|
|
| Temat miesiąca |
Miłość mimo utraty zmysłów
Wyobraź sobie, że chodzisz po gęstym lesie z zawiązanymi oczami. Albo przyszedłeś na koncert ze stoperami w uszach. Możemy przypuszczać, że tak właśnie zagubione czują się psy niewidome bądź głuche. Często są skazywane na uśpienie. Niesłusznie, gdyż można je wyszkolić tak, by sobie radziły z ułomnością.
Agor jest pięknym czekoladowym labradorem. Ma 4,5 roku, pogodne usposobienie i, co najważniejsze, zakochaną w nim panią. Pod dach wrocławianki Beaty Kryś-Malcewicz trafił jako ośmiotygodniowe szczenię. Nikt nie podejrzewał, że z oczami malca dzieje się coś złego.
- Jego matka i ojciec mieli rodowody. Właścicielka suki jest lekarzem weterynarii. To nas zupełnie uspokoiło - opowiada pani Beata.
Początkowo ani ona, ani jej mąż nie podejrzewali, że pies ma kłopoty ze wzrokiem. Owszem, był wyjątkowo spokojny, często nie podchodził np. do rzuconej mu zabawki, ale sądzili, że to wynika z jego charakteru.
- Okazało się, że on już wtedy nie widział prawym okiem, więc nie zauważał zabawki. Najpierw myśleliśmy, że pies ma jakieś porażenie nerwów: kulił się, był potwornie przerażony - wspomina Beata Kryś-Malcewicz. - Ślepnięcie zostało zdiagnozowane, gdy miał dziewięć miesięcy. To była zaćma wrodzona. Zupełnie przestał widzieć, kiedy skończył jedenaście miesięcy. Jest moim pierwszym psem i nie mogłam się pogodzić z jego utratą wzroku.
Traumatycznym przeżyciem było dla Agora schodzenie po schodach. W domu jego inwalidztwo nie dawało o sobie znać - chodził swobodnie, pewnie omijał przeszkody. Największych kłopotów przysparzał spacer. Wpadał w płoty, uderzał w zaparkowane samochody i w inne przedmioty. Najtrudniejszą jednak sprawą okazały się kontakty z innymi psami. Pani Beata uprzedzała każdego właściciela, że Agor nie widzi.
- On kierował swoją głowę na wprost drugiego zwierzęcia. Osobniki dominujące traktowały to jako zachętę do walki. Raz zdarzyło się, że inny pies go dopadł. Została mu po tym ta blizna na pysku. - Właścicielka labradora prezentuje szramę na mordce swojego pupila.
Pani Beata nauczyła Agora komendy "ulica". Kiedy pies ją słyszy, natychmiast się zatrzymuje. Siada i dopóki nie dostanie kolejnego hasła, czeka. Kolejnym zabezpieczeniem była 25-metrowa taśma. Dzięki tej lince zawsze można go zatrzymać, odciągnąć i zapobiec niepotrzebnym kłopotom. Właścicielka postanowiła też wyszkolić psa. Szczęśliwie ma kolegę, który zajmuje się tresurą. To on przełamał strach pani Beaty. Razem chodzili po parku, on psa spuszczał i przywoływał.
- Widziałam, że nic złego się nie dzieje. Tym pomógł i psu, i mnie. Bo ja cały czas się bałam, że jak puszczę Agora luzem, on mi ucieknie - dodaje zatroskana.
Spać jak głuchy
Z daleka Agnieszka Tybińska i jej sześciomiesięczna suczka, dalmatynka Ari, wyglądają, jakby nie miały żadnych problemów - są radosne, zachwycone sobą. Ale na miejsce spotkania pani Agnieszka proponuje polanę w głębi parku. Dzięki temu łatwiej zapanuje nad suką. Nie z powodu jakiegoś nadzwyczajnego nieposłuszeństwa Ari, ale dlatego, że jest ona zupełnie głucha.
- Wcześniej mieliśmy dwa dalmatyńczyki. Zawsze było wiadomo, że one mogą być głuche. Jadąc po szczeniaka, od razu o to pytaliśmy. Ale ten jeden raz nie zapytaliśmy... - wspomina opiekunka Ari.
Po psa cała rodzina pojechała do Czech. Wszystko wyglądało profesjonalnie - mili, rzeczowi hodowcy, piękne szczenię. Zabrali je więc do samochodu i ruszyli do domu.
- Już po drodze stwierdziliśmy, że coś jest nie tak. Suczka cały czas spała, nie reagowała na cmokanie czy gwizdanie.
Aby zweryfikować podejrzenia, psa zabrano do zaprzyjaźnionego lekarza weterynarii.
- Pani doktor stwierdziła, że może to szok po podróży i dlatego suczka nie słyszy - mówi Agnieszka Tybińska.
W domu ona i jej siostra postanowiły zrobić test z trąbką. W jednym pomieszczeniu leżały pies i kot (który już wcześniej mieszkał z rodziną). Na głośny dźwięk trąbki kot uciekł natychmiast, a pies nawet się nie poruszył. Zaczęły się poszukiwania miejsca, gdzie można zrobić badania słuchu. Na szczęście we Wrocławiu nie ma z tym problemu - wykonuje się je w klinice weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego. Neurolog, dr Marcin Wrzosek, potwierdził spostrzeżenia pani Agnieszki i jej bliskich - Ari jest kompletnie głucha.
- Pomysły na rewelacyjne wyszkolenie psa wzięły w łeb, bo nie można jej normalnie uczyć. Jak takiego psa zawołać? Jak go spuścić ze smyczy, a potem przywołać? - właścicielka Ari wylicza kłopoty ze swoją podopieczną. - Spuszczaliśmy ją tylko z daleka od ulicy i innych psów, żeby nie pobiegła za nimi.
Ale i w domu nie wszystko jest proste. Trudno obudzić suczkę. Jeśli się do niej podejdzie i dotknie, przestraszona Ari zaczyna biegać i szaleć. A kiedy pójdzie do drugiego pokoju, nie można jej przywołać.
Jaśniejsza przyszłość
Właściciele niewidomego Agora cały czas zastanawiali się, co zrobić, by przywrócić mu wzrok. Nadzieja pojawiła się, gdy trafili do kliniki dr. Jacka Garncarza w Warszawie, zwierzęcego okulisty. Dowiedzieli się, że ten typ zaćmy można leczyć operacyjnie. Bali się jednak, że sterydy podawane przed operacją i po niej mogą bardzo zaszkodzić pupilowi.
- W końcu się zdecydowaliśmy. Potem żałowałam, że tak późno, bo życie psa poprawiło się radykalnie - mówi pani Beata.
Leczenie skończyło się sukcesem. Nowa soczewka wszczepiona do oka sprawiła, że Agor widzi. Tyle że musiał się nauczyć widzenia i zaprzyjaźnić z tym, co zobaczył.
- W parku, do którego zawsze chodzimy, zdarzyła się taka śmieszna sytuacja: nagle stanął na polance i zaczął głośno szczekać na niskie drzewo, które tam rośnie. Wcześniej chodził wokół niego, ale go nie widział. Po prostu musiał na nowo rozpoznać stare miejsca. Na te rzeczy, których się bał, szczekał - wspomina szczęśliwa właścicielka.
Drugie oko nie będzie operowane. Doktor Garncarz uznał, że nie ma takiej potrzeby, bo z jednym okiem Agor radzi sobie świetnie.
- Poza tym to był spory wydatek - przyznaje pani Beata - bo operacja razem z kosztami wyjazdów na konsultacje kosztowała około pięciu tysięcy. Ale dzięki temu nasz pies jest szczęśliwszy. A my razem z nim.
Szkolenie na migi
Państwo Tybińscy szybko skontaktowali się z czeskimi hodowcami, a ci zarzekali się, że nie wiedzieli o głuchocie suczki. Lecz kiedy nowi opiekunowie Ari napisali w mailu, że nie mają zamiaru jej oddać, Czesi zwrócili im pieniądze, żeby można je było przeznaczyć na szkolenie. I rzeczywiście, od razu rozpoczęła się edukacja małej dalmatynki. Dzięki zajęciom grupowym, które odbywają się dwa razy w tygodniu, nauczyła się bawić z innymi psami. Pani Agnieszka, bogata w te doświadczenia, pisze teraz pracę inżynierską na temat głuchych psów (jest studentką zootechnologii na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu).
- Głuchota Ari ma też zalety - przyznaje. - Ona nie boi się burzy, wystrzałów, nie reaguje na ludzi, którzy ją wołają. Mówią często: "Jak świetnie wyszkolony pies!". Nie tłumaczę im, że ona jest głucha.
I po co tak węszyć?
Funia to przemiła suczka z dobrze zmiksowanymi genami. Dominują te, które odziedziczyła po terierach. To widać gołym okiem. Po nich też powinna mieć znakomity węch. Ale nie wiadomo, czy tak jest. Nie wiadomo nawet, czy w ogóle coś czuje... Została przygarnięta pięć lat temu. Była łagodna i przyjazna.
- Początkowo w ogóle nie podejrzewałam, że ona nie węszy. Dopiero gdy przygarnęliśmy drugą suczkę, Tośkę, zauważyłam, że Funia jest inna - opowiada wrocławianka Justyna Kopeć, właścicielka suczek. - Funia chodzi, rozgląda się, ale nigdy nie wącha innych psów. Druga suczka czuje, że wracam z pracy, gdy jestem jeszcze na parterze domu. Funia nie reaguje na to. Nie sika też w miejscu, gdzie zrobiły to inne psy.
- No i gdy dotykam innych zwierzaków, Tosia mnie potem wącha starannie, a Funia nigdy tego nie robi - porównuje zachowanie swoich psów pani Justyna.
Co ciekawe, małej prawie terierki nie kuszą też zapachy domowe. Gdy w kuchni gotuje się coś smakowitego, Tośka od razu wie o tym i pędzi. Funia rusza na łów dopiero wtedy, gdy usłyszy spektakularne odgłosy patelni. Właścicielka suczek mówi, że zawsze ją to dziwiło, ale nigdy nie poszła z Funią na specjalistyczne badania.
- Nie przeszkadzało mi to. Ona jest zdrowa, radosna, przyjazna, nic złego się z nią nie dzieje – tłumaczy. Przy okazji naszego spotkania wybrała się jednak ze mną do dr. Wrzoska. Wstępny werdykt był zaskakujący - albo Funia rzeczywiście ma bardzo kiepski węch (chociaż na pewno coś czuje), albo wprost przeciwnie - tak doskonale węszy, że nie musi tego okazywać, np. wpychając nos w trawę. Ustalenie, jak jest naprawdę, wymagałoby jednak specjalistycznych badań.
- Ale dzięki temu, że nie węszy, przynajmniej nigdy nie wytarza się w śmierdzącej padlinie. To dobra wiadomość - śmieje się Justyna Kopeć.
Nowe spojrzenie na ślepotę
Dr Jacek Garncarz to jeden z nielicznych w Polsce specjalistów, którzy ratują oczy zwierząt. Mówi, że do ślepoty prowadzi wiele schorzeń genetycznych, np. choroby degeneracyjne siatkówki. Częste są też rozmaite przypadki zaćmy, zdarzają się skomplikowane urazy rogówki. Również niektóre rasy są bardziej narażone na choroby genetyczne kończące się ślepotą.
- To głównie te, u których rozpoznajemy zaćmę młodzieńczą, a więc sznaucery miniaturowe, west highland white terriery, jamniki długowłose, yorki - mówi lekarz.
Yorkom i westom często zdarza się też tzw. zespół suchego oka - produkcja łez w oku jest zbyt mała, co prowadzi do zmian na rogówce, a w efekcie może oznaczać ślepotę. Również wśród starszych psów są rasy bardziej predysponowane do chorób genetycznych siatkówki w starczym wieku, a inne do chorób soczewki.
W Polsce najbardziej narażone na ślepotę są sznaucer miniaturowy oraz pudle - miniaturowy i średni. Doktor Garncarz dodaje, że jeśli chodzi o zaćmę starczą czy związaną z chorobami metabolicznymi, to może ona dotknąć każdego psa.
Jak stwierdzić, że nasz pupil traci wzrok? W przypadku jaskry zaczyna się źle czuć, gorzej widzieć. Jaskra wiąże się z ostrym bólem głowy. Pies manifestuje to. Pierwszym objawem jest łzawienie. To powinno skłonić nas do wizyty u lekarza. A jeśli na dodatek pies często mruży oko i pociera je łapą, od razu widać, że dzieje się coś złego. Poza tym podczas pierwszych objawów jaskry chowa się przed światłem, nie chce chodzić po schodach.
Gorzej jest z symtomami chorób we wnętrzu oka - zaćmą czy degeneracją siatkówki. W przypadku zaćmy, gdy właściciel patrzy psu w oczy, może zauważyć zmiany koloru gałki. Najtrudniej wyłapać objawy chorób siatkówki, bo zwierzę zaczyna okazywać niedowidzenie dopiero, gdy straci wzrok w 80-90 procentach. Wtedy już niewiele można zdziałać, by opóźnić ten proces.
Światełko w tunelu
Wizyta u okulisty nie daje gwarancji, że wyleczymy psa. Owszem, uda się zdiagnozować problem. Jednak wobec niektórych chorób, które prowadzą do ślepoty, medycyna wciąż jest bezradna. Degeneracja siatkówki jest odporna na leczenie - podobnie jak u ludzi. Ale zaćmę można już leczyć operacyjnie, a zabieg trwa kilka minut.
- Jeszcze do niedawna skuteczność była mała, a powikłania duże. Teraz postęp jest tak duży, że mówimy o skuteczności ponad 95-procentowej - wyjaśnia warszawski okulista. - Wszczepiamy sztuczne soczewki, które pomagają psom, koniom, kotom odzyskać wzrok. To standardowa terapia – zapewnia.
Jeśli idzie o koszty, wymiana soczewki jest porównywalna z taką samą operacją u ludzi - około 2-3 tysięcy złotych za jedno oko (w zależności od ośrodka). Do tego trzeba doliczyć wizyty kontrolne.
Ślepy mózg
Czasami kłopoty z widzeniem są związane ze schorzeniami neurologicznymi, gdyż oko przekazuje doznania przez nerw wzrokowy do mózgu.
- Różne choroby mogą powodować różne zaburzenia, np. zakaźna nosówka może być przyczyną oślepienia. Wówczas uszkodzony jest nerw wzrokowy - wyjaśnia dr Marcin Wrzosek, neurolog z Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.
Również uraz tylnej części głowy może sprawić, że pies straci wzrok. Zdiagnozowanie takich problemów jest trudne i wymaga specjalistycznego sprzętu
- Najpierw psa bada okulista. Jeśli niczego nie wykryje, przeprowadzamy badanie wzrokowych potencjałów wywołanych. To badanie, które wykonuje się w znieczuleniu ogólnym - wyjaśnia neurolog. - Diodą do gałki ocznej podajemy światło, ono jest przetwarzane na impuls elektryczny, a ten zostaje przekazany do mózgu. Możemy go zmierzyć i sprawdzić, czy jest właściwy. Jeśli okaże się, że przyczyną kłopotów jest stan zapalny, zwykle możliwe jest skuteczne leczenie.
Odpowiedzialne geny
Głucha jak pień Ari nie jest odosobnionym przypadkiem wśród swoich pobratymców. Jak się okazuje, dalmatyńczyki, podobnie jak prawie 40 innych ras, są szczególnie narażone na wrodzoną głuchotę.
- Istnieje najprawdopodobniej kilka genów odpowiedzialnych za to, że wytwarza się narząd Cortiego, który sprawia, że dźwięk jest przetwarzany na impuls elektryczny przekazywany później do mózgu. Jeśli on się nie wytworzy, pies jest głuchy - tłumaczy dr Marcin Wrzosek. - Nie można zrobić badania krwi i stwierdzić, że pies ma zmutowany gen odpowiedzialny za głuchotę. Możemy natomiast zrobić badanie słuchu u szczeniąt i stwierdzić, czy pies jest głuchy - dodaje.
Bada się szczenięta, które mają sześć tygodni. Głuchota przytrafia się głównie psom ras biało umaszczonych, a więc właśnie dalmatyńczykom, dogom argentyńskim, bokserom, bulterierom, american staffordshire terrierom. Ale w grupie podwyższonego ryzyka są też australian cattle dog i border collie. Psy głuche nie powinny być rozmnażane, bo mogą przekazać geny odpowiedzialne za tę niewyleczalną ułomność.
Drugi rodzaj głuchoty to ta nabyta. Wywołuje ją uraz lub stan zapalny, np. zapalenie uszu może powodować zapalenie błony bębenkowej, kosteczek słuchowych w uchu środkowym i sygnał nie jest potem przekazywany do narządu Cortiego.
- To się zdarza dosyć często. Aby odróżnić, czy to głuchota wrodzona, czy nabyta, wykonuje się tzw. BAER (ang. Brainstem Auditory Evoked Response), czyli badanie potencjałów wywołanych pnia mózgu - wyjaśnia dr Marcin Wrzosek. Od razu dodaje, że w przypadku głuchoty nabytej leczenie jest możliwe, ale zależy od rodzaju uszkodzenia.
Badanie psiego słuchu
Zanim zwierzę przejdzie specjalistyczne badania, lekarz sprawdza drożność kanałów słuchowych. Pies już przygotowany do badań sprawia wrażenie, jakby słuchał muzyki relaksacyjnej - leży spokojnie, a w uszach ma słuchawki. Dziwnie wyglądają tylko kabelki podłączone do jego głowy.
- Każde takie badanie wykonujemy w sedacji. Chodzi o to, by pacjent się nie poruszył, bo trzeba by je zaczynać od nowa. Wszystko trwa 10-15 minut - opowiada dr Wrzosek.
Badane są tzw. potencjały wywołane pnia mózgu. Przez słuchawki jest podawany dźwięk, zamieniany w uchu na impuls elektryczny, przekazywany później do pnia mózgu, a stamtąd do kory mózgowej.
- My ten bodziec możemy z powierzchni głowy odebrać, nagrać i zmierzyć szybkość jego przewodzenia oraz amplitudę. Wiemy dzięki temu, czy pies słyszy przy 60 czy 100 decybelach - wyjaśnia neurolog. Całe badanie kosztuje 250-300 zł.
Węch musi działać
Niewęsząca Funia nie została dokładnie przebadana, by sprawdzić, skąd jej niechęć do węszenia, ale gdyby miała przejść badania, na pewno trafiłaby do gabinetu dr. Marcina Wrzoska. Co prawda, jak mówi lekarz weterynarii, rzadko zdarzają się pacjenci mający problem z węszeniem, ale zwykle świadczy to o bardzo poważnej chorobie układu nerwowego. Zaburzenia węchu są spowodowane zaburzeniami behawioralnym albo świadomości (psy nie reagują na otoczenie) - bodźcie docierają, ale zwierzę ich nie interpretuje.
- To oznacza, że cierpi na chorobę mózgu - wyjaśnia doktor. - Obserwuję to na szczęście rzadko, np. u psów, które mają zapalenie mózgu albo guza mózgu.
Pewne jest jednak, że psy pozbawione jednego ze zmysłów na pewno nigdy nie tracą zdolności okazywania miłości swojemu właścicielowi. Wprost przeciwnie, za poświęcony sobie czas i uczucia rewanżują się z naddatkiem.
Maciej Sas
Klubowicze, którzy czytali ten artykuł:
Wasze komentarze: Dodaj nowy
| |
|
~Ola 01:50 | 10-05-2012 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Mafię (sunia Doga Argentyńskiego) dostałam od znajomego który z braku czasu
nie mógł poświęcić jej tyle czasu ile ona potrzebowała. Od początku wiedziałam,
że jest głucha jednak byłam w niej tak zakochana...że absolutnie mi to nie
przeszkadzało. Zabrałam się za czytanie for,książek i wszystkiego co zawierało
artykuły na temat wychowania głuchego psa. Po pół roku pracy zarówno mojej
jak i Mafii (ja też musiałam się dużo nauczyć to był mój pierwszy pies) zaczęło
być widać efekty. Porozumiewamy się na migi. Umie siadać, podać łapę, turlać
się, szczekać na zawołanie i przybiega na spacerze gdy klepnę ręką w nogę...a
ona to zauważy. Żyje jak normalny pies, chodzi bez smyczy (wielu pomyśli że to
nieodpowiedzialne, że coś może komuś zrobić, ten pies należy do ras
agresywnych ale taka prawda jest że chociażby była rasa psów zabójców to jak
go wychowasz zależy wyłącznie od Ciebie.) Nie mam z moją Królewną żadnych
problemów, nie rzuca się na psy a raczej je omija chyba, że zobaczy jak
zachęcam ją do podejścia i zabawy z drugim psem. Spotykamy się codziennie na
polu z psami, 4-5 i więcej biegają i bawią się z Mafią jakby była normalnym
psem. Nie słyszy ale bardzo dobrze widzi. Zwłaszcza koty które gonić
uwielbia...i to jest jeden jedyny silniejszy od niej minus. Wtedy już jej nawet
nie wołam, bo wiem że jak poleci za kocurem to prędzej czy później do mnie
wróci (oczywiście za każdym razem w stresie mijają mi kolejne minuty
oczekiwania). Ale wraca zawsze, wiem że to mądra dziewczyna. Czasem mam
nawet wrażenie, że mądrzejsza od niejednego słyszącego psa. Bo jak widzę gdy
właściciel woła swojego psa (Słyszącego!) a on udaje że go nie widzi upadam ze
śmiechu :) Nie rozumiem jak można uśpić niesłyszącego psa? On się przystosuje
do życia...ja ciągle do mojej gadam i sama się do siebie śmieje, że mogę jej
powierzyć każdy sekret.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Jira 11:56 | 18-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Człowiek - ponoć brzmi dumnie. Więc jesteśmy dumni... Albo raczej - wywyższamy się ponad inne zwierzęta. Ile to azy słyszy się od księży, że "pieski i inne zwierzątka nie mają duszy". No ale zaraz... Jak to nie mają? Potrafią kochać, okazać wdzięczność, być wierne i czułe... Nie zmuszamy ich do tego ani my ani instynkt.... Nie można nikogo, nawet psa zmusić do kochania jezeli sam tego nie chce. Więc czego trzeba więcej? Ale dumny człowiek, jeżeli już bierze psa, chce aby pies mu służył. Nawet mu przez myśl nie przejdzie, że ten pies może kiedyś potrzebować pomocy. Bo każdy pies w końcu będzie jej potrzebował, nawet ten, który urodził się zdrowiutki.
Psy nas kochają. A co my robimy aby zasłużyć na tą milość? Zepsuty ten pies, to oddajmy go komuś.
Aktualnie mam starszawą labradorkę, która ma powazne problemy ze stawami. Wiem, że gdyby nie ja byłoby jej bardzo ciężko. I to tylko pogłębia naszą wieloletnią więź.
Nie bójmy się pomagać. Może i faktycznie to kosztuje.... Ale któż zna cenę miłości?
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
jamnikija 03:46 | 18-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Dziwicie się czemu ludzie oddają chore zwierzęta do schronisk, bądź je usypiają. Popatrzcie na to inaczej. Ludzie oddają ludzi do domów dziecka, starców, do hospicjum. Jeśli człowiek nie umie lub nie chce zaakceptować drugiej osoby i jej choroby nie jest w stanie zaakceptować psa ! To oczywiste. Ludzie boją się chorób. Boją się odpowiedzialności za drugą osobę. Nie chodzi tu tylko o psy- mimo, że to o nich jest ten temat. Chodzi mi o ludzi. Ludzie nie mają czasu na zajmowanie się chorym. Myślą, że to za duża odpowiedzialność. Boją się konsekwencji. Boją się patrzeć na cierpienie drugiej osoby. Obawiaja się najgorszego- śmierci- co wtedy będzie? Jak spojrzeć wtedy na konającego przyjaciela? Jak? Jak patrzyć na jego cierpienie, ból? Jak? Nie mozna oczekiwać, że człowiek zajmie się chorym psem -jeśli nawet nie umie opiekować się drugim człowiekiem! Niestety, taka jest prawda. Piszecie tu komentarze, że byście zaopiekowali się ślepym psem? Połowa z was, by oddała go do schroniska po pierwszym dniu! Nie okłamujcie się... Takie to tylko pisanie na pokaz. Wy nie wiecie ile to odpowiedzialności, nie myślicie o konsekwencjach. Założę się, że byście uśpili psa- jakiegokolwiek, niż wolilibyście patrzeć jak umiera. Taki jest człowiek. By móc żyć z psem, który jest chory na prawdę potrzebna jest miłość, a nie chęci. Bo nawet z wielkimi chęciami nic nie zrobi się bez prawdziwej miłości. KAŻDE STWORZENIE ZASŁUGUJE NA MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWĄ
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
jamnikija 03:45 | 18-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Dziwicie się czemu ludzie oddają chore zwierzęta do schronisk, bądź je usypiają. Popatrzcie na to inaczej. Ludzie oddają ludzi do domów dziecka, starców, do hospicjum. Jeśli człowiek nie umie lub nie chce zaakceptować drugiej osoby i jej choroby nie jest w stanie zaakceptować psa ! To oczywiste. Ludzie boją się chorób. Boją się odpowiedzialności za drugą osobę. Nie chodzi tu tylko o psy- mimo, że to o nich jest ten temat. Chodzi mi o ludzi. Ludzie nie mają czasu na zajmowanie się chorym. Myślą, że to za duża odpowiedzialność. Boją się konsekwencji. Boją się patrzeć na cierpienie drugiej osoby. Obawiaja się najgorszego- śmierci- co wtedy będzie? Jak spojrzeć wtedy na konającego przyjaciela? Jak? Jak patrzyć na jego cierpienie, ból? Jak? Nie mozna oczekiwać, że człowiek zajmie się chorym psem -jeśli nawet nie umie opiekować się drugim człowiekiem! Niestety, taka jest prawda. Piszecie tu komentarze, że byście zaopiekowali się ślepym psem? Połowa z was, by oddała go do schroniska po pierwszym dniu! Nie okłamujcie się... Takie to tylko pisanie na pokaz. Wy nie wiecie ile to odpowiedzialności, nie myślicie o konsekwencjach. Założę się, że byście uśpili psa- jakiegokolwiek, niż wolilibyście patrzeć jak umiera. Taki jest człowiek. By móc żyć z psem, który jest chory na prawdę potrzebna jest miłość, a nie chęci. Bo nawet z wielkimi chęciami nic nie zrobi się bez prawdziwej miłości. KAŻDE STWORZENIE ZASŁUGUJE NA MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWĄ!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
lara50 03:24 | 15-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Jeśli pies opiekuje się osobą niepełnosprawną to dlaczego
ktoś nie może opiekować się niepełnosprawnym psem ?
Przecież brak zmysłów nie jest przeszkodą do miłości. Takiej
międzyludzkiej,ale też pomiędzy psem a człowiekiem. To
prawda, niepełnosprawność ogranicza nas i naszych pupil ,
lecz czy jest to istotne ? Ważne jest, aby móc żyć normalnie
z takim zwierzęciem, bo szczególnie dla wrażliwych ludzi
jest to trudne. Jeśli widzimy smutek innej istoty, my także
stajemy się do końca szczęśliwi. Ale czy to znaczy, iż nie
można ? Jeśli druga osoba jest dla nas ważna robimy dla niej
wszystko. Tak samo może być z pupilem . Dlatego, gdyby nam
przydarzyła się taka rzecz nie pozwólmy , by stanęła na
przeszkodzie do normalnego życia i najzwyklejszej miłości,
jaka dzieli psa i człowieka.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
nati-12-1998 08:52 | 04-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Bardzo się cieszę, że ludzie są na tyle mądrzy, aby zaakceptować każdą wadę psa. Wielu ludzi też nie widzą, nie słyszą, a mimo to żyją w trosce i szczęściu. Psy też powinny być szanowane, a człowiek, który naprawdę kocha swojego psa, nie będzie chciał go oddać z powodu wady wzroku, tylko zrobi wszystko, żeby pies był otoczony troską i miłością. Właściciel psa z tego rodzaju wadą powinien kochać go bezwarunkowo, tak, jak każdy pies kocha swojego właściciela. Powinniśmy odwdzięczyć się psu za jego miłość, pomagając mu żyć z wadą wzroku. Pies w zamian za troskę właściciela na pewno obdarzy nas zaufaniem i miłością.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Yoanna 08:34 | 02-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Nie rozumiem, dlaczego pies, który jest w jakiś sposób upośledzony miałby kochać człowieka mniej od sprawnego zwierzęcia. Ludzi odstrasza zwykle wiadomość, że czworonóg nie widzi lub jest głuchy. Nierzadko też widzimy w ogłoszeniach o adopcji prośbę, by na to nie zważać i stwierdzenie, że zwierzę ma marne szanse na znalezienie nowego domu. A przecież my powinniśmy to zrozumieć, wszakże kto inny pomaga niewidomym ludziom? Właśnie psy. Są oczami niewidzących, uszami niesłyszących, a nawet alarmują o ataku choroby. Dlaczego, więc ludzie nie chcą, czy też boją się sprawować funkcję opiekuna psa, który w jakiś sposób stracił zmysł? Zapewne wiąże się to z wielką odpowiedzialnością i podwojona ilością pracy przy psie, ale jakaż ogromna powinna być satysfakcja! A psia miłość jeszcze większa!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
linekns 10:24 | 26-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Opisana przez Was historia to opowieść o człowieku, który
znalazł przyjaciela i akceptuje go mimo wszystkich jego wad
i ułomności.
Niestety mam wrażenie, że coraz częściej w takich sytuacjach
podejmuję się decyzję o uśpieniu zwierzęcia. Kiedy pies nie
spełnia cudzych oczekiwań podejmowana jest decyzja
najprostsza. Usprawiedliwienie jest w takiej sytuacji
błahe. A co z naszym przyjacielem? Stracił wzrok, słuch lub
nabył ułomność fizyczną, ale nadal kocha nas z całego psiego
serca, liczy na pomoc człowieka.
Zdarzają się różne sytuację, ale zawsze da się coś wymyślić,
choćby zrobić wszystko by znaleźć mu najlepszy, kochający
dom. W najgorszej sytuacji jest pies, on niestety nie może
powiedzieć co myśli i czuje w takich sytuacjach.A przecież
pies niewidomy/kaleki/chory ma taką samą chęć życia jak
każdy inny!
Nazywamy psa przyjacielem, więc traktujmy go jak
przyjaciela. Dbajmy o niego, troszczmy się - pies odpłaci
nam się tysiąckroć większą miłością i lojalnością. Nie
zapominajmy o tym - miejmy przyjaciela i bądźmy
przyjacielem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
ola_love_dog 07:27 | 26-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Według mnie to naprawdę piękne, kiedy ludzie przygarniają
poszkodowane psy. Odnoszę się tu też do rasowych psów, a
mianowicie: psy rasowe (np. Agor) kojarzą nam się z
wystawami, pięknem i rodowodem. Zawsze kiedy widzimy uliczne
psy- zrzekamy się z opiekuńczości do czworonogów, mówiąc:
"Oo, jaki brudny kundel". Podkreślam słowo :kundel, gdyż to
zawsze takie psy kojarzą nam się z poszkodowanymi,
bezdomnymi zwierzakami, których nikt nie chce.
W przypadku Beaty Kryś-Malcewicz jestem pod wrażeniem.
Jej pierwszy pies, w wieku 11-miesięcy oślepł całkowicie.
Współczuję jej tego, lecz sama kiedyś to przeżyłam. Chciałam
się poddać, ale zrozumiałam jak pies jest silny i wierny.
Bardzo chciałabym, aby takich ludzi jak Beata było coraz
więcej, którym nie chodzi o pieski wystawowe.
Kiedy przechodzimy ulicą widząc kulejącego, brudnego psa-
nie odchodźmy bez politowania. Reasumując, nie chodzi mi o
to, aby wziąć psiaka na ręce, pogłaskać i pójść. Mógłby być
niezaszczepiony, lecz nie tylko chodzi o nasze zdrowie. W
wierszu Tadeusza Różewicza "List do Ludożerców" zwraca się
do nas, abyśmy nie byli egoistami.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
clare 12:42 | 25-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Zacznijmy od zadania sobie pytania- czy pies ma wpływ na to , jaki się urodził? Nie. A więc dlaczego człowiek każe go za coś, co nawet w najmniejszej mierze nie zależy od czworonoga? Dlaczego człowiek nie ofiaruje psu godnych warunków życia, a zamiast tego wyrzuca go na ulicę, czy oddaje do schroniska? Czy pies na to zasłużył? Dlaczego człowiek zamiast obdarzyć psa miłością, uważa go za kogoś gorszego, bo ten urodził się głuchy, ślepy... Dlaczego człowiek nadal nie potrafi docenić wierności i oddania psiego przyjaciela?
Pragnę z całego serca podziękować ludziom, którzy te rzeczy docienili, nie zważali na wrodzone choroby swojego psa, czy błędy ludzkie, które częściowo odbiły się na zdrowiu i psychice czworonożnego domownika.
Jestem pewna, że psy należące do takich ludzi, będą swoim właścicielom wdzięczne do końca swoich psich dni.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
clare 12:38 | 25-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Odpowiem wierszem...Wiem, że to nie jest komentarz...Ale myślę, że odpowiednio opisuję los większość psów głuchych, ślepych...
Ślepy,stary i niechciany...
Smutny,nieszczęśliwy,niekochany...
Znalazł pana, pana złego.
Który na początku nie widział niedobrego stanu psiego...
Wyrzucił on psa, który głuchy się okazał...
"Właściciel" na życie na ulicy go skazał.
Lecz tego samego dnia- cud się zdarzył!
Pojawił się nowy właściciel, którego Burek sobie wymarzył.
Teraz pies w psich luksusach żyje,
nowy pan codziennie go myje.
I kocha, rozpieszcza, dba o niego,
Za nic ma brak wzroku przyjaciela psiego.
Bo nie to jest najważniejsze,
Bywają problemy większe!
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
Kikaa 03:48 | 25-01-2011 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
większości ludzi wydaje się, że jak zwierze traci zmysły to nic z niego nie będzie, a wrecz oprzeciwnie, zwierzęta kochaja nas jescze mocnie, co wiedzą, że bez nas nic nie zrobią i po tym mozna widzieć, jak zwierze potrafi ufać człowiekowi. Jeden koń oślepł wszyscy mówili, że z niego juz nic nie bedzie, a jego właścicielka się uparła, że go nie uśpi, i miała racje, ponieważ teraz ten koni tak jej ufa, że skaczą razem przez przeszkody.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
emis 01:32 | 24-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego ,że nasz pies nie słyszy,nie widzi lub nie węszy.Kiedy się w końcu dowiadujemy mamy mieszane emocje.Czasami oddajemy psiaka do schroniska chociaż on nic nie zawinił i mimo utraty zmysłu bardzo nas kocha.Z uśmiechem na twarzy przeczytałam styczniowy temat miesiąca.Dlaczego? Może po prostu ucieszyłam się ,że te pieski mają domy i kochających włascicieli? Albo dlatego,że żyje im się teraz równie dobrze jak każdemu innemu pieskowi? Nie wiem.Ale jestem pewna,że gdyby mój pies nie posiadałby jakiegoś zmysłu , kochałabym go tak samo jak każdego innego psa.
Agor,Ari i Funia są najlepszym przykładem na to,że i takie psy mogą żyć normalnie.Co z tego,że brakuje im czegoś ,czego my używamy na co dzień? Mają za to cos,czego my nie mamy.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
clare 11:21 | 22-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
„Miłość mimo utraty zmysłów”… Ale dlaczego jest tu jakieś „mimo”? Czy człowiek nie powinien kochać każdego psa, bez względu na to, jaki się urodził? Dlaczego psy inne, niepełnosprawne są oddawane do schronisk, wyrzucone na ulicę, uznawane za „gorsze”? Przecież one również są wierne swojemu właścicielowi, ufają mu, uwielbiają go bezgranicznie… Za los psa odpowiada przecież człowiek, dlaczego więc dla czworonogów pozbawionych zmysłu węchu, wzroku, słuchu los nie oszczędza nieszczęścia? Paradoksalnie, psy niepełnosprawne bardziej potrzebują pomocy człowieka niż jakiekolwiek inne istoty. Bo to właśnie one są od niego uzależnione. Pragnę z całego serca podziękować ludziom, którzy taką pomoc swoim czworonogom dostarczyli.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
paulinka1997 09:55 | 22-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wypadało by dodać iż człowiek powinien być najlepszym przyjacielem psa, ale czy tak jest? Przyjaźń do czegoś zobowiązuje. Aby coś otrzymać należy coś dać od siebie. Doskonałym przykładem takiej wzajemności są bohaterowie tematu miesiąca. Wielu z nas nawet w okresie świąt, które tak wiele znaczą, a przynajmniej powinny znaczyć w naszym życiu, woli przejść obojętnie wobec cudzego nieszczęścia. Nieszczęściem nazwiemy w tym przypadku także niepełnosprawność. Kiedy mówimy o tej przypadłości mamy zazwyczaj na myśli człowieka i niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że dotyka ona także oddane czworonogi. Niestety podobnie jak ludzie są one czasem odpychane "na margines", opuszczane. Dlaczego? Przyczyny są różni. Właściciele nie chcą być ograniczeni takim zobowiązaniem, boją się kosztów leczenia czy tej wzajemności. Są jednak ludzie, którym los takich istot nie jest obojętny. To dzięki nim uczą się one normalnego funkcjonowania w tym świecie. W świecie, który nie zawsze przychylnie na nie spogląda. A są to przecież normalne zwierzęta! To, że różnią się nieco od całkiem zdrowych kompanów nie jest ich wyborem. Dobrze, że chociaż część tych stworzeń może cieszyć się wsparciem i miłością kochających je ludzi. Ludzi, którzy nie boją się zobowiązania przyjaźni. Dają miłość i dostają z powrotem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
clare 04:00 | 22-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
"Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka"... Ale dlaczego? Czy dlatego, że ma dobrze rozwinięty zmysł słuchu, węchu, wzroku? Czy dlatego, że od razu reaguje na komendę właściciela? Czy dlatego, że świetnie nadaje się do sportów w stylu frisbee, bikejoring? Myślę, że każdy psiarz, wie, że na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi "nie". Z jakiej racji więc psy niepełnosprawne, inne, trafiają do schronisk lub są wyrzucane na ulicę? Czy nie zasługują na miłość? Pies jest przecież cudownym przyjacielem ze względu na jego ufność, zapatrzenie w swojego pana, wrażliwość, wierność. Co do tego mają jego wrodzone choroby? Nic!
Pragnę podziękować wszystkim ludziom, którzy nie poddali się w obliczu problemów genetycznych swojego pupila. Jestem pewna, że takie czworonogi będą wdzięczne swojemu właścicielowi do końca swoich dni i całym psim sercem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
| |
|
clare 01:04 | 21-12-2010 Odpowiedz |
|
| |
 |
|
 |
| |
 |
Wydawałoby się, że większość ludzi nauczyła się tolerować osoby niepełnosprawne. Osoby- tak, ale czy inne istoty również? Tutaj pojawiły się moje wątpliwości, zwłaszcza po przeczytaniu ostatniego numeru Przyjaciela Psa.
Oczywistym jest dla mnie faktem, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, bez względu na to, czy ma rozwinięty zmysł słuchu, wzroku, węchu... A więc dlaczego psy "inne", niepełnosprawne trafiają do schronisk? Czy to ich wina, że urodziły się takie, a nie inne? Według mnie nie.
Pragnę podziękować wszystkim ludziom, którzy nie poddali się w obliczu wrodzonych chorób swojego psa i nie zapomnieli o tym, jak te bardzo potrzebowały ich pomocy. Jestem pewna, że takie zwierzaki będą swoim właścicielom wdzięczne do końca swoich dni i okazywały to całym psim sercem.
|
 |
|
| |
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
 |
 |