reklama

reklama

reklama

reklama

    Felietony
Nugat - Którędy chodzą trendy


Elegancki świat, jak wiadomo, jest elegancki, bo bywa. Bywanie zaś to ciężka praca: zakupy, makijaże, wertowanie żurnali i słowników wyrazów obcych w celu wyrafinowanego wyrażenia się w wyrafinowanym otoczeniu.

Żyjąc w znacznym oddaleniu od miasta, dużą wagę przykładam do informacji. Nie wyobrażam sobie, byśmy, ja i Pan, mogli zacząć dzień inaczej niż od solidnej porcji prasy.

Choć czytanie sprawia mi przyjemność, dużo ważniejsze jest zdobywanie wiedzy o kierunku, w którym zmierza świat. A zmierza on między innymi ku dominacji yorków. Ów niedawny łowca szczurów, którego rodowód sięga najwyżej połowy XIX wieku, robi dziś zawrotną karierę salonową. I nie chodzi tylko o to, że zamiast w stajni pozwala mu się siedzieć w pokoju, w dodatku na pańskich krzesłach, co uważam za skandaliczne, lecz o to, że dziś nie wypada nie być yorkiem! York, proszę Państwa, to dziś norma światowej elegancji.

W eleganckim świecie trzeba być osobnikiem oryginalnym, nietuzinkowym i ekscentrycznym oraz obowiązkowo posiadać yorka, a jeszcze lepiej, jego wersję mini. Samo posiadanie nie wystarczy. Ważne jest, by odpowiednio je zamanifestować. W ten sposób już drugi sezon york rządzi światem – jest na koncertach i wernisażach, w studiach telewizyjnych i najdroższych hotelach, w butikach znanych projektantów i nadmorskich kurortach. Należy przypuszczać, że zasiada w parlamentach i radach ministrów. Kwestią dni pozostaje, kiedy york odbije łapę na Sunset Boulevard. To jasne, że tak ważna osobistość nie może poruszać się o własnych siłach, jest zatem noszona: w torbach, torebkach, walizkach, objęciach. W każdej szanującej się rezydencji przynajmniej jedna komnata przydzielona jest yorkowi, w tej komnacie zaś stoi przepastna szafa gromadząca jego kreacje. Znajdziemy tam kamizelki Burberry, sweterki Chanel, kokardki od Prady, kapelusiki sygnowane Versace i wiele innych niezbędnych akcesoriów, z aksamitnymi poduszkami włącznie. Przed każdym wyjściem yorka odwiedza stylista i dobiera mu strój tak, by pasował do wystroju państwa i odwiedzanej rezydencji. Następnie prywatna kosmetyczka robi psu maseczkę, a znany fryzjer kręci loki. Na koniec pojawia się światowej sławy specjalista od kokardek, potem jeszcze skrapianie perfumami i york jest gotowy do wymarszu.

Oczywiście, że nie jestem zazdrosny. To niskie uczucie jest mi obce, jedyne, co mną kieruje, to troska o dobro ogółu. W każdej sytuacji należy szukać pozytywów, więc przypominam, że zanim nastały yorki, trzeba było być chihuahua. Cóż z tego, że spokrewniony z azteckim władcami, skoro ma w kłębie 25 centymetrów, a osobniki 3-kilogramowe uważane są za grubasy. Yorka przynajmniej można zobaczyć gołym okiem. Dziś chihuahua jest passé. Swoje pięć minut ma już za sobą, hodowcy zastanawiają się, co robić z gwałtownie rozmnożoną rasą, a moje wielkie i wrażliwe serce pęka, bo nikt nie zasłużył na taki los.

Dlatego z tego miejsca apeluję i ostrzegam: yorki wszystkich krajów, brońcie się. Nie pozwólcie, by odebrano wam waszą pieskość. Dziś rządzicie i dzielicie, jutro znajdziecie się na śmietniku historii. Pokonajcie słabość do kokardek i kraciastych kamizelek, zejdźcie na ziemię z waszych haftowanych poduszek. Spójrzcie na braci (trudno uwierzyć, ale jednak), chihuahua, łyse chińskie grzywacze, pudelki miniaturki, i zadrżyjcie.

W przeciwnym razie podzielicie ich niewesoły los, staniecie się jak zespół The Shorts, który po odśpiewaniu jednego przebojowego "Comment ca va?" na zawsze pogrążył się w niebycie. Co zrobicie, gdy opuszczą was przyjaciele, a nawet pracownicy zatrudnieni do wyprowadzania was na spacer? Gdzie się podziejecie, gdy wpływowe magazyny odtrąbią koniec yorka i początek panowania kanarków? Już powoli wypierają was tchórzofretki, a wy, zamiast zewrzeć szeregi i podzielić się z psią bracią odrobiną splendoru, okopujecie się na swoich straconych pozycjach. Zadzieracie niewidoczne noski, przewracacie mikroskopijnymi oczkami i wyniośle poszczekujecie. Ja wam radzę: koleżeństwo jest waszym jedynym ratunkiem. Pamiętajcie, by załatwić kumplom parę sesji fotograficznych, jakieś zaproszonko na bankiecik, wspomnieć o nich w jakimś wywiadziku.

Nie myślę o sobie, bo ja się hajlajfem brzydzę. Choć oczywiście dla dobra ogółu byłbym się w stanie poświęcić. Redakcja zna mój numer.

Nugat



 
  Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
 
 Wasze komentarze:     Dodaj nowy
 
 
    szczenie 06:10 | 22-01-2009   Odpowiedz
 

Nugat rlz.! To imię jest świetne,a same teksty po prostu bawią:))


 
 
    ~aQua 06:03 | 02-01-2009   Odpowiedz
 

Nugat jest na prawdę SUPER :D z ciekawością czytam jego historie! xD


 
 
    ~jolla 10:51 | 04-12-2008   Odpowiedz
 

fantastyczny teks....bardzo dowcipny a zarazem odkrywczy....bo to prawda....


 
 
    ~Wierna czytelniczka magazynu "Przyjaciel Pies" 11:27 | 09-10-2008   Odpowiedz
 

Ciekawe, a tytuł zabawny!







(c) 2008 PIES.PL | reklama w portalu | made by: Webprovider.pl