWIETNE!!! Po pierwsze : bardzo śmieszne. Ale mają za to ukryte przesłanie. Tak powinny wyglądać felietony :)


 
 
    Ladyelen654 09:04 | 05-07-2011   Odpowiedz
 

Fajny ten tekst o Nugacie.;) Chociaż jest w nim wiele prawdy


 
 
    ~Pudel 09:38 | 12-03-2010   Odpowiedz
 

Ach... Ten akurat nie jest śmieszny. To niestety szczera prawda :(


 
 
    korcia224 06:20 | 11-03-2010   Odpowiedz
 

Hahaha uwielbiam ten tekst o Nugatku ;)) Szkoda że tych artykułów już nie ma -.-







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl