Nugat - Interwencja
Podczas spacerów spotykam znajomego beagle'a, którego bezmyślnie nazwano Sylwester. Wcale się nie dziwię, że na dźwięk własnego imienia biedak zmyka w popłochu.
Lubię zimę. Zimą jest biało, zimno i nostalgicznie. Nic nie trzeba robić. Leżę sobie przy kominku i przychodzą mi do głowy różne psie myśli...
Takie wyciszenie jest potrzebne jako posylwestrowa terapia. Wiele jest bowiem rzeczy na niebie i ziemi, ale sylwester należy do najstraszniejszych. Nie chodzi o wyczuwalną gołym nosem przedbalową panikę, kiedy ludzie niezależnie od rasy i płci kręcą loki i pucują się do czysta. Nie chodzi także o to, że w przekrzywionych czapkach, gubiąc krok, zjawiają się dopiero nad ranem. Chodzi o o fajerwerki i petardy. Otrzymuję mnóstwo skarg i próśb o pomoc w rozwiązaniu problemu. Listy przychodzą z kraju, Europy i terytoriów zamorskich. Pozwólcie, że zacytuję kila z nich.
"Mon chéri Nugat. Jestem papillon, mam na imię Philippe i mieszkam w Paryżu na Wyspie św. Ludwika. Miasto to, i tak trudne do życia, w sylwestrową noc staje się absolutnie nie do wytrzymania. Wszędzie hałaśliwe ordynarne tłumy. Pani, która zawsze wszędzie zabiera mnie ze sobą, tym razem zostawiła mnie samego, bowiem człowiek od Yves Saint Laurenta, który dostarczał suknię, zasugerował, że do niej nie pasuję. Jest mi smutno, boję się, a wkrótce zaczną strzelać. Dobrze, że mieszczę się pod łóżkiem, może jakoś przetrwam".
"Hi, my friend. Mam na imię Rex, pochodzę z Tennessee i jako Trening Walter Coonhound zajmuję się polowaniem na szopy. Nie lubię czytać ani pisać, jednak tym razem był po prostu mus. Czy u was w Europie jest tak samo? Chodzi o New Years Day. Normalnie mi zawsze wszystko pasuje, job jest, żarcie nie najgorsze, spać mam gdzie, dziewczyny są. U nas mieszkają sami twardziele i ja też jestem twardziel. Znaczy byłem, bo odkąd przed moim nosem wybuchły dwie petardy, nie mogę się zebrać do kupy. Nie żebym się przestraszył, po prostu cały się trzęsę, łapy mi się plączą, a z pyska leci mi ślina. Wiara zrywa boki ze śmiechu, że ze mnie taki trzęsimorda. Jeśli mi nie pomożecie, będę musiał emigrować".
"Zdrastwuj drug. U nas prazdnik sylwestra bolszij kak Sowietskij Sojuz. Ludzie świętują. Cieszą się, że stare odeszło. Z tej okazji odpalają petardy jedna po drugiej. Najgorsze są te znajdowane na dawnych poligonach. Ja jeszcze się trzymam, ale wielu spośród starych przyjaciół odeszło... Łajka".
Dostałem też list z Warszawy.
"Mieszkam wraz z państwem w dziesięciopiętrowym bloku na piątym piętrze. Żyjemy skromnie, ale godnie. (...) Zdecydowałem się napisać, bo odwoływałem się już wszędzie, bez skutku. Chodzi o noc sylwestrową. Od lat jakoś to znosiłem: wczołgiwałem się pod łóżko, chowałem za szafą i starałem się przespać sprawę. O północy wkładałem łeb pod poduszkę i jakoś to było. Mój sąsiad z parteru znosił to gorzej: co rok załamanie nerwowe. Inny uzależnił się od środków uspokajających, a mój kolega z podwórka nigdy nie doszedł do siebie po tym, jak dostał w głowę korkiem od szampana. Jednak los spotkanego wczoraj na spacerze basseta przeraził mnie szczególnie. Jak zwykle przywitałem go serdecznie - on nie zwrócił na mnie uwagi. Zauważył mnie dopiero, gdy stuknąłem go nosem. Co się okazało? Ogłuchł, bo jakiś rozbawiony osobnik rzucił w niego petardą. Ów znajomy jest starszym, zmęczonym psem, który przez całe życie czcił człowieka i starał mu się jak najlepiej służyć. Piszę do Pana, by uświadomić skalę problemu. Z poważaniem, Bobik".
I co wy na to? Oszczędziłem wam opowieści pudla średniego z Amsterdamu, bernardyna z Florencji, miniaturowego jamnika z Berlina, który podczas sylwestrowej parady gejów stracił kawałek ogona.
Podsumujmy. Jest problem – globalny, poważny i narastający. Kiedyś balowiczom wystarczyły zimne ognie, dziś należy strzelać petardami, im głośniej, tym lepiej. Po co? Tego nie wiem nawet ja. Moim zdaniem zabawa ta jest głupia, szkodliwa i niczym komar, niepożyteczna. Jedyne, co mogę zrobić, to prosić przynajmniej tych, którym psi los choć trochę leży na sercu: zanim odpalicie nikomu niepotrzebną petardę, pomyślcie dwa razy. A skoro już uznacie, że bez strzelania ani rusz, to wcześniej zapytajcie lekarza rodzinnego, co zrobić, żeby naszą sylwestrową traumę zmniejszyć. Są na to sposoby podobnie jak na waszego kaca.
Nugat